Czego lepiej nie mówić w muzeum?

imagehhhhsDługi weekend majowy to u nas w pracy moment, w którym kończy się sezon martwy, a zaczyna prawdziwa praca. Oznacza to, że nasze muzeum zaleją tłumy ludzi, a kolejki być może znów będą się ustawiać aż do bramy… Oznaczać to będzie, że znowu pojawią się ONI i powiedzą TO! Słowa, których nikt z nas nie chce więcej usłyszeć w swym życiu, a które śnią nam się po nocach.

(Aczkolwiek w tym roku pewnie inwazji nie będzie… Zwykle długi weekend jest najruchliwszym momentem roku, a dziś było 20 procent zwiedzających z zeszłego roku).

Baba z córką pomyliła drzwi…

…zamiast na ekspozycje wlazła do magazynu środków czystości.

„Patrz kochanie! Tak mieszkały księżniczki!”

Inna baba wchodzi na ekspozycję:

A tam majster odświeżał wygląd kaloryfera i całe pomieszczenie śmierdzi farbą olejną.

„Achhhhh! Zapach historii!”

Dlaczego ten facet wygląda jak Żyd?

8-0Oraz warianty:

  • Co to za Żyd?

  • Kim jest ten facet?

  • Czy to jakiś lokalny święty?

  • Czy to był właściciel tego zamku?

  • Kto to był?

  • Czy to jakiś król?

  • Skąd wiadomo, że Bolesław Chrobry naprawdę tak wyglądał?

Długo myślałem, że ludzie trollują. Jednak gdy z takim pytaniem wyskakuje ksiądz albo kleryk, to człowiek traci wiarę w ludzi.

Ale ja mam 6 lat, tylko tak bardzo urosłem”

To tekst z jakiehoś kabaretu. Zabijałbym za to. Ustawiał pod ścianą i strzelał. Przychodzi zwiedzający do kasy, patrzy, a tam pisze „Dzieci do lat 6 zwiedzają za darmo”. I wali tym tekstem. Przychodzi następny: i to samo. Kolejny i znowu… Kiedyś zastępowałem biletera i ich liczyłem, przez godzinę przewinęło się 16 takich…

I każdy myślał, że jest mistrzem świeżego dowcipu.

Stanowisko biletera:

Mamy coś takiego, jak stanowisko biletera. Gość siedzi 8 godzin przy drzwiach i przerywa papierki. Kiedyś nie było go, sprzedawaliśmy po prostu bilety w kasie, nikt ich nie kontrolował. Jednak pewnego dnia odkryliśmy, że po muzeum chodzą setki ludzi, a wejściówek sprzedane jest niewiele. Zaczęliśmy stać przy drzwiach i sprawdzać paragony zakupu. Ludzie jednak byli cwani, machali nam przed nosem paragonami z Żabki i próbowali pchać się na ekspozycję. Zaczęliśmy więc wydawać takie chamskie karteczki samoprzylepne z napisanym flamastrem słowem „Bilet”.

Sprzedaż wejściówek skoczyła o 30 procent.

Przychodzi baba do muzeum…

…w sumie nie wiem po co, bo z twarzy i manier widać, że jedyny kontakt ze sztuką miała podczas oglądania Dynastii. Chodzi po galerii, chodzi i z wybredną miną stwierdza:

„Nie powiesiłabym tego na ścianie!”

A pewnie, że nie. To po 50 tysięcy sztuka.

Wchodzi do działu archeologicznego, ogląda i z miną znawcy oznajmia:

„Ja nie rozumiem tego współczesnego malarstwa.”

Tak nawiasem mówiąc to strasznie nieprzyjemnie jest bronić czegoś, czego w sumie się nie lubi (w tym wypadu nowoczesnego malarstwa) przed oceną idioty. Sztuka nie jest od rozumienia. Sztuka ma budzić emocję: zachwycać, prowokować, przestraszać, konfundować…

Przychodzi chłop do muzeum:

„A te ściany to pustak czy gipso-cegła?” „Kto wam tak spierdolił?” „Czy to naprawdę jest szkło przemysłowe? Przecież tego nie da się domyć!”, „Czy te stropy są autentyczne?” „A z jakiego one są drewna? Z włoskiego świerku czy brzozy argentyńskiej?”, „Dlaczego kupiliście najtańsze klamki w Obi?” Bo poprzedni dyrektor był kutwą. „Przecież jak tędy przechodzą setki ludzi i każdy otwiera te drzwi, to muszą się urwać” To akurat święta prawda. „Jakiego kleju państwo użyli do kafelków”, „Kto produkuje takie kafelki?”, „Dlaczego użyli państwo kafelków o szorstkiej fakturze? Przecież to trudno doczyścić! Należało użyć gładkich!”

Przychodzi rodzina patologiczna…

Tata, 60 lat, z dziarami więziennymi, synek wyglądający jak Spejson z Blok Ekipy i synowa, najbardziej z tego do człowieka podobna. Wchodzą na ekspozycję sztuki cerkiewnej. Tata przetacza oczami i do synka:

– Seba! Pamiętasz Czarnego?

– Noooo!

– Takie same z Ukrainy przywoził, ale go złapali…

Przychodzi stary dziad…

…patrzy, a tam wysokie, niebezpieczne, zamknięte dla zwiedzających schody z drewna. Więc zdejmuje łańcuch zabezpieczający i zaczyna się po nich wspinać. Wybiegam z budynku:

– Proszę pana! Tu nie można się wspinać! Kiedyś tu się wspinał facet w pana wieku, spadł i pogotowie go z uszkodzeniami czaszki zabrało!

– Wiem! To ja byłem!

Przychodzi ojciec z dziećmi…

Sytuacja analogiczna. Znów wybiegam, drę ryja.

– Wiem! Ale JA im pozwoliłem!

Przychodzi madka z dziećmi…

I znów te same schody. Wybiegam, znów drę ryja, a ta do mnie:

– Bo to jest Polska i tu nic nie wolno, nawet dzieciom bawić się na niebezpiecznych schodach! I co z tego, że z nich spadają ludzie? W Niemczech by nam pozwolili!

Przychodzi przewodnik zewnętrzny do muzeum…

Przewodnicy zewnętrzni to prawdziwa plaga. Pieprzą bzdury, a potem trzeba to prostować.

Tym razem sprawa była bardzo skomplikowana. Otóż: kiedyś, dawno temu na podwórzu muzeum stała latarnia. Potem archeolodzy odkryli, że pod latarnią znajdowała się się wieża zamku, więc latarnię usunięto, a w tym miejscu zbudowano rekonstrukcję wieży wysokości jednego piętra, bo nadzór budowlany wyższej nie pozwolił. Latarnię natomiast wycięto. Majster, który to robił uznał, że podoba mu się taka długa rura z solidnego żelaza, pociął więc ją na części, przyspawał takie kółka z drewna i zrobił z tego takie jakby armaty. Następnie postawił je sobie w ogrodzie obok krasnoludków i mini-pomnika Papieża.

Potem gość został radnym i by uświetnić swoje panowanie armaty (które zdążyły mu się już znudzić) podarował muzeum.

Postawiliśmy je więc w koncie dziedzińca. Raz idę tam, patrzę, a zgromadziła, stoi przewodnik zewnętrzny i coś nawija. Słucham, a on o tych armatach:

– To są prawdziwe, tureckie falkonety, unikatowe, by wykonane z kutego żelaza. Zostały zdobyte przez Sobieskiego pod Wiedniem i przywiezione do Polski. Stanowiły część uzbrojenia nieistniejącego już dworku starosty Ciemnogrodu, jednak ztamtąd zagrabili je Tatarzy. Odbili je Polacy i przewieźli do Łańcuta. Z Łańcuta zrabowali je zbuntowani chłopi podczas Powstania Chmielnickiego, jednak po jego stłumieniu zatopili je w Sanie, by ukryć swój udział w wydarzeniach. Tam w XX wieku znaleźli je przypadkowo wędkarze i trafiły w końcu do muzeum.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Czego lepiej nie mówić w muzeum?

  1. Velahrn pisze:

    „Zwykle długi weekend jest najruchliwszym momentem roku, a dziś było 20 procent zwiedzających z zeszłego roku”

    Ciekawe czemu? Właściciele agroturystyk przyszaleli i jednak ludzie nie mają pieniędzy na ceny+50%? Czy inne powody? Bo pogoda taka ok, bez szału, ale na zwiedzanie dobra. Nawet w ogródku restauracji da się zjeść.

    • Myślę, że jest kilka powodów:
      – Putin
      – ogólnie to nad Bieszczadami teraz latają Chinooki i F-16, zapory w Solinie pilnuje wojsko, więc klimat na wakacje jest średni
      – ludziom dowaliła inflacja, dostali podatkami i wzrosły raty kredytów
      – a kto ma kasę, to pojechał za granicę, skoro wreszcie może
      W święta gadałem z rodziną, w tym kuzynem, który ma 5 restauracji we Wrocławiu. U nich podobnie jest.

  2. buszasp pisze:

    W mojej metropili jest mini zoo z mikro ekspozycją fauny udomowionej. Jest tam klatka z egzotycznymi, fikuśnie upierzonymi kurami, ale jednak kurami. Obok jest zagroda, w niej buda, w budzie koza. Do klatki z kurami podbiega podekscytowany kilkuletni chłopczyk i wrzeszczy: „Mamo, popatrz, papużki!”. Po chwili podbiega do kozy i też wrzeszczy: „Mamo, mamo co ja widzę, krowę widzę!”
    Kurtyna

  3. Cadab pisze:

    A to nie jest aby przemysłowy standard, że przewodnik musi mieć „licencje” danego muzeum, albo inaczej wypad poza obszar muzeum, dziadu? I momentalnie rozwiązuje się problem przypadkowych Cześków i Grażyn, którzy oprowadzają turystów na odznakę PTTK pamiętającą jeszcze Gierka, bo nikt normalny takiemu nie zapłaci za bycie oprowadzanym dwie przecznice od faktycznego momentu zwiedzania.

    I kącie, nie koncie

  4. slanngada pisze:

    Stary dziad – Sugerował chęć wprowadzenia eutanazji:)
    Ojciec z dziećmi
    Sugestia aborcji poporodowej.

  5. barnaba pisze:

    Oto gacie Czang- Kaj- Szeka
    Które zgubił, jak uciekał.
    My te gacie znaleźliśmy
    Do muzeum zanieśliśmy.

    Oto cegła z Wieży Babel,
    Którą dostał w głowę Abel
    My tę cegłę znaleźliśmy
    Do muzeum zanieśliśmy.

    Tak mi się skojarzyło, po przeczytaniu Twojej opowieści o przewodniku z zewnątrz…

    • barnaba pisze:

      No i jeszcze jedne skojarzenie:

      Kiedy Kara Mustafa, wielki mistrz Krzyżaków,
      szedł z licznemi zastępy przez Alpy na Kraków,
      do obrony swych posad zawsze będąc skory,
      pobił go pod Grunwaldem król Stefan Batory.
      I bitny, nieugięty, twardy jak opoka,
      zabrawszy z innym łupem chorągiew proroka,
      gonił przez godzin dziesięć w całym pędzie koni,
      uciekających wrogów aż do Macedonji.

      Tam królowa Pompadur, pani wielkiej cnoty,
      bawiła go w stolicy przez cztery soboty,
      a syn jej bohaterski, Aleksander Wielki,
      darował mu do zbroi dwie złote pętelki.
      Na północy tymczasem, w jakąś złą godzinę,
      Marjusz ogniem i mieczem niszczył Kartaginę.
      Potomek zaś jego Tytus, patrząc na to z żalem,
      od najścia dzikich Franków bronił Jeruzalem.

      Wtedy to wśród Sahary, w owym kraju futer,
      szczepił nową religię sławny Marcin Luter.
      I pracując gorliwie piórem i wymową,
      zginął razem z Homerem w noc Bartłomiejową,
      którą, pragnąc dać uczuć moc swojej tyranji,
      królowa Marja Stuart wyprawiła w Danji.

      August VIII, król saski, wezwał Salomona,
      sądząc, że z nim niegodną królowę pokona,
      lecz zdradzony przedwcześnie w złych losów kolei,
      zaszczycił swą niewolą Przylądek Nadziei.
      Wenecjanie zaś patrząc nieprzychylnem okiem,
      zabili go w Meksyku z kapitanem Kokiem.

      W tym czasie też Kopernik, wojażer na Wschodzie,
      robił świetne odkrycia na lądzie i wodzie,
      objechawszy fraktówką Azję i Afrykę,
      po tygodniu podróży odkrył Amerykę,
      a Kolumb z nim zwiedziwszy wszystkie świata końce,
      orzekł, że koło ziemi obraca się słońce.
      Kortez, mąż Izabelli, tatarskiej królowej,
      powstawał na ten wniosek bluźnierczemi słowy,
      ale że świat przeczył zanadto upornie,
      pod swoje panowanie podbił Kalifornię,
      gdzie Palmerdton, sardyńczyk z książęciem de Konde,
      przeciwko tyranowi obudzili frondę.
      Richelieu tam będący na silnej pozycji,
      zginął pod krwawym mieczem świętej inkwizycji.

      Krasicki, ucieszony tą okrutną karą,
      wynalazł nowe statki poruszane parą,
      lecz wypędzony z Francji, rodzinnego kraju,
      uczynił z nich użytek na rzece Ałtaju.
      Herodot, jego przyjaciel, mąż z sercem nie płochem,
      myślał nad telegrafem, a Bajron nad prochem,
      i kiedy ich odkrycie było uwieńczone,
      puścili się nad morzem sukiennym balonem.
      Tam zaskoczeni burzą i straszną zawieją,
      unieśli się w powietrze żelazną koleją…

      Szekspir, król Persji, rozgniewany o to,
      z kopalń Bochni wydobył prawie wszystko złoto,
      za nie uformowawszy trzy pułki ułanów,
      pobił w trojańskiej wojnie walecznych janczarów.

      Mieszkańcy wyspy Sandwich, schwytawszy go wreszcie,
      uwięzili w Pekinie, a zabili w Peszcie.
      W tem przybył od papieża do Dawida goniec
      i położył na miesiąc wszystkim wojnom koniec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s