Top 10 anime lat 70-tych i 80-tych ważnych dla polskiego fandomu

captain-tsubasa-captain-tsubasa-holly-hatton-benji-price-mar-demotivational-poster-1218663626Poprzednia toplista anime, mimo, że generalnie napisana była na kolanie wywołała duże zainteresowanie, co zachęciło mnie do rozbudowania tematu i zajęcia się anime z lat 70-tych i 80-tych. Powiem uczciwie, że początkowo planowałem pominąć te dwie dekady, bowiem nie sądziłem, by interesowały kogokolwiek. Niemniej jednak widać, że popełniłem pomyłkę, poprawa której może przynieść mi jednak same korzyści.

Ogólnie rzecz biorąc zachowanie się ruchu w poprzednich dwóch toplistach dotyczących anime jest dziwne. Otóż: obydwa te teksty, mimo, że delikatnie mówiąc nie są najlepsze zdobyły bardzo dużą ilość wyświetleń. Owszem, toplisty zawsze należały do popularnych, a przy tym łatwych do tworzenia tekstów, zgarniających niezły ruch przy małym wysiłku. Niemniej jednak nie tłumaczy to liczby wyświetleń większej o rząd wielkości niż w wypadku innych wpisów.

Prawdę mówiąc trudno też racjonalnie uzasadnić dlaczego napisany na kolanie post wypływa przez następny miesiąc na kolejnych grupach Facebookowych budząc tam burzliwe dyskusje, skoro powinien utonąć w natłoku identycznych top-list pisanych przez 14-latki. Nie powiem, żeby mnie to smuciło, jednak zjawisko to jest dziwne i prawdopodobnie wynika z jakiś głębszych problemów strukturalnych polskiego środowiska mangi i anime. Po prostu Internet nie powinien tak działać.

A działa…

Przejdźmy jednak do tematu.

Duch czasu:

Ponownie, jak w wypadku poprzedniego cyklu rozpocznę cykl od omówienia ducha czasu tamtej epoki. Jak pisałem poprzednio: w latach 90-tych w Polsce mieliśmy do czynienia z nieco dziwną sytuacją, w efekcie czego mieliśmy fanów anime, którzy nie mieli jak oglądać anime. Ratowano się na różne sposoby: większość ludzi pościła, niektórzy, zaradni jakoś tam zdobywali anime, jeszcze jedni oglądali to, co telewizja dała.

Natura telewizji lat 90-tych:

Omawiane tu tytuły serii anime emitowane były w latach 1990-2000, przy czym większość z nich puszczono w pierwszej połowie dziesięciolecia. Obejrzeć można było je najczęściej w telewizji satelitarnej, zwykle na programie TV Polonia, choć pojedyncze wyświetlane były też na „dwójce” oraz w legendarnym paśmie anime na RTL-7, niektóre oglądane były na stacjach zagranicznych, głównie po niemiecku.

Telewizja w tamtych czasach znacząco różniła się modelem biznesowym od współczesnej. Zasadniczo pasma telewizyjne były nieliczne, a ilość stacji ograniczona. Na początku lat 90-tych działały zaledwie dwie stacje państwowe, a telewizje prywatne dopiero raczkowały. Pierwsza stacja satelitarna: TV Polonia powstała dopiero w roku 1992, kilka miesięcy później dołączył do niej Polsat, który dla wielu był symbolem luksusu i bogatej oferty. Przez chwilę nasz rynek starali się kolonizować Niemcy ze swym RTL-7. Dominujący obecnie na rynku TVN narodził się dopiero pod koniec dekady w roku 1997.

Narodziny TVN były zwiastunem poważnych zmian na rynku. Te zaszły jednak dopiero w kolejnym dziesięcioleciu, wraz z narodzeniem się filozofii Reality TV, która do Polski trafiła w roku 2001, sprawiając, że współcześnie nie ma powodów oglądać telewizji. Wbrew mitowi założycielskiemu Fandomu prawdopodobnie to właśnie ona (a nie niesławny, 10 minutowy spot w programie „Uwaga!”) była przyczyną zakończenia emisji nie tylko anime w Polsce, ale też rezygnacji z wielu innych, drugorzędnych elementów ramówki, jak stare seriale, programy edukacyjne czy bajki dla dzieci. W odróżnieniu od tychże programy „reality tv” (do których zalicza się nie tylko „Big Brothera” ale też takie twory jak „Mam talent” czy „Ważne sprawy”) są po prostu bardzo tanie w realizacji, a przyciągają najmniej taką samą widownie.

Niemniej jednak w czasach, o których mowa stacje tematyczne dopiero raczkowały, a każdy kanał, by pozyskać jak najwięcej telewidzów proponował programy przeznaczone dla każdego widza. Tak więc zwykle dysponowała jakimś pasmem teleturniejów, pasmem filmowym dla dorosłego widza, programem informatycznym, pasmem edukacyjnym oraz pasmem kreskówek dla widzów młodszych. W tym ostatnim niekiedy emitowano kreskówki japońskie.

O percepcji słowa „Anime:

Skan omawianego artykułu z Gamblera, który ktoś wrzucił na Wykop.pl

Skan omawianego artykułu z Gamblera, który ktoś wrzucił na Wykop.pl

Piszę „kreskówki” gdyż w okresie o którym mowa słowo „anime” nie było jeszcze w Polsce znane. Percepcja japońskiej animacji jako odrębnego gatunku rozpoczyna się dopiero od drugiej połowy lat 90-tych, wcześniej traktowano je jako zwykłe „bajki”. Popularyzacja terminu związana jest początkowo głównie ze światkiem komputerowców. Prawdopodobnie pierwszymi osobami zdającymi sobie sprawę z odrębności japońskiej animacji jako gatunku byli działacze Demosceny, którzy mogli mieć świadomości rzeczy już w roku 1993. Z uwagi na efemeryczny charakter tej grupy, skupionej głównie na kanałach BBS, imprezach i wymianie pocztowej obecnie nie istnieją jakiekolwiek źródła, które mogłyby tą hipotezę potwierdzić lub zaprzeczyć.

Pierwszy dokument pisany, w jakim padają określenia Manga i Anime jest nierozerwalnie związany ze światem komputerowców. Jest to numer miesięcznika Gambler z lutego 1995, zawierający pierwszy artykuł na temat japońskiej animacji, opublikowany w polskiej prasie. Artykuł ten, w czasach współczesnych żenujący zarówno pod względem wiedzy jak i warsztatu stanowi jednak bezcenną pamiątkę czasów przeszłych.

W listopadzie tego samego roku seria podobnych tekstów pojawia się także w miesięczniku Secret Service, również traktującym o grach komputerowych. Sądząc po formule tekstów, które początkowo mają postać przeglądu, podobną jak w Gamblerze początkowo nie planowano zapewne ich cyklicznego publikowania.

Niemniej jednak fakt, że zbiegła się ona z premierą serii Czarodziejka z Księżyca, która podówczas miała już dość duże grono odbiorców, w połączeniu z atrakcyjną stronę wizualną tekstów sprawiły, że artykuły zyskały duża popularność towarzysząc czasopismu w zasadzie do końca jego istnienia.

Osobny cykl artykułów o japońskiej animacji wydawany był w czasopiśmie PC Shareware, jednak, z racji braku dostępu do tekstów źródłowych nie jestem w stanie powiedzieć, w jakim okresie miało to miejsce. Nie mogło to jednak nastąpić wcześniej, niż w roku 1997, gdyż to właśnie w nim ukazał się pierwszy numer czasopisma. Biorąc pod uwagę fakt, że ich autor kilka miesięcy później założył Kawaii musiało to jednak mieć charakter epizodyczny.

Duża popularność tego typu artykułów sprawiła, że w roku 1997 na ich bazie spróbowano utworzyć odrębne czasopisma z różnym niestety skutkiem. O ile Animegaido padło już po kilku numerach, tak Kawaii długo stanowiło główny fundament rynku.

Kształtowanie się dualizmu fandomowego:

Okładka Animegaido. Treść pisma prawie w calości stanowiły streszczenia odcinków obejrzanego przez redakcję anime. Pierwsze numery Kawaii miały podobną zawartość.

Okładka Animegaido. Treść pisma prawie w calości stanowiły streszczenia odcinków obejrzanego przez redakcję anime. Pierwsze numery Kawaii miały podobną zawartość.

Fandom, jak wiadomo jest subkulturą fanów łączoną przez wspólne pole zainteresowań, tak więc fandom mangi i anime tworzą więc osoby oglądające duże ilości mangi i anime. W Polsce strukturę tą można podzielić na dwie grupy: Fandom Werbalny oraz Fandom Realny. Na Fandom Werbalny, składają się stali bywalcy konwentów oraz niektórych serwisów i społeczności traktujących o anime, dość mocno związani siecią wzajemnych znajomości oraz posiadający silną świadomość własnej odrębności. Swoją nieformalną grupę określają oni mocno konfundującym mianem „Fandom”*. Druga grupa to oglądacze anime, którzy często żaden sposób nie integrują się z poprzednią, a niekiedy nawet nieświadomi jej istnienia, nastawieni po prostu na oglądanie anime i czytanie o nim w necie.

*By uniknąć nieporozumień za każdym razem gdy mam na myśli ogólną zbiorowość fanów będę pisał Fandom, a gdy myśle o wiadomej grupie nieformalnej Fandom (TM).

Dualizm ten wynika z szeregu zjawisk, które miały miejsce w momencie kształtowania się polskiego światka Mangi i Anime. Otóż: w momencie powstania czasopism Kawaii i Animegaido w roki 1997 w Polsce było już dość dużo osób wyrażających zainteresowanie tematem Mangi i Anime. Osoby te rekrutowały się z pośród:

  • Komputerowców będących czytelnikami Secret Service i PC Shareware
  • Komputerowców skupionych w Demoscenie
  • Komputerowców z wczesnej sceny Internetowej (o nich będzie pod koniec tekstu)
  • Komiksiarzy
  • Niektórych miłośników sztuki filmowej
  • Niektórych przedstawicieli fandomu fantastyki
  • Miłośników Czarodziejki Z Księżyca.

Jak ważną grupą byli komputerowcy ilustrują liczby. Otóż: nakład Kawaii o ile udało mi się ustalić oscylował w okolicy 35.000 egzemplarzy. Nakład Secret Service był natomiast około pięciokrotnie większy, nakład Gamblera wynosił 70-80.000 sztuk.

Obecny Fandom (TM) kontynuuje tradycje odziedziczone po miesięczniku Kawaii i skupionych wokół nich miłośników wczesnych anime. Niemniej jednak jak łatwo zgadnąć nie wszyscy przedstawiciele wyżej wymienionych grup byli zainteresowaniem jego kupowaniem. W szczególności Komputerowcy i Fantaści mieli już w tym okresie własne struktury, nierzadko bardziej interesujące, niż to, co mógł zaoferować ów magazyn. Z drugiej strony, zwłaszcza wśród Moonies duża ilość osób nie miała podówczas jeszcze do czynienia z komputerami lub pod koniec lat 90-tych dopiero swoją przygodę z nimi rozpoczynała.

Mimo, że struktury nie związane z Kawaii nie stanowią części mitologii założycielskiej Fandomu (TM) o ich znaczeniu może świadczyć choćby fakt, że z pośród czterech, największych, polskich serwisów o mandze i anime (Tanuki, Azunime, Nowa Gildia Mangi i Anime, Anime.com.pl) ery Web1.0 dwa (Tanuki i Azunime) zostały założone przez ściśle współpracujących ze sobą*, komputerowców i fantastów, kolejny (Nowa Gildia) stanowił emanację większego serwisu fantastycznego, a tylko ostatni odziedziczył spuściznę po Kawaii i Mangazynie.

2* Dygresja: opowieść o tym, jakoby Tanuki i Azunime prowadziły wojnę, stanowiąca kolejny element mitu założycielskiego Fandomu (TM) jest nieprawdą. Było wręcz przeciwnie: szef Azunime robił layout Tanuki, szefowa Tanuki poprawiała błędy na Azunime, junior admin Tanuki łatał tam bugi w kodzie, wielu redaktorów pisało na obydwa serwisy, a około 20% ruchu na nich pochodziło w wzajemnego przekierowywania użytkowników. Współpraca zaszła tak daleko, że w roku 2011 Azunime miało nawet przenieść się na serwery Tanuki.pl. Z przeprowadzki owej nic nie wyszło, bowiem jego redakcji w pewnym momencie odechciało się prowadzić stronę. Jest to wielka szkoda, gdyż operacjawskrzeszeniedługo mogłaby zostać zrealizowana niewielkim kosztem, bowiem redakcja Tanuki jeszcze w 2014 roku dysponowała 90% backupem Azunime, który do dziś pewnie się zgubił… Koniec dygresji.

Wtórna adaptacja:

Jako, że percepcja słowa „anime” w Polsce jest stosunkowo późna, a ogół zaczął rozpoznawać je dopiero pod koniec dekady znaczna część omawianych tutaj tytułów w momencie ich emisji nie była rozpoznawana jako anime. Przeciwnie: uważano je za zwykłe kreskówki. Ich percepcja do gatunku miała więc często charakter wtórny: miłośnicy Czarodziejki Z Księżyca zauważali podobieństwo między nią, a bajkami, które kiedyś oglądali, kolega z klasy kupujący Secret Service tłumaczył im, że istnieje coś takiego, jak anime, a następnie uznawali, że oglądali już tyle serii.

Właściwa Top-Lista

Przejdźmy teraz do właściwej top-listy anime z lat 70-tych i osiemdziesiątych.

10) Doktor Slump

Dr.slump_arale-chan_titleAdaptacja mangi o tym samym tytule stworzonej przez Akirę Toriyamę, bardziej znanego w naszym kraju z serii Dragon Ball. Doktor Slump jest w założeniu komedią, w rzeczywistości jednak nie do końca wywiązuje się w tego zadania, prezentowany w nim humor jest bowiem delikatnie mówiąc głupi i raczej niesmaczny (kupa na patyku to jeden z lokalnie lżejszych gagów).

Fabuła opowiada o tytułowym doktorze Slumpie, twórcy obdarzonego nadludzką mocą robota imieniem Aralka oraz ich wspólnych perypetiach.

9) Gigi la trottola

hqdefaultKomedia. Anime opowiada o tytułowym Gigim, który, mimo niewielkiego wzrostu postanawia dołączyć do drużyny koszykówki, której gwiazdą szybko się staje. Prócz tego walczy też o miłość jednej ze szkolnych koleżanek. Jednak tym, na czym naprawdę zależy naszemu bohaterowi białe, damskie majteczki, bowiem jest on zboczeńcem i fetyszystą. Powiedzmy sobie szczerze: anime to było głupie.

8) Robin Hood

robin-hood-1242739995Rodzinna posiadłość Robina zostaje spalona przez złego Szeryfa z Nothingham, a on sam musi szukać schronienia w lesie Sherwood. Tam spotyka zbójecką bandę dowodzoną przez Małego Johna. Razem muszą stawić czoła wiadomemu niemilcowi.

Anime to cieszy się dość dużą estymą, ale prawdę mówiąc nie wiem dlaczego. Leciało bodajże na telewizyjnej dwójce i nawet próbowaliśmy je z bratem oglądać, jednak dość szybko uznaliśmy, że jest głupie. Prawdę mówiąc byliśmy nim okropnie rozczarowani, jako dzieci uwielbialiśmy bowiem postać Robin Hooda, jednak ta adaptacja wybitnie nie przypadła nam do gustu.

7) Kapitan Tsubasa

tsubasa 2Zwane też pod tytułem „Kapitan Jastrząb”. Opowiada o utalentowanym piłkarzu imieniem Tsubasa Ōzora przeprowadza się do nowego miasta w celu rozwijania swojej kariery piłkarskiej.

Powiem uczciwie: już jako dziecko nie potrafiłem znaleźć niczego interesującego w piłce nożnej. Oglądanie bajek na jej podstawie było zupełnie nie w moim stylu, więc jak łatwo zgadnąć tego nie robiłem. Nie wiem o czym jest to anime, ani co więcej można o nim napisać.

6) Tajemnicze Złote Miasta oraz Ulisses 31

les-mysterieuses-cites-d-or-PrincipalOpisuje je w jednym punkcie bowiem obydwa tytuły są co najmniej kontrowersyjne: nie jestem pewien, czy należy traktować jako anime serii, które nakręcono za francuską kasę pod komendę francuskich reżyserów.

Obydwie serie emitowane były we wczesnych latach 90-tych w telewizyjnej dwójce, przy czym Tajemnicze Złote Miasta wyświetlano w wyjątkowo niekorzystnym momencie, bowiem w trakcie Teleekspresu, z tej przyczyny znane są więc głównie z późniejszej emisji na RTL 7. Ulisses 31 emitowany był w rozsądniejszych porach.

ulises3102Pierwsza z nich opowiada o wyprawie hiszpańskiego chłopca Estebana do Ameryki Południowej, gdzie wraz z inkaską księżniczką imieniem Zia oraz pochodzący z tajemniczego królestwa Heva chłopca Tao poszukują tytułowych Złotych Miast.

Ulisses 31 był natomiast luźną adaptacją Odysei osadzoną w szafarzu science fiction uzupełnionym o czary, bogów i potwory.

Obydwie serie posiadały niesamowitą, unikatową atmosferę, która nadawała im bardzo ciekawego kolorytu. Z tej przyczyny po dziś dzień ogląda się je całkiem nieźle.

5) Yattaman

Yatterman-e1405094680250Za Wikipedią: „Tajemniczy kamień zwany Dokuro dawno temu połamał się na kawałki rozrzucone po całej Ziemi. Podobno artefakt ma moc ujawnienia lokalizacji największego złoża złota na świecie. Dokurobei pragnie skompletować cały kamień i bierze do pomocy bandę Drombo, której obiecuje część skarbu. Przed każdą wyprawą Dronio, Boyakki i Tonzler zakładają kolejny przestępczy biznes, aby zebrać fundusze na nowego robota bojowego. Poszukiwania artefaktu nie są bowiem łatwe; informacje od Dokurobeia są często błędne, a na dodatek w pogoni za nimi bierze udział prawy duet zwany „Yattaman”.”

W moich okolicach oglądanie Yattamana uchodziło za czyn nawet bardziej antyspołeczny, niż oglądanie Czarodziejki Z Księżyca. Po przygodzie z kilkoma odcinkami zgodziłem się z opinią ogółu i ową przygodę zakończyłem.

4) Tygrysia Maska

z13526345Q,Tygrysia-MaskaBohaterem anime jest wyszkolony przez tajemniczą organizację Jaskinia Tygrysów zapaśnik, ukrywający się pod pseudonimem Tygrysia Maska. Jaskinia Tygrysów jest niezbyt przyjemną organizacją zajmującą się szkoleniem mistrzów sztuk walki, preferującą brutalne metody oraz łamanie zasad fair play oraz zabierającą połowę dochodów, zarobionych w ringu przez owych zawodników.

Anime utrzymuje modną w latach 80-tych, sensacyjną otoczkę, koncentrując się na sztukach walki oraz twardzielach, co było podówczas popularnym tematem. Ciekawym zjawiskiem są zabiegi fabularne, jakie w nim się pojawiają. Tak więc początkowy konflikt nie toczy się (przynajmniej początkowo) na bazie ideologicznej, ani etycznej, a jego źródłem są pieniądze. Owszem, z czasem w bohaterze dokonuje się przemiana, jednak dochodzi do niej dopiero z czasem. Było to ciekawe rozwiązanie, po dziś dzień tak naprawdę rzadko spotykane.

3) Generał Daimos

140174179677fbdc39c5aba48837e149fb10958d8f8824330414f1c7c1b5bc37W skrócie: planeta Ziemia atakowana jest przez złą rasę Baamisjan. Obronić ją może jedynie japoński nastolatek pilotujący mecha.

Generał Daimos zyskał dużą popularność, bowiem dość wyraźnie wyróżniał się na tle licznych innych kreskówek o nastoletnich bohaterach ratujących Ziemię, niezależnie od tego, w jakim kraju były kręcone. Wyróżniały go dwa zabiegi. Pierwszym była zwarta, wielowątkowa fabuła, ciągnąca się przez całą emisję, aż ku finałowi. Był to zabieg podówczas niespotykany nie tylko w kreskówkach, ale nawet w zwykłych serialach.

Po drugie: przedstawienie obcych. O ile w w pokrewnych seriach przeciwnicy bohaterów w tym okresie zwykle przedstawieni byli w sposób co najmniej karykaturalny: brzydcy, perfidni, głupi, przerysowani i odpychający, tak rasa Baamisjan miała dobry powód, by prowadzić wojnę, a ich cele nie były do końca złe (a wyłącznie ekstremistyczne). Także wprowadzony do fabuły wątek romantyczny sprawiał, że ta nabierała dodatkowej głębi.

2) Rycerze Zodiaku

indeksBohaterami tej serii są tytułowi Rycerze, wyszkoleni w sztukach walki młodzieńcy, których celem jest zdobycie Zbroi Z Brązu, dających im tytuł obrońców bogini Ateny. Cała seria natomiast dość luźno nawiązuje do mitologii greckiej (choć pojawiają się też nawiązania do mitologii nordyckiej, chrześcijaństwa i buddyzmu).

Cała seria opiera się na dość prostym schemacie. Bohaterowie, by osiągnąć swój cel muszą walczyć tak z czasem jak i z przeciwnikami, wędrując szlakiem i pokonując kolejne checkpointy. Tam czekają na nich wrogowie, stosujący różne techniki walki. Walki odbywają się na supermoce oraz wzajemne opowiadanie sobie traum psychologicznych. Rycerz, który liczbą i głębokością traum przelicytuje przeciwnika oczywiście wygrywa.

Jednak chowając do kieszeni ten sarkazm: anime to jest jednym z nielicznych na tej grupie, które nadal nadają się do oglądania.

Chwalebna wzmianka:

1728336697Zanim przejdziemy do ostatniego punktu pora wymienić kilka popularnych w Polsce serii, które z różnych przyczyn nie zostały ujęte w tym zbiorze. Będą to przede wszystkim wszystkie te „bajki” z gatunku proto-Magical Girls (tzn. małoletnie dziewuszki, magiczne moce i dramaty życiowe, ale bez potworów) jak Sally Czarodziejka, Bia: Czarodziejskie Wyzwanie, Syrenka Mako czy Magiczne Igraszki.

Wymienić warto też Pojedynek Aniołów, dość swego czasu popularny, stanowiący jednocześnie pierwsze anime shojo w Polsce.

1) Lady Oscar

topmanga_oscar12Zwana też pod nazwą „Róża Wersalu”.

Główną bohaterką anime jest wychowywana (z braku męskich potomków) jako chłopiec córka francuskiego generała Oscar Francois de Jarjayes. Dziewczyna uczy się jazdy konnej i fechtunku, a gdy okazuje się, że w wieku zaledwie czternastu lat zostaje gwardzistką Marii Antoniny. Tymczasem nad Francją zbierają się czarne chmury i powoli zbliża się do niej rewolucja. Maria Antonina natomiast zaczyna zachowywać się coraz bardziej bezmyślnie.

Lady Oscar nie była emitowana w Polsce, jednak wiele osób oglądało ją na stacjach niemieckich. Stanowi adaptacje bestselerowej mangi pod tym samym tytułem. Charakteryzuje się wciągającą, wielowątkową fabułą, która pod wieloma względami po dziś dzień jest niedościgniona. Z tej przyczyny umieszczam je na pierwszym miejscu tej listy.

A tymczasem wFandomie Realnym:

ss3

Okładna pierwszego numeru Secret Service zawierającego regularny Manga Room.

Ustalmy jedno: jeśli pominąć demoscenę i użytkowników Fidonetu istnieją trzy momenty, w których ludzie zdali sobie sprawę z tego, że istnieje coś takiego, jak anime i że jest to gatunkowo odrębne: czytając artykuł w Gamblerze z lutego 1995, czytając Manga Room w Secret Service w grudniu 1995 oraz, najwięcej zapewne osób: kupując Kawaii w połowie roku 1997 roku, gdzie na okładce zobaczyli rysunek w podobnej stylistyce. Kupili, przeczytali i dowiedzieli się, że mają do czynienia z nowym zjawiskiem.

Wcześniej oglądało się bajki.

Ogólnie rzecz biorąc w tym momencie ludzi podzielić można było na zaradnych oraz tych, którzy oglądali anime na niemieckich stacjach, TV Dubai oraz wspominali stare bajki z TV Polonia. Podstawowe źródła anime dla zaradnych były to:

Internet:

Najważniejszym, ale także i najbardziej ezoterycznym źródłem anime był, podobnie jak w czasach współczesnych Internet. Internet był o tyle istotny, że to właśnie w nim swój towar zdobywali piraci, od których kupowali go „szarzy użytkownicy” (oraz inni piraci). Czasy o których mowa były bowiem dzikie, nawet w normalnym sklepie, gdy klient kupował komputer pytano go „A Windows chce pan piracki, czy ten za dwie stówy?”.

Istnienie warezów, czyli stron w sieci, w których umieszczano pirackie oprogramowanie i (mniej więcej od połowy lat 90-tych) filmy datuje się co najmniej od początku lat 80-tych. Początkowo funkcję tą pełniły dedykowane BBS-y, z czasem zajęły ją kanały IRC, strony WWW oraz mailowe grupy dyskusyjne, na których wymieniano się adresami fttp:// do wiadomych plików.

Generalnie, wbrew legendom była to dość szybka metoda pobierania plików (osoby twierdzące inaczej mylą protokół fttp:// z P2P, które podówczas faktycznie było kapryśne, generalnie bowiem nie ma szybszej metody wysyłania danych). Największym związanym z siecią problemem była jakość omawianych filmów. Ówczesne łącza nie były szczególnie mocne (problem ten nie dotyczył nawiasem mówiąc jedynie Polski), w efekcie czego pliki o rozmiarze 10 megabajtów pobierało się (w optymalnych warunkach) około godziny. Jako, że znaczna część anime powstających w latach 90-tych była OAV lub filmami kinowymi problem ten nie był dojmujący, bowiem grupy crakerskie poddawały swój łup bardzo wysokiej kompresji. By określić jak zaawansowany był to proces należy zauważyć, że w tamtym okresie normą były pliki filmowe zbite do 20-30 megabajtów, co oczywiście odbijało się na ich jakości.

Niemniej jednak światowa sieć światową była tylko z nazwy. W okresie tym dostęp do niej był znacząco utrudniony, możliwy w zasadzie tylko w niektórych miejscach. Były to więc:

  • Miejsca pracy i akademiki: Internet dostępny jest w Polsce od roku 1990, jednak początkowo korzystają z niego jedynie placówki naukowe oraz niektóre firmy, w szczególności banki, z czasem rozszerzony został także na uczelnie, zwłaszcza techniczne. W czasach, w których anime stało się modne pracownicy i absolwenci tychże niekiedy wykorzystywali je w sposób niezgodny z przeznaczeniem, do pobierania nielegalnego oprogramowania, którym nierzadko handlowano później na giełdzie lub dzielono się z kolegami. Niektórzy z nich kopiowali także anime.
  • Sieć domowa: od roku 1996 każdy, kto posiadał komputer i modem mógł podłączyć się do internetu dzwoniąc na specjalny numer. Technologia ta nie była nawiasem mówiąc specjalnie nowa, bowiem już w latach 80-tych istniały, działające na podobnej zasadzie, prywatne serwery nazywane BBS. Niemniej jednak, jako, że połączenie w ten sposób było płatne, tak samo jak rozmowa telefoniczna było też dość kosztowne. W efekcie tego rzadko było wykorzystywane do pobierania jakichkolwiek plików, chyba, że przez desperatów. Jeśli domowego internetu używano go do rozrywki, to raczej do gry w Diablo lub MUD-y. Sprytni kolekcjonerzy obchodzili ten problem publikując na prywatnych stronach lub w grupach dyskusyjnych listy swoich zbiorów oraz podając namiary na siebie. Osoby posiadające inne anime mogły się dzięki temu z nimi porozumieć i uzgodnić warunki wymiany.
  • Kawiarenki: pierwsze kawiarenki internetowe otwarto w Polsce w roku 1996. Dysponowały one stałymi, wydajnymi łączami i szybko się rozpowszechniały. Za relatywnie niską kwotę można było w nich spędzić kilka godzin pobierając z sieci różnego rodzaju pliki. W omawianym okresie stanowiły one główny sposób dostępu do sieci dla większości userów.

Giełda i piraci:

z13570303Q

Wygrzebany w internecie skan jednego z wczesnych Manga Roomów z Secret Service.

W odróżnieniu od czasów współczesnych głównym źródeł pirackiego softu nie był internet, a giełda i bazary oraz oczywiście kumple, od których nagrywało się lub pożyczało to, co gdzieś już zdobyli. Tan naprawdę na tym polegała przewaga komputerowców nad resztą przedstawicieli fandomu. Komputerowcy dysponowali bowiem zwykle szeroko zakrojonymi sieciami znajomości, sięgającymi nierzadko kilku miast Prawdę mówiąc giełda nie była szczególnie popularnym sposobem zdobywania tego typu softu.

Piractwo filmowe kwitło w Polsce przez całą epokę odtwarzaczy wideo, a gdy tylko na rynku pojawiły się nagrywarki CD oraz komputery zdolne odtwarzać filmy zajęło także i tą niszę. Kopie na CD były zwykle jakościowo zbliżone do kopii VHS, bowiem nagrywający je piraci korzystali z kart telewizyjnych umożliwiających przyłączenie do komputera magnetowidu, zgrywali obraz, a następnie kopiowali go na płyty.

Prawdę mówiąc anime nie było mocno obsadzone przez ówczesnych, komercyjnych piratów. Zwyczajnie było to hobby zbyt egzotyczne, by się nim nadmiernie zajmować. Bardziej opłacało skupiać się na grach komputerowych i programach użytkowych.

Znajomi i copyparty:

Jego najważniejszym źródłem byli więc znajomi, którym już udało się coś zdobyć. W prawdzie nagrywarki CD nie były zbyt popularne w drugiej połowie lat 90-tych (faktycznie spopularyzowały się dopiero kilka lat później, na styku dekad) jednak z problemem tym radzono sobie inaczej. Dokładnie rzecz biorąc: za pomocą śrubokręta.

Zwyczajnie: wykręcało się twardy dysk z komputera, przestawiało zworkę z „Master” na „Slave”, szło do kolegi, dopinało się twardziel do taśmy i kopiowało wszystko, co polecił. Istniały też tak zwane „copyparty” czyli sabaty komputerowców, na których masowo kolejno wymieniali się oni swoimi zbiorami.

Legalne sklepy:

Kolejnym źródłem anime były legalne sklepy, jak często reklamujące się w Secret Service Planet Manga oraz Manta. Opierały one swą działalność głównie na sprowadzanych z zagranicy, głównie z USA kasetach wideo (w odróżnieniu od płyt DVD i Blueray kasety nie były regionalizowane).

Prawdę mówiąc ich oferta nie rzucała na kolana. Jednak były to czasy, kiedy osoba, która widziała pięć serii nie-telewizyjnych mogła uchodzić za osiedlowego guru.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, Top listy i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Top 10 anime lat 70-tych i 80-tych ważnych dla polskiego fandomu

  1. Fajnie, że wspominasz też o Robin Hoodzie. Dla osób, które nie przepadały za dziwnościami Anime, był to fajny serial, bo dawał narzędzie, żeby „starym” pokazać, że stylistyka jest tylko stylistyką i może pod nią upchnąć znaną – normalną historię. Przyznam, że świetnie się to oglądało. Chociaż, do dziś mnie zastanawia, tam w którymś momencie serialu, zmienia się nieco estetyka postaci i świata przedstawionego – nigdy nie potrafiłem tego sobie wyjaśnić, tak jakby serial rysowały dwie różne ekipy, w tym samym czasie, każda po jednej połowie. Po wtóre, serial był dosyć krótki i miał zamkniętą historię. Po trzecie – w stosunku do innych seriali o partych o znane historie lub zachodnie klimaty („Przygody Tomka Sawyera”, „Sara mała księżniczka”, „Nils Holgerson”, „Jackie i Nuka” czy choćby wspomniane „Tajemnicze Złote Miasta”) estetyka anima była w nim bardzo nowoczesna, kolory jaskrawe. To było coś stosunkowo nowego moim zdaniem. Ale piszę to jako osoba, która nigdy później nie sięgnęła dalej niż Akira i GitS w tym temacie..

  2. Angel/0A pisze:

    Lol, pamiętam ten numer Animegaido. Nie byłem fanem anime ale hasła „Cyberpunk” i „GitS” na okładce natychmiast skłoniły mnie do zakupu. Materiały cyberpunkowe były wtedy w Polsce bardzo trudno dostępne, więc te kilka kadrów z cyberakowych animek pokazanych w numerze oglądałem godzinami.

  3. eV pisze:

    Hah, ja do dziś pamiętam, jak w 2008 (a może 2009) koleś instalujący i konfigurujący sieć z lokalnej firemki, instalował mojej rodzince bearshare’a, Na wsiach wszystkie procesy o jakich piszesz przesunęły się o parę lat.
    Co do samych anime – ja trafiłam już na powtórki (lata 90.) i początki nowych tytułów, ale Rycerzy Zodiaku czy Doktora Slumpa, czy te nieszczęsne Złote Miasta (tak, już z RTL7) wspominam dobrze.
    Ciekawa analiza tematu, przyjemnie się czytało.

  4. Lurker pisze:

    Odnośnie twoich tłumaczeń z początku – przyjmij po prostu do wiadomości, że owa tematyka najwyraźniej najbardziej interesuje twoich czytelników oraz „potencjalnych czytelników”.

    A odnośnie: „dlaczego napisany na kolanie post wypływa przez następny miesiąc na kolejnych grupach Facebookowych budząc tam burzliwe dyskusje, skoro powinien utonąć w natłoku identycznych top-list pisanych przez 14-latki”
    Widocznie ci, którzy cię przesyłają dalej, kojarzą cię jako jednego z założycieli i głównych recenzentów tanuki, a więc mają cię za za autorytet w tej kwestii. A co za tym idzie – twoje top-listy z automatu mają fory w stosunku do top-list pisanych przez czternastolatki. 😉
    No bo tak po prawdzie swoją drogą… co one(dzisiejsze czternastolatki) mogą wiedzieć o anime? XD

    P.S.
    Było o latach dziewięćdziesiątych, było o wcześniejszych. Będzie też o nowym tysiącleciu?

    • Problem w tym, że większość wejść jest z Google. Coś niestety czuję, że źródłem zjawiska może być fakt, iż środowisko miłośników anime raczej woli koncentrować się na ploteczkach i skandalach obyczajowych ze swego światka, a nie na pisaniu o anime.

      Tak, będzie wpis o latach 2000-2010.

  5. Drachu pisze:

    Zastanawiałem się ostatnio nad casusem Ulyssessa i Tajemniczych Złotych Polskich i skusiło mnie, żeby obejrzeć sobie te ostatnie raz jeszcze. Nie jest to czyste anime, ale zawierają tyle animkowych smaczków i mają tak wiele z tej estetyki, że spokojnie można je za anime uznawać. Mendoza to 100% anime w anime 😛
    Ogólnie bałem się konfrontacji dorosłego pana Aleksandra (to ja) z młodocianym Oleczkiem (to dalej ja), ale wyszło nieźle – młodociany jednak trochę gustu miał.

    Tsubasa to szalenie intrygująca sprawa – bo na ostatniej nasiadówie z kumplami wspominaliśmy z rozbawieniem jego elementy – czteroodcinkowe retrospekcje podczas lotu piłki, bramkę wyłaniającą się zza horyzontu, palące się rękawice bramkarzy, Kojiro przebijający piłką fale tsunami, Wakashimazu odbijający się od słupka by szybciej dolecieć do piłki, podwójnie podkręcony, przeczący wszystkim prawom fizyki strzał braci Tashibana, Wakabayashi łapiący piłkę w czapkę, Matsuyama który zawsze mógł grać tylko 45 min. bo miał chore serce, olbrzym-bramkarz niemieckiej młodziezówki, no i Tsubasa… któremu lekarz pozwalał zawsze użyć magicznego strzału 3 razy na mecz (a zawsze potrzebny był raz czwarty). Długo się z tego śmialiśmy.
    Ale to znaczy, że każdy z nas oglądał – i to z zapartym tchem. Bez kitu, ja nie fascynuje się piłką nożną, ale tam był taki dramatyzm tych rozgrywek, że człowiek emocjonował się tym i tak.

    Zaś co do samej listy – spoko – ale chociaż w czasach Secret Service jaraliśmy się anime jak szaleni, to Róży z Wersalu nie widział chyba nikt z ekipy 🙂

  6. DoktorNo pisze:

    Bardzo dobry artykuł, szczególnie podobało mi się nakreślenie kontekstu historycznego i wyjaśnienie już zapomnianych szczegółów techniczno-organizacyjnych (np. demoscena). 🙂

    Ja drogę do anime przebyłem poprzez science-fiction i cyberpunk: a więc najpierw „Akira” a potem „Ghost in the Shell” i tak się zaczęło… To już było w latach 2000-cznych a więc już po epoce Polsatowsko-VHSowskiej. 😉

    Obecnie muszę z przykrością stwierdzić, że japońska animacja ma już chyba swoje czasy świetności za sobą… A ostatnio najbardziej coraz podobają mi się klasyki Katsuhiro Otomo, Miyazakiego i Ryosuke Takahashiego:
    http://doktorno.vot.pl/content/category/anime-2

  7. Lurker pisze:

    Kilka dni temu odkryłem, że Yattaman najwyraźniej do tej pory leci na Poloni 1.
    Odświeżenie sobie tego po tylu latach rzeczywiście niezbicie uzmysławia, że… no, nie zapamiętałem tego jako aż tak słabego… Choć prostota konstrukcji odcinka i powtarzalność świadczy raczej o targecie(gdzieś przeczytałem, że to anime dla niewyżytych* przedszkolaków).
    Ba! Powiedziałbym nawet, że miejscami to jest ten poziom głupoty, który dzisiaj(dorosłego człowieka) może nawet nieźle bawić.
    W każdym razie polecam się z tym przynajmniej zapoznać.
    Doprawdy, to inspirujące doświadczenie. 😉

    * – jeśli ktoś nie łapie od razu, wystarczy obejrzeć kilka odcinków. 😉

  8. j2k3 pisze:

    Fajny artykuł. W porównaniu z innymi stronami, gdzie ta „prehistoria” anime w Polsce miała wielkość, połowy ekranu razem ze zdjęciami 🙂 Tutaj wszystko ładnie opisane i nawet nie zapomnieliście o anime z waszej Top- listy. W sumie, Top-Lista 🙂 Więcej takich tekstów proszę… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s