Przeczytane w listopadzie 2021: Cornwell, Harrison i Krytyka Polityczna:

Listopad zakończył się całkiem niezłym wynikiem czytelniczym, bowiem przeczytałem aż siedem pozycji (ponadto udało mi się zmęczyć prawie połowę pewnego, gigantycznego wręcz erpega). Tym razem proporcje są bardzo równe: prawie tyle samo padło książek popularnonaukowych jak rozrywkowych.

Wśród tych drugich dominowała tematyka wikingów: powoli kończę monumentalną sagę Corwella oraz przebijam się przez cykl Młot i Krzyż Harrego Harrisona.

Niemniej jednak udało mi się też sięgnąć po rzeczy o nieco innej tematyce…

Europa na peryferiach:

Ocena: 10/10

Po powtórnym czytaniu podtrzymuję wysoką ocenę tej książki, aczkolwiek tym razem nie wywarła już na mnie takiego wrażenia wycieczki po egzotycznej krainie i odkrywania zapomnianych cudów. Być może z tej przyczyny, że temat jest już mi znany z wielu innych pozycji i ta nie wydaje mi się już taka przełomowa.

Cały czas jest to jednak bardzo dobre opracowanie zabierające nas po całym, średniowiecznym świecie ekonomii. Zaczynamy więc na jego peryferyjnych obszarach czyli w świecie średniowiecznych jarmarków szampańskich, następnie trafiamy na pół-peryferia, czyli do wojujących, piracko-kupieckich miast włoskich, by z nich podążyć do Egiptu i Bagdadu. Następnie podróżujemy przez Persję i Wielki Step, by trafić do Chin. Oraz bokiem, przez Morze Czerwone, by dotrzeć do Indii, Cieśniny Malaka i znowu do Chin.

Po drodze poznajemy lokalne zapotrzebowanie na towary, praktyki kupieckie i zwyczaje celne. Obserwujemy pełen niebezpieczeństw, ale i bogactwa, pokojowy świat, w którym rosły i upadały fortuny. Świat, który przestał istnieć już wieki temu, zabity przez pałeczki dżumy.

Zabójczy księżyc:

Ocena: 4/10

Okropna książka. Jedyne, co o niej potrafię powiedzieć pozytywnego to to, że zdarzają się gorsze.

Na okładce czytamy, że jest to pozycja, która „zrewolucjonizowała skostniały gatunek fantasy”, a w samej książce (w posłowiu autorki), że inspirowała ją kultura egipska, sceny toczące się w snach napisała natchniona Jungiem (a poza tym, że znaczny wpływ na nią wywarł ilustrowany przewodnik po mitologiach… czyli, że mogłaby reseraszu uczyć Ziemkiewicza). Wszystkie te słowa są kłamstwem (no, może oprócz tego o ilustrowanym atlasie dla dzieci).

Po pierwsze: może i książka była inspirowana kulturą starożytnego Egiptu, ale zupełnie tego nie widać. Tak naprawdę akcja mogłaby się toczyć w dowolnym miejscu, choćby na księżycu, bowiem autorka nie posunęła się nawet do tego, żeby skopiować nazewnictwo. Jakiekolwiek nawiązanie do źródła pada tylko raz, gdy pojawia się informacja, że jedna z postaci posługuje się pismem hieratycznym. A poza tym tyle. W porównaniu ze „Snem o krwii” stygijskie przygody Conana są powieścią etnograficzną.

Jeśli chodzi o sceny w snach i Junga, to scen w snach w książce praktycznie nie ma.

Jeśli chodzi natomiast o rewolucje w fantasy, to książka ta mogłaby robić za wzorzec sztampy charakterystycznej dla okresu 1990-2020. Przenosimy się więc do magicznego królestwa, gdzie istnieje magia. Magią posługują się kapłani. Za jej pomocą mogą uzdrawiać i to nawet porządnie: odnawiać kończyny, cofać paraliż i porażenie nerwowe, leczyć raka… By tego dokonać potrzebują jednak sennych wydzielin (krwi, żółci, nasienia etc.) które kradną od śniących. Jako, że to owych śniących zabija wybierają oni osoby o złych intencjach, które prewencyjnie usuwają ze społeczeństwa. Ot, kolejne, dysfunkcyjne królestwo z dysfunkcyjną religią. Jeśli kapłan nazabija się zbyt wielu ludzi może stać się strasznym Żniwiarzem. Czyli kolejna próba nie nazwania złego czarnoksiężnika złym czarnoksiężnikiem.

Z tej też przyczyny (zmiana w Żniwiarza) oraz dlatego, że zabijanie jest złe nie wszyscy kapłanów lubią. W szczególności nie lubią ich opresyjne władze wszystkich, ościennych królestw.

Największą wadą książki jest fakt, że autorka po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, jak przerażający świat stworzyła. Owszem eutanazja może budzić kontrowersje, ale nie ona jest tutaj straszna. Nie jest straszny też Żniwiarz, który oczywiście też się tutaj pojawia, ale tak naprawdę jest on po prostu kolejnym, mało przekonującym pokrakiem. Naprawdę przerażające jest państwo, w którym banda nie podlegających żadnej kontroli oczadziałych starców może, pod pretekstem jakichś religijnych zabobonów, zamordować każdego, kto im się nie spodoba. Przy tym jakiś wampir energetyczny na sterydach wydaje się dobrym kandydatem na kolegę.

A autorka akurat na to pozostaje ślepa. Dla niej zabranianie im tej praktyki jest zamachem na ich religijną wolność.

Jeszcze żeby ta książka była dobrze napisana, albo chociaż śmieszna, ale nie jest. Wszystko jest tam szalenie na serio, jakby każdy w tym świecie miał kij w tyłku, co nawiasem mówiąc jest typowe dla nju-fantasy. A co do jakości tego pisarstwa: powieść zaczyna się od długiej na prawie 100 stron ekspozycji. Jak łatwo zgadnąć jest to tak fascynujące, że w porównaniu z tym urodzinowa impreza Bilba Bagginsa staje się synonimem przygody. Zachowania bohaterów są bezsensowne, przykładowo dostajemy długi epizod podróży przez pustynię, po czym dowiadują się, że mają wrócić… Do jednego z bohaterów ustawiają się kolejki, bo każdy ma w rodzinie kogoś do zabicia, co dowodzić ma słuszności jego poglądów…

Ech…

Najgorsze jest to, że ktoś był na tyle szalony, żeby nominować tą książkę do Nebuli, dzięki czemu została postawiona w jednym rzędzie z „Diuną”, „Grą o Tron”, Ziemiomorzem czy Wieczną Wojną…

Generalnie jestem raczej odporny na całe to cancel culture, spiski socjalistów i producentów samochodów napędzanych LPG, którymi żyją serwisiki w rodzaju Wykop.pl. Jednak fakt powyższej nominacji trudno mi uwierzyć, że  autorka została nominowana za to, że jest afroamerykańską feministką piszącą antyrasistowskiego bloga, a nie za książkę…

Królestwa wiary:

Ocena: 8/10

Popularnonaukowa historia państw arabskich, które istniały na półwyspie iberyjskim w średniowieczu.

Tak więc: Arabowie podbili całą Hiszpanię za wyjątkiem enklaw na północy, gdzie schronili się chrześcijańscy przywódcy. Zamiast to dorżnąć do końca skupili się na budowaniu pałaców. Otaczali się tancerkami i pisali homoerotyczne wiersze. Powtarzającym się problemem byli następcy tronu, którzy umierali na marskość wątroby krótko po dwudziestce. Kolejnym powtarzalnym zjawiskiem, tak częstym, że nabrało wręcz znamion toposu była też następująca historyjka: kalif lub emir szedł do meczetu, usłyszał przejmujący poemat który tak mu się spodobał, że mianował jego autora wezyrem…

Szczerze mówiąc trudno było mi bowiem chwycić empatię z mieszkańcami regionu. Sam jestem człowiekiem dość pragmatycznym i praktycznym, tak więc kultury oparte na hedonizmie, jałmużnie i umiłowaniu estetyki nie znajdują u mnie zrozumienia.

Nie dziwi mnie w ogóle, że to upadło. Dziwi mnie raczej, że zajęło mu to aż tyle czasu… Cóż, jak to mówią: coś, co stoi może zbudować każdy, ale coś, co ledwie stoi potrafi tylko inżynier.

Prześniona rewolucja:

Ocena: 6/10

Podjęta przez filozofa diagnoza polskiego społeczeństwa. Autor stawia tezę, że na terenie Polski miała miejsce krwawa rewolucja, która dogłębnie przeorała społeczeństwo (prawa). Rewolucja ta przeprowadzona została wbrew intencjom Polaków, rękoma Niemców i Sowietów (prawda), w efekcie czego wielu naszych rodaków zginęło (prawda), ale inni odnieśli bardzo duże korzyści (prawda). W efekcie jako naród staramy się o tej rewolucji nie pamiętać (być może).

Ale ogólnie? To po filozofie z PAN-u spodziewałem się jednak więcej. Bo takie, średnio oparte na faktach dywagacje to mógłbym sam sobie napisać… Co więcej książka jest dość nierówna. Prawie połowa z niej poświęcona jest tematowi Żydów, a ten niestety nie bardzo mnie frapuje. Reszta pozycji dużo ciekawsza, jest kilka interesujących tez i spostrzeżeń.

Miałem nadzieję, że autor wkopie się głęboko i przedstawi jakieś głębokie analizy i spostrzeżenia. On jednak głównie dywaguje.

Młot i krzyż: Karl:

Ocena: 6/10

W dziewięciu na dziesięć przypadkach, gdy ktoś mówi „może z czasem się rozkręci” można z góry założyć, że nie nastąpi to nigdy. W wypadku tej książki jest odwrotnie. Faktycznie „w drugim tomie” (piszę w cudzysłowie, bowiem jest to jednotomowa pozycja, którą polski wydawca podzielił na trzy części) zrobiła się lepsza i nabrała życia.

Tak więc główny bohater stał się pełnoprawnym wikingiem i wraz z innymi, podobnymi wikingami podróżuje po Anglii grabiąc i paląc. W grę wchodzi też oczywiście konflikt na linii „dobrzy poganie” reprezentujący tutaj cywilizację naukowo-techniczną i źli aż do karykaturalnych poziomów księża (oraz oczywiście źli poganie).

Ogólnie książka jest bardzo prostolinijna i mało wyrafinowana, a poza tym strasznie naiwna w swojej wizji świata oraz niezbyt mądrym antyklerykalizmie. Niemniej jednak czyta się ją nawet nie najgorzej, a teraz, kiedy doszły jeszcze bitwy i oblężenia zrobiła się wręcz całkiem trzymająca w napięciu.

Wojna wilka:

Ocena: 8/10

Zięć Uthreda ma problem: oto do jego kraju przybywa kolejny wódz wikingów, który grabi i próbuje odebrać mu tron. Nasz dzielny wojownik, mimo że w wieku już niemłodym rusza oczywiście do walki. Na szali rzucane jest więc życie, bogactwo, przyszłość królestwa, a z czasem także i zemsta…

W zasadzie to nie mam na temat tego tomu Ostatniego Królestwa wiele do powiedzenia, a na pewno nie więcej, niż miałem do powiedzenia o sześciu czy siedmiu poprzednich. Czyta się to dobrze: jest rzeź, jest rąbanka, jest humor sytuacyjny z udziałem kretyna, są spiski, są intrygi… Ale zlewa się to z poprzednimi do tego stopnia, że (mimo iż przeczytałem książkę ledwie kilka dni temu) nie pamiętam już imion przeciwników Uthreda.

Ogólnie rzecz biorąc: bardzo dobra książka, wchodząca w skład cyklu, który jest niestety już ewidentnie za długi.

Miecz królów:

Ocena: 8/10

Uthred obiecał kogoś zabić, a jako, że dotrzymywanie przysiąg jest dla niego ważne, a zabijanie ludzi przychodzi mu łatwiej, niż życie w pokoju wyrusza do Weseksu, by wypełnić swą obietnicę. W rezultacie ponownie zostaje wplątany w wojnę. Po drodze oczywiście przyjdzie mu mierzyć się z saskimi wojownikami, pięknymi kobietami i podstępnymi księżmi…

Ogólnie: powieść jest dobra, tym bardziej, że autor odwraca wiele wcześniejszych, wytartych już żartów. Nasz bohater jest już bowiem stary, sił mu brakuje i wytrzymałości. Objawia się to w ten sposób, że jak ksiądz mu coś mówi, to zamiast bić po ryju posłusznie spełnia jego polecenie. A jak mu się zarzuca, że jest zabójcą mnichów, to wstydzi się…

Tom ten miał być też trochę taką sentymentalną podróżą. Tak więc Uthred odwiedza krainy, gdzie wojował za młodu, trafiając w miejsca, gdzie ongiś bywał. Tak więc trafia do domu, gdzie mieszkał z Giselą, Dwór Thora, miejsce gdzie toczyła się jakaś ważna bitwa i inne, gdzie zabił jakiegoś istotnego króla wikingów…

A czytelnik myśli „kurwa, kto to była ta Gisela?”, „co to był Dwór Thora?”, „kim był ten król wikingów?”. I trudno się temu czytelnikowi dziwić, gdyż jak podejrzewam w cyklu tym wystąpiło już dobrze z 500 postaci. Po prostu nie da się ich zapamiętać.

W efekcie dostajemy dobrą książkę wchodzącą w skład zdecydowanie zbyt długiej serii.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Przeczytane w listopadzie 2021: Cornwell, Harrison i Krytyka Polityczna:

  1. pontifex maximus pisze:

    Czytając te opowieści o tym cyklu o Uthredzie zaczynam mieć flashbacki z Honor Harrington.

  2. Eire pisze:

    Zeg, Nebula nadawana jest na zasadzie Oscarów- duże grono osób zasłużonych, dzieł wydane w określonym czasie i dorozumiany wymóg, że się z nim zapoznasz. W praktyce- dawanie nagród krewnym i znajomym (zobacz jak mało jest nazwisk na liście laureatów!), pytanie się krewnych co fajnego czytali i zerkanie co o nas piszą w Internecie.

    I tak, przyznanie nagrody Jemisin zbiegło się z falą zasłużonej krytyki środowiska wydawniczego- manuskrypty wysłane jako facet mają większą szansę na publikację, męskich autor bardziej się promuje, kobiety spycha do szufladek uznawanych za mniej prestiżowe- znakomite urban fantasy z wątkami mitologii azteckiej „Goods of Jade and Shadow” to „young adult”, a maltretowany do pokichania Harry Dresden to nie żadne „paranormal romance” tylko poważna seria.

    I ja się nie dziwię, że w takiej atmosferze szukano na gwałt w miarę popularnej niebiałej autorki. Sama mam pewne uwagi do twórczości Jemisin (w sumie pisze fantastycznych Xmenów w róznych smakach) i wolę jej publicystykę, ale czepianie się, że czynniki pozamerytoryczne zadecydowały o nagrodzie która od początku byłą takowa jest niefajne.

    • janusz pisze:

      Niesprawiedliwość tłumaczona odpowiedzią na niesprawiedliwość pozostaje niesprawiedliwością.

      Marksizm traktuje wszystko jako wojnę ideii. Redukuje świat zastany do złej idei („Pisarze wygrywają, bo są biali i heterseksualni!”, ignorując niepasujące fakty, jak obecność kobiet w fandomie oraz ich dotychczasowe znaczenie) stawiając naprzeciw dobrą kontrideę. W tym wszystkim ginie literatura, której ocena zawęża się do ideologicznej przydatności.

      Jemisin to grafomanka, która wygrała jako żywy symbol symbol rasy i płci, nie jakopisarka, to co reprezentuje literacko. Niefajnie.

      • Siman pisze:

        „Marksizm traktuje wszystko jako wojnę ideii.”

        *mentalny facepalm*

        Nope, to raczej prawica widzi kulturbolschewismus pod każdym kamieniem. Mnie zwłaszcza rozczula szukanie marksizmu korporacyjnego (ban od Zuckeberga jako współczesny przejaw komunistycznego ucisku), ale muszę powiedzieć, że fandomowy też jest zabawny.

  3. bamboose pisze:

    hmm mi się tam „Zabójczy Księżyc” nawet podobał ale w sumie nie do końca wiem dlaczego 😀 (pewnie przez trylogię Callisty). Ale fakt, że przyznanie Jemisin Nebuli i kreowanie ją na nową Ursule Le Guin to mocne przegięcie
    @Eire Nebula to bardziej nasze polskie Zajdle niż Oscary jeśli chodzi o klepanie się po pleckach

  4. slanngada pisze:

    Młot i Krzyż raził mnie tym naiwnym antyklelykaryzmem, ale sam seting erpegowo ciekawy.

  5. Sattivasa pisze:

    Z Cornwella to ja się jednak będę trzymał jego trylogii arturiańskiej, bo to i objętość sensowna i nie mnoży się tam bytów ponad przyzwoitość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s