Prey: dlaczego Naru nigdy nie powinna dostać broni do rąk…

2022_06_prey2_629f6170b4f36Rok 1720. W niewielkiej wiosce Komanczów żyje nabzdyczona księżniczka Naru, która woli bawić się z pieskiem i rzucać siekierką zamiast pracować. Plemię szykanuje Naru i tłamsi jej wolność każąc jej wstawać do roboty wcześnie rano i zarabiać na własne utrzymanie. Dziewczyna ma jednak pomysł jak odmienić swój los. W tym celu musi tylko zostać myśliwym. Bo przecież nie ma lepszej zabawy, niż bezmyślne zabijanie. Niestety na drodze jej psychopatycznych zapędów staje jedna, drobna przeszkoda.

Ktoś taki, jak filmowa Naru nie powinien dostać do rąk broni nawet na strzelnicy, a co dopiero zostać myśliwym…

Las to nie plac zabaw:

Naru, by udowodnić swą wartość rzuca wszystko i udaje się samodzielnie na pustkowie, nie mówiąc o tym nikomu.

To pierwszy, kardynalny i często śmiertelny błąd.

Osoby nie znające dzikiej przyrody myślą często, że głównym zagrożeniem w trakcie wizyty na łonie takowej są dzikie zwierzęta. Nie jest to prawda. Faktycznym wrogiem są w pierwszej kolejności puszczone luzem psy, w drugiej hołota, w trzeciej komary, pasożyty i drobnoustroje, w czwartej przestrzeń, w piątej samotność, a w szóste pogoda. Wilki, niedźwiedzie czy grzechotniki są najmniejszym problemem, tym bardziej, że zwierzęta raczej unikają człowieka i starają się mu schodzić z drogi.

Największym problemem jest fakt, że marsz przez las jest sporym wydatkiem kalorycznym i dużym obciążeniem fizycznym. Godzina marszu pochłania około 300 kcal, co więcej dość poważnie męczymy swoje mięśnie. Po dłuższym marszu jesteśmy bardzo wygłodzeni i bardzo wyczerpani, prawdopodobnie też odwodnieni. Co więcej raczej nie będziemy szli wygodnym chodnikiem, tylko przez jakieś chaszcze, po liściach, suchych gałęziach, kamieniach… Możemy zmoknąć, może nam się zdarzyć deszcz, może nam się zdarzyć pić wodę z nieznanego źródła, mogliśmy zjeść coś nieświeżego…

vlcsnap-2022-08-26-23h02m10s005

Problem w tym, że każda z tych rzeczy, bez pomocy drugiego człowieka może nas potencjalnie zabić.

Co więcej: mogą nam się zdarzyć głupie wypadki. Przykładowo: możecie po prostu nadepnąć na coś ostrego i wbić sobie w stopę. Możecie też załatwić się tak jak Ja: przecenić swoje siły, w efekcie czego jeden z mięśni stopy zam spuchnie i uszkodzi się od tarcia o mięsień obok. Co pozbawi Was możliwości chodzenia na prawie miesiąc.

Każdy taki wypadek uniemożliwi Wam powrót do domu. Po prostu ze zranioną nogą, sraczką, w stanie wyczerpania etc. przejście odcinka, który zajmowałby wam 1 godzinę pochłonie ich 5. Wasze plemię zauważy wasz brak najwcześniej wieczorem, zacznie szukać was najwcześniej rano. Nie wiadomo, czy będą was szukać we właściwym kierunku.

Ty w tym momencie zaczniesz wpadać w spiralę śmierci: mniejsza mobilność = zwiększony wydatek energetyczny + odwodnienie + głód + obniżona ciepłota ciała. Wszystkie te rzeczy równać się będą jeszcze mniejszej mobilności.

Ale nie bój się! Śmierć będzie szybka, bo najdalej trzeciej nocy zabije Cię hipotermia. Nawet nie zauważysz, jak umrzesz!

Podsumujmy: NIGDY nie idziesz do lasu nie mówiąc innym dokąd się kierujesz i na jak długo.

Broń to nie zabawka:

Broń to nie zabawka, tylko narzędzie, służące do określonego celu: zabijania.

Ktoś, kto nie jest psychicznie gotowy, żeby zabijać nie powinien mieć prawa wziąć jej do rąk. Wyjątek stanowi ewentualne szkolenie mające na celu przygotowanie go do tego ponurego dzieła. W takim wypadku powinno to jednak odbywać się pod okiem doświadczonego instruktora, gotowego obezwładnić go, gdy tylko skieruje broń w inną stronę, niż zostało mu to polecone.vlcsnap-2022-08-26-23h02m40s365

Po broń możesz sięgnąć pod wpływem jednej tylko emocji: strachu o życie własne lub bliźniego. W pozostałych okolicznościach po broń możesz sięgnąć jedynie, jeśli okaże się, że nie ma innej możliwości.

Jeśli sięga po broń w gniewie, dla zabawy, nieostrożnie lub w okolicznościach wykluczających jego zdolność do świadomej oceny sytuacji, natychmiast powinien zostać jej pozbawiony. Stanowi bowiem zagrożenie dla siebie i innych.

Tak naprawdę przepisy prawne i ocena moralna jest tu jednoznaczna: inni użytkownicy broni mają nawet prawo zabić takiego człowieka, jeśli odmówi odłożenia oręża.

Naru, udając się na polowanie pod wpływem ambicji, urażonej dumy i żeby wszystkim pokazać przekreśliła swoje prawo do udziału w polowaniach. Nawet, jeśli wcześniej decyzje o zakazie mogły wydawać się wątpliwe, to łamiąc go z tak głupich powodów udowodniła, że nie nadaje się na myśliwego.

Zwierzęta to nie zabawki:

Istnieją uzasadnione etycznie powody, z których człowiek może pozbawić życia zwierzę. Pozyskiwanie żywności jest jednym z nich (choć nie jestem pewien, czy współcześnie nadal jest to uzasadnione). Niemniej jednak polujący człowiek ma pewne zobowiązania moralne wobec zwierzęcia. W pierwszej kolejności (wbrew fantazjom sadystów od sportowych polowań na wyrównanych zasadach) ma obowiązek uśmiercić zwierzę powodując jak najmniej cierpienia, bólu, strachu i stresu. Idealnie byłoby, gdyby zwierze nie wiedziało, że jest zabijane. Strzał powinien być więc pewny i śmiertelny.

W szczególności niedopuszczalne jest by zwierzę zostało ranne, uciekło i błąkało się cierpiąc.

vlcsnap-2022-08-26-23h03m43s669

W scenie z niedźwiedziem wyraźnie widać, że Naru nie potrafi dokonać tej sztuki.

Nie potrafi nawet dbać o broń, bo akcje takie, jak „napina łuk, a tu nagle sznurek się urwał”, świadczą o tym, że nawet nie potrafi zakonserwować swojego wyposażenia.

Mimo to próbuje i niedźwiedź atakuje ją. Dziewczyna udowadnia tym nie tylko, że nie nadaje się na myśliwego, ale też, że stanowi zagrożenie dla siebie i innych.

Polowanie to nie zabawa:

Zwłaszcza jeśli jesteś myśliwym-zbieraczem.

Powodzenie i dobrobyt tego typu plemion zależy w całości od dobrostanu ich terytorium oraz od tego, ile mogą z niego wziąć. To kto, kiedy i ile może polować było zwykle uregulowane wśród nich przez zwyczaj. Zwyczaje te oczywiście nie zawsze były racjonalne i w pełni skuteczne (np. Komancze wierzyli, że stado bizonów należało wybić do ostatniego osobnika, bowiem w przeciwnym razie zwierzęta ostrzegłyby swoich ziomków i przestały przychodzić, co było jednym z powodów katastrofy tego ludu) jednak istniały…

vlcsnap-2022-08-26-23h05m05s585

Nieautoryzowane polowanie to po prostu kłusownictwo. Ciężkie przewinienie w większości tego typu społeczeństw. Tacy ludzie byli zabijani i skazywani na banicję. Ludy myśliwsko-zbierackie toczyły ze sobą wojny, gdy sąsiedzi wdarli się na ich terytorium, by polować.

Podejmując taką wyprawę Naru nie dowodzi swojej odwagi, a aspołeczności!

Drodzy bracia z Ameryki:

Proszę Was: dalej promujcie takie wzorce. Macie wyraźnie za mało strzelanin szkolnych w swoim kraju.

You-Died

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmy, science fiction, Telewizja i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Prey: dlaczego Naru nigdy nie powinna dostać broni do rąk…

  1. Przechodzień pisze:

    Oj tam, trzeba wspomnieć o „tajemnych i wspaniałych” właściwościach ziół o które dają to zaprawdę magiczne właściwości, do tego stopnia że potrafią obniżyć temperaturę działa wystarczająco by oszukać podczerwień…. co oczywiście nie przeszkadza funkcjonować głównej bohaterce.

    • Mnie szczerze mówiąc bardziej rozwalały te sceny typu: mucha wpada w sieć, zjada ją pająk, pająka zjada szczur, szczura zjada wąż, węża zjada Predator… Albo: leci orzeł z rybą w szponach. Nagle z trzech kilometrów trafia go z łuku indiański Songo…

  2. Cadab pisze:

    Tymczasem ja:
    O, film klasy B, w sam raz do tych trzech piw, które mi zostały po naprawianiu dachu..
    Też ja, półtorej godziny później:
    Zabawny film był zabawny, misja wykonana.
    A tydzień później jeszcze posadziliśmy z kumplem jego młodocianego szwagra (klasyczne pokolenie Z, rocznik ’00) do oryginalnego Predatora i mieliśmy większy ubaw z komentarzy młodego niż z filmu, obserwując, jak on próbuje objąć logiką i umysłem radosną i dobrze zrealizowaną bzdurkę o tym, jak grupa mięśniaków walczy z niewidzialnym myśliwym-kosmitą. Jeszcze mu wkręciliśmy, że to się dzieje w Wietnamie i dopiero był ubaw.
    Naprawdę nie rozumiem spiny i internetowej dramy o Prey i szczerze mówiąc jestem (niemiło) zaskoczony, że to nawet tu dopełzło. Film zrobił wszystko to, co było do zrobienia:
    – mimo bycia cynicznym skokiem na franczyzę, dał radę
    – mimo bycia cynicznie woke, dał radę
    – dzięki temu, ze był cyniczny, dał radę
    – z tyłu głowy ciągle był The Predator, który nie tylko nie dawał rady, co był zwyczajnie niestrawnym gniotem, ale nawet bez niego, Prey dawało radę

    Trochę mi ta cała dysertacja przypomina rozkminy ludzi, którzy próbowali czepiać się „Overlorda”, że jest w nim czarny spadochroniarz oraz kolejnych debili, którzy wyzywali ich od rasistów i jeszcze innych debili bawiących się w wyliczanie nieścisłości. Jakoś, kurwa, nikt z wymienionych nie zauważył, że to był przede wszystkim film o strzelaniu do komicznie złych nazistów oraz nazistowskich zombie i okazjonalnym wysadzaniu rzeczy w powietrze, a nie próba zrobienia Szeregowca Ryana 2.

    • DoktorNo pisze:

      Chyba najzdrowsze podejście do tematu. 🙂

      • Cadab pisze:

        @O nie, doktorze!
        Jak już miałbym mieć jakiekolwiek „ale”, to chyba taniej by było wykorzystać fakt, że zatrudnili prawie samych Lakotów, żeby ich nagrać w lakota, niż kazać im grać Komanczów, a potem w ADR zrobić dubbing w comanchi. Fabuły na pewno by to nie zmieniło ani trochę, a połowa obsady regularnie gra role w lakota, więc nawet nie trzeba by ich specjalnie szkolić. Szczególnie dziwne, bo to film bardzo na chłodno skalkulowana i jeszcze bardziej przy tym cyniczna, więc po co sobie tak komplikować życie i produkcję?

        @Zegarmistrz
        1) Ok?
        2) To czemu nie puściłeś?
        Bo inaczej to trochę tak, jakbyś chciał sobie stworzyć problem, żeby było o czym jęczeć.
        Na „13. wojowniku” też ci przeszkadzało, że Banderas spiłował w pół godziny miecz dwuręczny do shimshara, czy uznałeś, że w historii, w której wikingowie walczą z neandertalczykami, rzucając przy tym śmiesznymi tekstami coś takiego w sumie ujdzie i pasuje?
        I tu jest ten sam problem: oglądasz film zrobiony prosto do streamingu, w którym indiańska księżniczka Disneya (i jej pieseł) walczą z kosmicznym łowcą trofeów (który walczy na pięści z niedźwiedziem), a przy okazji ginie cała masa wrednych białasów, więc… masz problem, że nie jest realistycznie ani historycznie.
        Era kaset wideo i Tomasza Knapika czytającego jakiś na wpół nieprzetłumaczony skrypt była naprawdę tak dawno, że coś takiego jak kino klasy B oraz filmy gatunkowe trzeba komukolwiek objaśniać?

      • „Trzynastego wojownika” oglądałem jak miałem 16 czy 17 lat i już wtedy uważałem go za słaby film.

        Nie czepiam się ani skrótów myślowych, ani przeskoków czasowych wynikających z zastosowania narracji rwanej ani tym bardziej braku realizmu.

        Czepiam się tego, że Naru:
        – z jednej strony przedstawiana jest jako ofiara opresji i niedoceniana, utalentowana łowczyni
        – z drugiej strony na ekranie widzimy, że jest niesympatyczna, głupia, leniwa, egoistyczna, nie potrafi polować i dosłownie nic jej nie wychodzi: zająca nie może trafić siekierą, w trakcie walki z niedźwiedziem urywa jej się cięciwa i musi ją ratować predator i nie potrafi nawet przejść 5 metrów po polance, żeby nie zapaść się w bagnie.

    • Dwie rzeczy:
      1) Ja nie będę pochwalał wzorców, których naśladowanie może w realu kosztować kogoś życie.
      2) Jeśli chciałbym obejrzeć film animowany z akcją osadzoną na łonie dzikiej przyrody, to puściłbym sobie Golden Kamui

      • Cadab pisze:

        No widzisz, a ja go oglądałem w kinie i zawsze chętnie do niego wracam. Bo jest zabawny. Bo nie traktuje się poważnie. Bo ile jest filmów, które przebiegają jak czyjaś kampania RPG i równocześnie są dobre do oglądania? No i jest fajny Arab z fajnymi wikingami, którzy ramię w ramię walczą z neandertalczykami. Czego więcej chcieć od filmu przygodowego?

        I chyba oglądaliśmy inny film, biorąc pod uwagę listę zarzutów pod adresem naszej budżetowej Pocahontas. Wyszedł jakiś mockbuster czy jak? Szczególnie biorąc pod uwagę ilość strzelb, jakie ten film nieustannie wiesza, a potem bezbłędnie z nich strzela. Bo jest – co już nie wiem ile razy mówiłem – nieludzko wręcz cyniczny. W ten taki dobry dla scenariusza sposób, gdy ktoś na zimno i metodycznie wszystko rozplanował tak, żeby można się było dobrze bawić podczas oglądania.
        Bałem się jak siadałem do tego filmu, że dostanę w ryj kolejną disnejowską (ha ha) postacią spod znaku „Jestem silną i niezależną kobietą, która we wszystkim jest najlepsza, nigdy się nie myli i wszystko potrafi, precz z patriarchatem!”. Zamiast tego dostałem pyskatą gówniarę, która ma tupet i jak przystało na gówniarę, robi wszystkim po prostu na złość, a do tego nie jest specjalnie kompetentna… ale chociaż zwraca uwagę na detale, co CZASEM procentuje. W połączeniu z resztą scenariusza, dostałem świetną zabawę na półtorej godziny.
        Czy to był mądry film? Absolutnie. Czy był rozrywką w stanie czystym? Oczywiście. Więc w czym problem? Nie samym Bergmanem człowiek żyje, a jakbym chciał oglądać rekonstrukcje historyczną, to bym oglądał Zjawę albo Czarną suknię. I też bym miał w obu wrednych francuskich traperów-gwałcicieli i zjadaczy psów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s