Odczepcie się od Sapkowskiego:

imagesGeorge R. R. Martin nie jest jedynym pisarzem, który przez lata uznawany był przez wielu za idola, a którego krytykowanie stało się ostatnimi czasy modne. Od kilku lat podobnie pod ostrzałem znalazł się niedawny AS polskiej fantastyki: Andrzej Sapkowski.

I powiem uczciwie: skoro ja zabieram się za obronę Sapkowskiego, to znak, że ktoś naprawdę przesadza…

Nie jestem szczególnym fanem Sapkowskiego. Owszem, czytałem Wiedźmina i Narrenturm. I o ile ten pierwszy cykl mi się podobał kiedyś bardzo, tak Narrenturm ledwie zmęczyłem. Sam cykl wiedźmiński został mi natomiast bardzo wcześnie obrzydzony, na skutek manii, która urosła w siłę wśród RPG-owców (wtedy bardzo dużo grałem w gry fabularne) około roku 2000. Wiedźmina i Sapkowskiego fani pchali wtedy wszędzie, aż człowiek bał się konserwę otworzyć.

Wraz z nim natomiast pchali tą jego rakotwórczą nowomowę, te wszystkie hanzy, kawerny i inne makaronizmy oraz resztę jego dobrodziejstw inwentarza. Nawiasem mówiąc powinienem sobie Sapkowskiego odświeżyć i sprawdzić, czy przypadkiem nie warto się z nim jednak przeprosić (tylko skąd na to wziąć czas?).

No niestety, Andrzej Sapkowski nie jest człowiekiem doskonałym (a sądząc z plotek jest to raczej delikatne określenie), a i jako pisarzowi można mu wiele zarzucić.

Nie da się jednak ukryć, że część wytaczanych przeciwko niemu zarzutów nie da się w żaden sposób obronić.

Przejdźmy jednak do rzeczy:

Autor jednego tytułu:

89c84ab6279b707b5274f093045263e1Pierwszym argumentem, jaki podnoszą obecni krytycy Sapkowskiego jest zarzut jakoby był on pisarzem jednego tytułu, który zdobył sławę na Wiedźminie, cyklu o skopanym zakończeniu, a potem nie stworzył już niczego wartego uwagi. Narrenturm ma być wtórne, chaotyczne i słabe, Żmija jeszcze gorsza, Sezon Burz w ogóle nie nadawać się do czytania.

Zarzut ten jest bardzo trudny do odparcia, albowiem w moim mniemaniu jest on w dużej mierze prawdziwy. Poziom literacki Sezonu Burz jest głęboko poniżej możliwości tego autora, Żmii nie czytałem, ale głównie z tej przyczyny, że nie spotkałem się z jakąkolwiek, pozytywną opinią o tej książce. Przez Narrenturm ostatecznie nie przebrnąłem, a końcówka Wiedźmina faktycznie jest skopana.

Z drugiej strony w wypadku Narrenturm była to raczej kwestia personalnego gustu, niż czegokolwiek więcej. Seria posiada bardzo liczne grono miłośników, a przez wielu czytelników jest stawiana wyżej, niż Saga o Wiedźminie, można założyć wiec, że ludzie ci widzą w nim coś, czego ani ja ani krytycy Sapkowskiego nie dostrzegają. Podobnie w wypadku Sagi o Wiedźminie niezbyt dobre, konfundujące zakończenie dla wielu także nie jest elementem dyskwalifikującym. Stawia to pod znakiem zapytania cały zarzut.

Tym bardziej, że bynajmniej nie jest on nowy. Prawdę mówiąc po raz pierwszy został wyartykułowany krótko po premierze „Krwi elfów”, która miała odrobinę inny klimat, niż wcześniejsze opowiadania.

Osobiście powiedziałbym, że jest to teza przesadna.

Przyjmijmy jednak ją jako wersję roboczą. Załóżmy, że Sapkowski nic wartościowego, poza opowiadaniami nie napisał. Jeśli nawet taka jest prawda, to co z tego? Mało to jest pisarzy, którzy odcisnęli swe piętno na literaturze tylko jednym lub dwoma dziełami? Taki Tolkien na przykład za życia wydał dwie książki fantasy. Howard napisał jedną powieść i kilkadziesiąt opowiadań. Najbardziej znanym przykładem jest jednak poeta, dramaturg i powieściopisarz Alan Alexander Milne, autor licznych poważnych i podniosłych utworów, których dziś nikt nie pamięta, bowiem je wszystkie przysłonił „Kubuś Puchatek”. Dzieło, którego na starość się wstydził.

Idąc tą logiką należałoby wszystkie te tytuły przekreślić.

wiedzmin-tom-1-ostatnie-zyczenie-b-iext41816720Tylko seks i przemoc:

Nie da się ukryć, ze Sapkowski nie oszczędza swym czytelnikom opisów ani brutalnych scen, ani też erotyki. Wręcz przeciwnie, jego twórczość jest naturalistyczna, krwawa i momentami nader pieprzna. Jednak pojawiający niejednokrotnie zarzut, jakoby bazowała wyłącznie nie seksie i przemocy nie da się utrzymać.

Po pierwsze (przynajmniej Wiedźmin, potem Sapkowski wyraźnie traci wyczucie) jest niesamowicie śmieszny.

Po drugie: Saga o Wiedźminie jest bardzo trafną ilustracją stosunków międzyludzkich i studium społeczeństwa polskiego, w szczególności tego z epoki transformacji ustrojowych i wczesnych lat „dzikiego kapitalizmu”. Po prostu widać na jego kartach, że autor umieszcza w książce typy ludzkie, z którymi faktycznie miał do czynienia.

Po trzecie: nie da się ukryć, że stanowi ona dekonstrukcję typowego fantasy w stylu Tolkienowsko – DeDekowym oraz jednocześnie baśni. Miejsce szewczyków zabijających smoki i przypadkowo połączonych przez los drużyn zajmuje w niej uzbrojony profesjonalista, miast z porywu szlachetności zabijający potwory za pieniądze (i potrafiący się o nie twardo wykłócać). Baśniowość przemija nie z magicznych przyczyn, lecz zwyczajnie ustępując zwykłemu społeczno-technicznemu postępowi, świat wchodzi w nową erę wśród krwi i przemocy z podobnych powodów. Ludzkie królestwa zwyczajnie rozwijają się, spychając potwory i nieludzkie rasy na margines, a toczą ze sobą wojny po prostu dlatego, że stały się duże.

Po czwarte: Sapkowski, w odróżnieniu od wielu innych autorów porusza wiele problemów z realnego świata, jak kwestie rasizmu i nietolerancji, wyobcowania i samotności, rozróżnienia między dobrem i złem, zaszufladkowania, przesądów, ochrony środowiska, postępu technicznego, ekonomii, polityki i geopolityki…

Po piąte: w wypadku Wiedźmina bardzo istotnym tematem jest też pytanie o potworność i człowieczeństwo oraz ustalenie ich definicji.

Tematy poruszane w Sadze o Wiedźminie wielokrotnie wracają też w Narrenturm, co można traktować zarówno, jako wadę, jak i zaletę książki.

Człowiek który wybił się na grze komputerowej:

imagesaArgument idiotyczny, podobnie jak w wypadku George R. R. Martina. Oczywiście gra komputerowa bardzo pomogła prozie Andrzeja Sapkowskiego (choć jak twierdzi plotka niekoniecznie jemu samemu), a dokładniej sprawiła, że dotarł na rynki, gdzie wcześniej był nieznany (np. do Chin) lub też, że zmartwychwstał tam, gdzie wcześniej poległ z kretesem (np. na rynku amerykańskim). Jednakże teza, jakoby Sapkowski wyrósł dzięki grze jest totalnie wzięta z powietrza.

Szczyt popularności Sapkowskiego to przełom wieków, moment, w którym Saga o Wiedźminie nabrała impetu i ów impet przechwyciło Narrenturm. Już podówczas zebrał liczne nagrody, tak w fandomie fantastyki, jak i poza nim. Jego twórczość została przetłumaczona też na większość ościennych języków, w tym, najważniejszy dla jej sukcesu: Rosyjski.

Tłumaczenia zachodnie pojawiły się owszem, dopiero po premierze gry.

No niestety, jesteśmy państwem w najlepszym razie pół-peryferyjnym i to raczej obca kultura dominuje nas, niż czerpie z naszej. Przebicie się na zachód jest wyjątkowo trudne.

To, że jakieś nasze dzieła kultury w ogóle odnoszą tam sukces jest dowodem, że stopniowo z owych peryferiów wychodzimy.

Pani_JezioraSapkowski i CD Project – kto kogo zdyskontował:

Niemniej jednak dyskusja o tym, kto na kim więcej zyskał jest otwarta i zmienna, jak zwykle w wypadku procesu samowzbudnego. Otóż: moim zdaniem pierwotnie CD Project mimo wszystko dyskontował sukces Sapkowskiego.

Mimo niekiedy bałwochwalczego kultu Wiedźmin I nie był gigantycznym sukcesem (był po prostu sukcesem bardzo dużym). Wręcz przeciwnie: dostarczył wiele niepewności, przez kilka pierwszych miesięcy nie było nawet pewne, czy CD Project nie zbankrutuje (i to mimo faktu, że dziennikarze „Wprost” zdążyli już ochrzcić grę „przełamującą stereotypy na temat Polski).

Faktem jest, że mimo przychylnego przyjęcia przez anglojęzyczne media growe Wiedźmin I nie sprzedał się na zachodzie szczególnie dobrze. Z miliona sztuk sprzedanych w do końca 2008 roku blisko sto tysięcy sprzedało się w samej Polsce. Najważniejszym rynkiem okazał się jednak rynek rosyjski, gdzie proza Sapkowskiego była bardzo dobrze znana. Prócz tego gra osiągnęła bardzo dobre wyniki także w Czechach i Niemczech. Trochę słabiej było już w Wielkiej Brytanii i USA, gdzie podówczas Sapkowski był postacią zupełnie anonimową.

Nie chcę umniejszać sukcesu CD Project, ale osobiście nie sądzę, by był on możliwy bez doskonałej marki, jaką na tych trzech rynkach (Rosja, Polska, Czechy) wypracował sobie Sapkowski. Obawiam się, że gdyby stworzono grę o innym bohaterze, nie będącym Wiedźminem Geraltem, to zwyczajnie nie odniosłaby ona takiego sukcesu.

Tak więc nie pozostaje wątpliwości, że Wiedźmin I, przynajmniej do jakiegoś stopnia dyskontował sukces Sapkowskiego.

Niemniej jednak współcześnie nie jest to prawda. Wiedźmin III, jeśli już, to dyskontuje obecnie sukces gry Wiedźmin II, która nabywców znajdowała już głównie na rynkach zachodnich, świetnej kampanii marketingowej oraz doskonałej opinii, jaką wypracował sobie CD Project. Owszem, sukces tego drugiego był możliwy między innymi dzięki marce, jaką wypracował sobie Wiedźmin I w krajach anglojęzycznych (kupiło go relatywnie niewiele ludzi, zwłaszcza jak na wielkość tych rynków, jednak nabywcy byli zadowoleni), ale Sapkowski nie miał na to wpływu.

W tym wypadku to raczej on dyskontował sukces CD Project, a nie odwrotnie. To właśnie Wiedźmin III otworzył mu drogę na listy bestsellerów, czy do Chin. Dalej podziałało połączenie hype wokół gry oraz faktu, że wczesna proza Sapkowskiego jest obiektywnie bardzo dobra.

Twierdząc inaczej Sapkowski, który utrzymuje, że CD Project nadal jedzie tylko i wyłącznie na jego osiągnięciach IMHO zachowuje się jak Wałęsa.

I+m+not+trying+to+be+smartass+but+andrzej+sapkowski+author+_d1f3f0f9d4aa2bf61f881afaadcd3a52

Jedną z dobrych stron komputerowego Wiedźmina jest fakt, że wszyscy zapomnieli o filmie.

Popadający w zapomnienie…

Kolejny zarzut, tym razem pochodzący z najbardziej prawilnych zakątków fandomu książkowej fantastyki. Oraz zarzut, którego nie da się wybronić.

Powiedzmy sobie szczerze: poziom sprzedaży książkowego Wiedźmina spadł. Wokół pozycji natomiast nie ma już takiego szaleństwa jak w latach 90-tych. Z drugiej strony: do pracy niedawno przyprowadzono nam sześciu stażystów. Poradziliśmy im, żeby przynieśli ze sobą książki, bowiem nasza praca jest wyjątkowo nudna. Wszyscy przynieśli Wiedźmina.

Winę za sytuację nie ponosi w żadnym razie zmniejszanie się popularności serii, ale raczej nasycenie rynku. SuperNova i Empik już w 2005 roku podawały, że sprzedał się ponad milion książek o Geralcie. W kraju tej wielkości, co Polska, gdzie połowa populacji nie czyta w ogóle to bardzo dużo. Wychodziłoby na to, że w domu Wiedźmina ma co czwarta, czytająca rodzina.

Wystarczy spojrzeć na listę bestsellerów Empiku, by zauważyć, że proza Sapkowskiego nadal zajmuje bardzo wysokie pozycje. Na sto książek Wiedźmin (stan na 15 sierpnia 2016) zajmuje miejsca: 46 (Ostatnie życzenie), 72 (Wieża jaskółki), 86 (Krew elfów) i 95 (Czas pogardy). Wynik co najmniej bardzo dobry jak na książkę, która miała swą premierę dwadzieścia trzy lata temu.

Co więcej, jeśli nie liczyć Harrego Pottera (bo to trochę inna liga) na liście znajdują się tylko jeszcze dwie inne książki fantastyczne. Są to: „Pamięć światłości” Jordana (44 miejsce) oraz „Krucze pierścienie” (miejsce 53).

Tak więc o popadaniu w zapomnienie Sapkowskiego nie może być mowy.

1128434…twór lokalnego patriotyzmu:

Ostatnim zarzutem wobec Sapkowskiego jest argument, jakoby jego twórczość zawdzięczała popularność nie talentowi pisarza, a raczej połączeniu faktu, że reprezentowała popularny wśród czytelników (i do dziś traktowany z lekką pogardą wśród autorów) gatunek oraz lokalnego patriotyzmu działającego na zasadzie „dobre bo Polskie”.

Zacznijmy od tego, że niestety w latach 80-tych i 90-tych, gdy Sapkowski budował swą pozycję duch czasu był jak najdalszy od jakichkolwiek zachwytów nad czymkolwiek, co krajowe. Przeciwnie: produkty rodzime najczęściej traktowane były jako surogaty produktów zachodnich, niekiedy krzywdząco, częściej jednak słusznie. Sapkowski był fenomenem między innymi dlatego, że udało mu się przebić w bardzo trudnych dla pisarzy, zwłaszcza pisarzy fantastyki czasach. Niestety, w tym okresie tylko jedno wydawnictwo posiadało stałą serię tego typu książek rodzimych autorów. Była to Super Nova, o której zresztą też mówiono bardzo wiele złego. Pod koniec lat 90-tych istniała wręcz patologiczna sytuacja, gdy na rynku działało kilkunastu, popularnych, znanych z publikowania w czasopismach pisarzy (jak Ziemkiewicz, Pilipiuk, Ziemiański, Kossakowska, Piekara, Białołęcka, Brzezińska, Dukaj), których praktycznie nikt nie chciał wydawać. Zdarzało się wręcz, że pisarze, celem zmylenia czytelników przybierali anglojęzyczne pseudonimy.

Tak więc lokalny patriotyzm bynajmniej Sapkowskiemu nie pomagał. Jeśli już, to dla wielu właśnie Wiedźmin (czy to książkowy czy komputerowy) był jego podstawą. Dowodem, że kultura polska jednak nie jest całkowicie jałowa i że może coś jednak zaoferować.

Po drugie: naprawdę ktoś gotów jest twierdzić, że Sapkowski dostał Fantasy World Award z powodu patriotyzmu kulturowego jego czytelników? Albo, że z tej przyczyny wiosną tego roku poleciał na spotkanie z miłośnikami jego twórczości do Chin?

Owszem, faktem jest, że na zachodzie (i w Azji) Sapkowski wypłynął głównie dzięki grze. Czytelnicy sięgnęli po jego książki, gdyż tysiące razy widzieli napis „na motywach twórczości” i jego nazwisko, zachęceni ciekawością.

I po prostu okazało się, że jest ona świetna.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Gry komputerowe, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Odczepcie się od Sapkowskiego:

  1. quidamcorvus pisze:

    Jeśli nie masz czasu na czytanie, to może audiobook?

    Trylogia husycka w wersji audio to moim zdaniem świetnie słuchowisko.

    http://quidamcorvus.blogspot.com/search/label/Trylogia%20Husycka

  2. Karoluch pisze:

    Narrenturm, nie dokończyłem. Zatrzymałem się gdzieś na ćwierci ostatniego tomu. Powiem tak, książka nie jest zła. Jednak to jest przerost formy nad treścią. Zbiór fajnych epizodów, ciekawego humoru, ciętych dialogów, ale niestety brak takiej sensownej fabuły, która spinałaby wszystko w całość.

  3. Karoluch pisze:

    Z opisanych tutaj argumentów przeciwników Sapkowskiego wyłania się obraz takiej typowej polaczkowatości, nie jakaś merytoryczna dyskusja, ale tylko by dokopać. Coś podobnego miałem tutaj w komentarzach gdy napisałem, że w gruncie rzeczy Martinem się tak nie zachwycam, bo brutalny świat fantasy to w Polsce rzecz znana od lat 90tych od czasów Wiedźmina…

    Powiem tak. „Saga o Wiedźminie” to fantasy na której się wychowałem. Oprócz tego i „Władcy Pierścieni” nie ma żadnego innego cyklu fantasy, który by wywarł na mnie takie wrażenie. Wszystko siłą rzeczy porównuję do tego. Mi skopane zakończenie nawet nie przeszkadza, bo to tylko kilkanaście stron, a nie oczekiwałem od tego czegoś w stylu epilogu do „Harry’ego Pottera”, że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Możliwe, że lepiej jakby Geralt skonał w tym rivskim błocie… Nie wiem…

    W każdym razie dla mnie, teraz, to większość wielotomowego fantasy, które czytałem jest po prostu miałkie, bezpłciowe i bez charakteru. Niby taki Joe Abercrombie ceniony, że napisał taki grimdark cykl „Pierwsze Prawo”. Książki owszem fajne. Tylko jeśli na zachodnie standardy to jest grimdark, to na „Wiedźmina” im chyba terminów brakuje.

    Coś podobnego z grami komputerowymi, seria „Wiedźmin” wyniosła narrację na wyższy poziom, żadne tam Skyrimy, Baldur’s Gate, gdzie fabuła się tak naprawdę ograniczała do: idź uratuj świat. Choć niby Baldur’s Gate słynie ze swej fabuły, no faktycznie jak na standardy gatunku crpg nie jest źle, lepiej niż w takim Skyrimie, ale cała otoczka to jednak niższy poziom prowadzenia narracji i bohaterów niż w Wiedźminach… Tylko Fallouty jakoś się ratują. Tylko, że w Wiedźminach są dialogi, a w Fallout Nev Vegas tylko wybieranie opcji i kilka suchych sentencji. Chyba nawet w Fallourcie 2 bohater był bardziej rozwinięty niż w FNV…

    „Saga o Wiedźminie”, a ja nie jestem fanatykiem opowiadań, ma jedną zaletę. Mianowicie tępo, jest wartko napisana i nie jest rozwlekła, w przeciwieństwie do Martina, czy już nie mówiąc o Jordanie.

    Ps. Co sądzisz o „Harry Potter and the Cursed Child”? Z opisów fabuły i reakcji w internecie wyłania się obraz czegoś takie, że Rowlingowa stworzyła dzieło na poziomie marnego fanfika.

    „Wiedźmina i Sapkowskiego fani pchali wtedy wszędzie, aż człowiek bał się konserwę otworzyć.” – Rozumiem to uczucie niechęci z powodu przesytu. Choć w sumie to tak jakby Tolkiena nie lubić, bo ludzie wszędzie pchają elfów, krasnoludów (z całym szacunkiem do Andersona nie na nim się głównie ludzie pisząc o krasnalach i elfach wzorowali) i orków 😉

    • Grisznak pisze:

      Ja bym powiedział, że z Cursed Child jest ten problem, iż po powstaniu HP namnożyło się tyle dobrych fanfików, że w zasadzie co by Rowlingowa nie napisała, to i tak stała na przegranej pozycji względem najlepszych z nich. Uznając, że w związku z tym nie ma się co męczyć, odwaliła chałturę.

    • slanngada pisze:

      Nie, Pierwsze prawo jest znacznie mroczniejsze. U Sapkowskiego podział na dobre i złe postaci za wyjątkiem Szczórów jest oczywisty, tam nie. Ma wrażenie, że polskim pisarzom bardzo trudno się tworzy postaci nie będące dobrodusznymi cynikami.

      • Karoluch pisze:

        Nie zgadzam się. „Pierwsze Prawo” może być mHroczne, ale na zachodnie standardy. Poziom polskiego cynizmu to tam dopiero jest osiągnięty pod sam koniec, zwłaszcza jak inkwizytor grozi les-królowej, a Gandalf pokazuje pazury.

        Co do Harry’ego, jeśli czytać to warto części 1-4, które są bardziej dla dzieci, bo są rzeczywiście dobre w swoim gatunku, natomiast 5-7, które są bardziej young adult są zwyczajnie gorsze.

      • Obiektywnie ile byście dali Pierwszemu Prawu? Bo prawdę mówiąc jakoś nie mogę dojść do ładu z obecnie modnymi cyklami fantastyki. Niedawno zabrałem się za Sandersonna… Przeczytałem jakieś 200 stron i zabrałem się za inne książki.

      • Jarek pisze:

        Abercrombie to jeden z 6 moich ulubionych pisarzy fantasy, obok Tolkiena, Martina, Kaya, Sapkowskiego i Lyncha (,,Kłamstwa Locke’a Lamory” i następne tomy). Tyle że pierwszy tom trylogii Pierwsze Prawo zapamiętałem jako dużo, dużo słabszy od następnych, przy czym wątki z tej trylogii są kontynuowane w książkach ,,Zemsta najlepiej smakuje na zimno”, ,,Bohaterowie” i ,,Czerwona Kraina”. Przy czym poza tym pierwszym tomem czytałem wszystko w oryginale, być może w tłumaczeniu ginie wiele z tej cudownej ironii Abercrombiego. Polecam więc w miarę możliwości czytać w oryginale. Co do rekomendacji: tylko książki tych autorów kupuję w ciemno, ilekroć wyjdzie jakaś kolejna (,,Żmija” trochę mnie rozczarowała przy pierwszym podejściu, ale gdy przeczytałem ją ponownie po paru latach to stwierdziłem, że nie jest taka zła, tylko bardzo specyficzna i zupełnie inna niż Wiedźmin czy Trylogia husycka).

    • Jeszcze nie miałem w ręku „Przeklętego dziecka” i prawdę mówiąc nie śpieszę się do niego. Powroty po latach rzadko są udane. Dwa, że najpierw wypadałoby sobie odświeżyć główny cykl Harrego Pottera, ostatnio czytałem to, jak wychodził, a własnego nie mam. Tak więc szybko tego nie przeczytam.

  4. slanngada pisze:

    Problem polega na tym, że Sapkowski podtrzymuje w swoich książkach skazy polskiej kultury i epatuje Żeromszczyzną. Prześladowany inteligent Geralt, naiwny cynizm, nadrealizm. Mroczniactwo Sapkowskiego mocno wypaczyło polską fantastykę.

  5. Grisznak pisze:

    Zapomniałeś o najważniejszym – buc. Sapek jest bucem. Nic tak nie szkodzi jego wizerunkowi niż bliższy kontakt z nim. Byłem na bodaj trzech spotkaniach i nie wyniosłem z nich dobrych doświadczeń. Podejrzewam, że ci, którzy mieli ten kontakt jeszcze częściej nabrali jeszcze gorszych skojarzeń.
    No i Sezon Burz oraz Żmija – dowody, że on się po prostu wypalił. O ile trylogia husycka była niezła (acz pytanie, do jakiego stopnia ratowała ją erudycja autora), tak te dwie książki są zwyczajnie, po ludzku słabe.

  6. wolfang5 pisze:

    Trylogii husyckiej przeczytałem jedynie pierwszy tom. Podobnie jak większość nie uważam tego za zły tytuł ponieważ pomimo pewnych wad ( np. wiecznie pakującego się w kłopoty protagonisty) czytało się ja całkiem przyjemnie. Jednak nie znalazłem tam czegoś co zmusiłoby mnie do skończenia trylogii.

  7. slanngada pisze:

    Że Sanderson ci się nie podoba, to się nie dziwię, tam jest wiele z tego co nie lubisz. Co do Prawa, to jest ono dziwne. Jakbyś czytał trzy luźno powiązane ze sobą powieści

  8. Pingback: Klasizm a krytyka literacka, czyli szanujmy Sapkowskiego - Wyjdź z piwnicy #3 - Michał Małysa

  9. Hej, oczywiście sto dni po fakcie i pewnie wszyscy zainteresowani już nie śledzą dyskusji, ale dokładam swoją cegiełkę do odczepiania się od Sapkowskiego 😉 http://michalmalysa.pl/klasizm-a-krytyka-literacka/

  10. Żorż pisze:

    Ja wiem, że ten tekst ma prawie rok i w ogóle sto lat po fakcie popełniam internetową nekromację, ale aż się zaśmiałem czytając w nim argumenty „antyfanów”, a przede wszystkim – związanie ich w całości z tym, że wożenie się po Sapkowskim jest modne (a jest? bądź było?).
    Wożę się po tym człowieku od czasu, kiedy wyszło Narrenturm, bo miałem świeżo po premierze bardzo wątpliwą przyjemność spotkać szacownego autora na lokalnym konwencie, zorganizowanym w domu kultury. To było w czasach, kiedy Internet w Polsce raczkował, więc jakikolwiek obieg informacji w zasadzie nie istniał. I do dziś pamiętam ten szok, że ktoś może być tak niesamowicie zadufanym w sobie bucem, uważającym się za absolutnego króla, wyrocznię i wręcz bóstwo w kategorii już nawet nie tyle polskiego fantasy, ale w ogóle literatury rozrywkowej.

    Natomiast to był wielki bodziec, żeby się panem Sapkowskim zainteresować, śledząc uważnie jego wystąpienia, zachowanie, stosunek do własnych czytelników i wiele innych wybitnie niestosownych akcji. Dziś wydaje mi się, że w ogóle pomija się też bardzo istotny z czasów, gdy jeszcze pisała się – dziś, nie czarujmy się, w zasadzie na wpół zapomniana – trylogia husycka. Mianowicie stanowisko samego autora, który za wszelką cenę i każdymi środkami próbował udowodnić, że absolutnie i wcale nie jest autorem jednego przeboju, co przerodziło się w istną obsesję Sapkowskiego, by obrażać każdego, kto powie choć jedno dobre słowo o sadze wiedźmińskiej, a z czasem – w ogóle o niej wspomni.
    Wszyscy doskonale wiemy, jak to się skończyło – trylogia istnieje dziś jako ciekawostka, wiedźmin dostał drugie życie, a zanim jeszcze pojawiły się gry, Sapkowski skutecznie wyalienował swój własny fanom, obraził chyba każdego, kogo się tylko dało na rynku wydawniczym oraz kompletnie odleciał od jakiejkolwiek rzeczywistości, żyjąc w istnym Matriksie, gdzie Andrzej Sapkowski wielkim i sławnym pisarzem jest.

    Do tego dochodzi jeszcze w miarę aktualne, a ciągnące się od prawie dekady zachowanie wokół gier. W wyniku takich, a nie innych decyzji, Sapkowski postanowił oddać praktycznie za bezcen i bez żadnych zabezpieczeń i potencjalnych dochodów od obrotu czy absolutnie czegokolwiek prawa do stworzenia gier. Podszedł do sprawy z daleko idącą ignorancją, wyszła raptem pierwsza gra i… prawdziwa burza w szklance wody została rozpętana. Nagle AS, będąc wtedy mocno już trącającym myszką autorem (nie czarujmy się, czytelnictwo jego książek w roku 2007 w zasadzie leżało i płakało) który kiedyś tak był sławny i coraz mniej osób go kojarzyło, zaczął na każdym jednym konwencie, spotkaniu z fanami i w zasadzie niczym Katon powtarzać, że co tam gra, przecież on jest jedynym prawdziwym twórcą, a poza tym, to został oszukany na pieniądze i należy walczyć z CDPR, oszustami i bandytami. Im większy był sukces serii gier, tym większe ilości żółci wylewał z siebie AS. Z bardzo prostej przyczyny – bo odżałować nie mógł, że tak ogromna ilość pieniędzy przeszła mu koło nosa, winiąc za to wszystkich, tylko nie siebie. Kulminacją był jego zeszłoroczny popis z Polconu, który zrobił istną furorę w sieci.

    Osobiście natomiast polecam zainteresować się sprawą Sapkowskiego i (nie)sławnej polskiej ekranizacji. Bo jakkolwiek film był koszmarny, tak serial uważam, za jedną z najlepszych polskich produkcji telewizyjnych od czasu Czarnych chmur, a na pewno unikat sam w sobie wart zobaczenia. Przez wiele lat na oficjalnej stronie (!) ASa znajdowała się cała kolekcja materiałów poświęconych filmowi. Wywiady, reportaże z planu, wywiady udzielone po premierze (gdy film już zebrał żniwo fatalnych recenzji), analizy z twórcami i tak dalej. I wszyscy jak jeden mąż powtarzali to samo – Sapkowski najpierw zaśpiewał horrendalną sumę za prawa autorskie, a kiedy nie udało się zrobić interesu, ostatecznie oddał prawa za bezcen… i już następnego miesiąca zaczął szkalować produkcję (co zresztą pamiętam jeszcze z czasów, kiedy nastolatkiem byłem i film oraz serial były w trakcie realizacji). Oczywiście po premierze filmu wielu ludzi przyklasnęło, że AS miał rację, ale chodzi o perfidię samego działania – zainkasować za coś pieniądze, nie kiwnąć przy tym palcem, a równocześnie otwarcie zacząć robić czarny PR czemuś, co jeszcze nie powstało nawet. Doskonale wpisuje się w żal do CDPR, że „narobili gówna”.

    I to są moje powody powody, dla których uważam Sapkowskiego za wypalonego, zgorzkniałego i niesamowicie pazernego człowieka, wiecznie i zawsze o coś toczącego żółć, bo najwyraźniej bez przeciwnika żyć nie może.

    • Ja na to mówię „Syndrom Wałęsy”. Gdyby Sapkowski (albo Wałęsa) mieli na tyle rozumu, żeby siedzieć cicho i się nie wypowiadać, to pewnie nadal byliby legendami.

      Natomiast co do sprzedaży: akurat w 2007 Lux Perpetua była na 7 miejscu bestsellerów Rzeczpospolitej. Obecnie Narrenturm jest na 36 miejscu top 100 Empika w kategorii Fantastyka. Przed Władcą Pierścieni (choć to też zależy jak liczyć, bo władca jest w rankingu 2 razy: w tłumaczeniu Skibniewskiej i Pseudo-Łozińskiego).

      • Żorż pisze:

        Nie wiem, jak wyglądała sprzedaż, a podejrzewam, że już dziś się do tego dokopię. Bardziej niż miejsce rankingowe interesowałyby mnie sprzedane egzemplarze same w sobie. Mam sporą nieufność do n-tych miejsc na jakiejkolwiek liście, gdy nie idą za nimi bezwzględne wartości, które to miejsce zapewniły. To samo się tyczy owego 36 miejsca, chociaż tu na rękę raczej byłby mi brak danych. No bo co to jest 36 miejsce w określonej kategorii. 36 miejsce w ogóle – no, to brzmi jak coś. 36 w kategorii X? To znaczy, że wypada poza setką ogólną i stąd kategoria.

        Wracając do tematu – żaden z wymienionych argumentów ma się nijak do mojej długoletniej i solidnie podbudowanej przez samego w sobie Sapkowskiego niechęci do jego osoby. A im więcej bije piany i toczy jadu, tym mniejsze są te namiastki szacunku, jakie jeszcze się ostały. Ile można komuś wybaczać bycie burakiem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s