Nie, jaskiniowcy nie mieli supermocy:

35b1fe150c71eddf03c8202e7845Dosłownie cztery dni temu usłyszałem taką wypowiedź:

„Ludzie z paleolitu byli znacznie lepiej przystosowani do przetrwania w środowisku naturalnym niż obecni, mieli bardziej wyostrzone zmysły i umiejętności, których dziś już nie posiadamy – pisze o tym Yuval Noah Harari, „Sapiens. od zwierząt do bogów”.

Jest to straszna (choć wpisująca się w pewien prąd internetowych wierzeń) bzdura, bowiem ani jaskiniowcy nie mieli supermocy, ani też Harari tego nie napisał. A jako, że jak dało się zauważyć ludzie lubią czytać o życiu naszych przodków, to postanowiłem kilka słów temu poświęcić.

Co faktycznie napisał Harari?

Yuval Noah Harari jest izraelskim historykiem i autorem poczytnej (i moim zdaniem bardzo dobrej) książki popularnonaukowej „Sapiens: Od zwierząt do bogów”. Książka ta budzi pewne kontrowersje, po pierwsze dlatego, że autor jest Żydem, ateistą, weganinem i obrońcą praw zwierząt, więc wszystkim, co najgorsze. Po drugie, że książka ta to takie nihil novi, stanowiąca sumę rzeczy, które można było już wcześniej przeczytać u innych badaczy zajmujących się ewolucją naczelnych, rozwojem społeczeństw, ekonomią, historią religii, genetyką, neuropsychologią i wieloma innymi dziedzinami. Różnica polega na tym, że pozycja ta napisana jest dość lekkim, przejrzystym stylem, a sam autor potrafi utrzymać uwagę czytelnika stawiając niekiedy wywołujące emocje tezy bez jednoczesnego zrażania do siebie odbiorcy.

Ogólnie w logice istnieje założenie, że jeśli fałszywe dane prowadzą do prawdziwych wniosków, to całe zdanie jest prawdziwe.

Jest to o tyle istotne, że Harari niejednokrotnie posługuje się teoriami, które budzą kontrowersje, zarówno wśród niektórych elementów społeczeństwa („ewolucja jest faktem”, „to człowiek stworzył bogów”, „kapitalizm generalnie działa”) jak i są dyskusyjne wśród naukowców (o tym dalej).

Niemniej jednak książka ta nie jest pozycją naukową, a popularnonaukową. To znaczy: jej celem nie jest prowadzenie badań i dochodzenia do świeżych wniosków na bazie zgromadzonych danych, ale przedstawienie obecnego stanu wiedzy na temat korzeni i zasad funkcjonowania ludzkiego społeczeństw osobom niefachowym. Pytanie brzmi, co uważamy za wartościową wiedzę i co chcemy powiedzieć? Czy (na przykład) w wyrażeniu „Egipcjanie zbudowali piramidy” konieczne jest powiedzenie za pomocą jakich narzędzi? I czy wyrażenie „Egipcjanie zbudowali piramidy krusząc skały dynamitem” czyni wyrażenie „Egipcjanie zbudowali piramidy” mniej prawdziwym?

Otóż: moim zdaniem nie. Jest to nadal wiedza, mimo że powierzchowna i mało specjalistyczna. Lepiej więc, żeby ludzie wierzyli Harariemu, niż Denikenowi, czy Ziębie…

Co i dlaczego powiedział Harari dokładnie w tej sprawie?

harari1

harari2

Mam trochę wrażenie, że trafiłem na zwolennika diety paleo lub prepersa.

Superumiejętności obróbki krzemienia:

Istnieje taki kraj, który nazywa się Węgry, żyje w nim lud nazywany Węgrami, posługujący się (mało oryginalnie) językiem węgierskim. Przeciętny Węgier zamieszkały na Węgrzech posługuje się językiem węgierskim w stopniu niespotykanym wśród innych ludów, a być może lepiej, niż ktokolwiek, kto nie urodził się i nie spędził całego życia w tym państwie w ogóle mógłby się nauczyć.

Czy oznacza to, że Węgrzy z Węgier mają supermoce lub specjalne talenty lingwistyczne?

Nie!

Oznacza to wyłącznie, że od najmłodszych lat nie robią nic innego tylko paplają po węgiersku. Mają więc wykształcone w mózgu połączenia nerwowe odpowiedzialne za posługiwanie się tym językiem, wyrobiony do niego słuch oraz odpowiednio rozćwiczone mięśnie krtani.

Tak samo jaskiniowcy przewyższali nas (za wyjątkiem może niewielkiego grona jubilerów) w obróbce krzemienia z tej przyczyny, że oni po prostu robili to całe życie, a co więcej: mogli uczyć się od ludzi, którzy też robili to całe życie, najczęściej od małości. Umieli to, gdyż żyli w odpowiedniej kulturze przekazu i naśladownictwa, w czasach, kiedy umiejętność ta była potrzebna, a być może też niezbędna do przeżycia.

Wiedza ta umarła wraz z zaawansowaną obróbką brązu, bo przestała być potrzebna. Nie wynika to z tego, że jaskiniowcy byli super-zdolni, tylko z tego, że umiejętności, które wypracowali i przekazywali z pokolenia na pokolenie, tak jak Węgrzy umiejętność posługiwania się swoją mową rodzimą, przestały być potrzebne. Więc przestali je przekazywać, a współcześni ludzie nie mają potrzeby ich zgłębiać od wczesnego dzieciństwa…

Umiejętności przetrwania w społeczeństwie przemysłowym:

Faktem jest, że społeczeństwo przemysłowe i rolnicze pod wieloma względami premiuje jednostki mało zaradne, mało inteligentne i hołdujące zachowaniom, które w społeczeństwie myśliwych-zbieraczy byłyby śmiertelnymi wadami (jak masowe pijaństwo). A raczej: nie eliminuje ich natychmiast.

Bardziej wynika to jednak z obfitości i pewności zasobów, jakie dostarcza społeczeństwo rolnicze, niż z faktu, że jaskiniowcy byli tacy mega.

Nie da się ukryć, że prace wykonywane w społeczeństwie rolniczym i przemysłowym często są rutynowe, monotonne i powtarzalne. Nie wymagają też nierzadko podejmowania jakichkolwiek, nawet najprostszych decyzji. Życie w tego typu warunkach często przebiega zgodnie z ustaloną, niezmienną, roczną lub dzienną rutyną: wstać o określonej porze, iść w określone miejsce i do wieczora łuskać groch.

Tak więc osoby o ograniczonych zdolnościach intelektualnych mogły tam być przydatne dla społeczeństwa, spotykały się więc z jego opieką, która przejawiała się tym, że społeczeństwo pilnowało, by nie zrobiły sobie krzywdy i wyręczało je w trudniejszych zadaniach. Niemniej jednak i to wymagało opanowania pewnych umiejętności, jak choćby słuchania, gdy inni rozkazują. Niemniej jednak podstawa była taka, że ktoś inny posiada umiejętności i używa ich dla dobra niezaradnego.

Jednak nie tu leży problem. Gdyby zamienić ze sobą współczesnego człowieka i jaskiniowca, jednego przenosząc na step mamutowy, a drugiego do miasta w rodzaju Warszawy, to można założyć, że zginęliby (lub zostali wyeliminowani ze społeczeństwa w inny sposób) mniej-więcej tak samo szybko. Jeden umarłby z wyziębienia, drugi przechodząc przez jezdnię w niedozwolonym miejscu…

Wbrew pozorom współczesne społeczeństwo wymaga od nas dokładnie takich samych umiejętności współistnienia z otaczających nas środowiskiem, co społeczeństwo prehistoryczne. Różnica jest taka, że współczesne środowisko człowieka składa się głównie z betonu. Tak więc musimy wiedzieć, gdzie można zdobyć pokarm i zdatną do picia wodę, jak unikać niebezpieczeństw oraz wrogich ludzi. Zmieniły się jednak taktyki zdobywania dóbr oraz sygnały niebezpieczeństw. Dziś więc, zamiast wypatrywać węży, skorpionów i tygrysów szablastych wypatrujemy zielonego światła, obserwujemy zachowanie kierowców, uczymy się też obchodzić z ogniem, instalacjami gazowymi i narzędziami elektrycznymi. Mamy domy, ulubione sklepy i umowę z wodociągami. Wiemy też jak radzić sobie z mikrobami, pasożytami i toksynami zawartymi w naszym jedzeniu.

Umiejętności te opanowaliśmy do tego stopnia, że wielu z nas nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że nieodpowiednio przygotowany ziemniak, fasola albo kurze jajka mogłyby nas zabić…

Umiejętności te wydają się dla nas trywialne, ale tylko dlatego, że są to nasze umiejętności codzienne i opanowujemy je od najwcześniejszego dzieciństwa.

Jaskiniowcowi trywialne wydawałoby się przeżycie w stepie mamutowym, dlatego, że opanowywał te umiejętności od dnia narodzin.

Należy zauważyć, że praludzie nie żyli na postnuklearnym pustkowiu, gdzie cały, wielopokoleniowy dorobek zniknął w ciągu sekund. Przeciwnie: tak samo, jak my wiemy, gdzie są krany i sklepy z najlepszym jedzeniem oraz mamy domy lub mieszkania, oni też mieli pobudowane szałasy, wyznaczone letnie i zimowe koczowiska, wiedzieli, gdzie znajdują się ujęcia wody pitnej oraz gdzie można znaleźć obfitość pokarmu.

Tak więc tak, jak my idziemy do supermarketu raz w tygodniu on szedł do lasku, gdzie rosły leszczyny nazrywać orzechów…

Pojemność mózgu:

Wyraz „pewny” może być użyty w dwóch znaczeniach. Pierwszym jest „są silne dowody”, drugim „niektóre dowody”. W tym wypadku należy raczej mówić o „niektórych dowodach”.

Ogólnie rzecz biorąc istnieje hipoteza czy może nawet teoria większej pojemności mózgowej u wczesnych homo sapiens. Nie posiada ona jednak silnego poparcia naukowego.

Naczelnym dowodem jest czaszka tak zwanego Człowieka z Hero, będąca najlepiej zachowaną czaszką przedstawiciela Homo sapiens idaltu (człowiek rozumny starszy), która posiadała puszkę mózgową o pojemności 1450 centymetrów sześciennych (dla współczesnego człowieka jest to 1375 centymetrów sześciennych).

Problem z tą hipotezą polega na tym, że posiadamy tylko jedną czaszkę przedstawiciela homo sapiens idaltu zachowaną na tyle dobrze, żeby dało się wykonać pomiary… Tak więc nie da się powiedzieć, czy należał on do populacji mózgowców, czy też po prostu miał nienaturalnie dużą głowę…

Wyczulone zmysły:

Tutaj mam trochę wątpliwości…

Generalnie człowiek, nawet współczesny jest w stanie usłyszeć pająka w trawie lub w ściółce leśnej. Jest to głównie kwestia znalezienia się w odpowiednim otoczeniu. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest fakt iż żyjemy w otoczeniu obfitującym w dźwięki. Tak więc codziennie otacza nas hałas w granicach 30-60 decybeli. W cichych, podmiejskich okolicach jest ich około 30, w dużych miastach około 60 może nawet 70.

Podobne natężenie dźwięku panuje też na dzikiej łące w lecie, gdyż najczęściej śpiewają ptaki.

Szum liści na wietrze to 10-20 decybeli. Jednocześnie w tych granicach dźwięku słychać już pająki buszujące w ściółce, ślizgające się węże i piski myszy (wiem to z własnego doświadczenia). Takie natężenie dźwięków panuje w cichym lesie.

Tak więc: to nie jest kwestia posiadania supermocy, ale życia w dzikim świecie…

A skąd mam wątpliwości?

Otóż generalnie współcześni ludzie nie widzą dzikich zwierząt. Przykładowo kiedy dziś wracałem z pracy, na torach bawił się mały lisek… I co? Ludzie chodzili dookoła i nikt nawet go nie zauważył…

Kondycja maratończyków:

Tutaj akurat Harari mocno popuścił wodze wyobraźni.

Po pierwsze: nie za bardzo wiemy, jaka faktycznie była kondycja tych ludzi. Powód jest taki, że tkanki miękkie (czyli wszystko, co nie jest kośćmi) po prostu bardzo źle się zachowują w ziemi. Co zaś się tyczy kości to te też nie zachowują się dobrze…

Jeśli coś się zachowuje to…

Cóż Otzi, słynny „człowiek lodu” maratończykiem z pewnością nie był. Miał 157 centymetrów wzrostu, ważył 50 kilogramów. Cierpiał na niedowagę, miał chorobę wieńcową, arteriosklerozę oraz boreliozę.

Tak więc nie był to okaz zdrowia…

No, ale po jednym trupie trudno wyciągać wnioski.

Faktem jest, że w jego czasach typowy wzrost mężczyzny wynosił 167 centymetrów. Dla porównania współczesny mieszkaniec Polski ma 177 metrów

Umieśćmy wypowiedź Harariego w kontekście:

Cytowany fragment pochodzi z rozdziału Rewolucja Kognitywna, który liczy sobie 94 strony, a nie dwie. W rozdziale tym Harari mierzy się z popularnym wizerunkiem jaskiniowca, ukształtowanym przez takie dzieła jak Flinstonowie, Prehistoric czy Walka o ogień, gdzie jaskiniowiec przedstawiany był jako nieporadny włochacz krzyczący „Ugga!!!”. Przedstawia go więc jak widzimy: jako inteligentnego człowieka, posiadającego umiejętności, które dziś już zatraciliśmy, zazwyczaj sytego, szczęśliwego i odnoszącego sukcesy. Uzbrojonego w cechy, które nawet dzisiaj budziłyby podziw. W ten sposób zmienia optykę czytelnika oraz wywołuje zainteresowanie jego losem.

Obraz ten jest ważny nie tylko, żeby przykuć uwagę czytelnika, ale też by zbudować napięcie przed dalszą częścią książki. Kilka stron dalej bowiem Harari pyta się, dlaczego – skoro życie praludzi było takie wspaniałe – porzucili je, a współcześni myśliwi-zbieracze również chętnie z niego rezygnują, posyłając swe dzieci do szkół i zdając się na programy pomocy społecznej?

Powstały w ten sposób dysonans ma po prostu zainteresować czytelnika do dalszej lektury.

Nie dajmy się więc złapać na prostą hiperbolę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Książki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Nie, jaskiniowcy nie mieli supermocy:

  1. Grzdyl pisze:

    Kolejny świetny artykuł. Coś na pewno przehandlowaliśmy przechodząc na rolniczy tryb życia, jak już nasza historia dobiegnie końca to zobaczymy czy sie opłacało.

  2. Siman pisze:

    @Wyczulone zmysły
    Istnieje proste wyjaśnienie dlaczego zmysły współczesnego człowieka wydają się przytłumione: jest nim bardzo silne przebodźcowanie.

    Najprostszym przykładem są reklamy: codziennie idąc lub jadąc ulicą mijamy kilkadziesiąt bardzo dużych, krzykliwych komunikatów, stworzonych w sposób mocno przyciągający uwagę. Nie zwracamy na nie uwagi i, zapytani, pewnie nie bylibyśmy w stanie określić, ile ich było i jakiej treści. W internecie jest to samo: wyskakują nam pop-upy, co chwila w środek tekstu wskakują obrazki reklamowe lub pliki wideo. Mimo tego jesteśmy w stanie zazwyczaj przeczytać interesującą nas treść bez zauważania całego tego szumu.

    Mózg współczesnego człowieka posiadł zdumiewającą właściwość, która wymaga od niego gigantycznego wysiłku i uwagi, chociaż równocześnie powoduje że nasza świadomość funkcjonuje (pozornie) gorzej. Jestem pewien że jest na to jakieś fachowe określenie w literaturze, ja je nazywam wyszkolonym gapiostwem.

    Mam świetny przykład z pracy: onboarding w grach komputerowych. Ludzie kompletnie ignorują tutoriale do tego stopnia, że w badaniach facusowych potrafią na pytanie „jak oceniasz informacyjność tutoriali” odpowiedzieć: „w grze nie było tutoriali”. Otóż było ich kilkanaście, w formie pop-upów z obrazkiem i tekstem. Gracz nie zauważył ani jednego. Ale przecież mózg musiał je wychwycić, zakwalifikować informację jako śmieciową, znaleźć przycisk do ich wyłączenia i zaordynować ręce na myszce kliknięcie w przycisk. Wszystko w ułamku sekundy, na tyle szybko, że świadomość nawet nie zarejestrowała tego wydarzenia.

    Mózg wykonał ogromną pracę, żeby dosłownie otumanić własną świadomość ze zbędnych bodźców na tyle, żeby była w stanie skupić się na głównym zadaniu, które mózg chciał wykonać. Na własną szkodę, bo eliminując instrukcję do tego zadania.

    Nie zmienia to faktu, że dla postronnego obserwatora ów gracz jest debilem: nie zauważył serii kolorowych, pełnoekranowych komunikatów. Z bawiącym się liskiem zignorowanym przed ludzi mogło być podobnie – ich mózgi stwierdziły: po co ci zauważać liska, to nie jest przydatna informacja, zignoruj ją.

    Jest to bardzo skuteczna adaptacja do specyficznego środowiska w którym żyjemy, oczywiście bardzo szkodliwa w buszu

    • A wiesz, co jest mega śmieszne? Że bez tych bodźców nie możemy funkcjonować.

      Przykładowo: w zeszłym roku nocowałem we wiacie w Bieszczadach. Okolica była bardzo cicha, z 10 kilometrów od drogi i ludzkich siedzib, nie było ptaków, wiatru tylko z 200 metrów dalej płynął strumyk (no i myszy buszowały w trawie). Efekt: absolutny alarm organizmu. Wszystkie zmysły podniesione do granic możliwości, niepokój, zupełny zanik potrzeby snu. Przez całą noc nie zmrużyłem oka. Jak koło trzeciej w nocy zaczęło się robić widno, to zacząłem się pakować…

      Powód: mieszkam w podmiejskiej okolicy, gdzie jest bardzo cicho, ale ciągle i tak coś się dzieje. W mieście jeżdżą samochody, po torach pociąg, psy szczekają, ptaki hałasują, na ulicy świecą latarnie. A tam nic nie było. Tylko cisza i ciemność.

      • Eire pisze:

        Z drugiej strony człowiek nie był sam- nawet śpiąc miałeś dookoła swoją grupę. Możliwe, że zaalarmowanie kompletną ciszą to atawizm z tych czasów

      • Suchy pisze:

        A teraz wyobraźmy sobie, że akcja dzieje się nawet powiedzmy, że w tych samych Bieszczadach ale nie w urokliwej okolicy gdzie najgroźniejszym zwierzakiem jakiego możesz spotkać jest kleszcz tylko 30 000 lat temu na mamucim stepie i to co słyszysz w krzaczkach nieopodal to nie są myszy tylko chichoczące sobie stado hien jaskiniowych których ślepia jesteś w stanie momentami wypatrzeć w świetle ogniska.

      • Akurat 30.000 lat temu w Bieszczadach nie było ani ludzi, ani megafauny. Warunki były za trudne. Obszar porastały głównie bukowe lasy, a to nie jest dobry teren dla życia dla zwierząt (bukowe lasy nie mają gęstych, niskich partii, a teren był pofałdowany co przekłada się na duże wydatki energetyczne). Pierwsze ślady człowieka to mocno już zaawansowany neolit.

        Natomiast problemem nie było zagrożenie, tylko brak bodźców. Normalnie w miejskiej czy nawet podmiejskiej okolicy jest ich dużo. Choćby dlatego, że ludzie mają szczekające psy. Tam po prostu bodźców nie było i to mój mózg uznał za skrajnie podejrzane.

        Zresztą bliżej domu też mam takie miejsce, gdzie dostaje alarmów. To taka łąka, jakieś 5 kilometrów od miasta, na granicy cywilizacji (kilka kilometrów dalej zaczyna się obszar zniszczony przez Bitwę Dukielską, późniejsze walki z UPA i transformacje ustrojową, gdzie dosłownie nic nie ma). Znajduje się ona w niecce między dwoma wzgórzami i jest tam pastwisko. Znów nie ma ptaków, nie ma krzaków, a odgłosy cywilizacji nie docierają.

        I tam jak jadę na rowerze, to czuję się tak, jakby do mnie snajper mierzył.

      • A co do szkodliwości tej adaptacji odcinania zbędnych bodźców, to nie jestem jej pewien. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie: to może być nawet przydatne. Na dzikich obszarach też masz masę bodźców (zależy gdzie i jakich). Przykładowo żaby w sezonie godowym potrafią napieprzać 70 do 80 decybeli, a zawzięty dzięcioł, jak znajdzie dobry rezonator to nawet i więcej… Jeszcze więcej bodźców powoduje wzrok: masz masę traw, liści, drobnych zwierząt… Zdolność do skupienia się tylko na tych sygnałach, które są istotne: zmianie tonów otoczenia, głosów ptaków ze spokojnych na alarmowe, ruchu na granicy zauważalności, kształtów roślin charakterystycznych dla gatunków jadalnych może być bardziej krytyczna do przeżycia, niż analizowanie całego szumu informacyjnego w otoczeniu.

  3. Tablis pisze:

    Co do samej pojemności mózgu, to warto też nadmienić, że nie ma związku między nią a sprawnością umysłową. Największe mózgi mają wieloryby, które są całkiem kumate, ale jednak mniej od nas, wielokroć mniejszych. Kobiety mają mniejsze mózgi od mężczyzn. Kruki i papugi mają mózgi wielkości orzeszka, a dorównują inteligencją naczelnym.

    Pewna ilość neuronów oczywiście jest potrzebna, ale najważniejsza jest złożoność i sprawność sieci, jaką tworzą. Tego jednak łatwo nie zmierzysz. Te bzdury o większych czy mniejszych czaszkach to pozostałości kraniometrii, całkiem stylowej pseudonauki o jednakże koszmarnej historii.

  4. „współczesny mieszkaniec Polski ma 177 metrów” – chyba nie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s