Przeczytane w sierpniu 2021: King, Cornwell i McKillip:

ostatnie-krolestwo-wojny-wikingow-tom-1-b-iext53762320Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że w minionym miesiącu uda mi się przeczytać jakieś większe ilości książek.

Tymczasem wyniki były nader dobre, wyniosły bowiem aż 9 pozycji.

Częściowo wynikało to z faktu, że wiele z nich było krótkich. Częściowo z tego, że najmniej 5 z nich było bardzo dobrych.

Częściowo zaś z faktu, że jedna była naprawdę słaba… Tak słaba, że zaoszczędziłem sporo czasu po prostu rzucając jej lekturę.

Mistrz zagadek z Hed:

Ocena: 4/10

Fabuła: był sobie upiór króla-czarnoksiężnika, który straszył w pewnej wieży. Straszenie to polegało na tym, że każdego, kto do owej wieży wchodził wyzywał na turniej zagadek, a jeśli odpowiadał źle: mordował. Był też chłopek-roztropek. Pewnego dnia chłopkowi-roztropkowi się nudziło (ja nie kpię, ja streszczam), więc poszedł do tej wieży, pobawić się z morderczym nieumarłym w zagadki.

Jak się okazało znał jedną taką, której widmo nie potrafiło rozwiązać, więc wygrał.

W nagrodę upiór dał mu swoją koronę, nad którą ciążyła starożytna przepowiednia, o której dosłownie wszyscy (oprócz chłopka-roztropka) wiedzieli. Chłopek-roztropek popatrzył na koronę i powiedział „ładna!”, jednak nie wiedział, co z nią zrobić, nawet pomimo tego, że cała była ze złota i wysadzana klejnotami. Zaniósł ją do domu i schował pod łóżkiem…

352x500Potem siła była nieprzyjemności, lud bowiem szukał króla z przepowiedni, a po kraju krążyły Nazgule nie wierzące, że ktoś może być aż takim idiotą.

Ogólnie: książka ta strasznie mnie rozczarowała. Po Zapomnianych Bestiach z Eldu spodziewałem się czytelniczej uczty lub przynajmniej wizyty w literackim odpowiedniku baru z kebabami… Otrzymałem natomiast książkę bardzo słabą. Coś, co bardziej wygląda jak dzieło 14-latki, niż piąta czy szósta powieść doświadczonej pisarki.

Dzieło to ma dwa śmiertelne grzechy: po pierwsze mające w niej miejsce wydarzenia nie mają sensu. Tak więc bohater bierze udział w katastrofie statku, w wyniku której popada w psychologiczną traumę i traci głos. Autorka pamięta o tym przez pół strony, po czym nagle bohater doznaje cudownego uzdrowienia. Chwilę potem zostaje oskarżony o zamordowanie trzech kupców i zawleczony przed sąd, gdzie dosłownie okazuje się, że w tym świecie mordowanie kupców nie jest problemem…

Drugi problem to bardzo długie i pozbawione znaczenia dialogi. Przykładowo pierwsze 50 stron powieści to kłótnia brata z siostrą o to, że podeptał jej rabatkę. I w zasadzie cała książka jest o tym, że bohaterowie rozmawiają o jakichś pierdołach, natomiast fabuła dzieje się gdzieś w tle tak, że nierzadko czytelnik nie zauważa nawet, że stało się coś istotnego…

Ogólnie: odradzam. Bardzo słaba, katastrofalnie źle napisana książka.

Czas świata:

Ocena: 8/10

5b-czas-swiata-kultura-materTrzeci tom dzieła Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII wiek. Z mojego punktu widzenia najmniej interesujący, bowiem mocno zahaczający o historię polityczną. Tak więc w pierwszej części książki autor najpierw streszcza teorię systemów-światów, następnie przechodzi do dziejów poszczególnych centrów gospodarczych kontynentu europejskiego i analizuje sposoby, w jaki tą pozycję uzyskały i straciły…

Powiem uczciwie, że nie potrafiłem czytać tego rozdziału spokojnie. Bardzo często skakało mi bowiem ciśnienie, zwłaszcza, gdy spojrzałem na komórkę i w internet, zobaczyłem, co nasz rząd wyprawia i ujrzał analogię…

Kolejne rozdziały to już na szczęście historia gospodarcza i społeczna, analiza społeczeństw położonych daleko od Europy, a przynajmniej tej zachodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Rosji, Turcji i Chin, oraz ich gospodarki. Całość zamyka skrócona historia rewolucji przemysłowej…

Jak mówiłem: nadal jest to bardzo dobra pozycja, jednak odpływa ona już trochę od moich potrzeb i głównych zainteresowań.

Jak założyć i prowadzić własną firmę:

Ocena: 6/10

indeksKupiłem tą książkę w nadziei, że pomoże mi nieco w realizacji mojego wielkiego marzenia (założenia własnego wydawnictwa publikującego powieści fantasy) i szczerze mówiąc nie za bardzo mi w tym pomogła. Spodziewałem się więc otrzymać jakiś przystępny podręcznik dotyczący marketingu i zarządzania. Otrzymałem natomiast streszczenie przepisów oraz tłumaczenie czym różni się spółka akcyjna od jednoosobowej firmy…

Bardzo duża część książki to informacje przepisowe o tym, kiedy i w jaki sposób odprowadzać podatki.

Prawdę mówiąc lektura okazała się dla mnie mało interesująca i jednocześnie niezbyt pożyteczna.

Po prostu, jeśli zbiorę wystarczająco duże środki, żeby spełnić swoje marzenia, to zapłacenie profesjonalnemu księgowemu, by zajął się tymi rzeczami, o których opowiada, będzie wydatkiem z jednej strony śmiesznym wydatkiem, a z drugiej: zapewne zrobi to wszystko lepiej, niż Ja kiedykolwiek bym mógł.

Fotografowanie z drona:

Ocena: 7/10

fotografowanie-z-drona-praktyczny-przewodnik-w-iext49353328Poradnik poświęcony wiadomej dziedzinie życia, przeznaczony dla osób niekoniecznie obeznanych z tematem. Zajmuje się więc takimi rzeczami, jak filmowanie w różnych warunkach, prawne i etyczne aspekty fotografii, funkcjonowanie i możliwości techniczne dronów etc. Pod koniec podręcznika jest też krótki rozdział o najpopularniejszych typach ujęć wykonywanych z powietrza oraz ich zastosowaniach (oraz tradycyjny już rozdział o ciemni cyfrowej).

Mimo, że podręcznik jest jak już pisałem przeznaczony raczej dla osób początkujących okazał się zawierać całkiem sporo sensownych porad, które (przynajmniej dla mnie) okazały się cenne. Po pierwsze: utwierdziło mnie w przekonaniu, że sensowne fotografowanie z drona niestety jest czymś, na co nigdy nie będzie mnie stać (a nawet, gdyby było mnie stać, to raczej koszta nie skalkulują mi się z zyskami). Po prostu wydawanie 10 tysięcy złotych, żeby mieć zabawkę ze średnio dobrą kamerą, która latać może wyłącznie przy bezwietrznej pogodzie, po to tylko, żeby pobawić się kilka godzin i nagrać filmik, który potem zarobi 40 groszy zupełnie mnie nie kręci.

Po drugie: dowiedziałem się też, czego mniej więcej szukać, jeśli jednak kiedyś uznałbym, że koszta skalkulują mi się z ewentualnymi zyskami.

Fotografowanie polskiej przyrody:

Ocena: 9/10

large_Fotografowanie-polskiej-przyrodyDość prosty poradnik, dotyczący fotografowania sami wiecie czego. Oraz jednocześnie najbardziej kompetentne tego typu wydawnictwo, jakie miałem w rękach. Książka ma bardzo ciekawy i jednocześnie mądry układ. Jej głównym tematem są „pojawy” (nie jestem pewien, czy takie słowo istnieje, ale autor cały czas je stosuje) poszczególnych zjawisk naturalnych, które zostały ułożone chronologicznie, zależnie od tego, kiedy w przyrodzie występują. Książka zaczyna się więc w styczniu, a kończy w grudniu.

W tym okresie poznajemy poszczególne zjawiska, jakie możemy fotografować: opady śniegu, przyloty ptaków, gody jeleni, kwitnące kwiaty i tak dalej i tak dalej. Obok znajdują się natomiast krótkie informacje i porady, w jakich okolicznościach najlepiej to robić, jakie techniki stosować etc.

Wadą książki (choć niezamierzoną) jest fakt, że generalnie dowiedziałem się, że praktycznie wszystko, co było w moim zasięgu już sfotografowałem. Bo powiedzmy sobie szczerze: nie bardzo mam możliwość, żeby np. zbudować sobie gdzieś zamaskowane schronienie i czatować o przedświcie na zlatujące się do podrzuconej padliny orły bieliki…

Pieśń Suzanach:

Ocena: 8/10

420017-352x500Szósty i przedostatni zarazem tom Mrocznej Wieży. Po dwóch słabych, mało satysfakcjonujących i nudnych trafia się wreszcie wyraźna poprawa. Co ciekawe Kingowi udaje się wybrnąć z większości problemów, jakie spowodował swojej książce. Nawet self insertior jakiego się dopuścił wypada całkiem nienajgorzej. Aczkolwiek coś czuję, że nie uda mu się porządnie zakończyć cyklu. Jednak o tym porozmawiamy przy okazji ostatniego tomu.

Tak więc drużyna rozdziela się. Susanach i Mia trafiają do Nowego Jorku, eufemistycznie mówiąc wbrew woli tej pierwszej. Jej tropem ruszają Jake i poznany w poprzednim tomie ksiądz Callahan. Roland i Edie natomiast wyruszają, by chronić przed zniszczeniem Różę (oraz po autograf Kinga).

Ogólnie w książce nie wydarzyło się szczególnie dużo: bohaterowie zabezpieczyli głównie swoje pozycje przed tym, co ma nastąpić. Nadal trochę nie wiadomo, co to ma konkretnie być, jednak coraz częściej pojawiają się w dialogach takie słowa, jak Karmazynowy Król i Łamacze. Można się więc spodziewać, że rozwiązanie fabuły, wyjaśnienie, czym jest ta cholerna Mroczna Wieża oraz w zasadzie po co Roland jej szuka nastąpi niedługo.

Ostatnie królestwo:

Ocena: 9/10

ostatnie-krolestwo-wojny-wikingow-tom-1-b-iext53762320Sierota z tak zwanej „dobrej rodziny” zostaje przygarnięta przez jarla wikingów i wychowuje się poznając ich kulturę i zwyczaje. Bierze więc udział w grabieniu klasztorów, paleniu wsi i składaniu ludzkich ofiar. Jego dzieciństwo biegnie szczęśliwie, bowiem „nie ma w nim księży, którzy mogliby czegoś zabraniać”, a największym problemem jest fakt, że ową patologię chcą wykupić Anglicy i zrobić z niej mnicha… Niestety, świat pogrążony jest w chaosie i nikt nie może być w nim pewien swego jutra. Zbliża się więc dzień, gdy dziecięca sielanka zostanie przerwana, a bohater będzie musiał szukać sojuszników wśród Anglików…

Powiem uczciwie: książka „zrobiła mnie” od pierwszych linijek (w których bohater rozkminia, jak prawidłowo zapisuje się jego imię, co nawiasem mówiąc dużo o nim mówi, jako o człowieku). Cornwell (co zapewne wie każdy, kto czytał na przykład Nieprzyjaciela Boga) jest mistrzem w budowaniu mentalności ludzi dawnych czasów (a przynajmniej potencjalnej mentalności), w taki sposób, by było widać, że z jednej strony jest to epoka pełnego zabobonu i czasy, gdzie dodawanie, mnożenie i cały alfabet to mega wykształcenie, a z drugiej nie popada w śmieszność, nie budzi pogardy i jednocześnie potrafi sprawiać, że wydają się sympatyczni, a ich motywacje są zrozumiałe.

Jednocześnie Cornwell opanował sztukę takiego posługiwania się przemocą i okrucieństwem, by nie nużyło to widza i nie popadało w patologię. Autor nie oszczędza czytelnika: w jego świecie zarówno Duńczycy, jak i Anglicy (a potem też Szkoci, Fryzyjczycy, Brytowie, Irlandczycy i Norwegowie) popełniają każde możliwe okrucieństwo (a co więcej każda nacja ma swój własny, niepowtarzalny styl). Jednocześnie ta przemoc nie staje się banalna, śmieszna czy zwyczajnie nudna, jak u Kressa i Wegnera, ani też nie popada w pornograficzne zacięcie jak w Achai.

Ostatni akapit postanowiłem poświęcić historyczności powieści. Otóż: mam wrażenie, że powieść jest z nią dość mocno na bakier, zarówno jeśli chodzi o rekwizytornię, jak i wydarzenia, aczkolwiek widać, że Cornwell zrobił naprawdę dobry researsh. Całość pisana jest w konwencji „historię piszą zwycięzcy”, zakładającej, że przekaz jest co najmniej mętny, co więcej z punktu widzenia osoby będącej ze światem raczej na bakier. Świetnie się to sprawdza, dodając wiarygodności opowieści oraz likwidując poczucie dysonansu wynikającego z ewentualnych błędów.

Zwiastun burzy:

Ocena: 8/10

9788375155280Drugi tom cyklu Cornwella. Nieco zmienia się jego atmosfera, bowiem bohater z dzieciaka i nastolatka przekształca się w młodego dorosłego. Znika więc klimat „chłopców z placu broni” faktycznie chodzących pod bronią, a książka ewoluuje w dość klasyczne sword and sandal.

Owa ewolucja i sposób, w jaki przedstawiany jest bohater są ciekawe. Z jednej strony Uther jest człowiekiem, którego łatwo polubić: osobnik walczący o swoje, mający swoje przekonania i ideały, skuteczny w tym, co postanowił zrobić, a jednocześnie często niedoceniany, traktowany niesprawiedliwie za, kim jest (Anglik zafascynowany Duńczykami, pół poganin, pół chrześcijanin, który obydwu stronom wyrządził znaczące szkody i wielkie przysługi), a nie za to co robi…

Z drugiej, jeśli lepiej się nad tym zastanowić, to jest on po prostu wodzem zbójów, bandytą, osobnikiem niekoniecznie godnym zaufania, swą upartą postawą podważającym podstawy obydwu cywilizacji. Facetem gotowym zdradzać za pieniądze i mordować za nie, albo też z dowolnego innego powodu. Dobrym w zasadzie tylko w dwóch rzeczach: znajdowaniu powodów, żeby kogoś uśmiercić i naprawianiu rzeczy, które sam spieprzył.

Widać to zwłaszcza po jego konflikcie z mnichem Asserem, gdzie Uther przedstawia się jako ofiara knowań, ale faktycznie wszystko, o co jest oskarżany było albo prawdą (Uther uprowadził królewski okręt, używał go do piractwa, sprzymierzył się z wrogami królestwa, zdradził ich, pomordował chrześcijan, ograbił kościół), albo też w świetle jego wcześniejszych dokonań jest prawdopodobne (napad na klasztor na ziemiach jego wroga).

Ale co ciekawe, wychodzi to nawet fajnie. Nawet nie tyle wygląda to tak, jakby autor był mizantropem i hipokrytą, co raczej jakby zmęczony już trochę życiem i zgorzkniały człowiek (powieść pisana jest z perspektywy głównego bohatera) próbował postawić się w lepszym świetle, niż faktycznie zasługuje.

Samuraje: trium i upadek japońskich wojowników:

Ocena: 4/10

samuraje-triumf-i-upadek-japonskich-wojownikow-b-iext74367743Mimo, że pozycja ta jest raczej krótka (ledwie 250 stron) nie udało mi się przez nią przebrnąć.

Książka na pierwszy rzut oka wydaje się ciekawa, bowiem składa się z sylwetek najsławniejszych i najczęściej pojawiających się w anime postaci, jak Nobunaga, Musashi, Yoshitsune, Masashige… Napisana jest natomiast prostym, przejrzystym językiem, a traktuje głównie o biografiach i dokonaniach.

Problem w tym, że pisana jest przez kogoś, kto nie dość, że posiada bardzo małą wiedzę, to jeszcze staje mu chyba na widok facetów w kimonach. Tak więc w książce pełno jest skrótów myślowych, uproszczeń, idealizacji oraz zwyczajnych bzdur. Do tego stopnia, że czytanie tego było męką, a ja co chwilę łapałem się za głowę widząc to, co autor popisał.

A temu przykładowo wydaje się, że samuraje okresu Wojny Gempei (1180-1185) to tacy sami ludzie (wywodzący się z tych samych sfer, przedstawiający taką samą motywację i walczący wedle identycznej taktyki), co ci z okresu Sengoku (1467-1573) lub wręcz Bitwy pod Shioroyamą (1877), gdzie wcale nie było tak, że obie strony napieprzały z karabinów powtarzalnych…

Dowiadujemy się też, że ludzie okresu Wojny Gempei żyli wedle wytycznych uchwyconych w kodeksie Hagakure (który powstał w latach 1710-1717 i początkowo był znany tylko wasalom rodu Nabeshima, bowiem zawierał treści wywrotowe wobec ustroju feudalnego, rządów Shoguna i ogółów przekonań całego społeczeństwa… Stał się popularny dopiero przed II Wojną Światową, jako książka opisująca bunt militarysty przeciw całemu światu).

Kiedy indziej autor twierdzi, że samuraje, po zajęciu stolicy cesarskiej stali się niepopularni wśród dworzan, bo nie stosowali się do zasad etykiety… I to kiedy wszystko wskazuje na to, że byli po prostu rozwydrzonym i prymitywnym żołdactwem znad granicy, które kradło, gwałciło i piło wodę z sedesów…

Sorki, ale po prostu nie da się czytać tych bzdur. Książka może i jest fajna, jeśli czyjaś wiedza o Japonii ogranicza się do tego, że „Ghost Dog to fajny film”. Faktycznie jednak jedynie kreuje durne stereotypy, a luki wiedzowe w niej są tak duże, że każdy, kto ma ogląd tej kultury nieco szerszy zauważy luki. I to tak głębokie, że Shogun: Total War i serie anime dostarczają więcej wiedzy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przeczytane w sierpniu 2021: King, Cornwell i McKillip:

  1. Cadab pisze:

    Czyli jednak Czas Świata nie siadł? Myślałem, że własnie z racji na jego kontekstowość będzie ci się to lepiej czytać. Plus historia polityczna wplatana w wątek historii gospodarczej jest niestety czymś tak rzadkim i tak często traktowanym rozdzielnie (CZEMU?!), że każda pozycja, która je łączy i łączy je przy tym w profesjonalny sposób (bo można być takim Rafałem Wosiem, który intencje ma najlepsze, ale wykonanie jest zawsze o krok od najbardziej siermiężnej propagandy) z automaty jest na plus u mnie.

    PS
    Ghost Dog to fajny film. Głównie dlatego, że to opowieść o tym, co się dzieje, gdy weeb jest psychicznie chory i zaczyna żyć stereotypem ^^

  2. Czesiek_PL pisze:

    Ja z Pieśnią Susannah miałem zupełnie odwrotnie. Po dwóch udanych tomach ten mnie znudził i wymęczył, a po powtórnej lekturze cyklu Czarnoksiężnik i Wilki to wciąż moje ulubione tomy. Bardzo jestem ciekaw jak odbierzesz zakończenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s