Apologeci nowości i wyznawcy staroci: co wiedzieć warto pisząc o starym fantasy:

409263-352x500Ostatnimi czasy, po części wskutek premiery anime Bastard! od Netflixa, a po części bez związku z nią miałem okazję posłuchać, poczytać i pooglądać różne wynurzenia na temat starego i nowego fantasy oraz o tym, które do którego się nie umywa.

Szanse te spotkały mnie najpewniej dzięki temu, że obudziłem algorytmy. Niestety z większością przeczytanych przeze mnie opinii trudno mi się zgodzić. O lepsze walczą ze sobą bowiem nostalgia, skróty myślowe oraz różnego rodzaju nieporozumienia…

Na początek trochę historii gatunku:

Historię fantasy podzielić można na trzy fazy. Są to:

  • okres przed Nową Falą Fantastyki

  • okres Nowej Fali Fantastyki

  • oraz okres po niej

Początki Nowej Fali Fantastyki wiąże się z objęciem przez Michaela Moorcocka stanowiska redaktora naczelnego pisma New Worlds. Miało to miejsce w roku 1964, ale faktycznie ruch ten był bardzo długo rodzajem literackiej awangardy i faktycznie dominujący stał się w latach 80-tych lub może nawet 90-tych.

W okresie przed Nową Falą Fantastykifantasy stanowiło gatunek podrzędny wobec Science Fiction i nie było ani szczególnie poczytne, ani chętnie pisane.

Książki fantastyczne (nie tylko fantasy) w tym okresie najczęściej były krótkie i nieskomplikowane. Liczyły zwykle około 200 stron, charakteryzowały się zwykle liniowymi fabułami, dwuwymiarowymi charakterami postaci oraz czarno-białymi konfliktami.

Niewielkie rozmiary tych książek po części wynikały z ograniczeń technicznych (druk był bardzo kosztowny, bowiem nie był jeszcze zautomatyzowany, a drukarze ręcznie układali stemple), po części społecznych (książki te adresowano głównie do młodych ludzi oraz pasażerów pociągów, którzy mieli je przeczytać w trakcie kursu i wyrzucić), a po części artystycznych (zwykle nie było potrzeba dużo miejsca).

Jak mówiłem charakteryzowały się one najczęściej fabułami liniowymi oraz dwuwymiarowymi bohaterami. Fabuła linowa w literaturze oznacza fabułę, w której zachowywana jest zasada jedności miejsca i czasu akcji. Czyli fabuła dzieli się na początek, punkt kulminacyjny i zakończenie. Nie ma przeskoków miejsca akcji ani czasu czy przeplatających się wątków. Jeśli bohaterowie podróżują przez trzy dni, to pisarz opisuje co przez te trzy dni robili. Zwykle nie ma też wątków pobocznych.

Dwuwymiarowy charakter oznacza, że dążenia postaci poruszają się po jednej osi. Przykładowo: barbarzyński wojownik może pragnąć dokonać zemsty na swym największym wrogu. W ramach tej osi możliwe są pewne zmiany emocjonalne: bohater może czuć strach lub pewność siebie, być spokojny lub rozgniewany, czuć radość lub smutek, być zmotywowany do dalszej misji lub popaść w zwątpienie… Jednak wszystko to krąży wokół tej jednej linii.

Dla przykładu: bohater trójwymiarowy porusza się po co najmniej dwóch liniach, działając nierzadko wbrew sobie. Przykładowo bohater chcący zdobyć bogactwo i miłość księżniczki może wydawać pieniądze na piękne stroje (co oddala go od bogactwa, ale przybliża do księżniczki), lub oszczędzać je (co przybliża go do bogactwa, ale oddala od księżniczki), często jest więc ze sobą skonfliktowany. Bohater dwuwymiarowy natomiast zawsze idzie po prostej linii.

W połączeniu z ubóstwem językowym sprawiało to, że w tym okresie w zasadzie nie było średnich książek. Zdarzali się autorzy (Poul Anderson, Le Guin, Roger Zelazny), którzy potrafili w ten sposób tworzyć prawdziwe perły. Jednak znaczna część książek z tego okresu jest obecnie nieczytalna.

Na tle tego pisarstwa wyróżniała się jedna postać, tworząca w wyraźnie odrębnym, bardziej literackim stylu: Tolkien.

Drugi okres:

To okres mniej-więcej od 1965 do 2009. W tym czasie doszło do splotu niezwiązanych ze sobą, a bardzo szczęśliwych dla gatunku okoliczności. Tak więc:

  • W dorosłość weszli pisarze wychowani na twórczości Tolkiena i naśladujący jego styl pisania, tacy jak Stephen Donaldson, David Eddings, Terry Brooks, Guy Gavriel Kay, Robert Jordan czy Terry Goodkin

  • Niezależnie od tego nastąpiło zjawisko nazwane Nową Falą Fantastyki, w wyniku którego wielu pisarzy postanowiło pisać w bardziej literacki sposób. Do kategorii tej należą zarówno starzy pisarze poprzedniego okresu jak Michael Moorcock, Le Guin czy Roger Zelazny, jak i wielu kontynuatorów jak na przykład George R. R. Martin, Peter Beagle, Terry Pratchett Andrzej Sapkowski czy większość obecnie sławnych pisarzy polskich.

  • Ponownie całkiem niezależnie narodził się Feminizm Trzeciej Fali, w efekcie czego część autorek takich jak Ursula Le Guin, Andre Norton, Marion Zimmer Bradley czy Mercedess Lackey postanowiły skupić się na bardziej kobiecej perspektywie książek, kobiecej emocjonalności i psychologii.

  • Znów niezależnie narodził się modern gamming. Gry, wpierw stołowe (jak Dungeons and Dragons, Warhammer Battle czy Magic: The Gathering), a potem wideo (jak Warcraft, Heroes of Might and Magic czy Baldur’s Gate) co przyciągnęło wielu kolejnych pisarzy, jak Robert E. Feist, Margaret Weiss, Tracy Hicmann czy R. A. Salvatore

W prawdzie pisarstwo „w starym stylu” nie umarło i książki takie trafiały się jeszcze w latach 90-tych, jednak fantastyka w tym okresie postawiła na bardziej awangardowe techniki pisarskie. Tak więc słownik pisarzy stał się dużo bogatszy, dominację zdobyły postacie trójwymiarowe. Jest to też okres kiedy większość książek pisana jest za pomocą narracji rwanej. Oznacza to, że fabuła jest zwykle wielowątkowa, akcja skacze z miejsca w miejsce, a czas nie jest linearny, zdarzają się więc retrospekcje oraz wyskoki w przyszłość.

Książki w znacznie większym stopniu niż ich poprzedniczki zaczęły skupiać się na aspektach emocjonalnych i psychologicznych postaci oraz socjologicznych świata przedstawionego.

Utrwalają się też granice między gatunkami. O ile we wcześniejszym okresie popularne było mieszanie science fiction i fantasy oraz gatunki pośrednie, jak sword and planet czy portal fantasy, tak teraz fantasy wyraźnie się od nich rozgranicza.

Jest to okres największej popularności gatunku.

Trzeci okres:

Po roku 2009 fantasy wyraźnie zaczyna ewoluować w stronę prostszych form. Słownik staje się wyraźnie uboższy, a język prymitywniejszy. Wielu autorów stara się na przykład nie używać zdań złożonych czy wielokrotnie złożonych. Ponownie zaczynają dominować postacie dwuwymiarowe. Ogólnie twórcy skupiają się głównie na akcji, w mniejszym stopniu na fabule oraz przeżyciach wewnętrznych postaci czy sensowności świata przedstawionego.

Ponownie zacierają się granice między gatunkami, a dominację zaczynają zdobywać gatunki pośrednie: Low, Dark oraz Urban Fantasy, fantasy historyczne, różne mieszanki fantasy i steampunka…

Jednocześnie następuje wyraźny spadek zainteresowania czytelników gatunkiem. Między latami 2009, a 2021 światowa sprzedaż fantastyki spadła o 40 procent (w szczycie odpływu czytelników w roku 2019 spadek zbliżał się do 60 procent).

Przyczyny takiej sytuacji nie są mi znane.

Kiedyś faktycznie wydawano mniej słabych książek:

Powody były dwa: po pierwsze druk był bardzo drogi, a poza tym bywały okresy, gdy wiele państw zmagało się z reglamentacją papieru (Europa Zachodnia gdzieś do lat 60-tych, Blok Wschodni do przemian ustrojowych), po drugie: fantastyka była zdecydowanie mniej popularna i uchodziła za słabo sprzedający się gatunek. W efekcie tego nie było pisarzy oportunistycznych. Nie było też Vanity i tym podobnych zjawisk.

Nie zmienia to faktu, że istnieli słabi pisarze.

Co więcej, zwłaszcza w okresie przez Nową Falą Fantastyki podział między jednymi, a drugimi był bardzo ostry. Zwyczajnie te książki były tak proste pisarsko, że nie było w nich miejsca na żadną formę literackiej waty, czy innego mydlenia oczu. Po prostu musiały być doskonałe, albo nie działały… Efekt był taki, że nie zdarzało się coś takiego, jak średnia książka.

Oczywiście istnieli też i świetni pisarze.

Gdyby ich nie było gatunek nie zyskałby nigdy popularności.

Bywały chwilowe mody…

0361C9A5-19FC-408B-85C3-E0BCC36BEE18…popularne gnioty, ślepe zaułki ewolucji, nietrafione płody marketingu, zbędne kontynuacje oraz symbole bezguścia.

Czyli tak samo, jak dzisiaj.

Przykładem takiej sytuacji mogą być choćby książki Sword and Sorcerry. Mimo mojej sympatii do podgatunku nic nie wskazuje na to, żeby cieszyły się jakąś gigantyczną popularnością. Przeciwnie: wiele wskazuje na to, że łączna sprzedaż Sword and Sorcerry nie przebiła nigdy łącznej sprzedaży książek o Drizzcie.

Innym przykładem może być właśnie wymieniony w pierwszym akapicie Bastard!, który w oryginale należał do nieco już zapomnianego gatunku mangi, który można określić jako pół-pornograficzne.

Wiecie: w dawnych czasach, kiedy nie było Internetu młodym ludziom niełatwo było znaleźć pornografię. Tak więc kupowali mangi, w których było masa scen, technicznie seksem nie będących, ale wystarczająco mu bliskich, jak zdzieranie sukienek z panien, branie pryszniców, obmacywanie…

Z czasem, gdy zapotrzebowanie się zmniejszyło, to gatunek ten zniknął.

Tego typu produkcje już w tamtym okresie, mimo dobrej sprzedaży uchodziły wśród fanów za rzeczy w złym guście. Tym bardziej, że z ich winy trzeba było świecić oczami i tłumaczyć, że manga to nie tylko gołe cycki…

A potem ktoś kupuje książkę w antykwariacie i na tej podstawie wyciąga wnioski.

Niektóre dzieła były przełomowe wyłącznie w kontekście…

960469-352x500Weźmy takiego Elryka Z Melnibone. Współcześnie książka wygląda bardziej, jak scenariusz komiksu, niż powieść (dlatego też wiele osób o bardziej graficznej wyobraźni uważa ją za doskonałą). W czasach, gdy powstawała natomiast fantasy składało się niemal wyłącznie z Conanów i wyrobów Conano-Podobnych.

Na tym tle chuderlawy albinos, który mógł wygrywać jedynie za pomocą demonicznego miecza i który zdecydowanie za dużo hamletyzował wydawał się oryginalny.

A na inne narzekano już w epoce:

Tolkiena. W zasadzie pełen wachlarz zarzutów wobec jego twórczości wyczerpali Alfred Duggan (dziecinne, cukierkowe książki), Philip Toynbee (przestarzałe książki, nie pasujące do ducha epoki, dziś się już tak nie pisze) i Edmund Willson (młodzieżowa szmira, pełna dwuwymiarowych postaci, przegadanych opisów przyrody i banialuków, w jakich szczególnie lubują się Brytyjczycy) w latach 1954-1961.

Dotyczy to także innych pisarzy z epoki. Zarzuty pod adresem takich twórców, jak Robert Howard, Roger Zelazny, Michael Moorcock, Andre Norton, pisarzy związanych z grami fabularnymi i tak dalej, dotyczące ich warsztatu pisarskiego były formułowane już w czasach, kiedy te książki pisano.

Niekiedy ta krytyka, jak w wypadku Tolkiena niesłuszna.

W innych przypadkach, jak w wypadku Zelaznego czy Andersona te prace często bronią się czymś innym, na przykład niezwykłą wyobraźnią i wizją.

W wielu innych sukces był możliwy tylko dlatego, że literalnie nic innego nie było: powstawały w czasach przed-telewizyjnych i przed-komputerowych, albo w początkach ich epoki (wiecie, jeszcze na początku lat 80-tych mniej, niż 30 procent domostw w USA miało dostęp do więcej, jak 10 kanałów telewizyjnych). Obecnie jednak nie sprawdzają się, gdyż dosłownie wszystko prowadzi opowieść w bardziej awangardowy sposób. Nawet rzeczy, po których nikt by się tego nie spodziewał, jak gry z serii Mortal Kombat lub Doom.

Podsumowując:

W przeszłości wydawano zarówno dobre, jak i złe książki.

Nie należy wyciągać wniosków po przeczytaniu jednej i pisać, jak to kiedyś było wspaniale, ani też przekreślać na tej podstawie całości.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, fantastyka, Fantasy, Książki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Apologeci nowości i wyznawcy staroci: co wiedzieć warto pisząc o starym fantasy:

  1. marchewa79 pisze:

    Uroki myślenia ahistorycznego. Z którego wynikają tez oskarżenia Tolkiena o rasizm, seksizm i inne takie. A u nas próba dekolonizowania „W pustyni i w puszczy”. Jak się zaczyna przygodę z fantasy od pisarzy współczesnych to rzeczywiście wielu klasyków z Howardem na czele może wydawać się jednowymiarowa i płaska. Taka cena pionierstwa.
    Ale tez taki np. Tolkien broni się głębią świata. O ile Sapkowski czy inni współcześni traktują postacie i języki jako dekorację to u Tolkiena jest zawsze głębiej. Język, stroje, legendy, historia. Tam jest tyle mitologii że z przypisów można by nakręcić serial 😉

  2. Dak'kon pisze:

    >Na tle tego pisarstwa wyróżniała się jedna postać, tworząca w wyraźnie odrębnym, bardziej literackim stylu: Tolkien.

    Mam pytanie: Co w takim wypadku z Lewisem i T.H.Whitem?

    • 200 stron, dwuwymiarowe postacie, czarno-białe postrzeganie moralności, liniowa fabuła…

      Nie wszystkie napisane w ten sposób książki są złe. Problem w tym, że nie ma w nich miejsca na oszukiwanie literacką watą. Pisząc w ten sposób nie możesz być średnim pisarzem.

  3. barnaba pisze:

    Nie jestem historykiem literatury, ale wydaje mi się, że fantastyka polska (i w ogóle wschodnioeuropejska) szła własną drogą gdzieś tak do połowy lat 80? A fantasy wyszło w Polsce poza ziny i „trzeci obieg” dopiero po 1985r?

    • Fantasy było dosłownie kilka sztuk. Na pewno był Tolkien i Czarnoksiężnik Z Archipelagu w latach 60-tych i to w całkiem dużych nakładach oraz z dodrukami. Problem w tym, że za mało jak na zapotrzebowanie. Tak więc książka stała się tak poszukiwana, że ludzie kradli ją z bibliotek i sprzedawali za dolary.

      Sytuacja się faktycznie w latach 80-tych poprawiła.

      • barnaba pisze:

        Bardziej chodziło mi o twórczość własną. SF w Polsce powstawała, fantasy wydaje mi się, że nie.

        A nakłady książek w czasie PRL to marzenie każdego autora. I rozchodziły się na pniu i spod lady. Ludzie więcej czytali, no i stosunek ceny książki do płacy był korzystny.
        Taką Trylogię też kradziono 🙂 A byli ludzie, którzy wycinali z gazet powieści w odcinkach i dawali do introligatora po skompletowaniu.

      • Tak, to jest fakt. Choć myślę, że spora część z tych ludzi, co podówczas pisali baśnie dziecięce dziś pisałaby fantasy właśnie.

      • marchewa79 pisze:

        Jak chcieliby żyć z pisania w PL to jednak raczej pisaliby książki dla dzieci. Choć kudosy dla krajanki Jadowskiej jak się ma dość wewnętrznego uporu i dobrego wydawce to i z urban fantasy da się w PL wyżyć.

      • Cadab pisze:

        @barnaba
        Do lat 80tych jak w PRLu pisało się fantasy, to pisało się „fantastykę” i najczęściej były to po pierwsze jawnie i otwarcie kierowane dla dzieci i nastolatków, a po drugie, raczej w kierunku spotkań z historią, niż jakiegoś kompletnie wydumanego świata. A jak już coś się wymyślało, to była to po prostu bajka. To nie jest tak, że u nas fantasy robi za „biedną siostrę sci-fi”, bo tak chce redakcja (Nowej) Fantastyki. To wynika po prostu z tego, że łatwiej było z jednej strony dostać do druku sci-fi, z drugiej cenzura się nie przypieprzała, więc można było upchnąć jakiś komentarz polityczny do systemu (co potem przełożyło się na to, gdzie polskie sci-fi i „twarde” fantasy jest dziś, z cebulactwem tryskającym z wszystkich porów i otworów). „Eksplozja” (cudzysłów niezbędny) fantasy w latach 80tych w dużej mierze wynikała z tego, że dostępność w drugim obiegu się o wiele, wiele bardziej zwiększyła, w wyniku zmian przepisów odnośnie prowadzenia handlu zagranicznego. Ponieważ każdy Janusz teraz mógł się tym parać, przywoził co się dało, komu się dało, niejako przy okazji. Więc amatorskie tłumaczenia klepane na maszynie krążyły potem po całym osiedlu, tudzież Janusze postanowili pisać własne – patrz: Sapek. Absurdalne, ale działało. To w ogóle była dzika epoka, pod każdym możliwym względem.

        @marchewa79
        Jadowska ma o tyle łatwiej, że jak zaczynała, to jeszcze FS brała wszystko jak leci, bez list kolejkowych, a jak się z nimi pożarła o to, że jej nie płacą, to miała na tyle ugruntowaną pozycję, że mogła przeskoczyć do SQN, gdzie ją z pocałowaniem ręki wzięli.
        Ale fakt, samodzielnie wypełnić niemal całą niszę to trzeba umieć.

  4. DoktorNo pisze:

    Czyli obecna fala fantasy to czytadła pisane przez cynicznych grafomanów co chcą podczepić się pod modę ma pewne subgatunki?

  5. Velahrn pisze:

    Fun Fact – autor Bastarda urwał swoje dzieło0 w połowie, i przerzucił się na hentaje, czyli już pełne , a nie połowicze, porno :).

  6. Cadab pisze:

    Najpierw pytanie:
    Czemu akurat rok 2009? Ja bym za „punkt zwrotny” wziął albo końcówkę lat 90tych (świat zalewa Potteromania, pokazując, że można pisać rzeczy dla dzieci, zresztą natychmiast pojawiają się klony) albo rok 2003, kiedy na fali ekranizacji „Władcy…” oraz boomu marketingowego, na powierzchnię wypływa „Eragorn”, znów pokazując, że można pisać prosto, łatwo i od sztancy. Teraz żeby było jasne – do jednej ani drugiej pozycji nic nie mam, ale ciężko moim zdaniem zignorować jak bardzo obie zmieniły, jak się w ogóle pisze dziś cokolwiek pod szyldem fantasy.
    No chyba, że ten 2009 jest jakoś powiązany ze „Zmierzchem”, ale to chyba wcześniej było, i raczej jako efekt, a nie skutek.

    A poza tym, to bym się cieszył, że algorytm wyprowadził w miarę bezpieczne odmęty internetów w kategorii dyskusji o fantastyce. Bo jest przecież jeszcze dużo bardziej bagnisty nurt rzeki o nazwie „kiedyś było super, a teraz jest do dupy”.
    Tym nurtem jest – w miażdżącej większości anglojęzyczny – internet, który próbuje do nostalgii podpinać „bunt” przeciwko „lewactwu” i „poprawności politycznej”. Bo wiecie, kiedyś to było: główny bohater był białym mężczyzną i był hetero (i co chwile ruchał, a często wręcz gwałcił), magia była tajemniczą mocą z czarodziejami w tle, a nie domeną nagich wikkańskich feminazistkek, religia w fantasy była fajna i dobra, a nie jakieś dzisiejsze skorumpowane kościoły, w ogóle wszyscy byli ludźmi i to białymi, a jak były rasy fantastyczne, to garstka postaci, a nie jakieś tam multi-kulti….
    W skrócie: bajoro, w którym ktoś nie dość, że w ogóle nie czytał ani „starego” ani „nowego” fantasy (a najprawdopodobniej nie czytuje nic poza clickbaitem), ale wmawiać ci będzie dziecko do brzucha, jak to za pierwszej pierwy było i jak teraz już nie jest i takie to jest złe. To potem oczywiście jest na chama i na siłę przenoszone na „powiązane” media, bo przecież „plaga lewactwa się pleni” i dlatego w D&D dziś możesz grać nieludźmi, a kiedyś co najwyżej „rasa jako klasa” i „DM i tak ci zabronuł”
    Także generalnie szczerze zazdroszczę, że kontakt z „kiedyś to było fantasy, a teraz to nie ma” masz głównie w tej wersji bez Amerykańskiej Wojny Kulturowej.

    • marchewa79 pisze:

      Szczerze to tę wojnę kulturową widziałem głównie w postaci rantu na Goodkinda który akurat polityczną wersję własnego fantasy oparł na bajaniach Ann Rand co jednak bynajmniej nie oznacza że jest ona rasistowska czy prawicowa. Krytyka dotyczy przede wszystkim „uwoke’awiania” na siłę w postaci etnicznego castingu ewidentnie nie etnicznych ról.

      • Cadab pisze:

        >Badkin
        >2008+14
        Ktoś tu chyba dawno w internetach nie był xD

        A krytyka dotyczy mitycznej krainy, Kiedyśtobyłolandii, która nigdy nie istniała, ale w której wszystko było takie, jak debile twierdzą, że było. I którą potem zestawiają ze Zgniłym (Żydowskim) Imperium Lewactwa (i Cyklistów), w którym wszystko jest takie straszne, że nawet w najgorszej jakości tandecie nie jest tak podle, jak w tych historiach o tym, co to „marksiści robią z klasycznym fantasy” xD
        Generalnie jak się to dawkuje odpowiednio, to są wysrywy w stylu „Wiedźmin jest etnicznie słowiańską sagą przygodową, nieskażoną lewactwem” i można się pośmiać. Tylko trzeba dawkować ostrożnie, bo to niestety jak z bimbrem – wszystko super, dobra zabawa, aż nagle budzisz się rano porzygany pod stołem.

    • Oczywiście wywala mi Amerykańską Wojnę Kulturową ale a) ignoruje ją bo to nudne b) kilka lat temu miałem fazę na Chór Aleksandrowa, w efekcie czego oprócz republikańskich rasistów wyrzuca mi też marksistów (i to nie tych amerykańskich, ale tych od wyklętych ludów). Oni mają ciekawe spojrzenie na sprawę.

      • Cadab pisze:

        Ciekawy jako prawdziwi marksiści, czy ciekawy jako demoludzie?

        … i czemu ten 2009?

      • W 2009 poczytność fantastyki na globalnym rynku zaczęła spadać (przynajmniej według Nielsena). Początkowo wiązano to z ogólnym spadkiem sprzedaży książek w trakcie kryzysu finansowego. Niestety fantastyka kontynuowała trend nawet wtedy, kiedy inne gatunki zaczęły odrabiać straty. Dopiero pandemia Covid-19 zmieniła kierunek (ale wcześniej spadki dochodziły już do 60 procent). Nie wiadomo, czy na trwałe.

        Natomiast marksiści są ciekawi jako fenomen kulturowy. Ich spojrzenie wygląda tak: kiedyś telewizja robiła wrażliwe społecznie seriale jak Breaking Bad, Narcos czy House Of Cards. Niestety przyszła zła firma Blackrock i przekupiła twórców. Teraz robią rzeczy pod publiczkę i ośmieszają rewolucję.

      • DoktorNo pisze:

        Po internecie krąży amerykański mem o „apolitycznych” („dobrych”) i „politycznych” („złych”) grach, z czego autorowi tego memka wyszło że do tej drugiej kategorii zaliczają się gry gdzie są ciemnoskóre postacie i kobiety, a do tej pierwszej ewidentnie rozpolitykowane gry jak Metal Gear Solid czy Bioshock…

        Link: https://imgur.com/QCBvHPz

      • bamboose pisze:

        @DoktorNo we wszystkich po lewej jest od cholery politykowania. Po prawej no dobra może jeszcze bym zrozumiał The Last of Us part 2 (bo herp derp to co zwykłe) ale mortal i apex 😃

      • PK_AZ pisze:

        Jak dla mnie to ten mem pachnie trollingiem

      • wiron pisze:

        @DoktorNo To jest oczywisty żart który punktuje tą głupotę. Tak jak powiedzonko „są dwie płcie: mężczyzna i polityczna”

      • Serio w Mortal Kombat jest polityka?

  7. Cadab pisze:

    @Zegarmistrz
    … którykolwiek z tych seriali ma cokolwiek wspólnego z maksizmem? Czy po prostu chodzi o to, że były „dobre” (co jest niesamowicie wręcz subiektywne), a potem nowych „dobrych” nie zrobiono?

    @O nie, doktorze!
    Mam wrażenie, że Amerykanie nie tylko nie potrafią w „lewą i prawą” stronę, ale też w ogóle w słowo „polityka” xD

  8. Hjeldin Szalony pisze:

    Ja widzę co najmniej dwa możliwe powody spadku zainteresowania czytelników gatunkiem fantasy;

    Po pierwsze, literatura fantasy silnie się sfeminizowała i chłopcy, mali czy duzi, nie za bardzo mają tam czego dla siebie szukać. Nigdy nie uważałem się za mizogina, ale naprawdę ciężko jest mi się wczuć w postać kobiecą ze wszystkimi jej damskimi rozterkami, zwłaszcza, że ciężar opowieści przesunął się jakby z przygodowego na obyczajowy. Owszem, fajnie było czasem obejrzeć świat Fantasy oczami kobiety, w końcu zaczytywałem się wyśmienitym Światem Czarownic, ale co za dużo to nie zdrowo. Dawniej fantasy było światem chłopców, dawało nam to, czego odmawiała sfeminizowana rzeczywistość: przygodę, możliwość odkrywania nowych światów, poczucie braterstwa i szansę na bohaterstwo. Za to kochałem fantasy.

    Po drugie, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, w ogóle coraz trudniej znaleźć w księgarni jakąś książkę. Trzeba ją sobie wcześniej zamówić przez internet. I trzeba to zrobić przed jej przejrzeniem, a więc zupełnie na ślepo. Potem dostaje się zaś atrakcyjnie opakowaną i profesjonalnie wydaną pozycję, która fabularnie i literacko okazuje się być na poziomie fanfika napisanego przez dzieciaka z pierwszej klasy liceum.

    u mnie spadek zainteresowania literaturą fantasy wynika właśnie z tego, że nowe fantasy najczęściej nie ma mi nic do zaoferowania, a często jest dla mnie zwyczajnie niedostępne. Co nie oznacza braku zainteresowania gatunkiem w ogóle! Po prostu sięgam po książki z odzysku, albo opowiadamy sobie z przyjaciółmi własne historie przy Warhammerze.

    • Nie, pierwsza teza na pewno mija się z prawdą. Damskie fantasy, a dokładniej kobieca wersja Sword and Sorcerry w stylu właśnie Norton, MacCaffrey, Marrion Zimmer Bradley czy Mercedess Lackey było dziko popularne. To sprzedawało się w nakładach na poziomie Gry O Tron w szczycie popularności serialu (tylko bez wsparcia sprzedażowego produkcjami filmowymi). Obecnie ten podgatunek także zanikł, z przyczyn, których nie rozumiem.

      • wiron pisze:

        Ja mam taką swoją teorie że całe Sword and Sorcery zostało zastąpione przez Urban Fantasy. UF nawet miało jakiś prestiż do lat dwutysięcznych, a potem przekształciło się w pulpowe akcyjniaki z domieszką harlekina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s