Czy dawne wojny były bardziej rycerskie?

imaegesTrafiło mi się takie pytanie przy okazji jakiejś dyskusji o toczącym się na Ukrainie wojny. Trochę jest to kwestia romantycyzowania dawnych czasów, a trochę faktycznego zaciekawienia dawnymi czasami oraz stopniem okrucieństwa toczonych konfliktów. Jest to dobre pytanie do historyka, a odpowiedź nań jest jest dość prosta. Otóż:

Faktycznie wojny w dawnych czasach bywały bardziej rycerskie.

Konflikt na Ukrainie to wojna duża i okrutna:

Jeśli wziąć by pod uwagę kilka czynników: stosunek zaangażowanych sił, populację walczących krajów, ogarnięte terytorium, zaangażowane siły i stopień okrucieństwa wobec ludności cywilnej, rosyjską inwazję na Ukrainę porównać można do najazdu Wielkiej Armii Niewiernych na Anglię. W tej pierwszej bierze udział jakieś 200-300 tysięcy najeźdźców atakujących kraj o powierzchni 600 tysięcy kilometrów kwadratowych i zamieszkany przez 40 milionów ludzi. W drugiej mówimy o terytorium 100 tysięcy kilometrów kwadratowych, około 2 milionach mieszkańców i 10-15 tysiącach najeźdźców.

W obydwu wojnach świadomie brano za cel infrastrukturę cywilną, a grabież była na porządku dziennym. W wypadku Rosjan wynika to częściowo z ich charakteru narodowego, a częściowo jest to strategią mającą na celu zasiać terror. W wypadku Wikingów wydaje się, że grabież była zasadniczym celem wojny, poprzedzającym jakiekolwiek cele militarne. Wodzowie Wielkiej Armii nierzadko rezygnowali ze zdobyczy o charakterze strategicznym, by zająć się zdobywaniem łupów.

W obydwu wypadkach wojny te należałoby określić jako duże i okrutne.

Wojen takich było wiele. Przykładami podobnych mógłby być na przykład podbój Saksonii przez Karola Wielkiego, większość wojen starożytnego Rzymu czy niektóre epizody wojen Aleksandra wielkiego.

Bywały większe:

Wyżej od wojny na Ukrainie umieścić można tak zwane Wojny Totalne. Są to konflikty o skali rzadko spotykanej w dziejach. Do grupy tej zaliczyłbym: Najazdy Mongołów, Wojnę Trzydziestoletnią, Wojny Napoleońskie, niektóre wojny toczone w Chinach (na przykład Powstanie Tajpingów) oraz I i II wojnę światową. Są to konflikty o bezprecedensowej skali zarówno wykorzystania sił zbrojnych, jak i cierpienia powodowanego wśród cywilów.

Zwrócić należy uwagę, że nawet na bocznych teatrach działań obydwu wojen światowych wykorzystywano większe ilości żołnierzy, niż współcześnie na Ukrainie, co pociągało za sobą większe straty. Przykładowo podczas desantu pod Gallipoli obydwie strony utraciły 120 tysięcy zabitych i 260 tysięcy rannych. Podobnie wyglądały też straty w trakcie Bitwy o Przełęcz Dukielską…

A były to relatywnie mało znaczące starcia.

W obydwu tych konfliktach takie bitwy miały miejsce dziesiątkami.

Acz niekoniecznie okrutniejsze:

bQMVckNależy zauważyć jednak, że zarówno w trakcie Wojen Napoleńskich jak i I Wojny Światowej zaledwie 1 zabity na 4 był cywilem. Oczywiście przekłada się to na niewyobrażalny bezmiar ludzkich nieszczęść. Większość ofiar wywołana została przez spadek jakości życia: głód, choroby oraz zmniejszony dostęp do opieki medycznej i wysokiej jakości żywności.

Wygląda na to, że w trakcie Wojny Na Ukrainie jeden zabity cywil przypada na jednego zabitego żołnierza. Wynika to z dwóch czynników: negatywnego, pozytywnego i niepewnego. Czynnikiem negatywnym jest bestialska strategia Rosjan, którzy, w sposób znajdujący niewiele precedensów w dziejach, świadomie atakują cywilne cele, szpitale i osiedla mieszkaniowe. Czynnikiem pozytywnym jest fakt, że Rosjanie czynią w tej wojnie bardzo nieznaczne postępy, w efekcie czego nie mogą grabić, gwałcić i mordować tak wiele, jakby chcieli. Czynnikiem niepewnym jest fakt, że wiemy tylko o zbrodniach popełnionych na terytorium kontrolowanym przez wojska Ukrainy. Tak więc nie wiadomo, jakich zbrodni mogli się dopuścić w Mariupolu lub w okolicach Charkowa…

Zdecydowana większość wojen była mniej krwawa:

Bo trudno mi decydować o „rycerskości”. Zresztą, mam poważne wątpliwości, czy masowe morderstwo jest czymś szlachetnym.

Niemniej jednak zdecydowana większość wojen i konfliktów zbrojnych toczonych na przestrzeni wieków nie była ani tak krwawa, ani okrutna. Po pierwsze dlatego, że walczące państwa najczęściej nie były ani tak ludne, jak współczesne, ani tak zorganizowane, ani też nie dysponowały takimi środkami, jak współcześnie. Nawet jednak uwzględniając takie rzeczy jak wzrost populacji zauważyć należy, że większość wojen po prostu nie ogarniała tak dużych obszarów i nie trwała tak długo. A jeśli trwała długo, to najczęściej były to konflikty o charakterze stacjonarnym (czyli głównie oblężenia). Zwykle doprowadzały do niewielkiego przesunięcia granic i obejmowały pojedyncze prowincje.

Najczęściej były to odpowiedniki Wojny o Falklandy (1.000 poległych po obu stronach), podbojów Karola Wielkiego (za wyjątkiem podboju Saksoni, który był jak na standardy epoki bardzo brutalny), arabskiego podboju Hiszpanii i jej Rekonkwisty, normańskiego podboju Anglii, Wojen Włoskich i wielu innych konfliktów. Pociągały one za sobą relatywnie niewielkie straty zarówno dla walczących, jak i ludności cywilnej.

Co więcej, planowe niszczenie celów cywilnych mimo wszystko stanowi ewenement.

Ogólnie w większości toczonych przez ludzkość konfliktów ginęło mniej, niż 1.000 osób rocznie. Rzecz w tym, że wojny tego typu zwykle były zbyt nieistotne, by trafiać do gazet lub stawać się inspiracją dla filmów.

Post Scriptum:

Jestem w Beskidzie Niskim, czyli na bezinterneciu. Wracam w poniedziałek.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Geopolityka, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Czy dawne wojny były bardziej rycerskie?

  1. barnaba pisze:

    Kiedyś praktycznie nie dało się atakować zaplecza. Ofiary były tam, gdzie szło wojsko- paliło chłopom chaty, gwałciło baby i łupiło wszystko dookoła. Ale chłop zabierał babę i krowę, uciekał do lasu, po czym wracał, odbudowywał chatę i wyciągał zapasy z ukrytej piwniczki.

    Zapleczu zagrażały głównie rajdy kawalerii, a i to nie zawsze- rzadko było aż tyle kawalerii, by wypuścić ją na rozbój.

    • Przed kawalerią można było się łatwo obronić: wejść do kościoła i napierniczać z samopałów z okien. W mojej okolicy jest całkiem sporo zachowanych „cerkwi obronnych”, często pobudowanych w takich miejscach, że nawet Wojsku Ludowemu w trakcie walk z UPA nie chciało się tam iść, puścić je z dymem…

      Dwa, że często zwyczajnie nie było powodu tej ludności cywilnej i zaplecza niszczyć. Raz, że od wyposażenia trudno było odciąć: w czasach przednowożytnych handel wyrobami metalowymi stanowił mniej, niż 1% całości wymiany, tak więc mimo spalenia miast i wsi przeciwnikowi broni raczej by nie zabrakło. Inne wyposażenie też zużywało się rzadko. Von Craveld podawał w „Żywiąc wojnę” ile żołnierz Napoleona dostał ładunków prochowych idąc na Moskwę (40) i ile średnio zużył (18), więc to coś innego. Można było ewentualnie odciąć przeciwnika od żywności, którą trzeba było transportować z bliska i w dużych ilościach. Jednak to też była broń obosieczna (bo napastnik też musiał coś jeść). Owszem, część armii stosowała świadomie strategie grabieży (Anglicy w czasie Wielkich Chevalheu, wszystkie armie okresu Wojny 30-to Letniej), jednak (biorąc pod uwagę, że w wielu innych byli wyznaczeni urzędnicy do spraw zakupów żywności) można podejrzewać, że inne świadomie starały się żyć z wrogiem w zgodzie.

  2. Przechodzień pisze:

    Warto przypomnieć o „braterstwie” klasowym kadry oficerskiej dawnych konfliktów, co jednak łagodziło wojenne obyczaje. Nawet pomiędzy odwiecznymi rywalami jak Anglia i Francja, elity obu królestw bratały się jak tylko nadarzały się okresu pokoju. Ale przyszła rewolucja francuska i wszystko „zepsuła”. Przyszedł czas wojen narodów i które napędzała nacjonalistyczna demagogia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s