W dresach przez wieki…

Przyjechał mój brat i ubraliśmy go w krawat… Brat oczywiście protestował i twierdził, że ten diabelski wynalazek istnieje tylko po to, żeby dręczyć ludzi i ewentualnie kogoś na nim powiesić. Brat, jako pospolity klepacz kodu nie wie nawet jak blisko jest prawdy…

Słowo „krawat” pochodzi od „Croat” czyli „Chorwat”. Chorwacka lekka jazda służyła w wojskach Austryjackich (podobnie jak duża liczba polskich najemników) w trakcie wojny 30-letniej i wsławiła się okrucieństwem do tego stopnia, że ich przeciwnicy wydali rozporządzenie, by każdego, schwytanego Chorwata bez pardonu wieszać. Ci ostatni zareagowali nosząc na szyjach gotowe stryczki, które potem, dla wygody zamienili na chusty z materiału. Chcieli w ten sposób zadrwić z przeciwników.

Ten element stroju stał się z czasem nieodłącznym składnikiem ubioru próbującego wywołać przerażenie bandyty i zabijaki, koniec końców zwykłego zawadiaki, a ostatecznie: krawatem…

Trochę zaciekawiła mnie ewolucja, jaką przechodzą stroje i ich interpretacja.

Klasyczny strój filozofa:

Cofnijmy się bardzo daleko w czasie, do starożytnej Grecji. Każdy z nas kojarzy tradycyjny strój filozofa: krótka tunika przepasana przez jedno ramię, czasem połączona z płaszczem oraz laska. Przypomina trochę tradycyjny strój czarodzieja (z którym ma wiele wspólnego).

Niewiele osób wie, że strój ten jest strojem (lub nawiązaniem do stroju) spartańskiego wojownika.

Oraz jednocześnie pewną polityczno-marketingową deklaracją. Nosząc taki ubiór filozof deklarował, że jest osobą żyjącą mądrością, której do życia nie trzeba nic więcej prócz idei. Kij, z którego już Andrzej Sapkowski śmiał się, że służył po to, żeby psy odganiać przeznaczony był właśnie do tego. Kij w Sparcie był oznaką wojownika czyli człowieka, który miał prawo wymuszać porządek publiczny. Mówiąc w skrócie: lać tych, którzy mu się nie podobali.

Filozof nosił go po to, by zademonstrować iż jest gotów swych poglądów bronić…

Hellenistyczne rzeźby:

Minęło wiele lat, Aleksander Wielki podbił znaczną część znanego Grekom świata (i sporo więcej), a potem umarł… Jego wodzowie podzielili między siebie jego imperium, rozpoczęli wojny i koniec końców zostali królami. Rządzili twardą ręką, za pomocą ściąganych z ojczyzny najemników. Chętnie otaczali się też filozofami, artystami, błaznami, nawet żebrakami… Grecy w ich państwach byli w cenie, gdyż każdy mógł się przydać do podporządkowania sobie obcych ludów. Żyli też w osobnych, warownych miastach-fortecach otoczeni przez wrogą tłuszczę…

Sami też przez okoliczne ludy nie byli ani kochani ani poważani. Przeciwnie, uważano ich za skorych to morderczego gniewu dzikusów o rozczochranych czuprynach…

Potrafili to wykorzystać.

Wznosili w publicznych miejscach swoje, zwykle realistyczne figury, na których przedstawiali się jako Heraklesowie, w pełnym rynsztunku bojowym lub podczas scen myśliwskich, gdy zabijali lwy, gepardy i inne, groźne zwierzęta. Jedni twierdzą, że chcieli w ten sposób wzbudzić uwielbienie.

Ja nie zdziwiłbym się, gdyby w ten sposób chcieli wykazać dwie, sprzeczne myśli. Dla innych Greków chcieli być figurami godnymi podziwu. Podbite ludy chcieli natomiast zastraszyć swą groźną postawą niebezpiecznych (i niezrównanych w boju) dzikusów.

Rycerze i przebierańcy…

Późniejsze wieki… Rycerz w języku łacińskim to po prostu miles armati „żołnierz w zbroi”, aczkolwiek w źródłach pojawia się też określenie „miles cassati” „żołnierz za pieniądze” czyli najemnik. W języku francuskim to chevalier, hiszpańskim: cavalerros, w niemieckim: ritter te trzy określenia oznaczają po prostu „konnego”. Po polsku „rycerz”, co zapewne pochodzi od niemieckiego „ritter”. W języku angielskim rycerz to „knight” co pochodzi od starogermańskiego ‘cnacht” oznaczającego „pachołka, sługę”. W formie tej słowo po dziś dzień występuje w języku niemieckim, gdzie wyraz „knecht” oznacza wojownika nieszlachetnego pochodzenia.

Rycerze prawdopodobnie początkowo byli poruszającymi się konno strażnikami bydła oraz jego zawodowymi rabusiami.

Ich złoty wiek to okres między X a XII wiekiem, kiedy potężne państwo Karolingów rozpadło się na dzielnice. W efekcie rosnącego rozdrobienia na kontynencie europejskich powstało pewnie około setki organizmów państwopodobnych: małe królestwa w rodzaju Anglii, Czech lub Polski, spadkobiercy dawnych państw plemiennych w rodzaju Bretonii, Szkocji czy Saksoni, dziwne, uzbrojone enklawy w rodzaju Kastylii, dawne hrabstwa teraz zyskujące niezależność jak Burgundia czy Prowansja, zdobycze Normanów jak Normandia czy Sycylia, zyskujące niezależność miasta Włoch…

Słowem: to był dobry okres dla najemnych wojowników podróżujących konno.

Znaczenie rycerzy zaczęło podupadać w XIII wieku, wraz z pojawieniem się rozległych państw terytorialnych.

Zawód ten spadał zwykle na młodszych synów bądź szlachty, bądź warstwy rycerskiej: czegoś między szlachtą, a chłopstwem, gdzie dziedzic rodowej fortuny pozostawał na gospodarstwie, a jego braci wysyłano w świat, by zarabiali lub trzymano w domu, by pasali bydło. Nazywano ich „juniores” młodzikami, choć faktycznie mogli mieć nawet i 60 lat… Podlegali jednak głowie rodu i w świetle prawa byli jego synami. Dopóki nie nabyli własnych gospodarstw nie mogli nawet zawrzeć małżeństwa…

Na przełomie XII i XIII wieku, gdy już było wiadomo, że zawód ten upada pojawili się Trubadurzy, rycerze-poeci, którzy śpiewali o trudach swych braci. Sławili odwagę, miłość do w zasadzie jakiejkolwiek kobiety i marzyli o nagłej odmianie losu…

Rycerstwo przestało liczyć się militarnie gdzieś w XIV wieku z różnych powodów.

Za to opowieści o rycerzach pozostały modne aż do XVII wieku.

Podobnie zresztą jak przebieranie się za rycerza.

Stąd też takie konstrukty jak miłość dworska, turnieje i pojedynki na dziwacznych, nieżyciowych zasadach, fikuśne zbroje nieprzydatne na polu walki…

Koronki i pałace:

Francja, XVI wiek. Ogólnie rzecz biorąc nie był to szczęśliwy okres dla tego kraju. XV wiek oznaczał wojnę stuletnią i w zasadzie ruinę kraju. Potem przyszły Wojny Włoskie i przegrana w nich na rzecz Hiszpanii. Krótko po nich nastały Francuskie Wojny Religijne…

Wszystko to powodowało, że Francja (delikatnie mówiąc) nie była w najlepszej kondycji. Ogólnie: panowała bieda, państwo źle funkcjonowało, a regres kulturowo-cywilizacyjny dotarł w najwyższe warstwy.

Panujący w XVII wieku Ludwik XIV dużo zmienił. Władca ten był wielkim reformatorem, twórcą francuskiego absolutyzmu (od)twórcą francuskiej potęgi oraz (przede wszystkim) żołnierzem.

Zmierzył się też z kulturową dominacją kraju, wobec którego Francja od dawna czuła kompleksy: z Włochami.

Styl, z jakim to zrobił był kwintesencją dresiarstwa…

Barok, bo to on rozpowszechnił się we Francji nie jest ładnym stylem sztuki. Przez niektórych nazywany „zwyrodniałą formą renesansu” cechuje się przede wszystkim napierdoleniem wszędzie, gdzie tylko się da elementów zdobniczych. Tyle koronek na ubraniach, żeby nie dało się chodzi. Malowidła na malowidłach. Zamiast jednej płaskorzeźby siedemdziesiąt. Rzeźb tyle, żeby nie było nic zza nich widać!

Możemy sobie zbudować pałac, ale wszystko musi być w nim wystawne! Zdobienia się nie mieszczą? To zlikwidujmy kible! Mamy ogród, będziemy się wypróżniać w krzakach! Albo sikać do kominków!

Już w epoce z tego kpiono.

Lwie grzywy i kaftany:

Inne czasy… W XVII wiek był dość okropnym stuleciem. Wojna 30-to letnia przeorała pół kontynentu. Jej efektem ubocznym tych wojen było załamanie się tradycyjnej, opartej o religię legitymacji władzy oraz ożywiona dyskusja na temat tego, jak powinien wyglądać przyszły ustrój. Tak więc zrodzili się „politycy” czyli ludzie, którzy jasno deklarowali, że odrzucają religię i zamierzają kierować się jedynie racją stanu państwa, w którym przyszło im żyć, liberałowie, którzy głosili nadrzędność prawa, libertyni, którzy odrzucali jakiekolwiek normy moralne i wielu innych…

Filozofowie-dyletanci owego okresu ubierali się w sposób równie charakterystyczny, co ich starożytni poprzednicy.

W pierwszej kolejności: peruka z długim, charakterystycznie kręconym włosiem. Ta miała zakryć ślady syfilisu lub też po prostu sugerować, że właściciel prowadzi tak rozwiązłe życie iż faktycznie ma co zakrywać. Jednak kręcone loki miały nawiązywać też do lwiej grzywy, więc zwierzęcia znanego z waleczności.

Głównym elementem stroju miał być kaftan, wywodzący się bezpośrednio od średniowiecznego gambisonu czyli rodzaju przeszywanicy noszonej pod zbroją dla amortyzowania ciosów. W XVII wieku akurat powoli rezygnowano z użycia pancerzy na polu walki. Gambisony pozostały, choćby z tej przyczyny, że były ciepłe. Ewoluowały jednaj w kaftany, które stały się nieodłącznym elementem stroju wojskowego.

Do tego szpada, która miała świadczyć o tym, że jej właściciel gotów jest bronić swoich poglądów w każdych okolicznościach.

Oraz chorwacka chusta, oznaczająca pogardę dla życia, mająca pokazać, że filozoficzne idee są dlań wartością najwyższą i gotów jest zań oddać życie.

Co z tego wynika?

W sumie to chyba nic. Jednak śmieszne jest to, jak przez wieki zmienia się spojrzenie na niektóre rzeczy…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziwne rozkminki, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „W dresach przez wieki…

  1. Velahrn pisze:

    Noszona do wyjściowego stroju laseczka, która zaczęła zanikać w okresie Międzywojnia, a zupełnie zanikła po IIWŚ, zastąpiona czysto użytkową starczą laską, a potem kulą inwalidzką, miała te same konotacje. To znaczy – prało się nią służbę i parobków, albo ludzi na ulicy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s