Przeczytane w marcu 2022: Upadek Lewiatana i niewiele więcej…

149562Miniony miesiąc był dla mnie bardzo słaby pod względem czytelniczym. Zaczął się od tego, że Diabeł mnie podkusił, bym kupił w automacie rogalik z ciasta francuskiego, który to rogalik okazał się przeterminowany i na prawie dwa tygodnie wysłał mnie był w niebyt i na L4. Zmagając się z różnymi sensacjami, których nie będę tu opisywał, sił czytać książek nie miałem. Dopiero, gdy trochę zdrowie mi wróciło nabrałem ich do walki z różnorodną lekturą. Walka ta daleka była od owocnej, albowiem wiele z książek, które przeczytałem w minionym okresie nie była (delikatnie mówiąc) najciekawsza. Wojna cara Putasa też nie zachęcała mnie do czytelniczej aktywności.

W efekcie przeczytanych książek było jedynie pięć.

Upadek Lewiatana:

Ocena: 6/10

954202-352x500Po namyślę dochodzę do wniosku, że Correy najlepiej zrobiłby, gdyby zakończył Expanse po drugim tomie. Dziewięć to natomiast było stanowczo za dużo… Bo co dobrego można zrobić z powieścią, w której w ten czy inny sposób zabiło się już wszystkie, najbardziej charyzmatyczne postacie, dawno temu zakończyło się najważniejszy konflikt przenikający świat, a elementy tła, które przyciągnęły czytelników zastąpiono totalnym generickiem?

Tak więc: zły dyktator został pokonany w poprzednim tomie przez dzielną załogę Rosynanta, ale jego duch żyje i zdołał dotrzeć do lokalnej odmiany Mordoru i zasiąść na czarnym tronie. Knuje znów przeciw ludzkości. Holden i jego wesoła gromadka musi więc dostarczyć lokalny odpowiednik Jedynego Pierścienia do lokalnej odmiany Szczeliny Zagłady i położyć kres złu. Przy okazji oczywiście położy kres lokalnej odmianie magii…

Ogólnie: wynudziłem się przy tej książce. Przewidywalna, ślamazarna i pozbawiona zalet pierwszych tomów.

Witajcie w rezerwacie:

Ocena: 4/10

witajcie_w_rezerwacieKsiążka opowiadająca o losach współczesnych Indian żyjących w rezerwatach i ich ciężkiej doli. Przeczytałem ją i z podziwu wyjść nie mogę, że komuś udało się zmarnować taki temat. Główną wadą książki jest bowiem fakt, iż jest porażająco wręcz nudna.

Nuda ta wynika z faktu, że autor strasznie skacze po tematach, nie pozwalając skupić się na żadnym z nich. Do tego stopnia, że pozycja ta prawie całkowicie składa się z dygresji. Tak więc raz pisze o jednym, potem o drugim, a koniec końców o trzecim. Tak więc zaczyna się od informacji o stylu życia jego wujka i tegoż wujka samobójstwa, potem płynnie przechodzimy do problemów, jakie północnoamerykańscy Indianie mieli za sprawą sandaczy, a koniec końców dowiadujemy o różnych ciekawostkach związanych z jesiotrami, by następnie wrócić do sandaczy i korupcyjnych afer związanych z nimi.

I tak przez całą książkę. Prawdę mówiąc czytałem to w bólach. Zresztą, to nie była tylko moja opinia. Pożyczyłem ją później koledze, który zafascynowany jest Indianami i on również męczył się nań przeokropnie.

Mage: 20 th Anniversary Edition:

Ocena: 6/10

149562Dobry system, bardzo zły podręcznik.

Omawiana pozycja jest rocznicowym wydaniem gry fabularnej Mag: Wstąpienie, zawierającej wszystkie materiały dotyczące tworzenia i rozwoju postaci, jakie ukazały się przez całe istnienie systemu, wydrukowane we wszystkich dodatkach, kompaniach, crossoverach i tak dalej i tak dalej. Otrzymujemy więc możliwość gry nie tylko członkami Dziewięciu Mistycznych Tradycji, ale też Sojuszu Technokratycznego oraz Zjednoczonych Odszczepieńców. Dostajemy więc wszystkie dodatkowe mechaniki, jak tworzenie fetyszy i magicznych przedmiotów, cyborgizacje, technokratyczne odpowiedniki sfer, magiczne sztuki walki, zasady latania na Jetpacku i tak dalej i tak dalej…

Do tego też ujednolicono fluff. I tu dochodzimy do sedna.

System ten byłby dobry, gdyby miał 250, może 300 stron. Problem w tym, że ma ich aż 660. To co je wypełnia nie zawsze jest wysokiej jakości… Myślę, że dobre z 200 stron podręcznika to rzeczy nie mające żadnego przełożenia na grę. Tak więc dostajemy na przykład długi na dwie strony wywód o tym, jak Technokracja zmieniała nazwy od starożytnego Egiptu po czasy współczesne. Do tego ogromny rozdział o historii magów na poziomie „Pan Twardowski poleciał na księżyc, gdzie zmierzył się z Galileuszem, który okazał się nie tylko technokratą, ale też nowym wcieleniem Konfucjusza, walkę przerwało jednak nagłe pojawienie się wodza wilkołaków, który zaprosił ich na lody”. Masa reguł, z których spory kawałek można byłoby wyrzucić, jak na przykład średnio co trzecią z 60 umiejętności…

Do tego dochodzi masa odwołań do innych podręczników i systemów z linii Świata Mroku: głównie Upiora, ale też Mrocznych Wieków, Sorcerrers Crusade, Wampira, Wilkołaka, a także spoza niej, jak Ars Magica czy nawet do Exalted.

Ogólnie: pomysł na grę fajny. Jesteś magiem we współczesnym świecie, ukrywasz się przed innymi magami i składasz zaklęcia z różnych aspektów magii. Wykonanie też fajne. Jednak gubi się to wszystko nadmiar pozbawionych znaczenia szczegółów, które po prostu zaciemniają obraz gry.

Ewangelia według Lokiego:

Ocena: 5/10

421860-352x500Wspominałem już kilka razy, że miałem pomysł na kolejną książkę, zacząłem ją nawet pisać, a potem okazało się, że ktoś już napisał bardzo podobną. Otóż jest to ta pozycja.

Książka ta stanowi retelling mitu Lokiego opowiedziany przez głównego zainteresowanego właśnie. Tak więc czytamy znane mity raz jeszcze, tym razem przez pryzmat wiecie-kogo. Uczciwie mówiąc nie jest to szczególnie dobra lektura. Czytałem już kilka transkryptów mitologii nordyckiej i (poza oryginalną Eddą Starszą i Eddą Młodszą) praktycznie wszystkie były lepiej napisane.

Ewangelia bowiem należy niestety do nurtu, który można nazwać nu-fantasy. Jak znaczna część tych pozycji napisana jest przeokropnym, prymitywnym stylem: słownictwo jest ubogie, autorka unika zdań złożonych, a wszelkie niuanse są jej obce. Miesza też pojęcia i słowa pochodzące z różnych kultur (jak tytułowa, chrześcijańska „ewangelia” jak pięć do nosa pasująca do pogańskiej tematyki). Efektem jest to, że książkę, mimo że teoretycznie powinna być lekkostrawną lekturą, jest po prostu sztuczna.

Problemem jest też fakt, że została wyprana z jakichkolwiek niuansów do tego stopnia, że stała się zupełnie idiotyczna. Otóż: jest to kolejna już opowieść o młodzieńcu z nizin społecznych, który trafia do super-elitarnego towarzystwa. Towarzystwo jest bogami, on tylko demonem… Nie zostaje jednak zaakceptowany, a odrzucony postanawia urządzić szkolną strzelaninę… Znaczy się: zemścić się.

Życie średniowiecznej kobiety:

Ocena: 6/10

729500-352x500Do tej pory prace popularyzatorsko-naukowe małżeństwa Giesów podobały mi się bardzo. Niestety po tej pozycji widać już zmęczenie materiałem. Poprzednie książki okazały się sukcesem, to napiszmy kolejną. Niestety okazuje się, że trudno coś wykrzesać.

Pomijając więc fakt, że znaczną część książki poświęcono Maryi oraz sylwetkom postaci literackich, to książka w znacznej mierze skupia się na informacjach, które dostaliśmy już wcześniej. Materiał często kopiuje po prostu informacje z poprzednich tomów. Nierzadko przytaczane są też te same wydarzenia i miejsca, tylko zmienia się optyka. Tak więc zamiast średniowiecznym rycerzom przyglądamy się ich żonom.

Niestety wnioski, jakie z tego wypływają też są takie same. Wyraźnie życie średniowiecznej chłopki nie różniło się specjalnie od tego, jakie wiódł średniowieczny chłop.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia, Przeczytane, RPG. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Przeczytane w marcu 2022: Upadek Lewiatana i niewiele więcej…

  1. Cadab pisze:

    Słaby ten miesiąc. Nie w ilości książek, tylko ich jakości.

    Z tym losem chłopek przypomniał mi się czytany kiedyś esej o tym, jak nieprawdopodobnie ciężko jest mieć jakiekolwiek źródła do tego, co jadł w danej epoce i regionie „prosty człowiek”. Takie faktyczne źródła, a nie wnioski archeologiczno-hipotetyczne.
    W końcu po co notować co chłopi jedzą, nie licząc sytuacji ekstremalnych jak głód albo święta?

    • Tak o jedzeniu mamy bardzo mało informacji. Ale z „Życiem Średniowiecznej Kobiety” jest inny problem: wcześniej Giesowie wydali już Życie w średniowiecznym zamku, Wsi, Mieście i Rycerza… W każdym był rozdział „Pani Zamku”, „Zamkowa Służąca”, „Gospodyni”, „Mieszczka”, „Miłość Dworska”. Bardzo dużo informacji było identycznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s