Technologia po apokalipsie: Rewolucja przemysłowa:

Przejdźmy do ostatniego odcinka naszych rozważań o możliwości odbudowy cywilizacji naukowo-technicznej po apokalipsie. Jak na razie wyszło na to, że możemy odtworzyć społeczeństwo na poziomie przed-nowożytnym lub wręcz wczesnonowożytnym ze wszystkimi jego wadami i zaletami. To znaczy: produkujemy znaczne nadwyżki żywności, możemy pozwolić sobie na wyspecjalizowaną pracę, używamy mydła, utrzymujemy higienę, budujemy młyny wodne i wiatraki oraz drukujemy książki. Dziesiątkują nas choroby zakaźne, ale ogólna medycyna stoi na wyższym poziomie niż w dawnych czasach. Życie wygląda trochę jak w Nausicca From the Valley of Wind minus lasy grzybów i ogromne robaki.

Pytanie brzmi, czy zdołamy sięgnąć dalej, po technologię rewolucji przemysłowej?

Guma:

Guma jest pierwszym materiałem o jakim postanowiłem napisać z prostej przyczyny: jej produkcja z jednej strony może okazać się krytyczna, a z drugiej niemożliwa. Guma jest nam potrzebna na izolacje kabli, obudowy, ubrania ochronne, dętki, opony i pasy transmisyjne. Przydaje się też do produkcji licznych przedmiotów codziennego użytku.

Ogólnie proces produkcyjny gumy jest dość prosty: trzeba posiadać kauczuk i poddać go wulkanizacji. Sam proces wulkanizacji rozgryziono w XIX wieku, jest on ważny technicznie, w efekcie czego jego opis znajduje się w wielu książkach: zarówno podręcznikach technicznych, jak w tych traktujących o historii gospodarczej. Można go więc dość łatwo odnaleźć w bibliotekach co bardziej oczytanych osób.

Problemem jest kauczuk. Ten można pozyskać albo drogą syntezy, co niestety jest procesem kosztownym, skomplikowanym i wymagającym użycia surowców, których zdobycie bez posiadania gumy może okazać się trudne lub niemożliwe (to pewien paradoks: potrzebujemy czegoś, by to pozyskać). Po drugie: jest to trudne i kosztowne. Do tego stopnia, że po dziś dzień produkcja kauczuku naturalnego stanowi 40 procent światowej produkcji. Kauczuk naturalny jest też lepszej jakości.

Problem z nim polega na tym, że produkowany jest z soku kauczukowca brazylijskiego, który rośnie jedynie w strefie zwrotnikowej i tropikalnej…

I w zasadzie na tym mógłbym zakończyć artykuł.

Teoretycznie kauczuk można pozyskać jeszcze z soku wilczomleczy i mniszków, w tym mniszka lekarskiego (to takie żółte, co wam rośnie na trawnikach) ale jest to jeszcze droższe, niż produkcja kauczuku syntetycznego…

Oznacza to jedno: leżymy.

Nie mamy opon, pasów transmisyjnych i izolacji. Co więcej dopóki nie otworzymy szlaków karawan lub połączeń morskich z ciepłymi krajami i nie odtworzymy plantacji kauczukowców nasza cywilizacja ich nie zdobędzie.

Górnictwo:

Z górnictwem sprawa jest trudna. Z jednej strony współcześnie najłatwiejsze do eksploatacji złoża prawdopodobnie staną się dla nas niedostępne: położone są na dużych głębokościach, a ich eksploatacja wymagać będzie różnego rodzaju maszyn (wind, pomp, oświetlenia, wierteł), których nie zdołamy zbudować, bo potrzebować będziemy do tego materiałów z głębi ziemi: głównie ropy i węgla (duże ilości metalów wszelkiej maści możemy pozyskać z powierzchni, choćby rozbierając ruiny).

Opłacalne do eksploatacji złoża powierzchniowe w większości zostały już wyczerpane.

Istnieją ciągle złoża dostępne z powierzchni, których współcześnie nie uważa się za opłacalne. Można się do nich dostać choćby za pomocą bieda-szybów.

I teraz należy zadać sobie pytanie „co to znaczy nieopłacalne w eksploatacji”? Istnieją tutaj dwie możliwości. Po pierwsze: złoża te mogą być nieopłacalne komparatywnie: po prostu w porównaniu do dzisiejszych cen surowców ich wydobycie może być za drogie by się go podejmować. Jednak w warunkach, gdy surowce podrożeją lub wręcz staną się niedostępne, wysokie ceny mogą zrównoważyć ich koszt produkcji.

Z drugiej strony złoża te mogą być zwyczajnie nie warte eksploatacji w każdej sytuacji.

Nie potrafię odpowiedzieć jak wygląda sprwa.

Wszakże możliwe jest, że brak surowców, zwłaszcza węgla i ropy uniemożliwi nam dalszy rozwój.

Hutnictwo i Para:

Aby wykorzystać parę potrzebujemy dużej produkcji metalu. Metal mamy na powierzchni, jednak musimy go przetopić. W tym celu potrzebujemy koksu lub węgla drzewnego. Zwykły węgiel nie nadaje się z powodu dużej ilości zanieczyszczeń. Obydwa wyprodukować łatwo, jednak koks jest dużo bardziej opłacalny (bowiem, celem produkcji 100 ton stali musielibyśmy przerobić na węgiel drzewny 2000 hektarów lasu).

Wszystko więc zależy od tego, czy uda nam się uruchomić kopalnie węgla kamiennego.

Jeśli nie, to nie jesteśmy w stanie produkować na dużą skalę ani napędzać silników parowych (albo jakichkolwiek innych). Jedyne, co możemy zrobić, to jak bizantyjczycy użyć ich do napędzania rożnów obracających mięso nad ogniem oraz wytwarzać jakieś, mniej istotne udogodnienia dla nielicznych pracowników wykwalifikowanych…

Cement i Beton:

Produkcja obydwu jest łatwa, ale tylko pod warunkiem, że a) mamy do dyspozycji naturalne złoża cementu wulkanicznego jak Rzymianie b) dysponujemy koksem do napędzania cementowników.

Jeśli nie, to zdani jesteśmy na zaprawę murarską, którą produkować jest zdecydowanie łatwiej… Problem w tym, że potrzebuje ona blisko roku, żeby związać ściany.

Prąd:

Co by nie robić produkcja energii elektrycznej raczej nie zniknie z naszej cywilizacji. Jest to zbyt proste i daje zbyt duże korzyści. Problemem jest pytanie, jak dużo prądu możemy produkować.

Niewielkie elektrownie możemy zbudować przerabiając młyny wodne lub wiatraki. Problemem jest niestety ich wydajność. Prawdopodobnie nie będziemy w stanie wznosić współczesnych turbin wiatrowych, co skazuje nas na dawne rozwiązania. Problem w tym, że młyn wodny ma wydajność około 3 koni mechanicznych, a wiatrak: maksymalnie 10.

Dla porównania agregat prądotwórczy za 1000 złotych z Allegro ma ich 7. Tak więc będą to bardzo mało wydajne źródło.

Możemy spróbować też wybudować elektrownie węglowe, wodne lub nawet atomową (przeskok od ropy do atomu nie jest jakiś bardzo duży), jednak do wszystkiego tego potrzebować będziemy betonu (i węgla).

Potrzebować będziemy też kauczuku na izolacje, bez niego bowiem dostaniemy instalację do wygodnego zabijania się i podpalania sobie domu…

Innymi słowy: produkcja prądu na dużą skalę może okazać się wybitnie trudna lub wręcz niemożliwa.

Mydło i higiena:

Pomijając początkowe problemy ze zniszczoną infrastrukturą bardzo wiele rzeczy mamy ogarnięte: zwyczaj mycia rąk i prania ubrań, częstego zmieniania odzieży, mycia i gotowania jedzenia przed spożyciem, rozpracowane ziołolecznictwo i anatomię człowieka. Ogólnie moglibyśmy więc spodziewać się medycyny lepszej, niż kiedykolwiek przez pierwszą połową XIX wieku.

Wytworzenie odpowiednich ilości mydła, proszku do prania czy pasty do zębów też nie powinno być trudne. Najbardziej podstawowe mydło można uzyskać po prostu gotując popiół ze smalcem (lepsze jest nieco trudniejsze, ale to mniej-więcej ten sam poziom chemii), proszek do prania: sodę z boraksem i mydłem, pastę do zębów: mieszając sodę oczyszczoną z jakimś trwałym tłuszczem…

Tak więc tutaj nie powinno być problemów.

Tkactwo i Produkcja Tekstylna:

Uprawę lnu i konopi prawdopodobnie potrafilibyśmy ogarnąć w krótkim czasie. Hodowla owiec to coś trochę trudniejszego, bowiem musielibyśmy czekać wiele lat, nim stada osiągnęłyby odpowiednią wielkość. W międzyczasie pewnie ogarnęlibyśmy szlaki handlowe z krajami, w których produkowano by jedwab i bawełnę. Podobnie jesteśmy w stanie produkować takie nadwyżki żywności (jeden rolnik może wytwarzać ją nawet i dla stu osób, tylko dzięki faktowi, że ogarniamy czwórpolówkę, mamy dostęp do kartofli i kukurydzy oraz możemy stosować środki ochrony roślin na bazie tytoniu i wrotyczy), że hodowla zwierząt futerkowych nie byłaby problemem.

Problem polega na czymś innym: kto wie, jak z przędzy zrobić nitkę?

I jak potem z nitek zrobić tkaninę?

Prawdopodobnie w końcu byśmy to ogarnęli. Jednak zanim byśmy tego dokonali i zaczęli produkcję na dużą skalę najpewniej minęłyby całe lata.

Czyli docieramy do kolejnej bariery.

Rower:

Rowerzysta na drodze gruntowej jest w stanie osiągnąć prędkość od 10 do 30 kilometrów na godzinę, w zależności od stanu utrzymania tej drogi i jak bardzo rowerzysta chce się zmęczyć. Rower szosowy na asfalcie może osiągnąć nawet prędkość ponad 50 kilometrów na godzinę.

Czyli w pesymistycznych warunkach będziemy poruszać się z prędkością dwukrotnie większą niż pieszy zużywając przy tym dwukrotnie mniej kalorii.

Wydaje się, że jest to idealny środek transportu na czasy apokalipsy. Zwłaszcza, że nie wymaga tragicznie dużych ilości metalu, co więcej ten nie musi być wyrafinowany (wystarczy stal) i nie potrzeba paliwa ani dużych ilości paszy…

Co więcej: rowery w swoim czasie faktycznie zrewolucjonizowały wiele dziedzin: przewóz osób (dzięki istnieniu riksz rowerowych), usługi pocztowe, działanie policji czy nawet wojsko (strzelcy rowerowi, jakkolwiek ich nazwa głupio nie brzmi, byli naprawdę mobilną i przez to skuteczną jednostką), przynajmniej do momentu, aż nie upowszechniły się pojazdy mechaniczne.

Tak więc po apokalipsie ich złota era mogłaby powrócić przynajmniej na jakiś czas…

Pod warunkiem, że potrafilibyśmy produkować kauczuk na gumę, bo bez opon i dętek rower nie pojedzie…

Aczkolwiek zapotrzebowanie nadal byłoby niższe niż na opony samochodowe (opona rowerowa jest około 13 razy lżejsza, niż samochodowa), więc może ta produkcja kauczuku z mleczy okazałaby się wystarczająca…

Kompas:

To akurat prosta rzecz: namagnesować kawałek drutu pocierając go owczą wełną. Ułożyć na kawałku drewna, umieścić w zbiorniku z wodą.

Przepis można znaleźć w wielu popularnych tekstach. Jeśli więc tylko przetrwałoby kilku miłośników książek przygodowych, to kompasy by nie przepadły.

Szerokość i długość geograficzna, obraz lądów, prądy morskie i kierunki wiatru:

Temat jest zbyt powszechnie znany: globusy i atlasy różnej jakości znaleźć można w niemal każdym domu. Nawet najbardziej umowne przedstawiają świat dokładniej, niż naszym przodkom było dane przez długie tysiąclecia. Mapy prądów morskich i kierunków wiatrów za moich czasów były omawiane w szkole podstawowej i zawierające je podręczniki są ogólnie dostępne.

Informacje pozwalające obliczyć długość i szerokość geograficzną oraz skonstruować proste narzędzia potrzebne do tego są trochę trudniej dostępne, bowiem znaleźć je można dopiero w podręcznikach licealnych.

Uzbrojeni w tą wiedzę odważni ludzie mogą podjąć próbę przetarcia drogi do dalekich krain i otwarcia szlaków handlowych i liczyć na podobne rezultaty, jak w XVII czy XVIII wieku. To znaczy, że rocznie nie stracimy więcej, niż 7-8 procent statków…

No, ale śmiertelność z powodu szkorbutu powinna być niższa, bo każdy, nawet średnio ogarnięty żeglarz-amator wie, co to jest witamina C i że można ją znaleźć w kiszonej kapuście.

Radio:

Budowa radioodbiornika jest dość skomplikowana, aczkolwiek znane są przypadki budowy prostych radioodbiorników i nadajników przez utalentowanych majsterkowiczów, uczniów szkół zawodowych i technicznych (np. swego czasu radio zbudował mój pradziadek, potem wyczyn ten powtórzył wujek) albo więźniów z ogólnie dostępnych materiałów.

Co więcej radio nie potrzebuje do pracy dużych ilości prądów.

Tak więc prawdopodobnie udało by nam się zbudować radia zapewniające łączność między miastami, oddziałami wojska (przynajmniej na poziomie pułku) i radiolatarnie ułatwiające nawigację statków.

Silnik spalinowy:

Jeśli bylibyśmy w stanie wydobywać kopaliny, a w szczególności węgiel, to silnik spalinowy byśmy prędzej czy później opracowali. Ba! W naszym wypadku prawdopodobnie bardziej opłacałoby się pominąć silniki parowe i od razu przejść do produkcji silników spalinowych: wiedza o ich działaniu jest wystarczająco powszechna, schematy można znaleźć w każdej szkole czy nawet ilustrowanej encyklopedii, a są elastyczniejsze, wydajniejsze, mniejsze i wymagają mniej środków do produkcji.

Paliwo też na pewno w końcu nauczylibyśmy się produkować. Można je pozyskiwać z klasycznych złóż ropy i gazu, metodą szczelinowania, wytwarzać benzynę syntetyczną z węgla, produkować i skraplać metan, użyć jako paliwa metanolu, etanolu lub innych alkoholi…

Problem w tym, że jest to bardziej skomplikowane i droższe niż wydobycie ropy z klasycznych złóż.

Balon, szybowiec, lotnia:

Metody produkcji statków powietrznych są dość dobrze rozpracowane i rozpowszechnione, a same materiały (drewno, płótno, blacha falista) są tanie. Problemy z wytwarzaniem tych wynalazków polegają głównie na trzech rzeczach. Po pierwsze: rozpracowaniu odpowiedniej wiedzy teoretycznej (co na szczęście udało się już w XIX wieku), która to wiedza jest obecnie raczej łatwo dostępna. Ogólnie rzecz biorąc wystarczy, że przeżyje kilku pasjonatów lub przetrwa jakaś biblioteka gminna i wiedza pozostanie.

Dwa, że wynalazki te mają niewielkie zastosowanie praktyczne.

Trzy, że zanim rozpracowano wiedzę niezbędną do budowania szybowców mieliśmy już silniki spalinowe…

Szybowce prawdopodobnie bylibyśmy w stanie budować nawet, gdyby nie udało się nam się odtworzyć przemysłu. Najpewniej jednak prawdopodobnie nie przyjęłyby się…

Samolot:

Szybowiec + cztery silniki od kosiarki = samolot ultralekki.

Nie dysponując przemysłem nie bylibyśmy w stanie uruchomić masowej produkcji samochodów. Nie moglibyśmy też oczywiście uruchomić masowej produkcji samolotów, ale moglibyśmy produkować pojedyncze sztuki samolotów ultralekkich i lekkich do zadań kurierskich, pocztowych i wojskowych.

Są tańsze w produkcji i eksploatacji od samochodów, przenoszą do 4 osób lub pół tony ładunku, a jeśli mamy benzynę i mydło, to mamy też napalm…

Tak więc czemu tego nie produkować? Zwłaszcza, że nawet odrzutowce pierwszej generacji zbudowane były głównie z blachy falistej i drewna?

Proch dymny:

Składniki zna praktycznie każdy gracz komputerowy czy fascynat historii. Dopracowanie proporcji to kwestia czasu i eksperymentów. Nauczenie się granulowania prochu jest trochę trudniejsze, podobnie jak dojście do tego, jakie rodzaje prochu najlepiej nadają się do jakich zadań (innych używano do broni ręcznej, a innych do dział lub fajerwerków).

Trudniejsze jest dopracowanie metod odlewania luf, a dokładnie dobranie odpowiednich proporcji stopów o wytwarzaniu lanych, stalowych luf nie wspominając.

Niemniej jednak prawdopodobnie, jako gatunek zrobimy to w kilkanaście lat.

Oczywiście zginie przy tym wiele osób, ale w czym problem?

Proch bezdymny:

Rozpracowanie produkcji prochu bezdymnego i bawełny strzelniczej jest chemią bardzo niskiego poziomu i uda się ją rozpracować, jeśli tylko przeżyje choć jeden człowiek z wykształceniem średnim o specjalizacji chemik-technik.

A ludzi takich jest dużo…

Pytanie brzmi, czy zechcą?

Po pierwsze: produkcja prochu bezdymnego wymaga posługiwania się substancjami trującymi, a wytwarzane substancje są bardzo niestabilne. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że chemik taki w ten czy inny sposób się zabije…

Co więcej: o ile kałacha można zrobić z łopaty, to proces wykonywania standardowych naboi pasujących do standardowych luf, elaborowania tych naboi materiałami wybuchowymi i zakładania spłonek jest trudny. Wymaga bardzo precyzyjnych zakładów przemysłowych i bardzo dokładnej kontroli jakości oraz równie dokładnych przepisów bezpieczeństwa.

Nawet pomimo tego zakłady produkcji broni potrafią wybuchać.

Coś takiego osiągalne jest tylko dla zorganizowanego, dobrze zarządzanego państwa. Jacyś sztukmistrze produkujący broń w piwnicach prędzej czy później pozabijają się.

Elektronika i komputery:

Zasady działania komputerów są powszechnie znane, a same maszyny nie są trudne do zbudowania. Problem polega na tym, że wymagają ogromnych ilości bardzo precyzyjnych części. Nawet proste komputery w rodzaju Odry 1001 wymagają połączenia tysięcy kabli… Prędzej czy później osiągnęlibyśmy taką zdolność produkcyjną, ale działoby się to na długo po tym, jak zbudowalibyśmy prężnie działającą cywilizację.

Być może udałoby nam się produkować jakieś proste kalkulatory oparte na bramkach logicznych (zwłaszcza, że nie potrzebują dużo prądu ani surowców), jednak raczej nic więcej…

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, postapokalipsa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Technologia po apokalipsie: Rewolucja przemysłowa:

  1. Eire pisze:

    Le Guin we „Wracać Wciąż do Domu” opisało podobną sytuację
    Świat po postapo na poziomie dobrze rozwiniętych cywilizacji prekolumbijskich, dominuje barter, rolnicy oddają część zbiorów do komunalnych magazynów, pieniądz raczej w zaniku, transport nożno-wózkowy, zachowała się wiedza o medycynie, są drogi bite i handel między społecznościami, paliwa jest na tyle by utrzymać maszyny przechowujące co najlepszego zostało z Internetu.

    Za wyjątkiem militarystyczno-patryjarchalnej cywilizacji wojowników z gór, która wielkim kosztem buduje bombowce, ale na skutek przerobienia upraw na biopaliwo wywala się na głupi ryj.

  2. Eire pisze:

    Edit: Wymiera ostatnie pokolenie co robiło tekstylia po domach, ale da się to szybko odtworzyć Tkanie to filozofia cepa. Operowania wrzecionem nauczysz czteroletnie dziecko, kołowrotek jest jeszcze szybszy. najprostsze krosna to ramy na kanwę, bardziej skomplikowane, nawet na żakardowe taśmy jest w stanie zrobić majsterkowicz amator patrząc na zawartość każdego skansenu.Nie mówiąc o takim wynalazku jak szydełko czy drut pozwalające na niemal przemysłową produkcję w wolnym czasie.
    To ogólnie pracy upierdliwe i czasochłonne, ale do opanowania. Po prostu siedziałoby się wieczorami i robiło.

  3. Kasztelan pisze:

    Co do gumy, co z cmentarzyskami opon

  4. buszasp pisze:

    Tak sobie myślę, że nawet jak zabraknie gumy na opony, to możemy się przerzucić na transport kolejowy.

  5. barnaba pisze:

    1. Kauczuk naturalny obecnie jest zbierany po obu stronach Atlantyku. Przeprowadzenie karawan na Malaje jest czasochłonne, ale wykonalne. No i dochodzi transport morski, nawet przybrzeżny, odpowiednikiem łodzi Wikkingów.
    2. W chwili obecnej mamy wciąż łatwo dostępne złoża węgla (nawet w Polsce, po „sukcesie” reform lat 90 wróciły biedaszyby). Węgiel koksujący mamy płytko pod ziemią choćby w Wałbrzychu- dziś wydobycie jest nieopłacalne, po apokalipsie może się to zmienić.
    Z ropą naftową rzeczywiście jest gorzej, płytkie źródła oleju skalnego są wyczerpane. Pozostaje rzeczywiście etanol lub metanol.
    Stworzenie silnika parowego opalanego węglem będzie możliwe. Z silnikiem spalinowym trudniej- i to nie tylko ze względu na gorszą dostępność ropy, bardziej skomplikowaną obróbkę, ale też na samą budowę silnika- to bardzo precyzyjne urządzenie. I to nawet biorąc pod uwagę, że prymitywny silnik nie będzie wymagał wyrafinowanych stopów metali. Odtworzenie tej technologii będzie uwarunkowane przetrwaniem lub odtworzeniem precyzyjnych obrabiarek.
    3. Ruda żelaza nie jest trudno dostępna, ale dotyczy to głównie ubogich rud darniowych. Można z nich bez problemu zrobić siekierę, ale już niekoniecznie tłok silnika. Hematyt i magnetyt to już problem.
    4. Ogarnięcie tkactwa nie jest problemem- wystarczy wycieczka do skansenu i obejrzenie kołowrotka i warsztatu tkackiego. Jeszcze w latach 70 w górach oba urządzenia były dość powszechnie używane. A nawet jak w skansen walnie bomba, to pewnie w niejednej wsi leżą sobie na strychach.

  6. August II Mocny pisze:

    Jest jeden rodzaj energii na którym mogłaby oprzeć się rewolucja przemysłowa – energia atomowa

    Zasoby radioaktywnych metali dalej są bardzo duże a elektrownie atomowe można już budować z użyciem technologii z początku XX wieku – to w końcu taki duży silnik parowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s