Detektoryści: czemu, ach czemu nikt was nie kocha?

Pisze ten post, albowiem wkurzyło mnie Money.pl. Otóż: wczoraj (dla mnie, czyli 14 października) gruchnęła wieść, że w polskim prawie zaszły zmiany i przeszukiwanie terenu z wykrywaczem metalu będzie przestępstwem, zagrożonym 2 latami pozbawienia wolności, a nie jak do tej pory: wykroczeniem. Wszyscy świadomi ludzie, którym los Polski i jej kultury leży na sercu ucieszyli się na tą wieść. Niemniej jednak spotkała się ona z ogromnym bólem mięśnia musculus sphincter ani externus tak zwanych „detektorystów”. Do kakofonii tych wrzasków dołączył się, jak pisałem serwis Money.pl pisząc o „zazdrości archeologów”, która jakoby miałaby inspirować te zmiany.

Prawda jest jednak inna. Strasznie jest nam wszystkim w środowisko smutno, że detektoryści nie będą mogli:

Chodzić i zakłócać kontekstu archeologicznego:

Zacznijmy od początku: detektoryści za swą cnotę uważają to, że wydobywają na świat dzienny zabytki inne „skarby”. Zastanówmy się jednak nad tym, czym są pozyskane przez nich artefakty.

Otóż, pomimo medialnej otoczki, jaka powstaje, gdy w gazetach pojawia się artykuł w rodzaju „W Koziej Wólce odnaleziono bezcenny skarb z przeszłości” i atmosfery magii jaką można uzyskać umieszczając za szkłem i odpowiednio oświetlając rozbite garnki, skorodowany metal i przegniłe kości, o złocie i klejnotach nie wspominając, to przedmioty te z punktu widzenia nauki są tak naprawdę tylko cyrkowymi rekwizytami.

Archeologia nie ma bowiem na celu pozyskiwania eksponatów muzealnych, a badanie przeszłości i życia ludzkiego (eksponaty zdobywa się skutkiem ubocznym tych badań). Tym co się liczy jest natomiast tak zwany „kontekst archeologiczny”, czyli otoczenie, w którym dany przedmiot znaleziono. Istotne jest więc to: na jakiej głębokości leżał, w jakiej glebie, ile warstw gleby było nad nim, jakie inne przedmioty leżały obok niego, w jakim układzie i szereg innych.

Badając te rzeczy można ustalić:

  • Czy przedmiot dostał się tam celowo, czy trafił tam przez przypadek (np. zgubiony czy przyniesiony przez wodę).

  • Jeśli został naniesiony przez wodę, to skąd?

  • Czy w jego otoczeniu znajdowały się inne przedmioty mogące stanowić dowód obecności osady ludzkiej lub cmentarzyska (np. węgiel drzewny lub zerodowana cegła mogące świadczyć o zabudowie)?

  • Z jakiego okresu (czasem nawet z dokładnością do jednego roku) pochodził?

  • Jak był używany?

Detektorowi, którzy najczęściej składają się z band chłopków-rotropków uzbrojonych w wykrywacze z marketów budowlanych najczęściej nie mają ani pojęcia o tych rzeczach, ani ich one nie obchodzą.

Desant detektorystów kończy się zawsze tak samo: wykopać dziurę szpadlem, przemieszać warstwy ziemi, co nieładne wyrzucić, ludzkie szczątki (tak, tak!) pozostawić na powierzchni (bo to przecież fuj!) by się walały, a co ładne postawić na telewizorze.

Kopać dziur na cudzych działkach budowlanych, użytkach rolnych i własności nadleśnictw:

Prawdopodobnie jednak nikomu nie przeszkadzałoby to, że detektoryści chodzą po lasach i przeczesują teren, o którym i tak wiadomo, ze archeologowie nigdy go nie będą badać, bo nigdy się tam nie zjawią. Byłoby to nawet pożyteczne, gdyby nie dwie rzeczy.

Po pierwsze: oczywiście nie chcą na tym poprzestać.

Po drugie: to nie jest tak, ze tereny, po których poruszają się detektoryści są bezpańskie. Przeciwnie: zwykle do kogoś należą. Jeśli nie są działką budowlaną, to są użytkiem rolnym, jeśli nie takim, to należą do miasta, wód gruntowych lub parku narodowego. Właściciele tych posesji nierzadko nie życzą sobie, by na ich terenach powstawały ni z tego ni z owego dziury. Sam miałem nieprzyjemność takie zasypywać, albowiem przez moja działkę biegł w trakcie II wojny światowej niemiecki okop.

Stanowic zagrożenia dla siebie i innych:

6 lutego 2017: dwudziestodziewięcioletni detektorysta z Szydłowa zginął w wybuchu pocisku artyleryjskiego, który przenosił do domu. W owym domu posiadał już: 12 bagnetów, 2 pistolety, kilkadziesiąt pocisków artyleryjskich rożnego kalibru, pełną taśmę do RKM-u i tysiąc sztuk innej amunicji. Wszystko to były pozostałości po II wojnie światowej.

8 czerwca 2017: policja zabezpieczyła w pokoju 18 letniego detektorysty z Kielc pocisk artyleryjski z II wojny światowej. W jego mieszkaniu znaleziono kolekcje militariów, w tym liczne egzemplarze innej amunicji. Mieszkanie mieściło się w bloku.

20 lipca 2017, Polkowice, policja zabezpiecza w mieszkaniu 27 letniego detektorysty kilkanaście granatów, miny i pociski przeciwpancerne oraz wiele sztuk amunicji. Wszystkie pochodzące z obydwu wojen światowych i posiadające ładunki.

9 października 2017: detektorysta i saper-amator zamieszkały w Ursusie, w zaciszu swojego bloku rozbrajał pochodzący z II wojny światowej granat. Urwało mu obie ręce. Ewakuowano blok. W trakcie przeszukania policja i saperzy w jego domu znaleźli koleje niewybuchy i 30 sztuk amunicji.

21 października 2017: Wola Górzańska, Podkarpacie. Detektorysta i kolekcjoner militariów znalazł na polach granat z II wojny światowej. Pochwalił się nim przed kolegami. By zobaczyć, co się stanie wrzucili go do ogniska. Jeden zginął na miejscu, drugi kilka dni później umarł w szpitalu.

To oczywiście nie są wszystkie przypadki, jakie miały miejsce w tym roku. To po prostu pierwsza strona Google. Powiedzmy sobie szczerze: żeby zostać detektorystą nie potrzeba wyobraźni. Wystarczy wykrywacz ze sklepu budowlanego za 800 złotych. A potem facet słyszy od dziadka, gdzie w okolicy jego miasta były niemieckie stanowiska bojowe, gdzie stali ruscy i rusza w jakieś miejsce, gdzie prawdziwi archeolodzy boją się kopać, bo można tam znaleźć naprawdę „bombowe rzeczy”. A potem znosi to do domu.

A najlepsze sa potem komentarze innych amatorów. „Policja zatrzymała niewinnego człowieka”, „komunistyczne prawo”, „przez niewinną kolekcję trafił do więzienia”, „reżim”, „tyrania”. Tak, jakby to były jakieś zabawki. Otóż nie są: amunicja leząca po lasach to dwa typy przedmiotów: uzbrojone pociski, które leżały w pogotowiu, czekając na użycie i zostały porzucone lub też takie same pociski, które mimo uderzenia w ziemie nie wybuchły. Są one gotowe do użycia, co więcej materiały w nich są zleżałe i co za tym idzie niebezpieczne. Takie coś może wybuchnąć od samego stania na półce, zabijając wszystkich wokół.

Okradać grobów:

W 2012 roku, niedaleko od Ciemnogrodu, bo w Sanoku na Podkarpaciu mialy miejsce duze badania archeologiczne. Odsłaniano ruiny średniowiecznego kościoła, który splunął w XVII wieku. Normalnie nie publikuje się informacji o takich badaniach, bowiem w ciągu 48 godzin od ich ukazania się w prasie miejsce zostaje przeryte przez poszukiwaczy skarbów. Tam się jednak nie dało, bowiem wykopaliska miały miejsce w środku miasta.

A wiecie co było zawsze koło średniowiecznych kościołów? Cmentarze. I myślicie, że kogoś to powstrzymało? Nie. Łowców skarbów powstrzymali policjanci, straż miejska i sami archeolodzy, którzy nocami pilnowali wystających z ziemi gnatów uzbrojeni w pały.

Zresztą, wystarczy kilka minut w Google, a okazuje się, że w tym samym mieście miał też miejsce desant poszukiwaczy militariów i na inne cmentarze. Ci penetrowali bowiem zarówno cmentarz jeńców radzieckich położony w jednej z podsanockich wsi, jak i w latach 90-tych cmentarz żołnierzy wojska polskiego, położony na tamtejszym cmentarzu komunalnym.

Majestat śmierci nie ochronił też potencjalnie (nomen omen) wandalskiego cmentarzyska w Zarszynie, które zostało przekopane zanim dotarli do niego archeolodzy. Teren przeryto, kości wyrzucono na zewnątrz, warstwy ziemi wymieszano, przy okazji zdewastowano tez chłopu pastwisko. Bowiem, jeśli archeolodzy kopią, to z ramienia muzeum, wypłacane jest też przynajmniej odszkodowanie. Detektorowi porostu robią w nocy desant.

I serio: myślicie, że nasi przodkowie zakopywali w ziemi karabiny, pełne sorty mundurowe i nieśmiertelniki, żeby wnuki miały frajdę? Otóż nie: robiono to celowo. A co się zakopuje w ziemi najczęściej? No umrzyków właśnie.

Oczywiście to nie ochroniło licznych grobów powstańców styczniowych, listopadowych, śląskich czy warszawskich, a także żołnierzy poległych w trakcie II wojny światowej przed zbezczeszczeniem. Jeśli archeolodzy kopią (co moim zdaniem też jest kontrowersyjne) to ich wysiłki można przynajmniej wyjaśnić większym dobrem, albo chociaż mniejszym złem (jeśli prowadzone są np. badania zachowawcze przed budowa autostrady), zresztą, szczątki ludzkie najczęściej potem chowane są ponownie na cmentarzach komunalnych właśnie.

W wypadku detektorystów normalna procedura postępowania z trupami wygląda tak: wyciągnąć z ziemi urnę popielnicową, popioły spuścić w kiblu, a w samej urnie posadzić kwiatki. A jak się znudzi wypierniczyć.

Przykładowo: w 2015 roku grupa poszukiwaczy skarbów wyposażonych w detektory metalu ograbiła cmentarzysko (prawdopodobnie z XIII wieku), wydobywając z niego metalowe przedmioty z dużą dozą brutalności. Łowcy skarbów przykładowo, by łatwiej pozyskać łup odrąbywali szpadlami kończyny szkieletów.

I niszczyć, uszkadzać, źle przechowywać oraz sprzedawać na lewo zabytki:

Powiedzmy sobie szczerze: detektoryści nie są najczęściej zainteresowani prowadzeniem badań naukowych z zachowaniem należytej metodologii i mających coś udowodnić, albo nawet wzbogaceniem zbiorów muzeów w imię dobra publicznego, tylko pozyskaniem łupu.

Świadczyć o tym może przypadek dwóch poszukiwaczy skarbów z Olsztyna, którzy wiosną 2015 natrafili na nieznane wcześniej, unikalne cmentarzysko Jaćwingów. Pozyskali oni z niego blisko 1000 zabytków, z których odzyskano tylko 108. Pozostałe grabieżcy jak twierdzą „wyrzucili do śmieci”. Jest to moim zdaniem mało prawdopodobne, gdyż, jak można przeczytać w lokalnych mediach zatrzymani zostali podczas próby sprzedaży rewolweru i karabinu pochodzącego z II wojny światowej (w domu jednego z nich nawiasem mówiąc znaleziono uzbrojone niewybuchy granatów i trotyl pochodzący z samodzielnie rozbrajanej amunicji).

Poszukiwania takie, jak widać wyraźnie, nie mają na celu zasilić kolekcji muzeów, tylko prywatne zbiory.

A gdzie najłatwiej pozyskać łup? W zabytkach, na polach walki i na cmentarzach oraz w znanych, a ciągle nieprzebadanych stanowiskach archeologicznych. Detektoryści stanowią prawdziwa plagę, która zwyczajnie niszczy nasze dziedzictwo narodowe.

Nawiasem mówiąc jest to też przyczyna dla której detektoryści najczęściej nie mogą dostać zezwoleń na badania. W normalnych okolicznościach nie jest to trudne (większość znanych mi archeologów zarówno zatrudnionych w muzeach oraz tych z firm archeologicznych często korzysta z pomocy zaprzyjaźnionych i sprawdzonych poszukiwaczy). Problem w tym, ze w 90 procentach przypadków detektoryści chcą szukać w miejscach, gdzie nikt o zdrowych zmysłach im poszukiwań prowadzić im nie pozwoli: bo albo zniszczą coś cennego, albo też znajdą coś, co ich pozabija.

W imię walki z „komunistycznym” prawem:

Podstawowym argumentem detektorystów majacym na celu przekonać do ich działalności jest stwierdzenie, że to co w Polsce jest nielegalne w innych krajach, w szczególności Wspólnoty Brytyjskiej jest dozwolone.

Argument ten jest inwalidą z prostego powodu: nie wiem, dlaczego kraj dysponujący jedną z najlepszych ustaw o ochronie zabytków*, czyli Polska powinien czerpać wzorce od kraju o jednej z najgorszych ustaw tego typu.

Brytyjskie prawo ochrony zabytków zostało wprowadzone w 1882 roku, na fali społecznego oburzenia związanego z wyburzaniem zabytków. Kroplą, która przelała czarę była próba zburzenia Stonehenge (w latach 70-tych XIX wieku wymyślono, że przez kamienny krąg poprowadzi się linię kolejową, . Wówczas to, pod wpływem środowisk akademickich oraz opinii publicznej parlament zdecydował się na wprowadzenie takowej ustawy. Jej celem jednak nie było w pierwszej kolejności publiczne dobro, ale ochrona interesów posiadaczy ziemskich: zarówno rodziny królewskiej (największego posiadacza w kraju), jak i ziemiaństwa (do roku 1884 prawo głosowania na członka parlamentu mieli wyłącznie mężczyźni o majątku przekraczającym 50 funtów, czyli ledwie 10-20 procent ludności).

Efektem ubocznym było powstanie dupochronu dla lokalnych lowców skarbów, którzy w tym okresie rozkradali dobytek i dziedzictwo narodowe każdego kraju, z jakiego byli w stanie. Tak więc grabiony był Egipt, gdzie brytyjscy pseudoarcheologowie byli zainteresowani przede wszystkim pozyskaniem złotych detali i posuwali się niekiedy do groteskowych zachowań (przykładem może być grobowiec Tutenchamona, którego mumii George Herbert oderwał ptaszka, by nie gorszył brytyjskich dam), dobrym przykładem może być tez historia płaskorzeźb z ateńskiego Partenonu, które zostały odłupane z ruin przez na polecenie Tomasa Bruce’a ambasadora brytyjskiego w Turcji, posługującego się fałszywym zezwoleniem od sułtana.

Zachowanie brytyjskich archeologów dało początek określeniu „dyletant”, wywodzącemu się od „society of dilletanti” co oznacza „stowarzyszenie miłośników (w domyśle: starożytności), które zrobiło zawrotną karierę we współczesnej polszczyźnie.

Sytuacja ta betonuje brytyjską archeologię i zmusza ją do poruszania się w okowach archaicznego prawa. Gdyby Brytyjczycy dostosowali je do wymogów współczesności zwyczajnie musieliby oddać większość swoich zbiorów prawowitym właścicielom.

Prawo w Polsce zostało wprowadzone krótko po II wojnie światowej, ponownie na fali nastrojów społecznych i miało faktycznie na celu ochronę naszego, bardzo mocno uszczuplonego dziedzictwa narodowego (a także walkę z szabrownikami, którzy korzystając z ogólnego chaosu zwyczajnie rozkradali co się dało i wywozili na zachód). Jest to jedna z najlepszych ustaw tego typu na świecie.

Nieprawdą jest też to, że różnice między obydwoma krajami są bardzo duże. Tak więc:

  • w Wielkiej Brytanii należy: być członkiem stowarzyszenia, posiadać zezwolenie od właściciela gruntu oraz powiadomić o znalezisku w ciągu 14 dni.

  • w Polsce należy: posiadać zezwolenie od konserwatora zabytków i właściciela gruntu na prowadzenie badań, zapłacić 82 złote opłaty skarbowej i niezwłocznie poinformować o znalezisku.

Jak widzimy różnice nie są duże.

Wiele osób zapewne nie zgodzi się z ta opinia patrząc na stan wielu zabytków w naszym kraju, jednak należy rozgraniczyć stanowienie prawa i jego egzekwowanie. O ile to pierwsze nie powinno być zmieniane lub zmieniane w niewielkim stopniu (które to zmiany, jak widać idą w dobrym kierunku), tak niestety wyraźnie widać, że jego egzekucja szwankuje.

Ogólnie rzecz biorąc cały sektor kultury w Polsce jest bardzo zaniedbany i niedofinansowany, a morale mających nad nim piecze ludzi jest złe. Jedno wynika w dużej mierze z drugiego: brak pieniędzy sprawia, ze sektor kultury przepełniony jest ludźmi sfrustrowanymi, bez poczucia misji i dobieranymi w drodze selekcji naturalnej: najlepsi zwyczajnie idą gdzie indziej. Oczywiście pieniądze nie rozwiązałyby wszystkich problemów, jednak stanowiłyby dobry początek. Drugim byłoby znalezienie młodych, energicznych osób, które rozumiałyby zarówno świat kultury jak i potrzeby społeczne… Ale to temat na inną dyskusję.

O ile o prawo można się kłócić, to polska archeologia ma jedna z najlepszych renom na świecie, mimo, że też musi mierzyć się z ewidentnymi ograniczeniami finansowymi. Nasi specjaliści są mile widzianymi gośćmi w Egipcie, Sudanie, krajach Bliskiego Wschodu, Afryce Północnej i Ameryce Południowej, wszędzie tam, gdzie prowadzone sa najcenniejsze i najdelikatniejsze badania. Cieszą się też zaufaniem tamtejszych władz, znani są z tego, ze pracują z poświeceniem i nierzadko z narażeniem życia, kopiąc nawet w strefach działań wojennych.

Wiele rzeczy, które są u nas oczywistością w innych krajach oceniane jest jako awangarda i bliski ideałowi wzór do naśladowania. Pozwolę sobie zacytować w tej dziedzinie wybitnego, brytyjskiego badacza, profesora Petera Heathera:

„Polska archeologia stoi na bardzo wysokim poziomie, każdy student by ukończyć naukę musi wziąć udział w praktykach podczas wykopalisk, a wszystkie prace drukowane są zarówno w języku narodowym, jak i po angielsku.”

Czyli odkrycie Ameryki w proszku. Rzecz dla nas oczywista.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

117 odpowiedzi na „Detektoryści: czemu, ach czemu nikt was nie kocha?

  1. Kasztelan pisze:

    Hm nie wiedzialem ze zjawisko jest tak szkodliwe z punktu widzenia archeologi plus zawsze takiego wykrywacza wyobrazalem sobie na plazy gdzie I tak wszystko jest pomieszane, albo zlomiarza plus ekstra, a nie na dzikich cmentarzach niezly artykul.
    Ps jak to jest z tymi ludzkimi koscmi do jakiego okresu jefno jest zwlokami a potem juz eksponatem? Oraz stosunek do rozgrzebywania prezentow na drugi swiat jak maja egipcjanie albo wikingowie?

    • Sami swoją liczbę oceniają na 150 tysięcy. Więc łatwo zgadnąć, jak to wygląda.

      Szkodliwość jest zależna od tego, gdzie się szuka. Jeśli na polu ornym, plaży etc. to jest ona zazwyczaj znikoma, bo tam warstwy ziemi są zazwyczaj tak przemieszane, że nie da się niczego stwierdzić. Problem polega na tym, że wbrew temu, co mówi środowisko nie wszystkie poszukiwania są prowadzone w tego typu miejscach (i często bez zgody właściciela). Po drugie: detektoryści są najczęściej nastawieni na wzbogacanie własnej kolekcji i zwyczajnie nie zgłaszają znalezisk. Puki są to faktycznie łuski czy monety groszowe to nie jest problemem. Problem pojawia się, gdy trafiają na miejsca pochówków, niewypały, nieśmiertelniki etc.

      Jeśli chodzi o zwłoki ludzkie, to niestety nie ma regulacji. Generalnie sytuacja jest taka, że o ile do trupów młodszych, niż 600 lat w Polsce poczuwają się władze miejskie i gminy religijne, tak o starszych nie za bardzo myśli się u nas jak o ludziach. Często więc trafiają do magazynów, albo na wystawy. Aczkolwiek wrażliwość społeczna rośnie już i wśród samych archeologów i coraz rzadziej eksponuje się szczątki ludzkie.

      Jak jest gdzie indziej? Różnie. W Szwecji możesz poszukiwać legalnie, jeśli a) jesteś członkiem stowarzyszenia poszukiwaczy b) masz pozwolenie właściciela gruntu c) ograniczysz się tylko do warstwy ornej d) zgłosisz każde znalezisko. W Egipcie… Jak znajomy jechał do Egiptu turystycznie i wpisał w rubrykę zawód „Archeolog” to go zatrzymali na granicy i stwierdzili, że go bez zaproszenia od ichniego ministerstwa kultury nie wpuszczą.

      • Kasztelan pisze:

        W ostatnim pytaniu chodziło Mi czy jest postawiona jakaś granica z omen omen rabowaniu miejsca pochówku z fantów jakie bliscy zostawili zmarłemu jak to miała na przykład
        kultura starożytnych Egipcjan czy Wikingów. Przykładowo odkryto kurhan bogatego jarla co się stanie z rzeczami z jego grobu, albo też nim samym

      • To zależy od kraju. Jeśli na miejscu, w Egipcie lub Szwecji to trudno mi się wypowiadać.

        W Polsce rzeczy najpewniej trafią do muzeum, zostaną skatalogowane i wylądują w magazynie lub na ekspozycji. Sam Jarl pewnie też tymczasowo spocznie w magazynie, a po zakończeniu badań najpewniej zostanie pochowany na cmentarzu komunalnym. Z jednej strony tak stare szczątki nie są raczej źródłem zagrożenia sanitarnego. Z drugiej: jak mówiłem niestety nikt się z nimi nie identyfikuje. Aczkolwiek, gdyby okazał się postacią znaczną, to istnieją szansę, że zostanie ponownie pochowany z honorami.

  2. tomek pisze:

    ten czlowiek nie wie o czym pisze, u nas aby pozwolenie dostac nalezy czekac miesiacami, nie dostaje sie go odrazu po wplaceniu 82zl, na calym swiecie sa ludzie uczciwi i nieuczciwi, nasz kraj nie jest wyjatkiem, nie malo archeologow zlodziei tez jest w naszym kraju wykonuja zawod dla swoich korzysci, dlaczego tworca artykulu nie wspomni o tym ani slowa ? moze z 2% lacznych wyjsc detektorystow to natrafienie na prawdziwy skarb, zazwyczaj jest zglaszany, artykul ma na celu calkowite zdyskryminowanie detektorystow i tyle. Wystarczy w google wpisac nieuczciwy archeolog a wyskoczy tego wiecej niz o detektorystach nie wspominajac juz o konserwatorach zabytkow np, pani ze slupska. Szukajac detektorem nie kopie sie metr gleboko w ziemii a ze 30cm i zazwyczaj sie chodzi po polu ornym gdzie w wiekszosci przypadkow te pola sa orane duzo glebiej niz ten detektor siega wiec niech szanowny spec od artykulu zacznie myslec a nie pisze co mu najdzie do tego pustego łba. i niepozdrawiam

    • Łukasz pisze:

      W punkt.

      Pozdrawiam

    • Michał pisze:

      Co chcesz. Filozof i historyk. Mieszanka wybuchowa która nie wiele ma związku z rzeczywistością 🙂 🙂
      Historyk inzynier, pozdrawiam 🙂

    • Konserwator zabytków zgodę na prowadzenie poszukiwań wydaje w ciągu 30 dni. Faktycznie, przynajmniej na terenie województwa podkarpackiego nie znam przypadku, by decyzja zapadła po więcej, niż 7 dniach.

      Jeśli faktycznie chce Pan prowadzić badania na polu ornym, to nie sądzę, by ktoś Panu zgody odmówił. No, chyba, że właściciel tego pola.

    • andrzejjj pisze:

      wszystko w temacie dodałeś. Wiekszych pier@@ł jak w powyzszym artykule P.M nie czytałem ;d wzystko aby uskrzydlić najjaśniejszych archeologów. Jakby u nich w gronie czarnych owiec nie było. Brawo za zajebiście rzetelny tekst po którym zebrało mi się na ekhm… Nie pozdrawiam.

  3. Wojciech pisze:

    Szkoda, że autor jest tak obiektywny i zapomniał napisać o szeroko zakorzenionym procederze mafijnym wśród wielu archeologów, gdzie pozyskiwane są artefakty, po czym nie inwentaryzowane sprzedawane są na „czarnym rynku”. Nie napiszę, że każdy archeo to złodziej, podobnie jest z detektorystami – nie każdy jest złodziejem. Pokuszę się, że 70-80% to ludzie rządni wiedzy, dla któych oddanie swoich artefaktów do izby muzealnej byłoby ukoronowaniem ich pasji. Jednakże nie do takich izb muzealnych jakie mamy teraz, w większości nieczynne, zaniedbane, rozkradane. Faktem jest, że prawo jest totalnie zacofane, iście stalinowskie odnośnie ww. sytuacji. Można zadać pytanie, dlaczego nie umożliwić ludziom legalnych poszukiwań, z pełną licencją, opłaconym abonamentem na poszukiwania z przymusem inwentaryzacji każdego znaleziska? Dlaczego słyszymy tak silny sprzeciw ze strony środowisk archeo? Jeśli nie wiemy o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a dodając to, że w Polsce ludzie chcący zarobić legalne mają pod górkę, wynik jest oczywisty. Interesy, interesiki…

    • Jeśli ma pan dowody na ten proceder, to proszę go zgłosić do prokuratury.

      Legalne poszukiwania są w Polsce absolutnie możliwe. Wystarczy uzyskać zgodę właściciela terenu, konserwatora zabytków, wpłacić opłatę skarbową w wysokości 82 złotych. Znalazca jest też zobowiązany niezwłocznie powiadomić o każdym, dokonanym znalezisku.

  4. Łukasz pisze:

    Niezłe brednie. Szkoda komentować…

  5. Marcin Gancarz pisze:

    A jakie hobby ma fannojizycie?

  6. Jaca pisze:

    Autor tekstu to chory człowiek,pewnie sam ktadnie rzeczy ze stanowisk archeo.
    Nic tym złodzieją nie oddawajcie już detektorysci.

  7. Kułak pisze:

    Autor pisze głupoty.

  8. Marcin Anzorge pisze:

    Udało sie! przeczytałem ten bełkot od deski do deski ,cały wpis tego smutnego,rozgoryczonego życiem kawelera ,samotnego hodowcy rozmarynu,autora przecietnych ksiązek fantastyczno-kulinarnych.  Uważam ,że nadzbyt czesto koloryzuje on wątki , tylko po to aby umocnic sie w samoprzekonaniu ,ze racja jest tylko po jego stronie, co jest typowe dla młodych ludzi,zwłaszcza niedoszłych celebrytów literatury paraintelektualnej,Niemniej pozwoliłem sobie wczytac sie w tresc ,aby odniesc sie do zarzutów wobec detektorystów.
    zarzut 1- jedyny rzeczowy,czyli .niszczenie kontekstu archeologicznego –
    Zazwyczaj detektorysci ,zwłaszcza ci starsi , to ludzie z pasją, zaangażowaniem i lepszym sprzetem niż niejeden wydział archeologiczny uniwersytetu, Posiadają już rozwinietą swiadomosc tego co odkrywają w ziemi,umiejętnosć identyfikacji przedmiotów, datowania, oczyszczania oraz warunków przechowywania. Wiekszosc z tych przedmiotów,w „prywatnych kolekcjach” posiada lepsze warunkii perspektywe przetrwania kolejnych lat ,niż tez zalegające w katonach katakumbach wydzialów archeologicznych ,a juz na pewno gdyby miały leżeć kolejne setki lat w ziemi, lub zostałyby zalane wielką płytą betonową pod wielkie osiedla lub autostrade, gdzie badania pseudoarcheologiczne mijają sie z celem,ale to już watek na wiekszy wpis i kilka gorzkich słów prawdy…Zabawne jest również to ,że detektorysci posługują sie sprzetem z zasiegiem nie wiekszym niż głebokość orki rolnej,oczywiscie o ile ingerencja w ziemie tych pierwych jest dewastacją stanowisk archeologicznych,o tyle juz ta druga jest wporządku,nawet jesli miesza ziemie lub uszkadza przedmioty ,uniemożliwiając ich datowanie..,Reasumując cały wątek ,wbrew temu co mówi sie o detektorystach ,posiadają oni całkiem spora wiedze, i uczciwe zamiary dbania o historie ,czego nie można powiedziec o wielu archeologach oraz pseudo-detektorystach, ale jestesmy zbyt inteligetni zeby swiadomie generalizowac odłamy tych grup lub wykorzystywac jako argument w merytorycznej wymianie poglądów. Szanujmy sie wzajemnie.,.

    • Z przykrością muszę powiedzieć, że pisze Pan strasznie nielogicznie i sam Pan sobie przeczy. Twierdzi pan, że:

      Zazwyczaj detektorysci ,zwłaszcza ci starsi , to ludzie z pasją, zaangażowaniem i lepszym sprzetem niż niejeden wydział archeologiczny uniwersytetu, Posiadają już rozwinietą swiadomosc tego co odkrywają w ziemi,umiejętnosć identyfikacji przedmiotów, datowania, oczyszczania oraz warunków przechowywania.

      A następnie:

      Wiekszosc z tych przedmiotów,w „prywatnych kolekcjach” posiada lepsze warunkii perspektywe przetrwania kolejnych lat ,niż tez zalegające w katonach katakumbach wydzialów archeologicznych ,a juz na pewno gdyby miały leżeć kolejne setki lat w ziemi, lub zostałyby zalane wielką płytą betonową pod wielkie osiedla lub autostrade, gdzie badania pseudoarcheologiczne mijają sie z celem,ale to już watek na wiekszy wpis i kilka gorzkich słów prawdy

      Udowadniając, że nie ma pan najmniejszego pojęcia ani o celowości prowadzenia badań, ani o ich metodologii ani też o konserwacji zabytków. Zaręczam Panu, że jeśli coś przetrwało w ziemi 200, 300 czy 1.000 lat, to leząc tam jest dużo bezpieczniejsze niż w gablocie, niezależnie muzealnej, czy prywatnego kolekcjonera. Choćby dlatego, że nie jest wystawione na działanie atmosfery, światła i zmiennych warunków.

      • Marcin Anzorge pisze:

        Tak sie składa że jedno drugiemu nie zaprzeca, a wrecz przeciwnie, konsoliduje oba wątki całosciowo w jeden tok logicznego myslenia, tak aby nawet człowiek mało inteligetny zrozumiał sens. Pewnie stąd u Pana ten dysosans poznawczy 🙂 Natomiast odnosząc sie do niecelnej riposty,z przykroscią muszę stwierdzić ,że sam Pan sobie zaprzecza,, ponieważ przedmioty w zasięgu detektorystów(30 cm) są wystawione na ciągłe działanie warunków atmosferycznych ze wzgledu na charakter prac związanych z prowadzeniem gospodarki rolnej.Dlatego też, warto takie przedmioty zbierać, identyfikowac ,lokalizowac, i pielęgnować, zwłaszcza te, które mają wartość historyczną lub sentymentalną. Włąsnie taką wiedzą posiadają detektoryści, teraz zależy od archeologów,czy chcą zebysmy sie nią dzielili,i wpólnie tworzyli piekną mapę historyczną Polskich zabytków i stanowisk – tak jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii ,czy nadal bedziecie tworzyc hermetycznie zakonserwowaną grupę, patrząc jak eksponaty niszczeją na powierzchni ziemi.

      • Dlaczego więc nie chce Pan robić tego legalnie?

  9. Patt pisze:

    Kontekst archeologiczny to jest parawan , zasada za którą mozna wszystko upchnąć. Jak sie nie ma co mówić – to wyplywa kontekst. Jak by ważnym było czy łuska w polu znaleziona, 50 razy przemieszczona przez rolnicze narzędzia , leżała w tę czy inną stronę skierowana. Bzdura. To jest ważne w miejscach , gdzie normalnemu ludkowi kopać nie wolno!! A jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o kase. Myślicie, że archeolodzy żyją tylko ze swojej lichej pensyjki??? Oni nowym prawem pozbywają się konkurencji na rynku kolekcjonerskim – i to tyle na ten temat.

    • Konserwator zabytków zgodę na prowadzenie poszukiwań wydaje w ciągu 30 dni. Faktycznie, przynajmniej na terenie województwa podkarpackiego nie znam przypadku, by decyzja zapadła po więcej, niż 7 dniach.

      Jeśli faktycznie chce Pan prowadzić badania na polu ornym, to nie sądzę, by ktoś Panu zgody odmówił. No, chyba, że właściciel tego pola.

  10. Rob pisze:

    Najlepszy fragment to ten -cytuje,, Tym co się liczy jest natomiast tak zwany „kontekst archeologiczny”, czyli otoczenie, w którym dany przedmiot znaleziono. Istotne jest więc to: na jakiej głębokości leżał, w jakiej glebie, ile warstw gleby było nad nim, jakie inne przedmioty leżały obok niego, w jakim układzie i szereg innych”Biorąc pod uwagę ,że tzw.detektoryści szukają na polach uprawnych ,zacytuje inny fragment z poradnika dla rolników -,,Podorywka 8-12cm albo częściej talerzowanie. Siewna 18-20cm. Zimowa do 30cm. Pług obrotowy Ventzki 3×30 + MTZ50″ Wykrywacz działa skutecznie na kiladziesiąt cm(w miarę dobry wykrywacz) Więc moje pytanie do autora -kto tutaj niszczy kontekst znaleziska ? Artykuł pisany na kolanie bez przygotowania .

    • Konserwator zabytków zgodę na prowadzenie poszukiwań wydaje w ciągu 30 dni. Faktycznie, przynajmniej na terenie województwa podkarpackiego nie znam przypadku, by decyzja zapadła po więcej, niż 7 dniach.

      Jeśli faktycznie chce Pan prowadzić badania na polu ornym, to nie sądzę, by ktoś Panu zgody odmówił. No, chyba, że właściciel tego pola.

      • Rob pisze:

        Ja nie twierdzę ,że WKZ nie wyda pozwoleń na poszukiwania w obrębie pola ornego .Ja twierdzę natomiast ,że zasłanianie się niszczeniem kontekstu znaleziska na polach uprawnych a większości takie mamy na myśli to bzdura kompletna i wszyscy dobrze o tym wiedzą .

      • O ile wiem, to nikt nie zasłania się niszczeniem kontekstu archeologicznego na polach uprawnych.

      • uhhuhuhu pisze:

        sposób wydawania pozwoleń całkowicie nie przystaje do rzeczywistości w jakiej odbywają się poszukiwania amatorskie.
        jaki ma sens pozwolenie wydawane na mały kawałek ziemi 30 dni przed wejściem na teren gdy zwykle ma się 2-3 dni gdy rolnik pozwala wejść na to pole i trudno odgadnąć kiedy pole będzie dostępne do takich poszukiwań. tym bardziej nikt 30 dni przed nie planuje gdzie i kiedy będzie prowadził te poszukiwania. te pozwolenia mial by sens gdyby

        1. były wydawane np na całe województwo

        2.poszukiwacze byli informowanie gdzie nie mogą prowadzić poszukiwań – obecnei nie ma bazy stanowisk archeologicznych, bazy zabytków są niekompletne, niedokładne, gminy mają bałagan w papierach, w zasadzie nie da się stwierdzić czy ktoś łsmie prawo czy nie bo jest to zwykle interpretacja urzędnika

        3. istniała prosta i wygodna droga do zgłaszania znalezisk – jaki jest sens jazdy do wkz z workiem monet z prl i kupką łusek – powinien być przygotowany system informatyczny gdo zgłaszania znalezisk, szybka weryfikacja

        4. powinna istniej precyzyjna decificja zabytku archeologicznego – to co jest obecnie to kpina z rozumu. obecnie ciągane są po sądach osoby za posiadanie kawałka drutu, starej łyżki a nawet za własną obrączkę slubną (znam osobiściep rzypadek, gdzie archeolog uznał obrączkę ślubną za artefakt archeologiczny)

        5. prywatni kolekcjonjerzy nie powinni czuć zagrożenia ze strony państwa jeśli kolekcjonują a przedmioty o nikłej wartości historycznej. dziś większośc kolekcjonerów boi się, ze ktoś sobie przywłaszczy ich kolekcje nawet jeśli nigdy niczego nie kupowali od poszukiwaczy lub archeologów

        6. państwo powinno miećwiększe zaufanie do obywateli, jeśli państwo jedyne co ma do zaoferowania to bat to jest tociemiężyciel a nie przyjaciel. jeśli 2000-300tyś osób w tym kraju używa detektorów to znaczy że jest to masa ludzi, można by ją wykorzystać do bardzo pozytywnych działań, których archeolodzy nie byli by w stanie wykonać przez 200lat.

      • Młodszy guru lat 57. pisze:

        Mówi Pan o pozwoleniu po 1 stycznia 2018 czy o jakimś innym, bo nie rozumiem.
        Pola orne tam gdzie uprawiam swoje hobby uprawiane są od 400 lat . Inne powstały po Ukazie Carskim po powstaniu styczniowym. Więc mówienie o kontekście archeologicznym na polu które zostało kilkaset razy przegrane to lekkie nadużycie.

  11. fajny pisze:

    Osoba która to napisała to zwykla SZMATA nie znajaca tematu. Po drugie ŚMIOECIU nie obrazaj mieszkańców Sanoka a po trzecie najwięcej kradna ARCHEOLODZY. A tak przy okazji SZMATO zapraszam na spotkanie

  12. Marcin Michalski pisze:

    Jak zwykle prawda w oczy kole. Co Was, (nie)kochani detektoryści, tak bardzo boli w tym tekście? Autor naprawdę trafił w sedno. Czy wręcz alergiczny wstręt przed wnioskowaniem o pozwolenia na poszukiwanie zabytków nie wynika z chęci pozostawania poza wszelką kontrolą i z chęci przywłaszczania odnalezionych przedmiotów? Prawda jest taka 9 na 10 archeologów jest uczciwych, a 9 na 10 detektorystów zdaje się działać poza granicami prawa. Odpowiedzcie proszę kto rozkopuje nocami stanowiska archeologiczne, kto handluje fantami na forach? Dość hipokryzji z Waszej strony, już nikt Wam nie uwierzy, że to takie piękne hobby.

  13. Stanisław pisze:

    Przeczytałem cały artykuł z ciekawości. I powiem tak – jest bardziej tendencyjny niż zagrożona demokracja w Polsce. Temat spłycony do granic możliwości. Większość faktów to kompletnie przerysowane bzdury, owszem, hieny cmentarne się zdarzają, ale jest to promil, bo nawet nie procent. Prawda jest taka, że środowisko archeologiczne mające wpływy polityczne i lobbujące za zaostrzeniem prawa ma gdzieś walory kulturowe znalezisk, chodzi m.in. o handel w szarej strefie – handel artefaktami to czarny rynek, o którym przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia. A skąd wiem? Bo od lat jestem w środowisku archeologów, właśnie tych archeologów, którzy wiedzą jak czerpać z tego profity. Nie wierzcie Państwo tym bzdurom – nikt z taką zaciekłością nie broni ideałów nauki – chodzi tylko o zarezerwowanie dla siebie monopolu na usankcjonowaną prawem grabież, płynące z tego korzyści, i tworzenie niedostępnych, prywatnych kolekcji – archeologicznego, zabetonowanego środowiska. Proszę o udostępnianie tej treści dalej, bowiem artykuły takie jak ten mają jedynie na celu tworzenie zafałszowanego obrazu środowiska detektorystów.

    • Jeśli ma pan dowody na przestępczy proceder archeologów, to proszę zgłosić go na prokuraturę.

      • Stanisław pisze:

        Panie Piotrze,
        z lektury zakładki „o mnie” widzę, że jest Pan bardzo młodym człowiekiem. Sam ton Pańskiego artykułu niewątpliwie to potwierdza, jak również ogólnikowe rady w stylu „proszę zgłosić do prokuratury”. Pan prawdopodobnie nie ma pojęcia o wielu aspektach tej sprawy – nie żyjemy w „idealnym świecie”, i pewnie Pan to z czasem zrozumie, kiedy ideały ustąpią miejsca pragmatyzmowi. Nie chcę oskarżać Pana o pisanie artykułów na zamówienie, bo nie wiem nawet jak poczytny jest Pański blog, natomiast to co Pan stwierdza w swoim artykule, proszę mi wierzyć – zakrawa o naiwność. Prawda jest też taka, że całe zaostrzenie prawa ma zupełnie inny cel. Proszę mi wierzyć, że 99,99% pasjonatów szukać nie przestanie, i środowisko archeologów doskonale wie, że tego typu rozgłos, nie spowoduje zaprzestania prywatnych poszukiwań, a jedynie je nasili. Ale o tym Pan już raczej nie pomyślał pisząc swój artykuł – dlatego też jestem pełen obaw co do jego rzetelności…

      • Poczytność łatwo sprawdzić: jeden lajk na facebooku przekłada się statystycznie na 200 wyświetleń miesięcznie.

        Istotnie, nie jestem jeszcze stary, ale dobrze wiem, co zazwyczaj oznaczają takie opory przed wyjściem z szarej strefy.

        Łamanie prawa nie ma nic wspólnego z pragmatyzmem.

        99.99% pasjonatów i teraz szuka bez pozwoleń, a znalezisk nie zgłasza, ale teraz będzie na nich przynajmniej bat.

      • uhhuhuhu pisze:

        szkoda, że prokuratura takie zgłoszenia ignoruje, podobnie jak ignoruje sytuacje gdy nadzór archeologiczny pozwala niszczyć zabytki w ramach nie przeszkadzania w inwestycjach publicznych.
        wszystkie cenniejsze znaleziska amatorów odkupują archeolodzy i profesorowie na potrzeby prywatnych kolekcji. na allegro lądują tylko jakieś śmieci

      • Raczej wątpię w tych profesorów i prywatne kolekcje. Sorki, ale po prostu z grantów na badania jest kasa i pozycja w środowisku (a z tej jeszcze więcej kasy). To raczej jakaś teoria spiskowa, albo bajka ku pokrzepieniu serc.

      • Stanisław pisze:

        Dowodów nie posiadam,bo też nie zajmuję się ich gromadzeniem. Natomiast w sieci są artykuły mówiące również o nieuczciwych archeologach. Chodzi o to aby nie generalizować, nie zaprzeczam, że wśród detektorystów są osoby nieuczciwe, ale działa to w dwie strony. Ocenę sytuacji powinno poprzedzać gruntowne wysłuchanie obu stron tego konfliktu, tego wydaje się tutaj zabrakło, a ton artykułu niepotrzebnie podgrzewa atmosferę. Mimo wszystko, pozdrawiam.

      • A dlaczego ma poprzedzać? Już abstrahując od wszystkiego: czy morderców ktoś się pyta o to, czy ich działalność powinna być penalizowana? Albo złodziei? Jak coś godzi w normy postępowania społecznego, to tego się zakazuje.

        W interesie społecznym leży a) ochrona zabytków b) ochrona własności prywatnej i państwowej, a nie rozbudowa prywatnych kolekcji.

      • Stanisław pisze:

        Ok – Przyznam Panu rację, bo w kwestii rozkopywania mogił wojennych czy stanowisk archeo, to nie ma dyskusji – to jest poniżej krytyki. Ale proszę mi wierzyć nie wszyscy detektoryści takie praktyki prowadzą (rzecz jasna, większość archeologów również działa uczciwie) – jak pisałem wcześniej jest to niewielka część. Chodzi o to aby nie piętnować całego środowiska, bo musi Pan przyznać – jest to niesprawiedliwe.

  14. BORATYNKA pisze:

    Twórca artykułu nie ma bladego pojęcia o czym mówi! Proszę poczytać o nieuczciwych archeologach, którzy dopuszczają się handlu zabytkami. ( było głośno o sprzedaży zabytków przez ” ARCHEOLOGA” Pełno takich artykułów w internecie! A twórca artykułu obraża dużą część uczciwych ” detektorystòw” że sprzętem z marketu budowlanego 😀 rozbawił mnie redaktorzyna

  15. fajny pisze:

    Wątpisz w profesorów i ich kolekcje? to dlaczego brakował około 4000 artefaktów w magazynie archeologicznym w Krakowie? Wyparowały czy same wyszły? Dlaczego profesor archeologii przynosi na wykłady stele egipska z własnej koklekcji? Co kupił ja na bazarze? Raczej ukradł. Nie znasz tematu a wypowiadasz się. Masz manie wielkości i zero pojęcia

    • Te egipskie stelle archeologiczne na pewno ukradł polskim detektorystom, którzy znaleźli je w ogródku. Akurat egipskie znaleziska można kupić zarówno na czarnym rynku, jak i legalnie.

      Ale załóżmy, że ukradł dzielnym detektorystom, którzy znaleźli dowód na kontakty kultury pucharów lejkowych z Egiptem, w czasach starożytnych. Co to ma do tematu? „Inni kradną, to ja też będę kradł?” Ponownie gratuluje wysokiej etyki i kręgosłupa moralnego.

  16. ssssssssssssssssssssssssssssssss pisze:

    chodzę z wykrywkami ponad 10 lat chodzić będę dalej na ten czas posiadam trzy detektory ,byłem grzeczny w tym roku także zapowiada się czwarta od Mikołaja kiedyś gdy oddawałem się w pełni swojej pasj jeden pan za mną krzyczał wyzywał a ja mu na to „CHODZ TO CIE KURWO SZPADLEM UBIJE ” uciekł … i teraz tak se myślę że to był pewnie pan z artykułu ….

    • Nie. Ja nie noszę w teren szpadla. Ja nosze maczetę.

      • ja pisze:

        To muszę donieść na ciebie do prokuratury, bo nie wolno w Polsce nosić maczety. Przestępcą jesteś

      • Oczywiście pisze pan bzdury. W Polsce nie można nosić:
        – broni palnej (nie dotyczy replik z pierwszej połowy XIX wieku).
        – broni białej pod postacią ostrzy ukrytych w przedmiotach codziennego użytku.
        – nunczak i kastetów.
        – pałek z ciężkiego tworzywa lub posiadających takie wkłady
        – przedmioty służące do obezwładniania osób za pomocą prądu elektrycznego
        – kusz
        Maczety, noże, miecze, szable etc. nie podlegają zakazowi.

        Maczeta w świetle prawa polskiego stanowi zaledwie „niebezpieczne narzędzie”, tak samo jak np. młotek. Zasady jego przenoszenia opisuje artykuł 50 kodeksu wykroczeń brzmiący:

        § 1. Kto w miejscu publicznym posiada nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot, a okoliczności jego posiadania wskazują na zamiar użycia go w celu popełnienia przestępstwa,
        podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 3.000 zł.
        § 1a. Tej samej karze podlega, kto będąc uczestnikiem przejazdu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej, posiada przedmioty określone w § 1 lub wyroby pirotechniczne.
        § 2. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 lub 1a orzeka się przepadek przedmiotów stanowiących przedmiot wykroczenia, choćby nie stanowiły własności sprawcy.

        I teraz tak:
        – jako, że czyn zakazany nie jest zawarty w Kodeksie Karnym, a kodeksie wykroczeń, to nie jest on przestępstwem, a wykroczeniem właśnie.
        – lasy i pola, za wyjątkiem wyznaczonych szlaków turystycznych nie są miejscami publicznymi, więc można poń nosić maczety, bez żadnych ograniczeń.
        – w razie kontroli przez policję lub straż leśną i tak powiem, że maczeta potrzebna jest mi do wycinania pokrzyw, co obala domniemanie czynu przestępczego.

        I co mi teraz zrobisz?

  17. Krzysztof Łaziuk pisze:

    Nie cierpię mądrości ludowej pod tytułem „prawda zawsze leży po środku” bo niezwykle rzadko leży po środku. Jednak w tym przypadku chyba tak jest. Autor koncentruje się na hienach cmentarnych i pół debilach ale to tylko pewna część środowiska poszukiwaczy. Ogromna rzesza detektorystów to ludzie z pasją i umiłowaniem rodzimej historii. Oni nie chcą być przestępcami, ale obowiązujące i zaostrzane prawo spycha ich w tym kierunku! Czy naprawdę nie można wprowadzić rozsądnych przepisów bezlitośnie tępiących wandali i cmentarne hieny a jednocześnie angażujących tę „normalną” część środowiska do współpracy i wsparcia nauki? i Nie trzeba odkupować fantów jak w Anglii. Dla ogromnej rzeszy poszukiwaczy wystarczy satysfakcja, podziękowanie, świadomość że pomogli w odkryciu jakiegoś wycinka historii. Czy naprawdę archeologia nie może wykorzystać wolontariuszy – pełnych najlepszych chęci pasjonatów? Czy naprawdę za symboliczną znalezioną na polu boratynkę, która dla początkującego poszukiwacza bywa powodem do dumy a nawet wzruszenia bo trzyma w dłoni, było nie było, kilkusetletni zabytek, trzeba robić z człowieka przestępcę? Czy nie lepiej pozwolić mu ja zatrzymać a on z ciekawości odnajdzie historię bicia tych monet, podzieli się z rodziną i znajomymi odkryciem (naprawdę – ta symboliczna boratynka na ludziach nie interesujących się na co dzień historią często robi ogromne wrażenie!) – naprawdę nie należy lekceważyć takiej formy edukacji historycznej. Wszystko można ułożyć tak by ludzie realizowali swą pasję historyczną, szerzyli zainteresowanie nią w swym otoczeniu a niedofiinansowana archeologia odniosła korzyść z pomocy darmowej armii wolontariuszy. Wystarczy mądrze napisać prawo. Naprawdę to da się zrobić i nie sądzę by było to skomplikowane. Wystarczy wyjść z okopów i spojrzeć na ludzi po przeciwnej stronie jak na potencjalnych sprzymierzeńców, nie wrogów…

    • A dlaczego robić przestępców z ludzi jeżdżących bez prawa jazdy i nie przestrzegających przepisów? Ogromna rzesza kierowców to ludzie z pasją i umiłowaniem motoryzacji. Oni nie chcą być przestępcami, ale obowiązujące prawo spycha ich w tym kierunku!

      • Krzysztof Łaziuk pisze:

        Chyba czytał Pan mój komentarz bardzo pobieżnie i niewiele zrozumiał. Żałuję.

  18. Grzegorz Brzenczyszczykiewicz pisze:

    Kretyn z ciebie i tyle. Wylałeś masę szamba która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Na każdym kroku widać zawiść i zazdrość. Te „bandy chłopków-rotropków” mają niejednokrotnie większą wiedzę merytoryczną niż ty kretynie, a wiedzę historyczną o swoim regionie niepomiernie większą. Na taki „wykrywacz z marketu” to troszkę takich wypocin musiał byś napisać żeby na niego zarobić. Szkoda nawet próbować odnieść się konstruktywnie do tej kloaki.

  19. Jacek Jedliński pisze:

    Nie rozumie Pan jak wielka korzyść byłaby z armii 100tyś amatorów gdyby odpowiednio ją użyć. Pewnie zraził sie Pan kiedyś do naszego środowiska a może ktoś powinien zabrac Pana na wykopki i zrozumiałby Pan o co w tym chodzi… Obecne prawo jest bardzo szkodliwe i część profesjonalistów to rozumie. Ci uczciwi detektoryści boją się zgłaszać znalezione zabytki pradziejowe. Rozkopywanie pochówków to po prostu barbarzyństwo ale dlaczego chodzenie po stanowiskach jest niby takie szkodliwe. Nawet jeśli wejdę na stanowisko archeologiczne to mój detektor ma zasięg 20-30 cm. Ci którzy są zainteresowani łupieniem stanowisk nadal będą to robić. Jeśli zmieniłoby się prawo to 90% detektorystów stanęłaby po stronie archeologów i środowisko oczyściłoby się samo z hien i złodzieji. Ten przykład poszukiwaczy z Olsztyna jest wymowny. Przy obecnym prawie zasada jest prosta nie dać się złapać i nie dac nic archeologom…czekać. A może byc przecież normalnie…Jeśli nawet znajdę coś super cennego to móglbym liczyć na nagrodę. Moge nawet opłacać roczną składkę z której będą szkolenia dla nowych amatorów tak żeby wiedzieli jak sobie krzywdy nie zrobić i jaki przedmot należy zgłosić arecheologom. W UK to działa i odnajduje się tam wspaniałe rzeczy….

    • Po pierwsze: są regulacje, jak używać tych amatorów. Po drugie: byłem na wykopkach. Z profesjonalistami. Nie jest prawdą, że uczciwi poszukiwacze boją zgłaszać się znaleziska. Wiem o trzech zgłoszeniach tylko w ciągu ostatniego tygodnia w moim mieście. Obecnie nawet wypłaca się nagrody (aczkolwiek system ich przyznawania jest zły, bo decyduje o nich minister kultury, a powinien wojewódzki konswerwator zabytków).

  20. Pawel.M. pisze:

    Ooooo, ależ się panowie wandale oburzyli, nie będzie bezkarnego niszczenia i handelku zabytkami 😀

  21. Daniel pisze:

    piotr muszyński (celowo piszę z małej litery)
    Jesteś podludziem, przeczytałem tę twoje wypociny i rzygać mi się chce na ciebie tłumoku jeden
    Obrażasz ludzi i dostajesz odemnie obrazę choć pewnie cię to tylko podnieci boś psychol
    Musisz dostać solidny wpierdol od życia żebyś zrozumiał jakim malhczkim jesteś człowieczkiem i mam.szczerą nadzieję że trafisz na odpowiedni wcir na swoim mieście
    Noś koszulkę z napisem żeś archeolog nad morzem w wakacje to sam Cię odpowiednio powitam pacanie

  22. empowered pisze:

    Witam ja chodzę dużo nigdy nic nikomu nie zgłaszałem nawet jak znałazłem tylko chodzi o to że jak dla mnie znajduje się same rzeczy bez wartości ani historycznej ani materialnej np znajduje grosze SAP czasem trojaki stan 4,5 i jaką ma to niby wartość co ja niby na tym mam zarobić albo wszechobecne kopiejki w stanach agonalnych … i teraz tak dobra ja bym to zgłosił oddał do muzeum nie ma sprawy ale dla mnie sprawa wygląda tak że tylko bym komuś dupe zawracał tymi śmieciami definicja zabytku ?? co jest zabytkiem?? czy na pewno te wymienione śmieci z miedzi są jakimś dziedzictwem dla nas??

  23. Detektorysta. pisze:

    Tak to jest jak ktoś się zesra.. a taki fanboj postanawia sobie ulżyć i rzeźbić w gównie i rozmyślać co dana osoba zjadła… Szkoda pisać.. nie masz Człowieku pojęcia o czym piszesz … Nie masz wiedzy o współpracy grup i stowarzyszeń z Archeologami i Muzeami ludzi którzy uwielbiają historię Polski i zamiast pisać chore bzdury, działają remontują stare pomniki, znajdują i przekazują skarby ziemi w ręce kustoszów muzeów… Prawo jest złe do tupu UK brakuje mu znacznie więcej niż ci się zdaję … nie będę się rozpisywać bo wklejać teksty widzę jesteś LVL master… i przez takich trolli mamy szambo w necie a potem przekłada się to na chore ustawy.. i myślenie o luzia dla których jest Pasją historia Polski i jej dziedzictwo.

  24. ecmdeu pisze:

    Artykuł mocno tendencyjny, strasznie spłycający temat i zawierający błędy. Jeden z nich:
    „w Wielkiej Brytanii należy: być członkiem stowarzyszenia, posiadać zezwolenie od właściciela gruntu oraz powiadomić o znalezisku w ciągu 14 dni.”
    Otóż prawdziwe jest tylko stwierdzenie o konieczności posiadania pozwolenia od właściciela terenu. Po pierwsze prawo jest różne w różnych częściach Wielkiej Brytanii (nie „Wspólnoty Brytyjskiej”, jak to zostało dziwnie nazwane w artykule), po drugie nie jest wymagana przynależność do żadnego stowarzyszenia i po trzecie obowiązkowi zgłaszania podlegają wyłącznie „skarby”. Pisząc tak autorytatywnie na temat przepisów warto je najpierw dobrze poznać.

  25. sayeret pisze:

    Obawiam się kolego, że te zjawiska istnieć będą dalej, za to nikt niczym się już nie pochwali i do archeo nic nie trafi…A sankcje odstraszą pewna część porządnych poszukiwaczy, którzy będą mieli coś do stracenia (np pracę, gdzie wymaga się zaświadczenia o niekaralności), hołota będzie ryć dalej, tyle że nocami…

    • Sankcje nie odstraszą praworządnych ludzi, bowiem ci posługują się zezwoleniami. Za to będzie bat na cwaniaczków i kombinatorów.

      • Robin Hood pisze:

        A jednak kretyn.

      • Mapex pisze:

        Sankcje spowodują tylko efekt odwrotny niż Pan próbuje tutaj przekazać. Dobrym analogicznym przykładem do którego można się tutaj odnieść jest wprowadzanie prohibicji w USA. Dopiero to spowodowało lewiznę i szarą strefę x1000, a miała przecież to zwalczać. Prawo jakie próbuje się zaostrzyć jest głupie w samym swoim zarodku. Dlaczego tak jest? Tutaj już proponuję uruchomić trochę głębsze przemyślenia. Jeśli z 200tyś. tylko 150 jest tymi sprawiedliwymi, bo tyle mniej więcej pozwoleń wydaje się rocznie, to każdy prawnik panu powie, że coś jest nie tak z prawem, a nie ze 199,850 niezależnymi istnieniami ludzkimi.

      • Znam wielu prawników, ale żaden czegoś takiego by nie powiedział.

      • Mapex pisze:

        A założyłby się pan o własną rękę, samochód, czy co tam jeszcze, czy tak po prostu sobie Pan tutaj pisuje, bo jest internet i tu można rzucić sobie bez zobowiązań praktycznie każde słowo na wiatr? 🙂 Pytał się Pan każdego z osobna? Mógłbym się z Panem o to założyć, ponieważ znam opinię prawników, ale tak troszeczkę bardziej w świecie rzeczywistym niż w świecie internetów, czy D&D. Radzę popytać najpierw tych prawników. A może i przy okazji pogadać też z różnymi archeologami, a nie tylko z tymi z tej grupy, co tam najwięcej wykrzykuje za wszystkich archeologów. 🙂 Pozdrawiam

      • Mapex pisze:

        Oczywiście z tą ręką czy samochodem to tylko taka przenośnia, odnosząca się do tego, czy Pan w 100% ręczy jako dziennikarz za rzetelność głoszonych przez siebie tez, więc proszę się nie obawiać. 🙂 Radzę natomiast, jeśli faktycznie ma Pan takie znajomości z prawnikami, przeanalizować tę ustawę, która zresztą istnieje już dobre lata, tak zdanie po zdaniu, i zastanowić się czy zawarte w niej zapisy w ogóle da się interpretować jednolicie. 🙂

  26. Sposzukiwacz pisze:

    Autor to jebniety psychol!!! Ogarnij sie ciulu.

  27. Ulmo pisze:

    Co za piękna gównoburza.

  28. Seewald pisze:

    Półgłówek napisał ten artykuł i tyle , szkoda z nim nawet dyskutować .Odporny na wiedzę tylko klepie swoją mantrę .

  29. Adeptus: ponieważ te posty stanowią pewnego rodzaju świadectwo, które pewni ludzie wystawiają sobie i swojej społeczności.

  30. detektorysta pisze:

    autor tego artykułu to debil do kwadratu..skąd się takie cos bierze..dziadek komunista czy ci mózg wyprali…

  31. Lipiński pisze:

    Takiej powodzi jadu i nienawiści w komentarzach to na tym blogu chyba jeszcze nie było. Cóż, niezbyt dobrze świadczy to o detektorystach.

    • Gdyby autor tekstu nie użył jadu i kpin wobec detektorystów myślę, że uniknąłby wielu równie obraźliwych komentarzy. Widocznie nie pisał jeszcze zbyt wielu światłych artykułów więc komentarze nauczą go na przyszłość. Jakoś ten „diament intelektu i piśmiennictwa” trzeba oszlifować.

      • Robin Hood pisze:

        Dooookłłładnieeeeeeeee

      • Lipiński pisze:

        ale i tak odpowiedź jest nieproporcjonalna do pierwotnych oskarżeń nie wspominając już o tym, że wyskakując z obelgami zamiast argumentów, jak to robi wielu komentujących wystawiacie sobie opinie buców i furiatów.

  32. Przeczytałem całe z wszystkimi komentarzami. Autor przez obraźliwe teksty jedynie pokazuje swoją niedojrzałość. Pisanie tekstów o wartości merytorycznej zdecydowanie przerosło jego zdolności i rozumowanie przez co chce uwypuklić swoje racje banalnymi epitetami niskich lotów. Pisząc o takiej sprawie trzeba mieć wiedzę o obu stronach. Zapewne ją ma w jakimś stopniu ale ukrył, zataił winy i wady archeologów przez co całość, zabarwiona obraźliwymi anegdotami i epitetami, jest na poziomie opowiadania z pamiętnika nastolatka. Jednak tego typu wpisy powinny być recenzowane przed opublikowaniem. Jako że tematem interesuję się od jakiegoś czasu i czytam o tych zmianach w prawie itd to pozwolę zamieścić i tu moje zdanie. Mianowicie na wstępie należy chyba rozjaśnić temat dotyczący ludzi okradających groby i stanowiska archeologiczne. Nie nazywajmy ich detektorystami, są to złodzieje i nie mają nic wspólnego z detektorystami, którzy działają z pasji do poznawania historii. A teraz już właściwy temat. Zawsze konflikty nie dają owocnych rezultatów. Konflikt między archeologami i detektorystami, jak widać, także nic dobrego nie przynosi. Może zamiast wojować to archeolodzy wyciągnęliby rękę do zgody i zezwolili np na kursy prawidłowego postępowania podczas poszukiwań. Skoro oni się nauczyli to niech nauczą też detektorystów. Myślę, że chętnych byłoby bardzo dużo. Kurs kończyłby się otrzymaniem karty zezwalającej na prowadzenie działalności poszukiwawczej w miejscach niechronionych, czyli nie na cmenatrzach, stanowiskach archeologicznych, terenach zabytków itd. Jedynie w polach i lasach, już bez opłat i pozwoleń konserwatora a jedynie za zezwoleniem właściciela gruntu/obszaru/pola i oczywiście z odpowiednim zgłoszeniem, że wtedy i wtedy będę poszukiwał tu i tu po wcześniejszym otrzymaniu pozwolenia od właściciela. Trochę ciężko byłoby płacić co tydzień 82 zł za możliwość kopania w innym polu czy lesie. Wolałbym raz zapłacić nawet kilkaset zł i mieć taką kartę poszukiwacza.

    • Jacek Jedliński pisze:

      Jestem za! Licencja detektorysty to ciekawy pomysł. Podobnie jest już z krótkofalowcami. Kursy mogliby prowadzić archeolodzy. Kurs kończyłby się egzaminem końcowym. Za poszukiwania bez licencji kara 500zł! Po takich kursach na pewno wielu młodych detektorystów zaczęłoby studiować archeologę. Jaki wymierny zysk dla archeologii polskiej. Kwestia wynagradzania za znaleziska też istotna. Pieniądze mogłyby iść ze składek licencyjnych. Może pomysł powinien wyjść ze strony archeologów lub WKZ. Niech zaczną robić takie kursy nawet przy obecnym prawie. Obecne regulacje praktycznie uniemożliwiają legalne wykopki. Opłata 82zł za każde pole lub kwartał lasu jest zaporowa.

  33. Velahrn pisze:

    Jestem na 99 % pewny, że „detektoryści” zliknowali bloga gdzieś na swoim forum i stąd ten zmasowany nalot. Jedyne, co jestem zaskoczony, że prezentują poziom niższy niż WoDziarze – a myślałem, że gorzej już być nie może.

    • A jaki poziom prezentuje autor tekstu cwaniakując i obrażając nie tylko detektorystów ale i postronnych ludzi? Niejednemu z tych ludzi nie dorasta do pięt, a pozwala sobie na obraźliwe komentarze i epitety. Wykluł się naiwny chłopczyk wychowany pewnie przez jakiegoś historyka archeologa i teraz młody nadstawia karku bo młodemu ujdzie wszystko, a głosi i rozpowszechnia oklepane stereotypy starych archeologów o poszukiwaczach. Skoro złodziei kradnących groby i stanowiska archeologiczne nazywa detektorystami i wrzuca do jednego worka z poszukiwaczami, którym zależy na pielęgnowaniu historii to tak samo wrzućmy nieuczciwych archeologów, którzy kradną i sprzedają zabytki na czarnym rynku do tych uczciwych i tez nazywajmy wszystkich złodziejami. Pasuje? W jedną stronę potrafi mieszać ludzi z błotem to i w drugą tak samo można. Zamiast opluwać się nawzajem zaczęłyby obie grupy współpracować i o wiele więcej dobrego by z tego wyszło. Niech archeologowie zrobią kursy (oczywiście odpłatne, wielu ludzi by zapłaciło te kilkaset zł za taki kurs) dla detektorystów jak postępować podczas poszukiwań aby nie niszczyć „dziedzictwa”. I taki poszukiwacz po kursie mógłby kopać jedynie w miejscach nie objętych ochroną zabytków, na zgłoszenie, bez opłat, jedynie za zgodą właściciela. Chyba wszyscy byliby zadowoleni.

    • O ba! Na kilku. Ale większość wejść jest z Facebooka.

  34. A tymczasem nie tylko archeolodzy nie lubią detekrorystów. Nie lubią ich także leśnicy.

    http://lesniczowka.blox.pl/2017/10/Poszukiwacze-ndash-moze-szczescia-ale-raczej.html#BoxFiBImg

    Uczelniano-administracyjne lobby rośnie w siłę.

    • Robin Hood pisze:

      Hahaha szczególnie jak trzeba niewypały przed pozyskiem zlokalizować. …. Już mówiłem. Bezczelny kretyn jesteś…..

    • Mapex pisze:

      Co do leśników to dosyć mocno myli się pan w tej sprawie. Polecam zapoznać się z tym filmem:

      Z szerszych obserwacji wynika, że coraz więcej leśników, którzy zapoznali się ze zmianami skłania się do takiego podejścia.

  35. Jacek Jedliński pisze:

    Ten blog leśnika bez porównania bardziej prawdziwy od gorączki pana Piotr. Kończy się tak:

    „Oczywiście zdarzają się pośród poszukiwaczy pasjonaci historii i porządni ludzie, którzy tropią wydarzenia, zapomniane bitwy, odtwarzają losy ludzi. Kierują się etyką, kulturą i zasadami. Znam takich wielu, ale są chyba w mniejszości. Jak ich jednak rozpoznać i odróżnić od ludzi, którzy chodzą z „piszczałką” ogarnięci wizją wzbogacenia się? W lasach wciąż pełno jest wykopanych dołków, dołów, wygrzebanych blach, konserw czy drutów. Może ktoś znalazł tam swoje szczęście. Ale ile to niesie nieszczęść? Dla ludzi, dla przyrody, dla lasu.”

  36. prawda pisze:

    bardzo stronniczy artykuł, idąc tokiem myślenia autora to wszyscy księża to pedofile, lekarze to rzeźnicy, policja to takie SB… gratuluję toku logicznego myślenia.

    • Petro pisze:

      Patrząc na komentarze można odnieść wrażenie, że wiele się nie pomylił. Znaczna mniejszość komentujących detoktyrystów wykazała się jakąś kulturą, a praktycznie wszystkie wypowiedzi zawierają wycieczki osobiste i obrażają autora bloga.

  37. BBB pisze:

    Typowa dyskusja w temacie, która nie świadczy dobrze o detektorystach. Nawet jeżeli wskazać im dokładnie i wprost powody krytyki i ograniczenia prawnego ich działalności, odpowiedzą krytyką ad personam i wyzwiskami, tłumaczeniem, że pewna (marginalna) patologia usprawiedliwia inną patologię. Zabawne jest też, że odpowiedzi na konkretne zarzuty (wskazane w tekście konkretne przykłady zdarzeń), to nieodmiennie opowieści o „jakichś” archeologach, którzy na mitycznym czarnym rynku handlują zabytkami archeologicznymi (99,9% zabytków wydobywanych przez archeologów w Polsce nie ma znaczącej wartości materialnej).

    Panowie zrozumiejcie – to, że czegoś nie wiecie/rozumiecie, nie znaczy, że to nie istnieje, lub jest nieistotne.

  38. Bhertel pisze:

    Ciekawe czy jakiś detektorysta zostanie stałym czytelnikiem bloga 😉

    • Karoluch pisze:

      Byłoby to całkiem dobrym rozwiązaniem 🙂

      Nie mogłem się powstrzymać. Setny komentarz 😀 No to jest chyba najpopularniejszy wpis na tym blogu w jego dziejach.

      • Nie, tylko najbardziej komentowany. Najpopularniejszym wpisem jest „Ragnar Lodbrok i jego rodzinka – postacie historyczne”. Na drugim miejscu jest „Zdzisław Beksiński”, na trzecim „Katany”, na czwartym „Jak kupować na Amazon.com”, który to wpis ładnie wyrósł na fali taniego dolara.

  39. Jacek Jedliński pisze:

    Detektoryści to super goście i maja świetne hobby! Szkoda że inni nie są w stanie tego zaakceptować i wrzucają wszystkich do jednego worka. Proszę sobie poczytać kodeks poszukiwacza a nie bazować na subiektywnych odczuciach:

    Kodeks poszukiwacza / exploratora.

    Stosując się do niego poprawiasz naszą sytuacje wobec prawa.

    1. Dobry Poszukiwacz ma za dobro nadrzędne szanowanie i omijanie stanowisk archeologicznych i innych zabytków.
    Nie wchodzi na pola bez zgody ich właścicieli i zawsze stara się pozostawić po sobie porządek.

    2. Dobry Poszukiwacz ma za dobro nadrzędne poszanowanie dla natury i jej zasobów. W wyniku eksploracji dba o pozostawienie terenu w stanie nienaruszonym (nie niszczy roślinności, zakopuje doły, odkłada niepotrzebny złom w bezpieczne miejsca, nie zaśmieca itp.).

    3. Nie kopiemy w rezerwatach i lasach ze starodrzewiem.

    4. Swoimi działaniami nie wyrządzać krzywdy osobom trzecim. Np. nie chodzić po świeżo zasianym polu.

    5. Dobry poszukiwacz dba o bezpieczeństwo swoje i swoich towarzyszy, zarówno podczas eksploracji, jak i w domu: Nie wykopuje przedmiotów niebezpiecznych (czyli takich, które mogą zaszkodzić zdrowiu lub życiu) i nie gromadzi ich. Przedmioty takie po odnalezieniu zabezpiecza w najlepszy znany mu sposób, celem zapobiegnięcia ponownemu wykopaniu, ewentualnie informuje odpowiednie służby o znalezisku.

    6.Poszukiwacz dba o zwierzynę, ściąga wnyki, pętle.

    7. Poszukiwacz w okresie luty-marzec nie wchodzi do ostoi zwierzyny i jej nie płoszy,

    8. W okresie lęgowym poszukiwacz nie MOŻE używać neodymu w lini 100m od siedliska jakiegokolwiek ptaka nad wodą, oraz około 200m (już z wykrywaczem) na brzegu,

    9. Poszukiwacz, NIE wjeżdża autem do lasu, o ile droga, którą ma zamiar jechać nie jest drogą jezdną,

    10. Poszukiwacz który natknie się na wieniec wraz czaszką proszony jest o niezwłoczne skierowanie się z tym fantem do leśniczego (trzeba dokładnie oznaczyć miejesce–> to jest bardzo ważne)

    11. Prawdziwy poszukiwacz kieruje się w swych działaniach przede wszystkim przyjemnością poszukiwania i obcowania z historią/terenem/naturą i stawia te czynniki ponad możliwymi korzyściami materialnymi płynącymi ze znalezisk.

    12.Uszanuj ciekawość spotkanych osób. One także mogą ci pomóc.

    13. Utrzymuj dobre kontakty z innymi poszukiwaczami i namawiaj ich do przestrzegania Kodeks

  40. Jacek Jedliński pisze:

    Ah jeszcze artykół w „GW” … z 2006 roku.

    (Cały tekst tutaj : http://wyborcza.pl/1,76842,3421877.html)

    Aż 10 lat dostojne lobby naukowe dumało i… w bólach zrodziło tego potworka……gratulacje panowie. Coż za innowacja.

    „Źle skonstruowane prawo zepchnęło poszukiwaczy do podziemia”

    Cytują konserwatora zabytków:

    „Poszukiwacze zwykle pytają, czy zezwolenie może obejmować np. całe województwo i obowiązywać nieograniczony czas. Tymczasem my możemy wydać je tylko na dokładnie określone na mapie miejsce i konkretny dzień – tłumaczy Dernoga.”

    Pozwolenie ważne na 1 dzień !!!

    „Każdy odkryty przez amatora przedmiot powinien zostać zgłoszony w urzędzie konserwatorskim.”

    no fajnie….

    „Źle skonstruowane prawo zepchnęło poszukiwaczy do podziemia. Oznacza to, że nie wiemy niczego o zabytkach, które znajdują – dodaje Marek Brzeska, numizmatyk.”

    I nadal tak będzie….Czy satysfakcja, że od czasy do czasy aresztują pechowca detektorystę lub ukarzą grzywną, zrekompensuje kolegom naukowcom dalszą utratę informacji o zabytkach…?

    Szkoda że zmienione prawo nie dodało jeszcze kary publicznej hłosty złapanego detektorysty. Pan Piotruś mógłby docenić naocznie moc „swojego” cudownego „bata na nich” w praktyce.

    • Ach, nie ma to, jak podawać jako przykład artykuł, którego się nie przeczytało.

      – Jaka jest skala tego zjawiska, można ocenić dzięki serwisowi, który prowadzi w internecie anonimowy numizmatyk – opowiada prof. Bursche. Notuje on zgłoszone od maja 2004 r. znaleziska monet rzymskich – ze zdjęciem i opisem. Są tam już informacje o prawie 700 monetach, z czego część to niezwykle rzadkie okazy.

      Autor serwisu nie opowie o sobie pod nazwiskiem, ponieważ nie chce mieć nieprzyjemności – Kiedyś znalazca szedł do handlarza i informacja o tym, co znalazł, rozchodziła się w środowisku kolekcjonerskim – trafiała do naukowców. Dziś nie potrzeba pośredników, jest internet. Zrobiło mi się szkoda tej wiedzy – mówi autor serwisu. – To świetna inicjatywa. Gdyby nie ta strona, bezcenne z punktu widzenia nauki informacje byłyby stracone – dodaje prof. Bursche.

      W tym samym portalu znajduje się też mapa znalezionych w Polsce guzików z numerami pułków z okresu wojen napoleońskich.

      – Zabytki, które znajdą poszukiwacze, na masową skalę są sprzedawane na Allegro – mówi Brzeska. – Przybywa ich z każdym rokiem. Aukcje są anonimowe, więc bezpieczne dla poszukiwaczy – dodaje.

      Tajemnicą poliszynela jest to, że na aukcjach antykwarycznych w zachodniej Europie wyznaczone są ceny na zabytkowe „zapinki z Polski”.

      Zbiory monet często są dzielone na części i wyprzedawane stopniowo. – Wystarczy trochę wprawy, by poznać monety ze skarbów. Mają charakterystyczne rysy, które powstają w trakcie oddzielania ich od siebie – mówi Mirosław Andrałojć, poznański archeolog, twórca programu inwentaryzacji skarbów.

      W Poznaniu popularna jest giełda w Starej Rzeźni. – Jeżeli ktoś ma w klaserze jedną, dwie strony takich samych monet na sprzedaż, to wiadomo, że znalazł jakiś skarb – mówi Wojtek, poszukiwacz amator.

  41. Zainteresowały mnie podawane przez moich oponentów liczby na temat wydanych przez wojewódzkich konserwatorów zabytków zezwoleń na poszukiwania z detektorami.

    Postanowiłem więc zabawić się w dziennikarstwo śledcze i zadzwoniłem wo Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z siedzibą w Przemyślu z pytaniem o to, ile wpłynęło do nich podań o wydanie takiego pozwolenia.

    Nie spodziewałem się kosmicznej liczby, myślałem, że takie podania mogły być 3-4 w zeszłym miesiącu.

    Jak się okazuje i tak byłem przesadnym optymistą. Jak się okazuje w przeciągu ostatnich 5 lat nie wpłynęło ANI JEDNO takie podanie od osoby prywatnej.

    Cytuje „Od instytucji owszem, zdarzają się. O zezwolenia takie proszą prawie wyłącznie muzea”.

    • sayeret pisze:

      Z uporem nie chce Pan zrozumieć jednej rzeczy – mleko się już rozlało, w rękach ludzi jest kilkadziesiąt tysięcy wykrywaczy, jak byśmy nie penalizowali tego zjawiska to tak niewiele to zmieni…Proszę mi uwierzyć, że bardzo chętnie byśmy chcieli działać zgodnie z prawem, ale uzyskanie pozwolenia to biurokratyczny tor przeszkód – żeby wyjść na godzinę i zwiedzić z wykrywką kilka okolicznych poletek musiałbym pół roku wcześniej zacząć załatwiać formalności! Przecież to absurd!

      • W rękach ludzi znajduje się też kilkaset milionów noży. A dźganie się nimi i tak się penalizuje. Więc co to za argument?

        A jeśli chodzi o formalności: w biurze Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z siedzibą w Przemyślu twierdzą, że zezwolenie wydawane jest w terminie do 30 dni. Uważają też, że faktycznie na odpowiedź trzeba byłoby czekać maksymalnie 7 dni.

        No, ale jak to jest faktycznie to nikt nie wie, bo kilka komentarzy temu pisałem, że od 5 lat nikt podania o zezwolenie nie złożył.

        Więc proszę nie ściemniać. Żyjemy w Polsce. W naszym kraju po prostu są osoby, które z braku szacunku dla prawa zrobiły styl życia.

  42. ja pisze:

    Nie jestem detektorystą i nie szukam niczego ani w lasach ani na polach ale skoro jesteś takim obrońcą prawa polskiego i tak go przestrzegasz to dlaczego wykorzystujesz grafiki, do których nie masz i mieć nie możesz praw autorskich? W świetle polskiego prawa sam wychodzisz na złodzieja.

  43. Janusz pisze:

    Można więc wyciągnąć wniosek, że pozwolenie od WKZ ma taka cudowną własciwosć, że poszukiwania z nim prowadzone nie czynią szkody kontekstowi archeologicznemu a te bez papierka jak najbardziej tak. Magia? Mógłby Pan się do tego odniesć?

    • Błędny wniosek.

      Pozwolenia są wydawane na poszukiwanie w miejscach, gdzie nie zachodzi ryzyko uszkodzenia zabytków, stanowisk archeologicznych, śmierci w wyniku znalezienia niewybuchu, ani zbezczeszczenia mogił. Oraz upewnieniu się, że ludzie, którzy będą prowadzili badania w wyżej wymienionych miejscach potraktują je odpowiednią dozą ostrożności.

  44. Janusz pisze:

    A w jaki sposób przebiega taka weryfikacja miejsca i poszukiwacza?
    Rozumiem, że przed wydaniem pozwolenia WKZ:
    – wysyła na miejsce poszukiwań saperów celem odnalezienia ewentualnych niewybuchów
    – wysyła na miejsce archeologów celem ustalenia czy nie zachodzi ryzyko uszkodzenia zabytków i zbezczeszczenia mogił
    – przeprowadza test kompetencyjny potencjalnego poszukiwacza celem okreslenia czy jest on wystarczająco ostrożny?

    Pomijając kwestię stanowisk archeologicznych bo tu sprawa nie podlega dyskusji, czy pole orne jest miejscem gdzie zachodzi ryzyko uszkodzenia zabytków, śmierci w wyniku znalezienia niewybuchu lub zbezczeszczenia mogił? Bo jesli tak to nadal nie rozumiem dlaczego rolnik z ciężkim sprzętem zezwolenia nie potrzebuje a detektorysta z saperką tak. Liczą się intencje?

    • Pytania takie najlepiej zadawać telefonując do odpowiedniej instytucji.

      WZK posługuje się rejestrem znanych zabytków i wiedzą na temat historii regionu.

      Tak, intencje się liczą. W polskim prawie mamy do czynienia ze zjawiskiem „dobrej” i „złej wiary”. Ze złą wiarą mamy do czynienia wtedy, gdy ktoś wie (albo nie wie, choć powinien wiedzieć), że jakieś prawo mu nie przysługuje.

      Jeśli więc ktoś deklaruje się jako pasjonat historii, wyposaża się w sprzęt i zaczyna poszukiwania to rozsądne jest założenie złej wiary (bo jako pasjonat powinien znać ramy prawne, w których się porusza choćby ze słyszenia). Jeśli ktoś natomiast wychodzi na podwórko, szukać zgubionych kluczy do mieszkania detektorem i znajduje przez przypadek złoty pociąg, to jest to działanie w dobrej wierze.

  45. Janusz pisze:

    „Jeśli więc ktoś deklaruje się jako pasjonat historii, wyposaża się w sprzęt i zaczyna poszukiwania to rozsądne jest założenie złej wiary” Nie zgadzam się. Dlaczego takie założenie jest Pana zdaniem rozsądne? Znowu wrzuca Pan wszystkich do jednego worka.

    Prawo nie jest prawdą objawioną, podlega (a przynajmniej powinno) zmianom. To obowiązujące jest bublem (chociaż na szczęscie funkcjonuje w nim domniemanie niewinnosci a nie winy czy złej wiary). Jego efektem jest malejąca populacja pasjonatów historii i szybko rosnąca grupa poszukiwaczy wspomnianych kluczy do mieszkania, obrączek tesciowej, meteorytów itp. O taki własnie efekt chodziło ustawodawcy? Wydaje się, że nie… ale może tylko się wydaje.

    Czy nie byłoby z korzyscią dla wszystkich zainteresowanych wprowadzenie systemu licencji na poszukiwania? Osoba mogłaby uzyskać zezwolenie na poszukiwania po przejsciu odpowiedniego kursu, dzięki któremu poznałaby przepisy, wiedziała gdzie szukać nie wolno, jak postępować ze znaleziskami, jak zabezpieczyć teren itp. Licencje mogłyby być płatne (np abonament roczny) a wpływy zasiliłyby instytucje zajmujące się ochroną zabytków. Dlaczego nie może być w ten sposób?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s