Przeczytane w lipcu 2020: Expanse, Tolkien i dużo Ospreya:

Lipiec był relatywnie mniej wydajnym miesiącem, jeśli chodzi o czytelnictwo. Ciągłe awantury w pracy, wzmożony ruch na ekspozycji, tłumy zwiedzających którzy wymyślili sobie zrobić u nas koronaparty, zły humor i Mordhau sprawiły, że udało mi się ukończyć ledwie 10 książek, z czego tylko 4 stanowią pozycje pełnoprawne, a pozostałe 6 to oczywiście Ospreye…

I, co oczywiste, Dark Heresy nadal nie ma na tej liście.

Jak czytać zamki?

Ocena: 10/10

Książka popularnonaukowa i album architektoniczny w jednym. Pozycja traktuje o budowaniu zamków w różnych regionach (koncentruje się oczywiście na Anglii, jednak mamy do czynienia też z bardzo bogatym przekrojem zamków kontynentalnych oraz pochodzących z innych stron świata, w tym także i spoza Europy), czasach i potrzebach.

Książka skupia się na różnych detalach architektonicznych, jak rozmieszczenie pokoi mieszkalnych i pomieszczeń gospodarczych, różnych typach sprzętów oraz umocnień. Poznajemy też najogólniej różne mody, jakie panowały w budownictwie zamkowym na przestrzeni wieków oraz różnych ich typach. Całość jest bogato ilustrowana rysunkami poglądowymi, które pozwalają łatwo wyobrazić sobie o czym mowa.

Przy okazji otrzymujemy też omówienie rozmaitych zamków nietypowych: budowanych jako więzienia, dla celów propagandowych lub też raczej jako rezydencje, niż warownie, a także potworki, w rodzaju zamku zbudowanego tak, żeby można było w sądzie udowodnić, że nie jest to fortyfikacja, tylko zwykły dom z fosą, murem obronnym i wieżami, albo inny, w którym mieszkało sześć zwaśnionych ze sobą i mocno rozgałęzionych rodów, uprawiających architektoniczną samowolkę…

W efekcie dostajemy zarówno wielką pigułę wiedzy, jak i bardzo ciekawą lekturę, a także ogromny zbiór ciekawostek i kuriozów. To jedna z najlepszych książek popularnonaukowych, jakie kupiłem (a w tym roku mam do nich szczęście). Prawdopodobnie wrócę jeszcze do tej lektury i to kilka razy, bowiem to naprawdę świetna pozycja.

Kondotierzy 1300-1500: Niesławni włoscy najemnicy:

Ocena: 8/10

Po stylistyce okładki łatwo rozpoznać, z czym mamy do czynienia. I tak, jest to następny Osprey. Tym razem traktuje on o Kondotierach, zawodowych dowódcach najemników, którzy na przeszło trzy stulecia zdominowali italską sztukę wojenną.

Lektura jest bardzo ciekawa, bowiem dotyka wyjątkowo barwnego okresu i rodzaju wojska. Tak więc Kondotierzy po prostu zgarniali z całego kontynentu zawodowych żołnierzy, często rekrutując każdego, kto miał dobrą opinię, kombinując armię ze szwajcarskich pikinierów, włoskich kuszników, arabskiej, tureckiej i bałkańskiej lekkiej jazdy, angielskich łuczników, niemieckich rycerzy…

Wszystko to wymieszane było z włoskich, proto-renesansowym, systematycznym podejściem i próbami stworzenia z tego naukowej systematyki. Oraz okraszone ogromnymi sumami pieniędzy najbogatszego regionu Europy (sam Mediolan miał większe, roczne dochody, niż całe Cesarstwo Niemieckie). Razem daje to strasznie interesujący okres, który doskonale nadawałby się na setting do gry fabularnej.

Niedokończone opowieści:

Ocena: 8/10

Czyli opracowany przez Christophera Tolkiena zbiór notatek, esejów i utworów, nad którymi pracował jego ojciec, tym razem wydany w jednym tomie (istnieje też dwutomowe wydanie).

Większość treści zbioru stanowią szkice Upadku Gondolinu i opowieści o Dzieciach Hurina. Pierwszy utwór nie przypadł mi do gustu, bowiem całkiem niedawno przeczytałem sam Upadek i zwyczajnie było to masło maślane. Dzieci Hurina wydają mi się natomiast dość poważnie różnić od wersji ostatecznej, która wyszła kilka lat temu (albo ja nic z niej nie pamiętam). Jest to jednak bardzo interesujący utwór, straszna szkoda, że Tolkien nigdy go nie skończył. Awanturniczo-przygodowa konwencja, do tego antybohater i fatalizm, aż bije. Potwornie ponure, a przy tym nieprzegięte.

Później mamy kilka esejów i innych materiałów, o różnym stopniu przydatności. Mi do gustu przypadły informacje o Galadrieli oraz różne teorie na jej temat i różne wersje jej sojuszu z Feanorem, działania Nazguli w przededniu Władcy Pierścieni, opisy Palanthirów, a także eseje na temat czarodziejów. Ogólnie rzecz biorąc nie żałuje wydanych pieniędzy. Lektura późna, lecz przydatna.

Armie Holenderskie wojny osiemdziesiącioletniej 1568-1648: Piechota

Ocena: 8/10

I jeszcze jeden Osprey. Tym razem tematem jest organizacja wojska, jaką zbuntowane prowincje Niderlandów wystawiły do walki ze swoimi hiszpańskimi zwierzchnikami. Koncentruje się na piechocie, pochodzącej głównie z zaciągu miejskiego, która uzbrajana i umundurowana na koszt państwa, a także na jego koszt ćwiczona stała się jednym z zaczątków regularnych, stałych armii czasów nowożytnych.

Książeczka ma jednak kilka wad. Pierwszą z nich jest umiarkowanie na mój gust atrakcyjna szata graficzna. Drugą: nadmierne skupienie na szczegółach stroju i takich elementach, jak ozdoby czy stylistyka sztandarów, czyli elementów ważnych dla modelarzy i odtwórców, a nie kanapowych generałów, takich jak ja.

Gniew Tiamat :

Ocena: 8/10

Ósmy, przedostatni tom cyklu Expanse (i ostatni na razie wydany). Tym razem skupiony jest na starciu między Lakończykami, a Ruchem Oporu. Obcych i ich technologii nie ma za wiele, jest za to atmosfera konspiracji, walki i oporu, a także konfliktu między ludźmi i ich celami.

Tom automatycznie na tym zyskuje, a padający trup, dotykający też zdawałoby się „święte krowy” tylko pomaga, nadając akcji nieprzewidywalności oraz dramatyzmu.

O ile poprzednie dwa tomy były dla mnie mocnym rozczarowaniem i świadczyły o tym, że cykl zatraca się i mocno leci w dół, tak ten uratował dla mnie tą serię. Więcej: pod wieloma względami uważam go za jeden z najlepszych w całym zbiorze. Aczkolwiek niestety nie dorównuje pierwszym dwóm.

Zabójca Królowej:

Ocena: 6/10

Trzeci tom cyklu o Aniołach Śmierci i niestety nie ostatni (czwarty nie został wydany w Polsce, a na Amazonie też trudno go dostać). Po tym, jak w poprzednim nasz heros wsławił się bohaterstwem z wyrzutka stał się członkiem elity. Niestety prócz otwarcia licznych, nowych drzwi powoduje to też, że staje się celem zawiści innych. Co więcej wrogowie królestwa ruszają do kontrataku…

Jak wspominałem: jest to niezbyt ambitne, ale przyjemne w czytaniu fantasy o żołnierzach walczących w czarodziejsko-muszkieterskiej wojnie. Niemniej nadal jest to przyjemna lektura o wciągającej akcji, dających się zrozumieć bohaterach i dobrze skonstruowanym świecie.

Jedyną wadą jest fakt, że urywa się strasznym clifhangerem, którego niestety pewnie nie uda mi się uzupełnić.

Armia austro-węgierska w I wojnie światowej (1):

Ocena: 7/10

Prawdę mówiąc I wojna światowa to nie moja bajka, jednak zdecydowałem się kupić tą książeczkę z tej przyczyny, że dwaj moi pradziadkowie walczyli w tym wojsku. Sporo bitew toczyło też ono w mojej okolicy.

Ogólnie, to książeczka ta nie sprawiła, że zakochałem się w tematyce. Przeciwnie, mimo że napisana jest ona dość fachowo, to raczej mnie ona wynudziła. Powodem jest, że – paradoksalnie – koncentruje się na elementach, na których najbardziej koncentrowali się wojskowi okresu: na kroju i kolorach mundurów oraz liczbie i jakości ozdób.

Książeczka utwierdziła mnie też w mojej pogardzie dla Austro-Węgier i wiernopoddańczej postawy, którą wobec Cesarza żywi część mieszkańców Podkarpacia. Rysuje wizję państwa opanowanego przez zdziecinnienie i nieudolność oraz armii, gdzie dowódcy wysyłają swym żołnierzom depesze, że „powinni walczyć dzielniej”.

Armia austro-węgierska w I wojnie światowej (2)

Ocena: 7/10

Kontynuacja powyższej, dotycząca wiadomej armii. Niestety, jako, że nie była to najmądrzej dowodzone wojsko świata i nie należało ani do najnowocześniejszego, ani najlepiej zarządzanego państwa na świecie, to trudno oczekiwać tu informacji o militarnych przełomach.

Miast tego skupia się na głównym problemie, jakie miało dowództwo: stworzenie taniego i estetycznego munduru w warunkach coraz większych braków zaopatrzeniowych. Co oczywiście się nie udało.

Prócz tego mamy studium głupoty i nieudolności, w rodzaju oficerów, którzy mimo zakazów ozdabiali mundury kolorowymi szarfami, srebrem i złotem, wskutek czego byli masowo wybijani przez snajperów…

Armie cesarskie wojny trzydziestoletniej: Piechota i Artyleria:

Ocena: 7/10

Ponownie Austria, tym razem okres największego rozkwitu Habsburgów i wojna trzydziestoletnia. Książka opisuje powstanie regularnej wojskowości w wiadomym kraju oraz technikę militarną XVI wieku. Skupia się natomiast oczywiście na piechocie oraz działach.

W odróżnieniu od zeszytu o Gustawie Auguście tym razem pozycja nie próbuje demitologizować, podchodzi do tematu w sposób bardzo tradycyjny. W efekcie książce trochę brakuje ducha.

Mam też pewne wątpliwości co do stylu ilustracji. W tym i następnym tomie są one tworzone za pomocą technik komputerowych, co niestety dość mocno widać. Tak więc, o ile część jest bardzo ładna i fajnie wygląda to inne wypadają po prostu średnio (zwłaszcza ilustracja przedstawiająca Wallensteina z następnego tomu wypada średnio, wyraźnie widać, że jest to obrazek jakiegoś jeźdźca, któremu w photoshopie doklejono cudzą twarz).

Armie cesarskie wojny trzydziestoletniej: Kawaleria

Ocena: 7/10

Tom drugi, koncentrujący się na jeździe i dragonach (co do których autor, podobnie jak współcześni, nie jest pewien, czy byli piechotą, czy kawalerią).

Jego poważną wadą jest dość mało konkretny charakter i pewna mitologizacja. Autor pisze np. że późne zbroje jazdy potrafiły ważyć nawet i 40 kilogramów, ale w taki sposób, że nie jestem pewien, czy chodzi mu o pełne komplety pancerzy maksymiliańskiej, czy też o zwykły kirys kirasjerów…

Podobnie na ilustracjach dotyczących polskich najemników, dość licznie walczących w armiach Habsburgów widzimy husarię. Problem w tym, że zarówno z książki, jak i ze źródeł historycznych wynika, że najemnikami była lekka, nieregularna jazda, a nie husaria.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Przeczytane w lipcu 2020: Expanse, Tolkien i dużo Ospreya:

  1. slanngada pisze:

    W su mie temat austrowęgier jest ciekawy.
    Z stemów ala renesansowe włochy to oba wody i teoretycznie warhammer mają trochę choć imho tilea nie ma sensa.

  2. Suchy pisze:

    Czy skoro książka o zamkach Ci podeszła, to masz zamiar rzucić okiem na „Jak czytać kościoły” ?

  3. DoktorNo pisze:

    Wygląda na to że powieść o przygodach Szwejka to paradokument…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s