Prawdopodobnie najgłupszy artykuł dziesięciolecia:

Miałem dziś w planach pisać o RTS-ach, rzymskich legionistach albo działaniach partyzanckich, jednak przeczytałem właśnie artykuł, wobec którego nie potrafię przejść obojętnie. Tekst ma tytuł Wielkie spowolnienie technologiczne, czyli lata bez przełomów i bije na głowę wymysły wszelkich altmedowców, lechitów, kosmitów i wszystkich innych. O ile tamte zwykle stanowią mieszankę błędów poznawczych, merytorycznych i urojeń psychotycznych, tak ten jest niesamowitym połączeniem ignorancji, niewiedzy i oderwania od rzeczywistości z myśleniem życzeniowym, a także myleniem fikcji literackiej ze światem realnym…

Dlaczego nie mamy nowych typów akumulatorów?

Artykuł zaczyna się od narzekania autora (Łukasza Warzechy), że współczesne telefony bardzo krótko trzymają napięcie w bateriach, po czym płynnie przechodzi on do stwierdzenia, że przecież od dziesięcioleci obiecuje się nam w tej dziedzinie przełom…

Nie jestem pewien, czy autor rozumie, jak działa nauka.

Otóż: nauka nie jest sklepem (chyba, że z lootboxami). Rozumiem przez to, że wpakowanie dowolnej ilości pieniędzy nie gwarantuje, że otrzymamy taki rezultat, jakiego oczekiwaliśmy. Otrzymamy jakiś rezultat, ale może nim być definitywne stwierdzenie, że nasze początkowe założenia były durne. To nie wygląda jak umawianie się na zasadzie „jeśli poświęcimy X czasu i Y pieniędzy, to dostaniemy rezultat jaki chcemy”. Bardziej „jeśli poświęcimy X czasu i Y pieniędzy, to będziemy mogli otworzyć pudełko, gdzie może będzie to, co chcemy, może będzie coś innego, może dowiemy się, że szukamy w złym stosie pudełek, ale najprawdopodobniej będzie puste”.

Albo też, że efekt, który chcemy osiągnąć jest niemożliwy w obrębie znanych nam praw fizyki. Lub też wręcz w ogóle niemożliwy.

Opieranie tezy, że postęp techniczny się zatrzymał na myśli iż nie jesteśmy nawet w stanie stworzyć czegoś tak prostego, jak lepsze baterie jest bardzo ryzykowne z tej przyczyny, że to właśnie brak lepszych baterii powstrzymuje nas od rewolucji na wielu dziedzinach. Bo już w tej chwili moglibyśmy mieć setki razy bardziej rozwinięte i wydajniejsze roboty, drony transportowe dla ludzi, pancerze wspomagane dla wojska i cybernetyczne egzoszkielety dla inwalidów. Mamy obecnie wszystko, co potrzebne by je masowo produkować.

Za wyjątkiem odpowiednio wydajnych baterii, by je zasilać.

Powody dla których nie posiadamy takich baterii są następujące:

    • nie znamy praw natury, które pozwoliłyby nam wyprodukować odpowiednio wydajne baterie (i co gorsza może być tak, że nie istnieją zjawiska, na których moglibyśmy je oprzeć).
    • Znane nam metody produkcji są niepraktyczne (tzn. moglibyśmy np. budować większe akumulatory, ale oznaczałoby to, że byłyby one cięższe) lub nadmiernie kosztowne.
    • Z dużym prawdopodobieństwem byłyby one niebezpieczne. Już obecnie baterie potrafią eksplodować. Gdyby używać ich do przechowywania większej ilości prądu, to po prostu wybuchałyby mocniej. Pytanie brzmi: jak silną bombę akceptujemy nosić przy sobie?

Bo nam obiecywano!

Autor pisze:

Owszem, wystarczy chwilka poszukiwania w sieci, żeby znaleźć informacje o tym, nad jakimi rozwiązaniami trwają prace. Ale takie wiadomości pojawiają się od lat i nic z nich nie wynika. Bo samo opracowanie jakiegoś rozwiązania w warunkach laboratoryjnych to dopiero początek drogi. Potem trzeba opracować jego wdrożenie, czyli sposób, żeby sprzęt dało się produkować i aby było to opłacalne.

Ja bym chciał się zapytać: kto przedstawia w mediach prace teoretyczne i laboratoryjne prototypy jako gotowe przełomy? Naukowcy, czy dziennikarze? Otóż: dziennikarze. Może więc po prostu lepiej by było nie płodzić sensacji, niż potem ronić łzy, że rzeczywistość nie potrafi doścignąć wyobrażeń?

Od bardzo dawna nie mieliśmy prawdziwego przełomu technologicznego…

Hmmmm…

Druk 3D w metalu? Personalizowane leki na raka? Pierwsze, komercyjnie dostępne komputery kwantowe? Spore postępy w leczeniu starości?

To tylko z zeszłego roku.

Zresztą, nie szukajmy daleko. Przedwczoraj był u mnie facet od czyszczenia rur. I wiecie co on miał? Takiego robota z wiertłem, którego wpuszczał do rury i ten robot ją od środka czyścił. Gość natomiast obserwował całość na smartphonie…

Future is now, koledzy i koleżanki oraz ci niebinarni.

Oczywiście powiedzieć można, że to nic nowego, tylko kompilacja rozwiązań, które istniały już wcześniej. Jednak zauważmy, że wcześniejsze przełomy też były kompilacjami znanych już wcześniej rozwiązań. Aby mógł zaistnieć na przykład taki samolot też potrzeba było stworzyć najpierw przemysł metalurgiczny, potem petrochemiczny, elektryczny i gumowy, a na końcu nauczyć się produkować wydajne silniki spalinowe.

O tym, że konieczne były Bóg wie jakie ilości pracy koncepcyjnej, projektowej i teoretycznej nie warto nawet wspominać.

Oczywiście można też twierdzić, że nie są to rzeczy powszechne. Jednak zauważcie: od pierwszego lotu do pierwszego, komercyjnego użycia samolotu upłynęło 11 lat, a wykorzystanie było bardzo ograniczone (o ile pamiętam chodziło o przewożenie gazet), pierwsza linia lotnicza została otwarta po 16 latach, a na pierwsze, komercyjne loty nad Atlantykiem (jeśli nie liczyć sterowców i wodnosamolotów) należało czekać niemal 50 lat…

Tak więc to nie było tak, że stała się magia i już wszyscy latali jumbo-jetami.

Rozwijało się to powoli, a rozmaici dziennikarze też pisali, że „lata minęły od ostatniego, większego przełomu” oraz, że „samolot nigdy zwykłemu Kowalskiemu się nie przyda” bo przecież „nie wsiądzie on do niego i nie poleci do Ameryki, świat jest na to zbyt wielki”.

Bo Lem pisał, że w 2003 roku dotrzemy do Marsa i Wenus:

Następnie, po narzekaniu na baterie autor przechodzi do zauważenia, niezbyt błyskotliwie, że nasza rzeczywistość różni się znacząco od tego, co obmalował Lem. Nie latamy w kosmos, nie mamy bazy na księżycu, ani tym bardziej miast na Marsie i Wenus…

Nie wiem, czy autor zauważył, ale Lem był pisarzem science fiction, a nie jasnowidzem. W skrócie: to fikcja literacka, a nie odbicie rzeczywistości. Gość siedział, wymyślają sobie różne rzeczy i pisał. Nie dawał gwarancji, że to zaistnieje.

Argument, że coś miało być w 2003, a nie ma jest równie bezsensowny, jak zauważenie, że już w 1937 roku Tolkien pisał o smoku z Ereboru, więc fakt, że jeszcze nie odkryto zionących ogniem jaszczurów jest porażką zoologii…

Sztuczna inteligencja jest raczej mało przydatną sztuczną półinteligencją:

Tłumacz Google, rozpoznawanie obrazów, wyszukiwanie obrazów podobnych, rozpoznawanie twarzy, rozpoznawanie mowy…

Faktycznie.

Brak zastosowań praktycznych.

Jej główne zastosowanie to boty z callcenter:

Pan Warzecha pisząc, że sztuczna inteligencja przejawia się zwykle w postaci „niezmiernie irytujących automatycznych konsultantów na niektórych infoliniach” popełnia spory babol. Na infoliniach bowiem SI używa się raczej rzadko, a przynajmniej nie zawsze.

Technologia stosowana tam jest zazwyczaj wielokrotnie prostsza (aczkolwiek sztuczna inteligencja już tam wchodzi na różne sposoby), a jej zasada działania przypomina raczej grę paragrafową (i to nieszczególnie rozbudowaną), niż sztuczną inteligencję. Po prostu dzwonisz, urządzenie z drugiej strony odczytuje Ci wcześniej przygotowany tekst, a następnie daje ci kilka możliwości, w zależności od których wyboru przeczyta inne, wcześniej przygotowane teksty.

Czasem obecny jest też niezbyt wyrafinowany filtr, który wyłapuje słowa kluczowe. Tak więc, jeśli w rozmowie padną słowa „kredyt”, „dług” lub „pożyczka” zaproponuje nam kredyt. Jeśli powiemy „oszczędność”, „lokata” lub „zysk” to zaproponuje lokatę.

W żadnym z tych przypadków nie mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją. Po prostu wciskamy przyciski, które powodują określone efekty.

Nie upowszechniły się wideorozmowy:

Użytkownicy Skype, Discord’a, Roll20, Facebooka albo panie z kamerek na Pornhubie raczej by się z tą tezą nie zgodzą.

Zniknęły telewizory plazmowe:

Wybór telewizorów plazmowych na przykład zaawansowanej technologii, z której zrezygnowano jest – mówiąc grzecznie – kontrowersyjny.

Telewizory plazmowe znikły z rynku wskutek rozwoju technologii LCD. Mówiąc w skrócie: około roku 2000 miały liczne przewagi nad ekranami LCD, jednak ciągłe udoskonalanie tej drugiej doprowadziło do tego, że przewagi te straciły. A jako, że wyświetlacze LCD były tańsze, zużywały mniej energii, były łatwiejsze w produkcji oraz można je było łatwiej miniaturyzować, to łatwo zgadnąć, co się stało…

Nie upowszechnił się e-papier:

A czytniki ebooków to co to jest?

To są właśnie urządzenia wykorzystujące technologię epapieru. Owszem, są to urządzenia dość niszowe, zwłaszcza w kraju, gdzie większość obywateli nie czyta niczego, jednak nie przesadzałbym z tą niszowością.

Jak można wydedukować z tekstu Podsumowanie roku 2019: rynek e-booków w Polsce opublikowanego na serwisie Świat Czytników w roku 2019 około 15% czytelników korzystało przynajmniej raz z czytnika ebooków…

No, chyba, że mówimy o tych płachtach ze starych programów reklamowych. Takiego e-papieru nie będziemy mieć nigdy. Po prostu nie ma sensu wracać do mało ergonomicznych rozwiązań z epoki druku. Gazety to pieśń XIX wieku, a nie XXI.

Całkowicie spaliła na panewce koncepcja telewizji 3D:

Udowadnianie zastoju technologicznego na podstawie klęski telewizji 3D, technologii, co do której od początku wiedziano, że się nie przyjmie i jest tylko marketingową zagrywką, której celem jest wyłudzić kilka złotych od naiwniaków, to kolejny pomysł co najmniej kontrowersyjny.

To rozwiązanie po prostu nigdy nie miało sensu. Była to zwykła ciekawostka, która przez chwilę była modna, a następnie, gdy moda przeminęła, to odeszła w niebyt.

Nie powstała technologia holowizji:

Mimo, że pisarze science-fiction mówili o niej już dawno.

Trochę trudno mi traktować ten argument poważnie. Wręcz przeciwnie: mamy tu ponownie do czynienia z casusem smoka z Ereboru.

Choć…

Pliniusz Starszy już w I wieku naszej ery opisywał bazyliszka. Mimo to naukowcom nie udało się takowego gada po dziś dzień złowić!

Odtrąbmy więc kolejną porażkę zoologii!

Autonomiczne samochody i „Rozprawa” Lema:

Autor pisze:

W opowiadaniu „Rozprawa” z cyklu o Pirxie bohater dostaje zadanie przetestowania – jako dowódca misji – załogi złożonej w części z ludzi, a w części z nieliniowców, czyli androidów będących niemal nie do odróżnienia od człowieka (nawet krwawią, gdy się ich zrani). Pirx nie wie, kto jest, a kto nie jest człowiekiem. Okazuje się, że w krytycznym momencie przelotu przez Szczelinę Cassiniego między pierścieniami Saturna nieliniowiec będący pilotem decyduje się poświęcić ludzką część załogi, byle tylko wykonać misję.

I teraz tak: zagadnienie kiedy sztuczna inteligencja może zabić człowieka oraz czy istnieją okoliczności pozwalające / zmuszające ją do poświęcenia życia pasażera jest jak najbardziej brane pod uwagę przez projektantów pojazdów autonomicznych. Istnieją, lub przynajmniej są teoretycznie możliwe, sytuacje na drodze, gdy można wybierać tylko między bezpieczeństwem pasażera, a innego człowieka. Istnieje nawet cały dział etyki zajmujący się tym problemem.

Natomiast sztuczna inteligencja jako taka nie może podejmować żadnych decyzji.

Sztuczna inteligencja składa się z dwóch elementów: bazy danych zawierających np. zdjęcia spodni i algorytmu który poszukuje między tymi fotografiami cech wspólnych (np. spodnie to wszystkie obiekty z płótna, które mają dwie nogawki… a raczej: każda plama barw, która układa się w pewien, określony kontur). Każde nowe dane są skanowane i algorytm szuka cech wspólnych, by przyporządkować je do znanych sobie wzorców.

Ona nie może czegoś postanowić lub o czymś zdecydować, gdyż nie ma tam tak naprawdę żadnej myśli. Jest tylko zbiór wskazówek, wobec których może postępować. Jeśli te będą brzmiały „wykonać zadanie bez względu na życie pasażerów” to tak postąpi. Jeśli „transportować pasażerów bezpiecznie”, to będzie tak robił.

Na czym polega powszechny postęp technologiczny od tamtego czasu – na szybszych procesorach i wprowadzeniu LTE? Bądźmy poważni.”

Jesteśmy poważni.

Mimo, że to trudne.

Chciałbym przypomnieć, że 30 lat temu, kiedy szedłem do podstawówki w telewizji były dwa kanały, w powszechnym użyciu były komputerowe monitory monochromatyczne, które zajmowały całe biurko, było już coś na kształt internetu, jednak głównymi nośnikami były dyskietki o pojemności około 1 megabajta i kasety jeszcze mniejsze. Komputery miały natomiast od 1 do 8 megabajtów pamięci operacyjnej…

Obecnie każdy z nas ma w kieszeni urządzenie, które mocą obliczeniową dorównuje superkomputerom z tamtego okresu (SX-3/44R najpotężniejszy superkomputer roku 1990 miał moc obliczeniową 23 gigaflopsów, współczesne smarphony mają natomiast około 35 gigaflopsów) posiadające też kolorowy wyświetlacz i tysiąc razy więcej pamięci RAM.

Nośniki fizyczne natomiast właściwie znikły z użycia.

I tak, to jest postęp.

Bo dzięki temu możemy przetwarzać dane, których 30 lat temu nie mogliśmy nawet magazynować. Dzięki temu też możemy mieć Netflixa, możemy na bieżąco śledzić zmiany pogody, dostarczać alerty przed burzami i pogodę godzinową (a tam, gdzie jest gęsta sieć obserwatoriów meteorologicznych: minutową), możemy zamawiać pluszaki prosto z Chin i odbierać je w paczkomatach, ja, jeżdżąc na rowerze mogę mieć pożytecznego multitoola z mapami, nawigacją, kompasem, wysokościomierzem, ostrzeganiem meteorologicznym i latarką, mój hydraulik może łatać moje rury bez konieczności rozebrania połowy mojego domu, a pan Warzecha może zarabiać pieniądze obrażając rozum i godność człowieka w Internecie, natomiast dziewczyny z kamerek na Pornhubie na dużo mniej szkodliwe społecznie sposoby…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Komputery, Wredni ludzie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Prawdopodobnie najgłupszy artykuł dziesięciolecia:

  1. „Nie powstała technologia holowizji:
    Mimo, że pisarze science-fiction mówili o niej już dawno.”

    O VR Warzecha też chyba nie słyszał. Rozwój technologii VR w ostatnich latach jest dobrym argumentem na obalenie tezy o braku rozwoju. Dzięki Google Earth VR mogę przenieść się w dowolne miejsce świata, prawie jakbym tam był (a przynajmniej nad nim latał).

    • DoktorNo pisze:

      I nie tylko to. W myśliwcu F-35 pilot przez gogle może zobaczyć rzeczy zasłonięte przez kadłub samolotu z kamer. A w propozycji brytyjskiego „Tempest” 6tej generacji chcą w ogóle zrezygnować z zegarów i ekranów i wszystko wyświetlać jako wirtualny pulpit.

  2. DoktorNo pisze:

    „Artykuł zaczyna się od narzekania autora (Łukasza Warzechy)…”

    No i wszystko jasne, nie trzeba więcej czytać. Ten dżentelmen specjalizuje się właśnie w narzekaniach, a to na dzień bez samochodu, a to na przepisy o broni palnej, a to na ochronę przyrody, a to ba zakaz wycinki drzew, a to na normy emisji spalin, wegetarian…

    Trochę przypomina Ziemkiewicza.

    • Gal pisze:

      Artykuły Warzechy znam z ,,Do rzeczy” i również oceniam je negatywnie. Jak dla mnie jest gorszy od Ziemkiewicza, znacznie mniej logiczny.

  3. Skate pisze:

    Warzecha miewa też trzeźwe artykuły – np. o pierwszeństwie dla pieszych przed przejściem i dlaczego w Niemczech ma to sens, a u nas mniej.
    Natomiast do dziś mu pamiętam, jak zaciekle dowodził, że państwo powinno bronic frankowiczów. Tak się zapiekł, że chyba sam musiał mocno umoczyć w takim kredycie i stąd jego wizje.

  4. Moreni pisze:

    Co do tych wideorozmów to nie jest po prostu tak, że ludzie NIE CHCĄ ich stosować tak swobodnie, jak zwykłej rozmowy telefonicznej? Bo trzeba ogarnąć do tego siebie i przynajmniej kawałek bajzlu w mieszkaniu oraz uprosić domowników, żeby łaskawie nie włazili w kadr w samych gaciach?

    E-papier jest za to po prostu technologią wąsko wyspecjalizowaną, przeznaczoną do konkretnych zastosowań. I w tych zastosowaniach jest owszem, popularna.

    • DoktorNo pisze:

      Nie tylko do e-booków, ale też min do etykietek w sklepach.

      Widziałem już raz prototyp tabletu z rysikiem w tej technologii. Czyli można pisać i wyśpiewać jak na papierze.

    • A wiesz, do bardzo podobnych wniosków doszliśmy wczoraj czy przedwczoraj na głosowym discordzie. Wyszło nam, że owszem, moglibyśmy się bez problemu przerzucić na wideorozmowy, ale wtedy nie moglibyśmy siedzieć w piżamach i szlafrokach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s