Afera z GameStop i co w niej chodzi?

Dziś zrobię wyjątek od praktyki rozpoczynania miesiąca od sprawozdania z lektury, by zająć się jedną z ostatnich afer, jakie wstrząsnęły Internetem, światem gier oraz finansów jednocześnie. Zajmiemy się więc problemem spółki GameStop, bańką spekulacyjną, jaka wyrosła nań wskutek celowej manipulacji jej kursem i stratami, jakie w tym samym czasie poniosły fundusze inwestycyjne. O tych wszakże wie już każdy.

Dużo mniej osób rozumie choć z grubsza o co w całej sprawie chodzi.

Co to jest GameStop?

GameStop jest notowaną na giełdzie spółką akcyjną, prowadzącą w USA sieć stacjonarnych sklepów sprzedających gry wideo. Mówiąc krótko: to taki Empik, tylko wyspecjalizowany w grach. Jako, że współcześnie większa część dystrybucji wyżej wymienionego dobra rozchodzi się w modelu cyfrowym, nie jest to biznes, który byłby specjalnie dochodowy, ani też posiadający przed sobą świetlaną przyszłość…

Wręcz przeciwnie: spółka odnotowała w roku 2019 470,9 miliona dolarów straty.

Nie wiadomo, ile odnotowała jej w 2020 roku, bowiem jest początek lutego, a spółki giełdowe sprawozdania roczne składają zwykle na przełomie marca i kwietnia, ale zdziwiłbym się, gdyby wyszła na plusie…

Powoduje to, że jest ona idealnym obszarem do tak zwanej „gry na szorty”.

Co to jest „gra na szorty” i „dźwignia finansowa”?

„Gra na szorty” albo „zajmowanie krótkich pozycji” jest sposobem zarabiania pieniędzy na spekulacji giełdowej, stosowanym w okresie spadków cen akcji.

Polega ona na tym, że – osoba przewidująca takie spadki – może pożyczyć akcje od ich posiadacza (który z jakiegoś powodu chce je trzymać), a następnie owe akcje sprzedać po obecnym kursie. Następnie, gdy cena spadnie do odpowiednio niskiego poziomu odkupić je i zwrócić właścicielowi.

Przykładowo: Janek ma akcje o wartości 100 złotych. Krzysiek przewiduje, że ich cena spadnie do 10 złotych. Płaci więc Jankowi 5 złotych za pożyczenie akcji i sprzedaje je. Po kilku dniach cena faktycznie spada do 10 złotych. Krzysiek odkupuje akcje i oddaje je Jankowi. Ma dzięki temu 85 złotych zysku…

Dźwignia finansowa” to natomiast praktyka polegająca na pożyczaniu pieniędzy celem zakupu większej ilości walorów. Zwykle oferowana jest 5, 10 lub nawet 20 krotna dźwignia. Polega to na tym, że wyżej wymieniony Krzysiek, przewidując, że akcje spadną 10 złotych mógłby pójść do banku i poprosić o udzielenie mu „dźwigni” czyli, przy własnym wkładzie 100 złotych pożyczyć od niego 1000 złotych.

Wówczas zamiast 85 złotych zysku miałby go 985.

Dźwignia ma jednak jeden feler: „kupując ją” przekonujemy bank, że mamy doskonałą wiedzę o danym produkcie i pewność, że zachowa się tak, jak myślimy. Co więcej ręczymy też własnym majątkiem, że na pewno stanie się tak, jak mówimy.

Tak więc bank pożycza nam 1.000 złotych, ale też samemu dokonuje transakcji za 1.000 złotych. Jeśli coś pójdzie nie tak, to Krzysiek odda 2.000 złotych.

Obie te transakcje są jednak dla zwykłych śmiertelników niedostępne, bowiem każde normalne państwo zabrania ich oferowania ludziom nie spełniającym odpowiednich warunków. Warunkiem tym może być albo posiadanie określonej sumy pieniędzy (taki warunek stawia USA), albo też posiadanie wykształcenia ekonomicznego (Polska).

Dlaczego „zwykli ludzie” nie mogą się tym zajmować?

Sprzedawanie obu tych instrumentów szaremu człowiekowi jest zabronione, ponieważ jest to praktyka w cholerę niebezpieczna. W wypadku zwykłej gry akcjami można bowiem utracić maksymalnie całość swojego wkładu (tak naprawdę realistyczny zasięg strat to jakieś 40-60 procent). W wypadku obydwu wyżej wymienionych form inwestowania straty mogą być natomiast dużo, dużo wyższe…

Przykładowo, osoba, która chciałaby grać „na krótko” na Game Stop, co wydawałoby się logicznym przedsiębiorstwem (bo firma ta najpewniej za kilka lat zbankrutuje), kupując akcje na ostatniej sesji grudnia (przy kursie 18,84 dolara) na zamknięciu ostatniej sesji stycznia (przy kursie 325 dolarów za pojedynczą akcję) miałaby straty w wysokości 1725 procent wkładu własnego. Co znaczy, że za każde 100 zainwestowanych dolarów musiałaby oddać ich 1725.

Jeśli osoba ta korzystałaby z „dźwigni” o wysokości x10 jej straty wyniosły by już 34,5 tysięcy dolarów.

Jeśli ktoś w ten drugi sposób zainwestowałby 10.000 dolarów, to wylądowałby pod mostem. Miałby bowiem straty w wysokości 3 milionów 450 dolarów.

A to wszystko w jeden miesiąc.

I właśnie dlatego, żeby uniknąć takich tragedii sprzedaż owych instrumentów zwykłym ludziom jest zabroniona.

Co się właściwie stało?

Wiedza ta nie jest specjalnie ezoteryczna. Wręcz przeciwnie: jeśli czyta to jakiś ekonomista, to zapewne zapluwa teraz ekran ze śmiechu.

W pewnym momencie ludzie, którzy znali ten mechanizm zauważyli, że fundusze inwestycyjne grające na spadki kupują akcję GameStop. Zaczęli się więc zmawiać za pomocą serwisu Reddit, ale też Facebooka, Twittera i 4chana, celem zakupienia ich, wiedząc, że – jeśli będzie ich wystarczająco dużo – podbiją cenę.

Ta faktycznie skoczyła.

Jako, że fundusze inwestycyjne miały duże ilości pożyczonych akcji, które musiały oddać w określonym terminie, musiały wykupywać je z rynku ze stratą. To napędziło dalszy wzrost.

Wówczas, widząc, że bezwartościowe akcje idą gwałtownie w górę, a ludzie robią na nich fortuny, do kupowania rzucili się inni inwestorzy: zarówno „drobni” jak i instytucjonalni („drobnym” inwestorem jest w Polsce każdy, kto nie ma 10 milionów złotych dziennego obrotu), co doprowadziło do kolejnego wzrostu akcji.

Wówczas fundusze zareagowały jeszcze paniczniejszym wykupem akcji, zanim te wzrosną jeszcze bardziej. Oczywiście to znowu podbiło ich cenę.

Podówczas pierwotni właściciele akcji zauważyli, że te urosły w ciągu kilku dni 10 razy. Postanowili je więc natychmiast sprzedać. Zażądali więc od funduszy inwestycyjnych ich natychmiastowego zwrotu.

Aby to zrobić fundusze inwestycyjne musiały te akcje kupić po zawyżonych cenach, co napędziło kolejny wzrost…

I ot cała historia.

Teraz pora na morał.

Aby ten był zrozumiały należy wyjaśnić jeszcze jedną rzecz.

Czym się różni inwestycja fundamentalna od spekulatywnej?

Otóż: na giełdzie są dwa modele inwestowania. Są to inwestycje fundamentalne i spekulacyjne.

Typ pierwszy polega na tym, że jesteśmy przekonani, że w niedługim czasie wartość firmy wzrośnie. Na przykład dlatego, że firma zamierza wypuścić na rynek jakiś produkt, co do którego zyskowności jesteśmy pewni. W efekcie zarobi na nim pieniądze, tak więc jej majątek (w postaci nieruchomości, umów, praw oraz pieniędzy na kontach) się zwiększy. Jako, że każda akcja jest prawem do niewielkiego wycinka owego majątku (zwykle jednej kilkumilionowej części), to wartość akcji wzrośnie.

Inwestycje spekulatywne polegają na tym, iż przewidujemy, że wkrótce kurs akcji się zmieni: spadnie lub wzrośnie. Korzystamy z tego, by kupować w dołku i sprzedawać na górce.

Pierwszy typ inwestycji jest dużo bezpieczniejszy. Drugi teoretycznie pozwala na większe (a na pewno szybsze) zyski, jednak jest też zdecydowanie bardziej ryzykowny (i w praktyce wielu spekulantów kończy ze stratami lub wychodzi na zero).

Dlaczego ludzie są wściekli na fundusze hedgingowe?

W mediach, w zależności od tego, czy patrzy się na wydawnictwa biznesowe, czy też na te bardziej „antysystemowe” sprawa przedstawiana jest jako „hołota zagroziła wielkiemu biznesowi” albo jako „Robin Hood obrabował Szeryfa z Nothingham”. Faktycznie jednak najbliższa prawdy byłaby narracja w rodzaju „Murzyński gang zastrzelił kilku żołnierzy rodziny Gambino”.

Zacznijmy od tego, że działania przynajmniej części funduszy inwestycyjnych, mimo że zgodne z prawem, nie są czyste.

Fundusze grające „na szorty” z racji na posiadane środki po prostu są w stanie wpływać na kurs. Duży fundusz, hurtowo pożyczający akcje i natychmiast je sprzedający zwyczajnie napędza spadki.

Co więcej, istnieje co najmniej duże prawdopodobieństwo, że nie jest to jedyne narzędzie, które tego typu instytucje wykorzystują. Przykładem może być dziwna, irracjonalnie duża (i nie mająca poparcia w wynikach sprzedażowych) kampania nienawiści pod adresem CD Project, jaka przetoczyła się przez media w zeszłym miesiącu. Tak duża, że rodzi podejrzenia zaangażowania jakiegoś rodzaju farm trolli.

Fakt zaangażowania w akcje CD Project co najmniej pięciu funduszy z grupy tzw. „big short” (Melvin Capital Managment, Eminence Capital, Light Street Capital, Marschal Wace i Ergeton Capital) może te podejrzenia pogłębiać.

Co z emerytami i nauczycielami?

Obrońcy funduszów inwestycyjnych próbują odwrócić ten argument i zauważają, że w ten sposób, wraz ze stratami instytucji finansowych topnieją też ulokowane w nich pieniądze emerytów i nauczycieli. Oraz, że odbija się to negatywnie na kursie innych „zdrowych” spółek.

Zacznijmy od jednego: człowiek, który ulokował pieniądze emerytów i nauczycieli w funduszu hedgingowym zasługuje, by postawić go przed plutonem egzekucyjnym.

Tego typu narzędzia finansowe są, jak już pisałem, skrajnie ryzykowne i powinny pozostać w rękach ludzi świadomych zarówno ryzyka, jak i tego, co robią.

Jeśli chodzi o spadki akcji, to faktycznie można to w ten sposób tłumaczyć: fundusze, by pozyskać środki na odkupienie akcji muszą sprzedawać „zdrowe” aktywa, co oczywiście powoduje spadek ich wartości. Jednak jest to tylko spadek techniczny: fundamenty „zdrowych” akcji pozostają bez zmian, a ktoś te walory odbiera. Tak więc raczej, prędzej lub później, wrócą one do normy.

Dlaczego interwencje były na miejscu?

Ponieważ to, co dzieje się na GameStop to nic więcej, jak manipulacja kursem akcji połączona z czymś w rodzaju piramidy finansowej…

Manipulacja kursem akcji to szereg świadomych działań mających za zadanie wpłynąć na kurs akcji. Klasycznym przykładem mogą być tak zwane transakcje crossowe, które polegają na tym, że dwóch lub więcej słupów sprzedaje między sobą ten sam pakiet akcji po zawyżonych (lub zaniżonych) cenach, podbijając (lub obniżając) kurs akcji.

W tym wypadku natomiast po prostu duża grupa ludzi zmówiła się, że będzie kupować akcje spółki powyżej ich wartości, tym samym podnosząc ich kurs. Mieli nadzieję na uzyskanie konkretnej reakcji innych akcjonariuszy, co im się zresztą udało…

Działania takie są przestępstwem gospodarczym (przynajmniej w Unii Europejskiej), tak więc nie należy dziwić się, że wywołały reakcje.

Po drugie: te akcje nie są warte tyle pieniędzy. Mamy do czynienia ze sztucznie napompowaną bańką spekulacyjną, która w pewnym momencie pęknie (w zasadzie: właśnie pęka, kurs GameStop od maksimów do chwili, gdy pisałem te słowa spadł o 80 procent). To znaczy: ceny wrócą do normy. Owszem, wiele osób się na nich wzbogaciło, ale osoby, które wchodziły ostatnie skończą z bardzo drogimi akcjami, których nikt nie będzie chciał od nich kupić…

Które to akcje spadną do kursów sprzed rozpoczęcia sprawy… Czyli jakieś 15 razy w dół.

Dokładnie po to są instrumenty kontrolne, by nie dopuszczać do takich sytuacji.

Tym, co jest natomiast niepokojące jest fakt, że zarówno brokerzy, jak i administracja państwowa USA zwalczają tylko jedną stronę…

A IMHO powinni obydwie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Internet, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Afera z GameStop i co w niej chodzi?

  1. Kasztelan pisze:

    czym różni sie działanie funduszy które zalewajac rynek akcjami obniza cene od nieoficjalnego funduszu ktory skupujac te akcje podwyzsza cene? Definicja manipulacji rynkiem jest lekko bez sensu bo wszystko wplywa na rynek.w takiej definicji dyrektor cd projektu mowiacy w wywiadzue ze cyberpunk jest super to manipulacja albo tweety Muska.

    Rozumiem że memy z hold the line polegało na trzymaniu akcji aż do terminu obowiązku wykupu akcji przez fundusze. Ten termin juz minął I teraz jest zabawa kto zostanie z bezwartościowymi akcjami?

    I takie pytanie czy gamestop cos zyskało na tym tancu nad jej grobem?

    • jakkubus pisze:

      Powiedziałbym, że na ten moment zyskał, gdyż nawet po spadkach kurs firmy jest stabilny i stosunkowo wysoki, zaś inwestorzy grający na szorty będą ostrożniejsi z zaniżaniem akcji tej firmy.

    • czym różni sie działanie funduszy które zalewajac rynek akcjami obniza cene od nieoficjalnego funduszu ktory skupujac te akcje podwyzsza cene?

      IMHO niczym.

      I takie pytanie czy gamestop cos zyskało na tym tancu nad jej grobem?

      Nie, kurs akcji jest zupełnie oderwany od zysków spółki.

  2. Skate pisze:

    Jeżeli fundusze zarabiają, to ktoś musi tracić, zazwyczaj drobni ciułacze giełdowi. Ciułacze się zmówili w kupę i postanowili dać funduszom w … , ale im wyłączyli prąd. Prawda, co najmniej od kryzysu 2008, jest taka, że ratuje się dużych kosztem małych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s