Kilka postaw ludzkich, których nigdy nie zrozumiem:

2590_0bec_500Istnieją zachowania ludzi, które obserwuje i których nie potrafię zrozumieć, najczęściej nawet nie dlatego, że są one złe, tylko z tej przyczyny, że całkowicie rozmijają się one z moim poczuciem logiki, wartościami oraz kryterium sensowności. Poświęcony będzie im ten wpis.

Zacznę od sytuacji z ostatniej chwili:

1) Pchajo-palco-w-kontaktyzm:

1252_f355_500Moja ulubiona cecha! Część fanów, niezależnie od fandomu zwyczajnie nie we, kiedy powinna się zamknąć i jest pozbawiona instynktu samozachowawczego. W efekcie: im bardziej powinno siedzieć cicho, to tym bardziej pyszczy.

Myślę, że jest to przykład doboru krewniaczego. Dobór krewniaczy działa tak, że genowi nie zależy kto go przeniesie. Tak więc w gatunkach posiadających liczne potomstwo i gatunkach społecznych opłaca mu się tak multiplikować zachowaniem osobników, żeby wyprodukować jedno normalne dziecko i kilku samobójców, którzy polegną gdy ten pierwszy będzie uciekał przed drapieżnikami.

Rezultaty można podziwiać w praktyce.

Rodzice narzekają, że oglądam Grę o Tron zamiast się uczyć i mówią, że tracę czas na bajki? Udowodnię im, że to jest serial dla dorosłych! Puszczę im, jak Tyrion rucha dziwki!”

A potem się dziw, że zabrali Ci kabel od Internetu.

Zjawisko to łączy się czasem z Syndromem Oblężonej Twierdzy, dając coś, co nazwać można Zespołem Partyzanta. Syndrom Oblężonej Twierdzy objawia się tym, że jakaś grupa integruje się między sobą głównie dzięki poczuciu zagrożenia ze strony jakiegoś, mniej lub bardziej wyimaginowanego wroga. Dobrym przykładem są miłośnicy mangi i telewizja TVN.

Zespół partyzanta natomiast objawia się tym, że z Twierdzy czasem ktoś wychodzi, rzuca granatem, za co oczywiście dostaje baty, a potem jest: „Widzieliście? Widzieliście jak mnie uciemiężyli?”

I takie rzeczy odwalają ludzie mający niejednokrotnie po 30 lat.

Serio: nie prościej być normalnym?

2) Brak szacunku do swojej własności:

0756_647aJak wiecie interesuje się ostatnio fotografią. Pewnego dnia oglądam sobie aparat Canon EOS 7D Mark II. To maszyna dla tak zwanych entuzjastów, co w języku fotografii oznacza sprzęt dość elitarny, przeznaczony dla osób obeznanym z tematyką. Oznacza to, że – dla kogoś, kto nie wybiera się w Bieszczady, fotografować wilki w nocy – jest zupełnie nieprzydatny. Kosztuje to jakieś 6.000 złotych za sam korpus, tak więc potrzebuje trudnego w obsłudze obiektywu za kolejne 6.000 (lub całego ich zestawu za więcej), bo z tańszymi szkłami i tak nie da się wyciągnąć z tego pełni możliwości, a do tego jest zwyczajnie niewygodny: waży to prawie kilogram, a w pełnym zestawie: dwa kilogramy.

Następnego dnia do mojego miejsca pracy przychodzi kobieta, typ „młoda żona senior managera”. Jeśli nie znacie tego typu: ładna, jak z agencji modelek, do tego ubrana gustownie i drogo, całym swoim jestestwem pokazuje też, że nigdy nie pracowała. Na szyi ma dokładnie ten sam aparat o którym mowa z obiektywem z górnej półki. Idzie i błysk! Błysk! Lampą w obrazy.

Ja: – Proszę pani! Ale tu nie można używać lampy błyskowej!

Ona: – Ale ja nie potrafię wyłączyć…

Odpowiedź: we wszystkich Canonach lampy błyskowe wyłącza się dokładnie tak samo.

Co mnie najbardziej w tym wszystkim razi? Pani pojechała na wczasy na Podkarpacie. U nas, jak wiadomo są wilki. Co jej było potrzebne do pełni kostiumu Barbie-Turystki? Sprzęt za dziesięć tysięcy do fotografowania wilków.

Może jestem dziwny, ale nie lubię patrzyć, jak genialny sprzęt po prostu marnuje się w rękach ludzi, którym nie jest potrzebny. Po drugie: wiem, że z mieszczącym się w kieszeni kompaktem za 300 złotych baba byłaby po prostu szczęśliwsza. Lepszych zdjęć tym swoim EOS-em nie zrobi, bo do tego trzeba nie tylko sprzętu, ale też umiejętności (oraz umieć się posługiwać sprzętem, a powiedzmy sobie szczerze: kompaktem robi się fotografie prościej, niż lustrzanką). A po prostu tamte rzeczy są i tańsze i wygodniejsze w obsłudze i nie łamią kręgosłupa swoim ciężarem.

Po prostu nie potrafię pojąć, jak z narzędzia można robić biżuterię.

3) Brak szacunku dla swojego hobby:

3665_dcd4_500Zjawisko powszechne wśród graczy multi oraz na facebookowych grupach książkowych. „Skopałem, nie umiem grać, przeze mnie cały mój zespół został wybity? Ale to przecież tylko gra!”. Ludzie gadają o książce / grze / filmie / serialu / anime? „Po co poświęcać temu tyle czasu? Przecież to tylko książka!” „Lol! Nerdy!”

Ja rozumiem, że ktoś może nie umieć grać, popełnia błędy merytoryczne albo świadomie stosuje uproszczenia. Jednak prezentowana wyżej postawa jest niedopuszczalna. Powiem uczciwie: moim zdaniem takie zachowanie dowodzi, że ma się zarówno ludzi, jak i swoje hobby w czterech literach.

O ile jeszcze zrozumiem, że można nie przejmować się ludźmi (choć nie czyni to z ciebie lepszego człowieka) i mieć ich gdzieś, o traktowanie w ten sposób hobby jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Serio. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś miały zajmować się czymś, co nie jest A) potrzebne do przedłużenia jego biologicznej egzystencji B) ani wychowywaniem potomstwa C) nie chce być w tym dobry.

Wiąże się to moim zdaniem z punktem numer cztery.

4) Moda na bycie nerdem:

3661_2852_500Takie dziwne zjawisko z Facebooka i blogów książkowych. Moda na bycie nerdem, w szczególności fanem fantastyki, gdy czytało się trzy książki z tego gatunku (zwykle Harrego Pottera, Władcę Pierścieni oraz Igrzyska Śmierci). A jeszcze lepiej: oglądało się tyko ich ekranizacje.

Nie wiem, skąd to się bierze.

To znaczy: wiem skąd się bierze. Otóż: w głębokiej przeszłości, jeszcze zanim powstała Nasza Klasa w sieci siedziały trzy typy ludzi: geeki, nerdy i dorki. Dla przypomnienia: Geek to dziwak-pasjonat, zwykle techniczny posiadający umiejętności przydatne na płaszczyźnie praktycznej np. programista albo astrofizyk. Nerd: dziwak-pasjonat, którego hobby nie jest praktyczne np. fan Startreka lub Władcy Pierścieni. Dork to osobnik, którego pasja jest okaleczająca.

Potem nastała Nasza Klasa i o ile nerdy, dorki raz geeki siedziały tam gdzie wcześniej, masy mugoli rozsiadły się na Naszej Klasie.

Jeszcze później nastał Facebook, na którym siedzą wszyscy. I który dla wielu jest Internetem. Tak więc przyszli mugole, patrzą: a tu w sieci jest cała masa geeków, nerdów i dorków którzy robią różne fajne rzeczy (oprócz dorków, dorki ze swej natury nie robią nic fajnego): fotografują kotki, oglądają filmy, grają w gry, budują rozmaite śmieszne urządzenia i znają się na komputerach. Jak wiadomo: kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one. Należało się więc upodobnić. Jako, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chce przypominać dorka, a nauczenie się C++ w jeden wieczór też nie jest możliwe pozostała jedna możliwość.

Umówmy się co do jednego: kiepska forma fizyczna nie czyni nikogo nerdem (choć może być podstawą do uznania cię za dorka). Przeciwnie: istnieją liczne typy nerda, których kondycja fizyczna przewyższa kondycje typowego mugola. Przykładem mogą być fotografowie przyrody i inne gatunki nerdów błotnych.

Obejrzenie Gwiezdnych Wojen także nie czyni nerdem: każdy może obejrzeć (a nawet przeczytać) Gwiezdne Wojny, Władcę Pierścieni albo Harrego Pottera i nie ma powodów, żeby filmy te mu się nie podobały. To jeszcze nie czyni nerdem. Różnica między nim, a pospolitym miłośnikiem polega na tym, że prawdziwy nerd jest za swój obiekt uwielbienia gotowy zabić.

Jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że jest po prostu kolejnym hipsterem.

5) Racjoporównizm:

3579_86f8_500Czyli rak prosto ze świata blogów książkowych i książkowych kanałów na Facebooku.

Przykładowo: kiedyś na pewnej grupie książkowej w temacie o Terrym Prattchecie powiedziałem, że moim zdaniem nie warto zaczynać „Swiata Dysku” od pierwszego tomu, bo zwyczajnie jest kiepski. Nim się spostrzegłem otaczało mnie stado trolli zgromadzone pod hasłem:

Ale jak w ogóle można mówić, że jedna książka jest lepsza, albo gorsza od drugiej! I kto dał ci prawo decydować? Masz jakieś obiektywne kryteria, po których oceniasz?

Jak wiadomo w mroczniejszych zakątkach tej części internetu obowiązuje kilka, bardzo śmiesznych dogmatów. Po pierwsze: czytanie wpływa na iloraz inteligencji (jak już kiedyś pisałem: niektóre kanały o książkach na Facebooku udowadniają raczej, że jest inaczej). Ten, kto czyta jest o wiele inteligentniejszy niż ten, co nie czyta. Przy czym nie jest ważne co czyta: gdyby robił sobie codziennie od 30 lat powtórkę z „Plastusiowego pamiętnika” to i tak byłby geniuszem, bowiem moc sprawczą ma sam akt czytania.

W związku z tym: nie ma książek lepszych czy gorszych. Wszystkie dają dostęp do tych samych pokładów mądrości. Krytykować książkę jest grzechem.

Cóż, zawsze miałem wrażenie, że to trochę inaczej działa. A krytycyzm jest podstawą inteligencji.

6) Internetowy ekshibicjonizm:

5187_49c5Kolejny rak z Facebooka. I to zupełnie dla mnie niezrozumiały, zważywszy na to, ile mówi się o anonimowości w Internecie. Ale jak widać do nikogo to nie dociera.

Są ludzie i to wcale nie nieliczni, którzy po pierwsze wrzucając do netu całe masy fotografii świadczących o zamożności: gigantyczne ilości książek, drogiego sprzętu, kolekcje tego czy innego, zdjęcia mieszkania etc. Po drugie: wstawiają sobie w profil swoje prawdziwe imię, nazwisko, fotografię oraz dokładny adres zamieszkania i miejsce pracy.

A potem (po trzecie): rzucają jeszcze hasłami w rodzaju „Ja nie rozumiem, jak na serwisie społecznościowym można posługiwać się ksywką i obrazkiem z anime zamiast prawdziwego zdjęcia”.

Jak dla mnie wystarczy mieć mózg.

Po cholerę ktoś ma wiedzieć gdzie mieszkam, czym się zajmuję oraz jak mam na imię? Każdy, kto powinien i tak wie. Każdy, kto nie powinien i tak się nie dowie. Każdy, kto ma wiedzieć jak mnie znaleźć to potrafi. Każdy, kto nie powinien: i tak tego nie zrobi.

Nawet szpiedzy Facebooka są zdania, że jestem 25 letnią, ultrakonserwatywną, sfrustrowaną, zamężną, bezrobotną psycholog z Wrocławia. I tak powinno pozostać.

7) Dziwnie długie maratony:

5958_53aa_500To jest ciekawe. Wiecie: ja nie jestem człowiekiem szczególnie pracowitym, ani towarzyskim, za to dość dużo czasu spędzam przy komputerze, w książkach etc. Jednak jednego nie potrafię zrozumieć: jak możliwe są takie rzeczy, jakie robią niektórzy bywalcy niektórych grup Facebookowych i podobnych serwisów. Człowiek wchodzi i patrzy: 208 książek przeczytanych w roku. 100 zagranych gier, każda po 40 godzin. 500 zbanowanych osób na Facebooku jak rzekomo ma Arioch. Obejrzane wszystkie anime roku 2015…

Ja rozumiem nie mieć życia, ale jak tego typu ludzie osiągają takie wyniki? Spać się oduczyli? Rodzin i dzieci nie mają? Do pracy nie chodzą?

A jeśli do pracy faktycznie nie chodzą, to skąd mają pieniądze, żeby hobby się zajmować? Bo sorki, u mnie to różnie z zatrudnieniem bywało i jak pamiętam, jak trafiło mi się bezrobocie, to w ogóle utraciłem możliwość zajmowania się hobby, bo nie było za co. No owszem, jeszcze książki można z biblioteki pożyczać, ale reszta? Rodzice ich utrzymują? A może małżonek? Jeśli tak, to po co? Komu się opłaca się trzymać takie zombie?

Bo jeśli ktoś czyta 200 książek rocznie, to chyba musi się tylko tym zajmować: czytać, czytać, czytać…

8) Hoarding:

5246_a3e9_500Choć akurat jest to zjawisko trudne do uniknięcia, gdy jest się 30-letnim singlem i żyje w Polsce, w kraju, którego mieszkańcy należą do najdłużej pracujących na świecie, zapierniczających o 20 procent dłużej od Japończyków (mój światopogląd też się zawalił, gdy tego się dowiedziałem).

Oraz gdy ma się dostęp do takich usług jak Steam.

Hoarding to – najprościej rzecz ujmując – gromadzenie. Są ludzie, którzy muszą mieć każdą wychodzącą książkę, czy – częściej – każdą wychodzącą grę lub film. Diabli wiedzą po co, bo w 90 procent tych tytułów pewnie nigdy nie zagrają, nie przeczytają i nie obejrzą.

I właśnie to jest pytanie?

Po co? Czy nie jest to stratą czasu i pieniędzy tworzenie takich, zbędnych kolekcji?

Chyba jest. Psychologia zna nawet takie zaburzenie, jak mania zbieracka, polegające na tym, że chory kompulsywnie zaczyna gromadzić i zanosić do domu śmieci: sreberka z cukierków, puszki, słoiki, butelki, zepsute lalki. Albo też gromadzi jakiś zasób: przykładowo puszki z mielonką, które magazynuje w takich ilościach, że z mieszkania nie da się korzystać.

A następnie umiera gdzieś między nimi z głodu. Bo gromadzenie jest ważniejsze, niż zaspokajanie potrzeb ciała.

Hoarding to chyba łagodna odmiana tego zaburzenia.

9) Czytanie tego, co kazali:

3330_0774Kolejny cud z wiadomego miejsca. Ogólnie niektóre grupy książkowe na Facebooku to jakaś odmienna planeta, którą nie za bardzo mam ochotę badać: Yuggoth lub coś w tym rodzaju. Już i tak widziałem za dużo. Ale niektóre z zamieszkujących ją stworków mają bardzo ciekawy zwyczaj: czytają tylko to, co kazali. Tzn. ich lektura w stu procentach ogranicza się do listy lektur szkolnych i aktualnej listy bestsellerów empiku. Czasem uzupełnionych o jakieś listy gatunkowych klasyków.

Po co?

Zawsze wydawało mi się, że najfajniejsze w swobodnej lekturze jest to, że sam wybieram to, co czytam, nie zważając na żadne mody i odgórne wytyczne.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Kilka postaw ludzkich, których nigdy nie zrozumiem:

  1. Seji pisze:

    Strasznie długi tekst, żeby stwierdzić, że „ludzie bywają głupi”, „ludzie miewają dużo czasu”, „ludzie czasem robią coś z jakiegoś błahego powodu”. Przeczytałem i do listy dorzuciłbym „ludzie czasem pisują o niczym” oraz „ludzie czasem czytują pisaninę o niczym”. 😉

  2. PS pisze:

    „Różnica między nim, a pospolitym miłośnikiem polega na tym, że prawdziwy nerd jest za swój obiekt uwielbienia gotowy zabić.” – Bardzo to uogólniające. I pozbawiasz nerdów zdolności logicznego myślenia. Nawet jeśli chodzi o metaforyczne znaczenie.
    Dziwny ten post, taki „nic mi złego nie robią, ale i tak ich nie lubię”. I ta kategoria – „Wredni ludzie”? Ciekawe…

  3. A. Lone pisze:

    Ludzkość, to myśląca masa bezmyślnych jednostek, wśród której nie ma ludzi normalnych. Są tylko niezdiagnozowani. Czego tym tekstem właśnie dowodzisz ponad wszelką wątpliwość.

  4. Aleksandra pisze:

    Pkt 2, przedostatni akapit, nawias. Poprawilabym tę lustrzankę. Pozdrawiam.
    Fanka TVNu

  5. eV pisze:

    O jaa, wymieniłeś sporą część tego, co mnie denerwuje w fanach czegokolwiek w internecie.
    Myślę, że większość z nich wynika bezpośrednio z potrzeby wyróżnienia się, zabłyśnięcia. Odkąd ludzie zorientowali się, jakim są niczym na tle świata (myślisz, że zrobiłeś arcydzieło, dostajesz cztery i pół lajka), część postanowiła pobawić się w bycie wyjątkowym – a gdzie dalej szukać wyjątkowości niż w gronie „artystów” (stąd Imię Nazwisko Photography i laseczka z Canonem 7D jako biżuterią) lub „wyrzutków” (skąd z kolei wszyscy nazywający siebie geekami albo nerdami i podniecający się zdjęciami książek albo magicznymi godzinami lub liczbami w statystykach).
    Jest jeszcze jedno grono osób, które mnie drażnią – ci wszyscy, którzy na zwrócenie uwagi na wszystkie wyżej wymienione /problemy/, powiedzą Ci, że albo nie masz poczucia humoru i traktujesz wszystko zbyt poważnie i się czepiasz, albo że niby im czegoś zazdrościsz.

  6. Panna Anna pisze:

    Co złego w czytaniu bestsellerów Empiku? Bez przesady, te książki zdobyły popularność dzięki świetnej sprzedaży, sama z ciekawości sięgnęłam po Okularnika i Dziewczynę z Pociągu, było warto.

    • Nic. Ale dlaczego niektórzy ludzie zdają się czytać tylko je, tego nigdy nie zrozumiem.

      • Żorż pisze:

        Bo mogą. Po chcą. Bo nie wiedzą, że można czytać coś innego. Bo jest moda. Bo jest reklama. Bo czytają to, co dostali w prezencie. Bo im się tak podoba. Bo ich gust został ukształtowany przez listę bestsellerów Empiku, więc się tego trzymają. Bo ktoś im polecił dany tytuł, w oparciu o któreś z poprzednich. I wiele, wiele innych powodów.

        Trochę to przypomina scenę z Messengera:

  7. Siman pisze:

    „Geek to dziwak-pasjonat, zwykle techniczny posiadający umiejętności przydatne na płaszczyźnie praktycznej np. programista albo astrofizyk. Nerd: dziwak-pasjonat, którego hobby nie jest praktyczne np. fan Startreka lub Władcy Pierścieni.”

    Nie. Kompletnie nie. W zasadzie, jest niemal dokładnie odwrotnie. „Nerd” na język polski tłumaczy się jako „kujon” i w USA przez wiele lat było to pejoratywne określenie na „uncool kids” w szkole: pryszczatych, grubych okularników, którzy uczyli się tak dobrze jak źle radzili sobie z relacjami międzyludzkimi. Gdzieś po drodze ich integralną częścią image’u stało się D&D i komiksy superbohaterskie. Tylko że te dzieci potem wyrastały na aspołecznych geniuszy od kierunków ścisłych i technicznych, zasiedlających masowo uczelnie. Ekipa The Big Bang Theory z pierwszych sezonów to wzorcowy przykład.

    Natomiast „geek” pojawił się znacznie później, bo gdzieś na początku tego tysiąclecia, kiedy za sprawą Hollywood fantastyka i superbohaterowie przestały być synonimem obciachu, gry komputerowe zyskały popularność, a z Internetu zaczęli korzystać „normalni ludzie”. Geek rekrutował się, w przeciwieństwie do nerdów, z gromady „cool kids”, które zorientowały się, że istnieją ciekawsze rzeczy niż podrywanie cheerliderek i granie w baseball. Przeciętny geek skończył studia humanistycznie, umiał się ubierać, pracował w korpo i po godzinach znajdował sobie hobby takie jak literatura fantastyczna albo robotyka. Geek to taki nerd light – bez społecznego obciachu i z IQ zbliżonym do średniej, za to nadążający równocześnie za modą jak i nowymi technologiami.

    Fantasy, superbohaterowie czy granie w gry wideo przestało być kojarzone z nerdami i migrowało w kierunku geeków. Erpegi i larpy, jako że nigdy nie wyszły z niszy, pozostały domeną nerdowską.

    Dokładnie taki stereotyp nerda i geeka podtrzymuje ten klasyczny rap battle:

    Przy czym to już od paru lat dość nieaktualny obraz. Ponieważ dzisiaj kupowanie produktów Appa, korzystanie z Fejsa i chodzenie na filmy superbohaterskie albo Hobbita to codzienność przeciętnego Amerykanina, geek jako subkultura raczej zanikł, a samo słowo oznacza dzisiaj dowolnego pasjonata czegokolwiek (może być więc fantasy geek, technology geek, a nawet i fishing geek), po naszemu: hobbystę. Natomiast odkąd w modzie są Silicon Valley i start-upy, słowo „nerd” natomiast przestało być obelgą i nie oznacza „pryszczaty dziwak”, tylko: „potencjalny przyszły Zuckeberg”.

    Oczywiście bardzo możliwe, ze w Polsce wszystko jest opóźnione o kilka lat, więc „moda na bycie geekiem” wciąż panuje. Ale z całą pewnością modne jest bycie GEEKIEM, a nie nerdem, biorąc pod uwagę, że zostanie niezrozumianym geniuszem jest znacznie trudniejsze niż internetowym hobbystą.

  8. DoktorNo pisze:

    A.D. 2:
    To jest ogólne przekleństwo społeczeństwa konsumpcyjnego: reklama i media kreują potrzeby, a ludzie starają się je zaspokoić. Postacie z popularnych seriali i celebryci używają sprzętu znanych marek (w ramach product placement) i już popyt jest zagwarantowany.

    A. D. 3
    Bo to ma więcej wspólnego z modami, niż z prawdziwymi potrzebami. Tak jak w poprzednim punkcie, tylko że tu mówimy o rzeczach mniej materialnych. „Ja to robię, bo robią to inni”. Reszta nieistotna.

    A.D. 4:
    I znowu: kwestia mody. O różnicach między nerdem a geekiem już było powyżej. Ja od siebie dodam, że zaczynam dochodzić do wniosku że te etykietki są bez sensu. Na Cracked.com jest kilka dobrych artykułów o tym:

    http://www.cracked.com/blog/5-reasons-calling-someone-nerd-officially-meaningless/

    I inne pod znamiennymi tytułami: „5 Things Modern Kids Don’t Understand About Being a ‚Nerd'”, „2008: The Year the Geeks Took Over”, „4 Reasons 2013 Officially Marked the Death of the Nerd”.
    Zasadnicza myśl przewodnia jest taka, że wcześniej rzeczy stereotypowo przypisywane geekom i nerdom stały się głównym nurtem. Kiedyś granie w gry komputerowe, „surfowanie” po Internecie, czytanie komiksów, oglądanie filmów SF/F czy anime było czymś niszowym, także ze względów czysto organizacyjno-technicznych.

    Czyli: Internet wymagał posiadania komputera z modemem analogowym, wiedzy o protokołach sieciowych i budżetu na dialowanie, filmy i anime można było kopiować na VHSach od znajomych (bardziej znane tytuły nagrywać z TV lub brać z wypożyczalni która jedyna w województwie miała je na stanie), wszelkie zastosowanie komputera wymagało specjalnej wiedzy technicznej po to aby w ogólne uruchomić maszynę.

    A teraz byle telefon ma dostęp do sieci i banalnie prosty interfejs użytkownika. W Internecie wszystko jest dostępne, a Facebook połączył ludzi (w każdym sensie tego słowa). Emeryci grają w gry, gospodynie domowe piszą blogi, panowie w średnim wieku kupują (oficjalnie „do kolekcji”) zabawki z serii „Gwiezdnych Wojen” i Pokemony. Co to znaczy być nerdem/geekiem/dorkiem w takiej sytuacji?

    A.D. 5:
    Ten Facebook pojawia się w prawie każdym podpunkcie. To nie przypadek, jak sądzę. A to dlatego, że FB otworzył Internet jeszcze szerszej rzeszy ludzi niż słynna Neostrada (która sama była tylko dostawcą sieci) z którą utożsamiane jest zjawisko „dzieci neo”. Złośliwie powiem, że gdyby zablokować wszystkie strony za wyjątkiem domeny FB to większość ludzi nawet by tego nie zauważyła… 😛

    A.D. 6:
    Patrz poprzednie punkty. Superłatwy dostęp do sieci w połączeniu z debilnie prostymi w obsłudze aplikacji spowodował że ludzie są odcięci od zaplecza technicznego i nie widzą konsekwencji swoich działań. Czyli: nie rozumieją tego, że to wszystko jest dostępne na całym świecie 24h/7d w Internecie na serwerze daleko stąd.

    A.D. 7:
    Sam pojęcia nie mam, i wole nie wiedzieć. 😛 A tak serio to coś musi uleć poświęceniu, aby się to wszystko zmieściło…

  9. Żorż pisze:

    Prosta sugestia – nie korzystaj z Facebooka. Rozwiąże to prawie wszystkie z wymienionych przez ciebie „problemów”. Alternatywnie, może po prostu za dużo przejmujesz się tym, co inni ludzie robią ze swoim życiem, swoim czasem, swoim hobby, swoimi rzeczami i swoimi pieniędzmi.
    Po co?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s