Fantasy i wróżkowy problem:

Mimo, że generalnie jestem fanem fantasy nie potrafię ukryć, że gatunek, zarówno w swej literackiej jak i growej inkarnacji ma liczne problemy. W wypadku gier (i to zarówno klasycznych, jak i komputerowych) jednym z nich jest nieprzemyślana stylistyka. W skrócie: większość tego typu gier kapie jasnymi, optymistycznymi kolorami, z dużą przewagą różu, a do tego kipi od jednorożców i małych, latających wróżek ze skrzydełkami…

Jest to o tyle ciekawe, że jestem gotów iść o zakład, że większość miłośników fantasy akurat tej stylistyki nie trawi.

Owszem, to jest gatunek o elfach i smokach:

– A więc ten o imieniu Raltariki jest demonem? – zapytał Tak.

– Tak… i nie – odparł Jama. – Jeśli przez określenie „demon” rozumiesz złośliwą, nadprzyrodzoną istotę, posiadającą wielką moc, długowieczną i zdolną czasowo przyjmować praktycznie dowolną formę, odpowiedź brzmi: nie. To powszechnie przyjęta definicja, jest jednak nieprawdziwa w jednym aspekcie.

– Och? Jakimż to?

– Nie jest istotą nadprzyrodzoną.

– Ale jest wszystkim pozostałym?

– Tak.

– Zatem nie rozumiem, jaka to różnica, nadprzyrodzony czy nie, skoro jest złośliwy, posiada wielką moc, długo żyje i ma zdolność zmiany kształtu wedle woli…

– Ależ to bardzo istotna różnica. (…) To kwestia istoty rzeczy!

Powyższy cytat pochodzi z książki „Pan Światła” Rogera Zelaznego.

Mówiąc w skrócie: wróżki to nie to samo, co elfy.

Jak pisałem kilka razy: głównym postulatem fantastyki jest „przedstawiać to, co nie istnieje tak, jakby istniało naprawdę”. Obecne w klasycznym fantasy elfy, krasnoludy, trolle, gobliny, gnomy etc. nie są obrazowane jako istoty bajkowe, ale jako inne gatunki człowieka lub istot podobnych do człowieka. Odbiorcy tego typu gier nie oczekują bajkowej stylistyki, ale wiarygodnych przedstawień. Wiarygodne to nie całkiem to samo, co realistyczne.

Elfy, przedstawione jako rasa długowiecznych lub wręcz nieśmiertelnych, smukłych istot człekokształtnych, potrafiących walczyć na miecze, strzelać z łuku, używać czarów i krzyżować się z ludźmi.

Skrzydlate wróżki niekoniecznie.

Po drugie, co być może ważniejsze, niekoniecznie pasują do takiego rodzaju estetyki, jakiego szukają odbiorcy.

Jednak wróżki świadczą raczej o niezrozumieniu klientów:

Co ciekawe kiedyś fantasy identyfikowało się z zupełnie nie-wrózkową atmosferą.

Fantasy czytane jest przez różnych ludzi. Do grupy tej należy zaliczyć:

    • nerdów historii o różnym stopniu corowości (od cassuali po hardcorowców)
    • miłośników baśni
    • miłośników mitów
    • miłośników romansu*, kryminału i literatury awanturniczej
    • ludzi szukających pożywki dla własnych snów o potędze
    • ludzi szukających swoich wyobrażonych sfer komfortu
    • poszukiwaczy nowatorskich wizji*

Wbrew pozorom wiele z tych grup tak naprawdę te wszystkie elfy i magów ledwie toleruje. Oni szukają raczej mieczy, koni, pojedynków, walnych bitew lub też detektywistycznych zagadek albo romansów.

Wielu czytelników traktujefantasy jako średniowiecze / współczesność z rozszerzonym bestiariuszem. Czyli miejsce, gdzie oprócz konia można mieć też smoka, a wrogowie to – oprócz bandytów i / lub złych rycerzy – także trolle, wilkołaki, upiory i cała masa podobnych…

W szczególności na uwagę zasługują tutaj romanse (oraz dawne książki sword and sorcerry), gdzie settingi to w zasadzie coś co nazwać by można „światami wygodnymi”: krainy, istniejące tylko po to, by autor mógł bawić się historycznym szafarzem bez konieczności dbania o faktyczne oddanie realiów epoki.

Tak więc: tym, czego czytelnicy fantasy oczekują to raczej jakieś straszliwe potwory, niosące obietnicę ciekawej walki LUB przystojniacy, niosący obietnicę ciekawej przygody miłosnej (albo takież damy w opałach) a nie dla wróżki ze skrzydełkami.

Wróżki ze skrzydełkami nie niosą ani jednego, ani drugiego…

*W przyszłości prawdopodobnie obydwie grupy wyodrębnią się z fantasy jako osobne gatunki. Romans fantastyczny już obecnie stara się jak może nie używać tej nazwy, jeśli już to stosuje takie określenia jak „paranormal romance”, „young adult” albo „new adult”. Prawdopodobnie dlatego, że ani ich czytelnicy nie interesują się tradycyjnymi tematami fantastyki, ani miłośnicy fantastyki nie interesują się tematami romansu. Tak więc obydwu stronom zależy, by nie pomylić się w doborze książki. Jeśli chodzi o literaturę eksperymentalną sprzedawaną pod nazwą „fantasy”, a czasem nazywaną też „new weird”, to jej miłośnicy też zwykle nudzą się tradycyjnymi tematami i motywami obecnymi w literaturze fantasy. Z drugiej strony istnieje grupa czytelników fantasy, która po prostu „new weird” nie znosi. Prawdę mówiąc odnoszę wrażenie, że stylistyka ta (new weird) jest bardziej lubiana przez fanów science-fiction, niż samego fantasy.

Trochę to się też mija z tym, co w Fantasy naprawdę jest popularne:

Jeśli przyjrzymy się najpopularniejszym pozycjom fantasy jakie pojawiały się na przełomie lat, to zauważymy, że bardzo często są to tytuły nader krwawe, często też ociekające erotyką. Wymienić tu można choćby takie tytuły jak Conan, Saga o Wiedźminie, Malazjańska Księga Poległych czy Gra o Tron. Od bardzo naturalistycznych scen przemocy nie uciekał też Tolkien (choć jednocześnie też się nimi nie onanizował) z jego ostrzałem Minas Thirit odciętymi głowami jeńców. Istnieje też cały gatunek fantasy erotycznego czy przynajmniej erotyzującego jak Mgły Avalonu. O polskiej fantastyce w rodzaju Achai, cyklu Inkwizytorskiego, Pana Lodowego Ogrodu czy Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza nawet tu nie warto wspominać.

Ba! Nawet pozycje dla młodszego czytelnika, jak Harry Potter nie unikają krwawych tematów.

Tak naprawdę mogę wymienić tylko jeden tytuł, który świadomie uciekał się do baśniowej stylistyki (i przy okazji nie był żadnym retellingiem baśni w wersji „jak było naprawdę”), a który odniósł szerszy sukces: Heroes of Might and Magic.

Czy tłumaczyć to piekarstwem?

Co więcej: trudno mi tłumaczyć popularność tego typu ilustracji. Raczej trudno bowiem ich obecność przypisać braku doświadczenia twórców, którzy robiąc swojego „heartbreakera” umieścili w nim rzeczy, które źle się sprzedają. Owszem, młodzi projektanci, wypuszczający jakieś swoje w duszy granie będą popełniać liczne błędy i prawdopodobnie stworzą mało oryginalną grę. Jednak należy się po nich spodziewać dwóch rzeczy. Po pierwsze: owszem, będą odtwórczy, ale oznacza to, że skopiują stylistykę najpopularniejszego produktu. Tak się składa, że w ostatnich latach do tej grupy należą: Gra o Tron, Elder Scroll: Skyrim oraz różne inkarnacje Wiedźmina. A nie Heroes of Might and Magic.

Co więcej: raczej będą kopiować to, co im się podobało, niż to, co uważają za obciachowe. Czyli Dannerys popylającą na smoku, Johna Snow, Tyriona Lannistera, jakichś potężnych nekromantów, barbarzyńców, albo kolejny bootleg z Dungeons and Dragons, a nie elementy powszechnie uważane za obciachowe…

Wydaje mi się, że raczej odpowiadają za to różnego rodzaju Janusze Biznesu na stanowiskach zarządzających, czyli ludzie, których na cześć Johna Riccitiello (wieloletniego CEO Electronic Arts, z wykształcenia managera ze specjalizacją w zarządzaniu siecią piekarń) nazywam „piekarzami”. To jest ludzie bez pojęcia o graczach, często traktującymi ich z pogardą i nie rozumiejący ich.

Wyczytał taki w jakimś Forbes’ie, że fantasy jest najpopularniejszym gatunkiem dekady i wymyśli, że będzie robił gry o elfach i smokach. A że elfy kojarzą mu się tylko ze świętym mikołajem, to jest efekt…

Czy raczej świadomą polityką twórczą?

Mam wrażenie, że kiedyś można było więcej…

Problem polega na tym, że produkt, który zainspirował mnie do tego wpisu (gra planszowa Heropath: Dragon Roar, a dokładniej jej recka na Poltergeiście) trochę nie pasuje do tego opisu. Gra została bowiem sfinansowana modelem crowdfundingowym, odpowiedzialne zań studio wydało tylko dwie gry (właśnie Heropath i Free Market: NYC). Oczywiście możliwa jest wersja, że Janusz Biznesu przeczytał nie tylko, że fantasy jest najpopularniejszym gatunkiem dekady, ale też, że gamming to złoty biznes, a crowdfunding pozwala dobrze wystartować małym przedsiębiorstwom…

Wydaje mi się jednak, że wyjaśnienie jest inne: grupy wiekowe.

No niestety, czasy, gdy na okładce książki fantasy można było walną nagą babę obściskującą się z demonem dawno już minęły. Tak więc: może i faktycznie takie bardziej krwawe utwory są popularniejsze, ale jeśli chce się móc umieścić produkt w świątecznych gazetkach hipermarketów, to trzeba jakoś zaznaczyć, że nie ma się z nimi nic wspólnego?

Tak czy siak: szkoda.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, gry, Gry komputerowe, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Fantasy i wróżkowy problem:

  1. slanngada pisze:

    Obawiam się, że odpowiedź jest prosta.
    Sporo ludzi lubi wróżki i całą stylistykę snonocoletnią i bajkową. Jak moja bratanica starsza polubi fantasy, to z wróżkami. Oki, moja ma w heros 5 traktuje wróżki jak mięso . Ja też w jednej sesji użyłem wróżek (oki, 1 skamieniałej, 2 wyphanej 3 ludojada 4 czyszczącej uszy)

  2. barnaba pisze:

    Fantasy zwyczajnie zastąpiło literaturę przygodową.
    W dobie GPS, telefonów komórkowych, satelitów trudno snuć wiarygodną opowieść o bezludnych wyspach, przemierzaniu Sahary, Tybetu czy amazońskiej dżungli.
    Zatem pozostaje uczynić głównym bohaterem łotrzyka, rycerza czy wiedźmina, umieścić w quasi-średniowieczu (co jest o tyle proste, że umieszczając go w tym prawdziwym łatwo potknąć się na jakimś szczególe- np. nakazując mu podziwiać kwitnącą nawłoć czy dodawać do eliksiru olej słonecznikowy) i czekać na tłumy zachwyconych czytelników.

  3. Telimena pisze:

    Przecież ten tekst jest zupełnie bez sensu – jak z podanych przykładów widać – mrocznego fantasy obecnie jest pełno. Wśród gier – również – Wiedźmin, Darkest Dungeon, Dark Souls i wszyskie gry nimi inspirowane i tysiąc innych.
    W planszówkach nie siedzę, ale wątpię żeby było inaczej – 🙂 jako przykład:
    https://kick.agency/gry-dark-fantasy-kickstarter/
    https://kick.agency/dark-fantasy-czesc-druga/
    jak widać nie mało jest takich co widzą ten segment rynku.

    Z drugiej strony istnieje zapotrzebowanie na planszówki, które:
    – mają być zabawkami, którymi dzieci bawią się między sobą
    – mają być zabawkami, którymi możesz grać wspólnie z własnymi dziećmi.
    I ich estetyka musi być zarazem atrakcyjna dla młodszych dzieci i akceptowalna dla rodziców. Nic dziwnego, że estetyka wykorzystuje czyste, żywe kolory i elementy baśniowości – estetyka Disneya się sprzedaje.

    To nie jest najgłupszy pomysł na grę – pamiętasz jak grałeś w Magię i miecz ? Zagraj teraz w podobną grę z własnymi dziećmi. Tylko sądząc po opisie i recenzji – po prostu źle wykonany i tyle,
    Sądząc z obrazków – to raczej są nudne i mdłe, niż kiczowate i cukierkowe, a mechanika przestarzała. Po prostu kiepski produkt jakich wiele – nie zależnie od pomysłów biznesowych, rozumienia trendów czy gatunku.

    • Przecież ten tekst jest zupełnie bez sensu – jak z podanych przykładów widać – mrocznego fantasy obecnie jest pełno. Wśród gier – również – Wiedźmin, Darkest Dungeon, Dark Souls i wszyskie gry nimi inspirowane i tysiąc innych.

      A to jest druga strona medalu. Albo wróżki, albo sraczka… Sam nie wiem, co gorsze. Jakby innych estetyk nie było.

      To nie jest najgłupszy pomysł na grę – pamiętasz jak grałeś w Magię i miecz ? Zagraj teraz w podobną grę z własnymi dziećmi.

      Mało trafiony argument. Akurat stara Magia i Miecz miała (na kartach i na planszy, w polskiej i angielskiej wersji) taką pseudo-Elmoorowską stylistykę.

  4. Telimena pisze:

    BTW – fuksja, neonowy róż, róż wpadający w fiolet itp dołączył do „fajnych” barw i raczej trzeba się z tym pogodzić w najbliższych latach

  5. Przechodzień pisze:

    To muszę Ci podziękować, gdyż przypomniałeś mi o pewnym anime traktującym o „wróżkach,’ czyli Jinrui wa Suitai Shimashita (Humanity Has Declined). https://anime.tanuki.pl/strony/anime/4653-jinrui-wa-suitai-shimashita/rec/2417

  6. Elfir pisze:

    wróżki trzymają się mocno 😉 Pan Lodowego Ogrodu i jego „Tinker Bell” (mówiącej dla mnie głosem Jabłczyńskiej czyli Luny z Hand Of God)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s