Niech się tylko zrobi ciepło…

Dziś będzie wpis zastępczy, bo nie zdążę przygotować tego, co planowałem.

Jest zimno. Kwiecień powoli się kończy, rower mam wyciągnięty i naprawiony (co wyszło mnie zaskakująco tanio: zaletą jeżdżenia na duże dystanse jest fakt, że co tylko mogło zepsuło się i zostało wymienione na nowe jeszcze w zeszłym roku), jednak w lasach błoto sięga pasa, a na szczytach wzgórz ciągle straszą resztki śniegu.

Jest tyle wspaniałych miejsc, do których można by pojechać. Tylko odpowiedniej pogody (i warunków epidemiologicznych) nie ma.

Zróbmy małą listę.

Restauracja Rani: Rzeszów:

Zacznijmy od rzeczy mało ambitnych. Dwa lata temu w Rzeszowie była restauracja indyjska o nazwie Rani oraz leżąca blisko niej piekarnia gruzińska. Dokładnie rok temu miałem się tam zamiar wybrać, zjeść bardzo obfity posiłek.

Niestety wywaliło Covid-19.

I tak to już się ciągnie…

Przemyśl:

Ponoć dojechać z mojego miasta do Przemyśla (i Soliny) to dowód bycia praktykującym rowerzystą. Są dwie trasy: jedna ma 64 kilometrów, ale biegnie w dużej mierze przez góry, oraz druga, łagodniejsza, mająca prawie 90 kilometrów, za to biegnąca głównie przez bezludzie. Tak więc dotrzeć tam jest już próbą determinacji i odwagi.

W samym Przemyślu jest 11 fortów i bunkrów z obydwu wojen światowych oraz arboreum.

Tak więc jest tam co oglądać i to nawet na kilka dni.

Miałem tam jechać w zeszłym roku, ale panowała bardzo niepewna sytuacja z bazą noclegową i jadłodajniami. A wolałem nie skończyć samemu, w obcym mieście, na rowerze, jedząc szczaw i mirabelki…

Jasiel:

Jest to taka wieś (liczba mieszkańców: 0) leżąca w otoczeniu kilku, równie ludnych metropolii przy granicy ze Słowacją. Jest tam pole namiotowe, rezerwat przyrody, ruiny cerkwi, kilka zapuszczonych stawów, wieża obserwacyjna z I wojny światowej i inne takie…

Poza tym jakieś pozostałości domów, wilki, żmije i niedźwiedzie. Oraz ponoć wiata PTTK, gdzie można przenocować.

Pojechałbym tam tylko dlatego, że mogę. Oraz, żeby porobić zdjęcia przyrody.

Z Rymanowa na Krasny Brod:

Istnieje taki szlak turystyczny. A przynajmniej istnieją reklamujące go tablice, rozwieszone w lasach (po co?). Ciągnie się to jakieś 45 kilometrów, potem oczywiście trzeba wrócić. Większość wędrówki jest chyba lasami, chyba szczytami wzgórz i wygląda na to, że chyba jest tam fajnie.

Prowadzi toto z Rymanowa na Podkarpaciu aż do Krasnego Brodu właśnie. Ten ostatni jest wioską na Słowacji.

W samym Krasnym Brodzie są ponoć jakieś, dość malownicze ruiny średniowiecznego klasztoru.

I znowu: poszedłbym tam, bo mogę.

Z Sandomierza do Krzyżtopora:

Podobnie jak w wypadku wyprawy do Przemyśla także i tam planowałem pojechać w zeszłym roku, a dokładniej: we wrześniu.

W Sandomierzu jest średniowieczny rynek, deptak i zamek, które powinny być bezludne w godzinach porannych, a także podziemna trasa turystyczna. Przejeżdżałem przez miasto z milion razu, ale nigdy go jeszcze nie zwiedzałem.

Potem ruszyłbym do Opatowa, gdzie chyba mają średniowieczne mury miejskie, a przynajmniej bramę.

Następnie do Krzyżtopora, gdzie znajdują się potężne ruiny kompleksu pałacowego, którego właściciel chciał prześcignąć rozmachem Wersal.

Jadąc do Krzyżtopora odwiedziłbym też ruiny pałacu Karskich we Włostowie.

A z Krzyżtopora do Iłży, gdzie jest jeszcze jeden zamek!

Na Sine Wiry:

Jest to rezerwat przyrody leżący jakieś 50 kilometrów od mojego domu. Znajduje się w nim ścieżka turystyczna prowadząca do kilku, ponoć malowniczych bystrzyn rzecznych. Dodatkowo w promieniu kilkunastu kilometrów od niego znajduje się kilka wodospadów oraz trochę malowniczych ruin.

Jednocześnie Sine Wiry są dość trudne logistycznie i wyprawa musiałaby pochłonąć ze trzy dni (dojazd, eksploracja i ewakuacja), co wymaga odpowiednich warunków pogodowych.

Jeszcze raz na Rzeszów:

Istnieją dwie trasy na Rzeszów: normalna, przez Brzozów i Strzyżów, którędy jeżdżą samochody i autobusy oraz druga, przez Dobrą i Dynów, gdzie nie jeździ nikt. Spowodowane jest to między innymi jakością dróg, które od Mrzygłodu robią się dalekie od europejskich standardów (i Diabeł jeden wie, jak długo im to zostaje).

Przejazd ciekawi mnie z krajoznawczych powodów: interesuje mnie zwyczajnie co tam jest.

Co więcej jest to prawie 100 kilometrów, więc to materiał na kolejny wyczyn.

Nowy Sącz:

Nowy Sącz leży 150 kilometrów od mojego domu i od biedy można by go potraktować jako wyzwanie sportowe. Problem w tym, że prowadzące doń drogi są albo bardzo kręte, albo bardzo ruchliwe…

Odległość nie jest w każdym razie bardzo duża, więc aż wstyd się przyznać, że nigdy tam nie byłem.

W samym mieście Google Maps pokazuje górę z całkiem malowniczymi widokami, skansen, średniowieczną basztę oraz ruiny średniowiecznego zamku.

20 kilometrów na południe o miasta jest Zamek w Rytrze.

70 kilometrów na południowy wschód znajduje się Zamek w Szaflarach, po drodze jest też Góra Turbacz, Zamek Czorsztyn, Zamek Pieniński (i Pieniński Park Narodowy) oraz Zamek w Babiej Górze.

Na północy natomiast zamki: Toporczyn, ruiny zamku Jana Amora i zamku w Rożnowie.

Innymi słowy jest tam zwiedzania na pewnie z tydzień.

Dojechałbym tam pewnie autobusem albo innym pociągiem. A między lokacjami podróżowałbym rowerem.

Całym Green Velo:

Marzenie życia.

Szlak Green Velo zaczyna się w Koskiem w województwie Kieleckim, biegnie w stronę Przemyśla, a z niego odbija na północ, by wzdłuż granicy doprowadzić nas aż do Elbląga i Zatoki Gdańskiej.

Po drodze jest masa różnych rzeczy, z przewagą pedałowania.

Całość jest nieco dłuższa, niż dystans, jaki Frodo i Sam przebyli z Shire do Orodruiny.

Niemniej jednak szlak jest bardzo poważnym, logistycznym wyzwaniem. Samo przebycie go to pewnie byłoby dla mnie 20 do 40 dni…

Jednak może kiedyś…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przygody i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Niech się tylko zrobi ciepło…

  1. Grzdyl pisze:

    Szacun, mi się nie chcę 2 godziny od domu pojechać motorem a tu takie długie trasy. Szerokiej drogi życzę.

  2. Maks pisze:

    Jasiel jest wspaniały, kilka zrujnowanych pegieerów, cmentarze prawosławne w lesie no i na kempie jak byłem tam w kilka różnych wakacji był zawsze taki profesor-pustelnik, co mieszkał w tej wiacie całe lato. Generalnie ten kemp jest mega, dwie duże altanki z ławamiz strumyk, wokół las obfity w grzyby… ale w sumie ostatni raz byłem chyba z 6 lat temu, więc mogło się zmienić. Dodatkowo w Woli Niżnej niedaleko jest chyba jeden z najbardziej obleśnych posągów Jana Pawła w Polsce, a to nielada wyczyn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s