Miałem napisać o Jaszczuroludziach i ich cywilizacji:

Jaszczuroludzie (taka rasa z fantasy, a nie ci drudzy) są całkiem ciekawym gatunkiem do analizowania. W odróżnieniu od większości klasycznych ras bowiem bardzo poważnie różni się swą fizjologią od homo sapiens sapiens. Wiąże się to z ogromnymi wady, które utrudniłyby im życie, jak i niezwykle skutecznymi zaletami, które umożliwiłyby im szybkie uzyskanie trwałej przewagi.

Jakie konkretnie jaszczurki?

Jaszczurki są bardzo ciekawą grupą zwierząt, wśród której występuje wiele, niespotykanych u innych organizmów umiejętności, zarówno defensywnych, jak i ofensywnych. Istnieją więc (choć są bardzo rzadkie) jaszczurki jadowite, a także trujące oraz potrafiące pluć własną krwią. Są jaszczurki kolczaste, jaszczurki przenoszące śmiercionośne drobnoustroje i korzystające z nich jako broni biologicznej, takie które potrafią zmieniać barwę i korzystać z tego do komunikacji lub jako kamuflażu, potrafiące obracać oczy tak, by móc obserwować wszystko w promieniu 360 stopni, strzelać swoim językiem, a niektóre, jak gekony, mają w łapach takie fajne przyssawki, które pozwalają chodzić im po pionowych ścianach, a nawet sufitach…

Mają też (podobnie jak węże) świetnie wyczulony węch i smak. Potrafią, za pomocą języków smakować powietrze, co pozwala im nie tylko doskonale lokalizować ofiarę, ale też wyczuwać jej ciepłotę ciała…

Tak więc są to zwierzęta pełne supermocy.

Zmiennocieplność i jej wady:

Jednak prawdopodobnie najważniejszą w sensie taktycznym i strategicznym cechą Jaszczuroludzi będzie zmiennocieplność. W skrócie: gady, jak nawiasem mówiąc większość zwierząt nie wytwarzają własnego ciepła. Wyjątek stanowią cztery grupy stworzeń: ptaki, ssaki, (prawdopodobnie) niektóre dinozaury i (prawdopodobnie) niektóre, wymarłe już obecnie gady ssakokształtne.

Zamiast tego dostosowują swoją ciepłotę ciała do otoczenia.

Zwykle więc zaczynają dzień od znalezienia ciepłego, nasłonecznionego miejsca, co daje im energię na całą dobę. Następnie, w miarę, jak ją tracą, stają się coraz mniej aktywne. W wypadku gwałtownego wychłodzenia ich organizmu najpierw ich funkcje życiowe oraz ruchy spowalniają, potem popadają w letarg, a koniec końców umierają.

Prowadzi to do kilku przykrych konsekwencji: gady nie są w stanie funkcjonować równie sprawnie, jak normalnie w chłodne dni, a tym bardziej w chłodne noce. Nawet lekki przymrozek zapewne je sparaliżuje i wprawi w letarg. Najpewniej też nie byłyby w stanie przeżyć naszej zimy, ale pamiętać należy, że ciągle mogą one hibernować (na przykład pod grubą warstwą gnijącej roślinności).

Zwrócić uwagę należy na fakt, że Jaszczuroludzie są rasą inteligentną, czyli prawdopodobnie znającą ogień. Umiejętność ta znacząco ułatwiłaby im przeżycie zimy (choć zapewne ich aktywność zimowa uległa by ograniczeniu jedynie do ogrzewanych pomieszczeń), radzenie sobie z niepogodnymi dniami czy też wreszcie gromadzenie ciepła (rozpalenie nawet niewielkiego ogniska pozwala nagrzewać się efektywniej, niż leżenie na słońcu.

Ciekawostka: jaszczurki i mózg:

Kolejną wadą zmiennocieplności jest niestety fakt, że nie można mieć takich fajnych mózgów, jak mają ssaki, czy nawet ptaki. Mózgi potrzebują wiele energii do myślenia. W ilościach, jakich gadzie ciało nie może im dostarczyć. Tak więc, gdyby jaszczuroludzie funkcjonowali na tej samej biologii, co istoty ziemskie, to niestety nigdy nie byliby w stanie rozwinąć inteligencji na poziomie ludzkim.

Tak naprawdę nigdy najpewniej nie byliby w stanie rozwinąć też inteligencji na poziomie prostych ssaków, w rodzaju ryjówek.

Niektórzy paleontolodzy tym nawiasem mówiąc tłumaczą liczne przystosowania defensywne u dinozaurów skupiające się z tyłu zwierzęcia: kolce i maczugi na ogonach, pancerne płyty chroniące zady i grzbiety etc. niespotykane lub rzadko spotykane u współczesnych zwierząt roślinożernych (gdzie „systemy obronne” skupiają się wokół głowy). Spekuluje się, że drapieżne dinozaury nie były w stanie wymyślić bardziej wyrafinowanej taktyki łowów, niż uporczywa pogoń, a roślinożerne: metody obrony innej, niż ucieczka…

No, ale fantasy nie jest hard science fiction i wręcz opiera się na obecności istot niemożliwych.

Zmiennocieplność i jej zalety:

Zmiennocieplność ma jednak też i zalety. Na tyle duże, że (jak pisałem) większość zwierząt, jakie istnieją na Ziemi jest właśnie zmiennocieplna. Pierwszą z nich jest fakt, że jest ekonomiczna… Po prostu istoty zmiennocieplne potrzebują radykalnie mniej pokarmu do utrzymania się przy życiu, niż stałocieplne.

Ogólnie rzecz biorąc zapotrzebowanie kaloryczne istot zmiennocieplnych waha się między 5 a 20 procent zapotrzebowania stałocieplnych.

Przy czym dokładne ilości zależne są od rozmiarów stworzeń (mniejsze zwierzęta paradoksalnie potrzebują więcej pokarmu w stosunku do swojej masy ciała).

Przykładowo dorosły krokodyl (krokodyle biologicznie nie są jaszczurkami, ale co tam), mimo że jest blisko 4 razy cięższy od człowieka, potrzebuje tygodniowo takiej samej dawki kalorii, jak my. Jednocześnie może przeżyć rok nie odżywiając się, bez żadnej szkody dla siebie…

Konsekwencje społeczno-ekonomiczno-strategiczne:

Wydaje mi się, że – niezależnie od wszystkich innych cech – jaszczuroludzie w fantasy byliby najpewniej globalnie najniebezpieczniejszym gatunkiem inteligentnym. Nawet przy założeniu, że byliby stosunkowo mało inteligentni i zacofani technicznie, to dowolne ekstensywne rolnictwo, uzupełnione jakąś, prymitywną hodowlą pozwalałby im utrzymać 10-20 razy większą populację, niż ludziom lub podobnym gatunkom.

I to nawet przy założeniu, że grzebią w ziemi zaostrzonymi kijami…

Co więcej jaszczuroludzie prawdopodobnie mogliby przeżyć zapewne długie miesiące bez pokarmu. To pozwoliłbym im osiągnąć przewagę demograficzną jeszcze szybciej i łatwiej ją utrzymać. Po prostu podczas suszy lub innego nieurodzaju, który doprowadziłby do głodowej śmierci setek ludzi, elfów i krasnoludów jaszczuroludzie musieliby tylko uzbroić się w cierpliwość…

Niewielkie zapotrzebowanie na pokarm jest też nie bez znaczenia w trakcie wojen. Armie tych istot mogłyby maszerować długie tygodnie, niosąc tylko niewielkie ilości żywności w plecakach.

Oraz brać głodem każdą twierdzę, bo im wystarczy tylko czekać…

Niewielkie zapotrzebowanie na żywność łączy się też z możliwością kolonizowania bardzo mało urodzajnych terenów jak pustynie, stepy, bagna, solniska etc. Po prostu posiadając kilka poletek, niewielką uprawę palm daktylowych i stado wielbłądów mogliby w środku Sahary wyżywić populację tak samo dużą, jak ludzie lub orkowie w regionie bardzo żyznym.

Fakt, że gady mają też dużo niższe zapotrzebowanie na wodę, niż istoty stałocieplne jeszcze by im zapewne pomógł…

Duże populacje i niewielkie zapotrzebowanie na żywność przekładają się też na gospodarkę. Generalnie człowiek, pracując na roli średniowiecznymi metodami jest w stanie wyżywić 5 osób z hektara. Dla jaszczuroludzi byłoby to między 50 a 100 osobnikami. Pozostali mogliby zajmować się nauką, handlem, administracją, magią, rzemiosłem lub wojaczką…

Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z rasą jedynie marginalnie mniej inteligentną od ludzi (wedle Dungeons and Dragons 3 ed typowi jaszczuroludzie mają Inteligencję 9, a w 5 ed 7, przy ludzkiej średniej 10), to w połączeniu z ogromną przewagą demograficzną daje to bombę…

Po prostu rasa ta mogłaby oderwać od pracy na roli taką liczbę rąk do pracy i mózgów do myślenia (co z tego, że trzeciorzędnych), że zalałaby swoimi produktami inne gatunki. Dysproporcja ta zostałaby też zwielokrotniona przez umiejętność wypluwania 10-20 razy liczniejszych armii.

A to ma jeszcze wolniejszy krwiobieg…

Należy zauważyć, że gady mają zapotrzebowanie tlenowe na poziomie 5 procent ssaczego. Rzadziej oddychają, potrzebują mniej tlenu do życia, a ich serce bije wolniej… Przekłada się to na ich wytrzymałość na obrażenia. O ile człowiek traci świadomość około 15 sekund po tym, jak do jego mózgu przestaje dopływać tlen (np. dlatego, że pompujące krew serce przestało działać, albo skończyła mu się krew do pompowania), tak w wypadku gada ten okres wydłuża się nawet do kilkunastu minut…

Oznacza to, że jaszczuroczłek na polu walki mógłby stać i oddawać ciosy nawet pomimo miecza tkwiącego mu z serca i wielokrotnie przebitych płuc…

Fajnie, prawda?

Moim zdaniem rola jaszczuroludzi w światach fantasy jest bardzo mocno uwarunkowana geografią i układem płyt kontynentalnych. Jedyne, co tak naprawdę może ich zatrzymać to nagłe ochłodzenie, które sprawi, że jaszczuroludzie popadną letarg i nie będą w stanie się bronić.

Oczywiście z ochłodzeniem można sobie radzić np. rozpalając ogniska lub budując ogrzewane twierdze, ale spycha to wojska do defensywy i uzależnia je od zapasów opału. Jeśli ich przeciwnik zdoła to wykorzystać, to dawałoby mu to szanse na zwycięstwo…

Jednak silne ochłodzenia nie zdarzają się wszędzie.

W światach podobnych układem do Ziemi, gdzie rasa ta mogłaby opanować rozległe obszary równikowe i zwrotnikowe prędzej niż później stałaby się gatunkiem co najmniej dominującym. Tak więc dość szybko opanowałaby zapewne rozległe obszary Afryki, Azji, obu Ameryk i Australii.

Biorąc pod uwagę, że zdeterminowany jaszczuroczłek w czółnie, mógłby przepłynąć ocean nawet bez żadnych zapasów (no, chyba, że napotkałby sztorm), to szybko poznaliby cały świat, rozszerzyliby swoje tereny panowania na każdy przydatny im obszar i zdominowaliby handel.

A potem co?

Prawdopodobnie trudno byłoby im rozciągnąć władzę na tereny, gdzie zdarzają się długie jesienie, mroźne zimy i niezbyt ciepłe wiosny… Nie znaczy to, że by nie próbowali. Jednak zapewne po kilku przykrych doświadczeniach z bardzo krwawymi i kosztownymi wojnami poszliby po rozum do głowy i cofnęli się w stronę równika, przyjmując rolę starszych braci, dominując handel i przemysł. Oraz od czasu do czasu zwracając się do innych państw z uprzejmą prośbą o daninę… Znaczy się: podarki dyplomatyczne.

W światach, gdzie lądy przesunięte są w stronę równika Jaszczuroludzie, którym nie groziłby letarg najpewniej pobiliby inne rasy, spychając je na najdalej wysunięte w stronę biegunów skrawki lądów oraz w szczyty wysokich gór w rodzaju Andów i Himalajów.

Po prostu byłoby ich za dużo i byli by zbyt wytrzymali, żeby ich pokonać.

Tym bardziej, że przy takiej przewadze demograficzno-ekonomicznej, jaką mogą osiągnąć, coś co dla nich byłoby przegraną bitwą dla innych ras byłoby armageddonem…

W światach z kontynentami bardziej przesuniętymi w stronę biegunów Jaszczuroludzie pewnie zostaliby zepchnięci do jakichś enklaw odsuniętych w stronę równika.

Owe „małe enklawy” nadal miałyby zagęszczenie ludności 10 do 100 razy większe, niż otaczające je obszary zamieszkane przez inne rasy. I prawdopodobnie nadal byłyby to stolice wytwórstwa i wszelakiej myśli, a karawany jaszczurzych kupców docierałyby w ciepłe pory roku wszędzie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziwne rozkminki, fantastyka i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Miałem napisać o Jaszczuroludziach i ich cywilizacji:

  1. Paskud Czyta pisze:

    Kolejny bardzo ciekawy wpis. Nigdy nie poświęcałem temu zagadnieniu aż tyle uwagi. Ciesze się więc, że zrobił to ktoś inny:)

  2. pontifex maximus pisze:

    Artur Szyndler miał rację!

    No i podsuwasz mi pomysł, że jeśli przyjąć założenie o ogólnej głupocie jaszczurek, to mamy gotowy zamiennik orków, świeży i dobrze uzasadniony. Czytałoby się coś takiego.

  3. Velahrn pisze:

    Bardzo fajny koncept!

    To jak jeszcze zapodam ciekawą ideę:

    Jak wiadomo, gady składają jaja. Aby rozwój zarodka przebiegał prawidłowo, musi on mieć stałą, wysoką temperaturę. Wysiadywanie jaj nie zdaje tu rezultatu, bo rodzic wcale nie będzie cieplejszy od otoczenia – jest zmiennocieplny, wiec temperatura jego ciała też spada!
    Nasze europejskie gady radzą sobie tak, że zagrzebują jaja w szybko nagrzewającym się piasku czy jakiś tam gnijących liściach. Tu jednak mamy bardzo wyraźną granicę wielkości jaj. Większe gady – np. krokodyle – po prostu nie są w stanie się rozmnożyć w klimacie innym niż sub/tropikalny.

    To byłoby łatwe wytłumaczenie, dlaczego jaszczuroludzie nie skolonizowali świata. Bo po prostu nie są w stanie płodzić potomstwa w innych niż idealne warunkach (np. wylęga się co setne jajo). Tudzież, poza pasmem tropików żyją one, ale nie mają potomstwa – nowi członkowie społeczności napływają z równika. Oczywiście, jaszczury mogłyby zbudować jakieś zaawansowane szkółki jaj ze sztucznym systemem ocieplenia, ale jak sam napisałeś, są na to za głupie.

    Ja bym podzielił taki świat na cztery strefy:
    1. Tropiki – bogactwo i dominacja jaszczuroludzi
    2. Strefa śródziemnomorska – są w stanie przeżyć, nie są w stanie się rozmnażać
    3. Strefa umiarkowana – nie są w stanie dłużej przeżyć, stają się ospałe, zapadają w letarg
    4. Tundra i niższe temperatury – prawie natychmiastowa śmierć.
    W sumie taki świat byłby interesujący :).

  4. buszasp pisze:

    Koncept przefajny, ale nie wyobrażam sobie by takie niezbyt inteligentne jaszczurki mogły być dominującym gatunkiem. Inteligentniejsi ludzie będą po prostu sprytniejszymi handlarzami, lepszymi budowniczymi czy lepiej zorganizowanymi wojownikami itd.
    Ewentualnie tak jak zostało wspomniane we wpisie jaszczury mogą dominować jedynie na terenach mało urodzajnych, niezdatnych do skolonizowania przez ludzi. Mam takie niejasne wrażenie, że jak już gdzieś w występują to właśnie w takiej roli, jako gatunek nie dominujący, ale dodający egzotyki settingowi. Jedyny wyjątek to klasyczna powieść Inwazja jaszczurów. Swoją drogą, czytał ktoś tutaj?

  5. Grzdyl pisze:

    No i dlatego właśnie w WH Fantasy siedzą w odpowiedniku Ameryki Południowej i chillują. Ale fajne designy, bardzo pasowne do okoliczności przyrody.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s