Trzy planety zwane Polską:

droga2Jak wiadomo: lubię sobie pojeździć po Polsce. Za każdym razem zaskakuje mnie, że istnieją co najmniej trzy krainy kryjące się pod tą nazwą. Żyjący w nich ludzie mówią tym samym językiem i mieszkają często całkiem niedaleko siebie. Faktycznie jednak żyć mogliby na innych planetach, ich codzienność jest bowiem zupełnie inna, niepodobna do siebie, mierzą się w niej z innymi problemami, mają inne cele, zdobywają inne nagrody, cenione są też inne cnoty…

Co więcej (i to uderza mnie jeszcze bardziej) mieszkańcy tych krain nie za bardzo wierzą w swoje wzajemne istnienie…

Do tego stopnia, że często nie opowiadam już, gdzie byłem i co widziałem. Bo ludzie patrzą na mnie jak na głupka.

Trzy polski:

Pierwsza Polska składa się z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, zapewne też Gdańska i Łodzi, a także (i niewątpliwie) Lublina, Rzeszowa, Krosna, Mielca i wielu innych miast. To kraina głównie dużych i średnich miast, otaczających je miasteczek-sypialni oraz pełniących podobną funkcję wsi. Rozwijających się, zwykle technologicznych, zagłębi, utrzymujących bogate połączenie ze światem, a także ich dalekich kolonii, jak (mam wrażenie) Sandomierz, Zakopane czy Polańczyk.

Druga kraina to Polska miast post-przemysłowych, jak Stalowa Wola, Sanok, Ciemnogród, Katowice, Kielce czy Radom, kraina małych miast, leżących nigdzie i nie utrzymujących kontaktu z niczym, jak Bukowsko czy Janów Lubelski oraz zbyt małych i zbyt oddalonych od czegokolwiek, by mogły one sprawnie egzystować jak Iłża albo Łańcut, a także wsi, zarówno tych, w których ciągle uprawia się ziemie, tych, które służą za umieralnie jak i takich, które są sypialniami miast i miasteczek.

Trzecia Polska to kraina koszmaru Pogórza Przemyskiego i prawdopodobnie głębokich Bieszczad, Beskidu Niskiego i najpewniej Polesia, Lubelszczyzny, podwarszawskich wsi Mazowsza i (znów prawdopodobnie) gęsto zalesionych województw zachodnich.

W niej nic nie ma, a w szczególności ludzi, lub przynajmniej wkrótce nie będzie. Są wsie zamieszkane wyłącznie przez starych ludzi, mogiły i ruiny w lasach, drogi gruntowe, wilki i niedźwiedzie oraz bieda i nędza. A także wielkoobszarowe gospodarstwa rolne i cyberpunkowie.

Kiedyś tego było więcej:

6031316817dba_pKiedy chodziłem na studia tych „Polsk” było zdecydowanie więcej i inaczej przebiegały. Tak więc była Warszawa, Wrocław i Kraków (oraz zapewne kilka innych, dużych miast, których wtedy nie znałem), które stanowiły pierwszą Polskę. Następnie Lublin (z tych, które ogarnąłem doświadczeniem), po nim Rzeszów, po nim Ciemnogród, następnie Pogórze Przemyskie, Bieszczady i miasteczka pod Ciemnogrodem, choć już Przemyśl należało wykluczyć, a po nich Ukraina. Wyjazd z Ciemnogrodu na Ukrainę był taką samą zmianą cywilizacyjną, jak z Ciemnogrodu do Rzeszowa lub z Rzeszowa do Lublina…

Zmianę tą odczuwało się natychmiast, bowiem psuł się lub poprawiał asfalt na drodze.

Jakość asfaltu nawiasem mówiąc nadal jest wyznacznikiem, ale nie aż tak znacznym i często mylącym. Przykładowo Przemyśl ma świetne drogi dojazdowe. Takie nowe, gładkie, mało używane… Jednak należy go raczej zaliczyć do Polski nr 3 niż nr 2.

Różnice cywilizacyjne:

Mam koleżankę (w sumie to „współpracownica” byłoby lepszym określeniem) w pracy. Koleżanka strasznie narzeka na swoje dzieci, bo te tylko telefony, telewizory i zabawki… A ona w ich wieku pilnowała krów na pastwisku…

Koleżanka jest ode mnie ze trzy lata młodsza.

I powiedzmy sobie szczerze: za moich czasów pasanie krów przez dzieci nie było już codziennością. A przynajmniej nie w świecie, w którym żyłem…

Niemniej jednak taka różnica doświadczeń jest właśnie tym, o czym chcę pisać.

Jak mówiłem: Polski są trzy i ich granice moim zdaniem łatwo wskazać. Obszar pierwszej wytycza zasięg Pyszne.pl (Ciemnogród jest na granicy, jest w nim dokładnie 1 knajpa dostępna w usłudze). Symbolem drugiej są Paczkomaty. Obszar trzeciej Polski to wszystko to, co znajduje się poza zasięgiem tych ostatnich…

Trzecia Polska jest chyba najłatwiejsza do opisania: nie ma tam po prostu nic, oprócz lasów, dzikich zwierząt oraz użytków rolnych. Te ostatnie to obecnie duże, wielohektarowe gospodarstwa rolne, które zajęły miejsce PGR-ów i mniejszych gospodarstw oraz leżące odłogiem pola tam, gdzie to nie nastąpiło. Poza tym senne miasteczka i miejscowości, gdzie nic się nie dzieje.

To takie miejsca, jak Płonna, gdzie jest duża hodowla krów i gospodarstwo agroturystyczne, Wisłok Wielki, gdzie jest zabytkowa cerkiew oraz cztery czy pięć gospodarstw agroturystycznych, Bażanówka, gdzie przez lata młodzież co wieczór gromadziła się pod knajpą nieczynną od lat knajpą, Królik Wołoski, gdzie jest kilka bloków pozostałych po PGR-ach i nic więcej, czy taka dziura pod Przemyślem, której nazwy nie pamiętam, gdzie z całej cywilizacji jest kościół, sklep spożywczo-przemysłowy i skrzynka na listy.

Prócz tego nie ma tam nic.

Są ludzie o złym wzroku, którym długo śledzą przejeżdżające rowery. Są właściciele dużych gospodarstw rolnych. Są też cyberpunki. Siedziby cyberpunków łatwo poznać: duży, ładny dom, duży garaż na sprzęt sportowy i duże kamery z czujnikami ruchu, które mierzą każdego, kto podejdzie zbyt blisko.

Co więcej: okolice te znajdują się zwykle dość daleko od miejsc, które nazwałbym pełną Polską 2, najczęściej oddalone o co najmniej 30-40 kilometrów. Zwykle też wykonanie każdego zakupu wymaga podróży na ten dystans. Na miejscu nie można nabyć niczego, prócz najbardziej podstawowych produktów: chleb, makarony, wędliny, mydło, szampon, proszek do prania, piwo, wódka… Zwykle znacznie droższe, niż w innych sklepach, bo „przecież nie będziesz po to do X zapieprzał”.

A czasami wręcz nie można nabyć niczego.

Druga Polska:

KWcHVSEOqyyWtWwTKiedy byłem w liceum strasznie współczułem mojemu ojcu, który codziennie musiał jeździć do pracy do Leska. Od Ciemnogrodu do Leska jest około 15 kilometrów i dojazd trwa jakieś 20 minut (30 w zimie), co dla mieszkańców naszego miasta po dziś dzień jest strasznym dystansem i przedziałem czasowym. Nic dziwnego: mniej więcej tyle potrzeba, by dojść na drugi koniec naszej metropolii.

To wielu osobom się podoba, nawet tutaj. Niejeden twierdzi, że jesteśmy takim zdrowym, cichym zadupiem. Tak naprawdę jest to trochę strefa komfortu, bowiem (przynajmniej pozornie) niczego nam nie brakuje. Kupić tu można wszystkie towary luksusowe dostępne w dużych miastach, jak nie na miejscu, to przez Internet lub na wyprzedaży w Lidlu… A Internet mamy lepszy niż w centrach dużych miast! (600Mbit/s).

Jednocześnie jeśli bliżej się przyjrzeć to wcale tak różowo nie jest. Jeśli chcesz kupić lepsze ubranie, to jedziesz do Rzeszowa lub Krosna, jeśli chcesz zjeść coś w restauracji, to również. Jeśli chcesz iść do sklepu, to musisz zdążyć na 17, bo po tej godzinie zamykane są wszystkie. Jeśli chcesz iść do baru, to zamów taksówkę na 22, bo o tej porze zamykamy knajpy…

Jeśli chcesz popełnić przestępstwo, to w zimie po 16 nie będziesz miał na ulicach świadków.

Pół miasta ubiera się w Lidlu, drugie pół w Chińskim Markecie, a całkiem sporo ludzi na rynku…

Pracy u nas nie ma, pracę się załatwia. Do tego stopnia, że w proces rekrutacji biletera do naszej instytucji osobiście zaangażowała się wyższa hierarchia kościelna…

Ludzie też mają zabawny stosunek do cudzoziemców. Oczywiście nie cierpią „ciapatych” i „czarnych”, ale niektórych chyba uważają za oswojonych. Wszystkie te narodowe łebki jedzą bowiem w kebabach obsługiwanych przez Ormian i Turków, mają też w rodzinach pary mieszane, a w każdej klasie szkolnej jest czarne dziecko… Mam wrażenie, że ludzie ci nie całkiem wiedzą, kim są ci straszliwi emigranci, których tak się boją (bo się boją).

Z drugiej strony przybysze z dalekich stron to goście, których obecność nobilituje.

Sam pamiętam, kiedy do naszej instytucji zawitała Koreanka! Jakim zaszczytem było dla naszego obecnego dyrektora ją gościć! Jak cieszył się, że przybyła oddać hołd naszym mistrzom! Mało nie pękł z dumy!

Koreanka nawiasem mówiąc nie przybyła do nas chyba z Korei, a z Rzeszowa, najdalej z Warszawy…

Co też jest sporym dystansem. Poważnym problemem obu poprzednich Polsk jest trudność w wyrwaniu się z nich: generalnie, żeby gdzieś pojechać trzeba mieć samochód. Coś takiego, jak komunikacja publiczna nie istnieje, przykładowo autobusy prowadzące do najbliższego, sąsiedniego miasta (oddalonego o 8 kilometrów) jeżdżą co 2 godziny.

Z drugiej strony: mieszkańcy tej Polski mało podróżują i te 8 kilometrów samochodem to już jest wyprawa, wydatek i przygoda. O tym, że dystans ten można pokonać na przykład rowerem, albo hulajnogą elektryczną myślą tylko dzieci i dziwolągi…

Pierwsza Polska:

Eo-780VXUAMVmF0To Polska dużych miast i ich sypialni. Nie należy mylić jej z turystycznymi centrami, pełnymi knajp, nocnych klubów i restauracji, które też są w tych miastach, ale stanowią świat sam w sobie, odrębny od reszty, w zasadzie taką Polskę Numer Zero. Jest to wszystko to, co kryje się za nimi.

Zresztą, mam wrażenie, że prawdziwi mieszkańcy tych miast rzadko owe centra odwiedzają.

Jest to przede wszystkim Polska długich dojazdów. To miejsce, gdzie odwozisz do przedszkola dzieciaka nie przez 15 minut, tylko przez 1,5 godziny, a potem tyle samo jedziesz do pracy. Wielkich i tak naprawdę pustych osiedli, gdzie są tylko bloki oraz (ponownie) sklepiki z najbardziej podstawowymi produktami. Gdzie po prostu musisz mieć jakiś środek transportu, choćby była to hulajnoga elektryczna (stąd też ich, niezrozumiała dla nas, mieszkańców Polski Dwa popularność).

Jednocześnie jest to Polska, gdzie (zupełnie jak w trzeciej Polsce) kupienie czegokolwiek poza podstawowymi rzeczami wymaga długiej, lecz żmudnej ekspedycji…

Aczkolwiek w tej Polsce działają firmy, które te rzeczy klientowi przywiozą do domu, pozwolą je dotknąć, przymierzyć i ewentualnie odwiozą.

To kraj, gdzie pracę można mieć od ręki: wystarczy wejść do sklepu i zrobić dobre wrażenie.

Gdzie ludzie codziennie pracują z innymi ludźmi z całego świata, a użeranie się z Hindusami czy mieszkańcami bliskiego wschodu to codzienność, bardziej realna, niż sąsiad z klatki, z którym mieszkacie przez drzwi.

Gdy o nich opowiadam nikt mi nie wierzy:

Trochę zabawne jest to, że jeśli opowiadam o którejś z tych Polsk osobom spoza ich granic nie bardzo wierzą. Niezależnie o której opowiadam ludzie (poza tubylcami) zachowują się tak, jakbym opowiadał o zwyczajach orków i krasnoludów…

Ba! Nawet gorzej! W ich istnienie prędzej ludzie by mi uwierzyli.

Kiedy w pokoju socjalnym w pracy staram się wytłumaczyć sens istnienia hulajnogi elektrycznej, diety pudełkowej albo publicznego kibla z automatyczną obrotnicą, ludzie traktują mnie jak wariata. Dla nich to po prostu perwersje zdziwaczałych miastowych, którym w głowach się przewraca z nadmiaru bogactwa. Ja natomiast owymi perwersjami jestem w ich oczach skażony.

Z drugiej strony siostra (która od lat mieszka w Krakowie), kiedy mówię jej, że gdzieś trzeba jechać 20 kilometrów i może nie chciałaby tracić paliwa, dziwi mi się strasznie… Przecież ona codziennie spala więcej benzyny na stanie w korkach!

W istnienie tej trzeciej Polski nie wierzy zupełnie nikt.

Prawdopodobnie dlatego, że mało kto jej doświadczył. Koniec końców nikt tam nie mieszka i mało kto bywa…

To nie jest podział wieś-miasto:

Co istotne, to nie jest podział na linii wieś-miasto, ani też małe-duże miasta. Jest on głębszy… Zacznijmy od tego, że obecnie nie ma już czegoś takiego jak Wieś Wędrowyczowska czy miasteczka w rodzaju tych z „Rancza”. Są miasteczka, gdzie części mieszkańców wydaje się, że żyją jak według reguł z tego ostatniego serialu i podejmują takie decyzje jak oni, w myśli mając takie same idee…

Jeśli sytuacja w naszym kraju będzie rozwijać się w tym kierunku, w jakim idzie, ludzie ci za kilka lat trafią na gilotynę i nawet nie będą wiedzieć dlaczego…

Obecnie w typowej wsi mieszka może z jeden rolnik, po kątach mieszka kilku patusów, jednak same wsie są albo sypialniami dla pierwszej lub drugiej Polski, albo większość ich mieszkańców pracuje gdzieś w Unii Europejskiej, albo ma spore biznesy, albo jeździ na ciężarówkach.

Miasteczka natomiast albo należą do Drugiej Polski, albo też stanowią sypialnie dla Pierwszej.

Te sypialnie wyglądają (niezależnie od tego, w której Polsce leżą) zawsze tak samo: jest w nich sporo ludzi relatywnie zamożnych, sporo niekoniecznie zamożnych, ale pracujących i pewna liczba patologii, która tylko czeka, by jakoś poprzednie dwie grupy skroić.

To też nie jest podział Metropolia-Prowincja, Wieś-Miasto albo Wschód-Zachód:

pladrowacPodział jest głębszy… Otóż: po części działa to oczywiście na zasadzie Metropolia-Prowincja, a to dlatego, że Metropolia kolonizuje, a niekiedy też podbija Prowincję. Po prostu jeśli jakieś mniejsze miasteczka i wioski znajdują się w strefie wpływów większych (można do nich wygodnie dojechać, mieszkania są tam tańsze i położone w ładniejszej okolicy) to mieszkańcy tych większych budują tam domy i kupują mieszkania, w rezultacie czego dana okolica zostaje zamieniona w sypialnie.

Czasem ma też miejsce podbój, jak obecnie w okolicach Ciemnogrodu. Ten polega na tym, że miasto wyprzedało się już z większości nieruchomości, postanowiło więc spróbować włączyć w siebie sąsiednie gminy, by tym sposobem odnowić możliwość wyprzedaży majątku…

Częściowo wynika to z faktu, że mieszkańcy Drugiej Polski nie mają i nie widzą interesu w stylu życia Pierwszej. To spowodowane jest prostą przyczyną: mimo ubóstwa wyboru, udogodnienia są u nas ściśnięte bardzo blisko siebie. W dowolne miejsce można dostać się w ciągu pół godziny marszu i tak samo można też z niego wrócić.

Problemem są też bariery mentalne.

Jakkolwiek szowinistycznie by to nie brzmiało wchodzi tu też coś takiego, jak jakość społeczeństwa. Myślę, że wynika to niestety z powyższego: braku obycia w świecie, który to brak obycia (przynajmniej w wypadku Ciemnogrodu) uruchomił spiralę samozagłady… Po prostu z tych, którzy pojechali w daleki świat mało kto wrócił. Zostali tylko ci, których daleki świat nie interesuje, a braki ludności zastąpili przybysze z Trzeciej Polski, dla których to My jesteśmy dalekim światem…

Otóż: to nie chodzi o to, że władze naszego wspaniałego miasteczka i jego mieszkańcy nie chcą dobrze. Oni chcą, tylko nie całkiem zdają sobie sprawę z tego, jak to „dobrze” ma wyglądać, swoją opinię kształtują na serialach typu „Ranczo”

Nasze miasto żyło przez dwa stulecia z produkcji parowozów? To wydajmy ogromne pieniądze, by tą produkcję utrzymać! Produkowaliśmy świetne parowozy! Nie możliwe, żeby nikt nie chciał dłużej ich kupować! Klienci wrócą i w fabryce parowozów ponowie znajdzie zatrudnienie 8.000 osób, jak za czasów Gierka!

Trzeba inwestować, bo inwestycje nakręcają życie gospodarcze! Więc inwestujemy! Nawet z planem i pomysłem! Lecz bez wiedzy o biznesie i niestety wieśniacko!

Zbudowaliśmy więc halę targową, potem jednak pomysł się zmienił i postanowiliśmy ją sprzedać. Kupiec jednak się nie znalazł. Zbudowaliśmy deptak, bo wszystkie duże miasta mają deptaki! Ale ludzie nie przyszli! Zbudowaliśmy duży, płatny parking, ale odcięliśmy sobie do niego dostęp deptakiem! Zresztą, niewielka strata, bo samochody się w nim nie mieściły! Zbudowaliśmy nową komendę policji, żeby sprzedać starą: ale znów, nikt nie chce jej kupić! Zbudowaliśmy dworzec autobusowy, ale pierdolnęliśmy takie ceny za postój, że autobusy pouciekały! W ten sam sposób ułatwiliśmy życie handlarzom z rynku warzywnego i tak gdzie kiedyś było 40 kramów jest obecnie 1. Płacimy PKP za utrzymywanie pociągu, bo transport przyciągnie inwestycje i turystów… Ale skład wozi powietrze! Powstał basen, z tej samej przyczyny i dopłacamy do niego! Sztuczna plaża, ale zmyła ją powódź! Zbudowaliśmy obwodnicę miasta, leczpasą się na niej dziki! Zbudowaliśmy galerię handlową, która nawet z wyglądu galerii handlowej nie przypomina…

Inwestycją tym, mimo że często są to rzeczy potrzebne i tworzone z pomysłem nierzadko brakuje podstawowych elementów niezbędnych do odniesienia sukcesu. Przykładowo: podczas budowy dworca PKS zapomniano się zapytać przewoźników ile faktycznie mogliby zapłacić za możliwość korzystania z niego. Nikt też nie zastanawiał się, ile rzeczywiście ruchu on obsłuży.

Po prostu ludziom tym nie przyszło do głowy, że przewoźników interesują koszty. Wyszli z założenia, że właściciele Neobusa czy Galicja Ekspres wożą dużo dużo ludzi i zarabiają na tym dużo dużo pieniędzy, więc zapłacą ile trzeba, żeby korzystać z takiego pięknego i nowoczesnego dworca dla ich pięknych i nowoczesnych autobusów…

W efekcie więc powstała dwupiętrowa konstrukcja ze szkła i stali, która większość czasu stoi pusta, generując koszta. W sąsiednim mieście jest podobnej wielkości siedziba Powiatowego Inspektora Weterynarii, gdzie na dwóch piętrach urzęduje 6 osób. Facet, który ją zbudował budował sobie w ten sposób pomnik i ostatnie, o czym myślał było „za to ogrzać i utrzymać”.

Powoduje to, że owe inwestycje, zamiast być pożyteczne generują tylko koszta.

Sprawia też, że ludzie z Polski Dwa coraz bardziej traktują słowo „inwestycja” jako coś, co robią ludzie na filmach: podobnie jak rzucanie czarów albo loty w kosmos. Jako fikcję. Zabobon w który wierzą tylko dzieci i naiwni idioci z mózgami wypranymi światowością, jak Ja.

Aczkolwiek myślę, że ostatecznie to Ja będę się śmiał.

Za kilkadziesiąt lat Polski Dwa nie będzie… Tam, gdzie to będzie możliwe pożre ją Polska Jeden, tam, gdzie okaże się to niemożliwe, przemieni się w Polskę Trzy lub osiągnie jakieś inne stadium swego rozwoju, ale raczej nie będzie to piękny motylek.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziwne rozkminki, Geopolityka, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „Trzy planety zwane Polską:

  1. Michał pisze:

    Co do Polski dwa i sprawy inwestycji – na szczęście (lub niestety) to nie jest tylko nasz problem. Hiszpania i Grecja za pieniądze unijne, czy Irak czy kraje trzecie za pieniądze pomocowe budują często dużo i bez sensu, bo wszyscy wierzą że odpowiednią ilość betonu i stali rozwiąże się problemy. A tymczasem często właśnie jest tak, że Kolej Dużych Prędkości wozi powietrze jak w Hiszpani czy otwarcie lotnisk na greckiej prowincji (oprócz pewnego ułatwienia turystyki) otworzyły połączenie dzięki któremu kto mógł to uciekł do Aten.

  2. pontifex maximus pisze:

    Czy Ciemnogród należy do tych miejscowości, gdzie władze betonują wszystko, co popadnie?

    • Może nie wszystko, ale całkiem sporo wybetonowały. Na przykład obydwa rynki, żeby żyć się tam nie dało.

      • miedzianagora pisze:

        Czy chodzi o Sanok?

      • Nie. Stanowczo będę twierdził, że w żadnym wypadku nie chodzi o Sanok, a wszystkie podobieństwa są przypadkowe.

      • miedzianagora pisze:

        Ale to ten piękny rejon, w którym w pewnym mieście wybudowano niegdyś dworzec kolejowy, podczas gdy zapomniano o budowie linii kolejowej 😁 I ruiny skoczni narciarskiej (a właściwie ślady) w Iwoniczu…

      • zapytający pisze:

        O tym Sanoku to na wikipedii pisze, że był ośrodkiem ropy, a on pisze, że jego miasto to od jakichś parowozów, więt to chyba nie to. Chociaż z drugiej strony to właśnie w Sanoku jest to całe muzeum wsi, w którym on czasem pisze, że pracuje.

      • zapytający pisze:

        A tak w ogóle to zamierzasz sie w końcu zwolnic? Bo przecież większość roku pandemia, siedzisz w domu, kasa leci, szkoda takiej fuchy, szczególnie kiedy ci zarobki z tych ważek rok temu ukrucili. To byś też był z reką w nocniku, jak tamten.

      • Prawdę mówiąc dokładnie z tego powodu jeszcze nie zrezygnowałem: pół roku siedzieliśmy w domach i dostawaliśmy pieniądze za bezdurno. Ważki natomiast zawsze były dodatkowym źródłem zarobku.

  3. Rita pisze:

    Znam to – nikt mi nie wierzy jako opowiadam o Polsce 2 i 3. Jestem uważana za jakiegoś nawiedzonego lewaka, że śmiem się przejmować tym, że istnieją miejsca z wykluczeniem transportowym czy cyfrowym. Co ja za androny plotę zamiast gadać o wyprzedażach i żarciu z restauracji…

  4. Siman pisze:

    „Druga kraina to Polska miast post-przemysłowych, jak Stalowa Wola, Sanok, Ciemnogród, Katowice, Kielce czy Radom”

    Dziwną cezurę ustawiłeś. Z Katowicami to jestem prawie pewien, że masz myśli raczej satelity Katowic, gdzie faktycznie jak jebło u wyjścia z komuny tak już się nie podniosło, ale same Katowice to jest bardzo mocno Polska Pierwsza, w liczbie korpo, IT, biurowców, hulajnóg, szalejącej gentryfikacji i patodeweloperki zdecydowanie wyprzedza taki np. Lublin. Wiadomo, że wiele zależy od osiedla, ale to chyba jak w każdym dużym mieście.

    Ale nawet Kielce czy Radom mają i hulajnogi, i kible publiczne, i pyszne.pl, i diety pudełkowe. Te ostatnie to akurat nie wiem czy tak znowu rzecz tylko z Pierwszej Polski. Jestem na takiej od roku prawie, testowaliśmy kilka różnych z żoną i połowa firm obsługujących Lublin miała siedzibę w Łukowie, a dostępne rejony dostawy obejmowały szereg zadupiastych miasteczek okolicy Lubelszczyzny, które i do Drugie Polski by się raczej awansem zaliczały. Biorąc pod uwagę, że sens biznesowy istnienia takich firm zasadza się m.in. na tym, że wszystkie adresy można ogarnąć jednym dobrze rozplanowanym kursem, to ktoś z tego w tych lokalizacjach musiał korzystać, jeśli oferują.

    Ale ciekawi mnie to czarne dziecko w każdej klasie w Sa… Ciemnogrodzie. Naprawdę teraz imigracja tak się rozlała? Do nas przyjeżdżają studiować i jeździć Boltem, ale co oni mieliby robić na prowincji?

  5. zapytający pisze:

    Piszesz, że nie wierzą u ciebie w sens inwestowania. A może po prostu każdy, kto próbuje, to się przejeżdża. Bo co tam u Tomka, tego od siłowni. „Opowieść o dwóch Tomkach” kiedyś u ciebie była. Pytam, bo wiadomo: siłownie musiały zamkniete

  6. DoktorNo pisze:

    „Problemem są też bariery mentalne.”

    Innymi słowy, „kapitał kulturowy”.

  7. bamboose pisze:

    Jeszcze są uzdrowiska/letniska ale to już raczej zależy „zarządu”, bo odległość od większego miasta nie ma znaczenia. Między moim, a sąsiednim miasteczkiem uzdrowiskowym to około 3km, a skala głupoty jest nieporównywalna. Centrum handlowe oczywiście zaliczone, rozbudowa deptaku niby ok ale trwa już chyba od ponad 10 lat, patodeveloperka mimo, że jeszcze poprzednie grand investment nawet w połowie nie sa zapełnione. Za to straciliśmy dwie duże imprezy (sportowa i biznesowa, a trzecia kulturalna ledwo dycha), kino i bibliotekę, parkingów nadal za mało przez co w sezonie łatwiej czekać na dryf kontynentów niż jechać czymkolwiek. Chyba tylko ścieżka rowerowa się udała ale tego nie robili sami.
    Jebutnego dworca kolejowego dla pięciu pociągów dziennie jeszcze nie ma ale wszystko przed nami, bo gmina dogadała się w końcu z PKP, za to mamy mini Krupówki i basen miejski otwarty w sezonie ale bez nalanej wody, bo i po co? 😜

  8. Cadab pisze:

    Nie ma dziwne, że nikt nie chce w ten podział wierzyć, bo jest tak przejaskrawiony, a przy tym tak dziwacznymi liniami przebiega, że nikt tego nie potraktuje poważnie 😉
    Szczególnie dziwaczna jest kategoryzacja „Polski Drugiej”, gdzie w zasadzie jest wszystko, a także nic, bo jedziemy od Katowice do bieszczadzkich miasteczek. Może jeszcze dorzućmy do tego PetroBaltic, w końcu to też w jakimś sensie jednostka osadnicza (nawet adres ma), a nie ma dzików, więc jak nic Polska Druga.

    PS
    Trochę szkoda tego starego dworca PKS w Sanoku. Ale jeśli to jakimś pocieszeniem jest, to w Katowicach zbudowano bardzo podobną metodą „Międzynarodowe Centrum Przesiadkowe”. Jest 25 minut od dworca kolejowego (trasą, której z walizkami nie sposób pokonać) bez połączenia jakimkolwiek środkiem transportu (łącznie z samochodem, którym trzeba zrobić pętlę dookoła połowy centrum, co w godzinach szczytu…). Jest 20-30 minut od najbliższych przystanków komunikacji miejskiej na trasach „wylotowych” z miasta. Ta komunikacja, która od Centrum wychodzi, pozwala wyłącznie przemieszczać się po centrum Katowic. Wszystkie autobusy dalekobieżne teraz zamiast stać na jednych światłach, korkują swoim gabarytem jedną z głównych dróg dojazdowych do dworca kolejowego oraz jeszcze bardziej grzęzną w korkach przy próbie wyjazdu z miasta. Po co to wszystko? Ano nowoczesne miasto potrzebuje nowoczesnego dworca autobusowego. W Sanoku zmieniono budynek, tutaj zmieniono budynek oraz miejsce, na kompletnie nierealne.

    PPS
    W Sanoku budowano parowozy? Pierwsze słyszę. Czy to tylko taki przykład dla zmyłki?

    • Do I wojny światowej. Potem zmienili profil biznesowy.

      • Cadab pisze:

        AutoSan rozumiem dalej jest „perłą w koronie” działaczy partyjnych, ale realnie już nic nigdy nie wyprodukuje? Tego to dopiero szkoda, zawsze ciepło wspominam ichnie autobusy podmiejskie.

        A wracając do „Polski Drugiej” – ten podział jest dziwny i nierealny, bo trochę na wyrost próbuje stwierdzić, że w ogóle nie istnieje podział geograficzno-regionalny. W myśl przedstawionych kryteriów, takie miejsca, jak prowincjonalna Wielkopolska, wszystkie trzy województwa pomorskie czy chociażby lwia część lubuskiego, śląskiego i dolnośląskiego nie tyle, że nie są w „Polsce Drugiej”, co po prostu nie istnieją. A przecież równocześnie to nie są jakieś wielkie ośrodki metropolitarne (może z wyjątkiem GOPu, ale tylko jak go potraktujemy zbiorczo, a nie „każde miasto sobie”) i miejsca, które w ciemno można wrzucić do „Pierwszej”. Że wymienię chociaż z czapy takiech gigantów jak Kołobrzeg, Nowa Sól, Chodzież czy Brodnica. Wizja z wpisu jest trochę tak, jakby poza miastami po ćwierć miliona, następowała zapaść i już była tylko potem głęboka, „fabryczna” (od Fabryki Słów) prowincja pełna dziadostwa i prostactwa. Ja nie chcę, żeby to zabrzmiało jak docinka – bo nią nie jest – ale tak to działa wyłącznie w ścianie wschodniej, z Podkarpaciem i Lubelskim na czele.
        No i dziki biegają wszędzie 😉 Patrz przeorany przez nie trawnik na blokowisku kuzyna, kilka km od najbliższego lasu, w środku Brynowa (to w Katowicach).

      • Autosan już nie jest perłą w koronie: chyba wszyscy już położyli na nim kreskę. W zasadzie to te kompromitacje z przetargami wojskowymi (Macierewicz ustawił pod Autosan przetarg, ale i tak firma go nie wygrała, bo (efektowna pauza) przedstawiciel handlowy zabłądził w Warszawie i nie dotarł na spotkanie) skończyła wszystko.

        Jeśli chodzi o Pomorze, to zdania o nim nie mam, bo nie spędziłem tam nigdy wiele czasu, a i to wyłącznie w lesie…

  9. pontifex maximus pisze:

    „Są też cyberpunki. Siedziby cyberpunków łatwo poznać: duży, ładny dom, duży garaż na sprzęt sportowy i duże kamery z czujnikami ruchu, które mierzą każdego, kto podejdzie zbyt blisko.”

    Tak w sumie, to mnie ciągle ciekawi, kto to są owi cyberpunkowie. Zwykły oligarcha to to chyba nie będzie, bo ten raczej (jeśli w ogóle będzie kwaterował się w Polsce) kupi działkę nad jeziorem, z kawałem wybrzeża i przystanią dla motorówek, albo zacznie budować zamek w środku rezerwatu przyrody. Miejscowy nowobogacki chyba też nie, skoro o właścicielach przemysłowych farm jest mowa osobno. Domorośli Sarmaci (raczej z drugiej niż z pierwszej kategorii) kupujący sobie dworek i larpujący Dzikie Pola na bogato też nie pasują do cytowanego wyżej opisu.

  10. reflektor 61 pisze:

    Anglicy wlasnie odkrywaja Rumunie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s