Polowania na czarownice – trochę inne spojrzenie:

Zazwyczaj łowy na czarownice utożsamia się z fanatyzmem i histerią, które, podsycone przez publikacje w rodzaju „Młot na czarownice” Henricha Krammera i ziejących nienawiścią duchownych doprowadziły do śmierci w męczarniach tysięcy ludzi.

Istnieje też trochę inne wyjaśnienie, które nasuwa mi się po lekturze podręczników do historii ustroju. Jest ono trudniejsze do przeprowadzenia, oparte na historii ustroju. Sugeruje ono jeszcze okrutniejszą prawdę: nadużycia sądowe, chciwość oraz jawne, wyrachowane sukinsyństwo.

Wszystko zaczęło się naprawdę dawno temu:

Procesy o czary występowały w europejskiej tradycji karnej w zasadzie od zawsze. Pierwszym, istotnym źródłem, jakie należy tu wymienić było rzymskie prawo Dwunastu Tablic. To zawiera minimum dwa artykuły związane z oddziaływaniem na innych ludzi za pomocą tajemnych mocy. Były to Qui malum carmen incantassit (Kto by złe pieśni śpiewał), Qui fruges excantassit (Kto by plony zauroczył), wzbogacone potem o rozporządzenie Sulli „O mordujących podstępem”, gdzie trucicielstwo traktowane jest na równi ze składaniem ofiar w intencji śmierci bliźniego.

Jak łatwo zgadnąć Rzym w rezultacie był świadkiem rozmaitych procesów o czary. Jednakże w epoce tej oskarżenia te nie były tak popularne, jak między XIV, a XVI wiekiem. W dużej mierze wynikało to z trudnego do przeprowadzenia dowodu. Tak więc, o ile oskarżenia się zdarzały, tak faktycznie niewiele osób zań skazano.

Sytuacja zaostrzała się stopniowo po roku 306, dojściu do władzy Konstantyna I Wielkiego oraz uczynieniu z Chrześcijaństwa religii państwowej. Początkowo państwo, mimo sojuszu z kościołem traktowało pogan tolerancyjnie, jednak sytuacja z czasem się zmieniała. Tak więc w roku 392 edykt Teodozjusza przekreślił zasadę tolerancji wyznaniowej. W roku 416 odsunięto pogan od urzędów państwowych, a w 435 roku kult pogański, podobnie jak kilka innych przestępstw (np. tworzenie horoskopów cesarza) stał się zbrodnią Iulia de maiestate czyli przestępstwem obrazy majestatu.

Obraza majestatu natomiast traktowana była w prawie rzymskim jako zbrodnia równoważna zdradzie. Karano ją śmiercią i konfiskatą mienia. To ostatnie częściowo przepadało na rzecz państwa, a częściowo stawało się własnością donosiciela, który złożył skargę.

Procesy o czary oraz inne formy obrazy majestatu były bardzo częste przez całą historię Rzymu, a powyższe regulacje tylko je nasiliły. Jednakże rzymska procedura prawna sprawiała, że, o ile łatwo było kogoś o czary, pogaństwo, odstępstwo od religii czy herezje oskarżyć, to, bez mocnych dowodów trudno było zań skazać. Co więcej sam oskarżony mógł reagować kontr-oskarżeniem, tym razem o pomówienie. Mimo to istniała prawdziwa plaga oszczerców, którzy próbowali szczęścia oskarżając o te zbrodnie każdego, w nadziei, że uda mu się majątek skonfiskować.

W wyżej omówionej postaci przepisy te weszły w skład Kodeksu Justyniania zredagowanego w VI wieku.

Potem nastało średniowiecze i przez chwilę trwał spokój:

Potem Cesarstwo Rzymskie upadło, a jego tereny zostały zajęte przez barbarzyńców. Za wyjątkiem Włoch, południowej Francji oraz części Hiszpanii i Portugalii (oraz oczywiście Bizancjum) prawo rzymskie poszło w zapomnienie. Jego miejsce zajęły germańskie prawa zwyczajowe. Te często również penalizowały praktyki pogańskie, jednak były dużo łagodniejsze. Przede wszystkim prawa germańskie opierały się głównie na główszczyźnie, co znaczy, że skazani w pierwszej kolejności płacili grzywnę, a nie byli zabijani. Co więcej, wraz z postępującą chrystianizacją pogaństwo zanikało, a prawa te popadały w zapomnienie.

W efekcie w X wieku Canon Episcopi, będący instrukcją postępowania dla biskupów stwierdzał, że czarów nie ma. Cuda mogły być bowiem dokonywane wyłącznie przez Boga. Osoby upierające się przy istnieniu czarów: zarówno samozwańczych czarowników jak i osoby oskarżające o czary osoby trzecie, zalecono poddawać ekskomunice.

Przez jakiś czas był więc spokój.

Recepcja prawa rzymskiego:

Niestety ów czas nie stał w miejscu. Tak więc pod koniec średniowiecza nastąpiło zjawisko, które zasłynęło jako recepcja prawa rzymskiego. Polegało ono na zastąpieniu lokalnych praw zwyczajowych za pomocą prawa rzymskiego. Proces ten nie był jednakowy dla całej Europy i nie postępował wszędzie z taką samą prędkością. Nie objął też całego kontynentu. Rozpoczął się on we Włoszech około XIII wieku i z czasem przesuwał się coraz dalej, obejmując większość krajów Rzeszy Niemieckiej.

Prawo Rzymskie w tym sensie było dość specyficznie rozumiane i składało się z:

  • Corpus Iuris Civilis

  • prawa kanonicznego

  • włoskiego zbioru praw feudalnych.

Corpus Iuris Civilis był po prostu późnośredniowieczną wersją Kodeksu Justyniana, uzupełnioną o późniejsze, bizantyjskie ustawodawstwo. I jak łatwo zgadnąć zawierał ten fajny zapis, który uprawianie czarów, wróżbiarstwa i innych pogańskich praktyk traktował jako zdradę.

Pierwsze procesy o czary:

Jeśli pominąć heretyków, których oskarżano przy okazji o spotkania i spółkowanie z diabłem oraz krzywdzenie ludzi za sprawą nadprzyrodzonych mocy, pierwszym znanym mi przykładem procesu o czary jest proces arcybiskupa Troys, który został w 1305 roku oskarżony przez Ludwika, króla Nawarry o spowodowanie śmierci Ludwika Pięknego, króla Francji za pomocą magii. Biskup został skazany przez sąd papieski. Na tym się nie skończyło. Jako, że po Ludwiku Pięknym śmierć poniosło część osób mających uprawnienia do tronu, poszła plotka, że istniało stronnictwo chcące przejąć tron, a pozbawiające następców życia za pomocą figurek z wosku. Koniec końców za winnego uznano możnego Engerrauda de Marigny, którego następnie powieszono. Był to nawiasem mówiąc uczciwy koniec. Ten sam człowiek bowiem oskarżył o czary wielkiego mistrza zakonu Templariuszy.

Z oskarżenia o czary bardzo chętnie korzystał też Papież Jan XXII. Ten zarzucił ich sprawowanie Mateo Visconti, przywódcy północnowłoskiego stronnictwa gibelinów (tzn. zwolenników cesarza i przyłączenia Włoch do Niemiec), Fryderyka da Montefeltre, księcia Urbino oraz cesarza Ludwika Bawarskiego.

Poza królewską rodziną we Francji, gdzie większość ofiar wynikała z wewnętrznych intryg dworskich oskarżenia te najczęściej nie były skuteczne. Odbierano je po prostu jako element walki politycznej. Co więcej panował ogólny konsensus, że szlachty się nie torturuje, co utrudniało wymuszanie zeznań.

Po drodze faktycznie objawili się czciciele diabła:

Dokładniej rzecz biorąc lucyferianie. Średniowieczny lucyferianizm był charakterystyczną dla Niemiec odmianą kataryzmu, przesiąkniętą gnostycyzmem. Gnostycy wierzyli, że jest dwóch bogów: dobry, w niebie, którzy stworzył ludzkie dusze, oraz zły, który uwięził je w materialnych ciałach, gdzie cierpią upokorzenia. Można się od nich wyzwolić żyjąc moralnie i praktykując ascezę.

Lucyferianie wierzyli w podobne rzeczy, przy czym trochę pozmieniali. Tak więc byli przekonani, że istnieje dobry bóg Lucyfer, który stworzył co cielesne i zły bóg niebiański, który tamtego uwięził w piekle, a ludzi wystrychnął na dudka. W związku z tym nie należy chodzić do kościoła, żyć tak, jak podpowiada człowiekowi sumienie i modlić się do diabła, by dodać mu sił moralnych do ucieczki.

Lucyferianizm z jakichś powodów nigdy nie stał się popularną herezją, ale wytępienie go okazało się bardzo trudne. Pierwsze procesy jego wyznawców miały miejsce w XI wieku, ostatnie w Angermunde, Prenzlau i Szczecinie w 1392 roku. Lucyferianie, z uwagi na dość idiotyczny obiekt czci budzili też strach, niemal psychotyczny, wszędzie, gdzie pojawiły się o nich plotki.

Reformy prawa niemieckiego:

W roku 1532 Sejm Rzeszy uchwala tak zwaną Carolinę czyli Constitutio Criminalis Carolina. Jest to światowy przełom w prawie karnym oraz jednocześnie w tępieniu czarownic. Sama uchwała oparta jest o reformę prawną biskupa Bambergu z 1507 roku, a ta na prawach stosowanych lokalnie na innych obszarach rzeszy.

Carolina zmienia sposoby postępowania w w przypadku sądów. Po pierwsze: sędzia, w wypadku pojawienia się dowodów winy staje się śledczym, a następnie oskarżycielem, jednocześnie samemu wydając wyrok.

Wprowadza też stopniowanie dowodu. Dowodem najwyższym było przyznanie się do winy. Jeśli pojawiały się oskarżenia i zeznania, w wypadku największych zbrodni można było wymuszać je za pomocą tortur.

Do najcięższych zbrodni należały morderstwa i zabójstwa, podpalenia, rozboje oraz oczywiście czary, herezja i porzucenie wiary. Za te wymierzano kary kwalifikowane, czyli bardzo bolesne egzekucje. Tych Carolina znała pięć. Były to: ćwiartowanie (wymierzane tylko za zdradę kraju), utopienie (przeznaczone tylko dla kobiet), spalenie, pogrzebanie żywcem i łamanie kołem (wymierzane tylko w wypadku mordu skrytobójczego).

Potem poszło już z górki…

Grunt był już przygotowany przez Lucyferian i Malleus Maleficarum, czyli niesławny Młot Na Czarownice wydany w 1487. Tak więc, gdy okazało się, że:

  • sędzia może ścigać i karać każdego, kogo zechce na podstawie bardzo wątłych przesłanek

  • nie tylko może, ale wręcz oczekuje się od niego, że będzie wymuszał przyznanie do winy za pomocą tortur

  • i po zamęczeniu ofiary może skonfiskować cały jej majątek, z czego znaczną część go przejąć dla siebie

To nie trudno zgadnąć, że powstały idealne warunki dla wszelkiej maści sukinsynów i psychopatów, którzy tropili okazję, znaczy się: czarownice, gdzie popadło.

Bibliografia:

  • J. Bardach, B. Leśnodorski, M. Pietrzak, „Historia ustroju i prawa polskiego”, Warszawa 2009
  • M. Szczaniecki, „Powszechna historia państwa i prawa”, Warszawa 2016
  • J. Ptaśnik, „Kultura wieków średnich”, Warszawa 1959
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Polowania na czarownice – trochę inne spojrzenie:

  1. Michał pisze:

    Patrząc po lekturach poczułem się jak na pierwszym roku studiów xd Chociaż jak kojarzę ustepy dotyczące średniowiecznej procedury karnej to też tam nie bylo rewelacyjnie bo np. bardzo utrudnione bylo przeprowadzenie kontrdowodu oraz proces oparty był często na rytuale, gdzie błąd „formalny” potrafił być mocno kosztowny. Ale fakt renesans to zdziczenie obyczajów.
    PS Nasi rodzimi sędziowie karni też są duchem z czasów Caroliny.

  2. Grisznak pisze:

    Mam na stanie książkę o procesach o czary na pomorzu i kujawach. Praktycznie w każdym przypadku, gdy sąd zajął się sprawą poważniej, wychodziło, że szło nie o czary, ale o sprawy majątkowe lub konflikty sąsiedzko-rodzinne.

  3. Kasztelan pisze:

    Jedna z „legend” Usa czarownice z salem, opowiada o czlowieku ktory wiedzac o co chodzi nie przyznal sie do czarow. Torturowany poprzez miazdzenie przez powiekszany ciezar kamieni mial powiedziec tylko „wiecej ciezaru”. To tak z ciekawosci jaka kara byla za niesluszne oskarzenie przed Carolina?

    • W teorii fałszywie zeznający lub fałszywie oskarżający powinien zostać wydany na takie same męki, na jakie naraził oskarżonego i ukarany w ten sam sposób, jak ukarany byłby oskarżony…

      W praktyce w wypadku spraw lżejszej wagi istniała instytucja pozwalająca na zmniejszenie wyroku. Mógł o to wystąpić szlachcic (w Niemczech: minimum szlachcic ziemski, czyli baron i wyższy), proboszcz lub burmistrz miasta. Wówczas często zmieniano wyrok na karę pieniężną i chłostę.

      Przy czym, przy najcięższych zbrodniach, jak rozbójnictwo, podpalenia, czary etc. nie było możliwości złagodzenia wyroku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s