Nie podoba mi się, że polska prawica wyciąga łapy po twórczość Tolkiena…

Tak, zgadliście: piszę ten post zainspirowany przebrzmiałą już nieco aferą na Elendillionie, aczkolwiek jest to też protest przed szerszą tendencją narzucania katolickiej interpretacji Władcy Pierścieni i ogólnie twórczości Tolkiena.

Jednak to Elendilion przelał czarę goryczy.

To, co działo się na serwisie wpisuje się w szerszy nurt, polegający na bardzo topornych, powierzchownych i naciąganych próbach stworzenia jedynej, słusznej wizji prac tego wspaniałego pisarza. Próbach, które (jeśli skończą się sukcesem) obrzydzą i zbałamucą jego twórczość dla szerokiego grona odbiorców.

O co poszło na Elendillionie:

Niedawno na wyżej wymienionym portalu miały miejsce następujące, gorszące wydarzenia. Otóż: wklejono tam fanarty przedstawiające bohaterów LotR-a w nienormatywnych przedstawieniach. Wywołało to gigantyczną falę oburzenia, autorce artów zarzucono desakrację dzieł Tolkiena, obrazę artysty oraz „wartości drogich autorowi”. To spotkało się z odzewem rozsądniej myślących fanów Tolkiena, co natomiast doprowadziło do wysypu nawiedzeńców cytujących przypadkowe listy i elementy twórczości Tolkiena tak, jakby cytowali biblię i dowodzących, co Tolkien myślał o diabelskiej tęczy powołując się na Saruman Wielu Barw. Afera zaczęła rozszerzać się po internecie, co administracja początkowo próbowała bagatelizować, szpanując, ile to im lajków strzeli…

Tych chyba nie było jednak zbyt dużo, gdyż wpis krótko później został skasowany, co dość skutecznie zakończyło rozprzestrzenianie się problemu.

Niemniej jednak prób reinterpretacji, zawłaszczenia i wpisania w konkretny dyskurs twórczości Tolkiena, podejmowanych z prawej strony Internetu jest zbyt wiele, a ja sam za bardzo lubię i szanuję tego pisarza, bym mógł nie wyrazić protestu.

Nawet jeśli w sumie niewiele on zmieni.

Zacznijmy od tego, że gość nie żyje od 50 lat…

Tolkien umarł w roku 1973. W związku z tym wcisnąć mu można w usta dowolne poglądy oraz uwielbienie dla każdych wartości, jakie tylko się zechce.

Bo czemu nie?

Przecież nie wstanie z grobu i wciskającym nie da po mordach?

Niestety, ale wyznawcy Chrystusa mają doświadczenie w zawłaszczaniu osób zmarłych i wkładaniu w ich usta różnych opinii, pod którymi za życia by się nie podpisali. Tak więc udało się zawłaszczyć Tadeusza „Kościołowi nie wolno zajmować się kształceniem młodzieży” Kościuszkę, lidera Polskiej Partii Socjalistycznej, protestanta i znanego apostatę Józefa „W przyszłości Kościół będzie największym wrogiem Polski” Piłsudskiego, a nawet żydowskiego ateistę Alberta „Idea osobowego Boga jest mi raczej obca, a nawet wydaje mi się naiwna” Einsteina.

Tylko czekać, aż zawłaszczą też Antona Szandora Laveya, który jak się zdaje, całkiem sporo miał o Bogu do powiedzenia, albo Edwarda Gierka, bo przecież to za jego czasów zbudowano w Polsce najwięcej kościołów (prawie równo co czwarty kościół w naszym kraju został wzniesiony „za Gierka”).

Na tle tych zdobyczy Tolkien ma jedną zaletę:

Tak, facet faktycznie był katolikiem:

Jest to faktem. Przy czym należy zauważyć, że Tolkien podchodził do religii w sposób bardzo odmienny od typowego dla ludzi wychowanej w polskiej tradycji. Zamiast na zewnętrznych oznakach wiary skupiał się na jej intelektualnych i duchowych aspektach. Nie podchodził do niej też jako do wydarzenia społecznego, a bardziej jako indywidualne spotkanie z Bogiem. Regularnie też przystępował do komunii świętej.

Z całą pewnością był też katolikiem przedsoborowym, umarł też przed wstąpieniem na Tron Piotrowy Jana Pawna II oraz nigdy nie słuchał Radia Maryja.

Tak więc różnił się od stereotypowego, polskiego wyobrażenia tej religii.

W kraju, gdzie to dużo znaczyło:

Należy zauważyć, że Wielka Brytania jest krajem protestanckim, mocno zaangażowanym w wojny religijne, które trwały od XVI wieku, aż po koniec wieku XX (jak konflikt w Irlandii) oraz posiadającym własny kościół, którego głową jest osoba monarchy. W kraju tym sytuacja katolików bardzo długo nie była wcale dobra.

W zasadzie od XVII wieku katolicy byli oficjalnie w Anglii tolerowani, aczkolwiek w praktyce mieli status pół-legalny. Nabożeństwa mogły odbywać się jedynie prywatnie, na terenie Anglii nie mogła działać hierarchia kościelna, ani nie można było wyświęcać nowych księży (ci musieli być cudzoziemcami lub przyjąć święcenia za granicą).

Na odbudowę hierarchii kościoła zezwolono dopiero w roku 1850, co zresztą spotkało się z wściekłą reakcją części opinii publicznej.

Co więcej do roku 1871 katolicy (a także niewierzący i protestanci non-konformistyczni, czyli nie uznający Kościoła Anglikańskiego) nie mogli studiować na angielskich uniwersytetach.

Czyli mówiąc w skrócie: Tolkien należał do pierwszego pokolenia angielskich katolików, które mogło cieszyć się pełnią praw obywatelskich.

Nie zmienia to faktu, że nadal musiał cierpieć szykana.

I nie przesadzam tutaj. Po dziś dzień katolicy bywają w Wielkiej Brytanii prześladowani z uwagi na swoją wiarę. Przykładowo w roku 2018 w Liverpoolu katolickie dzieci idące do szkoły zostały obrzucone przez Brytyjski tłum kamieniami…

Oczywiście istniała prosta metoda uniknięcia tych nieprzyjemności: przechrzcić się.

Tak więc w Wielkiej Brytanii bycie katolikiem było świadomym wyborem i niosło za sobą znaczące konsekwencje.

Ale co z tego?

Należy zauważyć, że mimo to katolikami w Anglii i na świecie był i jest całe mnóstwo ludzi. W tym takich, którzy mniej lub bardziej nie zgadzają się z nauką kościoła i jego spojrzeniem na niektóre sprawy oraz takich, którzy jawnie z jego naukami są na bakier. Przykładowo: (czysto formalnie) katolikiem jestem Ja (bo nigdy nie złożyłem aktu apostazji), mimo że nieformalnie, to powinienem zostać ekskomunikowany (choćby jako osoba jawnie zapierająca się Boga).

Prawdę mówiąc, to nie wydaje mi się, żeby robił jakieś, szczególne halo ze swojej religii. Znam kilka jego biografii i żadna jakoś specjalnie na tym aspekcie jego życia się nie skupia.

Wydaje mi się, że wyjątkowość Tolkiena jako katolika opiera się na dwóch rzeczach. Po pierwsze: na tym właśnie, że był on Anglikiem. Jak mówiłem: żył w kraju bądź co bądź protestanckim i żywiącym wobec katolicyzmu resentyment podobny, jaki Polacy żywią wobec Żydów albo (może bardziej trafne porównanie) Świadków Jehowy. Po drugie: był on akademikiem, a wiadomo, że brytyjskie, francuskie i niemieckie środowiska akademickie są, co najmniej od XVIII wieku, bardzo silnie zateizowane. Tak więc, jako człowiek, który nie tylko deklarował się jako wierzący, ale też wyznawca niewłaściwego odłamu, budził zdziwienie.

To niestety trochę tak, jakby Świadek Jehowy studiował i później wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Niesławny list 142:

Zwolennicy poglądu z którym tu polemizuję często przytaczają list 142, zaadresowany do jego jezuickiego przyjaciela Roberta Murraya, w którym to autor stwierdza, co następuje:

The Lord of the Rings is of course a fundamentally religious and Catholic work; unconsciously so at first, but consciously in the revision. That is why I have not put in, or have cut out, practically all references to anything like ‚religion’, to cults or practices, in the imaginary world. For the religious element is absorbed into the story and the symbolism.

Otóż: na razie nie posiadam własnego wydania „Listów” Tolkiena, a wydawnictwo to czytałem bardzo dawno temu, jeszcze na studiach. Tak więc nie jestem w stanie powiedzieć, w jakim dokładnie kontekście został napisany ten list. Co więcej, jako, że studia skończyłem już 12 lat temu to mogłem coś zapomnieć lub pomylić, ale – o ile pamiętam – zbiór „Listy” zawiera 354 zabytki korespondencji artysty. Z czego – o ile znów pamięć mnie nie myli – tylko 3 z nich zawierają odniesienia do wiary. Są to: list do Murraya właśnie oraz dwa do dzieci. Czyli w mniej niż w 1 procencie z nich. Tak więc równie łatwo można uznać je zarówno za zwierzenie się z jakiejś, bardzo głębokiej tajemnicy (jeśli fakt, że jest się wierzącym można uznać za głęboką tajemnicę, a nie za banał), jak i po prostu za mało reprezentatywne dla całokształtu twórczości artysty.

Mojej pamięci wielokrotnie zarzucano już w komentarzach luki i sam przyznam, że przez 12 lat trudno pamiętać takie szczegóły.

Niemniej jednak chciałbym zauważyć, że ludziom, nawet bardzo inteligentnym w listach zdarza się kłamać, próbować przypodobać się odbiorcy, podlizać się, zareklamować swoją twórczość lub zwyczajnie pieprzyć.

I to też trzeba mieć na uwadze.

Zarzut o mało rzetelnym wykorzystaniu korespondencji Tolkiena podeprzeć można też Listem 43. Jest to dość długi list, napisany do jego syna, Christophera, odbywającego akurat służbę wojskową, w którym uczy on go o niebezpieczeństwach wolnej miłości. Jest to list momentami głupi, momentami pruderyjny oraz wściekle zawiły, utrzymany mocno w obyczajowości epoki i świadczący wyraźnie, że Tolkien nie za dużo wiedział ani o kobietach, ani o ludzkiej seksualności (czyli w sumie dla jego czasów norma). I pomimo że dotyczy wyłącznie miłości heteroseksualnej, można w nim wyrwać z kontekstu naprawdę śmieszne rzeczy.

Dziwi aż, że po niego nikt nie sięgnął.

Był katolikiem, ale czy by nim pozostał?

Tolkien umarł w 1973 roku, w doskonałym momencie, żeby być katolikiem i pozostać w błogiej ignorancji. Jego zgon nastąpił na pięć lat przed wstąpieniem na Tron Piotrowy Jana Pawła II, wbrew opinii, jaką się cieszy w Polsce, jednego z najbardziej kontrowersyjnych Papieży. Człowieka, który zraził do kościoła intelektualistów, zastąpił głęboką myśl religijną pełnym tautologii, łopatologicznym neotomizmem i przemienił stowarzyszenia inteligencji katolickiej w kółka modlitewne. Za którego czasów właśnie kościół katolicki dokonał zwrotu ku obsesyjnemu zainteresowaniu seksualnością.

Zmarł też na piętnaście lat przed skandalami pedofilskimi, które de facto zniszczyły kościół katolicki w Irlandii, Szkocji, Walii i Anglii.

Kilka lat po tym, jak głośno zaczęło robić się o postawie Piusa XII wobec niemieckiego nazizmu, włoskiego faszyzmu, serbskich Ustaszy i zagłady Żydów.

Całe dziesięciolecia przed tym, jak na jaw wyszło, że jeden z jego synów nie dość, że sam molestował nieletnich, to też samemu był prawdopodobnie ruchany przez jednego ze świętych przyjaciół ojca.

Czy po tym wszystkim nadal pozostałby członkiem kościoła? Zwłaszcza to ostatnie przecież trudno wybaczyć.

Tym bardziej, że pod koniec życia był już z Kościołem na bakier:

Faktem zazwyczaj ignorowanym w katolickich ujęciach twórczości Tolkiena jest to, że ten pod koniec życia mocno krytykował kościół katolicki, a konflikt toczył się o najbardziej fundamentalne elementy religii: sakramenty i liturgię mszy świętej.

Kość niezgody stanowiły postanowienia Soboru Watykańskiego Drugiego oraz odejście od mszy odprawianej po łacinie, na rzecz odprawianych w języku narodowym.

Biorąc pod uwagę zarówno uwielbienie dla czasów przeszłych, jakie żywił, a także jego wrażliwość na piękno, trudno mu się dziwić. Miałem okazję uczestniczyć we mszy odprawianej w rycie trydenckim i – jako zatwardziały ateista – powiem Wam, że naprawdę warto. Msza taka jest zaprojektowanym przez potężne umysły, niesamowitym widowiskiem i słuchowiskiem zakładającym też aktywny współudział wiernych, pełnym piękna, światła, śpiewu, tajemniczej mowy.

W jej trakcie człowieka ogarnia poczucie obcowania z wielowiekową tradycją oraz czymś, co jest wieczne zarazem. Można wręcz uwierzyć, że doświadcza się spotkania z Bogiem.

W roku 1970 msze w rycie trydenckim zastąpione zostały obecnie odprawianymi Nowym Mszałem Rzymskim.

Jak mówiłem, trudno się dziwić Tolkienowi, że reformy liturgiczne nie wywołały jego entuzjazmu.

Wartości miłe autorowi”:

Cały ten wpis poświęcony jest jednej myśli: Tolkien owszem, był katolikiem, ale zupełnie innego rodzaju, niż ludzie gromadzący się na Jasnej Górze.

Trudno zgadywać też, jaki byłby stosunek gościa, który krytykował msze po angielsku do tej religii, po tym, jak papież wziął udział w obrzędach animistycznych w świętym gaju na Togo (8 sierpnia 1995), modlił się przed posążkiem Buddy (27 października 1996) lub skłonił się i ucałował Koran (14 maja 1999). Wszystko to przecież były wydarzenia bardzo mocno kontrowersyjne i krytykowane w kościele przez konserwatystów…

Prawdę mówiąc, by poznać odpowiedź należałoby się go o to zapytać.

Ale jako, że nie żyje, to nie ma na to sposobu.

Faktem jednak jest, że kościół do którego on uczęszczał był zupełnie innym, niż ten do którego my uczęszczamy i to nie tylko dlatego, że leżał w Anglii, a msze odprawiano tam po łacinie. Przede wszystkim inaczej patrzono tam na sprawy seksualności. W kościele przedsoborowym i wczesnosoborowym toczyła się burzliwa dyskusja na temat spojrzenia na takie sprawy, jak celibat, masturbacja, homoseksualizm, aborcja, seks przedmałżeński i tym podobne, wiedziona przez amerykańskich teologów: Charlesa Currana, James J. Waltera i Timothyedo E. O’Connella (prace wszystkich trzech zostały w późnych latach 80-tych potępione przez komisję pod przewodnictwem Ratsingera, a ich odsunięto od nauki wiary). Dyskusja ta została uciszona za Jana Pawła II i zastąpiona ślepym dogmatyzmem i jego, raczej toporną, teologią ciała.

Jakie na tą sprawę poglądy miałby Tolkien (Czy byłby za? Czy byłby przeciw? Czy też, jak bardzo wielu katolików nawet by o nich nie słyszał?) nie dowiemy się nigdy, bo umarł…

Nie da się też ukryć, że Kościół Katolicki bynajmniej też nie głosi, że Tolkien powinien wściec się na autorów wiadomych artów. Wręcz przeciwnie. Jako dowód przytoczmy punkt 2358 Katechizmu Kościoła Katolickiego:

Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

Nie wydaje mi się jednak, by miał się jakoś szczególnie oburzyć na nieheteronormatywne arty do jego prac.

Po pierwsze: już za jego życia stosunki niektórych postaci (dokładniej: Sama i Frodo) interpretowano jako symbol związku homoseksualnego. Interpretację taką przedstawiał ruch hipisowski w latach 60-tych i 70-tych. Nie wywołało to żadnej reakcji ani dementi artysty.

Po drugie: jako, że samemu był członkiem co najmniej pogardzanej mniejszości i pewnie niejednokrotnie musiał stawiać czoło uprzedzeniom, to można oczekiwać po nim empatii dla innych pogardzanych.

Po trzecie: Tolkien sam był antyrasistą. Owszem, przypisuje mu się różne, głupie poglądy, aczkolwiek są one równie naciągane, jak te, z którymi właśnie tutaj polemizuje. Tolkien zaryzykował więc utratę szans na wydanie Hobbita w Niemczech, rugając wydawcę za antysemityzm, sprzeciwiał się anty-niemieckiej propagandzie w okresie II wojny światowej czy też stosunkom rasowym panującym w brytyjskich koloniach w Afryce…

Jego anty-rasizm widać zresztą we Władcy Pierścieni dużo wyraźniej, niż jego katolicyzm. O ile więc odwołań do religii w książce jest zaledwie kilka (Theoden zostaje porównany do „starego Boga Orome”, stos pogrzebowy Denethora zostaje porównany do obyczajów „pogańskich królów”, przy okazji znalezienia Białego Drzewa wzmiankowane jest „święte miejsce królów Gondoru” oraz w dodatkach wspomina się, że Sauron był na wschodzie czczony jako bóg i zaprowadził swój kult w Numenorze), tak postawy antyrasistowskie i antykolonialne są dużo bardziej wyraźne.

Tak więc: wielowiekowe uprzedzenia i nienawiść między krasnoludami, a elfami są powodem upadku obydwu tych ras. Okresy, gdy były w stanie współpracować: odwrotnie, okresami ich największego rozkwitu. Kolonialna polityka Numenoru rozpoczyna się w tym samym momencie, gdy zaczynają rosnąć tam wpływy Saurona, a złe traktowanie ludzi ze Śródziemia jest zapowiedzią rychłego upadku wyspy. Później niechęć i uprzedzenia między mieszkańcami Zachodu i Północy oraz Wschodu i Południa są wielokrotnie rozgrywane przez Saurona i stają się przyczyną jego wzrostu w siłę. „Waśń Rodowa”, wojna kończąca złotą erę Gondoru wybucha wskutek braku zgody Castamira na awanse wojskowe nie-dunedainów i mieszane małżeństwa między czystej krwi Gondorczykami, a ludźmi napływowymi…

Wymieniać można długo.

Zaznaczyć należy, że poglądy Tolkiena w tej materii stoją w sprzeczności z poglądami przedwojennego i przedsoborowego kościoła katolickiego. Kościół, opierając się na słowach świętego Pawła „Każdy niech trwa w stanie, w jakim powołany był” (Pierwszy list do Koryntian: 7,20) odrzucał wszelkie ideologie egalitarne, argumentując to (jak zwykle) niezbadanym zamysłem Boga. Co raczej nie powinno dziwić u instytucji, która była ( i jest po dziś dzień) największym, nie-państwowym, posiadaczem ziemskim na świecie, a której grunta były podówczas w znacznej mierze obrabiane w sposób feudalny lub quasi-feudalny. Za tą postawę zbierał nawiasem mówiąc straszne cięgi od brytyjskich i amerykańskich protestantów (o tej krytyce można poczytać choćby w Battle Cry of Freedom Jamesa McPersona).

Pytanie brzmi, czy nie rozszerzyłby tych poglądów też na osoby LGBT?

Saruman Wielu Barw, a flaga Gay Pride:

Ostatecznym argumentem obrońców wiadomej interpretacji twórczości Tolkiena była scena, w której Saruman objawia się Gandalfowi w lśniącej wieloma barwami szacie. Miało to świadczyć o potępieniu osób LGBT przez autora i utożsamieniu ich z diabelstwem Saurona.

Chciałbym jednak zauważyć kilka faktów:

    • Tolkien wydał Władcę Pierścieni w roku 1954
    • umarł w roku 1973
    • Gilbert Baker zaprojektował tęczową flagę Gay Pride w roku 1978
    • przyjęto ją natomiast jako ogólny symbol mniejszości LGBT w roku 2000.

Tolkien więc zwyczajnie nie miał prawa przed tym ostrzegać, bo – zanim o fakcie mógł się dowiedzieć – od dłuższego już czasu podziwiał chwałę Pana w jego królestwie.

Mógłbym tak jeszcze długo:

W zasadzie mam napisane jeszcze 9 akapitów na ten temat, polemizujących z postrzeganiem Władcy Pierścieni jako alegorii chrześcijaństwa. Jednak myślę, że zakończę w tym miejscu, a resztę wyłożę w jakimś, późniejszym wpisie.

Post Scriptum:

Obrazki w tekście pochodzą z bloga Molly Knox Ostegard, artystki zapewne nieświadomej, że wywołała międzynarodowe kontrowersje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Książki, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

63 odpowiedzi na „Nie podoba mi się, że polska prawica wyciąga łapy po twórczość Tolkiena…

  1. Maks pisze:

    Tolkien napisal tak gleboka powiesc, ze przypisuje mu sie niesamowicie skrajne ideologie: od kryptofaszyzmu (Moorcock) po anty-kolonializm, od intensywnego katolicyzmu po anty-katolicyzm…

    Ja wychodze z zalozenia, ze Wladca jest przesiakniety katolicyzmem, ale wlasnie tym, o ktorym wspominasz – inteligenckim i filozoficznym, a nie jakimis kretynskimi uprzedzeniami wspolczesnych konserw

    • pontifex maximus pisze:

      No nie do końca się zgadzam z tym wpisem. Tolkienologiem nie jestem, ale coś mi mówi, że zagorzały katolik, stateczny starej daty profesor raczej nie byłby przyklasnął małżeństwom gejów. Żeby nie opierać się tylko na ogólnej tradycyjno-sielankowatości jego twórczości: jeśli wierzyć streszczeniom listów z tolkiengateway.net, to nawet cywilny rozwód to było dla niego zbyt wiele. Będzie tu trzeba więcej niż „zmarł przed papajem”, żeby mnie przekonać do takiej interpretacji.

      Natomiast owszem, ciekawe, co by sądził o papie Wojtyle, i owszem, szkalowanie prawaków zawsze na plus.

      Co do popularności wśród hippisów, papcio Tolkien ponoć tego nie umiał ogarnąć rozumem. Być może – choć to tylko moja spekulacja – interpretacja gejowska hippisów nie była w jego oczach ani bardziej, ani mniej sensowna (albo: ani bardziej, ani mniej bezsensowna) od pozostałych interpretacji, jakie to środowisko popełniło. Chociaż, jak wspomniałem, nie jestem na tyle znawcą, by przy tym obstawać.

      Komentując wpis Maksa, dodałbym: innymi słowy Tolkien napisał dzieło na tyle wybitne, że obie strony chcą widzieć w nim coś dla siebie. Pamiętam, że kiedyś krążyły po sieci takie, hmm, niby-recenzje „Władcy pierścieni”. Był zestaw: komunistyczny bełkot (dezaprobata), komunistyczny bełkot (aprobata), radiomaryjny bełkot, feministyczny bełkot i chyba coś jeszcze. Nie potrafiłem ocenić, czy to były parodie, czy autentyczne kurioza. W wersji komunistycznej „za” enty miały być pochwałą socjalistycznych służb leśnych, a w wersji feministycznej Caradhras był sterczącym i męskim symbolem fallicznym. Pamięta ktoś może? No, ale popadam w dygresję. Tak czy siak chodzi mi o to, że o ile mniej popularnego pisarza by się zaszufladkowało i wywaliło z pamięci, to do Tolkiena wciąż obie strony chcą się przyznawać. W sumie to jest zarzut głównie wobec lewicy – oni zwykle są pierwsi do skreślania różnych rasistowskich Sienkiewiczów (jeśli to ma znaczenie – jak prawica skreśla pisarzy, to zwykle robi to głupiej), tylko jakoś Tolkiena ciągle próbują bronić jak swojaka.

      Na koniec, dla mnie tego rodzaju arty są abominacją, ale nie przez gejów, a ten głupkowaty disnejowski styl rysunku. Tolkienowskie arty w tym stylu to jak psalm zapisany kidsem.

      • pontifex maximus pisze:

        Aha, bo mi formatowanie zrobiło psikusa – to miał być komentarz ogólny. Zdanie „no nie do końca się zgadzam z tym wpisem” odnosi się do wpisu naszego gospodarza.

      • Komentując wpis Maksa, dodałbym: innymi słowy Tolkien napisał dzieło na tyle wybitne, że obie strony chcą widzieć w nim coś dla siebie. Pamiętam, że kiedyś krążyły po sieci takie, hmm, niby-recenzje „Władcy pierścieni”. Był zestaw: komunistyczny bełkot (dezaprobata), komunistyczny bełkot (aprobata), radiomaryjny bełkot, feministyczny bełkot i chyba coś jeszcze.

        Słyszałem plotkę, że te komunistyczne recenzje „Władcy Pierścieni” zostały napisane przez Ziemkiewicza.

      • Natomiast jeśli chodzi o jego poglądy: facet umarł, więc wypowiedzieć się nie może. Można tylko zgadywać.

        Sądząc po bzdurach, które napisał w Liście 43, to nie był on specjalistą od ludzkiej seksualności. Tak więc mógł nawet nie wiedzieć, że coś takiego, jak homoseksualizm istnieje.

      • wiron pisze:

        „Wiele jest sposobów, jakimi może posłużyć się wróg dla upokorzenia
        naszego, rozwijającego się w duchu współzawodnictwa pracy kraju. Oto
        angielski pisarz J.R.R. Tolkien opublikował jakiś czas temu książkę,
        atakującą w zakamuflowany sposób nasz sprzyjajacy człowiekowi ustrój.
        Tytułowy „Władca Pierścieni” – Sauron jest przywódca biednego kraju, w
        którym rozwinięty kolektyw posiada autentyczna władzę, sprawowana przez
        wybranych na dożywotnią kadencje Nazgulów (zwanych w powieści, o ironio,
        upiorami). Orkowie – klasa robotnicza Mordoru są opisani jako postacie
        ohydnego wyglądu i obyczajów (jakże mógł dostrzec piękno ludzi pracy
        wymuskany angielski panicz – potomek narodu imperialistów?). (…)
        świetnej organizacji, pracy i porzadkowi w Mordorze, kraju
        przedstawionym jako „spopielona pustynia” (czyżby nutka zazdrości?),
        przeciwstawia się obraz krain żyznych, „mlekiem i miodem płynących”, w
        których wszelkie dobra konsumpcyjne rosną nieomal „na drzewach”. Jednak
        skąd biorą się w rzeczywistości, ciężko stwierdzić – może pomoc istoty
        nadprzyrodzonej, tzw. boga? Ha ha! (…) Podczas, gdy w pracującym dzień
        i noc Mordorze brak jest podstawowych produktów żywnościowych i wody,
        kraje sąsiednie opływają w dostatki. Jak to mało subtelne odniesienie do
        naszej rzeczywistości, w której wybujały kapitalizm mami nas obrazkami
        dobrobytu, którego źródeł nic sposób się dopatrzyć (czary Gandalfa i
        elfów?), a chłopi i robotnicy naszego obozu pracują rzetelnie i
        uczciwie, dorabiając się bez krzywdy ludzkiej, dochodząc do wszystkiego
        praca własnych rak (…).
        Elfy, hobbici i tzw. szlachetni duzi ludzie symbolizują grupę
        próźniaczej arystokracji i burżuazji, próbującej przeciwstawić się
        globalnej rewolucji, podczas gdy orkowie i trolle, ukazani jako stwory
        ciemności, kryją się pod ziemią i niby górnicy w pocie czoła harują na
        kawalek suchego chleba (nie dla nich lembasy ani miruvor!) Organizujący
        ich w związki, dokarmiajacy i walczący o prawa mniejszości, czarodziej
        Saruman, zostaje napiętnowany i nazwany zdrajcą, jego siedziba
        zniszczona przez zawsze gotowa do chuligańskich wybryków reakcyjna,
        bikiniarską alternatywę.(…)
        Szerząc socjalizm w Shire, Saruman zostaje schwytany i ukarany bez
        sądu przez hobbitów, wspomaganych (i opłacanych) przez kapitalistyczne
        mocarstwo Gondoru. (…) „Siły dobra” w książce Tolkiena są złożone z
        indywidualistów, których ręce nigdy nie skalały się ciężką pracą. I to
        dyskryminuje Froda, Aragorna, Boromira oraz szerzyciela zabobonów i
        guseł czarodzieja Gandalfa. A Tom Bombadil to w jednej osobie
        przedstawiciel bananowej młodzieży i satrapa we własnym kraiku,
        utracjusz i tyran, dysponujący nieograniczona władza – jakim prawem?
        (…) Jeszcze Faramir, zawsze elegancki, inteligentny i czarujacy niczym
        James Bond, sabotujący wszelkie przejawy internacjonalizmu. Galeria
        postaci bez ideologicznego kręgosłupa, poderwanych do walki na zasadzie
        „przeciw inności”. Jakie to szczęście, ze rewolucji socjalistycznej nie
        da się powstrzymać przez wrzucenie jakiejkolwiek, choćby i
        najcenniejszej relikwii do ognia. Trzymaj się Mordorze, otoczony przez
        wrogich reakcyjnych sąsiadów!”

        Władysław Oczeret
        („Czerwony Sztandar”, 24 maja 1971)

      • wiron pisze:

        „Tolkien – nasz człowiek” – Władysław Szuwar (Trybuna Ludu 13 marca 1969)

        Z prawdziwą przyjemnością polecam wszystkim zwolennikom jedynie słusznej drogi rozwoju naszego kraju trylogię angielskiego pisarza J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni”.

        Tytułowy, źle kojarzący się demokratycznie rządzonym (i rządzącym !) masom robotniczo – chłopskim „władca” jest w istocie archetypem imperialistycznego prezydenta (domysłom drogiego czytelnika pozostawiam, jakiego kraju), za wszelką cenę dążącego do ideologicznego i ekonomicznego podporządkowania całego Śródziemia (vide świata). Presja ze strony wyzyskującego gromady orków władcy (jakże czytelna metafora czarnych niewolników pracujących na plantacjach bawełny i tytoniu – autor świadomie użył tu słowa orcus – czyli stwór ciemności), sprawia, że lud pracujący miast i wsi, a szczególnie wsi, gdyż w Śródziemiu gospodarka opiera się na rolnictwie i rzemiośle, jednoczy się pod znanym hasłem „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się !”. […]Bez względu na przynależność rasową, zjednoczeni tylko ideą – jakże wspaniały przykład internacjonalizmu socjalistycznego – ruszają do walki „o wolność waszą i naszą”.

        W ciemnościach starej krasnoludzkiej kopalni Morii, opanowanej przez zło (podobnie jak górnośląskie kopalnie w czasach prywatnej własności) ginie główny ideolog tej, nie bójmy się słów, międzynarodówki, czarodziej Gandalf. Po niedługim jednak czasie okazuje się, że Gandalf, podobnie jak świętej pamięci (przepraszam za nieco sanacyjne, ale dobrze tu pasujące słowo „świętej”) towarzysz Lenin, jest wiecznie żywy. […] Niebezpieczeństwa spreparowane przez reakcyjne siły mnożą się – oto kapitalista Saruman jawi się nie jako obrońca robotników, na jakiego dotąd pozował, lecz jako bezwzględny wyzyskiwacz, jakim jest w istocie. Kolektyw Towarzyszy Pierścienia zostaje rozerwany. […] Boromir, przeszedłszy chwilę zwątpienia w związku z przedkładaniem prywaty – spraw ojczyzny nad międzynarodowy socjalizm, ginie potem bohaterską śmiercią, godną prawdziwego rewolucjonisty, za słuszną sprawę. […] Po Śródziemiu krąży dziewięciu wpływowych karłów reakcji, a naczelny wódz kapitalistów – Sauron nie waha się wkroczyć zbrojnie do spokojnego Gondoru (Wietnam !) i rozpocząć pacyfikacji.

        Szczęściem Towarzysze Pierścienia znajdują nieoczekiwanych sprzymierzeńców pośród różnych odłamów mas pracujących – na przykład entów, w których bez trudu rozpoznamy służby leśne wszelkiej maści.[…] Mimo to nadziei na zwycięstwo rewolucji jest niewiele. W dodatku do dwóch emisariuszy (wybranych spośród prostych rolników, niby deputowanych rady kółka gminnego) przyłącza się zindoktrynowany przez kapitalizm Mordoru „towarzysz” Gollum…

        Czy Towarzysze Pierścienia zniszczą fałszywy klejnot, tę statuę pozornej wolności ? A może owa „wolność” zapanuje w całym Śródziemiu ? Czy ich misja zakończy się jak równie beznadziejna acz słuszna wyprawa nieodżałowanego towarzysza Che ?Czas nagli ! […] Rekomendacja ZMS.

      • wiron pisze:

        „Władca Pierścieni – Władca Much?” – ojciec Muchomorek (fragmenty audycji radiowej z 9 września 1999)

        Nasi wrogowie – komuniści, ateiści, sataniści i inni szataniści używają różnych sposobów aby wkraść się do niewinnych, czystych jak łza katolickich umysłów – dla przykładu popularna wśród młodzieży powieść fałszywego przechrzty J.R.R. Tolkiena, który przeszedł na naszą wiarę tylko po to, aby drwić z Kościoła i jego dogmatów, jest tego dobrym przykładem. Na przykład…, słucham? A tak, przykładowo, przepraszam, kartka […]

        Główny bohater – niby na wskroś pozytywny, „maluczki”, znaczy malutki, idący przez piekło, aby wrzucić pierścień, totem, symbol bałwochwalczego złotego cielca, do Szczeliny Zagłady, dotarłszy do celu sam pragnie stać się wcielonym złem, Lucyferem Niosącym Światło z łaciny, przepraszam, jak to niesie światło z łaciny ? […]. Nomen omen sam niesie światło – prezent od Galarety, przepraszam, od Galadrieli (te pogańskie imiona!) […], od Galadrieli, boginki, elfiej czarownicy, a czarownicy nie dasz żyć, jak wiadomo. W każdym razie Frodo Baggins gotów jest stać się zły. Chce zrzucić z tronu władcę ciemności, przerażającego Saurona (ach, jak ja lubię takie słowa jak władca ciemności, przerażać[…]). Tylko interwencja skażonego złem Golluma sprawia, że się nim nie staje.

        Ta powieść, podobno „przesycona duchem chrześcijaństwa” pokazuje pragnienia czarodziejów i czarodziejek do bycia złym (przypominam numer telefonu – głosujemy za tym, żeby nie dać żyć czarownicy […]). O ile Gandalf i Galadriela starają się zwalczać owo pożądanie, to Saruman ulega mu z pełną świadomością. Jednak żadne z tej trójki nie waha się używać czarów, jawnego znaku związku z Szatanem. […]

        Istotnym elementem, rzucającym się w oczy, jest brak wzmianki o Jedynym Bogu w całej powieści. Brak też wzmianki o innych bogach (którzy, o czym chyba nie muszę przypominać, nie istnieją). Oczywiście – pan Tolkien (to „pan” z trudem przechodzi mi przez usta) wydał książkę pt. „Silmarillion”, będący uzupełnieniem omawianej trylogii. Tam występuje cała czereda pomniejszych bóstw – w czym właśnie tkwi herezja – że jest to cały panteon, a mieszkańcy Śródziemia są poganiani, przepraszam, poganami […] Nic więc dziwnego, że klimat powieści tak silnie oddziałuje na tzw. fanatyków tzw. gier fabularnych RPG. W wymyślonym świecie ich pozbawieni chrześcijańskiej moralności, pogańscy barbarzyńscy, wspaniale umięśnieni i blond włosi, przepraszam […] bohaterowie mogą robić praktycznie wszystko. Umysły młodych ludzi ocierają się o te sfery świadomości, o które nie powinny się ocierać. A wszystko rozpoczął i rozpropagował pan J.R.R. Tolkien, swoim plugawym pogańskim dziełkiem, plującym nienawiścią do rzeczywistości i nawołującym do zamknięcia się w świecie baśni. Nie wierzę, aby zrobił to nieświadomie, takie utwory są dyktowane przez samego Władcę Ciemności. […] Spryt i zakamuflowanie prawdziwych treści to jeden z dowodów na to […]

        Ogień oczyszcza – sięgnijmy do naszych bibliotek i wypleńmy z nich zło ! Pomódlmy się za czystość słowa pisanego. Amen.

      • wiron pisze:

        „Tolkien – Władca Perwersji” – Marcjanna Wrzód-Grzyb (Świat Kobiety 7 lipca 2000)

        Niewiele jest książek tak mistrzowsko skrywających, a jednocześnie ujawniających seksualne odchylenie autora jak „Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. […] W teoretycznie czystej, wręcz dziecięcej literaturze zawiera się cały mrok podświadomości jowialnego profesora literatury staroangielskiej (!) z Oxfordu.

        Mówi się „No sex – we are hobbits”. Ale jakże nietrafne to spostrzeżenie i niezrozumienie słynnej (niestety) trylogii. Już w pierwszym tomie spotykamy się z polem pieczarek niejakiego Maggota, z którym to wiąże się traumatyczne wspomnienie z dzieciństwa głównego bohatera powieści – Frodo Bagginsa. Pieczarki, no cóż, całe pole symboli fallicznych. Zły sąsiad ? A jak było naprawdę i co kryje się za słowami „boję się starego Maggota”? Nie wiadomo. […] Potem hobbici, (sami mężczyźni), szykują „słodką kąpiułkę o zmierzchu”. Proszę bardzo, może mydło leży na podłodze ? […] Jakiś czas później Tom Bombadil bawi się pierścieniem, zakładając i zdejmując go z czubka palca. Żadnych sugestii, proszę odczytać to samemu. […]

        Jesienią Drużyna Pierścienia rusza na południe. Przeszkodą jest łańcuch Gór Mglistych, a konkretnie okrutny Karadhras – potężny, sterczący, morderczy. Męski. Sama nazwa brzmi jak środek na potencję. A dla Szarej Drużyny jest to przeszkoda nie do przeskoczenia (co takiego chciał nam powiedzieć profesor Tolkien ?!) […] Decyzja zapada – spróbują inaczej, przez kopalnię Morię. Przez jaskinię – długą, czarną, tajemniczą i niebezpieczną. Nic dodać, nic ująć. Najpierw jednak trzeba do niej wejść, co nie jest łatwe. Starzec Gandalf próbuje różnych sztuczek i zaklęć, w końcu objawia się jako przyjaciel i wchodzi. Kobietę nietrudno omamić, deklarując przyjaźń. […] W Morii też nie jest łatwo, co prawda drużyna idzie do celu, niby (czyż nie to autor miał na myśli ?) męskie nasienie, pojawiają się jednakże trudności. Balrog niczym środek antykoncepcyjny eliminuje najsilniejszego plemnika – Gandalfa. Reszta idzie dalej, o ileż słabsze są to jednak osobniki.

        Dalej jest Lorien, gdzie wzajemną i nieskrywaną obopólną fascynacją wybuchają królowa elfów Galadriela i krasnolud Gimli. Twardziel i słodka blondynka. Topornik i zwiewna, choć starsza i doświadczona elfka… u Tolkiena kończy się na słowach, wzajemnych zapewnieniach o miłości, prezentach […] Tacy jak Gimli nigdy nie kończą w ten sposób. Czasu i miejsca w Złotym Lesie nie brakowało. Mały, krępy, umięśniony Gimli musiał być odmianą w życiu Galadrieli, obcującej w zasadzie jedynie z nieco efemerycznymi elfami.[…]

        Potem jaskinia Szeloby, opisana już w pewnym naukowym eseju – gdzie Frodo z Żądełkiem – znów męskim symbolem, przebija się przez włosy łonowe pajęczyn i wchodzi w świat, podobny do Morii. […] Eowina przebierająca się za Dernhelma w poszukiwaniu swojej osobowości. […] Oko Saurona – pozbawione rzęs, przenikające przez myśli i ubrania. Zgroza ! Choć niektórzy z niejaką przyjemnością „zmagali się” nocami z Nieprzyjacielem. Nie można przecież odmówić sobie odrobiny przyjemności.

        W końcu scena finałowa – znów wyrastająca z płaskowyżu Mordoru góra – samotna Orodruina. I mały Frodo próbujący rozwiązać ostatecznie swój problem. Jaki to problem ? Dlaczego czerwona lawa jest taka gorąca ? I dlaczego Frodo tak się boi, nie chce stawić czoła temu wyzwaniu – może dlatego, że nigdy w życiu nie miał kobiety ? Co na to Tolkien? Frodo nie zasmakował wiele przyjemności w życiu. I teraz, stojąc nad szczeliną (nomen omen – Szczeliną Zagłady), boi się. Dopiero stary, doświadczony Gollum załatwia sprawę. Wie, że dla tego ciepła warto nawet zginąć […].

        Większość bohaterów „Władcy Pierścieni” nie wie, jak to jest.[…] Autor przedstawił jawiącą się w jego umyśle perwersyjną wersję świata. Podobno sam siebie opisywał jako hobbita – jeśli to ma oznaczać, że tak jak Frodo cierpiał skrywane katusze, przelewając żal i fantazje na papier […] To przykre. To niedopuszczalne. Chrońmy nasze dzieci przed zakamuflowaną seksualnością świata tolkienowskiego.

      • wiron pisze:

        „Tolkien – trylogia mycki i kielni” – Jan Kowalski (Dziennik Polski 18 października 2001)

        O tym, że żydzi i masoni rządzą światem, wiadomo nie od dziś. Ich prężnie działające tajne organizacje kierują ekipami rządowymi poszczególnych krajów, naciskając albo „podpłacając” kogo trzeba. Wykazują jednocześnie tyle sprytu, iż potrafią przekonać nas, że to wcale nie oni, tylko na przykład Arabowie. Albo że wszystko jest dziełem przypadku.

        „Przypadek – jak mówią w Śródziemiu” – Tolkien, angielski żyd i mason, posługiwał się teorią przypadku, tworząc dzieło swojego życia, „Władcę Pierścieni”.[…] Stworzona przez niego nowa w literaturze fantasy rasa – hobbici […] ze swoimi kręconymi ciemnymi włosami, obrotnością w razie konieczności, dobrze wykształconą wolą przetrwania, od razu nasuwają nam skojarzenie z tą jedyną, rozpoznawalną na odległość rasą semicką. Z żydem. Hobbickie mieszanie się do rządów wszystkich królestw Śródziemia jeszcze utwierdza nas w tym przekonaniu. Jak sprytnie omotał nas rabin Tolkien (pozornie uczciwy katolik był ponad wszelką wątpliwość obrzezanym rabinem i członkiem masońskiej loży oxfordzkiej) – tak jak żydzi w Izraelu, tak hobbici cierpią w swoim Shire, zaatakowani przez złego Sarumana (czyli dobrego Polaka – myślę, że nie obrazisz się drogi czytelniku na taką interpretację). Nie wolno zapomnieć o niezmierzonych bogactwach, o których krążyły tylko pogłoski […]. Typowe dla żydów. A przecież stary Tuk i Bilbo Baggins słynęli z zamożności i wykorzystywali bogactwa do swoich niecnych celów […].

        Elfy i czarodzieje – ci pierwsi, elita wśród ludów Śródziemia, Pierworodni, Gwiezdny Lud. Tytuły jak u członków loży masońskiej, którą symbolizują. Z ich tajemniczymi rytuałami, nie wtajemniczaniem we własne poczynania innych ras, wywyższeniem i kierowaniem losami zwykłych śmiertelników (nieśmiertelność elfów to czytelna aluzja, że masoneria nigdy nie zginie. Sic !)[…] Kierowanie przy pomocy takich narzędzi jak Biała Rada. Jako świadomi nie musimy sobie zadawać pytania, ile takich Białych Rad zebrało się, aby dyskutować o naszych losach, nie przestrzegając starej, polskiej, szlacheckiej wolności „nihil novi” […] Zresztą słowo „wolność” w naszych czasach jest tylko pustym sloganem .

        Czarodzieje u Tolkiena to super żydo – masoni, wyniesieni ponad wszystkich i władców, choćby i najbardziej prawowitych i uświęconych. Przewijają się przez powieść, tak jak ich odpowiedniki przez historię. I kierują królami Rohanu, Gondoru, Francji czy Polski. […]. Zapewne scena upokorzenia Sarumana (dobrego Polaka) ma swój niejeden odpowiednik w dziejach, kiedy to jakiś żydo – mason nakazywał coś (!) podniesionym głosem namaszczonemu chrześcijańskiemu królowi (!!!). Zapewne takie sceny dzieją się i dziś, pewnie jeszcze częściej, świat opętany pędem ku rozwojowi gospodarczemu łatwo ulegnie bogatym z ludzkiej krzywdy żydom […]

        Scena w której Frodo zastanawia się, czy wrzucić pierścień do szczeliny i oddać władzę Sauronowi nabiera nowego znaczenia. Hobbit – żyd chce przejąć władzę, ale biedny człowiek – Gollum

        (prawdziwy, cierpiący od dawna biedny Polak) poświęca swoje życie, pragnąc temu zapobiec – sam był kiedyś żydem i długie lata za to pokutował.[…] Pierścień – symbol zjednoczenia przeciw żydo – masonerii ginie. Ale to nie ma znaczenia. I tak rządzą żydzi i masoni – tak w literaturze jak i w rzeczywistości. Wszędzie.[…]

      • Maks pisze:

        Akurat lewica jest mocno „fifty-fifty” wobec Tolkiena, część uwielbia i dostrzega w nim idee wolnościowe, a część nienawidzi oskarżając o rasizm, mizoginizm, itp.

        Ale w sumie tak samo ma prawica 😂

        Ja wychodzę z założenia, że Tolkien był przede wszystkim lingwistą i specem od literatury staroangielskiej. Napisał powieść-mit, w której odwoływał się do tradycji wczesnośredniowiecznych epickich poematów i późniejszych romansów rycerskich. Na pewno część jego osobistych idei zostało przelanych na karty „Władcy”, ale szczerze wątpię żeby aktywnie wplatał jakieś konkretne ideologie. Każdy ma prawo do własnych interpretacji (czy nawet nadinterpretacji) „Władcy”, ale jak słusznie wspomina Piotr – trzeba by się było cofnąć w czasie żeby spytać samego Tolkiena co o nich myślał. A już odgórne narzucanie mu konkretnych opinii wyciągniętych ze swojej własnej interpretacji tekstu jest nie tyle zła, co nie ma sensu.

        Tolkien wielkim pisarzem był i napisał prawdopodobnie najpopularniejszą powieść fikcyjna na całym świecie. Tego pewnie też nie zamierzał, tak mu się po prostu udało, bo był uzdolniony, miał niesamowitą wiedzę i wstrzelił się w gusta ogromnej liczby osób o kompletnie różnych upodobaniach. Niesamowite jest to jak każdy dopatruje się w Tolkienie albo poparcia, albo negacji swoich idei, co dobitnie potwierdzają teksty skopiowane prze wirona poniżej. Jest to mega fascynujące 😁😁😁

      • Szymon Lech Dzięcioł pisze:

        „Sądząc po bzdurach, które napisał w Liście 43, to nie był on specjalistą od ludzkiej seksualności. Tak więc mógł nawet nie wiedzieć, że coś takiego, jak homoseksualizm istnieje.”

        Za przeproszeniem bez jaj. Tolkien był brytyjskim akademikiem w XX wieku. Kumplem Lewisa. Doskonale wiedział, że homoseksualizm istnieje.

  2. bochenos24 pisze:

  3. Mnie podobnie trudno sobie wyobrazić Tolkiena w obecnych czasach zarówno jako jakiegoś prymitywa nawołującego do „pałowania pedałów”, jak i zwolennika małżeństw homoskesualnych tudzież związków partnerskich. Może nie coś w stylu Rydzyka, ale bliżej Terlikowskiego.
    Moje problemy z argumentami:
    -Że sam należał do mniejszości: należenie do jakiejkolwiek prześladowanej mniejszości w żaden sposób nie wpływa na postawy odnośnie homoseksualizmu. Jak już do odwrotnie. Jeśli weźmiemy USA to najbardziej małżeństwa jednopłciowe popierają właśnie White Non-Hispanic, a nie muszący borykać się z niewolnictwem, nierównym prawem i nękaniem przez policję czarni
    https://en.wikipedia.org/wiki/Public_opinion_of_same-sex_marriage_in_the_United_States#By_ethnicity_or_race
    No i weźmy taką Palestynę. Czy dekady dosyć niefajnego traktowania ze strony Izraela spawiły, że stali się czempionami uciśnionych? Nope, w strefie gazy seks dla gejów jest nielegalny (ale wzorem niektórych polskich konserw z lesbijkami nie ma już problemu).
    -Krytyka Kościoła: akurat wielu najbardziej hardkorowych oponentów LGBT jedzie także Kościół Katolicki. Westboro Baptist Church (ci od hasła God Hate Fags) z Katolikami również się nie lubili. Oczywiście Tolkien nie był nigdy po tej stronie, ale chodzi mi o to, że antagonizm z Kościołem nie zawsze idzie z większą tolerancją dla ludzi odmiennie myślących.
    -Brak reakcji na postrzeganie Froda i Sama jako homoseksualistów: gdyby Tolkien był cokolwiek przychylny walce o prawa LGBT to prędzej by się zainteresował tym, że w jego własnym kraju do lat 60 homoseksualistów ładowali do więzień niż jakakolwiek interpretacja jego książki
    -Sprawa molestowania syna: to są spekulacje, bo równie dobrze mogłoby to człowieka popchnąć i w lewą i w skrajnie prawą stronę
    -Saruman Tęczowej Flagi: tu się nie będę kłócił, ludzie używający tego argumentu na poważnie to serio debile

    • Wiesz: dopóki się go nie spytamy, to się nie dowiemy.

      Ale osobiście też nie widzę go ani jako homofoba, ani tez po drugiej stronie.

    • Szymon Lech Dzięcioł pisze:

      „-Brak reakcji na postrzeganie Froda i Sama jako homoseksualistów: gdyby Tolkien był cokolwiek przychylny walce o prawa LGBT to prędzej by się zainteresował tym, że w jego własnym kraju do lat 60 homoseksualistów ładowali do więzień niż jakakolwiek interpretacja jego książki”

      Zresztą nie wiadomo ile o tych hippisowskich wizjach wiedział.
      Wiadomo, że coś wiedział i miał spore WTF, ale nie ma dowodów, by się jakoś konfrontował mocniej z przeinaczeniami. Zwłaszcza, że zmarł ledwie 5 lat po rewolucji seksualnej, więc trudno tu ustalić timeline

  4. Łodzianin pisze:

    Ech, chyba byś zawału dostał, gdybyś zapoznał się fenomenem popularności Tolkiena wśród włoskich nacjonalistów, który przełożył się choćby na nazwę słynnego festiwalu Campo Hobbit (swoją drogą polecam się zapoznać z „musica alternativa di destra”, bo naprawdę warto).

    • Włoscy nacjonaliści są za górami, za lasami, gdzieś w dalekich krajach. Polska prawica natomiast niszczy kraj, w którym mieszkam i z którego coraz trudniej będzie mi uciec.

      • Łodzianin pisze:

        Obawiam się, że naszego kraju nie zniszczą ostatecznie żadni politycy, ale fatalna demografia połączona z takim sobie poziomem zycia (w porównaniu z krajami na zachodzie, bo jeśli chodzi o porównanie z resztą świata, to jest świetnie), co będzie przekładać się na coraz większą emigrację. Najgorsze, że nie bardzo da się z tym coś zrobić. Wszystkie awantury o aborcję, TK i demokrację są przy tym problemami drugorzędnymi albo nawet trzeciorzędnym, ale każdy ma pewnie jakieś swoje lęki i priorytety.

      • Wiesz co? Myślę, że w dziejach były już i plagi i wojny i bardziej rozwinięci gospodarczo sąsiedzi. Jakoś sobie z tym zawsze radziliśmy, to i z obecnymi problemami damy sobie radę.

    • Łodzianin pisze:

      A co mi tam, włożę jeszcze kij w mrowisko. O Tolkienie rozprawiają już nie tylko radykałowie za górami, za lasami, ale i nasz polski nacjonalistyczny światek.

      https://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/1225-grzegorz-cwik-czytajmy-wladce-pierscieni

  5. Dar pisze:

    Tolkien był przede wszystkim- katolikiem. Nie popierałby ani aborcji, ani „małżeństw” homoseksualnych, ani niczego, co reklamuje dzisiejsza lewica. Nawet wtedy, gdy Tolkien krytykował zmiany soborowe, to nadal ZOSTAŁ katolikiem.
    W przypadku cytowanego listu nie ma żadnych takich kontekstów, które wskazywałyby, że „Władca Pierścieni” nie byłaby katolicką książką.
    Do wiary w „Listach” jest mało odwołań, ale istnieją odwołania do wiary we „Władcy Pierścieni”, które zostały osobiście przez Tolkiena wyjaśnione. Pisał też on, że w religię się nie zagłębiał, gdyż skierowałoby ją bardziej na katolicyzm. Szersze odwołania katolickie są w innych, trudniejszych i mniej popularnych niż „Władca” pismach dotyczących Śródziemia, np. w jeden z jego tekstów mówi o tym, że Eru ma zejść na Ardę pod postacią człowieka. Wprost!

    • Tolkien był przede wszystkim- katolikiem.

      W zasadzie nic w jego życiorysie nie świadczy o tym, by jakoś znacząco wykraczał poza religijność swojej epoki. Czyli czasów, gdy grubo ponad 90 procent społeczeństwa Wielkiej Brytanii było wyznawcami Chrześcijaństwa (obecnie jest to mniej, niż 60 procent, a drugą, największą grupą są „bezwyznaniowcy”). Nie dokonywał żadnych, specjalnych działań, które wskazywałyby, żeby wiara miało u niego pierwszeństwo nad czymkolwiek innym: nie brał udziału w pielgrzymkach (i to mimo, że był zapalonym turystą), nie oddawał się wzmożonej dewocji, nie wstąpił do świeckiego diakonatu, nie wykonywał żadnych, specjalnych akcji… Są tylko dwa powody, które wyjaśniają jego specjalną pozycję jako katolika: 1) żył w kraju protestanckim i pracował w środowisku areligijnym 2) napisał dwa światowe bestsellery.

      Wydaje się raczej, że w pierwszej kolejności był nie katolikiem, a językoznawcą.

      Nie popierałby ani aborcji, ani „małżeństw” homoseksualnych, ani niczego, co reklamuje dzisiejsza lewica. Nawet wtedy, gdy Tolkien krytykował zmiany soborowe, to nadal ZOSTAŁ katolikiem.

      Na to dowodów nie ma.

      W przypadku cytowanego listu nie ma żadnych takich kontekstów, które wskazywałyby, że „Władca Pierścieni” nie byłaby katolicką książką.

      Natomiast we Władcy Pierścieni jest całkiem sporo konkretów, które wskazują, że katolicką książką nie jest. Tak więc:
      – w Śródziemiu, poza kultem Saurona, nie ma żadnych dowodów na istnienie zorganizowanej religii
      – nawet śladów kultu prywatnego
      – samo słowo „bóg” zostało w zasadniczym użyte zostaje tylko raz i to w pogańskim konteście
      – istnieją odwołania do „innych” oraz „nieznanych” sił, interpretowane jako odwołania do boskiej opatrzności, jednak określenie to nie pada wprost. Co więcej można je interpretować też jako odwołanie do pogańskiego, germańskiego pojęcia „Wyrd”, z którym, jako językoznawca i specjalista od kultury wczesnośredniowiecznej musiał być obeznany.

      Do wiary w „Listach” jest mało odwołań, ale istnieją odwołania do wiary we „Władcy Pierścieni”, które zostały osobiście przez Tolkiena wyjaśnione. Pisał też on, że w religię się nie zagłębiał, gdyż skierowałoby ją bardziej na katolicyzm. Szersze odwołania katolickie są w innych, trudniejszych i mniej popularnych niż „Władca” pismach dotyczących Śródziemia,

      Tak, ale w tych samych źródłach są też stwierdzenia, które jednoznacznie uniemożliwiają interpretację Władcy, jako książki katolickiej. Przykładem może być Galadriela, często utożsamiana z Matką Boską. Faktycznie Tolkien pozostawił po sobie 8 wersji opowieści o Galadrieli, z których tylko jedna zgadza się z taką interpretacją.

      jeden z jego tekstów mówi o tym, że Eru ma zejść na Ardę pod postacią człowieka. Wprost!

      1) Pogańskim bogom też się zdarzało schodzić na ziemię i brać udział w bitwach.
      2) Interpretacja Eru Iluvatara jako Boga Ojca jest pod wieloma względami wątpliwa. Tym bardziej, że imię to brzmi bardzo podobnie jak Asa Allfathir (co jest jednym z imion Odyna) oraz Eochaid Ollathair (co jest jedynm z imion celtyckiego Dagdy).
      3) Nie da się ukryć, że ukrywanie imienia Boga pod imionami bóstw pogańskich jest w myśl nauki kościoła grzechem przeciwko drugiemu przykazaniu.

      Tak więc ta interpretacja wydaje mi się bardzo wątpliwa.

      Szerzej o tych argumentach pisałem w tych pozostałych, dziewięciu akapitach które wrzucę (by nie zanudzić towarzystwa monotonią) za kilka tygodni.

      • Dar pisze:

        Byli oni protestantami. Tolkien już w tym się wyróżnia, że był katolikiem. Nie popierałby ani „małżeństw” homoseksualnych ani aborcji, gdyż nie było to zgodne z nauką Kościoła. Znajduje to odzwierciedlenie w tekście „Prawa i obyczaje wśród Eldarów”.
        We „Władcy” Tolkien celowo nie umieścił wyraźnych nawiązań religijnych. To, że niezbyt wyraźnie opisywał istnienie Boga, to wcale nie oznaczało, że nie zaznaczył Jego obecności- przeczytaj Władcę zamiast go przejrzeć. Już w drugim rozdziale czytamy o tym, że Frodo został wybrany przez Kogoś innego niż Sauron do niesienia Pierścienia, w kolejnym tomie, gdy Gandalf zmartwychwstał, powiedział on, że został odesłany. Był już wtedy w białych szatach co bezpośrednio świadczy o działaniu Eru. Kolejnym przykładem jest Silmarillion, gdzie wprost jest mowa o Nim.
        Co do tekstu, na który się powołałam (jak go znajdę to zacytuję), to wprost jest tam opisane, że Eru zejdzie W LUDZKIEJ POSTACI. Istnieje też Głos, który prowadził ludzi i wyróźnić można jeszcze inne wyznaczniki tego, że chodzi właśnie o Boga Ojca. Przede wszystkim jest to obecność Tajemnego Ognia, który był siłą sprawczą Śródziemia, czyli pełnił rolę bardzo bliską Duchowi Świętemu, na co wskazuje również symbolika ognia. Wątek Głosu pojawiał się w Piśmie Świętym.
        Pogańscy bożkowie opisywani byli jak ludzie, tylko trochę silniejsi- mieli swoje ambicje i kaprysy. Eru wydaje się ich nie mieć. Jedynym Jego „kaprysem” jest większa Jego chwała. Podobieństwo imion mogło więc być przypadkowe. Mogło to jeszcze wynikać ze spojrzenia Tolkiena na mity.

      • Byli oni protestantami. Tolkien już w tym się wyróżnia, że był katolikiem. Nie popierałby ani „małżeństw” homoseksualnych ani aborcji, gdyż nie było to zgodne z nauką Kościoła.

        Mimo to cała masa katolików popiera zarówno małżeństwa homoseksualne, jak i aborcje. Przynależność do jakiejś religii nie oznacza, że człowiek staje się bezmyślnym automatem.

        We „Władcy” Tolkien celowo nie umieścił wyraźnych nawiązań religijnych. To, że niezbyt wyraźnie opisywał istnienie Boga, to wcale nie oznaczało, że nie zaznaczył Jego obecności- przeczytaj Władcę zamiast go przejrzeć.

        Czytałem Władcę we wszystkich tłumaczeniach i oryginale łącznie kilkadziesiąt razy.

        Już w drugim rozdziale czytamy o tym, że Frodo został wybrany przez Kogoś innego niż Sauron do niesienia Pierścienia

        Takie słowa tam nie padają. Padają słowa:

        – There is only one way: to find the Crack of Doom in the Deepths of Orodruin, the Fire-mountain, and cast the Ring in there, if you really wish to destroy it, to put it beyond the grasp of Enemy for ever.
        – I do really wish to destroy it! – cried Frodo. – Or, well, to have it destroyed. I am not made for perillus quest. I wish I have never seen the Ring! Why did it come to me? Why was I chosen?
        – Such question cannot be answered! – said Gandalf. – You may be sure that it was not for any merit that others do not posses: not for power or wisdom, at any rate. But you have been chosen, and you must therefore use such strenght and heart and wits sa you have!

        Jeśli wyrwać by ostatnie zdanie z kontekstu, to faktycznie brzmi ono, jakby Frodo został wybrany. Jeśli jednak czytać je w takim układzie, w jakim napisał je Tolkien widać wyraźnie, że to po prostu figura retoryczna, która ma na celu podnieść na duchu Froda.

        Jeśli dokładnie przeczytamy zarówno ten rozdział, jak i kilka wcześniejszych oraz późniejszych zauważymy, że:
        – Frodo do niczego nie został wybrany
        – dobrowolnie zgodził się zanieść Pierscień do Mordoru na spotkaniu w Rivendell, samemu zgłaszając się na ochotnika
        – jedynym, czego od niego oczekiwano, to że przypilnuje go w swoim domu do powrotu Gandalfa
        – i da się przez niego zaprowadzić do Rivendell.

        w kolejnym tomie, gdy Gandalf zmartwychwstał, powiedział on, że został odesłany. Był już wtedy w białych szatach co bezpośrednio świadczy o działaniu Eru.

        Problem polega na tym, że Gandalf nie za bardzo zmartwychstał. Gandalf był majarem, jak dowiadujemy się z Silmarillionu majarowie mogli zrzucać cielesne postacie i przybierać je ponownie. Do pewnego stopnia mogły to robić także Elfy. Jedni i drudzy po śmierci wędrowali jednak do Valinoru, gdzie większość pozostawała, wracały tylko wyjątki (Glorfindel, Gandalf i niektórzy spekulowali, że Arwena), reszta bawiła w Pałacach Mandosa. Tolkien w listach spekulował, że mogą robić to też orkowie. Z całą pewnością zrobił to też Sauron i to kilka razy.

        Do prawdziwego zmartwychstania zdolni byli wyłącznie ludzie, których duchy po śmierci wędrowały w nieznanym kierunku. W całych dziejach Śródziemia na ten zaszczyt zezwolono jednej osobie (Berenowi).

        Co do tekstu, na który się powołałam (jak go znajdę to zacytuję), to wprost jest tam opisane, że Eru zejdzie W LUDZKIEJ POSTACI. Istnieje też Głos, który prowadził ludzi i wyróźnić można jeszcze inne wyznaczniki tego, że chodzi właśnie o Boga Ojca. Przede wszystkim jest to obecność Tajemnego Ognia, który był siłą sprawczą Śródziemia, czyli pełnił rolę bardzo bliską Duchowi Świętemu, na co wskazuje również symbolika ognia. Wątek Głosu pojawiał się w Piśmie Świętym.

        Mówisz o utworze „Tale of Adanel” ze zbioru „Morgoth Rings”. Obydwaj dobrze wiemy, że a) Tolkien nigdy nie włączył tego utworu do oficjalnej historii Śródziemia i na zawsze został on tekstem roboczym b) Planowany był jako opowieść w opowieści, o nieznanym źródle i prawdziwości, funkcjonująca w Numenorze. c) Tolkien ostatecznie odrzucił go z tej samej przyczyny, z której krytykował „Narnię” Lewisa: uznał go za nachalnie łopatologiczny.

        Podobieństwo imion mogło więc być przypadkowe.

        Naprawdę uważasz, że ktoś, kto taką uwagę, jak Tolkien przydawał właściwemu doborowi słów, popełniał takie błędy?

        Jednakże masz rację w jednym: faktycznie we Władcy Pierścieni są elementy chrześcijańskie i katolickie. Rzecz w tym, że są tam także elementy:
        – germańskie i nordyckie
        – celtyckie
        – fińskie
        – słowiańskie
        – grecko-rzymskie
        – judaistyczne
        – a nawet persko-irańskie
        Wymieszane w jedną całość. Książka ta nie jest katolicka, a synkretyczna.

      • Szymon Lech Dzięcioł pisze:

        „W zasadzie nic w jego życiorysie nie świadczy o tym, by jakoś znacząco wykraczał poza religijność swojej epoki. Czyli czasów, gdy grubo ponad 90 procent społeczeństwa Wielkiej Brytanii było wyznawcami Chrześcijaństwa (obecnie jest to mniej, niż 60 procent, a drugą, największą grupą są „bezwyznaniowcy”).”

        Nie no bez żartów. Już w czasach Tolkiena anglikanizm był w znacznej mierze jak religia Rzymian w fazie schyłku takim propaństwowym gestem pro forma.
        Anglik – katolik i to raczej zelota, to tu zaiste rodzynek w beczce kiszonych ogórków.

        „– w Śródziemiu, poza kultem Saurona, nie ma żadnych dowodów na istnienie zorganizowanej religii”

        Co właśnie… wynika z katolicyzmu Tolkiena. Tolkien wiedział, że religia to istotny element kultury i społeczeństw i celowo zredukował jej obecność do minimum – właśnie dlatego, że opisując fikcyjną mityczną przeszłość Ziemi nie chciał tu robić konkurencji ani Zakonowi Mojżesza ani tym bardziej Chrześcijaństwu które miało nadejść.

        Natomiast np. elfowie i Edainowie dość powszechnie w Eru wierzyli, o czym świadczy choć dialog Finroda z Andreth czy pisma o zwyczajach Eldarów i Numenorejczyków.

        „– samo słowo „bóg” zostało w zasadniczym użyte zostaje tylko raz i to w pogańskim konteście’

        No tak ale postać Boga – przez duże B już istnieje w Legendarium nader istotnie.
        I poza tym co… jest niby pogańskiego w Orome? Czy istniał jakiś nieznany kult Orome, czy coś? To, że termin jaki Edainowie nadali Valarom jest tłumaczony na angielski jako „bogowie” nie oznacza jeszcze afiliacji religijnej.

        „Tak, ale w tych samych źródłach są też stwierdzenia, które jednoznacznie uniemożliwiają interpretację Władcy, jako książki katolickiej. Przykładem może być Galadriela, często utożsamiana z Matką Boską. Faktycznie Tolkien pozostawił po sobie 8 wersji opowieści o Galadrieli, z których tylko jedna zgadza się z taką interpretacją.”

        W listach wprost pisze, że symbolika maryjna miała wpływ, ale sama Galadriela zdecydowanie figurą Matki Boskiej nie jest, i ma sporo na sumieniu.

        „1) Pogańskim bogom też się zdarzało schodzić na ziemię i brać udział w bitwach.
        2) Interpretacja Eru Iluvatara jako Boga Ojca jest pod wieloma względami wątpliwa. Tym bardziej, że imię to brzmi bardzo podobnie jak Asa Allfathir (co jest jednym z imion Odyna) oraz Eochaid Ollathair (co jest jedynm z imion celtyckiego Dagdy).
        3) Nie da się ukryć, że ukrywanie imienia Boga pod imionami bóstw pogańskich jest w myśl nauki kościoła grzechem przeciwko drugiemu przykazaniu.

        Tak więc ta interpretacja wydaje mi się bardzo wątpliwa.”

        To są rzewne jaja.
        Przeczytaj „Athrabeth Finrod ah Andreth” – gdzie Tolkien próbuje wbić do legendarium zapowiedź wcielenia Zbawiciela i wizję grzechu pierworodnego ludzi.
        Primo, pogańscy bogowie zasadniczo nie są transcendentni wobec rzeczywistości.
        Secundo, interpretacje Eru jako Boga Ojca jest tak oczywista, jak interpretacja Aslana jako Jezusa. I Tolkien zasadniczo wprost pisze w Listach, że traktuje Eru jako figurę BOGA.
        Ma on cechy i pozycję wobec świata typowe dla Boga religi abrahamicznych i nijak nie podobne do Odyna ani Dagdy, których mity Tolkien dobrze znał.
        Tertio – no ale tu nie ma sugerowania że Odyn to Jahwe. Tu po prostu Boga nazywa się albo Jedynym albo Ojcem Wszystkiego – w językach elfów – co jest przydomkami które jak najbardziej mu się należą.

      • Nie no bez żartów. Już w czasach Tolkiena anglikanizm był w znacznej mierze jak religia Rzymian w fazie schyłku takim propaństwowym gestem pro forma.
        Anglik – katolik i to raczej zelota, to tu zaiste rodzynek w beczce kiszonych ogórków.

        A katolicyzm miał niby inną pozycję? Przynależność do tego kościoła na Wyspach Brytyjskich była przede wszystkim postrzegana w kategoriach politycznych, jako bunt przeciwko władzy królewskiej.

        Co właśnie… wynika z katolicyzmu Tolkiena. Tolkien wiedział, że religia to istotny element kultury i społeczeństw i celowo zredukował jej obecność do minimum – właśnie dlatego, że opisując fikcyjną mityczną przeszłość Ziemi nie chciał tu robić konkurencji ani Zakonowi Mojżesza ani tym bardziej Chrześcijaństwu które miało nadejść.

        Ciekawa koncepcja. Da się ją podeprzeć jakimś źródłem?

        I poza tym co… jest niby pogańskiego w Orome? Czy istniał jakiś nieznany kult Orome, czy coś? To, że termin jaki Edainowie nadali Valarom jest tłumaczony na angielski jako „bogowie” nie oznacza jeszcze afiliacji religijnej.

        Co jest pogańskiego w Orome?
        – jest postacią istniejącą głównie w mitach, pozbawioną oficjalnego kultu (dość typowe dla bóstw religii tradycyjnych)
        – opiekuje się i utożsamia ważną część działalności człowieka oraz jego relacji z naturą
        – ma ludzką postać i kierują nim ludzkie motywacje
        – nie wiążą się z nim cnoty moralne
        – a jedynie praktyczne sposoby działania
        – interesuje się rozlewem krwi, wojną i łowami, rzeczy absolutnie obce Chrystusowi i późnym wykładniom Judaizmu.
        – istnieje możliwość wymiennego stosowania tej postaci mitycznej z innymi

        Przeczytaj „Athrabeth Finrod ah Andreth” – gdzie Tolkien próbuje wbić do legendarium zapowiedź wcielenia Zbawiciela i wizję grzechu pierworodnego ludzi.

        Tolkien nigdy ostatecznie nie wprowadził ani Athrabeth Finrod ah Andreth ani Tale of Adanel. Oba utwory powstały w 1959 roku, miały być ostatnimi appendixami do Silmarillionu. Jak można łatwo sprawdzić: nie są. Biorąc pod uwagę, że miał 24 lata na podjęcie decyzji, co jest ważne, a co nie można uznać, że ostatecznie nie uznał tych utworów za ważne, udane lub właściwe… Albo po prostu uznał, że wizje zbawienia i grzechu pierworodnego są legendarium niepotrzebne.

        Primo, pogańscy bogowie zasadniczo nie są transcendentni wobec rzeczywistości.

        Bynajmniej. Polecam tu choćby A. Szyjewski „Etnologia Religii”. Pogańscy bogowie są dość często jak najbardziej transcendetni i przebywają w miejscach niedostępnych ludziom: zwykle w zaświecie podziemnym lub zaświecie niebiańskim (albo w obydwu na raz). Niektórzy bogowie owszem, wędrują po ziemi, ale tyczy to się tylko wyjątków.

        Ma on cechy i pozycję wobec świata typowe dla Boga religii abrahamicznych i nijak nie podobne do Odyna ani Dagdy, których mity Tolkien dobrze znał.

        Problem w tym, że – poza faktem, że jest jeden i skupia się na wartościach etycznych – Bóg abrahamiczny nie ma żadnych, unikalnych cech, jakoś stanowczo odcinających go od innych religii.

        Tu po prostu Boga nazywa się albo Jedynym albo Ojcem Wszystkiego – w językach elfów – co jest przydomkami które jak najbardziej mu się należą.

        Tytułem Ojca Wszystkiego lub Jedynego posługiwali się też:
        – kananejski El (będący bezpośrednim przodkiem boga biblijnego)
        – babiloński Marduk
        – egipski Phat
        – celtycki Dagda
        – nordycki Odyn i germański Wotan
        – serbski Rod
        – indyjski Brahma
        – fenicki Bhaal
        – lapoński Impmil
        – Tengri z Wielkiego Stepu
        – grecki Chronos
        – platoński Demiurg
        – a także węgierski Isten
        Oraz pewnie ze 100 innych bóstw, których sobie nie przypominam.

        Tak więc jest to nader słaby dowód.

      • Gal pisze:

        Szymon Lech Dzięcioł, piszesz o podobieństwach między abrahamicznym Bogiem a Eru. A co sądzisz o koncepcji, że Eru to bardziej Ahura Mazda niż Bóg Abrahama? Jakie widzisz podobieństwa, a jakie różnice patrząc na te 3 idee?

    • Dar pisze:

      Jeśli popierają aborcję, to grzeszą. Jeśli popierają związki jednopłciowe- też. Przynależność do Kościoła wymaga całkowitej wierności jego nauce i nie możesz sobie wybrać tego, co ci się podoba.

      Co do czytania „Władcy” to przeczytaj jeszcze raz i czytaj, dopóki nie zrozumiesz. Co do drugiego rozdziału- przypomniałam sobie, że chodziło o to, że Gandalf mówił, że to nie twórca Pierścienia wybrał Bilba na Powiernika, tylko ktoś inny i ten ktoś chce, by to właśnie Frodo dźwigał Pierścień (mam odpowiedni cytat, niestety, z polskiej wersji- „Jest to bowiem najdziwniejsze zdarzenie w dotychczasowych dziejach Pierścienia, że Bilbo zjawił się w samą porę i w ciemnościach, na oślep, położył na nim rękę. DZIAŁAŁA TAM NIE JEDNA TYLKO POTĘGA. […] Wdały się w sprawę INNE SIŁY, niezależne od zamysłów twórcy Pierścienia”) „Nie wybrano cię dla jakiś większych zalet”- wybrano cię? Kto wybrał?

      Podczas narady u Elronda, Frodo ma uczucie, jakby ktoś inny, poprzez niego, wyrażał swoją wolę. Co do zniszczenia Pierścienia- była to interwencja Eru, o czym napisał sam Tolkien w listach, tak samo jak ze zmartwychwstaniem Gandalfa, co zostało wytłumaczone w „Listach”, gdybyś nie czytał (z kolei w „Dzieciach Hurina”, Hurin mówi Morgothowi, że jego władza nigdy nie sięgnie poza kręgi świata, z tym że była to scena przypominające jakby natchnienie).

      Problem w tym, że u Ciebie też słabo z listami. Tolkien wprost w „Listach” napisał, że Gandalf został wtedy wskrzeszony przez Eru, niezależnie od tego czy był on Majarem, czy nie. Jego powłoka cielesna została wskrzeszona za Jego interwencją.

      O imionach pisałam w charakterze gdybania- to po pierwsze, a po drugie, dowiedz się raczej, jak Tolkien zapatrywał się na mity, zamiast wyciągać pochopne wnioski. Na razie skaczesz po pismach i wybierasz sobie te, które pasują do Twoich stwierdzeń, inne pomijając całkowicie.

      No i, oczywiście, sam Tolkien napisał, że książka, w poprawkach, zyskiwała bardziej katolicką wymowę, a z tym polemizować się nie da, pomimo Twoich, jakże nieudolnych, prób.

      • Jeśli popierają aborcję, to grzeszą. Jeśli popierają związki jednopłciowe- też.

        O ile pamiętam było coś takiego, jak „spowiedź” oraz „trwanie w grzechu”.

        Przynależność do Kościoła wymaga całkowitej wierności jego nauce i nie możesz sobie wybrać tego, co ci się podoba.

        Jeśli faktycznie to by tak działało, to ten kraj zostałby dechrysianizowany w dwa tygodnie.

        Co do czytania „Władcy” to przeczytaj jeszcze raz i czytaj, dopóki nie zrozumiesz. Co do drugiego rozdziału- przypomniałam sobie, że chodziło o to, że Gandalf mówił, że to nie twórca Pierścienia wybrał Bilba na Powiernika, tylko ktoś inny i ten ktoś chce, by to właśnie Frodo dźwigał Pierścień (mam odpowiedni cytat, niestety, z polskiej wersji- „Jest to bowiem najdziwniejsze zdarzenie w dotychczasowych dziejach Pierścienia, że Bilbo zjawił się w samą porę i w ciemnościach, na oślep, położył na nim rękę. DZIAŁAŁA TAM NIE JEDNA TYLKO POTĘGA. […] Wdały się w sprawę INNE SIŁY, niezależne od zamysłów twórcy Pierścienia”) „Nie wybrano cię dla jakiś większych zalet”- wybrano cię? Kto wybrał?

        Wiesz, ja jakoś potrafię z Tobą dyskutować bez używania argumentów Ad Hominem.

        Jeśli chodzi natomiast o czytanie Władcy Pierścieni, to sugerowałbym przeczytać go jeszcze raz Tobie. Albo – jeśli czytałaś go w ostatnim czasie wielokrotnie – to odłożyć go na kilka miesięcy, tak samo wyłączyć Internet i iść do lasu, albo na łąkę, pooddychać świeżym powietrzem. Bo to o czym mówisz to nie jest Władca Pierścieni, Listy, czy w ogóle twórczość Tolkiena. To jakaś jej dziwna interpretacja wykuta w komorach echa jakiegoś zapyziałego forum, przez samozwańczych rabinów i uczonych w piśmie „tolkienologii” w przerwach między klepaniem się po główkach.

        Podczas narady u Elronda, Frodo ma uczucie, jakby ktoś inny, poprzez niego, wyrażał swoją wolę. Co do zniszczenia Pierścienia- była to interwencja Eru, o czym napisał sam Tolkien w listach, tak samo jak ze zmartwychwstaniem Gandalfa, co zostało wytłumaczone w „Listach”, gdybyś nie czytał (z kolei w „Dzieciach Hurina”, Hurin mówi Morgothowi, że jego władza nigdy nie sięgnie poza kręgi świata, z tym że była to scena przypominające jakby natchnienie).

        Cytowany fragment pochodzi z listu 156, który nie jest wykładnią teologii Tolkiena, tylko streszczeniem fabuły „Władcy Pierścieni” dla jego wydawcy. Przypomnę, że źródła takie, jak listy poddaje się analizie hermeneutycznej, w trakcie której bierze się pod uwagę wiarygodność autora źródła, motywacje, jaka nim kierowała oraz psychologiczne i społeczne okoliczności jego stworzenia.

        Raczej mało prawdopodobne by Tolkien coś tak doniosłego, jak prawdziwą, teologiczno-filozoficzną wykładnię swojego dzieła chciał zachować w tajemnicy, istniejącej wyłącznie między Nim, a jego Wydawcą. Myślę raczej, że gdyby faktycznie chciał to przekazać, to napisałby to otwartym tekstem w książce. Myślę też, że celem tego listu nie było nawrócenie jego wydawcy, a łopatologiczne wyjaśnienie tego, co się w książce stało.

        Podobnie: nie umieszczałby raczej wyjaśnienia wykładni w książce, którą najwyraźniej nie uznał za tak ważną, żeby przez 55 lat skończyć ją pisać.

        Myślę, że obydwa przykłady są dokładnie tym, o czym pisałem: nadinterpretacją.

        O imionach pisałam w charakterze gdybania- to po pierwsze, a po drugie, dowiedz się raczej, jak Tolkien zapatrywał się na mity, zamiast wyciągać pochopne wnioski. Na razie skaczesz po pismach i wybierasz sobie te, które pasują do Twoich stwierdzeń, inne pomijając całkowicie.

        W zasadzie to trudno mi odpisać na ten punkt. Chciałbym przekazać swoje emocje i przemyślenia, ale jak mam w sposób kulturalny napisać, że śmieję Ci się w twarz?

        Sama naciągasz fakty tak, że trzeszczą. I ośmielasz się innym zarzucać pisanie pod tezę?

        Trochę pokory.

        No i, oczywiście, sam Tolkien napisał, że książka, w poprawkach, zyskiwała bardziej katolicką wymowę

        W tych poprawkach, których nigdy nie wprowadził?

  6. Kasztelan pisze:

    Nie wnikając kim są ludzie co zareagowali ale czy to nie reakcja na to że im się nie podoba jak zachodnia lewica wyciąga łapy po twórczość Tolkiena?
    Mi osobiście też nie podoba się Frodo/Sam zawsze kojarzy mi sie z taką szkolną logiką- jakiekolwiek emocje między facetami= gayyy.
    Śmierć autora to ciekawa sprawa, bo nawet jakby żył to na pewno byłaby spora grupa ludzi która by wiedziała lepiej o co mu chodziło. Rowling zdaje się tak oberwalo i tej od Zmierzchu

    • Mi osobiście też nie podoba się Frodo/Sam zawsze kojarzy mi sie z taką szkolną logiką- jakiekolwiek emocje między facetami= gayyy.

      Osobiście też uważam tą interpretację za głupią. Kłócić się z nią będę jednak, kiedy to lewica stanie się w Polsce politycznym mainstreamem.

    • Siman pisze:

      Rozróżnijmy tu dwie rzeczy:

      Zajwisko shipów – obrazkowych czy literackich – to część sceny fanfikowej, która z zasady lekce sobie waży wszelki kanon. Najpopularniejsze shipy to np. Harry+Malfoy albo Kpt. Ameryka+Iron Man, więc tu w ogóle nie chodzi o interpretację, nawet bardzo naciąganą, tylko o swobodną twórczość „co by było gdyby”, zazwyczaj bardzo hermetyczną i ograniczoną do małego forum czy grupy ludzi. Fakt, że takie shipy są często nieheteronormatywne wynika głównie z tego, że osoby LGBT+ zazwyczaj nie są zbyt rozpieszczane przez mainstream jeśli chodzi o ten rodzaj romansów, który ich interesuje, więc wymyślają sobie własne na bazie popularnych bohaterów, żeby tę lukę sobie wypełnić. Ciężko to nazwać „wyciąganiem łap”, skoro robią to w ramach wewnętrznej, hermetycznej zabawy, którą prawie nikt poza nimi się nie interesuje (no chyba że jak w omawianym we wpisie przypadku ktoś sobie próbuje wypromować wspólnego wroga).

      Druga sprawa – „zachodnia lewica” jako środowisko akademickie akurat problem pt. „jakiekolwiek emocje między facetami= gayyy” zna i dosyć dobrze opisuje, bo jest to „dzieło” zachodnich konserwatystów. Otóż mniej więcej do połowy poprzedniego stulecia normą społeczną było każdy rodzaj kontaktów męsko-męskich i żeńsko-żeńskich sprowadzać do przyjaźni, choćby te dwie osoby jawnie sypiały w jednym łóżku, dzieliły matek i wyznawały sobie dozgonną miłość. Wynikało to częściowo z pruderii epoki, częściowo z faktu, że kontakty homoseksualne były kryminalizowane, więc powiedzenie o tym wprost wiązałoby się z konsekwencjami prawnymi dla zainteresowanych.

      W okolicach rewolucji seksualnej lewica zaczęła głośno zwracać uwagę, że to podejście bywa kompletnie absurdalne i część z tych „przyjaciół” jest po prostu partnerami seksualnymi. U konserwatystów wywołało to wychylenie wahadła w drugą stronę: skoro takie zachowania MOGĄ być gejowskie to na wszelki wypadek w ogóle ich zaprzestańmy. Do mainstreamu przebiło się to jako archetyp szorstkiego bromance’u, który dopuszczał w zasadzie dwa zachowania: albo jeden idzie za drugim w ogień, żeby ratować mu życie, albo piją sobie piwko przypijając piątki i pilnują, żeby BROŃ BOŻE nie dotykać się dłużej niż ułamek sekundy i absolutnie nie rozmawiać o własnych emocjach albo najlepiej w ogóle o niczym poważnym.

      No i tak jesteśmy tu gdzie jesteśmy: lewica shipuje co może, a prawica zatrzymała się emocjonalnie na etapie Szklanej Pułapki i memu „gaaaayyy”.

      • Cadab pisze:

        Akurat Szklana pułapka (3, bo w pozostałych partnerowanie w zasadzie nie istnieje), razem z Zabójczą bronią, świetnie się wpisują w ten „stary” model przyjaźni męsko-męskiej, mimo relatywnie „nowego” wykonania. Panowie zdecydowanie są hetero (ale bez bicia się w klatę co 5 sekund, że nie są gejami), panowie zdecydowanie mają kochające ich żony i dzieci, panowie w ogień za sobą wskoczą, ale równocześnie pogadają o tym, jak to ch****o, kiedy małżeństwo ci się sypie/twoja żona zmarła/samotność ssie/czy kraść brudne pieniądze/masz dylemat, czy należy znów zakładać nową rodzinę/itd itp. Więc nawet jak siedzą na łodzi, wędkują i piją piwo, to dalej rozmawiają o czymś, zamiast być turbo-macho i unikać wymieniania choćby spojrzeń.

        Czy shipowanie w ogóle podpada pod jakiekolwiek poglądy polityczne, nie tylko lewice (cokolwiek byśmy pod tym pojęciem nie rozumieli)? Shipowanie jest… shipowaniem. Bardziej mówi o preferencjach osoby shippującej tudzież fetyszach niż o tym, co jest w tekście.
        Inna bajka, że faktycznie od paru lat jest taki irytujący trend, że JAKAKOLWIEK forma choćby minimalnego podtekstu, że o zwyczajnej przyjaźni nie wspomnę, jest natychmiast traktowana jako jawnie homoseksualna, erotyczna i „chutliwa”. I to jest takie samo przegięcie, jak właśnie ten obrazek z turbo-macho (nie wiedzieć czemu, relacje damsko-damskie uciekają zawsze, konserwy mają wybitną słabość do lesbijek, pod warunkiem oczywiście, że są super-kobiece), tylko w drugą stronę, gdzie natychmiast pojawia się interpretacja związkowo-romantyczna, często na jakiejś błahej albo naciąganej poszlace. Jedno zrobić Brokeback Mountain albo inną Służącą, a co innego dorabiać podtekst erotyczno-homoseksualny do Hanny, bo dwie nastolatki trzymają się za ręce. czyli jak wiadomo, są lesbijkami i ikonami wyzwolenia seksualnego.
        Może wahadło po prostu się rozbujało i teraz z obu stron idzie w skrajność, zamiast zwyczajnie brać rzeczy takimi, jakie są i nie bić piany o to, czyja interpretacja jest słuszniejsza?

      • barnaba pisze:

        Ja tylko dodam, że tabu kulturowe zmieniło się przez te blisko 80 lat od powstania Władcy Pierścieni. Zachowania Sama i Froda mieściły się w obyczajowości przedwojennej i świadczyły o przyjaźni- pozbawionej podtekstów seksualnych.
        Na tej samej zasadzie jakiś dureń dopatrywał się wątków „homo” w „Kamieniach na szaniec” – zdaje się pomiędzy Rudym a Zośką. Bo nie mieściło mu się w głowie, że dorośli mężczyźni mogli się trzymać za ręce.

      • Cadab pisze:

        Po chwili zastanowienia przyszedł mi do głowy lepszy przykład tego wahadła wychylającego się w obie strony tak skrajnie, że ostatecznie wychodzi z tego podkowa.
        Słowem wstępu: generalnie filmy z superbohaterami to nie moja bajka, ale kumple namówili mnie, żeby przy piwie (no homo!) zobaczyć z nimi Shazama. Film, jak to bajka z superbohaterami, jest o biciu się po pysku oraz średnio-śmiesznych żartach, ale to nie jest istotne dla wahadła, to tylko daje tło, jak bardzo „nie w temacie” kwestii LGBT jest cały film.
        Jest w nim radosna scenka, w której grupa chłopców 9-12 ląduje w klubie nocnym. Oczywiście jak przystało na film „bez ograniczeń wiekowych”, nie jest pokazane wnętrze tego klubu, tylko jak z niego wybiegają: jeden jest zajęty ratowaniem ich życia, jeden jest kompletnie zaskoczony gdzie wylądował (i prawdopodobnie pierwszy raz widział nagą kobietę), jeden jest zajęty wynoszeniem ze środka darmowego kubełka skrzydełek, a jeden rzuca obojętnie „e tam, to nie dla mnie”.
        Owo „e tam, nie dla mnie” ma z kolei radosną historię internetowo-reinterpretacyjną:
        – konserwa: „hurrr gejoza, jak tak można z małym dzieckiem w dodatku durr”
        – LGBT: „oooo, jakie odważne, jedenastolatek, który jest gejem i mówi o tym otwarcie”.
        Cała postać ma w całym filmie to jedno zdanie do powiedzenia i dosłownie nie ma żadnej osobowości ani cech charakteru. Jest jedenastoletnim chłopcem, którego nie ruszają striptizerki, co w sumie nie jest ani dziwne, ani zaskakujące, a do tego jest kwestią preferencji, a nie orientacji. Ale oba końce podkowy zrobiły z niego geja, bo co to za jedenastolatek, który mówi, że striptiz to nie dla niego?

      • Gal pisze:

        Bardzo ciekawe to o Shazamie. Wychodząc z chrześcijańskiej idei czystości seksualnej, raczej ocenilibyśmy pozytywnie brak zainteresowania klubami ze striptizem. Częstsza jednak od czystości jest bezmyślna niechęć do gejów (bo do lesbijek już niekoniecznie…)

  7. SilverScout pisze:

    WP jest przesiaknięty katolicyzmem do cna i to w najlepszy możliwy sposób. Goraco polecam:

  8. tedd pisze:

    Chyba zgadzam się z Panem w jednej, fundamentalnej kwestii: czy Tolkien był pisarzem katolickim, czy pisarzem, który był katolikiem? Póki co skłaniałbym się ku opcji drugiej, ponieważ jego teksty, przepełnione wartościami katolickimi nie nawiązywały do wiary w sposób bezpośredni, a ponadto wiele ww. wartości jest uniwersalnych i wyznawanych nie tylko przez chrześcijan. Mam tu na myśli fakt, że nie tylko osoby wierzące mogą czytać i analizować twórczość Tolkiena oraz wyciągać autorskie wnioski.
    Jednakże argumentacja, jakiej Pan użył wydaje mi się dziurawa i nie mogąca wytrzymać rywalizacji z kontrargumentami zwolenników bardziej tradycyjnego odczytywania dzieł Mistrza. Wielokrotnie wyraża Pan swoje opinie w różnych tematach, takich jak teologia i historia Kościoła, wykazując równocześnie słabą albo zerową wiedzę w tych tematach, a następnie wykorzystuje Pan te opinie jako argumenty przeciwko religijnej stronie „fandomu”. Wspomina Pan też, że katolicy wkładają Tolkienowi w usta treści i poglądy, których wcale nie musiał reprezentować, jednakże sam Pan kilka stron dalej pisze, że jego wiara zmieniłaby się po doświadczeniu pontyfikatu Jana Pawła II oraz kryzysu związanego w pedofilią w Kościele – mogłoby tak być, ale to takie samo gdybanie, jakie sam Pan skrytykował.

    • Chyba zgadzam się z Panem w jednej, fundamentalnej kwestii: czy Tolkien był pisarzem katolickim, czy pisarzem, który był katolikiem?

      Świetne ujęcie tematu. Zapamiętam to sformułowanie.

      Wspomina Pan też, że katolicy wkładają Tolkienowi w usta treści i poglądy, których wcale nie musiał reprezentować, jednakże sam Pan kilka stron dalej pisze, że jego wiara zmieniłaby się po doświadczeniu pontyfikatu Jana Pawła II

      Bynajmniej nie twierdzę, że doszłoby do tego definitywnie.

      Twierdze, że należy taką ewentualność brać pod uwagę, a nie zakładać ślepo, że wyraziłby wygodne dla nas poglądy.

  9. BenVrzeka pisze:

    Czy autor zna słowa Tolkiena, że „Władca Pierścieni jest oczywiście zasadniczo dziełem religijnym i katolickim”?

  10. Grzdyl pisze:

    Jedna poprawka, Ustasze byli Chorwatami, nie byli Serbscy. Chyba, że chodziło autorowi tylko o to, że Ci Ustasze w tym czasie znajdowali się w Serbii.

  11. Cadab pisze:

    Na szczęście dla wszystkich, John zostawił po sobie niesamowicie płodną korespondencję oraz dzienniki, a Christopher, w swojej chciwości, wszystko to opublikował. Więc tak jakby dowolny argument wysuwany przez kogokolwiek, niezależnie od poglądów politycznych i celu, do którego chce się posłużyć Tolkienem, można rozbić cytując jego własne, łatwo dostępne zapiski, komentarze i rozmowy z innymi osobami na dany temat, zostawiając wyłącznie to, co autor faktycznie miał na myśli i co powiedział, a nie, co sobie ktoś życzy, żeby tam było.

    Cała z kolei pseudo-debata o Tolkiena i kwestie religijne jest zwyczajnie tandetną kalką z anglojęzycznego internetu, gdzie Amerykanie wykłócają się o „Christian values” (czytaj – jakieś sekciarskie, protestanckie re-interpretacje biblijne z fanfiku, jakim jest Biblia króla Jakuba tak, żeby pasowało do tego, co autor danej re-interpretacji chce wmówić innym). Co w momencie, gdy robią to Polacy i biją się o katolickość Tolkiena, jest nie tyle kuriozalne, co przekomiczne.

  12. barnaba pisze:

    Tropów u Tolkiena jest akurat cała masa- można znaleźć nawiązania do mitologii greckiej i celtyckiej, w Majarach widzieć anioły, a w Balrogach diabły.
    „Władca…” to kolejna, mistrzowsko napisana, opowieść o dorastaniu, poświęceniu i walce dobra ze złem, w której dobro oczywiście wygrywa.
    Oczywiście można wtłoczyć tę opowieść w schemat rodem z ludowego chrześcijaństwa, w której Gandalf to święty Archanioł Michał, Sauron to Lucyfer, na spółkę z upadłym aniołem Sarumanem, Frodo to Mesjasz, Aragorn – skrzyżowanie króla Artura ze świętym Jerzym, czy to tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Sensu w takich próbach nie ma za grosz.

    Coś mi się zdaje, że gdyby sam Tolkien przeczytał te internetowe dyskusje, to złapałby się za głowę.

    • Sergiusz Leon Drozd pisze:

      Oczywiste, że idiotyzm, bo Gandalf to Archanioł Rafał 😛

      „w Majarach widzieć anioły, a w Balrogach diabły.”

      Tak, to byłoby zupełne nieporozumienie widzieć w Ainurach anioły 😛

  13. Bieluga pisze:

    Tolkien był osobą głęboko wierzącą z religią jako centrum, co wybijało się ponad standard epoki. Przyczynił się do nawrócenia Lewisa, co ciekawe nie na rzymski katolicyzm tylko anglikanizm, obaj jednak byli w swojej wierze ortodoksyjni w myśl koncepcji ‚mere christianity’ i obaj napisali swoje epickie powieści jako odtrutkę na redukcyjny materializm, który zdominował dwudziesty wiek i przyczynił się do okrucieństw dwóch wojen światowych. Władca pierścieni nie jest alegorią, a podobieństwa do postaci z chrześcijańskiego świata wynikają ze światopoglądu autora a nie próby zamaskowania nauki chrześcijańskiej opowieścią fantasy.

  14. Grzdyl pisze:

    Ten tekst narobił mi ochoty na tekst czysto Katolicyźmie albo ogólnie o chrześcijaństwie (może różnice między kulturami protestanckimi a katolickimi?) od Autora. Może byłby to tekst na zamówienie jednego człowieka ale proszę przemyśleć. Pozdrawiam

    • Momentami nawet chętnie bym coś takiego napisał. Boję się jednak, że wystawiam sobie w ten sposób bardzo negatywne wrażenie. I nie jestem do końca pewien, czy jest sens robić konkurencję gazecie „Nie”.

      • Grzdyl pisze:

        Gdyby każdy antyteista,antykatolik czy akatolik pisał o katolicyzmie w takim tonie i słowach jak Pan, Panie Piotrze to Świat byłby lepszym miejscem. Mówię to sam jako ateista, urodzony i wychowany katolikiem. Więc poza ludźmi, którymi nie warto się przejmować nie wystawi Pan u nikogo złego świadectwa o sobie.

      • Dobra, pomyślę o tym. Problem w tym, że aby w pełni oddać ewolucję moich poglądów musiałbym posiłkować się przykładami z pracy… A trochę wolałbym złożyć wypowiedzenie, niż dostać dyscyplinarkę…

  15. DoktorNo pisze:

    @Cadab

    Ale oba końce podkowy zrobiły z niego geja, bo co to za jedenastolatek, który mówi, że striptiz to nie dla niego?

    I dlatego mnie takie dyskusje meczą i irytują.

    Shipping może być też efektem presji fanów; vide lesbijski pocałunek Korry i Asami w ostatniej scenie.

  16. Assura pisze:

    Bardzo ciekawa dyskusja dużo wątków i przykładów, ale Panowie chyba zapomnieliście spojrzeć bardziej całościowo – przede wszystkim w powieści Tolkiena obowiązują hierarchie bytów – podejście zupełnie sprzeczne z lewicową ideologią, gdzie wszyscy są równi i nikt nie może służyć komukolwiek – jak np Sam służył Frodo – owszem później zostali „braćmi” w tokach dziejów wojennych, jednak dalej jakby hobbici byli szeregowcami w drużynie pierścienia. Tolkien przeżył wojnę, w której takie hierarchie obowiązywały poza tym oficerami wtedy byli ludzie, którzy zazwyczaj mieli „wyższe” pochodzenie. Jest to podejście typowo prawicowe i konserwatywne, żaden szanujący lewak nie powinien więc uznawać Tolkiena za swojego, gdyż lewicowy hobbit nie porzuciłby palenia fajki na swoim squacie żeby ratować świat szczególnie gdzieś daleko 🙂

  17. XXX pisze:

    Tekst w którym autor w jednym fragmencie mówi,że jest katolikiem a niżej,że jest ateistą,człowieku-ty nic nie zrozumiałeś moim zdaniem z tego czym jest katolicyzm ani co myślał Tolkien.Albo nie tyle nic(to trochę za mocne)co niewiele.

  18. Elfir pisze:

    mnie się podobał komiks Phobsa o tym jak Morgroth uwodził Saurona

  19. selarum pisze:

    Ogólnie śmieszą mnie a jednocześnie wprawiają w niesmak próby zawłaszczania wybitnych pisarzy, naukowców czy filozofów przez różne zwalczające się grupy – prawicy i lewicy, wierzących i ateistów czy lgbtq. Śmieszne jest to, że nie liczą się artystyczne albo naukowe dokonania tych osób, ale to na ile sama ich osoba będzie wartościowa w różnych wojnach i wojenkach, usiłowaniu wyższości moralnej i intelektualnej jednej grupy nad drugą. Z i Y opowiedzieli by się za naszymi poglądami, więc punkt dla nas, wy lewacy/prawacy/homofoby!
    Dla Tolkiena Śródziemie ze swoją historia i bogatą historią było wyobrażeniem mitycznych dziejów Europy. Przykładem na to mogłoby być niedokończone opowiadanie „The Lost Road” w którym bohaterowie przenoszą się w czasie z ówczesnej Anglii do Numenoru niejako będącego wyspą podobną do Atlantydy i w końcu podzielającą jej los. A główną przyczyną zniszczenia Numenoru jest odejście zamieszkującego go ludu od starych zasad i wierzeń ( na wyspie pozostała jedynie grupa wiernych Valinorom, która też była prześladowana) oraz podjęcie przez króla Numenoru wyprawy do Nieśmiertelnych krain, która sama w sobie była odbierana jako akt arogancji.
    Tolkien był wierzącym katolikiem, umieścił też w subtelny sposób chrześcijańskie elementy we Władcy Pierścieni. Bliższy był mu romantyzm niż idee oświeceniowe. Dlaczego nie miałby tego robić jako wierzący katolik? Nie widzę powodów, by nie interpretować WP w duchu chrześcijaństwa. Tak jak nie widzę powodów by nie traktować WP jako lingwistycznego majstersztyku albo dzieło powstałe w wyniku wnikliwej analizy mitów i legend.
    Tolkien chciał napisać epos; swoistą wielowątkową baśń czerpiącą elementy z mitów i romansów rycerskich. Nie jestem z tych co mają w zwyczaju przypisywać danemu pisarzowi jakieś swoje interpretacje czy projekcie, ale mogę się założyć, że Tolkien chciałby żeby czytali jego powieści z taką samą przyjemnością z jaką o sam je pisał oraz mogli zaspokoić swoja tęsknotę za baśniami.
    Śródziemie ma europejskie korzenie, ale nie powstało ono tylko dla wybranej grupy osób, ale również dla ludzi z całego świata. Rozumiem konserwatywnych fanów, którzy chcą jak najwierniejszego odwzorowania Śródziemia i trzymania się tradycyjności Tolkiena oraz ich obawy czy wprowadzenie jakiś zmian, odstępstw od oryginału nie będzie wyrazem braku szacunku ani zniszczy koncepcji profesora. Sama nie zawsze zgadzam się z pomysłami tej bardziej progresywnej części fandomu (radosnym fanficzkom opisującym jak to Sauron gwałci Celebrimbora czy z Frodo w ciąży, mówię nie), ale nie mam nic przeciwko temu by zrobić dla nich miejsce i sprawić, by czuli się dobrze w tej naszej wielkiej rodzinie fanów twórczości profesora Tolkiena. .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s