Na jakie technologie moglibyśmy liczyć po Apokalipsie?

burntimePowszechnie uważa się (powołując przy tym na powiedzonko Alberta Einsteina o czwartej wojnie światowej, która to ma być na maczugi), że Apokalipsa w rodzaju wojny atomowej sprawiłaby, iż cofnęlibyśmy się w rozwoju do jaskiń… Trochę mnie to interesuje i jak kilka razy pisałem osobiście nie wierzę w tą wizję.

Stworzyłem też listę kluczowych technologii i dziś zastanowię się, które z nich stracilibyśmy, a które zdołalibyśmy dość szybko odtworzyć.

Po pierwsze: Apokalipsa nie zabije wszystkich:

Jak pisałem w jednym z wcześniejszych notek tak naprawdę nie ma szans, żeby jakiegoś rodzaju Apokalipsa zabiła tak wielu ludzi, by cofnąć naszą cywilizację do jaskiń. To znaczy: są tak naprawdę tylko dwie możliwości: po pierwsze katastrofa może zatłuc wszystkich ludzi (i przy okazji wszystkie organizmy żywe na świecie), co sprawi, że nasza cywilizacja nie będzie mogla się odrodzić. Lub też nie zatłuc wszystkich: i wtedy najpewniej przetrwa ich na tyle dużo, że odbudują cywilizację.

Co więcej: jest bardzo prawdopodobne, że samą Apokalipsę przetrwa wiele zaawansowanych technicznie państw. Uderzenie asteroidy lub wybuch superwulkanu (jeśli tylko nie uśmierci wszystkich ludzi) usunie z mapy jeden kontynent i zakłóci klimat na całej półkuli, jednak (pomijając następstwa ekonomiczne i polityczne) pozostałe wyjdą bez większego szwanku. Jeśli asteroida uderzy w ocean zniszczeniu ulegną strefy przybrzeżne… I tak np. uderzenie w Pacyfik zabije większość ludzi na zachodnim wybrzeżu USA, północnym Australii i wschodnim Azji, jednak już mieszkańcy wschodniego wybrzeża USA znów nie ucierpią…

Teoretycznie najbardziej niszczący, możliwy problem, czyli Wojna Atomowa także nie wyzeruje naszej cywilizacji. Obecnie odtajniono już większość planów ataku z okresu Zimnej Wojny i wiadomo, że konflikt miał być stoczony w całości na Półkuli Północnej. Nie planowano ani jednego ataku na kraje Półkuli Południowej, a na liście tych ostatnich jest wiele, wysoce rozwiniętych państw, jak Australia, Nowa Zelandia, Brazylia, Argentyna… Zresztą wiele innych, jak na przykład Gabon, też nie odstaje od tego, co na kontynencie europejskim było normą jeszcze w latach 60-tych lub wręcz przewyższa to…

Kraje te oczywiście odczułyby efekty wojny, w tym zimę atomową, jednak ta nie oznaczałaby u nich tak gwałtownego ochłodzenia, jak w Europie, a „jedynie” wiele lat złej pogody…

Co więcej: wiele krajów Półkuli Północnej nie stałoby się celem ataku. Państwa, których nie zamierzano atakować w trakcie Zimnej Wojny to: Portugalia, Hiszpania, południowa Francja, Włochy, Grecja, Rumunia, Bułgaria i Albania, kraje skandynawskie (za wyjątkiem Danii), Japonia (za wyjątkiem basenu Tokio), Irlandia i Kanada oraz kraje Północnej Afryki, Bliskiego Wschodu, a także Indie i Indo-Chiny…

We wszystkich tych krajach istnieje rozwinięty przemysł i działają uniwersytety. Nie mówię, że przetrwałyby w niezmienionej formie, najpewniej polityczne wstrząsy odcisnęłyby na nich swe piętno, a ekonomia jeszcze większe… Niemniej jednak ludzie by zginęli, ale cywilizacja by przetrwała…

Co więcej, gdyby wojna wybuchła dziś, to skutki byłyby dużo mniej druzgocące, choćby z tej przyczyny, że od Zimnej Wojny arsenały atomowe zmniejszono do 1/5 stanów z tamtego okresu…

Niemniej jednak jakie technologie byśmy zatrzymali, a jakie stracili?

Ogień, koło, dźwignia, blok…

…pismo, geometria, arytmetyka, rachunek różniczkowy, rachunek prawdopodobieństwa, metoda naukowa, metoda statystyczna, koła wodne i wiatraki, przekładnia, pas transmisyjny, łuk…

Nie ma możliwości, byśmy stracili te technologie.

Po prostu zbyt wiele osób wie o ich istnieniu oraz zna płynące z nich korzyści (jak na przykład nauczenie się nowych rzeczy z książek o robótkach ręcznych).

Bardzo dobre rolnictwo:

rolnictwoKolejna technologia, której na pewno nie stracimy jest bardzo dobre rolnictwo, pozwalające wyprodukować nam bardzo duże ilości żywności bardzo małym nakładem sił. W stosunku do naszych przodków jesteśmy bowiem o tyle uprzywilejowani, że urodziliśmy się już po dokonaniu wymiany kolumbijskiej, w efekcie czego na naszym kontynencie możemy cieszyć się takimi dobrami, jak ziemniaki, kukurydza czy fasola meksykańska… Co więcej nasiona i sadzonki tych roślin dostępne są łatwo i w ogromnych ilościach. Dzięki temu, nawet okopując ziemię zaostrzonym patykiem (co raczej nam nie będzie grozić) jesteśmy w stanie produkować więcej żywności, niż większość rolników w dziejach świata.

Wystarczy tylko posiać na równych działkach pszenicę, kukurydzę, ziemniaki i fasolę, a następnie zmieniać uprawy co roku… Raz, że w dużej mierze ochroni to zbiory przed szkodnikami, dwa, że utrzyma ziemię w kulturze, trzy, że pozwoli osiągnąć zbiory 4-5 krotnie wyższe, niż osiągał średniowieczny rolnik (w dawnym rolnictwie 1/3 do 1/2 pól pozostawiano odłogiem, dodatkowo kukurydza jest 2 razy bardziej, a ziemniaki 4 razy bardziej wydajne niż europejskie zboża).

Co więcej możemy znacząco zwiększyć wydajność stosując proste środki ochrony roślin w postaci np. wywaru z liści tytoniu (bo mamy tytoń) oraz nawozy jak mączkę kostną (bo wiemy, że trzeba to robić), saletrę (bajecznie prosta do uzyskania) lub azotan amonu (chemia na poziomie liceum).

Hodowla:

Druga rzecz, która sprawia, że nigdy nie spadniemy do jaskiń polega na tym, że udomowiliśmy zwierzęta.

Pomijając fakt, że psy i koty oczywiście da się hodować na mięso (o królikach nie wspominając) ze zwierzętami domowymi jest taki problem, że obecnie, nawet na wsiach nie wypasa się ich dużo. Przeciwnie, żyją tylko w dużych gospodarstwach rolnych i na podwórkach takich perwersów, jak mój ojciec… Wiele ras nie nadaje się też do hodowli innej, niż przemysłowa…

W szczególności problemem jest niskie pogłowie jednego z najbardziej kluczowych zwierząt: konia.

Na naszą korzyść przemawia natomiast fakt, że główne ich pogłowie przebywa na terenach wiejskich, gdzie zniszczenia byłyby siłą rzeczy relatywnie mniejsze.

Prawdopodobnie więc ze zwierzętami tymi i ich białkiem przez jakiś czas byłyby przejściowe problemy, które utrzymałyby się do momentu, aż ich populacja odpowiednio by urosła.

Przechowywanie żywności:

Obawiam się, że współcześnie wiemy też dużo więcej o metodach przechowywania żywności, niż nasi przodkowie. Przykładowo udało nam się powiązać niską temperaturę ze świeżością, a wykonanie prostych chłodni nie wymaga żadnej filozofii (trzeba po prostu wykopać dziurę w ziemi, napchać ją śniegiem, nakryć słomą i zadaszyć), podobnie jak nie wymaga jej pasteryzacja, kiszenie, fermentacja, konserwowanie w cukrze, soli i occie ani wędzenie.

Co więcej, dzięki publikacjom takim jak Przetwory i Nalewki Siostry Marii techniki te są powszechnie znane. W chwili, gdy od ich zastosowania zależałby byt materialny i przetrwanie rodziny myślę, że techniki te jeszcze by się upowszechniły…

A siostra Maria zostałaby świętą.

Sól:

mineraly1Pierwszym surowcem, z którym moglibyśmy mieć problemy jest niestety sól. Co więcej jest to bardzo ważny surowiec umożliwiający prostą konserwację mięsa…

Ogólnie rzecz biorąc jestem pewien, że postapokaliptyczna cywilizacja koniec końców nauczyłaby się wytwarzać sól w dużych ilościach. Istnieje ku temu szereg sposobów: można wydobywać ją ze złóż powierzchniowych, jak te znajdujące się na Saharze, odparowywać ze źródeł wód solankowych (występujących na przykład na Podkarpaciu) lub wody morskiej, wydobywać w rozległych kopalniach podziemnych oraz syntetyzować z kwasu siarkowego i sodu…

Generalnie nie jest to bowiem rzadka substancja…

Problemy są dwa: nie wiem, ile obecnie soli dostępnej jest w złożach powierzchniowych lub łatwo dostępnych z powierzchni. Oraz nie wiem, jakiego wysiłku wymagałoby ponowne uruchomienie wydobycia.

Uruchomienie tego nie byłoby jednak prawdopodobnie szczególnie trudne. Sól można produkować choćby odparowując wodę morską, choć nie jest to proces wydajny (woda taka ma zaledwie 3,5% zawartości soli, więc trzeba odparować jej gigantyczne ilości). Niemniej jednak efekt byłby zapewne taki, że sól byłaby po prostu droga i kilogram mógłby kosztować (dajmy na to) zamiast ekwiwalentu 1 złotego aż 100 złotych… Biorąc pod uwagę, że je się jej raczej niewiele, a jest to rzecz bardzo potrzebna, to jakoś byśmy sobie z tym poradzili…

Podział pracy i społeczeństwo nie-rolnicze:

Powyżej opisany system upraw pozwala na wyżywić 80 ludzi (należy zauważyć, że plony te nie zapewniają pełnego zapotrzebowania pokarmowego człowieka, dietę trzeba uzupełnić mlekiem, jajkami, mięsem i warzywami, jednak tym będzie mógł zająć się ktoś inny) z 4 hektarowego gospodarstwa rolnego. By uprawiać taki obszar potrzeba 1 człowieka i traktor lub 1 człowieka, konia i 5 wynajmowanych od czasu do czasu pomocników, lub 1 człowieka, 2 woły i 5 pomocników lub 1 człowieka i 30 niewolników.

Nawet przy założeniu, że 50% populacji stanowią osoby w wieku nieprodukcyjnym, to możemy spokojnie założyć, że (nawet zanim rozmnożymy odpowiednio liczne pogłowie bydła lub koni) będziemy mogli odesłać bezprecedensowo wysoki (25% społeczeństwa w wieku produkcyjnym) odsetek ludności do prac nie-rolniczych…

Odsetek ten należy zmniejszyć oczywiście o hodowców bydła (tych na szczęście nie trzeba wielu), a także o rolników zajmujących się uprawą lnu i konopi (uprawami tymi na części działek należy zastąpić uprawę pszenicy i kukurydzy) oraz tytoniu (na handel i środki ochrony roślin) oraz innych roślin o znaczeniu przemysłowym lub upraw luksusowych…

Jednak tego typu upraw nie będziemy potrzebowali dużo…

Nie zmienia to faktu, że – gdy tylko ogarniemy rolnictwo i hodowle oraz minął największe trudności wywołane zaburzeniami klimatu (zima atomowa etc.) – będziemy w stanie produkować duże ilości taniej żywności.

To z kolei pozwoli nam użyć posiadanej wiedzy do rozwinięcia rzemiosła i (być może) przemysłu, a także otworzyć urzędy, sklepy, poczty, teatry, drukarnie, gazety, kościoły oraz inne instytucje i dziedziny gospodarki, które uczynią nasze życia znacznie przyjemniejszymi…

Obróbka metalu:

apoprzemysl

Wskaż na zdjęciu 5 możliwych źródeł metalu na narzędzia i tyle samo źródeł krzemienia pasiastego.

Obróbka metalu raczej też by nie znikła szybko. Po pierwsze: dosłownie każdy wie, że metale można obrabiać. Po drugie: dosłownie każdy wie, jak mniej-więcej należy to robić. Dopracowanie szczegółów to bardziej czasochłonna kwestia, aczkolwiek myślę, że w ciągu 4-5 lat od apokalipsy mielibyśmy już wielu niezłych kowali…

Zdobycie surowców też raczej nie byłoby problemem: nasze miasta i ich ruiny są dosłownie pełne wysokiej jakości pół-przetworzonego metalu, który z czasem przekształci się w wysokiej jakości rudę. Tak więc tej technologii też raczej nie stracimy.

Proch strzelniczy:

Ponownie: technologia zbyt powszechnie znana, by miała ulec utracie. Praktycznie każdy historyk, odtwórca historii, fan RPG, prepers czy gracz komputerowy wie, z jakich składników wytwarza się proch strzelniczy. Dopracowanie proporcji to trochę trudniejsza rzecz, podobnie jak nauczenie się granulowania go… Niemniej ponownie są to rzeczy, które w razie czego moglibyśmy dopracować w ciągu kilku lat…

Co więcej, dysponując podręcznikami do chemii dla szkół średnich moglibyśmy produkować też azotan amonu oraz wiele różnych nitratów, które są aż za bardzo wybuchowe jak na nasze potrzeby…

Tak czy siak droga do budowy prostej broni palnej stoi nam otworem.

No, chyba, że po drodze wysadzimy się w powietrze, bo własnoręczne wytwarzanie materiałów wybuchowych nie jest rzeczą mądrą.

Ceramika, szkło, cegła, cement:

Ogólnie rzecz biorąc: ze stuprocentową pewnością możemy produkować jakąś ceramikę lub jakieś cegły. Jeśli uda nam się osiągnąć wystarczająco duże temperatury możemy mieć średnią ceramikę oraz dobre cegły, które możemy poprawić stosując topniki i szkliwienie (to ostatnie jest proste, należy po prostu pokryć ścianki naczyń solą). Sprawi to, że nasza ceramika będzie lepiej nadawać się do przechowywania żywności oraz będzie lepsza.

Rzeczy te, sądząc z opisu technologii są raczej proste: musimy po prostu zbudować spore piece, zapewnić im dużo paliwa i dobry dostęp tlenu. Paliwo należy wymieszać w odpowiednich proporcjach z wapnem (które to proporcje będzie trzeba określić metodą prób i błędów).

Największy problem stanowi zapewnienie dostępu powietrza. To można zrobić dzięki mechanicznie napędzanym miechom, które można zasilać za pomocą koła wodnego (tą technologię będziemy mieć na pewno), maszyny parowej, silnika spalinowego lub elektrycznego…

Obawiam się, że budowa odpowiedniej wytwórni może być trudna: wymaga dużo murarki oraz sporych inwestycji i dużych umiejętności mechanicznych. Na pewno przerośnie umiejętności techniczne i organizacyjne pojedynczego człowieka.

Człowiek, który jej podoła może już mówić o sobie jako o biznesmenie.

Mydło i Higiena:

a793ecb78e4c2bd80ab0ae9c80715549Powiązanie czystość = zdrowie to jedna z największych zdobyczy człowieka. Takie rzeczy jak miednice do codziennego mycia, toalety, jedzenie z osobnych nakryć i osobnymi sztućcami, pozbycie się szczurów, wszy i pluskiew czy też załatwianie się do wygódek, a nie gdzie popadnie ocaliły dosłownie miliony żyć.

Ponownie raczej nie sądzę, żeby te technologie przepadły, bowiem są one za dobrze znane, a ponadto nasza kultura sprawiła, że stanowią one elementarny składnik codziennego życia. Po prostu ludzie będą czuli się niepełni, jeśli nie umyją rąk przed posiłkiem, nie wypłuczą warzyw w wodzie lub nie będą mieć wydzielonego miejsca do załatwiania potrzeb fizjologicznych.

Wytwarzanie mydła i pasty do zębów nie jest powszechnie znanym procesem. Co więcej potrzebne są składniki do których uzyskania potrzebna będzie podstawowa wiedza o chemii. Celem otrzymania pasty do zębów trzeba po prostu wymieszać gęsty tłuszcz (np. smalec, olej kokosowy, margarynę) z sodą oczyszczoną w proporcjach 1:1. Często używa się też innych składników, jednak bazowy przepis właśnie podałem.

Aby wyprodukować mydło należy rozpuścić około 4 łyżki sody kaustyczne w szklance wody (Uwaga! Wyprodukuje to dużo ciepła!), a następnie wlać ten roztwór do 750 litra oleju roślinnego nagrzanego do 100 stopni Celsjusza (Uwaga! Wyprodukuje dużo ciepła!).

Ogólnie: składniki są żrące, naczynia nagrzewają się do dużych temperatur, a całość może pryskać, tak więc wywarzanie mydła niekoniecznie jest najmądrzejszym sposobem spędzania czasu dla zblazowanego internauty. Niemniej jednak po apokalipsie może ono mieć dużą wartość rynkową…

Uzyskanie sody oczyszczonej i kaustycznej jest trudniejsze, ale każda nauczycielka chemii lub farmaceuta będzie to umiała zrobić.

Papier:

By wyprodukować papier należy nabrać trocin, zmielić je bardzo dokładnie, gotować przez kilka godzin w wodzie, aż zmienią się w mokrą pulpę, którą następnie należy rozlać na płaską powierzchnię i odparować z niej wodę.

Zamiast trocin można użyć starych szmat, zużytego papieru, pokrzyw i innych roślin włóknistych, a nawet końskiej kupy (tą należy wcześniej przepłukać przez sito, by oddzielić kał od zawartych w nim włókien roślinnych).

Tak wyprodukowany papier nie będzie biały (lecz można wybielić go np. chlorem), jednak nada się do pisania.

Technologia ta często pojawia się w różnych książeczkach do majsterkowania, tak więc raczej nie ulegnie zapomnieniu.

Druk:

Ponownie: zbyt wiele osób wie co to i jak jest pożyteczne, by został zapomniany…

Jedyne wyzwanie, jakie stoi przed osobą chcącą przywrócić druk polega na dość wysokim poziomie zdolności manualnych koniecznym, by wykonać czcionkę.

Pieniądz, pseudopieniądz, pieniądz rozliczeniowy, kruszcowy i papierowy:

Wbrew fantazjom prepów, którym marzy się rabowanie sklepów, handel w oparciu o pieniądz by raczej nie zniknął: po prostu jest zbyt wygodny. Zmieniłaby się raczej natura pieniądza: prawdopodobnie (przynajmniej początkowo) zostałby on zdominowany przez dwa typy wymiany. Po pierwsze przez pseudopieniądze, czy pospolite, acz poszukiwane towary, na które przeliczano by wszystkie inne dobra. Towary takie stanowić mogłyby: grudki bursztynu, futra zwierzęce, grudki soli, zboże lub fasola, sztuki płótna, głowice siekier, gwoździe, naboje, papierosy, bimber lub w zasadzie cokolwiek innego…

W codziennych transakcjach dominowałby zapewne model, który rozwija się samorzutnie wszędzie: krecha. Polegałoby to na tym, że ludzie nosiliby ze sobą zeszyty, w których wpisywaliby zobowiązania: temu jestem winny towar o takiej wartości, tamten jest mi winien towar o innej wartości i tak dalej i tak dalej…

W umówionym okresie roku dokonywaliby transakcji clearingowych, podczas których niewielkie ilości pseudopieniędzy przechodziłyby z rąk do rąk, a poszczególne transakcje zerowałyby się.

Podobnie złoto i srebro raczej nie utraciłyby swojego statusu kulturowego.

Po jakimś czasie wytworzyłaby się też najpewniej jakaś władza, która wprowadziłaby własny pieniądz, bądź oparty o standardy kruszcowe, bądź papierowy.

Górnictwo, Benzyna i Hutnictwo:

Drugi, po produkcji soli dział, z którym możemy mieć problemy. Jeśli będziemy chcieli odbudować cywilizację w kształcie mniej-więcej podobnym do współczesnego potrzebować będziemy hutnictwa i masowej produkcji stali. Będziemy też potrzebowali też benzyny…

I tu zaczyna się poważny obszar niepewności.

Po pierwsze, by produkować stal w masowych ilościach potrzebujemy ogromnych ilości opału. Tym musi być węgiel drzewny, koks lub gaz ziemny (możemy używać też prądu elektrycznego, ale to po prostu przetworzony węgiel). Użycie węgla drzewnego jest bardzo niewydajne ekonomicznie (celem produkcji 1 tony stali musimy przerobić na węgiel drewno ze 100 hektarów lasu).

Pozostaje więc użycie koksu…. Jego wytwarzanie nie jest szczególnie trudne. Problem w tym, że potrzeba do tego węgla kamiennego…

I tu dochodzimy do pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć: po pierwsze, czy na Ziemi pozostały jeszcze jakieś, na tyle obfite i łatwo dostępne złoża węgla, byśmy mogli się do nich z łatwością dobrać? Bo obawiam się, że – przynajmniej na początku – nie zdołamy dobywać węgla z głębokości (dajmy na to) 100 metrów pod ziemią…

Teoretycznie jeszcze niedawno wydobywano węgiel w tak zwanych „biedaszybach” czyli dziurach wykopanych łopatami. Jednak znów pytanie: czy to wystarczy na potrzeby naszej młodej cywilizacji?

Otóż: nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Myślę, że ludzkość koniec końców dobrałaby się do tych zasobów, jednak w tym celu mogłaby potrzebować bazy naukowej, finansowej i zdolności organizacyjnych, na których zapewnienie potrzebne byłoby kilkaset lat…

Podsumowując:

tory-miles-ruins-v02-t07-for-procreate-recoveredMyślę, że doszliśmy do dobrego momentu, żeby przerwać rozważania. Na potrzeby dzisiejszego odcinka załóżmy, że ludzkości nie udało się ogarnąć wydobycia i produkcji stali… Co więc nam zostaje?

Jeśli nie uda nam się to zagadnienie, jesteśmy zmuszeni to znaczącego cofnięcia się w czasie. Jednak nie będzie to podróż do jaskiń, ani nawet średniowiecza…

Stopień rozwoju, jaki osiągniemy będzie czymś na poziomie wsi i małych miasteczek między XVII a początkami XX wieku.

Ogólna jakość życia, jakie przyjdzie nam toczyć bardzo mocno zależeć będzie od tego, na jakich ludzi trafimy: będą oni mądrzy czy głupi, wykażą się dobrą czy złą wolą, okażą się chciwi czy szlachetni?

Jeśli dobrze trafimy nasze życie będzie wyglądało jak w Avonlea w Ani Z Zielonego Wzgórza, co nie brzmi jakoś strasznie. Jeśli pójdzie w drugą stronę, to skończymy w feudalnej wsi i wczesno-przemysłowym mieście, które ta wieś karmi…

Tak czy inaczej: raczej byłaby to Nausicca From The Valley of Wind, niż Fallout.

Post scriptum:

Screen główny pochodzi z gry Burntime. Screen ostatni z anime

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziwne rozkminki, fantastyka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Na jakie technologie moglibyśmy liczyć po Apokalipsie?

  1. Cadab pisze:

    Nie czytając nawet:
    Na rowery i na listonoszy. Listonosze na rowerach też mogą być

    fite me!

  2. Tablis pisze:

    Tak na marginesie głównego tematu: powiedzonko Einsteina o walce na maczugi nie istnieje. Komentarze w tym stylu krążyły powszechnie za jego czasów, ale nie w tej dokładnie formie. Podobno Einstein wspomniał coś w tym stylu podczas towarzyskiego spotkania, ale dowody są czysto anegdotyczne. Ogólniej mniej więcej 95% krążących po Sieci cytatów Einsteina jest fałszywych.

  3. PK_AZ pisze:

    Notka ci się zdwoiła. Po pierwszym post scriptum płynnie przechodzisz do wstępu.

  4. barnaba pisze:

    Mam parę uwag:
    1. Większość obecnie uprawianych roślin to tzw. pokolenia F1, które oczywiście można rozmnażać z nasion, ale pokolenia potomne tracą część walorów pokolenia rodzicielskiego. Drugi problem jest gorszy- obecnie uprawiane odmiany są dość wymagające, wrażliwe na choroby i szkodniki, wymagające regularnych oprysków i nawożenia.
    Oczywiście, hodowane metodami średniowiecznymi będą pewnie bardziej wydajne od odmian średniowiecznych, ale mniej wydajne niż dzisiaj.

    2. Sól nie jest trudno dostępna, gdyby nie problemy ekonomiczne, spokojnie moglibyśmy nadal korzystać ze złóż w Bochni i Wieliczce. Większym kłopotem byłby jej transport.

    3. Azotan amonu nie jest wcale taki łatwy do uzyskania- po apokalipsie nie będzie łatwo ani o amoniak, ani o kwas azotowy. Wiązanie azotu z powietrza to przełom XIX i XX wieku, wcześniej korzystano z nawozów organicznych (i z nich uzyskiwano też saletrę amonową do prochu strzelniczego).

    4. Uzyskiwanie węgla kamiennego nie jest specjalnie trudne, biedaszyby w Wałbrzychu istniały nawet w latach 90. Mamy w Polsce sporo złóż płytko pod powierzchnią, głównie w dawnym Zagłębiu Wałbrzyskim, których eksploatacja przemysłowymi metodami jest kompletnie nieopłacalna, ale po apokalipsie jest możliwa
    Znowu głównym problemem jest transport- bo po kataklizmie w grę wchodzą albo wozy konne, albo barki żaglowe lub wiosłowe.

    Większym problemem jest ropa naftowa- płytkie złoża wyczerpano już jakieś 100 lat temu, a jej prymitywna obróbka pozwoli uzyskać co najwyżej smar lub asfalt. Benzyna to już wyższa szkoła jazdy.

    Myślę, że stosunkowo szybko udałoby się uzyskać energię z prymitywnych elektrowni wodnych lub wiatrowych- ich konstrukcja to nie jest specjalna filozofia.

    Pytanie oczywiście jakie społeczeństwo powstanie- antyutopia Fallouta opierała się na rozległych skażonych terenach, opanowanych przez groźne potwory lub bandytów niszczących każdą próbę odtworzenia cywilizacji technicznej. Patrząc na Somalię czy Afganistan – takiego scenariusza nie można wykluczyć.

    • Velahrn pisze:

      Benzynę można wytwarzać właśnie z węgla kamiennego, Niemcy tak robili podczas IIWŚ. nie jestem jednak kompetentny w temacie, czy byłoby to możliwe w postapo, jednak technologia jest dość stara (ma 80 lat).

      • Velahrn pisze:

        Edit: Wg Wikipedii ta technologia nawet starsza – https://pl.wikipedia.org/wiki/Synteza_Fischera-Tropscha – bo odkryta 120 lat temu, na na skale przemysłową wytwarzana aż do dzisiaj od lat ’30.

      • Tak naprawdę motoryzacja ma większy problem, niż benzyna (tą zresztą można zastąpić np. alkoholem albo olejami roślinnymi). Jest nik kauczuk na opony. Można go niby syntetyzować (ale jest to bardzo trudne i kosztowne, co więcej niekoniecznie daje kauczuk najwyższej jakości), albo sprowadzać z tropików….

      • barnaba pisze:

        Można wytwarzać benzynę z węgla, ale proces jest bardzo skomplikowany (wymaga albo wytworzenia gazu koksowniczego, albo wysokiego ciśnienia). Po apokalipsie raczej niewykonalne.

        Stosunkowo prosta jest za to budowa prymitywnego silnika parowego na węgiel kamienny (lub drewno- ale zajmuje ono bardzo dużo miejsca).

      • Cadab pisze:

        Czytam to wszystko i nie wierzę.
        Najpierw okazuje się, że proces destylacji jest czarną magią. A następnie jako lepszą alternatywę podaje się produkcję benzyny syntetycznej z węgla.
        A gdzieś w tle uzyskiwanie amoniaku, czyli klasyczne doświadczenie licealne z chemii nieorganicznej, to proces niewykonalny, bo nie. Podobnie jak dalsze używanie tego amoniaku do produkcji czegokolwiek, co wymaga azotu. Szczególnie, gdy ma się w ręce podręcznik do chemii na nawet najbardziej podstawowym poziomie.
        A na koniec, że produkcja koksu to coś, co jest możliwe wyłącznie w warunkach przemysłowych, podczas gdy w garażu można zbudować silnik parowy.
        I mam od tego wszystkiego tak:

        Ja wiem, że ja ledwo liznąłem reformę edukacji z ’99, ale nikt mi nie wmówi, że poziom spadł aż tak bardzo, bo ani proces Habera ani obsługa dziadkowego aparatu do destylacji to nie są nie wiadomo jak skomplikowane działania ani zaawansowana wiedza tajemna. A sam nie jestem chemikiem ani nawet bimbrownikiem.

        Z drugiej strony ta debata stawia pod znakiem zapytania tezę postawioną we wpisie: że pewne rzeczy są „oczywiste” i „każdy je wie”. Najwyraźniej nie są. I to jest strasznie smutne, bo, ponownie, to jest wiedza, którą osoba po szkole średniej powinna posiadać niejako z założenia.

      • pontifex maximus pisze:

        Tak w ogóle, to ja nie jestem specem od silników ani od paliw, ale coś mówi mi że benzyna to gorsze paliwo na post-apo niż gaz i diesel. Ktoś może zna się lepiej?

      • barnaba pisze:

        @Cadab
        I tu Cię zaskoczę. Sama destylacja na skalę laboratoryjną jest dość prosta (co prawda wymaga delikatnych kolb szklanych i chłodnic, ale ich uzyskanie jest wykonalne). Gorzej ze skalą przemysłową, bo uzyskanie pół litra benzyny nic nie daje- do czegokolwiek poza odpaleniem kuchenki benzynowej potrzebujesz około 50 litrów.
        W praktyce jeszcze w XIX wieku na Podkarpaciu prowadzono prymitywną destylację ropy naftowej podgrzewając ją w kociołku nad ogniskiem. Tym, co pozostało, smarowano osie wozów konnych, frakcji bardziej lotnych nie udawało się uzyskać, mimo że byłyby całkiem niezłym paliwem.
        Że nie wspomnę o metanie i propanie z butanem, które nie jest tak łatwo przechowywać, jeśli nie masz dostępu do butli gazowych.
        Zbudowanie po apokalipsie silnika benzynowego z wewnętrznym spalaniem wymaga już dość zaawansowanej i precyzyjnej obróbki metali.

        Amoniak w szkole uzyskiwało się działając ługiem sodowym na sole amonu. Problem w tym, że my właśnie potrzebujemy azotanu amonu, a nie amoniaku. Przemysłowe metody uzyskiwania amoniaku wymagają naprawdę solidnej aparatury.
        https://pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_Habera_i_Boscha

        Prosty silnik parowy to naprawdę żadna filozofia:
        https://pl.wikipedia.org/wiki/Bania_Herona
        Przeniesienie napędu z tego cuda za pomocą pasa transmisyjnego również.
        Na youtube jest spor tutoriali pokazujących bardziej skomplikowane silniczki do domowego wykonania.

      • Cadab pisze:

        Chciałem napisać sensowną odpowiedź i kontrargumenty. Ale potem uświadomiłem sobie, że nie warto, bo zapewne trzeci raz powtórzysz te same bzdury. Zatem jedyna odpowiedź, jaka pozostaje:
        (You)

        Ale chociaż wiem, że poziom edukacji jednak wziął w łeb i to ostro.

  5. barnaba pisze:

    @pontifex maximus- na post-apo to najprawdopodobniej najlepszym pod względem dostępności paliwem będzie drewno, ostatecznie węgiel drzewny.

  6. K32 pisze:

    Kwas azotowy można uzyskiwać za pomocą łuku elektrycznego, jest parę filmów na yt pokazujących jak to zrobić. Mniej ekonomiczne od metody Habera i Boscha, ale prostsze w wykonaniu.

    • barnaba pisze:

      Można, ale wymaga to dość solidnego sprzętu- choćby prądnicy.
      Technologie po apokalipsie będziemy znali, wyłożyć się możemy na sprzęcie- nawet produkcja prostych szklanych kolb destylacyjnych może być problemem- bo będzie wymagała huty szkła i doświadczonego dmuchacza.

      • K32 pisze:

        Zakładając, że miasta zostaną zniszczone a wioski ocaleją(jak w poście). Prościej będzie zdobyć agregat i zestaw akumulatorów niż komory wysokociśnieniowe i zamrażarki (-50 stopni C). Także jest to wykonalne, oraz względnie proste. Pytanie jak bardzo to będzie opłacalne(w końcu czymś trzeba ten agregat lub prądnicę zasilić), prawdopodobnie prościej będzie uprawiać większy areał i hodować rośliny motylkowe. Azotany zaś zostawić jako materiały wybuchowe.

      • barnaba pisze:

        @K32 – agregat można w sumie zmontować nawet w prymitywnych warunkach, gorzej z akumulatorami, nawet tymi najprostszymi.

        Teoretycznie każdy problem techniczny można ominąć na zasadzie „może się gdzieś sprzęt uchował”, ale problemem będzie odtworzenie tego sprzętu.

        Prądnicę można zasilić kołem wodnym lub wiatrakiem. Oczywiście pytanie czy da ona natężenie prądu wystarczające do stworzenia efektywnego łuku elektrycznego.

      • Teoretycznie się da. W XIX wieku i w pierwszej połowie 20 wieku przebudowywano młyny na elektrownie, by zasilać niewielkie fabryki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s