Niewolnictwo i jego koniec w średniowiecznej Europie:

Tslaveemat handlu ludźmi był już kilka razy poruszany w paśmie historycznym tego bloga. Zagadnienie jego zaniku na naszym kontynencie w okresie pełnego i późnego średniowiecza też było już wielokrotnie omawiane. Tak naprawdę nie wiadomo, czy wynika to z przebiegunowania polityki bardziej na północ i wschód, rozwoju feudalizmu czy też humanitarnej działalności kościoła…

Obecnie czytam klasyczne dzieło Fernanda Braudel’a „Morze Śródziemne i Świat Śródziemnomorski w epoce Filipa II”. Autor przytoczył weń kilka danych, które moim zdaniem rzucają całkiem ciekawe światło na temat.

Otóż:

  • Cena niewolnika w Wenecji wynosiła w XIV, XV i pierwszej połowie XVI wieku 30 dukatów weneckich. Po roku 1550 skoczyła do 60 dukatów weneckich.

  • Utrzymanie niewolnika w tym samym okresie wynosiło 2 dukaty weneckie rocznie

  • Średnia roczna wypłata dla wolnego służącego wynosiła 3 dukaty weneckie

  • Wolny służący również musiał być utrzymywany (do wypłaty nie wliczano żywności i odzienia), co również kosztowało około 2 dukatów rocznie…

Dla porównania: chłopska rodzina w tym okresie zarabiała około 50 dukatów rocznie, rzemieślnik od 50 do 150 zależnie od profesji, galernik-ochotnik 2 dukaty miesięcznie (plus koszta utrzymania), żołnierz najemny: 3 dukaty miesięcznie, marynarz: około 10 dukatów za sezon (w roku były trzy sezony żeglarskie).

Prawdopodobnie stawki nie różniły się specjalnie w całym, północnym basenie Morza Śródziemnego.

Służący pochodzili głównie z trzech grup ludzi: miejskiej biedoty, przeludnionych obszarów Francji oraz położonych w Alpach, ubogich wsi.

Mieli liczne przewagi nad niewolnikami. Na początku: sami szukali pracy, więc nie próbowali uciekać. Rzadko mordowali swoich panów. Można było ich łatwo zwolnić. Teoretycznie niewolnikowi też można było zwrócić wolność, ale co wtedy działo się z wydanymi nań pieniędzmi? W wypadku choroby lub śmierci sługi tak naprawdę pan nic nie tracił…

I chyba tyle.

Tajemnica jest prosta: ludzi zrobiło się tak dużo, że nie trzeba było nikogo brać w niewolę przemocą. Sami przychodzili i prosili o możliwość pracy, do której wcześniej trzeba było gonić ich batogiem.

Niewolników nabywano w zasadzie już tylko do takich prac, których zwykli ludzie nie chcieli wykonywać: osuszanie bagien, uprawy trzciny cukrowej (w obydwu dziedzinach robotnicy często umierali na malarię) oraz do pracy na galerach…

Co nawiasem jest bardzo ciekawe, bowiem w starożytności do tych zadań właśnie wynajmowano wolnych, twierdząc, że śmiertelność przy nich jest zbyt duża, by poświęcać nań niewolników.

Co było powodem takiej wolty nie wiem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Niewolnictwo i jego koniec w średniowiecznej Europie:

  1. marchewa79 pisze:

    A czy nie było tak że na cukrowych i korzennych plantacjach nowego świata afrykańscy niewolnicy gwarantowali po prostu wyższą stopę zwrotu? No i po wybiciu przez choroby lokalnej populacji niespecjalnie był wybór. Stąd wzrost ceny na rynku europejskim który podkopał opłacalność całego modelu. Oczywiście działalność kościelna też miała jakąś rolę ale nie sądzę że decydującą.

    • pontifex maximus pisze:

      W Nowym Świecie to było mniej więcej tak.

      Choroby tropikalne, rodzime i zawleczone, oraz nieprzystosowanie do tropikalnego klimatu powodowały dużą śmiertelność wśród białych pracowników plantacji. Zdaje mi się, że pierwsi połapali się Hiszpanie i Portugalczycy jeszcze przed odkryciem Ameryki, jak próbowali zakładać pierwsze plantacje na Kanarach i innych tych wysepkach na Atlantyku. W Nowym Świecie to się jeszcze nasiliło, bo Indianie mieli jeszcze mniejszą tolerancję na dymanie bez wazeliny przez januszów feudalizmu niż Europejczycy. Do tego, paradoksalnie, niewolnictwo czarnych bywało promowane przez obrońców Indian w szeregach kleru, jako sposób na ochronę Indian przed wyniszczeniem.

      Plantacja była przedsięwzięciem na miarę współczesnego korpo: robimy sobie tabelkę w jakimś excelu naszej epoki, po jednej stronie koszty, po drugiej zyski, i maksymalizujemy te drugie. Im większa plantacja, im bardziej zorientowana na monokulturę trzciny cukrowej czy co tam chcemy hodować (aczkolwiek czasem przeznaczano też część ziemi na jakąś inną zyskowną uprawę, na przykład kawę, by się zabezpieczyć przed wahaniami cen na rynku), tym więcej hajsu robimy. Okazuje się po drodze, że bardziej się opłaca kupować niż uprawiać własną żywność. Zwłaszcza, że jako plantator i tak pół życia spędzamy imprezując w metropolii, a nie w plantacji, bo tą i tak nam zarządza wynajęty administrator.

      Zostaje kwestia pracowników. Znowu, robimy rachunek i wychodzi nam, że zamiast dbać o pracownika, lepiej jest kupić Murzyna, a jak ten się zepsuje, to kupić nowego. Trzcina cukrowa, z tego co wiem, jest dość niewdzięczną uprawą, łatwo o wypadek czy chorobę i takie tam atrakcje. W epoce ponoć opracowano nawet specjalne narzędzia statystyczne, by brać poprawkę na średni spadek wydajności Murzyna w ciągu tych pięciu lat zanim się go zajedzie do końca.

      Zostaje kwestia Murzyna. Wiejące po Atlantyku wiatry niezbyt sprzyjają kursom na Karaiby i z powrotem. Paradoksalnie dla nas przyzwyczajonych do samochodów i mapek gógla lepiej jest płynąć do brzegów Afryki Zachodniej, i dopiero stamtąd odbić na Zachód. Tylko że po co wykonywać puste kursy, jak można załadować perkal i paciorki, i kupić coś w Afryce po drodze do Ameryki? Tylko co się sprzeda w Ameryce? No właśnie. A jak zamiast perkalu i paciorków sprzedamy zaprzyjaźnionemu kacykowi muszkiety, to do następnego razu nałapie w wielką siatkę nawet więcej somsiadów złodziejów.

      I tak to się kręciło.

      • barnaba pisze:

        Przede wszystkim Indian w Nowym Świecie, a zwłaszcza na Karaibach, było za mało, by obstawić plantacje. Odra, ospa, gruźlica zrobiły swoje. Łapanie Indian też było bez sensu, bo szybko łapali zarazę i umierali. A Afrykanie byli odporni.

      • pontifex maximus pisze:

        Hiszpanie próbowali, ale ci szybko im się skończyli, karaibskich zajechali chyba jeszcze do połowy XVI wieku. Czemu kontynentalnych im się nie udało, nie wiem, chyba po prostu ich za dużo było by ich wykończyć na jeden raz, a jak już trochę ochłonęli to zaczęli ich traktować raczej jak chłopów niż jak pracowniczy odpowiednik darmowego bufetu na przyjęciu na które weszło się bez zaproszenia. Może dlatego właśnie, że w międzyczasie na plantacje już przyjęło się sprowadzać czarnych.

        Po tym wstępnym okresie Indian, jeśli już, raczej wabiono do kopalń obietnicą, że jak będą szybko kopać i nie pyskować, to raz na jakiś czas będą mogli zatrzymać wygrzebany samorodek. Nie jestem pewien, ale hiszpańskie kopalnie chyba po prostu leżały w okolicach, gdzie zatrudnianie miejscowej siły roboczej było dostatecznie opłacalne.

        Do czasu, jak inni gracze w Nowym Świecie zaczęli zakładać własne plantacje, to już nie było nikogo na miejscu, kto byłby nie tylko żywy, ale jeszcze do tego dałby się zwabić. Anglicy, przynajmniej w koloniach na kontynencie, z początku próbowali wabić swoich własnych frajerów albo chociaż nawieźć Irlandczyków, ale znowu, choroby tropikalne. No i premia była taka, że nie tylko łatwo było ich wypatrzyć w białym tłumie, to jeszcze można było zacząć klepać się po pleckach że jesteśmy rasą panów, a wtedy biały plebs zamiast kryć uciekinierów, jeszcze ich sprzedawał na psiarnię. Francuzi swoje plantacje od razu budowali jak porządne korpo nową szwalnię w kraju trzeciego świata, ale trzeba im przyznać, że przez większość czasu uznawali czarnych za potencjalnie też ludzi. Jak już któryś przeżył i został wyzwolony, to też miał prawo założyć plantację i dymać innych Murzynów na równi z białymi plantatorami, a jak któryś arystokrata zrobił dzieciaka seksniewolnicy to go uznawał zamiast udawać, że nie wie, że inni tylko udają, że nie wiedzą, jak to było w Wirginii.

      • Hiszpanie mieli tą przewagę, że mieli dostęp do dużej liczby tanich, czarnych niewolników z Maroka. Tam handel już od czasów Kartaginy działał tak, że kupcy wyprawiali się przez Saharę do Mali, wioząc tkaniny, wyroby żelazne i konie. Na miejscu sprzedawali to wszystko, kupowali przyprawy i złoto oraz tragarzy. Wyruszali na północ i na miejscu sprzedawali tragarzy za bezcen, żeby ich zwyczajnie nie utrzymywać.

        Niemniej jednak w pierwszym okresie niewolnictwa hiszpańskiego głównym towarem byli biali: Moryskowie i Żydzi, których władze pozbywały się z kontynentu. Sprowadzano też inne grupy ludzi: mieszkańców Filipin, Indii, Chińczyków i Japończyków. Koniec końców jednak stanęło na Afryce. Powody były dwa: po pierwsze Pacyfik jest niemal dwukrotnie szerszy od Atlantyku. Po drugie: układ wiatrów. Te u wybrzeży Europy wieją na południe (więc w stronę Afryki), na równiku wieją w stronę zachodu (więc sprzyjają podróży do Ameryki), a na północy wieją w stronę Europy. Statek płynący w linii prostej z Hiszpanii do Ameryki musiał zmagać się z przeciwnym wiatrem. Wiele szybciej było płynąć wzdłuż Wybrzeża Niewolniczego i potem odbić na Brazylię.

        A żeby nie robić pustych kilometrów, to brało się towar.

  2. barnaba pisze:

    > Co nawiasem jest bardzo ciekawe, bowiem w starożytności do tych zadań właśnie wynajmowano wolnych, twierdząc, że śmiertelność przy nich jest zbyt duża, by poświęcać nań niewolników.
    Co było powodem takiej wolty nie wiem.

    Myślę, że jak zwykle chodziło o pieniądze. Po wielkich podbojach schyłkowej Republiki, niewolnik w Rzymie stał się towarem jeśli nie luksusowym, to na tyle cennym, że nie opłacało się go narażać. Jednocześnie pojawiło się sporo wolnej biedoty bez zajęcia, dla której praca galernika była opłacalna.

    W późnym średniowieczu wolnych nie było aż tak dużo (bo to przecież czas po epidemii dżumy). Więc znajdywali sobie bezpieczniejsze i lżejsze zajęcia niż galery.

    • marchewa79 pisze:

      „W późnym średniowieczu wolnych nie było aż tak dużo (bo to przecież czas po epidemii dżumy). Więc znajdywali sobie bezpieczniejsze i lżejsze zajęcia niż galery.”
      Cóż późne średniowiecze to już czas żagla łacińskiego i potrzeba wioślarzy zaczyna zanikać. Zresztą wpływ średniowiecznej tzw. „pierwszej rewolucji przemysłowej” też jest nie do pominięcia.

      • Problem w tym, że na Morzu Śródziemnym wiatry są słabe i zdarzają się długie okresy ciszy. W efekcie galery i napęd wiosłowy używany był tam bardzo długo. Zrezygnowano z niego dopiero po pojawieniu się parowców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s