Amerykańska hegemonia kulturowa i jej erozja:

2020-oscars-logoNie wiem, czy zauważyliście, ale dwa tygodnie temu miało miejsce rozdanie Oskarów. Tegoroczna impreza została w prawdzie przyćmiona przez wojnę na Ukrainie, jednak nie stało się nic złego. Tak naprawdę bowiem w całym tym wydarzeniu ciekawe były tylko dwie rzeczy. Po pierwsze jeden aktor dał drugiemu w mordę. Po drugie: impreza odnotowała drugą, najniższą oglądalność w całej swojej historii. W tym niechlubnym wydaniu pobiła ją tylko zeszłoroczna odsłona gali. Co więcej: Oskary ocalały tylko dzięki ofierze Willa Smitha, który (dosłownie) podbił oglądalność prawie dwa razy…

Każe to zadać pytanie o kondycję amerykańskiej kultury, a w szczególności jej najważniejszego elementu: kina.

A raczej o przyczyny jej braku…

Covid-19?

W ostatnich czasach tego typu spadki tłumaczyć się zwykło epidemią Covid-19. Faktycznie jej rezultaty odczuwalne są na każdym etapie życie, choćby w statystykach tego bloga… Wpłynęło to też na wielkich showbiznesu. Tak więc zarobki boxoffice na niektórych rynkach (na przykład niemieckim) spadły o dwie trzecie w stosunku do roku 2019. Niemniej jednak, jeśli spojrzeć na statystyki oglądalności gal oskarowych wyraźnie widać, że problem zaczął się wcześniej.

oskary

Jeśli więc Covid-19 jest tutaj winny, to zapewne, jak w większości przypadków ofiara musiała cierpieć na jakieś choroby współistniejące.

Jakość artystyczna:

Może nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że najgłośniejsze i najszerzej dyskutowane filmy ostatnich lat to były: Diuna, Skywalker: Odrodzenie, Ostatni Jedi, Przebudzenie Mocy, Prometeusz oraz Incepcja. Zaledwie pięć filmów na przestrzeni 10 lat, z czego jedynie dwa były dyskutowane w pozytywnym kontekście (Incepcja i Diuna). Prócz tego pełno było sequeli, wielkich porażek lub wielkich sukcesów, które żyły kilka tygodni oraz filmów, które, mimo iż reprezentowały modne kiedyś serie, to generalnie przeszły bez echa, jak Ghostbusters 3 i późniejsze Afterlife, Aliens: Convenant, Matrix 4 czy ostatnie dwie części Terminatora

Filmy te przyszły i znikły. Często nikt ich nie pamięta, ludzie niekiedy wręcz reagują pytaniami „to było coś takiego” na wzmiankę o nich. Produkcje te, jeśli wracają, to tylko w recenzjach i omówieniach różnych, republikanoidalnych krytyków.

Paradoksalnie częściej niż o filmach współcześnie dyskutuje się (w dobrym lub złym kontekście) o serialach takich, jak Gra o Tron, Wiedźmin, Breaking Bad, Sukcesja, The Walking Dead czy w ostatnim czasie nowy Władca Pierścieni. Nawet (dość przecież niszowe) kreskówki jak Rick and Morty, South Park czy Invictible wywołała większy komentarz, niż znaczna część szeroko reklamowanych produkcji filmów.

Prawdę mówiąc nie wiem, czym jest to spowodowane.

Wydaje się jednak, że kino amerykańskie straciło zdolność do tworzenia zapadających w pamięć wizji. Bo powiedzmy sobie szczerze: jeden film o piasku co dziesięć lat to trochę mało…

Sequelizacja:

Kolejnym problemem może być nadmiar sequeli i niewielkie ilości oryginalnych nowości.

Owszem, sequele były zawsze. Rzecz w tym, że w całym roku 2002 było 17 sequeli. Do końca marca na roku 2022 zapowiedziano ich już natomiast 113.

Sequeli prawdopodobnie jest zwyczajnie za dużo i nudzą one widzów.

Upadek autorytetu gwiazd:

_methode_times_prod_web_bin_55635dda-4bd5-11ec-9bc6-5abf98655bc4W latach 90-tych gwiazdy filmowe, w odróżnieniu od współczesnych celebrytów były naprawdę kimś. Traktowano ich trochę tak, jakby byli jakimiś półbogami, którzy zstąpili na ziemię, by przechadzać się wśród zwykłych śmiertelników. Wiecznie piękni, bogaci, odnoszący sukcesy, niedostępni i posiadający prawo do przełamywania społecznych zakazów, jak jakiś Zeus albo inny Wotan. Porozumiewali się ze światem za pomocą starannie wyreżyserowanych wystąpień publicznych, wywiadów, „przecieków” prasowych i spotkań z fanami.

Owszem, byli wśród nich buntownicy, wyklęci i postacie cieszące się złą sławą. Osoby pokroju różnych Lokich.

Obecnie jednak wydaje się, że aktorzy i muzycy, którzy cieszyliby się jako-takim szacunkiem należą raczej do rzadkości. Oprócz tych pojedynczych wyjątków współczesnych celebrytów częściej uważa się za kretynów, niż wynosi na piedestały.

Wydaje się, że winne tutaj są socjalmedia i fakt, że skróciły one dystans między autorem, a odbiorcą. Kiedyś, dawno temu z pisarzem, aktorem, muzykiem, scenarzystom etc. komunikowało się głównie przez jego dzieła. Obecnie wystarczy wejść na Facebooka, Twittera czy inny serwis, by śledzić każdy aspekt jego życia…

A same gwiazdy aż nazbyt chętnie dzielą się swoimi przemyśleniami na każdy temat, czy się na czymś znają, czy nie znają, często dając dowody ignorancji, złego wychowania i daleko idącej bezmyślności, niszcząc swój autorytet czy wizerunek, obrażając odbiorców i alienując się od fanów…

Następstwa strajku Writters Guild of America:

26214_rotNa przełomie lat 2007 i 2008 miał miejsce strajk związków zawodowych skupiających autorów scenariuszy, wymierzony w praktyki biznesowe 397 amerykańskich producentów filmowych i telewizyjnych (w tym między innymi: Sony Motion Pictures, Disney, Universal i Warnera). Generalnie poszło o niskie stawki płacone autorom scenariuszy.

Strajk ten kosztował biznes filmowy (w zależności od szacunków) od 380 milionów do 2,1 miliardów dolarów.

Według w zasadzie nieweryfikowalnych opinii strajk ten spotkał się z silną reakcją wytwórni filmowych. Mianowicie, żeby złamać starszych pracowników, do ważnych projektów dopuszczono osoby o niższym stażu pracy, a czasem ponoć wręcz dopiero po studiach. Miało to się odbić na wartości artystycznej filmów.

Opinia ta jest nieweryfikowalna.

Różne części składowe Amerykańskiej Wojny Kulturowej:

Nie da się ukryć, że wojna kulturowa w USA się toczy, a przemysł filmowy jest jej obszarem.

Problem z wojną kulturową polega na tym, że toczona jest przez bardzo wielu graczy i sprowadzanie jej do prostych wzorców „lewacy” – „prawacy”, „dobro” – „zło” i „przyczyna” – „skutek” prawdopodobnie jest błędem.

Wśród składowych elementów konfliktu należy wymienić:

  • upadek gospodarczy tradycyjnie bogatych, obszarów USA zdominowanych przez przemysł ciężki

  • prowadzona przez ich władzę polityka gospodarczego izolacjonizmu i protekcjonizmu, niekorzystna dla obszarów związanych z kulturą i hig-tech

  • spadek znaczenia gospodarczego ludności anglo-saskiej i czarnej

  • wzrost gospodarczego znaczenia ludności pochodzącej z Azji i Europy Wschodniej

  • wysokie koszta studiów odcinające znacznej części ludności najłatwiejszą ścieżkę awansu społecznego (przez edukację)

  • hipotetyczna dziedziczność wykształcenia i „bańka wyższej klasy średniej” (wykształcenie jest drogie, więc dostępne tylko dla osób zamożnych, w efekcie wymagające wykształcenia posady obejmowane są przez osoby zamożne lub spady z warstwy bogatej, ci kierując się wartościami swojej warstwy wybierają do realizacji te dzieła, które jej pasują, tworzone przez ludzi z tej samej grupy i przez takich samych ludzi oceniane)

  • hipotetyczna dominacja białych aktorów i walka z nią

  • hipotetyczna nadreprezentacja osób czarnoskórych w amerykańskim sektorze kulturowym (mających stanowić 40 procent muzyków, aktorów, modeli, sportowców etc. w stosunku do 13 procent populacji)

  • rzekome preferowanie aktorów z mniejszości rasowych przez studia, z uwagi na ich niższe oczekiwania finansowe

  • możliwą ingerencję rosyjskich służb specjalnych w amerykańską politykę wewnętrzną

  • utajone i jawne antagonizmy rasowe, narodowościowe, religijne i regionalne

  • sztucznej aktywności Szurnetu
  • autentyczne przekonania światopoglądowe poszczególnych graczy

Ilość czynników jest tak duża, że trudno powiedzieć nawet, czy Wojna Kulturowa jest przyczyną problemów (tzn. do pewnego stopnia jest, bo alienuje nieamerykańskich widzów, których, poza środowiskami skrajnymi i „szurnetem” zwyczajnie amerykańska polityka wewnętrzna nie obchodzi) czy tylko bardzo niezręczną, rozpaczliwą próbą wybrnięcia z nich, poprzez zrekompensowanie sobie strat zewnętrznych i / lub braku możliwości rozwoju pozyskaniem mniejszości na rynku wewnętrznym.

Telewizje Premium i WoD:

netflix-drugie-logoJednak wszystkiego nie da się zwalić na problemy z jakością artystyczną. Nie da się ukryć, że świat poszedł naprzód i obecnie Hollywood i skupione w nim wytwórnie nie są jedynym ośrodkiem produkcji filmów. Obecnie znaczna część produkcji tworzona jest przez telewizje jak Stars czy HBO oraz przez platformy streamingowe w rodzaju Amazon Prime, Netflixa i tym podobnych.

Tak więc o ile kiedyś cały świat showbiznesu skupiał się w jednym miejscu, to obecnie jest dużo bardziej rozproszony. Powoduje to, że różne ośrodki władzy konkurują obecnie ze sobą i żaden z nich nie cieszy się tak uprzywilejowaną pozycją, a co za tym idzie splendorem, jak kiedyś.

Co więcej, mimo że jest to związek symbiotyczny, to Hollywood musi dzielić go z konkurencją.

Wzrost znaczenia wytwórni indie:

Z wyżej wymienionym należy wiązać wzrost znaczenia wytwórni niezależnych, a przynajmniej niepowiązanych bezpośrednio z Hollywood. Tego typu producenci, czy to za pomocą platform streamingowych czy Youtube mogą przebić się do szerokiej publiki i ją zagarnąć.

Oczywiście obecność w największym hubie twórczości filmowej zapewne pomaga, ale nie jest już obowiązkowa.

Wzrost znaczenia kina narodowego:

W poniższej tabeli zebrałem 10 najbardziej dochodowych filmów kinowych w Japonii w latach 2001, 2011 i 2021. Wytłuszczone zostały filmy japońskie.

2001:

2011:

2021:

Spirited Away

Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 2

Detective Conan: The Scarlet Bullet

Harry Potter and the Sorcerer’s Stone

Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides

Belle

Jurassic Park III

From Up on Poppy Hill

Tokyo Revengers

The Mummy Returns

Gekijouban Tenpesuto 3D

Demon Slayer the Movie: Mugen Train

Cast Away

A Ghost of a Chance

Rurouni Kenshin: Final Chapter Part I – The Final

Vanilla Sky

Transformers: Dark of the Moon

I Fell in Love Like a Flower Bouquet

Lara Croft: Tomb Raider

SP: The Motion Picture II

F9: The Fast Saga

Godzilla, Mothra and King Ghidorah: Giant Monsters All-Out Attack

Gantz

Jujutsu Kaisen 0: The Movie

Shrek

Cars 2

Masquerade Night

Inuyasha the Movie: Affections Touching Across Time

Detective Conan: Quarter of Silence

My Hero Academia: World Heroes’ Mission

Myślę, że każdy już rozumie o co chodzi.

Obecnie amerykańskie filmy, mimo dużych nakładów poniesionych na ich promocję, zostały wypchnięte w zasadzie z każdego, liczącego się rynku azjatyckiego, za wyjątkiem Rosji, Australii i Nowej Zelandii (jeśli te trzy ostatnie kraje uznać za kraje azjatyckie). Powodów jest tak dużo, jak wiele jest tych państw: gargantuiczne różnice cywilizacyjne, sprawiające, że zachodnie wzorce okazywały się nieatrakcyjne (Indie), bogactwo materialne i siła własnej kultury (Korea, Japonia) oraz brak tradycji oglądania amerykańskich filmów, ogromne nakłady i aktywna ochrona własnego rynku ze strony władz (Chiny). Zwłaszcza klęska na tym ostatnim rynku jest dla amerykańskiej kultury dotkliwa. Amerykanie poświęcili fortuny, by tam wejść, poszli na najwstrętniejsze, moralne ustępstwa, zszargali swoje autorytety i wiarygodność zarówno dla partnerów, jak i własnych rodaków, a wszystko po to, by zyskać zupełnie drugorzędną pozycję.

Co więcej, sądząc po dużych zakupach w ostatnich latach, to właśnie Chińczycy prowadzą kontratak w na froncie kultury.

Dlaczego nie Europa?

Pytanie brzmi, dlaczego takie rzeczy nie dzieją się w Europie?

Otóż: dzieją się, ale wolniej. Jeszcze 10 lat temu takie rzeczy, jak Krakowskie Potwory czy 1983 byłyby nie do pomyślenia.

Wydaje mi się, że wolniejsze tempo utraty gruntu przez USA spowodowane jest trzema powodami: rynki europejskie są małe (żaden pojedynczy kraj w Europie nie ma tyle ludności co USA lub Japonia, o Indiach i Chinach nie wspominając), biedne (jedyny ludniejszy od Japonii kraj europy to akurat Rosja, a poza bogatymi państwami, jak Francja czy Niemcy w Europie jest też Grecja, Polska, Hiszpania czy Ukraina) i rozdrobione. W szczególności to ostatnie jest problemem: kontynent europejski można z grubsza podzielić na kilka kręgów kulturowych (Anglosaski, Germański, Iberyjski, Śródziemnomorski, Wschodniosłowiański i Turecki), a produkty każdego z tych kręgów w pozostałych są odbierane jako absolutnie niestrawne.

Zresztą, często prezentują one wartości elit społecznych i kręgów tzw. „kultury wysokiej” uważane za niestrawne także przez ogół społeczeństw swych rodzinnych krajów.

Ostatnim powodem jest duże zakorzenienie i dominacja kina amerykańskiego, trwająca co najmniej od II wojny światowej, którą nie tak łatwo przełamać.

Inne media:

a62Wreszcie kino nie jest już ani najbardziej dochodowym, ani też najbardziej wpływowym biznesem rozrywkowych na świecie. Obecnie youtuberzy tacy, jak PewDiePie ściągają większe widownie, niż gwiazdy filmowe.

Podobnie przemysł filmowy też nie jest już najbardziej dochodową dziedziną kultury. Tytuł ten przynależy się grom komputerowym.

Przykładowo najlepiej zarabiającym filmem 2021 roku był film Spider-Man: No Way Home, który zarobił 803 miliony dolarów. Dla porównania zyski ze znanej artystycznej porażki: Cyberpunka 2077 szacuje się na 800 milionów dolarów.

A gra ta nie należała nawet to pierwszej dziesiątki najlepiej zarabiających!

Podsumowując:

Słabo to wygląda.

Osobiście nie sądzę, żeby amerykański przemysł filmowy miał upaść. Przeciwnie: dla wielu osób to jedyna sensowna opcja. Jednak to, co możemy oglądać nie wygląda zachęcająco.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Anime, Filmy, Kreskówki Zachodnie, Seriale, Sztuka, Telewizja i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Amerykańska hegemonia kulturowa i jej erozja:

  1. DoktorNo pisze:

    …Na Ukrainie trwa wojna i giną ludzie, a ja mam się przejmować tym że jeden celebryta dał „w mordę” drugiemu…?

  2. marchewa79 pisze:

    Streaming wykończył kino budżetowego środka. To co zostało to blockbustery o superbohaterach, tłuczone taśmowo horory i indie robione dla Oscarów właśnie. Jak oglądam adaptacje książek to większość leci na streamingu jako seriale (oglądam właśnie Slow horses Herrona kiedyś byłby z tego niezły thriller dziś fajny serial). Oryginalne scenariusze nie mają praktycznie szans na przebicie. Nawet rom comy sa w odwrocie. Tego co jest nagradzane nie ma kto oglądać.

    • wiron pisze:

      O upadku kina budżetowego środka czytałem jeszcze przed pojawieniem się streamingu. Początkiem końca były tanie duże wyraźne telewizory.

      • marchewa79 pisze:

        @wiron
        „Początkiem końca były tanie duże wyraźne telewizory.”
        Nie do końca widzę zależność? Kino środka z budżetami po kilkanaście/kilkadziesiąt mln $ spinało budżety rynkiem DVD/rental gdzie niekiedy potrafiło zarobić 2-3 razy tyle co w kinach. Streaming w opcji abonenckiej mniej wiąże tytuły z dochodami a co za tym idzie odcina wytwórnie od tego strumienia zysków. I projekty się nie spinają budżetowo.

  3. Kasztelan pisze:

    Dodałbym ze od kilku lat prestiż Oscarów też spada. Co raz mniej osób obchodzi jaki film podobał się bandzie amerykańskich dziadów, plus niejasne formy oceny a i tak wygra film poruszający temat narkotykow/niewolnictwa/biedy

    • marchewa79 pisze:

      Trzeba przyznać że ostatnio głównie komentowało się nominacje po stopniu polit poprawności a nie po jakości ról.

    • barnaba pisze:

      I Holocaustu. Może być koszmarnie nudna ramota, źle wyreżyserowana i nakręcona, byle poruszałaby temat Holocaustu w pozytywny dla Żydów sposób.
      „Ida” była nie do oglądania. Na „Liście Schindlera” usnąłem. „Pianista” to nieźle zrealizowany zlepek epizodów. Wszystkie zgarnęły Oscary.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s