O „historyczności” polskiej fantastyki: część pierwsza

Przy okazji wiosennej chryi o polskich fantastów podniosły się głosy o tym, że książki ich są takie, jakie są, „bo historia” i faktycznie ludzie kiedyś zachowywali się dziko oraz barbarzyńsko. Dlatego też postanowiłem pominąć idiotyczność tego problemu (fabuła książek fantasy rozgrywa się w innych światach, więc dlaczego miałyby się wzorować na naszej przeszłości?) i przeanalizować zagadnienie historyczności polskich książek fantasy. Oraz ich zgodności z realiami epok, do których się odwołują…

Zrobimy to na przykładzie Achai, Pana Lodowego Ogrodu i Meekhańskiego Pogranicza. Zamiast tego drugiego powinienem skupić się na Cyklu Inkwizytorskim Jacka Piekary, ale nie znam go niestety za dobrze…

Achaja:

Wojny o handel:

Już na wstępie Achaja wywiera ogromne wrażenie na magu Meredithu, wyjaśniając przyczyny konfliktu między królestwem Troy, a imperium Luan sporami o handel. Wywód ten robi wrażenie logicznego. Jednak dla osoby obeznanej z historią społeczną okazuje się bardzo mało prawdopodobnym powodem wojny: handel zajmował bowiem bardzo niewielkie miejsce w gospodarce państw przed-nowoczesnych. Jak wynika z ustaleń wybitnego historyka ekonomii Fernanda Braudela, gdyby podzielić gospodarkę krajów przednowoczesnych na sektory Rolnictwo, „Przemysł” i Handel, to zwykle stosunki te wynosiłyby od 7:1:1 do 5:1:1, w nielicznych, bardzo nastawionych na handel krajach 3:1:1.

Co więcej zyski z działalności handlowej przeważnie były niewielkie. Przykładowo zdaniem tego samego historyka wielkość gospodarki Francji w XVII wieku (czyli epoce już dość dobrze rozwiniętych połączeń handlowych) wynosiła między 300, a 460 milionami liwrów. W tym samym okresie bilans handlu zagranicznego tego kraju (czyli stosunek między pieniędzmi zarobionymi, a wydanymi) wynosił zaledwie 4 do 5 milionów liwrów. Nie stanowił on więc więcej niż 1-2 procent jego gospodarki. Całość importu wynosiła około 35 milionów liwrów, eksportu: 40 milionów liwrów. Główne ich elementy stanowiły natomiast towary luksusowe, bez których kraj mógł się obyć.

Owszem, istniały państwa, które swą potęgę zawdzięczały handlowi zagranicznego. Jednak były to albo państwa-miasta, jak Kartagina, Genua czy Wenecja, albo też kraje bardzo małe i poza tym biedne, jak Portugalia, Holandia czy Anglia.

Rolnictwo, jako główna część gospodarki zostało wyprzedzone przez inne sektory (w pierwszej kolejności przemysł) bardzo późno. Nastąpiło to dopiero w roku 1821 w Anglii, w 1865 w Niemczech, w 1869 w USA oraz w1886 we Francji.

Czyli w epoce bardzo dalekiej od przygód Achai.

Stała armia poborowa w średniowieczu:

Niedługo później Achaja, wskutek spisków swojej macochy trafia do wojska w charakterze żołnierza szeregowego. W królestwie Troy bowiem służba wojskowa jest obowiązkowa, dotyczy wszystkich warstw społecznych i obejmuje obydwie płcie…

I teraz tak: w naszym kręgu kulturowym obowiązkowa służba wojskowa istniała tylko w jednym kraju: schyłkowym Cesarstwie Rzymskim. Prócz tego polegano zawsze na:

  • zaciągu ochotników

  • zaciągu zawodowych żołnierzy najemnych

  • wojsku dostarczanym przez wasali

  • pospolitym ruszeniu, z którego można było się wykupić płacąc tak zwane „tarczowe”

Pierwsze armie poborowe pojawiły się bardzo późno, bo dopiero w XVII wieku.

Po drugie: do drugiej połowy XVII wieku nigdy lub prawie nigdy nie zaciągano żołnierzy z najniższych warstw społecznych. Wojna zawsze była zajęciem niższej szlachty (rycerstwo), średnio zamożnego mieszczaństwa (brabandzka piechota, genuańscy kusznicy, hiszpańskie tertios), w najgorszym zaś razie bogatego chłopstwa (szwajcarscy pikinierzy, niemieccy lancknechci, angielscy łucznicy, żeglarze wikingów). Wynikało to z tego, że od żołnierzy oczekiwano, iż stawią się z własnym wyposażeniem i żywnością. A zwłaszcza to pierwsze było kosztowne. Przykładowo w XV wiecznej Polsce miecz kosztował 8 grzywien (a był to jeden z tańszych elementów wyposażenia wojskowego). Dla porównania pomocnik murarski w tym samym okresie zarabiał 1 i ¼ grzywny rocznie.

Co prowadzi nas do kolejnego powodu, z którego nie rekrutowano ludzi najniższego stanu. Owszem, możliwe było wyposażenie ich z pieniędzy królewskich czy państwowych. Problem polegał na tym, że ulotnienie się z takim ekwipunkiem mogłoby być dla nich zbyt dużą pokusą…

Po trzecie: znam tylko trzy historyczne kraje, w których istniała obowiązkowa służba kobiet. Są to: Izrael, Korea Północna i od kilku lat Norwegia.

Po czwarte: aż do połowy XIX wieku każdy kraj, w którym istniała służba wojskowa pozwalał na legalne wykupienie się z niej za niewielkie pieniądze. Nie było to postrzegane jako coś złego. Wręcz przeciwnie: patrzono na to, jako na inny sposób przysłużenia się państwu (poprzez finansowanie wysiłku zbrojnego) oraz na metodę, by ulżyć biedakom (którzy nie tracili w ten sposób jedynego żywiciela rodziny). Możliwość tą zniesiono wraz z rozwojem gospodarki, gdy okazało się, że o rekruta jest ciężko, gdyż właścicielom zakładów przemysłowych bardziej opłaca się wykupić wszystkich swych pracowników z wojska, niż szukać dla nich zastępstw.

Obóz wojskowy Troy:

Wbrew temu opis omawianego obozu dość dobrze oddaje realia historyczne, aczkolwiek niekoniecznie czasów przed-nowożytnych. Wręcz przeciwnie: składa się z literackiej wersji starych dowcipów, które krążyły po Polsce w latach 90-tych, towarzyszących im opowieści anegdotycznych oraz pastiszu scen z popularnych filmów („Samowolka”, „Kawaleria powietrzna”) traktujących o wojsku Polski Ludowej i wczesnej III RP.

Sam nigdy w owym wojsku nie byłem, ale zgodnie z wszelkimi opowieściami była to formacja dość absurdalna (za to mój kolega przez rok służył w Marynarce Wojennej… Przez cały ten okres ani razu nie miał w ręcekarabinu, nie był na pokładzie statku, ani nawet nie widział morza. Cały czas spędził grabiąc liście i dbając o trawniki w jednostce.).

Generalnie w tamtych czasach w wojsku istniało zjawisko nazywane „falą”. Polegało ono na tym, że poborowi starszych roczników (zwani „dziadkami”) uważali, iż poborowi zaczynający dopiero służbę (tak zwane „koty”) mają obowiązek wysługiwać się im i wykonywać każde, nawet upokarzające polecenie. Uważali też, że w razie odmowy mają prawo stosować wobec „kotów” przemoc fizyczną. Zabawiali się więc znęcając się nad nimi psychicznie i fizycznie.

Pytanie brzmi, czy „fala” istniała też w armiach przed-nowożytnych?

Otóż wydaje mi się to wielce wątpliwe. Armie średniowieczne i starożytne (z wyjątkiem armii rzymskiej) po prostu nie posiadały jednostek szkolenia rezerwy. Wchodzący w ich skład ludzie ćwiczyli na własną rękę. Najczęściej polegało to na tym, iż od czasu do czasu gromadzili się z kolegami na pozorowaną bitwę, dzielili się na dwie grupy i nap(…)lali między sobą.

Galernicy:

W starożytności i średniowieczu nie wykorzystywano jeńców, kryminalistów i niewolników do pracy na galerach. Rolę tą pełnili dobrze opłacani wioślarze stanu wolnego.

Ogólnie nie wynikało to z dobrej woli kogokolwiek: po prostu rejsy statkami były bardzo niebezpieczne. Oczywiście nie mamy odpowiednich danych dla epoki, ale jeszcze w XVII wieku rocznie na morzu ginęło 8 procent statków. Tak więc właściciel niewolnika ryzykował utratę wyłożonego na jego zakup majątku zanim ten się zamortyzował finansowo. Co więcej wyprawy morskie były wybitnie sezonowe, odbywały się tylko przez pół roku. W pozostałym okresie niewolnika należało żywić…

W efekcie znam tylko jeden przypadek użycia galer napędzanych przez niewolników w czasach przed-nowożytnych. Otóż: w trakcie II wojny punickiej Scypion Afrykański, w chwili najwyższej potrzeby, powołał do wioseł tych ostatnich, obiecując im za te usługi wolność…

Skazańców zaczęto używać dopiero w czasach nowożytnych. Najwcześniejsze wzmianki o nich pochodzą z roku 1523. Wynikało to ze wzrostu wielkości populacji oraz (paradoksalnie) zaniku niewolnictwa w Europie. Doprowadziło to (znów paradoksalnie) do spadku wartości życia ludzkiego (osoby, które kiedyś można było sprzedać z zyskiem teraz zajmowały tylko miejsce). Karę galer zaczęto stosować więc jako zamiennik kary śmierci.

Wizję taką rozpropagowały popularne utwory literackie jak Hrabia Monte Christo czy Nędznicy i stała się ona elementem kultury masowej.

Tak więc jest to częsty błąd.

Traktowanie niewolników w Luan:

Nigdy i nigdzie nie było kar za stosunki seksualne odbywane z niewolnicami, nawet tymi należącymi do innych ras. Jedyne miejsce, gdzie patrzono na to krzywo była Ameryka Północna (w południowej stosunki seksualne między właścicielami plantacji, nawet bardzo bogatymi i ich domownikami, a murzynkami były częścią codzienności), głównie dlatego, że postrzegano je jako grzech cudzołóstwa. Wiązało się to jednak wyłącznie ze stygmatyzacją społeczną, a nie z zakazem prawnym. Ten w USA istniał (pod nazwą tzw. „Prawa Jima Crowa”), pojawił się jednak po raz pierwszy w 1877 roku, czyli 12 lat po zniesieniu niewolnictwa we wszystkich stanach. W pozostałych obszarach seksualna eksploatacja niewolnic była normą.

Te dziwne kneble rodem z filmów dla fanów BDSM zakładane niewolnicom są oczywiście czystą fantazją. W praktyce prawdopodobnie zwykłe usunięcie języków byłoby zarówno wygodniejsze, pewniejsze, powodowało mniej problemów zdrowotnych, jak i byłoby mniej okrutne dla niewolnika.

Kastrowanie dorosłych, by stali się strażnikami haremowymi jest mitem. Rzekomo miało to na celu uniemożliwić im odbywanie stosunków z nałożnicami. Faktycznie jednak usunięcie nawet obydwu jąder nie uniemożliwia dojrzałemu płciowo mężczyźnie osiągnięcia erekcji, (testosteron produkowany jest nie tylko w jądrach, ale też w nadnerczach). Zmniejsza tylko częstotliwość erekcji (kastratowi staje, ale nie zawsze) oraz prawdopodobieństwo zajścia w ciążę.

Erekcje ustają jedynie, jeśli jąder pozbawi się chłopca, który nie osiągną jeszcze dojrzałości płciowej, co następuje między 12 a 16 rokiem życia.

Teoretycznie można uniemożliwić odbywanie erekcji poprzez amputację prącia. Jednak męski penis jest narządem bardzo mocno ukrwionym, jego odcięcie więc, bez współczesnej wiedzy medycznej, najpewniej zakończyłoby się śmiercią ofiary. Wiąże się też z bardzo poważnymi problemami z oddawaniem moczu, co czyni używanie takich eunuchów niepraktycznych (no, chyba, że planujemy trzymać dla nich specjalną pielęgniarkę i salę zabiegową).

Kastracja dorosłych była więc zwykle karą za przestępstwa gwałtu lub cudzołóstwa.

Tortury:

Opis sceny tortur jakim poddawana jest Achaja jest jedną z głupszych elementów tej książki. Tak, faktycznie genitalia, jako jedne z najbardziej unerwionych organów człowieka były częstym obiektem tortur. Jednak męki nigdy nie polegały na wbijaniu igieł w cipkę, obojętnie nasączonych narkotykami, czy nie. Takie rzeczy można robić dla urozmaicenia pożycia z żoną w weekend, a nie z przesłuchiwanym.

Generalnie głównym celem tortur jest złamanie ofiary. By to zrobić należy pokazać mu, że zarówno jego opór, jak i on sam są dla przesłuchującego bez znaczenia. Ofiary więc (niezależnie od płci) często się na wstępie gwałci. Następnie dokonuje się zabiegów, które trwale je okaleczają lub szpecą: odcina się palec, wybija oko, amputuje jądro…

Takie zabiegi, jak bicie, rażenie prądem, podtapianie mają miejsce w przerwach.

Achaję potraktowano po prostu śmiesznie łagodnie.

Obóz niewolniczy Luan:

Nie znam przypadków masowego użycia niewolników do budowy dróg.

Drogi rzymskie w całości zbudowało wojsko.

W starożytnym Rzymie (będącym jedną z trzech kultur, które najbardziej masowo używały niewolników, jakie notuje historia, pozostałe dwie to plantacje bawełny w Ameryce Północnej i cukru w Ameryce Południowej) istnieli tak zwani servi publici czyli niewolnicy państwowi. Jednym z ich zadań było dbanie o drogi, jednak zajmowali się głównie ich zamiataniem, usuwaniem śmieci oraz dokonywaniem drobnych napraw. A nie wznoszeniem.

Jeśli chodzi o ich (servi publici) życie, to wiemy o nim raczej niewiele.

Same, dantejskie sceny, jakie czytamy w Achai składają się z dwóch elementów. Po pierwsze jest to ponowny pastisz literatury, tym razem głównie wspomnień pisanej przez ludzi, którzy przeszli przez obozy koncentracyjne i gułagi. Drugi to kopie informacji o polskich subkulturach więziennych i podziale na grypsujących, frajerów, donosicieli i cweli…

Jako taki jest totalnie anachroniczny. Życie niewolników było oczywiście bardzo ciężkie, ale (w odróżnieniu od obozów koncentracyjnych czy gułagów) naczelnym celem tej instytucji nie było wykańczanie ludzi, tylko ich maksymalna, ekonomiczna eksploatacja. Tak więc XVIII wieczni obrońcy niewolnictwa (byli tacy) mogli podnosić głos, że niewolnikom żyje się lepiej, niż nędzarzom w Europie. Była to raczej gruba przesada, jednak sam fakt, że taki argument brzmiał prawdopodobnie wskazuje na to, że egzystencja tych ludzi mogło nie być tak okropne, jak czytamy w Achai.

Oznaczanie prostytutek:

W Luan istnieje obowiązek oznaczania prostytutek za pomocą tatuażu na twarzy…

Nie jest to motyw nowy w literaturze fantasy i widziałem go kilka razy wcześniej i później. Niemniej jednak nie potrafię umiejscowić żadnej kultury, która praktykowała by coś takiego. A przynajmniej nie w mainstreamie (coś słyszałem, że tajlandzcy alfonsi tatuażami na plecach znakują swoje pracownice).

Zdarzało się w prawdzie, że prostytutki piętnowano rozgrzanym żelazem.

Dotyczyło to jednak pań, które zostały wygnane z miasta i wróciły do niego mimo zakazu…

Zresztą, trudno sobie wyobrazić jak miałoby się to odbywać. Znaczna część prostytucji miała i ma po dziś dzień charakter pokątny i dorywczy: pani trudni się normalną pracą i okazyjnie uprawia seks za pieniądze, zwykle we własnym mieszkaniu. Jak im udowodnisz, że trudnią się nierządem, a nie robią tego dla przyjemności?

Tak więc to, co mamy w Achai jest bardziej fantazją o poniżaniu kobiet, niż odwołaniem się do faktów historycznych.

Taktyka wojskowa Arkach:

Piechota Górska Arkach (o sensie istnienia samej piechoty górskiej napiszę w akapitach o Meekechku) posługuje się interesującym sposobem walki: prowokuje ataki kawalerii, ukrywa się w lesie, gdzie kawalerzystów wybija, a gdy z odsieczą przychodzi piechota: wspina się na drzewa i przeczekuje kontratak…

Prawdę mówiąc nie każdego roku często czyta się coś równie głupiego.

Ta metoda walki opiera się na trzech założeniach: ludzie nie mają oczu, nie mają mózgów, a kawalerzystów przykleja się do koni klejem super-mocnym.

Tak naprawdę ta technika walki dostaje po głowie w jednym momencie: gdy kawalerzyści się spieszą, to znaczy zejdą z koni i użyją swego ekwipunku do walki w charakterze zwykłej piechoty. Ucieczka na drzewa w momencie nadejścia tej ostatniej jest natomiast zwykłym samobójstwem. Owszem, ciężkozbrojni zapewne nie są w stanie na drzewa wejść. Problem w tym, że mogą zdjąć pancerze. Piechota górska nie może natomiast z drzew zejść. Siły Luan mają w tym wypadku bardzo duże pole manewru: mogą pod drzewami wystawić straże i czekać, aż żołnierze Arkach sami się poddadzą, mogą rozpalić pod nimi ogniska, mogą ściąć je jedno pod drugim, mogą podpalić cały las…

Bitwa pod Neger Bank:

Jest kolejnym przykładem bardzo wątpliwej batalistyki obecnej w Achai. Bitwa opowiada o starciu między armią królestwa Arkach, a doborowymi oddziałami imperium Luan.

Armia Arkach jest złożona z całkowicie przypadkowo dobranych komponentów (o czym autor sam pisze): składa się z sił Arakch, wojowników z Wielkiego Lasu, rycerstwa sojuszniczych królestw oraz kontyngentu Chorych Ludzi. Rycerze okazują się niezdyscyplinowani, rabują lub uciekają z pola walki. Wojownicy z Wielkiego Lasu również. Poszczególne kontyngenty Arakch nienawidzą się wzajemnie, a Chorzy Ludzie nie cenią wojska Arakch i nie ufają jego oficerom oraz nie potrafią porozumieć się z dowództwem. Niskie morale jest zresztą przez Ziemiańskiego podkreślane wielokrotnie.

Uzbrojona jest jednak w nowoczesną, jak na warunki tego świata broń: karabiny skałkowe i artylerię. Jednak dowódcy Arkach nie znają możliwości swojej broni, podobnie jak oficerowie i podoficerowie. Prości żołnierze nie ufają dowódcom, nie wierzą w możliwość zwycięstwa, podobnie jak w skuteczność swej broni. Co więcej (jak można wywnioskować z samego opisu bitwy), ani żołnierze, ani podoficerowie, ani oficerowie, ani nawet naczelne dowództwo nie wie, jak tej broni prawidłowo używać.

Przeciwko niej staje typowa armia ludzi z fantasy. Dysponująca dodatkowo znaczącą przewagą liczebną, pewna swych militarnych tradycji, lepiej dowodzona i o lepszym morale.

Celem operacyjnym Arkach jest marsz w głąb Luan i okupacja jak największych obszarów. Luan: zatrzymanie go i odparcie napaści.

Dowódcy Arkach, widząc swoją złą sytuację rozlokowują się w zakolu rzeki, by żołnierze nie mogli uciec z pola walki…

W tych warunkach bitwy tej nie powinno dać się wygrać.

Po pierwsze Luan wygrał już w momencie, gdy Arkach zajęło takie, a nie inne stanowiska. W tej sytuacji bowiem siły napastnika tracą możliwość nie tylko ucieczki, ale też wycofania się i dostarczania aprowizacji. W interesie Luan staje się nie podejmować walki, tylko czekać, aż ci z Arkach umrą z głodu…

Po drugie: u Ziemiańskiego bitwę wygrywa w zasadzie broń. Po prostu karabiny są straszniejsze niż łuki i miecze. Jest w tym dużo prawdy, ale…

Już pomijając fakt, że historii znane są przypadki, gdy uzbrojone w tradycyjną broń oddziały, dzięki dobremu dowodzeniu i sprytnym manewrom, pokonały wojska wyposażone w broń palną (bitwa pod Insadlawaną), to jeśli zajrzymy do któregokolwiek teoretyka czy praktyka wojskowości: Sun Zi, Clausewitza, Van Crawelda, Keegana, Guderiana, Rommla, to dowiemy się, że broń jest tylko mnożnikiem siły. Żołnierze, by chcieli ryzykować życie muszą wierzyć, że ma to sens.

W chwili, gdy ci żołnierze nie wierzą, że ich broń działa, że sojusznicy utrzymają swoje pozycje, że dowódcy wiedzą co robią, gdy dowódcy nie wiedzą, czy ich żołnierze wykonają rozkazy, to nawet najcudowniejsza broń nie pomoże.

Historycznie trafna Bitwa pod Neger Bank wyglądałaby więc najpewniej tak: dowództwo Arkach, widząc nacierającego wroga kazałoby otworzyć ogień „na próbę”. Ten byłby najpewniej przeprowadzony zbyt wcześnie i ze zbyt dużej odległości. W efekcie pierwsza salwa okazałaby się nieskuteczna. To przekonałoby prostych żołnierzy i oficerów niższego stopnia, że ich podejrzenia wobec nowej „magicznej” broni są w pełni uzasadnione. Stojąc w obliczu pewnej klęski (uzbrojeni w „nieskuteczną” broń i atakowani przez liczniejszego wroga) rzuciliby się do ucieczki i najpewniej potonęli w rzece.

Ot i tyle…

Opis bitwy pod Neger Bank jest bardziej wyrazem wykształcenia autora (inżynier architekt) i jego pewnego rodzaju intelektualnego szowinizmu, który każe mu traktować ludzi jako dodatki do maszyn, a nie wiedzy…

Plan Wirusa:

Demon Wirus w pewnym momencie zdradza swój plan: zainspirowany działaniami bogów, którzy próbowali spowolnić rozwój techniczny Ziemców, doprowadzili do epoki średniowiecza i zastoju technicznego, który jednak nagle zakończył się i przyniósł odwrotne skutki, próbuje siłowo upliftować mieszkańców rodzinnej planety Achai, co jego zdaniem ma przynieść jej techniczną stagnację…

Mamy tutaj do czynienia z wykwitem XIX wiecznych teorii społeczno-politycznych, nadal żywych w kulturze popularnej, co nie zmienia faktu, że obecnie falsyfikowanych i uważanych za durnowate.

Otóż: współcześnie nie uważa się już ani, że Starożytność była epoką rozkwitu technicznego (przeciwnie, zwłaszcza okres Cesarstwa Rzymskiego był pod tym względem bardzo jałowy), ani, że średniowiecze było epoką technicznej stagnacji. Wręcz przeciwnie, przyniosło ono bardzo dużo nowych rozwiązań technicznych (zegar, proch strzelniczy, kompas, nowe trendy w architekturze, koks, wiercenie udarowe, chomąto końskie, trójpolówka, pług koleśny, statki zdolne do rejsów oceanicznych, młyny wodne i wiatrowe), które znacząco zmieniły cywilizację europejską (np. przesunęły jej środek ciężkości z basenu Morza Śródziemnego, z Grecji i Włoch na północ, ku Niemcom, Polsce i Rosji).

Późniejsza eksplozja nie wynikała z tłumionej przez wieki kreatywności, która nagle wystrzeliła, gdy jej wreszcie pozwolono.

Wynikła z powodu powolnej akumulacji wiedzy, doświadczenia i umiejętności oraz sprzężenia zwrotnego, jakie wywoływał ich przyrost (im więcej wiedzy, doświadczenia i umiejętności posiadaliśmy, tym łatwiej było zdobywać nowe).

Tak więc plan Wirusa oparty jest na raczej wątpliwych przesłankach.

Podsumowując:

Achaja jest niestety przykładem tego, co dzieje się, gdy inżynier zabiera się za socjologię.

Powiem uczciwie: wk(…)ia mnie od czasu, gdy po raz pierwszy ją przeczytałem, czyli okolic roku 2004. Brutalny obraz przedstawionego w niej świata jest bardzo charyzmatyczny. W efekcie czytają ją laicy i młodzi ludzie, którzy wyobrażają sobie, że autor wie bardzo dużo o historii, życiu w dawnych czasach, polityce, gospodarce, szpiegostwie, wojskowości, kulturze, psychologii. I że „w średniowieczu naprawdę tak było” oraz „świat taki jest naprawdę”.

Faktycznie jest jednak mieszanką anachronizmów, sadystycznych fantazji, anegdotek i przypadkowo zasłyszanych informacji posklejanych razem w twór bardzo post-modernistyczny.

Przedstawione w nim wydarzenia są dziełem fikcji i trudno w nich dopatrywać się inspiracji starszych, niż pochodzące z XX wieku.

Post Scriptum: Jako, że tekst rozrósł się do prawie 15 stron postanowiłem podzielić go na dwie części. Pan Lodowego Ogrodu i Meekhańsie Pogranicze omówię więc w przyszłym tygodniu.

Post Scriptum 2: We wczesnej wersji tekstu była informacja, że kastracja nie czyni bezpłodnym. Niestety, znajoma lekarka wytłumaczyła mi, że „tylko przy współczesnej medycynie”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „O „historyczności” polskiej fantastyki: część pierwsza

  1. pontifex maximus pisze:

    Eunuchowie w Chinach rozstawali się również z fajfusem, aczkolwiek istotnie był to zabieg obarczony dużą śmiertelnością (może nawet 90% w skali kilku tygodni). Widocznie uważano to za opłacalne.

    Demon Wirus robi wrażenie po prostu głupiego. Gdybym miał czytać powieść, w której występuje, zapewne byłaby to moja prywatna interpretacja tej postaci. Domyślam się jednak, że w wizji autora miało być zupełnie inaczej.

  2. Siman pisze:

    „przeciwnie, zwłaszcza okres Cesarstwa Rzymskiego był pod tym względem bardzo jałowy”

    Otóż niedawno czytałem artykuł, że wbrew pozorom zupełnie odwrotnie. Cesarstwo Rzymskie miało nawet swój okres protokapitalizmu opartego na rewolucji przemysłowej związanej z energią wodną, dzięki któremu produkował masowo wiele produktów codziennego użytku. Generalnie Rzym był bardzo zaawansowany technologicznie, mniej niż nowożytna Europa, ale w wielu miejscach zdecydowanie bardziej niż średniowieczna. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że upadek Rzymu i jego gospodarki spowodował utratę wielu technologii, wymuszając rozwój w zupełnie innych kierunkach, przez co rzeczy powszechne w starożytności były nieznane w średniowieczu – i odwrotnie.

    Artykuł jest w ogóle świetny, bo świetnie omawia też zmiany konsensusu historycznego na przykładzie tego o czym napisałem:
    https://www.richardcarrier.info/archives/18035?fbclid=IwAR2NWf7XvbmtCGUDbZjsKEwWHaBwdioqsbCqQFkmwFIpmcMfCAmgIIgRc8o

  3. DoktorNo pisze:

    „No i proszę, znowu rozgniatanie Achai” – pomyślałem sobie. To że ta proza Ziemiańskiego będzie rozwałkowana jak plastelina przez walec drogowy w takich artykułach jak powyżej jest rzeczą przewidywalną, bo to jest naprawdę kiepska, szczeniacka literatura napisana z założeniem „fantasy jest głupie w przeciwieństwie do SF, a poza tym czytelnicy szukają tu ‚rznięcia i cięcia’ więc im to damy”.

    Reszta leciała pewnie tak: „skoro Sapkowski mógł wrzucić trochę postmodernistycznych pastiszowych elementów to i ja mogę” (tylko As zrobił to dobrze). Dalej „czytelnik fantasy kojarzy ją z gołymi pupami wojowniczek z ilustracji, to dam Achai supermini-spódniczkę, aby był seks”, „dorzucę do tego sceny gwałtu, aby było więcej seksu”, „dorzucimy sceny tortur, ale tak aby było więcej seksu”, „wypowiem się jak przetrwać na pustyni, mimo iż nie mam zielonego pojęcia o tym”, „dorzucę trochę gejowskiego seksu [Retrospekcja Syriusza z galery]”, „będę upokarzał bohaterkę, aby było więcej gwałtu. I seksu.” itd.

    Już pierwszych paragrafach logika świata przedstawionego kuleje. A w sequelowej sadze „Pomnik Cesarzowej Achai” autor się rozbrykał, postanowił używać knajackiego języka (słowa typu „specku[…]a”) i zaserwować nie tylko bezsensowne opisy bezsensownych bitew, ale osadzić w świecie przedstawionym… alternatywną Polskę-supermocarstwo (ze swojego opowiadania „Bomba Heisenberga”) która rządzi jedną połówką planety.

    No i oczywiście musiała być bezsensowna przemoc według potocznych wyobrażeń o okrucieństwach dawnych wieków i z lektur szkolnych, czyli (Uwaga! Drastyczne opisy!) nabijanie wojowniczek na pale, owijanie przez przez wojowniczki własnymi jelitami pni drzewa, wieszanie wojowniczek na drzewach tak aby powoli konały i wrastanie w ciała wojowniczek morderczych pędów magicznych drzew. Wszystko powyższe opisane ze szczegółami

    Kto nie chce tego czytać, może zdać się na analizy niezatapialna-armada.pl i recenzje na blogu „Straszna nisza czytelnicza”.

    • Cadab pisze:

      Najgorsze (a na pewno najzabawniejsze) w tym wszystkim jest to, że tak właśnie mogło być. Dziesięć lat walki o czytelnika, dziesięć lat czekania na „drugi krok” pierwszych sukcesów, dziesięć lat prób przebicia się i… nic. Więc czemu w akcie desperacji nie napisać świadomie, z rozmysłem i przytupem zbieraninę najbardziej tandetnych klisz, gdy patrzy się na rynek i widzi, że chłam idzie jak ciepłe bułeczki, a naród domaga się rozrywki, a nie głębi tudzież guembi.
      Legendarna chłamowość (chłamowatość?) Achaji to jest sztuka sama w sobie. A jeśli to wszystko jest nieumyślne i nie stał za tym żaden wykalkulowany plan, a wyłącznie pisanie co ślina na język przyniosła, to tym weselej.

  4. PK_AZ pisze:

    „Dowódcy Arkach, widząc swoją złą sytuację rozlokowują się w zakolu rzeki, by żołnierze nie mogli uciec z pola walki…”

    To akurat klasyk, chyba z Sun Zi. „Walcz, mając rzekę za plecami, a twoi żołnierze będą woleli zginąć, niż uciekać”. Podobny trik użył Lelouch Lamperouge w pierwszym sezonie Code Geass. Jakkolwiek Lelouch miał pod sobą nie hołotę (bo już się nauczył), tylko wojsko, którego przynajmniej rdzeń miał wysokie morale i był już ochrzczony w ogniu.

    „Po pierwsze Luan wygrał już w momencie, gdy Arkach zajęło takie, a nie inne stanowiska. W tej sytuacji bowiem siły napastnika tracą możliwość nie tylko ucieczki, ale też wycofania się i dostarczania aprowizacji. W interesie Luan staje się nie podejmować walki, tylko czekać, aż ci z Arkach umrą z głodu…”
    Pod warunkiem, że samo Luan ma na tyle mocną logistykę, by założyć oblężenie (nie mówię, że nie, ale). To po pierwsze. Po drugie, łatwo mogę sobie wyobrazić sytuację, że generał widzi przed sobą taką bandę, do tego słabszą liczebnie, to postanawia załatwić sprawę za jednym zamachem.

  5. barnaba pisze:

    1. Jeśli dobrze pamiętam, to wojnę między Luan a Troy wywoływała oligarchia obu królestw, by bogacić się na samej wojnie. Wszystko inne było pretekstem dla naiwnych. A Achai, jako niewinnego dziewczęcia, nikt w szczegóły nie wtajemniczał.
    2. Armia z poboru to licencia poetica. W zasadzie można sobie było wyobrazić scentralizowane quasi-średniowieczne państwo, z aparatem urzędniczym i ewidencją ludności, które taką armię powoływało.
    3. Piechota wybraniecka, która była wariacją na temat armii z poboru, to czasy Stefana Batorego. I w zasadzie nie ma specjalnych przeszkód, by taką piechotę powoływano już wcześniej. Kto trafiałby do takiej armii? Ano najprędzej ci, których chciano się pozbyć ze wsi. Nie gospodarze, ale komornicy, kiepscy parobcy, drobni złodziejaszkowie. Co najśmieszniejsze, część z nich zgłaszałaby się ochotniczo, bo pełna miska i dach nad głową byłby dla nich sporym awansem.
    Jeśli coś jest głupotą- to wyposażenie tego wojska w miecze, broń w końcu kosztowną. Ale już broń plebejska i drzewcowa byłaby całkiem prawdopodobna.
    4. Kwestia fali jest rzeczą do dyskusji. Generalnie fala dotyczy armii koszarowych. W czasie wojny nikt nie będzie gnębił kotów- bo po pierwsze nie ma na to czasu ani siły, a po drugie- każdy się dobrze zastanowi zanim upokorzy człowieka, który następnego dnia może mu uratować życie.
    Inna rzecz, że prawdopodobnie w każdej armii pewne czynności i zadania były zrzucane na młodych. W armii rzymskiej doświadczeni legioniści stali w trzecim szeregu.
    5. Ideą świata „Achai” jest stały i ciągły dopływ niewolników- którzy są towarem szeroko dostępnym i bardzo tanim. Zatem ich wykorzystywanie jako wioślarzy czy do obracania kieratów wydaje się prawdopodobne.
    Błąd tkwi gdzie indziej- przy takim ubytku ludności Troy czekałaby szybka katastrofa demograficzna. No i nikt nie wysyłałby na galery kogoś, za kogo można wziąć spore wykupne. Syn parobka- tak. Syn szlachcica- nie.
    6. Usunięcie języka jest brutalnym zabiegiem, no i wymaga fachowca, żeby taki skazaniec w ogóle go przeżył. Knebel jest dużo tańszy, zdejmowalny, no i nie daje trwałego okaleczenia.
    Inna sprawa, że nikt rozsądny nie kneblował niewolnika lub nie usuwał mu języków- bo po co to komu? Bez tych udziwnień pracował wydajniej.
    Eunuchów faktycznie kastrowano, ale nie po to by nie odbywali w haremie stosunków seksualnych (bo to nikogo nie obchodziło), ale żeby nie zostawiali przychówku. Wszystkie dzieci miały być dziećmi władcy, przynajmniej oficjalnie.
    7. Taktyka piechoty górskiej to numer na raz- wtedy rzeczywiście można zaskoczyć wroga.
    Ze spieszoną kawalerią, zwłaszcza ciężką bywało różnie, generalnie z nielicznymi wyjątkami kiepsko walczyła pieszo i unikała walk w lesie. No, ale do tego była zwykła piechota albo dragonia.
    8. Historia zna kilka przypadków, gdzie wojsko rozlokowało się z rzeką za plecami i spaliło mosty za sobą. Rzeczywiście to działało.
    Przeciwnik decyzję o szturmie takiego obozu mógł podjąć z kilku powodów- najprostszym jest chwała bitewna, ale też mógł atakować z powodu fermentu we własnym obozie, braku pieniędzy na żołd, wkraczającej do kraju drugiej wrogiej armii itp.
    9. Nie wiadomo, jaka byłaby reakcja na pierwszą salwę. Huk i dym prymitywnej strzelby potrafił zrobić piorunujące wrażenie na oddziałach, które nie zetknęły się z bronią palną. W takiej sytuacji nawet pojedyncze trafienia mogą spowodować panikę (słyszysz huk, a ktoś obok ciebie pada na ziemię bez połowy czaszki).
    W powieści raczej nie oddano by salwy z dużej odległości- jeśli dobrze pamiętam, to jeden z Chorych Ludzi doskonale te zasady wytłumaczył. Wystarczyłoby tylko pamiętać instrukcję i krzyknąć „cycki urwę, jak któraś wystrzeli bez rozkazu” 🙂
    ś

    • PK_AZ pisze:

      „Piechota wybraniecka, która była wariacją na temat armii z poboru, to czasy Stefana Batorego. I w zasadzie nie ma specjalnych przeszkód, by taką piechotę powoływano już wcześniej. Kto trafiałby do takiej armii? Ano najprędzej ci, których chciano się pozbyć ze wsi. ”
      Popraw mnie jeśli się mylę, ale AFAIK wybrańcy mieli stawić się z własnym wyposażeniem (albo dostawali je od chłopów z pozostałych 9/19 łanów?), a i to tylko na wojnę lub coroczne szkolenia. I nie tyle nie ma specjalnych przeszkód, by dawne państwo miało taką armię, co AFAIK Anglia przednormańska i Państwo Franków przed Karolem na czymś takim się opierała (Fyrd i Levies).

      Natomiast Zegarmistrzowi chodzi o armię stałą z poboru, czyli, zależnie od wersji:
      1. Przychodzi WKU i bierze losowego chłopa do wojska na dwadzieścia lat (model XVIII-wieczny)
      2. To samo, tylko po dwóch latach chłop jest bezterminowo urlopowany, a na jego miejsce biorą kolejnego (system wprowadzony przez Prusy w XIX wieku, chyba po tym, jak dostały łomot od Napoleona).

      Różnica jest tu taka, że w wypadku levies armię tworzą średniozamożni, którzy sami kupują sobie wyposażenie i stają pod bronią tylko na wezwanie króla, a w wypadku poboru armię tworzy głównie klasa niższa, sprzęt załatwia Ojczyzna, a żołnierze są pod bronią także w czasie pokoju.

      • DoktorNo pisze:

        Ciekawostka z innego kontynentu: Aztekowie u szczytu potęgi mieli wysokie zdolności mobilizacyjne, gdyż od małego edukowali masowo męska cześć populacji w sztuce wojny w szkołach zwanych „camelcac” (dla szlachty) lub „telpochcaltin” (reszta społeczeństwa).

        Inna sprawa, że wąskim gardłem była logistyka, która wymagała sporej liczby tragarzy, stąd większość zmobilizowanych po prostu tarmosiła innym wojownikom broń i żywność.

  6. C.Serafin pisze:

    To ja dodam, że czekam na drugą część artykułu, bo sam jestem ciekaw jak „Pan Lodowego Ogrodu” wypada pod względem historycznym. Być może nie powinno się go w ten sposób „recenzować”, bo jego akcja toczy się na obcej planecie, ale artykuł na pewno będzie interesujący.

    Natomiast o Achai wypowiem się krótko, bo przeczytałem tylko dwa tomy w czasach, gdy spod moich pryszczy ledwo było widać twarz i nawet wtedy wydawała mi się pod wieloma względami niedopracowana. Zaś cała logika świata według której wszyscy są źli i każdy dobry uczynek zostaje ukarany była bardzo dziwna. Złym bohaterom zazwyczaj kibicuje się dlatego, że budzą współczucie, dobrze knują lub stanowią ciekawy kontrast wobec pozytywnych bohaterów. Tu natomiast wszyscy byli podli, okrutni i najczęściej zwyczajnie głupi.

    Próba ponownej lektury pewnie skończyłaby się dla mnie po najwyżej paru rozdziałach, tym bardziej, że cały cykl jest obecnie uważany za obciachowy.

    • DoktorNo pisze:

      Bo to jest opowieść sado-maso udająca grimdark.

      Mnie żenuje to, że to nie jest dzieło debiutanta, ani napalonego na „sex&przemoc” nastolatka, tylko człowieka który miał ponad 40 lat w momencie napisania pierwszego tomu i dwoje dzieci, a jego opowiadania były publikowane przez lata w „Fantastyce” i „Science Fiction”, a powieści adoptowane w słuchowiska radiowe w Polskim Radiu („Wojny Urojone”). Plus pisał podręczniki do obsługi Photoshopa.

  7. Cadab pisze:

    Skoro niejako wszyscy wiemy, że jak powieść fantastyczna, to siłą rzeczy nie ma sensu się odnosić do „realizmu” i „historyczności”, to po co ten wpis? Bo naprawdę nie rozumiem.
    Chyba, ze mnie jakiś shitstorm znów minął i ponownie jest sezon wylewania pomyj na Achaję, to wtedy ok ^^

    • DoktorNo pisze:

      Raczej chodzi o logikę i budowę świata przedstawionego. Poza tym w pierwszym paragrafie Zegarmistrz wyjaśnił skąd ten temat na tapetę.

      Sapkowski krytykował „dziecinadę” i epatowanie „flakami i spermą” w polskiej fantasy już w 1993 roku, to tak dla szerszego kontekstu.

      A „Achaja” to zdaje się, bestseller.

      • Cadab pisze:

        Ale ten sam akapit zwraca uwagę, że to w ogóle z dupy jest argument o historyczności świata wymyślonego ^^ I na tym w sumie dyskusja po użyciu tego „argumentu” się kończy. Ten sam Sapek zdaje się też coś tam bąknął o bezcelowości „historycznych realiów” wymyślonej krainy, w tym samym roku, w tym samym „Pirogu…”. Stąd moje zdziwienie, że prawie 30 lat później dalej w ogóle pada ten argument i nie traktuje się go na zasadzie zbycia, tylko poważnie rozpatruje – i wiedząc przy tym, że jest głupi

    • PK_AZ pisze:

      No ja na przykład nie wiem. Wręcz przeciwnie, „realizm” – rozumiany jako współgranie elementów świata przedstawionego, tych realnych i tych nierealnych, tak, jak mogłyby faktycznie współgrać w kontekście zasad świata przedstawionego – uważam za cechę odróżniającą poważną fantastykę od niepoważnej. Manticore od Exegolu.

      Oczywiście znaj proporcjum. Jak oglądam WITCH, to się nie spodziewam zabrania głosu w sprawie wyższości demokracji nad monarchią lub odwrotnie (chociaż Korra potrafiła to zrobić dobrze, a Star Butterfly nie, więc i tutaj można się zastanawiać).

      Kwestia historyczności jest bardziej skomplikowana. Generalnie świat fantasy nie musi być wariacją na temat jakiegokolwiek miejsca i czasu historycznego – ale może. Jeśli autor świadomie odrzuca historię, to nadal jest związany okowami realizmu. Jeśli na przykład w jego świecie są zwyczajne quasiziemskie konie i zwyczaje quasiziemskie wozy konne, które wiozą zboże do miasta oddalonego o 500 km, to zaryzykuję tezę, że autor nie wie o czym pisze.

      Natomiast jeśli autor świadomie decyduje się tworzyć w jakiejś estetyce – na przykład pseudo- europejskiego pełnego średniowiecza – to sądzę, że czytelnicy mają prawo rozliczać go z tego, jak dobrze oddaje okres i czy przypadkiem nie tworzy różnych elementów na kilometr śmierdzących hackiem.

      Natomiast trzecią kwestią są czytelnicy, którzy kupują jakąś książkę, wiedząc o fantasy tylko tyle, że „to takie średniowiecze, tylko ze smokami”. I potem odejmują sobie smoki i myślą, że wiedzą, jak wygląda średniowiecze. (Podkreślam: nie ma w tym winy autora, przynajmniej zazwyczaj). Zegarmistrz pisze po pierwsze do takich właśnie czytelników, a po drugie do takich ludzi, jak ja, którzy zawsze chętnie przyjmą pigułkę wiedzy typu „jak to w czasach dawnych naprawdę wyglądało”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s