Porozmawiajmy o rosyjskim lotnictwie (i tajemnicy jego zaginięcia):

Sukhoi_Su-34_in_2012_(2)Co najmniej od drugiej wojny światowej lotnictwo wojskowe jest kluczowym elementem zwycięstwa, zarówno na lądzie jak i na morzu. Strona posiadająca przewagę w powietrzu automatycznie zyskuje też przewagę na lądzie, jest bowiem, przynajmniej w teorii, w stanie zdezorganizować siły naziemne przeciwnika. Dominacja w przestworzach zapewnia też dominację wywiadowczą, pozwala atakować kolumny marszowe oraz punkty dowodzenia w zasadzie bezkarnie…

Tym dziwniejsze wydaje się, że Rosja, dysponując na początku wojny prawie trzykrotnie większą ilością samolotów bojowych nie zdołała rzucić na kolana Ukrainy. Jak było to możliwe i co w zasadzie nad Ukrainą lata?

O związanych z lotnictwem kontrowersjach:

Siły powietrzne mają krótką, bo trwającą niewiele więcej, jak 100 lat historię. Zaczynały jako relatywnie tani i jednocześnie bardzo wartościowy dodatek do artylerii, by stać się niezależnym typem broni współczesnych armii. Jednocześnie koszta produkcji i utrzymania samolotów bojowych rosły. Tak więc samolot Spitfire z okresu II wojny światowej kosztował około 500.000 (współczesnych) dolarów. Mig 15: około 1 miliona dolarów. Mig 23: około 2 milionów dolarów. Odrzutowce czwartej generacji kosztują między 12 a 60 milionami dolarów. Samoloty piątej osiągają ceny zbliżone do 100 milionów dolarów.

W efekcie floty samolotów kurczyły się. O ile Polska Rzeczpospolita Ludowa posiadała swego czasu 1100 samolotów bojowych, tak współcześnie posiadamy ich 95. Zmniejsza się też liczba producentów i obecnie tylko nieliczne kraje stać na to, by rozwijać i produkować własne maszyny.

1280px-Soviet_MiG-29_over_Alaska_1989_side_view

Mig 29

Jednocześnie samoloty stały się środkiem trudnym do zastąpienia: nie z powodu ich przydatności bojowej, ale z przyczyn kosztów i czasu produkcji. W efekcie utrata choć jednego może powodować kilkuletni okres oczekiwania na dostawę następcy.

Trudność odnowienia zasobów, kurcząca się flota i duże koszty już w latach 80-tych spowodowały krytykę sił lotniczych. W efekcie wielu planistów zastanawiało się, czy siły powietrzne nie tracą na znaczeniu i nie wyczerpały już swojej przydatności…

Jednak I wojna w Zatoce Perskiej i interwencja NATO w byłej Jugosławii sprawiła, że głosy te ucichły.

Obrona przeciwlotnicza:

Drugim problemem było rosnące znaczenie obrony przeciwlotniczej.

W okresie I i II wojny światowej obrona przeciwlotnicza służyła głównie do do utrudniania działań lotnictwa, a szanse zestrzelenia wrogiego samolotu były niewielkie. Jej sukcesy wynikały w dużej mierze z komasacji środków zwalczania oraz używanych w dużych ilościach samolotów. Jej podstawy stanowiły szybkostrzelne działa, która wystrzeliwały duże ilości pocisków artyleryjskich. Pociski te posiadały mierniki wysokości, które w pewnym momencie powodowały eksplozję. Główną nadzieją konstruktorów było, że rozrzucane przez wybuch odłamki oraz fala uderzeniowa zdołają uszkodzić lub zniszczyć wrogi samolot.

MoscowParade2009_7

SP-300. Rosyjska wyrzutnia przeciwlotnicza dalekiego zasięgu.

W latach 50 rozwój techniki sprawił, że pojawił się szereg nowych środków obrony przeciwlotniczej. Pierwszą z nich były naprowadzane pociski ziemia-powietrze odpalane ze specjalnych, mobilnych wyrzutni. Te dzielą się na:

  • krótkiego zasięgu (10 do 50 kilometrów)

  • średniego zasięgu (50 do 100 kilometrów)

  • i dalekiego zasięgu (powyżej 100 kilometrów)

Broń tego typu okazała się bardzo skuteczna, pozwalała bowiem razić wrogie pojazdy latające daleko od celu, a nawet dawała się używać zaczepnie, do zestrzeliwania samolotów nad terytorium nieprzyjaciela. Pojedyncze stanowiska mogły też kontrolować rozległy teren.

Niższą warstwę obrony przeciwlotniczej stanowią samobieżne wyrzutnie rakiet, montowane na pojazdach gąsienicowych lub kołowych. Są one wyposażeniem pododdziałów przeciwlotniczych wojsk lądowych. Rakiety takie zwykle mają zasięg niższy niż 10 kilometrów. Służą natomiast do obrony pozycji własnych żołnierzy przed nieprzyjacielskim lotnictwem.

Jeszcze niższą warstwę stanowią przenośne zestawy rakietowe (np. amerykański Stinger lub polski Grom), przenoszone przez sekcje obrony przeciwlotniczej (2 osoby osłony, jeden strzelec). Pociski tego typu mają do 5 kilometrów zasięgu.

Początkowo zarówno samobieżne, jak ręczne zestawy rakietowe miały jedynie (jak cała obrona przeciwlotnicza) utrudniać przeprowadzenie ataku. Z czasem, wraz z budową skuteczniejszych pocisków (i przede wszystkich lepszych systemów naprowadzania) stały się bardzo śmiercionośną bronią. O ile w wypadku pocisków dużego zasięgu często możliwe było ich zmylenie (np. wskutek ukrycia się pilota za wzniesieniem lub wręcz krzywizną planety) i uniknięcie wykrycia (np. dzięki technologią stealth), a od ich wystrzelenia do trafienia mijało wiele czasu, co pozwalało na przeciwdziałanie, tak w wypadku pocisków krótszego zasięgu czas na obronę był minimalny.

Co więcej, żeby być przed nimi bezpiecznym trzeba było prowadzić naloty z dużej wysokości tzn. z powyżej 3.000 metrów, co jak łatwo zgadnąć przekłada się negatywnie na możliwość wykrywania pozycji nieprzyjaciela i celność ataków.

Najniższą warstwę obrony przeciwlotniczej stanowią działka automatyczne o kalibrze 20 lub 30 milimetrów oraz karabiny maszynowe o kalibrze 12 milimetrów. Te generalnie nadal służą jedynie utrudniania przeciwnikowi zadania, zmuszając go do ataku z większej wysokości oraz po mniej wygodnej trajektorii i nie pozwalając mu przebywać nadmiernie długo nad celem.

Ich skuteczność zwalczania jest dość duża, jednak problemem jest zasięg. Po prostu współcześnie samoloty lub helikoptery rzadko dokonują ataków z odległości, na których mogłyby być zwalczane przez taką broń.

Trochę o zachodnim lotnictwie:

1280px-Su-27SM3_in_flight,_Celebration_of_the_100th_anniversary_of_Russian_Air_Force

Su-27

Z wszystkimi trzema problemami (wzrost cen samolotów, spadek ich liczby oraz wzrost skuteczności obrony przeciwlotniczej) państwa Zachodu poradziły sobie budując samoloty nazwane myśliwcami wielozadaniowymi (np. F-16, F-35). Konstrukcje takie mają na polu walki trzy zadania:

  • zwalczanie wrogiego samolotów

  • wykonywania zadań uderzeniowych (tzn. rażenie celów naziemnych za pomocą precyzyjnych bomb kierowanych i takich rakiet z wysokości powyżej zasięgu rażenia obrony przeciwlotniczej)

  • wykonywania zadań bliskiego wsparcia (czyli bardzo precyzyjnego rażenia z niskiej wysokości pozycji wroga toczącego właśnie walkę z naszymi żołnierzami).

Oprócz nich państwa Zachodu dysponują niewielkimi ilościami bardziej wyspecjalizowanych samolotów bojowych, takich, jak

  • myśliwce przewagi powietrznej (np. F-15 w wariancie Eagle, F-22) czyli myśliwcami o zwiększonych osiągach, pomyślanych o zwalczaniu myśliwców nieprzyjaciela. Służą do wywalczenia przewagi w powietrzu poprzez bezpośrednią konfrontację z przeciwnikiem.

  • Samoloty uderzeniowe (np. F-15 w wariancie Strike Eagle), mogące przenosić więcej broni powietrze-ziemia i wyposażonych w lepsze systemy celownicze od myśliwców wielozadaniowych.

  • Samoloty szturmowe (np. A-10 Thunderbolt i A-10 Warthog), służące do wykonywania zadań bliskiego wsparcia, niezbyt szybkie, ciężko opancerzone i ciężko uzbrojone.

Rozwiązanie takie ma wady, jak i zalety. Wadą jest duży koszt jednostkowy samolotów, wysokie koszty utrzymania ich w czasie pokoju oraz długi proces szkolenia pilotów.

Zaletą jest fakt, że samolotów i pilotów potrzeba mniej, można więc uzyskać dłuższe czasy nalotów w trakcie szkoleń. Łatwiejsza jest logistyka i naprawy w trakcie wojny, a same jednostki lotnicze są dużo bardziej elastyczne. Tak więc jedna eskadra lub dywizjon może wykonywać zadania każdego rodzaju.

Lotnictwo krajów postsowieckich:

Sukhoi_Su-34_in_2012_(2)

Su-34

Po II wojnie światowej Związek Radziecki przez krótką chwilę nadawał ton zbrojeniom, wprowadzając wiele, nowatorskich rodzajów broni, zarówno lądowej, jak i powietrznej. Na szczęście sytuacja szybko odwróciła się, a wraz z wprowadzeniem myśliwców odrzutowych IV generacji to Rosjanie musieli ścigać zachód. Poszli też inną drogą, budując wyspecjalizowane samoloty przeznaczone dla konkretnych zadań. Są to:

  • Myśliwce przewagi powietrznej: pełniące podobną funkcję, jak na Zachodzie. Przykładem takich samolotów jest Su-27. Należy zauważyć, że Su-27 nie jest w pełni udaną konstrukcją. Jest to bardzo dobry samolot, ale konieczność szybkiego stworzenia samolotu, który mógłby podjąć walkę z amerykańskimi F-15 Eagle wymusiła liczne kompromisy (słabsza, niż planowano awionika, gorsze, niż początkowo zakładano uzbrojenie, gorsze systemy celowania, tańsza elektronika). Współcześnie jest to samolot dość już przestarzały.

  • Myśliwce taktyczne: wyspecjalizowane do walki z innymi statkami powietrznymi, ale o mniejszych osiągach niż myśliwce przewagi. Nie posiadają systemów celowniczych pozwalających im razić cele naziemne lub posiadają je bardzo ograniczone. Ogólnie rzecz biorąc są to zachodnie myśliwce wielozadaniowe, ale bez wielozadaniowości… Przykładem takich samolotów jest Mig-29.

  • Myśliwce przechwytujące: przeznaczone do zwalczania pocisków balistycznych oraz bombowców strategicznych przed osiągnięciem przez nie celów, w bardzo ograniczonym stopniu zdatne do walki z innymi samolotami i zwykle bez możliwości rażenia celów naziemnych. Przykładem jest Mig-31. Prawdopodobnie nie pełnią w tej wojnie żadnej funkcji.

  • Myśliwce wielozadaniowe: wprowadzone na służbę w latach 90-tych i po 2010 roku samoloty Su-30 i Su-35. Zbudowane na bazie Su-27 z unowocześnionym wyposażeniem, bogatszą elektroniką i radarem mogącym namierzać cele naziemne. Teoretycznie mają możliwościami odpowiadać samolotom F-15 Strike Eagle.

  • Bombowce taktyczne: służące do uderzeń na ważne cele (kolumny wojska, przeprawy mostowe etc.) z dala od własnych jednostek, w trakcie lotu na niewielkiej lub średniej wysokości. Funkcję taką pełnią (stopniowo wycofywane) samoloty Su-24 i Su-34.

  • Samoloty szturmowe: służące do atakowania wojsk wroga związanych w walce z sojuszniczymi oddziałami. Wyposażone w bogatsze systemy celownicze i bardziej opancerzone. Funkcję tą spełniają Su-25.

Rozwiązanie to powoduje, że samoloty są jednostkowo tańsze, a ich utrzymanie w czasie pokoju też jest mniej kosztowe. Jednocześnie konieczne jest utrzymywanie znacznie większej floty oraz szkolenie znacznie większej ilości pilotów, co niweluje korzyści ekonomiczne.

Wadą jest fakt, że siły powietrzne w trakcie wojny wymagają bardzo skomplikowanej logistyki, są też mało elastyczne.

Prawdopodobnie sami Rosjanie nie są zadowoleni z rezultatów, bowiem od lat 90-tych przechodzą na myśliwce wielozadaniowe. Proces ten jest jednak bardzo powolny.

Dlaczego na Ukrainie się nie udało?

Po pierwsze prawdopodobnie od początku było tam za mało samolotów.

W trakcie I Wojny W Zatoce Perskiej amerykanie posiadali 550 samolotów bojowych. Rosjanie natomiast na Ukrainie posiadają około 300 maszyn, czyli prawie o połowę mniej, w kraju, który jest od Iraku prawie o połowę większy (Irak ma 438 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni, Ukraina: 603 tysiące).

Po drugie prawdopodobnie zaledwie około połowy z tych samolotów nadawała się do atakowania celów naziemnych. Druga połowa była myśliwcami taktycznymi i przewagi powietrznej. Teoretycznie do Miga-29 można przyczepić bomby, tylko nikt nie wie po co, skoro nie ma on systemów celowniczych? Również teoretycznie Rosjanie próbowali modernizować te samoloty do roli myśliwców wielozadaniowych, ale próby te nie były do końca udane.

Po trzecie: prawdopodobnie Rosjanie nie posiadali wystarczająco dużo naprowadzanych bomb. Te, które mieli w większości zostały zużyte w Syrii, a ich zasobów nie udało się odnowić. Zresztą prawdopodobnie i tak nie były najlepsze…

Nie wiadomo też, czy zasoby ruskich bomb są odnawialne. Wiadomo, że w zdobytych na Ukrainie dronach wykorzystywano zachodnią elektronikę, która (po 2014) przestała do nich trafiać.

W efekcie Rosjanie musieli (i muszą) prawdopodobnie używać zwykłych bomb grawitacyjnych. To oznacza, że mogą albo próbować trafiać nimi z wysokości 3-5 kilometrów, co nie jest zbyt łatwe. Albo próbować nalotów z małych wysokości, co przekłada się na duże straty.

Te były bardzo duże, acz nie wiadomo, jak duże. Źródła ukraińskie mówią o 95 samolotach wroga, niezależne natomiast potwierdzają 11 z nich.

Biorąc pod uwagę, że większość potwierdzonych strąceń miało miejsce po podwójnym trafieniu nieprzyjacielskiego samolotu rakietą można założyć, że liczba uszkodzonych maszyn, które zdołały wrócić do baz i pozostaje niezdolna do lotu jest dużo większa, niż strąconych.

Oficjalnie Rosjanie posiadają 1149 samolotów bojowych. Niektóre źródła zachodnie szacują jednak, że sprawnych jest tylko około 500 maszyn.

W zależności od tego jak faktycznie wygląda sytuacja (ile maszyn strącili Ukraińcy, ile zostało uszkodzonych, ale zdołało powrócić do bazy, ile sprawnych samolotów mieli Rosjanie na początku wojny) należy zauważyć, że straty ich lotnictwa nad Ukrainą wahają się między ciężkimi, a katastrofalnymi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Porozmawiajmy o rosyjskim lotnictwie (i tajemnicy jego zaginięcia):

  1. slanngada pisze:

    A myślisz, że wojna a doprowadzi do zmian w wojskowości?

    • Zależy czyjej. Jeśli chodzi o ruską, to (jeśli informacje o stratach są choć w połowie prawdziwe) zmieni się w skansen. Będzie im bardzo trudno odnowić utracone zasoby.

      Jeśli chodzi o polską, to nasi politycy urządzili sobie konkurs na największego kretyna.

      To, jakie zmiany zajdą na zachodzie zależy od tego, kiedy i jak zakończy się ta wojna. Na razie widać jednak, że:
      – drony to królowie pola walki
      – silna i nowoczesna obrona przeciwlotnicza to w wypadku małych i średnich państw podstawa
      – artyleria ciągle jest ważna i koniecznie trzeba znaleźć / opracować jakieś systemy kontr-artyleryjskie
      – podobnie trzeba opracować jakieś zestawy do zwalczania dronów

  2. tilk pisze:

    Wydawało mi się zawsze że Thunderbolt II i Warthog to dwie nazwy tego samego samolotu (A-10).

  3. marchewa79 pisze:

    „W okresie I i II wojny światowej obrona przeciwlotnicza służyła głównie do do utrudniania działań lotnictwa, a szanse zestrzelenia wrogiego samolotu były niewielkie. ”
    W II WŚ? Niewielkie! Przecież w drugiej połowie wojny obrona przeciwlotnicza odpowiadała za zdecydowaną większość strat zwłaszcza wśród bombowców. Stąd przejście przez aliantów do nocnych bombardowań. Podobnie rzecz się miała z działaniami na Pacyfiku.

    Co do zestawów przeciwlotniczych to sam fakt że Ukraińcy mają jeszcze samoloty niezbicie wskazuje na to że zmitologizowane S-400 to broń w większym stopniu mityczna niż realna. A przecież z Kaliningradu miała kontrolować pół nieba nad Polską. Podobnie traktować należy dronowe obsesje co niektórych. To że propaganda Ukrainy raczy nas soczystymi materiałami video nie znaczy że tureckie drony to panaceum na wszystko. Zwłaszcza że to broń w zasadzie zupełnie pozbawiona obrony i do zestrzelenia nawet starusieńkimi Igłami.

    Po wojnie (oby jak najszybciej) okaże się pewnie że przyczyna problemów było to co zawsze – korupcja. To że na papierze jest tysiąc samolotów nie znaczy że nawet 1/3 jest zdolna do lotu. Reszta stoi skanibalizowana na części. Albo rozsprzedana na złom.

    • barnaba pisze:

      „W II WŚ? Niewielkie! Przecież w drugiej połowie wojny obrona przeciwlotnicza odpowiadała za zdecydowaną większość strat zwłaszcza wśród bombowców. Stąd przejście przez aliantów do nocnych bombardowań. Podobnie rzecz się miała z działaniami na Pacyfiku.”

      Zależy jak liczyć. Liczba pocisków, które trzeba było wystrzelić, by strącić jeden samolot, była dramatycznie wysoka.

    • Problem w tym, że w drugiej połowie II wojny światowej Niemcy mieli, wraz z tymi, które były na froncie wschodnim 2.000 myśliwców. Łączne siły USA i RAF w Europie przekraczały 50.000 maszyn. Jak mówiłem: sukcesy wynikały z komasacji samolotów aliantów (na Berlin w 1943 rzucono trzy naloty, po 250, 300 i 200 maszyn, na Drezno: 1.000 samolotów, na Hamburg najpierw prawie 1000, a kilka dni później 800. W największym nalocie na Kolonię poszło 600 samolotów) oraz liczby zaangażowanych dział (łącznie około 60.000). Przy takim zagęszczeniu strzelców i celów coś trafisz, choćby przypadkiem.

      • marchewa79 pisze:

        Drogi autorze wróćmy do postawionej tezy:
        „W okresie I i II wojny światowej obrona przeciwlotnicza służyła głównie do do utrudniania działań lotnictwa, a szanse zestrzelenia wrogiego samolotu były niewielkie. ”
        a teraz do twojego nowego stwierdzenia:
        „Przy takim zagęszczeniu strzelców i celów coś trafisz, choćby przypadkiem.”
        Więc te szanse NIE BYŁY NIEWIELKIE. Można nawet zauważyć że były dość znaczne.

      • Obrona przeciwlotnicza Niemiec odpowiada (z tego, co wyczytałem przed chwilą) za 37% zadanych alianckiemu lotnictwu strat. Ogólnie Alianci stracili około 50.000 tysięcy samolotów i około 100.000 ludzi, jednak straty w trakcie pojedynczego nalotu były niewielkie i nie przekraczały 1% ludzi i maszyn.

      • marchewa79 pisze:

        „Bomber Command crews suffered an extremely high casualty rate: 55,573 killed out of a total of 125,000 aircrew (a 44.4 percent death rate), a further 8,403 were wounded in action and 9,838 became prisoners of war. This covered all Bomber Command operations.”
        „A Bomber Command crew member had a worse chance of survival than an infantry officer in World War I;”
        Tyle szybki googiel i wikipedia. Więc te 1% składały się podczas kilku misji na robotę na pograniczu samobójstwa. Książka Hellera miała dobre podstawy w rzeczywistości.

  4. marchewa79 pisze:

    „– drony to królowie pola walki”
    Na pewno świetne narzędzia propagandy bo trafienia są filmowane z wysoka i full HD. Natomiast z oceną realnych strat poczekajmy na koniec wojny. Lekceważenie walk w wykonaniu ciężkich wojsk jest absurdalne.

  5. Alex pisze:

    Oficjalnie Rosjanie posiadają 1511 samolotów bojowych a nie 1149. Oto one:
    544 myśliwskie: 259 Mig-29, 172 Su-27, 113 Mig-31
    376 wielozadaniowych: 131 Su-34, 119 Su-30, 103 Su-35, 15 Su-57, 8 Mig-35
    467 szturmowych: 274 Su-24, 193 Su-25
    124 bombowe: 42 Tu-95, 66 Tu-22M, 16 Tu-160
    Siły przeznaczone do inwazji na Ukrainę to około 550 samolotów i śmigłowców. W przypadku samolotów ciężko jest zgromadzić wokół Ukrainy więcej maszyn z powodu braku odpowiedniej infrastruktury. Współczesne lotnictwo jest wysoko nasycone elektroniką i z tego powodu wymaga odpowiednich warunków, które trudno zapewnić na lotniskach polowych.
    Wpośród 1511 samolotów rosyjskich do walk na Ukrainie można skierować znacznie mniej. Odpadają maszyny myśliwskie ( 544 ) i bombowe ( 124 ). Spośród szturmowych w walce nie użyto Su-24. Powodem może być ich stan techniczny.
    Lotnictwo rosyjskie jest dość aktywne; wykonuje dziennie około 300 lotów bojowych. Niska skuteczność wynika pewnie z braku precyzyjnego uzbrojenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s