Dlaczego Rosjanie popierają wojnę?

2689991Od 50 do 70 procent (zależnie od sondażu) popiera wojnę na Ukrainie. Co więcej poparcia tego nie potrafią zmienić ani popełniane przez rosyjskie wojsko zbrodnie, ani ciężkie straty, ani też zachodnie sankcje, które już niedługo odbiją się na rosyjskiej stopie życia. Wydawać by się to mogło szokujące, momentami ocierające się wręcz o obłęd.

Jednak, jeśli dokładniej się przyjrzeć, to zauważyć można, że w tym szaleństwie jest jednak metoda…

W internecie przeczytać można takie wypowiedzi Rosjan:

Hipokryzja Zachodu nie zna granic, gdzie byliście wszyscy, kiedy zamach stanu został przeprowadzony bezkarnie? Gdzie byłeś, gdy bez wahania neonaziści Ukrainy machali faszystowskimi flagami i symbolami? I do diabła z wami wszystkimi!  WRÓG ZOSTANIE ZNISZCZONY! ZWYCIĘSTWO BĘDZIE NASZE!

Albo:

To dopiero początek! Powrót do normalnego życia wcale nie jest spodziewany w najbliższej przyszłości (boję się sobie nawet wyobrazić, ale np. demilitaryzacja skończy się za 2-3 miesiące, denazyfikacja potrwa dłużej niż rok)! Retoryka Zachodu o zniszczeniu Rosji na wszystkich frontach tylko się nasila i będzie rosła! Gdyby nie Putin, walczyliby na naszym terytorium!

Tudzież:

Jest jasne, że Ukrainiec, który podczas działań wojennych zobaczy eksplozję budynku na Ukrainie, pomyśli, że ta eksplozja jest spowodowana przez Rosjan. Ale w rzeczywistości mógł to być też wypadek, bo budynek można było opuścić w pośpiechu, nie mogło być przepisów przeciwpożarowych, a działania sił ukraińskich mogły być winą, a nawet prowokacją ze strony Zachodu. Dostępnych jest kilka opcji. Nie wykluczam, że Rosjanie mogli coś zniszczyć, w końcu nie można wykluczyć czynnika ludzkiego. Ale jestem pewien, że rosyjscy żołnierze nie będą celowo bombardować szpitali czy szkół, nawet z powodu człowieczeństwa czy czegoś takiego, ale po prostu dla Rosji szkody wynikające z podkopania szkoły na Ukrainie będą znacznie większe niż dla samej Ukrainy. Teraz cały świat to obserwuje, już zepsuliśmy sobie reputację, więc po co psuć ją jeszcze bardziej, skoro eliminacja takiego obiektu nie przynosi nam żadnej korzyści. Lepiej wydać rakiety na bazę wojskową.

Aby zrozumieć odpowiedź na to, dlaczego Rosjanie popierają wojnę należy na początku zrozumieć coś innego.

Dlaczego kraje zachodu nie toczą wojen sobą?

Po II wojnie światowej zapanował bardzo długi okres pokoju, w trakcie którego państwa wysoko rozwinięte bardzo rzadko, albo wręcz w ogóle nie występowały przeciwko sobie zbrojnie. Zamiast tego angażowały się w wojny zastępcze, tocząc walki rękami słabszych sojuszników, albo wręcz udawały, że w ogóle nie wojują… Zdarzały się inwazje na na kraje trzeciego świata, jednak aż do tego roku ani jeden kraj wysoce rozwinięty nie wystąpił jawnie przeciwko innemu. Przyczyną takiego stanu rzeczy było:

  • Rozpowszechnienie się broni atomowej, która powoduje, że konflikt zbrojny, jeśli nawet nie gwarantuje obopólnego zniszczenia zarówno obrońcy, jak i agresora, automatycznie przekształci się w obustronną katastrofę.

  • Jej koszta finansowe zdecydowanie wzrosły. W okresie Wojny Secesyjnej ekwipunek indywidualnego żołnierza kosztował około 400 dolarów (po kursie z 2010 roku), w okresie II wojny światowej, dzięki masowej produkcji jego cena spadła do 170 dolarów. Potem jednak ceny zaczęły gwałtownie rosnąć: w okresie Wojny W Wietnamie było to już 1100 dolarów, współcześnie: 17.000 dolarów. Podobnie: czołg T-34 kosztował około 250 tysięcy dolarów, za czołg T-90 należy już zapłacić 4,5 miliona dolarów… Jednocześnie te koszta muszą być ponoszone, bowiem dzisiejsza sekcja piechoty ma większą siłę ognia, niż cały pluton z II wojny światowej…

  • Jednocześnie spadły zyski z wojny. W dawnych czasach głównymi źródłami bogactwa były dobra ruchome (złoto, bydło, niewolnicy), bogactwa naturalne (złoża, ziemia uprawna) lub infrastruktura (zamki, porty, przemysł ciężki), a dziś dobra niematerialne (sposoby organizacji pracy, prawa autorskie, pieniądz fidulacyjny), których nie da się zagarnąć (tzn. możemy okupować Richmond i zająć siedzibę Microsoftu za pomocą czołgów, ale nic nam to nie da).

  • Połączenia międzynarodowe przynosiły niewielki zysk. Główne źródła bogactwa pochodziły z rolnictwa, które rzadko stanowiły mniej, niż 80 procent całych dochodów państwa. Nawet w wypadku najbogatszych krajów dopiero w XIX wieku handel zagraniczny i przemysł wyprzedziły dochody przynoszone przez rolnictwo.

  • Z tej też przyczyny pokój przynosił niewielki zysk. W dawnych czasach jedynym zyskiem z niego był brak kosztów wojny. Współcześnie pokój pozwala bogacić się dzięki handlowi zagranicznemu, wojna natomiast ów handel zakłóca.

  • Nastąpiła zmiana w kulturze politycznej. W dawnych czasach elitę społeczeństwa stanowili wojskowi i posiadacze ziemscy. Współcześnie przedsiębiorcy, kupcy i bankierzy.

Sam fakt posiadania broni masowej zagłady przez kilka państw nie gwarantuje jeszcze pokoju. Należy zauważyć, że w trakcie najokrutniejszego konfliktu na naszej planecie: II wojny światowej wszystkie główne mocarstwa posiadały ogromne arsenały broni chemicznej. Żadne z nich, wliczając w to nawet Nazistowskie Niemcy nie odważyło się jej jednak użyć w obawie przed odwetem. Jest więc całkiem realne, że mocarstwa atomowe w wypadku konfrontacji też nie skorzystają ze swoich arsenałów.

Niemniej jednak pojawia się tutaj sprzężenie zwrotnie:

Zagrożenie nuklearne sprzyja pacyfizmowi → Pacyfizm handlowi → Handel podnosi koszta wojny → Brak wojny degraduje elitę wojskową → Handel wynosi pacyfistyczną elitę gospodarczą.

Wojna jeszcze nie wygasła…

1199Mimo to na świecie toczy się obecnie coś około 30 wojen i konfliktów zbrojnych, większość z nich ma miejsce na Bliskim Wschodzie lub w Afryce, kilka w Azji Południowo-Wschodniej, dwa albo trzy w Ameryce Łacińskiej. Zdecydowanie najintensywniejsza i niestety mający szanse stać się najkrwawszą jest wojna na Ukrainie (w trakcie trwającej już od 11 lat Wojny w Syrii zginęło 470 tysięcy osób, co daje trochę ponad 40 tysięcy rocznie, straty ludzkie na Ukrainie już mogą przewyższać tą liczbę…).

Większość współczesnych wojen ma miejsce jednak w krajach, gdzie gospodarka cały czas opiera się na surowcach naturalnych lub różnych formach rolnictwa (zwłaszcza jeśli potraktować jako rolnictwo produkcję kokainy i heroiny).

Powód jest prosty: ziemia i surowce naturalne dają się zagarnąć. Co więcej, w zasadzie jedynym sposobem powiększenia areału upraw i zasobów opłacalnych do eksploatacji złóż jest zagarnięcie nowych terytoriów.

I tu dochodzimy do pierwszego powodu.

Rosyjska gospodarka:

Spójrzmy teraz na główne towary eksportowe Federacji Rosyjskiej. Są to (w kolejności od najważniejszych): ropa naftowa, gaz ziemny, ruda żelaza, rudy innych metali, drewno, wyroby drewniane, zboże, wyroby chemiczne, stal i żelazo, broń oraz maszyny.

Rosjanie importują natomiast: maszyny, samochody, leki, tworzywa sztuczne, półprodukty metalowe, mięso, owoce, warzywa, instrumenty medyczne i optyczne oraz (co ciekawe), żelazo i stal.

Czyli Rosja należy do kategorii tych państw, których gospodarka może więcej zyskać, niż stracić na wygranej wojnie.

Na tym jednak się nie kończy.

Rosyjska gospodarka stoi na głowie. W pierwszej kolejności należy zauważyć, że (za wyjątkiem czołgów, karabinów automatycznych i samolotów cywilnych) nie potrafi produkować nic choćby minimalnie skomplikowanego. Rosjanie produkują więc ogromne ilości zboża, są też światowym potentatem w uprawie marchwi, cebuli i kartofla, jednak hodowla zwierząt rzeźnych, produkcja jajek i mleka (o przetworach mlecznych nawet nie wspominając) już przerasta ich możliwości. Wydobywają ogromne ilości węgla i rudy żelaza, ale (zamiast przetapiać je na miejscu) sprzedają w stanie surowym za granicę. Huty, kopalnie i fabryki są tak świetnie rozmieszczone i łączy je tak wspaniała infrastruktura transportowa, że tą stal, którą się produkuje bardziej opłaca się sprzedać za granicę i odkupić w innym miejscu drożej, niż przewieźć do fabryk…

W praktyce więc Rosja nie wytwarza wartości dodanej (wartość dodana jest wtedy, kiedy mam zboże i mielę je na mąkę otrzymując produkt, który mogę sprzedać drożej).

Co więcej dochody są skrajnie nierówno podzielone: 30 do 40 procent bogactwa Rosji trafia w ręce około 100 osobowej grupy bogaczy…

I rosyjskie społeczeństwo:

Ukraine-vs-Russia-Memes-1Należy zauważyć, że społeczeństwo Rosji jest krajem skrajnych nierówności. Tak więc około 30-40 procent z tego majątku, którego nie ukradną oligarchowie przypada na około 10 procent ludności, głównie mieszkańców dużych miast, jak Moskwa czy Petersburg. Co więcej, z racji na rosyjską gospodarkę znaczna część miejsc pracy to stanowiska dla pracowników niewykwalifikowanych lub o niskich kwalifikacjach. Zapotrzebowanie na pracowników wykwalifikowanych jest niewielkie… Raz, że w kraju produkuje się niewiele rzeczy, które wymagają dużej specjalizacji. Dwa, że brak dobrze płatnych specjalistów powoduje, że nie ma komu sprzedawać ich produktów. Bo niestety: bogacze mają dużo niższe potrzeby konsumpcyjne niż klasa średnia czy nawet wykwalifikowani robotnicy. Po prostu są ograniczone ilości szampana, jakie może wypić kilku ludzi.

W efekcie ubóstwo nierzadko dotyka też osób bardzo wysoko wykwalifikowanych, jak lekarze, inżynierowie, pracownicy usług… Tak więc około 50 procent rosyjskich rodzin ledwie wiąże koniec z końcem i zakupy najbardziej podstawowych produktów, jak ubrania, buty, podręczniki szkolne dla dzieci są dla nich wyzwaniem. Co więcej około 20 procent mieszkańców Federacji Rosyjskiej stać na zakupy jedynie podstawowych produktów spożywczych. Około 10 procent żyje w skrajnej nędzy, czyli nie stać ich nawet na żywność (tzn. nie dojadają, albo ratują się uprawiając ogrody działkowe).

Przekłada się to na duże poparcie dla służby wojskowej i wojny.

Dla warstw niższych wojsko jest atrakcyjną drogą kariery. W pierwszej kolejności: wojsko rozwiązuje problemy żywieniowe i odzieżowe (a przynajmniej na jakiś czas) gdyż żołnierze otrzymują zarówno jedzenie jak i umundurowanie (a patrząc na jeńców z filmów z Ukrainy, to nie są oni najbardziej zadbanymi młodymi ludźmi). Oferuje też pieniądze: nie są one duże (poborowy zarabia 30 dolarów miesięcznie, żołnierz kontraktowy zarabia około 900 dolarów), jednak dla osoby, która prawdopodobnie nigdy nie miała własnych pieniędzy mogą być atrakcyjne. Główną motywacją rosyjskich żołnierzy jest jednak własne mieszkanie: ci otrzymują mieszkania służbowe, mają też ułatwienia w ich nabywaniu.

Jako, że kariera wojskowa jest dość atrakcyjna istnieje też duże poparcie dla wojny.

Wynika ono z prostej przyczyny: wojna jest akceleratorem karier dla wojskowych. Po prostu w trakcie działań wojennych jedni wojskowi giną lub okazują się niezdatni do służby. Pozostali zajmują ich miejsca. Jako, że szanse na śmierć rosną wraz ze stopniem wojskowym, to jak łatwo zgadnąć, niższe szarże widzą w tym swoją okazję.

Oczywiście należy zauważyć, że żołnierz ma szanse polec. Jednak ludzie, którzy boją się ryzyka śmierci raczej nie wybierają służby wojskowej.

I rosyjski duch narodowy:

russo-ukrainian-war-memesNależy zauważyć jeszcze jedną rzecz: w okresie Stalinizmu w Związku Radzieckim w ten czy inny sposób zamordowano od 10 do 40 milionów ludzi. Tak naprawdę nie da się dokładnie powiedzieć ile: archiwa rosyjskie, za wyjątkiem krótkiej przerwy w czasach Jelcyna były i są niedostępne dla badaczy, co więcej nie wiadomo, w jakim stopniu są one dokładne (i jaką część z zawartości usunięto), tak więc badania oparte są głównie na szacunkach…

Mordy te miały miejsce w kraju, który w tym okresie miał około 200 milionów mieszkańców. Oznacza to, że w dniu dzisiejszym praktycznie każdy Rosjanin ma w rodzinie zarówno kata, jak i ofiarę… A być może nawet kilku katów i kilka ofiar.

Coś takiego jest poważnym obciążeniem dla osobowości. Po prostu trudno budować swoją tożsamość w oparciu o to, że ludzie, którym powinniśmy ufać stanowią potwory, które krzywdziły swoich bliskich… Trudno w takich warunkach nie zwariować…

Jednak odpowiedź na pytanie „jak nie zwariować” ma pewne rozwiązanie, które może okazać się bardzo atrakcyjne, a na pewno kosztować niewiele energii. Otóż: nie trzeba walczyć o ochronę własnej poczytalności. Można zwariować, ale w pewnym, kontrolowanym kierunku.

Pod tym względem Rosjanom druga wojna światowa spadła jak dar z nieba. Nagle można było zwalić wszelkie straty ludności na Niemców, ze zbrodniarzy zrobić bohaterów, a opowieści o zbrodniach wrogą propagandę. Nabytki terytorialne kosztem państw ościennych też stały się uzasadnione, bo przecież ich uratowaliśmy…

Rosjanie wierzą w to nie dlatego, że są zindoktrynowani. Owszem, propagandy jest tam wiele, a większość mieszkańców prowincji ma dostęp do jednej stacji telewizyjnej, która podaje jedną wersję rzeczywistości. Nie czyta gazet, nie słucha radia i nie ma dostępu do Internetu.

Jednak, żeby w coś uwierzyć trzeba tego chcieć.

Rosjanie chcą dlatego, że po prostu w kraju o takim dziedzictwie historycznym wygodniej jest pewnych pytań nie zadawać. Nie dlatego nawet, że nie wolno, tylko z tej przyczyny, że odpowiedzi, jakie można znaleźć nie są ładne…

Owszem, oni zdają sobie sprawę, że ich wojsko popełnia liczne zbrodnie, ale traktują je w myśl zasady „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą”.

Co więcej: Rosjanie żyją w kraju patologicznym, gdzie kłamstwo jest codziennością, którym rządzą potwory, a bogactwo buduje się kradnąc. Wyobrażenie sobie, że inne państwa mogą mówić prawdę (niekoniecznie nawet całą), gdzie rządzą normalni ludzie, a bogactwo budowane jest w uczciwy sposób (niekoniecznie nawet całe) po prostu rozmija się z ich całym, życiowym doświadczeniem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Geopolityka, Historia, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Dlaczego Rosjanie popierają wojnę?

  1. marchewa79 pisze:

    Tu warto wskazać na odbywający się wielki eksperyment dość gwałtownej „denetworkizacji” Rosji. Co de facto jest wojną gospodarczą spędzającą Rosję w głęboko autarkiczne relacje. Na ile to się uda utrzymać w średnim lub długim terminie nie jestem w stanie powiedzieć ale wskazana przez ciebie technologizacja wojny sprawia że Rosja stanie przed wyzwaniem odtworzenia potencjału po wojnie w Ukrainie a to może już nie być takie łatwe. Rosyjskie diesle mają wtryski Boscha a czołgi układy kierowania ogniem francuskiego Thalesa. Rosja nie była w stanie wytworzyć tych elementów które przecież technologicznie nie stanowią topu.
    W długiej perspektywie bez zagranicznej pomocy degradacji ulegnie nawet arsenał nuklearny (głównie środki przenoszenia). Patrząc na realny stan programu kosmicznego ssanie z amerykańskich firm wyssie większość fachowców z tego zakresu. Podsumowując widać wielką smutę na horyzoncie.

    • Velahrn pisze:

      To, co piszesz, jest typowe dla cywilizacji mongolskich/ałtajskich, a do takich właśnie zalicza się rosyjska. Otóż takie cywilizacje nie rozwijają same techniki i nie dokonują postępu, skutecznie jednak przywłaszczają wynalazki innych, zwłaszcza w dziedzinach militarnych. Rosjanie ukradli rakiety Niemcom, broń jądrową Amerykanom, sami jednak nie byli w stanie wytworzyć nic nowego.

      • Siman pisze:

        Jezu, ale bzdura. Równie dobrze można powiedzieć, że broń jądrową Amerykanie ukradli Niemcom. Co by nie mówić o ZSRR, zimnowojenna radziecka technologia wojskowa była topowo topowa i amerykanie co najmniej do lat 80-tych ostro się pocili, żeby jej dorównać. Tak samo z technologią kosmiczną, przemysłem ciężkim i naukami ścisłymi (chemią, biologią, medycyną).

        Oczywiście blok warszawski na potęgę kradł względnie kupował zachodnie patenty i technologie, a jako ogół był od Zachodu znacznie słabszy pod kątem innowacyjności (bo był, taki detal, znacznie biedniejszy), ale mówienie, że Rosjanie „nie rozwijają sami techniki i nie dokonują postępu” jest idiotyczne. Nie robią tego teraz, gdy są cieniem dawnego imperium, ale ta „mongolska” historiozofia brnąca w jakieś „dziejowe” tendencje sztucznie wyodrębnionych cywilizacji jest bzdurna i trąci myszką.

      • marchewa79 pisze:

        @Siman
        Owszem mamy przykłady że sowieci z sukcesem kradli (np całego Concorde’a) ale ich innowacyjność i osiągnięcia miały wyspowy charakter i zazwyczaj stał za nimi pojedynczy geniusz (Korolow w wyścigu kosmicznym, Kurczatow/Sacharow w programie nuklearnym). Stało si to nazbyt oczywiste kiedy przyszło do kwestii komputerowych.

      • pontifex maximus pisze:

        @siman: on jedzie Konecznym. Zaraz się dowiemy, że ZSRR się nie liczy jako Rosja, bo komunizm to cywilizacja żydowska, a Żydzi są sprytni.

      • Siman pisze:

        @marchewa79
        Zgadzam się, no i? Jest różnica między: „innowacyjność ZSRR była wyspowa i mało systemowa”, a: „nie rozwija techniki i nie dokonuje postępu”

        Nikt (chyba) nie twierdzi, że Rosja była najbardziej innowacyjnym państwem na świecie. P o prostu trzeba znać umiar i wziąć pod uwagę, że cały blok sowiecki był złożony (poza RFN) z państw biednych i zacofanych, które ogromnym wysiłkiem goniły blok państw bogatych i wiodących przed II wś. Wydaje mi się, że zamiast oceniać Wschód przez pryzmat ich położenia, większosć osób raczej porównuje wyniki z hasłami propagandowymi, wg których Zachód miał być w cuglach prześcignięty pod względem rozwoju i poziomu życia.

        Ano nie mógł być i nie był, ale to nie znaczy, że ZSRR było gnojówką w sławojce cywilizacji mongolskiej.

      • marchewa79 pisze:

        Nawet skrajnie biedne państwo może mieć atomówki (patrz Korea Pn.) jeżeli zaangażuje nieproporcjonalnie dużo własnych zasobów. Ale nie stawiamy tezy o większym zaawansowaniu Korei Pn. nad Płd. tylko z tego powodu że jedna ma broń atomową. To jest właśnie ta wyspowość.

      • Siman pisze:

        @marchewa79
        To już w ogóle rozmawiamy nie na temat. Ja mówię o innowacyjności. Korea Płn. nie wynalazła atomówek ani w zasadzie niczego związanego z przemysłem atomowym. Skopiowała/dostała/kupiła odpowiednie technologie i z trudem je poskładała. To nie jest wyspowość, to jest absolutny brak zdolności do wytwarza własnej techniki.

  2. slanngada pisze:

    Tekst ciekawy.
    Przede wszystkim należy pamiętać, że w sumkie nie wiemy jaki procent Rosjan popiera Putina i jaki będzie popierał jutro, bo ludzie bywają zmienni.

    Ad żołnierze. Akurat żołnierze idący do wojska dla poprawy życia nie są tymi, którzy liczą się z tym że zginą.

    Z rozmowy ze znajomym Nigeryjczykiem wyszło, że bardzo się zdziwił, i był pewien, że świat popiera Putina, choć akurat nie on. Więc nie byłbym taki pewien, jak sprawa jest odbierana w dalszym świecie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s