Przeczytane w kwietniu 2021: Sapkowski, King, Shippey:

Kwiecień tego roku był raczej słaby, nie tylko pod względem pogody (spadł śnieg, a jego resztki stopiły się kilka dni przed długim weekendem), ale też wyników czytelniczych. W minionym czasie udało mi się bowiem przeczytać tylko 7 książek i to pomimo, że w dwóch z nich w zasadzie tylko oglądałem obrazki…

Nazwiska najważniejszych autorów widać w nagłówku. By poznać pozostałych trzeba kliknąć w post.

Ziemie Jałowe:

Ocena: 9/10

Trzeci tom Mrocznej Wieży Stephena Kinga. Moim zdaniem odrobinę gorszy, niż poprzednie. Roland i jego przyjaciele wędrują przez pustkowia, a King buduje atmosferę. Werbują też dwie dodatkowe postacie do swej drużyny. Koniec końców docierają do bardzo ponurej lokacji, gdzie muszą zmierzyć się z morderczym pociągiem…

Jak zwykle w bardzo dobrych książkach fabuła w streszczeniu wypada znacznie gorzej, niż na piśmie. Ogólnie jednak jest to bardzo dobra, nieklasyczna powieść fantasy, w starym, nasuwającym skojarzenia z literaturą sword and sorcerry stylu, tylko zamiast mieczy są rewolwery (ogólnie fantasy to gatunek bardzo dobrze łączy się z horrorem).

Niemniej jednak oceniam ten tekst odrobinę gorzej od poprzednich. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest końcowy obszar książki, który nieco przerósł chyba autora. Mamy tam nagromadzenie dwóch problemów: anglosaskiego wyobrażenia o bandytyzmie i wyobrażenia o komputerach rodem z lat 80-tych. Bohaterowie muszą tam radzić sobie zarówno w świecie komputerów, które są przedstawione tak, jakby ktoś widział Atari XT w sklepie i na tej badzie tworzył demony, oraz grupą kryminalistów, którzy opisywani są jako przerażający, ale wychodzą tak karykaturalni, że urwali się chyba z obsady „Piotrusia Pana”, gdzie grali piratów.

Końcowe rozdziały książki zdecydowanie nie wyszły.

Katalog zamków w Polsce:

Ocena: 1k6+4

Jest to katalog obejmujący wszystkie znane zamki w Polsce oraz ich relikty archeologiczne. Próbowałem go czytać, ale w zasadzie rys historii architektury średniowiecznej, będący wprowadzeniem do książki jest najciekawszym jej elementem. Prócz tego otrzymujemy długie wyliczenie zamków, ich fotografie, plany oraz krótki rys historii oraz stanu badań na temat danej pozycji. Ten ostatni składa się niestety głównie z inwentarza budów, przebudów, remontów oraz litanii archeologów, którzy w danym miejscu prowadzili wykopaliska.

Książka jest ozdobiona fotografiami, ale jako, że została wydana już jakiś czas temu, wiele z nich jest delikatnie mówiąc średniej jakości, a nierzadko też wykonanych przez średnich fotografów.

Pytanie brzmi: czy będzie Wam się podobała. Otóż: zależy do czego jej potrzebujecie. Jeśli chcecie zrobić plan wycieczki po wszystkich, atrakcyjnie wyglądających ruinach zamków w Polsce, to zdecydowanie polecam Wam wygrzebać ją w bibliotecznej czytelni. Jeśli chcecie pisać pracę magisterską lub artykuł naukowy w temacie pokrewnym, to może się wam przydać. Jeśli szukacie ciekawostek lub chcecie sobie poczytać, to odradzam.

Słowianie: Rzeczywistość i fikcja wspólnoty:

Ocena: 8/10

Książka traktuje o zagadnieniu Słowian w średniowieczu, związanych z nimi mitami oraz kwestiach istnienia tudzież braku „wspólnoty narodów słowiańskich” w omawianej epoce. Tej ostatniej oczywiście nie było (gdyż jest ona XIX wiecznym konstruktem społecznym, stworzonym w dużej mierze w Rosji), na co autor dość skutecznie wykazuje.

Książka stanowi dość ciekawy wykaz wszystkiego tego, co wiemy (a raczej: czego nie wiemy) na temat Słowian w średniowieczu. Autor jest dokładnie takim samym słowiańskim nihilistą, jak Ja, więc lektura cieszy. Poznajemy też wiele szczegółów na temat samych Słowian i ich stosunku do siebie nawzajem (np. w źródłach czeskich określenie „sklavus” dotyczy wyłącznie chłopstwa i szeregowych wojowników, członków drużyny nazywano „Bohemus”, u innych narodów było podobnie).

Wadą książki jest natomiast fakt, że rzeczywiście skupia się głównie na kwestii wspólnoty narodowej, a nie Słowian jako takich.

Oraz to, że pisał ją Niemiec, czyli nie ma szans wykorzystać jej w jakiejkolwiek dyskusji, bo wiadomo: jak Niemiec to na pewno zrobił to na złość.

Pani Jeziora:

Ocena: 9/10

Ostatni tom Sagi o Wiedźminie. Wydarzenia dobiegają końca, dowiadujemy się, kto przeżyje, a kto zginie, kto żyć będzie długo i nieszczęśliwie, a kto krótko, lecz szczęśliwie. Rozstajemy się też z naszymi, niezapomnianymi bohaterami.

Ogólnie rzecz biorąc, gdy przeczytałem ten cykl w liceum, to ostatni tom bardzo mnie rozczarował. O ile początek i środek były bardzo spoko, zawierały sporo intrygi, humoru, akcji i jedną, bardzo epicką bitwę, tak końcówka, zawierająca wiele, sprzecznych ze sobą wątków okazała się zupełnie niezrozumiała. Teraz, gdy wydarzenia z niej zostały dość mocno naprostowane przez gry (oraz jednocześnie jestem trochę lepszy w czytaniu ze zrozumieniem) jest ono dużo bardziej klarowne.

W sumie to nie wiem, co jeszcze o tym napisać: mam wrażenie, że Sagę o Wiedźminie i tak każdy czytał, zresztą w ostatnim czasie dużo już o wrażeniach z jej lektury już napisałem.

Niemniej jednak polecam ją każdemu. To jedna z najlepszych książek fantasy jakie kiedykolwiek napisano. Pozycja na absolutnie światowym poziomie.

Wikingowie:

Ocena: 9/10

Czytałem kilka lat temu tą książkę i recenzowałem ją już w tym cyklu. Nie pamiętam jednak, jaką ocenę dałem. Prawdopodobnie wysoką, bowiem to najlepsza książka o historii społecznej i dobytku materialnym Wikingów oraz jedną z najlepszych książek historycznych, jakie wpadły mi w ręce.

Poznajemy tu w zasadzie każdy szczegół życia tego społeczeństwa, zarówno na stopniu niewolnika, wolnego, jak i przywódcy. Dowiadujemy się więc, jak siano pola, jak budowano domy i statki, jak organizowano samopomoc, jakie były style zdobień, jak uzbrajano się na wojnę i jak pisano wiersze…

Pozycja jest absolutnie wspaniała. Jej jedyną wadą jest fakt, że niestety jest mocno przestarzała, niektóre rzeczy, omawiane jako ciekawe hipotezy (np. znaczenie handlu w społeczeństwach skandynawskich) obecnie są już kanonem, nie ma też (co oczywiste) informacji o wielu odkryciach z kilku ostatnich dziesięcioleci.

Aczkolwiek czego spodziewać się po prawie 50-cio letniej pozycji?

Wstyd, że przez ten czas nikt nie napisał nic porównywalnego.

Tolkien: Pisarz stulecia:

Ocena: 8/10

Książka jest krytycznym omówieniem twórczości Tolkiena, skupioną głównie na trzech jego najbardziej znanych książkach (Hobbicie, Władcy i Silmarillionie), w mniejszym stopniu na pozostałych utworach (jak tłumaczenia anglosaskich poematów czy też Rudy Dżil), próbującą wytłumaczyć i zrozumieć fenomen tego pisarza oraz pokazać, dlaczego jest dziś (tzn. w roku 2000, gdy książka została oryginalnie wydana) wciąż aktualna.

Książka ta bardzo mi się podobała. Zwróciła mi uwagę na wiele elementów twórczości Tolkiena, na które sam nie zwróciłbym nigdy uwagi oraz wskazała mi parę rzeczy związanych z atmosferą wokół jego twórczości, na które raczej bym nie zwrócił uwagi (np. na fakt, że argumenty przeciwników Tolkiena są w zasadzie takie same od 70-ciu lat).

Autor jest wyjątkowo przenikliwy, a przy tym pisze bardzo przystępnie i moim zdaniem rzetelnie oraz obiektywnie. Z jednej strony widać, że jest to miłośnik Tolkiena, znający jego twórczość od podszewki. Z drugiej podchodzi do niej krytycznie i nie boi się szargać świętości oraz ustalonych dogmatów.

Wadą książki jest fakt, że pochodzi ona sprzed 20 lat. Tak więc niektóre rozdziały (zwłaszcza odwołujące się do ogólnej sytuacji na rynku wydawniczym) są już trochę nieaktualne.

Post Scriptum: Nie da się ukryć, że książkę tą przeczytałem dosłownie kilka dni za późno. Gdybym zrobił to wcześniej dostarczyłaby mi masę amunicji. Autor zwraca bowiem uwagę na szereg nieortodoksyjnych, by nie rzec: heretyckich poglądów, jakie Tolkien wyraża w swej twórczości oraz nierzadko nader rażące sprzeczności między deklaracjami Tolkiena, a tym, co on faktycznie napisał.

Cóż…

Za jakiś czas będzie można wrócić do tematu.

Nowy Wielki Atlas Historyczny:

Ocena: 1k6+4

Prawdę mówiąc po tytule „Wielki” spodziewałem się czegoś innego.

Trochę mam problemy z ocenieniem tej publikacji. Pierwszy z nich to dość niski stopień specjalizacji: odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z publikacją do liceum. Nie da się ukryć, że niestety rozmija się z moimi zainteresowaniami. Skupia się na epokach (nowożytność) i obszarach (Polska), które nieszczególnie mnie pociągają. Starożytność i średniowiecze, podobnie jak historia powszechna są potraktowane bardzo po łebkach.

Co więcej problemem jest trochę wydanie. Mapy powszechne są tak sklejone, że szycie przebiega akurat przez nasz kraj, w efekcie czego prawie zawsze jest on w tym takim rowku między stronami i ledwie ją widać…

Na mapach jest też strasznie dużo szczegółów i oderwanych od siebie wydarzeń, miejsc i innych tego typu rzeczy. Mówiąc kolokwialnie: są one nadziubdziane do granic możliwości: na jednej mapie można więc dostać np. granice największych państw, wczesnośredniowieczne misje do pogan i kierunki najazdów wikingów, Węgrów i Arabów jednocześnie, przez co łatwo zgubić się w natłoku kolorów, pasków, strzałek, krzyżyków i skrzyżowanych szabli…

Ogólnie to trochę czuję, że zmarnowałem pieniądze.

PS. A w pracy znaleźliśmy taką książkę.



Jak się komuś zrobi smutno, to będzie miał do poczytania.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Historia, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Przeczytane w kwietniu 2021: Sapkowski, King, Shippey:

  1. Gal pisze:

    W opisie atlasu historycznego poruszyłeś ciekawy problem. System edukacji w wypadku historii kładzie olbrzymi nacisk na Polskę w porównaniu z resztą świata. Nawet na poziomie studiów, jak się popatrzy na plany studiów, to połowa to jest historia Polski.

    Trochę się obawiam, że system edukacji wypaczył mi spojrzenie na historię poprzez właśnie koncentrację na Polsce. Jakkolwiek od chyba gimnazjum byłem świadomy polonocentryzmu i starałem się skupiać na historii powszechnej, to jednak pewien wpływ szkolna wizja historii chyba na mnie wywarła.

    Masz jakiś pomysł czy dałoby się zorganizować edukację historyczną w sposób bardziej ,,powszechny”? A może jednak jest jakaś korzyść, której ja nie widzę, z takiego mocnego skupienia na jednym państwie?

    • Myślę, że nie da się. Były już tego typu pomysły, na przykład w postaci różnych projektów europejskiego podręcznika historii. Kończyło się za każdym razem fiaskiem. Problem polegał na tym, że do ogarnięcia jest ogromny kawałek przestrzeni i czasu, a wiele zjawisk jest niezależnych i nie wpływa na siebie. Tak więc na przykład dla Polski zupełnie bez znaczenia są różne przepychanki między królestwami Kastylii, Aragonii, Sardynii i tym podobnymi, które są zupełnie kluczowe dla historii Hiszpanii. Tak więc potrzebna jest jakaś narracja, bez której to wszystko zmieni się w ciąg nieuporządkowanych faktów.

      Jako, że jesteśmy Polakami to u nas skupiono się na historii Polski.

      Nawiasem mówiąc nie jesteśmy jedyni. W zasadzie każde państwo wykłada swoją historię narodową w skupieniu na sobie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s