Skąd rosnąca popularność mangi i anime?

spyNie da się ukryć, że to, co jeszcze niedawno nazywane było pogardliwie „chińskimi bajkami” (a diabli, podkradnę otwarcie Wojnie Idei), a w czasach jeszcze bliższych zyskało sobie sławę rozrywki dla Inceli w ostatnich latach nie tylko gwałtownie odzyskuje dobrą opinię, to jeszcze staje się coraz popularniejsze, także wśród ludzi, którzy wcześniej nie interesowali się tym medium. Tylko w zeszłym roku sprzedaż mangi i anime na całym świecie wzrosła o 160 procent. Co więcej dzieje się to bez świadomego udziału Japończyków.

Wbrew pozorom fenomen ten łatwo wyjaśnić i nie trzeba być do tego antropologiem, socjologiem, kulturoznawcą czy nawet filozofem. Wystarczy po prostu wejść do Empiku na dział fantastyki i przyjrzeć się temu, co on oferuje.

Spójrzmy na te wspaniałe nowości: dzieła Stevena Erickson, Achaja, Pan Lodowego Ogrodu, te same książki od 20 lat, z okładkami zmienianymi co trzy lata. Po prostu czytelnika ogarnia dreszcz podniety.

Zresztą, skąd mają brać się nowości? Pisarze tacy jak MacCaffrey, Pratchett, Goodkind, Le Guin, Tanith Lee, Eddings, Andre Norton, Marrion Zimmer Bradley poumierali, a nikt nie starał się wypromować na ich miejsce następców. Jeśli starano się, to wybór padał na osoby, co do których z góry wiadome było, że ich prace się nie sprzedadzą, jak Chima Meville i te jego pochwały komunizmu.

Powiedzmy sobie szczerze: ja tu narzekam na Fabrykę Słów i Maga, ale tak naprawdę to (jakby nie te dwa wydawnictwa) to pewnie w ogóle już fantastyki nie mielibyśmy w Polsce. To co się dzieje, to odbicie tego, co dzieje się na Zachodzie. To nie z winy naszych wydawców światowa sprzedaż fantastyki spadła od roku 2009 o 50 procent.

No, ale przynajmniej możemy poczytać klasyków” ktoś powie.

thumb_page_1650381406119156l

Tak w ogóle to porównajcie sobie tą okładkę…

Szkoda tylko, że książki Feysta, Vance, Moorcocka, Williamsa, Andersona, Howarda, Mercedess Lackey, Salvatore, cykl Dragonlance kupić można co najwyżej w antykwariatach. Z klasyków dostępne są w zasadzie cztery nazwiska: Rowling, Sapkowski, Tolkien, Sanderson. Czasem pojawia się ktoś piąty lub szósty, jeśli akurat film nakręcą.

Do wyżej wymienionych ludzi można mieć różny stosunek. Niektórych można nazwać grafomanami, często zresztą słusznie. Nie zmienia to faktu, że sprzedawali po 20 milionów egzemplarzy swoich książek. To są liczby, których większość, współcześnie promowanych pisarzy nie jest w stanie osiągnąć.

Ale zapomniano o nich.

Dział fantastyki w Empiku i w większości polskich księgarń przedstawia nader smutny widok. Nie ma nowości, nie ma klasyków. Jest ta sama, wyświechtana przez lata oferta. Prawdę mówiąc od lat nie lubię tam chodzić. Zawsze jestem później sfrustrowany.

Chodźmy teraz do Yatty:

Co widzimy? Sono Bisque, Nagatoro-san, Chainsaw-man, Spy X Family, Kimetsu no Yaiba… Nowości światowej klasy. Pięć pierwszych z brzegu tytułów, jakie wyświetliły mi się na ich sklepie, a już same produkcje 8/10 i 9/10! Ba, nawet jeden kandydat do 10/10 się znalazł. Porządne dzieła utalentowanych autorów, a nie jakieś wypociny pisarzyn nie umiejących się nawet zdaniami złożonymi się posługiwać.

Ktoś chce klasykę? Higurashi, Soul Hunter, Dragonball, Czarodziejka Z Księżyca, Inuyasha, Ghost in the Shell, Akira, półki się uginają. Brakuje tylko Berserka, bo się wyprzedał…

Wiecie: ja nie jestem człowiekiem, który lubiłby czytać komiksy. Po prostu taka hybryda między słowem pisanym, a obrazem na mnie nie działa. Konieczność czytania wybija mnie z zachwytu estetyką ilustracjami, a konieczność patrzenia na obrazki przerywa mi czytelniczy flow. Jednak nawet mnie to, co dzieje się w mangach (anime to inne medium) bardziej pociąga, niż to, co wyprawia się w literaturze.

A literatura jest tylko jednym, małym ułamkiem zachodniej kultury popularnej.

Tak naprawdę Japończycy nie muszą nic robić, żeby wygrywać:

157958-352x500

I tą…. Serio nie dało się zapłacić na Fiverze 5 euro jakiemuś Pakistańczykowi, żeby narysował ładny obrazek dla takiego bestsellera?

Oprócz oczywiście normalnego prowadzenia interesów. Nie jest prawdą, że manga i anime nie rozwija się przez ostatnie lata. Był w prawdzie okres, gdy byłem bardzo rozczarowany tymi mediami, jednak od tego momentu nastąpiły powolne zmiany. Mają one jednak charakter raczej ewolucyjny, niż rewolucyjny, nie da się ich jednak zanegować. Japończycy (zresztą nie tylko oni) po prostu zajmują teren porzucony przez Amerykanów.

Amerykanie porzucają natomiast teren nie dlatego, że wycofują się z mało lukratywnych biznesowo nisz, tylko dlatego, że ich kultura jest obecnie słaba.

Słabość ta wynika natomiast ze słabości amerykańskiego systemu społecznego. Z „pasa rdzy”, który powstał w wyniku gwałtownej i nieprzemyślanej deindustrializacji. Z bardzo złego systemu opieki psychiatrycznej, który pozwala niebezpiecznym świrom chodzić po ulicach. Z równie złego systemu bezpieczeństwa, który owego bezpieczeństwa nie zapewnia. Z dziurawego systemu legislacyjnego, który pozwolił uzależnić od opioidów co najmniej 2 miliony obywateli.

Oraz (przede wszystkim) z sytemu edukacyjnego, który przestał być dostępny dla osób utalentowanych i stał się domenom ludzi bogatych.

W efekcie amerykanie stracili zdolność tworzenia wartościowych rzeczy. A przynajmniej rzeczy, które byłyby czymś więcej, niż polukrowaną wydmuszką. Stracili też umiejętność zarządzania tym, co już mają. Efekt? Nie ma nowości, nie ma klasyków…

A ludzie nadal chcą rozrywki i to na odpowiednio wysokim poziomie.

Na szczęście są Japończycy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Książki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Skąd rosnąca popularność mangi i anime?

  1. marchewa79 pisze:

    Racja i widzę że nie tylko mi jest żal kiedy podchodzę do regałów w Empiku. Ostatnio urodzinowy bon chciałem wydać i skończyło się na książce historycznej bo ani SF ani Fantasy nie było po prostu z czego wybierać. I do tego dochodzi irytujący brak pełnych cykli. Trafiasz na coś, nawet interesujące ale to IV tom serii. No dobra myślisz a gdzie tomy I-III kupię pierwszy i zobaczymy. Ano nie ma.
    Co do mangi i anime to jest po prostu estetyka która mi nie wchodzi. Rozumiem zachwyty plastycznością wizji i głębokością treści ale ja nawet Akirę obejrzałem z trudem i bólem zębów. Komiksy są dla mnie po prostu poza zasięgiem. Ale ja lekturę komiksów zaczynałem od „Komiksu-Fantastyki” i Yeansa. Manga do dziś wydaje mi się przy belgijskim i francuskim komiksie jakaś taka… infantylna?

  2. Przechodzień pisze:

    Z tym wysokim poziomem bym nie przesadzał w okresie zalewu generycznymi Isekai będącymi kolejną reklamą nowelki lub mangi…. Chociaż jak co sezon każdy znajdzie coś dla siebie.
    W ostatnich latach nawet korporacje zachodnie jak Netflix zabrały się za produkowanie anime. Co prawda póki co z marnymi efektami, ale chyba głównie dlatego że jak to korporację jedynie kopiują co bardziej podstawowe elementy bez dodawanie czegoś świeżego. Natomiast z drugiej strony bardzo dobry odbiór zaliczył projekt Star Wars Visions.

    • U Japończyków są mody, które trzeba przeczekać. Oni już kiedyś byli chorzy na wielkie roboty, magic girls, romanse szkolne, dramy szkolne, ekarnizacje jRPG, ekranizacje dating simów oraz słodkie dziewyczynki robiące słodkie rzecyz. Należy poczekać z 5 lat i zarżną ten temat.

  3. Witchhunter pisze:

    To co opisałeś to jeden z powodów.
    Rynek polski w zakresie mangi faktycznie się rozwija mocno i wydawcy generalnie starają się wybierać to co jest aktualnie dobrze oceniane i popularne.
    Jest jakiś research a można z takiej masy która powstaje w Japonii coś dobrego wybrać.
    Jeśli chodzi o seriale to faktycznie bywa różnie i większość jest słaba lub średnia ale są w tym wszystkim dobre tytuły, ciekawe fabularnie i co ciekawsze zróżnicowane. Netflix równieź kilka ciekawych produkcji wsparł finansowo – Dorohedoro np. jest doskonałym tworem który również w formie mangi rozpoczęto wydawanie na polskim rynku wydawniczym,
    Plus nie ma wcisnania w te utwory pewnych elementów które są aktualnie obligatoryjnie umieszczna w tworach amerykańskich. Nie znaczy, że tych elementów nie ma ale nie są one umieszczane w tak sztuczny sposób – tak jak obligatoryjna mniejszość dowolnego sortu.

    Do komiksu francuskiego czy belgijskiego nigdy nie czułem jakiegoś nadmiernego nabożnego szacunku.
    Często nawet jak ciekawe pod względem artystycznym to moim zdaniem kulały jeśli chodzi o fabułę. Jak pamiętam ostatnio miałem się przebijać przez Kastę Metabaronów znaną i szanowaną klasykę to owszem doceniam kreskę ale to chyba tyle.

    • DoktorNo pisze:

      Do komiksu francuskiego czy belgijskiego nigdy nie czułem jakiegoś nadmiernego nabożnego szacunku.
      Często nawet jak ciekawe pod względem artystycznym to moim zdaniem kulały jeśli chodzi o fabułę.

      Może być gorzej; może być że dane bande dessinee to eksploracja perwersyjnych, szczeniackich fantazji seksualnych autora.

  4. DoktorNo pisze:

    W efekcie amerykanie stracili zdolność tworzenia wartościowych rzeczy.(…)

    Plus koncentracja kapitału i urobienie prawa autorskiego i podatkowego pod megakoncerny, co odrywają kupony od istniejącej własności intelektualnej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s