Battle Brothers i Phoenix Point: o hiperealistycznych mechanikach

ss_359793a217b8a41537cbdfb70824f42cfa383817.1920x1080Mechaniki hiperrealistyczne, czyli takie, w których cios w głowę może zakończyć się wybiciem oka albo jej odcięciem, a w nogę spowalnia i kończy się złamaniem, to marzenie każdego, początkującego twórcy gier. Tak się składa, że miałem okazję jakiś czas temu pograć w dwie gry zawierające tego typu rozwiązania. Tak więc była okazja przyjrzeć się, jak tego typu zasady działają w praktyce. Tak, żebyście Wy już nie musieli…

Battle Brothers:

Zacznijmy od gry lepszej (a nawet bardzo dobrej, zwłaszcza jak na produkt studia, które składa się z trzech piwniczaków i butelki wódki), choć mniej rozreklamowanej.,

Battle Brothers jest naprawdę dobrym symulatorem średniowiecznego najemnika. Ogólnie rzecz biorąc jest to coś pomiędzy Heroes of Might and Magic, Pirates!, a Patrician. Chodzimy, handlujemy, toczymy walki etc. aż nam się to nie znudzi (gra nie ma celu ani fabuły). Nasi wojownicy mają kilka lokalizacji trafień, same trafienia mają różne efekty, w rezultacie czego uderzenie w głowę może strącić hełm, wybić oko, odciąć ucho, strzała może przybić naszemu żołnierzowi rękę do tarczy, wystrzelone pociski, nawet jeśli nie trafią to gdzieś spadają, broń i pancerze się niszczą etc. Sami wojacy są też dość śmiertelni i nawet bardzo wysokie poziomy nie chronią ich przed zgonem z rąk bandyty czy innego goblina (w odróżnieniu od dobrego pancerza).

Battle Brothers jest dość śmieszną grą, z pełną niespodzianek, zaskakującą mechaniką. Niestety ma ona kilka wad. Największą z nich jest coś, co w fachowej literaturze nazywa się Krzywą Nauki. Ta jest odwrócona do góry nogami w stosunku do tego co dyktuje rozum i godność człowieka. To jest: na początku gry, gdy nie ogarniamy jeszcze nawet (dość niestety topornego) interfejsu wymagana jest od nas największa znajomość (dość rozbudowanych) zasad na wysokim poziomie szczegółowości. Z czasem, gdy ogarniamy bardziej grę okazuje się, że wiedza ta przestaje być potrzebna.

Początek gry w wypadku tego programu jest bardzo zniechęcający. Pomijając turpistyczną grafikę zaczynając musimy:

  • użerać się z 5 typami Hit Pointów

  • ilomaś rodzajami broni o różnych cechach

  • z których każdy ma 2 albo 3 rodzaje specjalnych ataków

  • milionem typów specjalnych obrażeń powodujących kary do statystyk, których jeszcze nie rozumiemy

To do tego non stop w grze dochodzi do sytuacji, które następują zupełnie niespodziewanie, a których genezy totalnie nie rozumiemy. Na przykład klikamy w naszego wojaka, a temu ni z tego ni z owego głowa odpada.

365360_screenshots_2015-05-24_00001

Po prostu przez pierwsze kilka godzin, jeśli chcemy odnosić sukcesy musimy kontrolować kilkadziesiąt statystyk i sytuacji, których nie rozumiemy. Musimy więc zdawać sobie sprawę z tego, że nasi żołnierze mają morale, oddzielne punkty trafień dla ciała, zbroi, hełmu i tarczy, że jeśli są atakowani z góry, to istnieje większe prawdopodobieństwo otrzymania trafienia w głowę, rozróżniać też czym różni się silny strzał od słabego, albo to, że noc na mapie to nie tylko inna grafika (o czym gra nas nie informuje). Do tego dochodzą zasady ataków okazyjnych i kontroli przestrzeni czy też niebezpieczeństwa wywoływanego przez niecelne ciosy i strzały…

Efektem jest złudzenie, że gra stanowi czysty chaos.

Co więcej, paradoksalnie im lepiej znamy mechanikę, tym mniejsze ma ona znaczenie. Po prostu im dłużej gramy, tym mamy lepsze pancerze i rzadziej tracimy zdrowie. W efekcie coraz rzadziej lub wręcz prawie w ogóle nie zdarzają się nam wstrząsy mózgu, przebite płuca i złamane palce.

Tak więc: mechanika zamiast wzbogacać grę powoduje, że ta karze początkującego gracza za brak doświadczenia.

Phoenix Point:

EGS_PhoenixPointYearOneEdition_SnapshotGames_Editions_S1-2560x1440-cb050a11d07296cfc33becde96502a78Za osłonami można się chować, ale nie ma to sensu, gdyż ograniczają pole widzenia i zasięg ostrzału niemal do zera.

Snajper ma za mało punktów ruchu, żeby strzelić 2 razy w turze z karabinu snajperskiego. Ma ich wystarczająco dużo, żeby strzelić jeden raz, odwiesić karabin na pasku, wyjąć z plecaka pistolet i wpakować w przeciwnika kilka kulek.

Trafienie w głowę z działka 20mm: utrata 1 hp i złamana noga.

A idź Pan do diabła z takim realizmem….

Ten wpis został opublikowany w kategorii gry, Gry komputerowe, mechanika. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Battle Brothers i Phoenix Point: o hiperealistycznych mechanikach

  1. Simplex pisze:

    Aż mi się Dwarf Fortress przypomniało 🙂

  2. slanngada pisze:

    Akurat gram w Pointa i to generalnie strasznie smutna gra. Widać to choćby po ekranie budowania. Ale tym, że osłony blokują to nie wiedziałem

    Swoją drogą, gra wygląda jak gamingizacja sesji rpg, z mnustwem loru poukrywanego w encylopedii.

  3. Cadab pisze:

    Jeszcze jest (w becie) już apogeum gatunku, jaki powoli dorabia się prześmiewczej nazwy „realismfaggotry mud wrestling” (RMW w skrócie), czyli Wartales.
    W skrócie: jesteśmy hiperrealistycznymi zwykłymi ludźmi w świecie tak low fantasy, że równie dobrze akcja mogłaby się dziać na planie skeczu Monthy Pythona. Walczymy widłami tudzież kijami z innymi uzbrojonymi w kije i widły obdartusami. Ekwipunku co nie miara, choć głównie składa się z takich rarytasów jak Kij z Kupą (gdzieś tak pośrodku skali potęgi broni i ja nawet nie żartuję) i mam dziwne wrażenie, że jeśli w tej grze jest miecz, taki zwykły prosty miecz jednoręczny, który nie jest Wyszczerbionym Zardzewiałym Złamanym Mieczem (co nie jest w skali tej gry taką złą bronią, wyższa klasa średnia), to będzie to najprawdopodobniej jakiś epicki przedmiot, sztuk jeden w całej grze.
    Możemy sobie łamać dowolne kończyny oraz przebijać rozmaite organy, możemy umrzeć z głodu tudzież dyzenterii (najczęstsza przyczyna zgonów), możemy rekrutować przypadkowych chłopów (mają widły, warto im je zabrać i dać naszym wyszkolonym już w bojach wojakom), a rozgrywka polega na chodzeniu od jednego Wygwizdowia dotkniętego epidemią, a następnie spalonego przez wojska wroga do drugiego Zadupia, które najpierw spalono, a potem przyszła dopiero epidemia. Którą oczywiście możemy złapać i cały oddział umrze, dając game over.

    Najdziwniejsze w tej grze nie są jej założenia, nastawione na bycie pozbawionym jakiegokolwiek polotu napierdalanką na zardzewiałe siekiery i obuchy z kilofów. Najdziwniejsze jest to, że nie produkują jej Polacy ani nawet fani Pierdycji.
    Drugą najdziwniejszą rzeczą jest oczywiście to, że ktoś to chce kupować ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s