Expanse – idźcie i oglądajcie z tego wszyscy:

W zasadzie już w 2015 roku przestałem recenzować seriale, gdyż tekstów o nich nikt nie czytał. Dziś postanowiłem zrobić wyjątek i to pomimo że obecny sezon jeszcze się nie zakończył, ponieważ chcę zareklamować produkcję z jednej strony mało znaną, a z drugiej, przynajmniej moim zdaniem bardzo, bardzo dobrą, którą zwyczajnie warto obejrzeć.

Pora więc na jedno z najciekawszych, telewizyjnych widowisk science fiction ostatnich lat.

Świat przedstawiony:

Fabula „Expanse” przenosi nas w relatywnie bliską przyszłość, w okolice roku 2200. Ludzkość wyruszyła w kosmos, jednak nie zdołała (jeszcze) opuścić naszego układu planetarnego. Mimo to osiągnęła już spore sukcesy w podbijaniu gwiazd. Obecnie wiec przedstawiciele Homo Sapiens żyją nie tylko na Ziemii i Księżycu, ale skolonizowali tez Marsa, pas asteroid oraz niektóre księżyce gazowych gigantów jak krążący wokół Jowisza Ganimedes.

Jednak między ludźmi nie ma porozumienia. Ziemia, która dobrobyt (średnia długość życia: 120 lat) zbudowała dzięki mądrym inwestycjom i odwadze pionierów krytykowana jest z powodu rozleniwienia jej mieszkańców, żyjących dzięki rozdawnictwu i socjalowi. Glosy krytyki płyną w szczególności z Marsa, młodej, energicznej potęgi, gdzie ceni się kreatywność i pracowitość, a byt każdego zależy od tego, co sam dokłada do wspólnej puli. Podczas, gdy narody Ziemi jak zwykle dzielą małostkowe spory, relatywnie nieliczna populacja Marsa jednoczona jest wspólnym marzeniem o zielonej planecie, która powoli, lecz wytrwale Marsjanie budują. Ideologia ta jest na tyle atrakcyjna, że na Marsa ściągają specjaliści z całego układu. W efekcie planeta ma najlepszych żołnierzy, najlepszych inżynierów, najzdolniejszych naukowców i biznesmenów…

Stosunkowo najgorzej (przynajmniej na pierwszy rzut oka) mają mieszkańcy Pasa (średnia długość życia: 69 lat), którym zamożność zawdzięczają zarówno Ziemia jak i Mars. Tych nikt w prawdzie jakoś specjalnie nie prześladuje, ani nie wyzyskuje, jednak życie w Pasie jest bardzo ciężkie: woda jest reglamentowana, tlen też jest towarem deficytowym. Wielu „Pasiarzy” cierpi z powodu zwyrodnień spowodowanych złymi warunkami: niską grawitacją, niedotlenieniem, brakiem światła, życiem w środowisku skażonym w skutek górniczych awarii… W Pasie nie ma dobrobytu utożsamianego z Ziemią czy Marsem, a fakt, że Pasiarze często pracują na rzecz cudzego interesu (co widać choćby na Ceres, ongiś pokrytej lodem, a obecnie cierpiącej niedostatki wody, gdyż cały lód spożytkowano do terraformowania Marsa) tylko kole ich w oczy. Tym bardziej, że po kilku pokoleniach w kosmosie nie czują już związku ani z Ziemią, ani z Marsem i nawet mówią w we własnym pingliszowym języku „lang Belta” powstałym z połączenia hiszpańskiego, chińskiego, suahili, indyjskiego, polskiego i rosyjskiego. Ich separatyzm potęguje dodatkowo fakt, ze wielu z nich, na skutek dorastania w słabej grawitacji nie jest już w stanie żyć ani na Ziemi ani na Marsie, co samo w sobie ma wydźwięk symboliczny.

Zarys fabuly:

Fabula prowadzona jest podobnie jak w „Grze o tron” z punktu widzenia trzech, zdawałoby się niezwiązanych i geograficznie oddalonych gromad ludzi. Pierwszą i zarazem tą z którą spędzimy najwięcej czasu jest załoga statku Canterbury, holownika lodu dostarczającego wodę z planet zewnętrznych do koloni lezących w Pasie. Złożona z przypadkowo dobranych weteranów, wyrobników i życiowych rozbitków gromada przypomina bohaterów pierwszego Obcego. Bardziej zależy im na starczeniu towaru do portu i zgarnięciu premii za szybki transport, niż czymkolwiek innym, a polecenia „z góry” traktuje jak Boże dopusty.

Niestety, jak w wymienionym filmie rutynę rejsu przerywa jej przypadkowo odebrany sygnał S.O.S, który sprawia, ze „Canterbury” staje się elementem ogólnokosmicznej gry o władzę.

Jednocześnie na Ceres Josephus Miller detektyw łączący w sobie cechy chandlerowskiego Philipa Marlowa z Rickiem Decartem z Blade Runnera wynajęty zostaje do odnalezienia Julie Mao, zbiegłej z domu córki ziemskiego multimilionera.

Na Ziemi tymczasem pani podsekretarz Narodów Zjednoczonych Christien Avasaala staje przed koniecznością zażegnania największego kryzysu w jej karierze.

To, co geeki lubią najbardziej:

Już w pierwszym odcinku daje się zauważyć, że Expanse prowadzi bardzo otwarty dialog z klasyką gatunku. Jego przejawem jest twórcze wykorzystanie wielu, znanych i lubianych motywów, wykorzystanych jednak do stworzenia nowej jakości. Mamy wiec w fabule spiskujące korporacje, jak w Cyberpunku, atmosferę jak z Pamięci Absolutnej i Blade Runnera, kilka pomysłów wziętych z ich Dickowskich oryginałów, załogę rutyniarzy, zainteresowanych tylko tym, by na czas wykonać robotę niczym na Nostromo, potem pojawiają się też motywy z Żołnierzy Kosmosu i Wiecznej Wojny, zgrana załoga gwiezdnych kowbojów na bakier z prawem jak w Firefly, polityka jak w Grze o Tron oraz powoli narastające, tajemnicze zagrożenie jak w tejże.

Z powodu tych ostatnich elementów Expanse nazywane jest czasem „Grą o tron w kosmosie”, aczkolwiek jest to określenie nieusprawiedliwione. Serial, mimo, że potrafi być brutalny i okrutny jest dużo bardziej wyważony, niż produkcja HBO. Nie ma w nim tez tak wielu przegięć, jak w wzmiankowanej serii, taplania się w krwi i cyckach czy innych przejawów szczeniactwa.

Niemniej jednak każdy, kto jest obeznany z fantastyką znajdzie tu coś u siebie. Jednocześnie motywy te są zebrane z taką wprawą, że trudno tu o nudę czy wtórność.

Kosmos bez hipernapędów:

Jednym z tych elementów, jakie są świeże, w szczególności jak na serial telewizyjny było stworzenie świata przyszłości bez magicznych, ułatwiających autorom życie wynalazków. Trafiamy więc w przyszłość, gdzie ludzie muszą sobie radzić z podbojem kosmosu bez antygrawitacji, hipernapędu, podprzestrzeni, czarodziejskich reduktorów przeciążeń, wymienników atmosfery, laserów, szmaserów i tym podobnego crapu znanego z tysięcy innych produkcji science fiction.

Trudno mi oceniać, bowiem jestem tylko historykiem, a nie inżynierem, ale wizja przyszłości z Expanse wydaje mi się najbardziej wiarygodna, jakie widziałem do tej pory w telewizji. Wiele elementów, które pojawiają się w filmie to rzeczy, o jakich można przeczytać w książkach popularnonaukowych oraz obejrzeć na Discovery Science.

Do tego wszystko to jest bardzo pieczołowicie oddane. Wysadzone w powietrze statki kosmiczne nie znikają, tylko sypią na wszystkie strony gradem odłamów. Umieszczona na orbicie bomba atomowa jest straszniejsza, niż stacja kosmiczna z wielkim laserem, w każdym pomieszczeniu znajduje sie awaryjny zestaw do latania przedziurawionego poszycia okrętu. Przebicie pancerza sprawia nie tylko, ze zaczyna wypływać powietrze, ale tez, ze dookoła latają rykoszety…

Jest to nowe i takie nietelewizyjne, ze aż chce się oglądać.

Książkowy oryginał:

Polskie wydanie książkowego „Expanse” cieszy się raczej złą sławą. Na szczęście w 2018 wydawnictwo Mag planuje wznowić cykl i najpewniej naprawi błędy pierwotnego wydawcy.

Z „Grą o tron” Expanse łączy bardzo mocno jeden element: oparcie na książkowym oryginale. Cykl „Przebudzenie lewiatana” nie zrobił u nas furory i jego wydawanie zakończono po pierwszym tomie. Patrząc na internetowe komentarze, w których ludzie narzekają na błędy w tłumaczeniu, kiepską redakcję, czy takie wady jak pomylone tytuły rozdziałów jego klęska nie wydaje się dziwna. W Stanach jednak nie tylko doczekał się licznych kontynuacji, ale też nagród, w tym nominowany był do dwóch najbardziej prestiżowych odznaczeń, jakich cykl fantastyczny może się dosłużyć: Hugo i Locus jako najlepsza powieść science fiction.

Trudno się temu dziwić, bowiem Expanse jest nie tylko prawdziwym science fiction, które przynajmniej stara się oddawać możliwe realia, ale też świetnym serialem akcji i dramatem zarazem.

A w wypadku jego serialowej adaptacji także świetnym widowiskiem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmy, Seriale i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Expanse – idźcie i oglądajcie z tego wszyscy:

  1. Grisznak pisze:

    Dzięki, brzmi dobrze, sprawdzę.

  2. slanngada pisze:

    Oj dobre dobre! Wprawdzie SF to jest to od czasu do czasu (chwilami to oni mają technologię taką jak my jeśli nie gorszą), ale jak socjo-political triler jest gites. Kibicuję, po 1 sezonie, marsowi.

  3. Dijkstra3 pisze:

    To jest na prawdę świetny serial, zasysa dużo lepiej niż gra o Tron czy Żywe trupy. I właśnie to że ta technologia wcale nie odbiega od naszej, że nie ma tam tych „magicznych rozwiązań” sprawia że czuć grozę, kosmosu. Coś czego dawno nie odczułem w żadnym filmie.

  4. Velahrn pisze:

    „Nie ma w nim tez tak wielu przegięć, jak w wzmiankowanej serii, taplania się w krwi i cyckach czy innych przejawów szczeniactwa.” – ale to nieprawda!

    W życiu każdego osobnika płci męskiej są trzy etapy:
    1. Lubisz krew i cycki jako szczeniak
    2. Dorastasz i orientujesz się, że laski niezbyt to lubią, a ty nie chcesz być stulejarzem, więc czytasz Coetzeego i oglądasz rumuńskio-etiopskie kino niezależne
    3. Przestaje Ci zależeć na opinii innych. Więc rzucasz to gówno z pkt nr 2, i wracasz do tego, co sprawia ci przyjemność, czyli krwi i cycków

  5. Pawel.M. pisze:

    Cykl „Przebudzenie lewiatana” ma teraz wydawać Mag.

  6. Giannis pisze:

    Trochę odbiłem się od budżetowego wykonania i takiej ciasnoty przedstawianych scenerii, no i ten detektyw też coś lekko sztywny.

  7. cbandmb pisze:

    Będę musiała obczaić. Już wcześniej się napalałam, bo ten plakat jest naprawe dobry, ale skoro to pożywka dla geeków, to cóż… 😀

  8. Karoluch pisze:

    Obejrzałem wczoraj trzy pierwsze odcinki i muszę powiedzieć, że serial jest bardzo dobry. Liczę, że na końcu pojawią się jakieś ufoki i zeżrą ich wszystkich 😉

  9. Karoluch pisze:

    Spoilery:

    Moje zdanie o serialu. Sezon 1 lepszy niż sezon 2. Miller mój ulubiony bohater, ale marnie skończył. Holden jest takim irytującym idiotą, który ma te swoje moralne dylematy z dupy rodem, ale przy sierżant Bobbie, wcale nie jest taki zły, ale o niej później. Naomi jest śmieszna, kobita naprawiała silniki na jakimś zadupiastym holowniku lodu, a potem się okazuje jest najlepszym inżynierem/hakerem/wszystkim w całym Układzie i potrafi hackować kody strategicznych rakiet z ładunkami termojądrowymi. W ogóle bohaterom zbyt łatwo hackowanie idzie wszystkiego, każde drzwi, każdy szyfr wszyscy prawie potrafią złamać, jeśli to jest na korzyść bohaterów. Nie lubię też tej Indiry Ghandi czy jak jej tam, jakoś mi na nerwy działa. Teraz jednak to co najbardziej nie lubię w kreacji bohaterów w popkulturze, czyli sierżant Bobbie. Przedstawiona jako silna baba, która roboty na rękę pokonuje i w ogóle taka marine, że ja p…., jak ta jej przemowa gdy na Febe lecieli, cóż za patos… Nie mniej potem po incydencie na Ganimedesie. Ten rodzaj pokazywania PTSD czy jak się to nowocześnie nazywa. Taka niby twarda, taki kawał chłopa z niej, a rozkleiła się i bełkotała coś o „siódmym człowieku” nie będąc wstanie do końca powiedzieć o co chodzi, a też zdradziła własną ojczyznę z tego właśnie powodu! Powiem tak, tego PTSD to może by ktoś normalny jak my dostał, ale ktoś taki jak ona, od lat szkolony podoficer elitarnej marsjańskiej formacji, to nie powinien tak się rozklejać i być jak baba, no w sumie to ona jest babą. Dla mnie pokazywanie kogoś kto niby taki twardy, a tak się rozkleja i emocjonuje jakimiś pierdołami jest całkowicie niepotrzebne i po prostu głupie. No i ten wątek jej zdrady. Już ten kapitan, który dostał tajną informację z akcją na Ganimedesie. Trochę to się kupy nie trzyma by komuś takiemu, na terytorium wroga, niskiej rangi wysyłać pełne detale tajnej misji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s