Bardzo mądre słowa o społeczeństwie, które niedawno przeczytałem:

CALKIEM-ZWYCZAJNY-KRAJ-Brian-Porter-Szucs-KSIAZKSłowa te pochodzą z książki Całkiem zwyczajny kraj: Historia Polski bez martyrologii napisanej przez Briana Portera-Szultza, eksperta od historii Europy Środkowej wykładającego na uniwersytecie w Michigan. Wbrew pozorom i śmieszkom złośliwców książka nie składa się wyłącznie z pustych kartek (które powinny pozostać po odsączeniu martyrologii z naszych dziejów), a jest tam całkiem sporo treści.

Między innymi znalazłem tam najbardziej sensowną i klarowną analizę społeczną niektórych ruchów i zjawisk, które dotykają obecnie zarówno nasz kraj, jak i połowę świata. Pozwoliłem sobie ten tekst przepisać:

Merytokracja vs. Wspólnotowość:

Po jednej stronie są ci, którzy w pełni przyjęli „nowoczesną”tożsamość oraz towarzyszącą jej kulturę indywidualnej autonomii, wolnej woli i merytokracji. Kluczowa dla ich „ja” jest także praca, jej ilość i jakość. Wierzą, że sami stwarzają siebie przez dokonywane wybory, przy czym owo stwarzanie jest procesem bez końca, bo okoliczności zewnętrzne nieustannie się zmieniają i cały czas trzeba się do nich dostosowywać. Kiedy tego typu ludzie dostrzegają w sobie jakąś wadę lub niedoskonałość, szukają pomocy w poradnikach, u specjalistów od rozwoju osobistego, na szkoleniach, treningach lub u psychologa. W obliczu przeszkód człowiek „nowoczesny” gotów jest zmienić miejsce zamieszkania w poszukiwaniu lepszych szans, na przykład przeprowadzając się do większego miasta lub za granicę. Rodzina ma dla niego duże znaczenie, ale jest to obwarowane pewnymi zastrzeżeniami. Można na przykład zerwać stosunki z krewnym stosującym przemoc. Jeśli środowisko rodzinne, z którego się wywodzi jest „zacofane” lub nie wspiera w dostatecznym stopniu jego ambicji, możliwe jest rozluźnienie więzi. Spędza się razem święta w pokojowej atmosferze, pomaga się w nagłych kryzysach, poza tym jednak nie utrzymuje się bliskich kontaktów. Tradycje, również tradycje religijne mają pewną wartość, ale tylko jeśli płynie z nich jakichś pożytek życiowy. Gdy na przykład dany element wiary wydaje się bez sens, należy go odrzucić – podobnie jak wszystko, co hamuje rozwój osobisty, sukces finansowy lub karierę. Określenie „ślepa wiara” ma charakter pejoratywny, podkreśla archaiczność światopoglądu. Autorytetom i hierarchom należy się pewien szacunek, lecz podobnie jak wszystko inne muszą one przejść test racjonalności i użyteczności.

Fundamentalną kategorią społeczną, gospodarczą, kulturową i polityczną dla ludzi „nowoczesnych” jest „zasługa”. Wierzą oni z reguły, że świat powinien być tak urządzony, by osoby o największych dokonaniach znajdowały się na szczycie hierarchii. Nepotyzm to poważne naruszenie norm, podobnie, jak wszelkie inne formy „korupcji”, pozwalające ludziom bez zasług chodzić na skróty.

(tu dygresja o historii pojęcia „merytokracja”, którą pomijam)

Po drugiej stronie wielkiego, kulturowego podziału XX wieku mamy światopogląd określany niekiedy „zacofanym”. To nietrafione etykietki: wiele jego elementów stanowi reakcje na społeczne, ekonomiczne, kulturowe i polityczne przemiany epoki nowoczesnej, toteż należałoby raczej mówić o „antynowoczesności”, pamiętając, że każde „anty” może istnieć tylko obok tego, czemu się przeciwstawia i nie może go poprzedzać. Osoby antynowoczesne często identyfikują się jako konserwatyści, choć to, co pragną konserwować i ocalić, tak naprawdę nie istnieje i nigdy nie istniało.

Dla osób wrogo odnoszących się do merytokracji wartością nadrzędną jest „wspólnota”. Wszystko, co umacnia wspólnotę (jakkolwiek definiowaną) jest dobre. Wszystko, co jej zagraża jest złe. Na poziomie gospodarczym zakłada się poparcie dla egalitaryzmu, jako spoiwa społecznego gwarantującego, że wspólnota nie rozpadnie się z powodu nadmiernych nierówności ekonomicznych. Nikt nie powinien popaść w nędzę, ale też nikt nie powinie za bardzo wyrastać ponad innych pod względem majątku czy wykształcenia, bo wówczas wyalienuje się od „prawdziwych” rodaków. Postulat powszechnej, ogólnoludzkiej równości nie ma z tej perspektywy większego sensu, liczy się za to eliminowanie zbyt dużych odchyleń od normy. Tak rozumiany egalitaryzm każe nieść pomoc sąsiadowi, któremu spalił się dom, a także potępić osoby awansujące „ponad stan” lub przedkładające własne, egoistyczne potrzeby ponad potrzeby wspólnoty.

Hierarchie i pewnego rodzaju nierówności są w ramach tego światopoglądu akceptowalne, ale tylko jeżeli zostały znormalizowane na przestrzeni czasu i jeśli towarzyszą im trwałe normy dystrybucji szacunku społecznego. Słowem: dopuszcza się istnienie tylko tych hierarchii, które pomagają integrować wspólnotę i nie stanowią dla niej zagrożenia. Merytokracja natomiast stwarza problem, bo z definicji zakłada nietrwałość, zmiany i niestabilność. „Wspólnotowcy” czują niekiedy zawiść do miejscowego sklepikarza, który ma większy dom lub więcej pieniędzy na koncie, jednak prawdziwą niechęć budzi wśród nich młoda osoba z ubogiej rodziny, która wyjeżdża i robi karierę na uczelni, w świecie sztuki, muzyki, dziennikarstwa lu w ogóle w „establiszmencie” przywiązanym do zasad merytokracji.

Właściciel sklepu zdobył uprzywilejowaną pozycję w ramach uznanych norm i hierarchii, natomiast młody karierowicz lub karierowiczka awansowali w strukturach merytokratycznych, stanowiących produkt nowoczesności i działających według mało czytelnych reguł. Skoro tak, osobie z zewnątrz trudno usprawiedliwić taki awans. Czasem jest to wręcz niemożliwe, merytoryczne reguły stanowią bowiem wypadową działania czynników strukturalnych, instytucjonalnych i kulturowych, a zatem mają charakter kontekstowy, nie zaś uniwersalny. Człowiek „odnoszący sukces” jest postrzegany jako renegat, który musi z trudem zabiegać o akceptację w swoim nowym środowisku, aż w końcu uzyska ją pod warunkiem odrzucenia zwyczajów, upodobań i zachowań wyniesionych z domu rodzinnego. Do tego kryteria sukcesu mogą mieć znaczenie dla współpracowników czy nowych przyjaciół, ale osoby spoza tego świata uważają je za absurdalne lub szkodliwe.

W światopoglądzie wspólnotowym rodzina odgrywa arcyważną i to bezwarunkowo rolę, z wyłączeniem naprawdę skrajnych sytuacji. Kobieta, która doświadcza przemocy ze strony męża, zazwyczaj może liczyć na współczucie i emocjonalne wsparcie otoczenia, ale jeśli zdecyduje się na rozwód czekają ją nieprzyjazne komentarze i plotki. Syn jeżdżący na wakacje z przyjaciółmi, albo z żoną i dziećmi zamiast spędzać czas z rodzeństwem, rodzicami i krewnymi, naraża się na oskarżenia o niewdzięczność. Rozmaite relacje społeczne należy pielęgnować, nawet jeśli nie spełniają one merytokratycznych standardów użyteczności i racjonalności. Czasem akceptuje się, choć niechętnie, osłabienie takich relacji, lecz tylko w imię wzmacniania więzi wspólnotowej w dłuższej perspektywie. Dopuszcza się na przykład, że ktoś wyjedzie do Londynu, by pracować i przysyłać pieniądze rodzinie, wyjazd nie jest natomiast tolerowany, jeśli międzynarodowy pracodawca zaproponował lukratywny awans i stanowisko w centrali.

Odkrycia naukowe sprzeczne z prawdami wiary można przyjąć lub odrzucić – tak czy inaczej nie wpływają one na poczucie lojalności wobec kościoła. Ksiądz – pijak, bełkoczący z ambony, będzie krytykowany i potępiany, ale raczej w prywatnych rozmowach. Powszechne jest również narzekanie na duchownych w ogólności. Jednak wspólnotowcy nie uważają, by prawdy naukowe lub skandale z udziałem kościoła katolickiego miały prowadzić do odrzucenia jego rytuałów.

Stosunek wspólnotowców wobec „obcych” jest skomplikowany. Stwierdzenie, że ksenofobia stanowi wśród nich normę, to niesprawiedliwa przesada. Ich codzienne spotkania z obcymi spoza wspólnoty mają zazwyczaj serdeczny charakter. Zarazem owa serdeczność opiera się na ewidentnym, choć niewypowiedzianym, przekonaniu o przynależności do różnych światów. Ponadto dla wspólnotowców niektóre grupy zasługują na wyższy status niż inne. Naruszenie porządku między wspólnotami może łatwo wywołać wrogość, a nawet doprowadzić do przemocy. Nie jest trudno rozbudzić podejrzliwość lub wręcz niechęć wobec nieznanych grup, zwłaszcza takich, których przedstawicieli spotyka się zbyt rzadko, by wchodzić z nimi w dłuższe interakcje. W takich przypadkach moc codziennych kontaktów nie ma przecież szansy zadziałać.

Osoby prezentujące światopogląd wspólnotowy nie są z definicji nacjonalistami w potocznym tego słowa rozumieniu, choć w ostatnim stuleciu nacjonalizm cieszył się wśród nich popularnością. Wspólnoty, które tu opisuję, da się zbudować na różne sposoby: przez odwołanie do narodu, regionu, miasta, grupy zawodowej, klasy społecznej, kasty, wyznania lub klubu. Wśród wspólnotowców znajdziemy sympatyków najróżniejszych ideologii: od staroświeckich, dziewiętnastowiecznych konserwatystów, przez „narodowych komunistów” w PRL-owskim stylu, aż po współczesną nam, rewolucyjną skrajną prawicę. To samo dotyczy merytokratów. Są wśród nich liberałowie gospodarczy, opowiadający się za wolnością gospodarczą i brutalną walką o byt, ale też socjaldemokraci, pragnący silnego „welfare state” i ścisłych regulacji w zakresie działalności gospodarczej. Kulturowy podział, który tu prezentuję ma charakter przedideologiczny – stanowi raczej emocjonalny fundament dla ideologii.

(teraz nastąpiły akapity o historii dojścia PiS do władzy, dla mnie nieistotne)

Osoby, które znają języki, mają kompetencje cyfrowe, są kreatywne, atrakcyjne i charyzmatyczne, potrafią zarządzać czasem i nie boją się ciężkiej pracy, mają mnóstwo szans na sukces. Czasem przez długi okres muszą pracować na umowach śmieciowych, ale zasadniczo dzisiejszy świat jest stworzony dla nich. Co natomiast dzieje się z młodymi ludźmi, którzy nie mają wspomnianych cech i umiejętności? Albo z ludźmi, którzy owe cechy mają, ale z rozmaitych powodów nie odnoszą sukcesów (bo przecież w kapitalizmie zawsze ktoś przegrywa)? Osoby takie dryfują, są kulturowo zmarginalizowane i czują coraz większy gniew. Nie należą do tradycyjnej „klasy pracującej”, więc stare, socjaldemokratyczne partie nie wymyśliły, jak zaradzić ich problemom. Ludzie ci szukają więc gdzie indziej przywódców, którzy ich zauważą i się o nich zatroszczą. Na zachodzie są to ruchy lewicowe, w Polsce: nacjonalistyczne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Książki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Bardzo mądre słowa o społeczeństwie, które niedawno przeczytałem:

  1. reflektor 61 pisze:

    A jak 80 letnia babcia, albo 3 letni chlopczyk maja sie odniesc do merytokracji?

  2. reflektor 61 pisze:

    Co roku na swiecie przybywa ok. 81 milionow ludzi. Nie nalezy od razu nazywac nacjonalistami ludzi ktorzy maja po prostu zdrowy rozsadek. Przeciez to jest populacja calej Polski x 2. Z drugiej strony pewna liczba imigrantow stymuluje rozwoj – ekonomiczny i nie tylko.

  3. polonusx pisze:

    Może i bez martyrologii, ale z taką dawką uprzedzeń i wywyższania swojej lewej strony, że obiektywizm wywiało za okno. Wszystko co progresywne to dobro, a konserwatywne to zło i zaścianek, toż to polityczna nagonka, a nie naukowe podejście do tematu. Jak by progresywizm się tak fajnie sprawdzał, to osoby o konserwatywnym usposobieniu nie rodziły by się od 20 tyś lat, a państwa by nie powstały (bo do strukturalna władza oparta o gloryfikowanie wspólnoty).

    • Wybacz, ale gdzie ty tu widzisz „wszystko, co progresywne to dobro, a konserwatywne to zło i zaścianek” albo gloryfikowanie lewicy?

      Przecież gość wprost mówi, że podział progresywizm / konserwatyzm jest martwy, strona „progresywna” to czysty, drapieżny, najbardziej prawicowy z prawicowych kapitalizm. Systemy lewicowe i chadeckie zawiodły, wspierają tylko swoich, tych, którzy już są w klubie i już mają dużo (i są w tym wspieraniu bardzo dobre). Jeśli nie jesteś w klubie (na przykład dlatego, że dopiero wchodzisz na rynek pracy) to masz przerąbane. Jeśli wypadniesz z klubu, to też masz przerąbane.

      Z drugiej strony masz miks, który też nie jest ani prawicą, ani lewicą, a dziwną mieszanką (prawicowa, konserwatywna mentalność, czy raczej jakichś jej wariant + lewicowy program społeczny), a który jest popularny, bo (przynajmniej dla jakiejś grupy społecznej) działa.

      • polonusx pisze:

        Dałeś fragmenty z opisem, że jest to jakaś objawiona prawda, ale bez przeczytania książki i poznania choćby po czego stronie są te obozy, to można odnieść różne wrażenia. Nie ma tu powiedziane, czemu są używane cudzysłowie, czy to ze względu na inny charakter słów jakie używa autor, czy też sarkastyczne podejście do tych stereotypów, czy może zaakcentowanie ich, a może to jakiś cytat z innej pracy.
        Przy akapitach z „nowoczesnością” są użyte same pozytywne sformułowania i przykłady, a przy ludziach „zacofanych” „identyfikujących się jako konserwatyści” same negatywne konotacje lub coś pozytywnego z dużym ALE. Na koniec coś ala podsumowanie, gdzie jest twierdzenie, że nowocześni poradzą sobie w życiu, a reszta to głosujący na populistów motłoch.

      • Nazwy zostały umieszczone w nawiasach dlatego, że ani „nowoczesni”, ani ich przeciwnicy nie są tacy, jak przedstawia ich mainstream. „Nowocześni” są tylko tak nowocześni, jak nowoczesna była poprzednia epoka. Reprezentują świat, którego nie da się utrzymać. Choćby dlatego, że zbyt wiele osób wypadło z obiegu. „Wspólnotowcy” są natomiast produktem tej samej epoki.

        Negatywne konotacje „Wspólnotowców” to przede wszystkim łatki przypięte im przez konkurencję.

        Głosują na populistów, ale nie dlatego, że są tacy głupi. Raczej dlatego, że wszyscy inni się na nich wypięli.

      • PK_AZ pisze:

        Ja tu akurat widzę oś liberalizm kontra reszta świata. Na tej osi współczesna progresywna lewica i konserwatywna prawica leżą całkiem blisko siebie. Obie są mocno wspólnotowe, obie nie trawią kapitalistów i nawet obie są znienawidzone przez konserwatywny liberalizm typu Konfederacja. Różnią się jedynie definicją, kto należy do wspólnoty.
        Ogólnie przekonanie, że progresywiści i liberałowie to ta sama frakcja to jest, za przeproszeniem, farmazon, jakim konserwatyści tłumaczą sobie świat. Mam trochę kontaktu z młodą lewicą i może nie bije to mocno po oczach, ale tam jest niechęć do „libków”.

      • Ale to widać choćby w Polsce. Razem dość często głosuje razem z PiS, Konfederacja: przeciwko.

        Natomiast dlaczego lewica i konserwatyści mieliby ze sobą nie współpracować? Dla kościoła głównym wrogiem zawsze był liberalizm. Socjalizm natomiast postrzegany był zaledwie jako błąd. Niewłaściwa droga do dobrego celu. Druga strona patrzy na to dokładnie tak samo. Obie strony nie są też z zasady (poza niewielką grupą ekstremistów) też ani wrogami własności prywatnej, ani nawet wolnego rynku. To, co bardziej im przeszkadza, to rozbuchany kapitał inwestycyjny pozostający w rękach prywatnych. Ten pozwala pogłębiać nierówności.

        Strona „Wspólnotowa”
        – Tradycyjni Chadecy: wrodzy gospodarczemu i obyczajowemu liberalizmowi, dziwny stosunek do praw pracowniczych
        – XIX wieczni Konserwatyści: wrogowie liberalizmu.
        – Narodowi Demokraci: wrogowie liberalizmu gospodarczego i obyczajowego, anty-establismentowi, anty-inteligenccy, ksenofobiczni
        – to co nazywa Narodowymi-Socjalistami, a po naszemu są to Stare Komuchy: antylkerykalni, anty-liberalni, ksenofobiczni
        – Ideowa Socjaldemokracja: przeciwko liberalizmowi gospodarczemu, za liberalizmem społecznym, za prawami pracowniczymi
        – formacje Ludowo-Konserwatywne: przeciwko liberalizmowi gospodarczemu, za prawami pracowników (rolników), za konserwatyzmem obyczajowym,
        – Zieloni: przeciwko liberalizmowi gospodarczemu, reszta gdzieś

        Strona „Samozwańczo-Nowoczesna”:
        – Klasyczni Liberałowie
        – Centro-Lewica w typie SLD: za liberalizmem gospodarczym, (tak długo, jak to dla nich wygodne) za prawami pracowników, za konserwatyzmem obyczajowym, antyklerykalne
        – Lewica Obyczajowa (Libertyni?): za liberalizmem obyczajowym, reszta gdzieś
        – Ruchy Feministyczne: za liberalizmem gospodarczym i obyczajowym, za ochroną praw kobiet
        – Liberalni Chrześcijanie (to, co amerykanie nazywają „General Christian”): za liberalizmem obyczajowym i gospodarczym
        – ruchy Robotniczo-Demokratyczne: za liberalizmem gospodarczym i ochroną praw zatrudnionych
        – Ludowcy reprezentujący średnie gospodarstwa: za liberalizmem gospodarczym, niekoniecznie obyczajowym

  4. slanngada pisze:

    PK-az.
    Dokładnie jest tak jak mówisz. Jestem lewicowcem, ale dla mnie libki to większe zagrożenie dla świata niż wszyscy fundamentaliści.
    Swoją drogą jest tam też dużo zeświedczonej moralności „protestanckiej” niedawno omawianej.

  5. reflektor 61 pisze:

    To jeszcze raz ja. W sprawie jakby „technicznej”. Przejrzalem ten blog i widze ze 1) starasz sie; 2) poruszasz powazne, ciekawe, istotne tematy. Wyobrazam wiec sobie ze dyskusje pod niektorymi wpisami moglyby trwac dluzej. Moze chcialbys tak ustawic wordpressowe narzedzia zeby mozna bylo te dyskusje prowadzic dluzej? Bo zawsze jest tak, ze cos nam sie przypomni, cos nowego przeczytamy, pomyslimy, albo zauwazymy, itd.. Oczywiscie mialbys wtedy wiecej roboty przy moderowaniu 😉 Niezaleznie od twoich decyzji, nadal bede tu wpadal bo warto. I z gory przepraszam jezeli wpieprzam sie w nieswoje sprawy. Pozdrowienia.

    • Prawdę mówiąc nie rozumiem. Co dokładniej miałbym zrobić?

      • reflektor 61 pisze:

        Mnie na przyklad zainteresowal wpis o „trzech Polskach”. Chetnie poromawialym na ten temat dluzej. Ale wasza dyskusja juz sie odbyla w 2021. Jezeli cos teraz dopisze, to nikt nie znajdzie mojego komentarza a wiec nie otrzymam zadnej odpowiedzi. Konkretnie chodzi o ten widget ktory nazywa sie „najnowsze komentarze”. Ale czy bedzie pasowal do calosci ? Szczerze mowiac – nie wiem. Moze niepotrzebnie zawracam glowe,

      • Komentarze powinny się pojawiać z boku jako „najnowsze komentarze”.

  6. wiron pisze:

    „Ale to widać choćby w Polsce. Razem dość często głosuje razem z PiS, Konfederacja: przeciwko.”

    Sorry ale to Konfa najczęściej głosuje z PiS.
    https://imgur.com/fETtIN1

  7. Prawdę mówiąc im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się to podoba. Tłumaczy tak wiele:

    Po pierwsze: jak to jest, że święci ludzie nie mają oporów przed akcjami typu „Wyrzucę z pracy zatrudnioną od kilku lat kasjerkę i zatrudnię synową”. Odpowiedź: bo dla nich to nie jest korupcja albo inny nepotyzm, tylko forma dbania o rodzinę. Tak więc jest to działalność jak najbardziej szlachetna.
    Po drugie: jak to jest, że ktoś z jednej strony głosi poglądy radykalniejsze, niż najbardziej radykalna feministka, a z drugiej co rano idzie całować księdza po rączkach. Bo jest wyżej w hierarchii, której należy okazywać posłuszeństwo i basta.
    Po trzecie: dlaczego afery nie budzą oburzenia? Budzą. Ale to ludzie postawieni wyżej w odpowiedniej hierarchii i bunt przeciwko nim oznaczałby zaburzenie tradycyjnego ładu społecznego.
    Po czwarte: dlaczego ludzie, którzy tkwią w toksycznych związkach, ty to widzisz, oni to widzą, sami to zresztą przyznają, pozostają w nich „bo wstyd”?
    Po piąte: dlaczego ludzie tak emocjonalnie podchodzą do rzeczy, które na chłopski rozum nie powinny w ogóle ich interesować? Bo burzą ich porządek rzeczy.
    Po szóste: dlaczego ofiary się nie buntują, ani nie szukają sprawiedliwości, tylko zaciskają zęby i cierpliwie trwają w swojej mizernej pozycji? Bo byłoby to przeciwko „wspólnocie”.
    Po siódme: dlaczego ludzie świadomie działają wbrew swojemu interesowi? Rolnik żyjący z dopłat jest przeciwko Unii Europejskiej, sklepikarz z jednej strony narzekający na zakaz handlu w niedzielę i Nowy Ład, z drugiej ślepo popiera politykę gospodarczą PiS? Bo dla nich korzystanie z tych rzeczy to był wybieg taktyczny, pozwalający się wzbogacić „w zły sposób”. Teraz równowaga jest przywracana.
    Po ósme: dlaczego preferowani są pracownicy pobożni i w jakiś sposób pokrzywdzeni przez los, w miejsce tych odnoszących sukcesy, nawet jeśli ci drudzy są obiektywnie lepsi? Bo to wykorzystanie środków na umocnienie ładu społecznego.
    Po dziewiąte: dlaczego zamiast merytorycznej dyskusji ciśnięte są sprawy ideologiczne, takie jak aborcja, religia, ekologia, nawet, jeśli preferowane rozwiązania oddalają nas od osiągnięcia deklarowanego celu (np. auta elektryczne lub zastąpienie elektrowni atomowych innymi źródłami energii stanowią większe zagrożenie dla środowiska, niż pozostanie przy dotychczasowych rozwiązaniach)? Ponieważ na poziomie fundamentalnym partie lewicowe i prawicowe są tym samym. Podkreślają różnice ideologiczne, żeby zbudować iluzję różnic dla swojego elektoratu (i dla własnych członków). Faktycznie jednak powinny się fundamentalnie przedefiniować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s