Śmierć „pięknej” tradycji:

Lany poniedziałek 17 marca 2017. Samotny nerd błotny przemierza ulice wymarłego miasta fotografując magnolie. Dzień jest ciepły i pogodny, jak na standardy obecnej wiosny (w każdym razie: śniegu niet). Nerd błotny jest suchy i szczęśliwy. Jest na rowerze trzecia godzinę, a jeszcze nie widział człowieka z wiaderkiem. Jeśli dobrze się zastanowić to w ogóle nie widział ani jednego człowieka. Najpiękniejszy dzień ever.

Nerd błotny nie wie jeszcze, ze jutro pójdzie do pracy i będzie musiał słuchać lamentów po lanym poniedziałku.

Lany poniedziałek umarł:

Lany poniedziałek jest już chyba martwą tradycją, podobnie jak sobótka (choć akurat sobótka, w odróżnieniu od niego była fajna). Może gdzieniegdzie jeszcze ludzie się oblewają, pewnie w większości domów rodziny się lekko popsikają wodą z pistolecików, ale też bez większego zapału, bo jak przesadzą, to mama będzie krzyczała, ze zniszczą dywany… Albo naprawdę je zniszczą i będzie trzeba za nie płacić…

Niemniej jednak, jak mówiłem: w zeszły lany poniedziałek nie widziałem by ktokolwiek się oblewał. Wręcz przeciwnie: w ogóle nikogo nie widziałem. Ludzie siedzieli zamknięci w domach, miasto było jak wymarłe. Zresztą dziwić to nie powinno: powody, by siedzieć w domu były. Powodów, by z domu wychodzić: nie było żadnych.

Bo dzieci dziś siedzą tylko przed komputerami:

Autorytety, które zgromadziły się w naszym pokoju socjalnym uważają, że przyczyna smierci tradycji jest fakt, że dzieci dziś, zamiast biegać wolą siedzieć przed komputerem i telefonem.

Jeśli tak, to moim zdaniem telefonom i komputerom należy postawić pomnik.

Niemniej jednak może jest w tym trochę prawdy, ale myślę, ze niewiele.

Normalni ludzie siedza w domach:

Pierwsza rzecz jest taka, ze Lany Poniedziałek to cześć tradycji wielkanocnej. Wielkanoc jest świętem. A powiedzmy sobie szczerze: normalni ludzie w święta siedzą w domu, z rodziną i jedzą. Ewentualnie siedzą u rodziny i też jędzą. Względnie gdzieś pojechali, albo poszli do kościoła.

A nie biegają po mieście z wiaderkami.

Myślę, ze to jest jedna z dwóch, podstawowych przyczyn upadku lanych poniedziałków. A nie Internet. Ludzie mimo wszystko się nieco wzbogaci i nauczyli organizować sobie czas inaczej, niż na działalności chuligańskiej. Po drugie: od lat 90-tych jednak sporo się poprawiło. Bezrobocie u nas jest blisko 3 razy niższe, tak więc sytuacje typu „siedzimy w domu, ale nie mamy za co świętować, więc przynajmniej się wodą polejmy” się skończyły.

Wielkanocny terror:

Drugim powodem jest zła sława w jaką lany poniedziałek obrósł.

Nie wiem, jak u was, ale u nas tradycja ta wyglądała tak, że po mieście biegały bandy hołoty, rekrutujące się z blokersów, meneli i innych alkoholików oraz zwykle bandyterki, w rodzaju kiboli lokalnej drużyny piłki nożnej (której raz udało się wejść do 3 ligi, ale jej kibiców bało się całe Podkarpacie, podobnie jak kibiców rożnych Górników Zagórz i Mostostali Falejówka), rożnych drobnych złodziei i dealerów…

Formacje pomocnicze stanowili domowi alkoholicy w wieku 40-50 lat, którym żony od święta pozwoliły się napić wódki, pod warunkiem, że zrobią to poza domem.

Obecnie problem się rozwiązał: cześć z tych ludzi dorosła i teraz ma dzieci, cześć wyjechała. Ci, którzy nie dorośli i nie wyjechali albo siedzą w więzieniach, albo zapili się na śmierć. Ciemnogród stał się w ciągu kilku ostatnich lat dużo spokojniejszym, ale i mniej ludnym miasteczkiem (nieoficjalnie populacja spadła o ¼).

W każdym razie: ludzie ci grasowali w bandach, często po 10-15 osób, uzbrojeni co najmniej w wiadra, niekiedy węże ogrodnicze i tym podobne rzeczy. Napadali na każdego, kto im się trafił, czyli zwykle tych którzy nie mieli sił uciec. Najczęściej były to starsze babcie. Z braku ofiar często wylewano wodę na maski jadących samochodów, czatowano na przystankach autobusowych, przy bramie cmentarnej, na samym cmentarzu etc. Największym przegięciem była jednak chyba myjka ciśnieniowa, którą jakiś idiota ostawił przy wyjściu z kościoła.

Dziś ludzie po prostu o tym pamiętają i w lany poniedziałek nie wychodzą z domów.

Z braku ofiar tradycja straciła na atrakcyjności i umarła.

Ach, jakże mi szkoda!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Śmierć „pięknej” tradycji:

  1. Grisznak pisze:

    Nic tyko się podpisać mogę.

    Pamiętam jak w moim Glutawku wyglądało to święto – stado byczków i meneli siedziało z wiadrami pod kościołem i rzucało na wychodzących, oblewając ich wodą z wiader, a jak jakiś się już mocniej „znieczulił”, to bywało, że i samo wiadro poleciało w tłum. Do tego takie cuda jak rzucanie z balkonów (a mieszkałem w mrówkowcu-dziesięciopiętrowcu) worków z wodą. A w w tym roku faktycznie, ani jednego typa na ulicach, nawet śladów w postaci plam wody.

  2. VladPrus pisze:

    Pomyśleć, że kilka lat temu oblewanie było normą… Ale mi nie szkoda. Zawału można było dostać od nagłego oblewania.

  3. Grisznak pisze:

    Jeszcze jedno mi przyszło do głowy odnośnie zgonu tej tradycji i to chyba jedna z najważniejszych przyczyn – pięć stów mandatu.

    • DoktorNo pisze:

      Oraz wzrost cen wody i jej opomiarowanie.

    • Żorż pisze:

      Tak naprawdę to jest jedyny powód, dla którego tradycja „wymarła”, a przynajmniej jej forma spod znaku „Stoi dwóch facetów na przystanku z hydronetką i leje do środka autobusu na wszystko i wszystkich w pobliżu drzwi”. Pamiętam te jakże „piękne” czasy i ani trochę za nimi nie tęsknię. Chociaż może to też kwestia tego, że Polacy się dorobili i autobusy w Lany Poniedziałek opustoszały?

      Co do wymarcia samego w sobie, kompletnie się nie zgodzę – jeśli pogoda dopisuje, biega co roku cała masa dzieciaków, chłopców i dziewczynek, ganiających z pistoletami na wodę i butelkami z wypaloną dziurą w korku. I w takiej formie ani to szkodliwe, ani nikomu nie przeszkadza specjalnie, ot, dzieci się bawią. Może to kwestia faktu, że mieszkam w całkiem sporym mieście, więc ciężko mi określić jak to wygląda gdzie indziej, nie mniej jedyne, co wymarło, to bieganie z wiadrami. I podejrzewam, że jakby producenci zabawek się postarali z marketingiem, to spokojnie daliby radę przekształcić Dyngusa w Dzień Pistoletu Na Wodę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s