Mordhau: kilka słów o świetnej grze:

Mam w rękach miecz / Unoszę go w górę / Dalej, do przodu, z wojny chórem / W rękach krew / Na rękach krew / A w rękach miecz / I ciągła krew.

– Kazik Staszewski „Krew jak śnieg”.

Co to jest:

Ogólnie rzecz biorąc Mordhau jest grą FPS, stworzoną z miłości do gry Chivalry i mocno inspirowaną HEMA (Historical European Matrial Arts czyli Historyczne, Europejskie Sztuki Walki). Opiera się ona natomiast na fizycznym modelu kolizji obiektów. Mówiąc po po ludzku: gra zawiera dość zaawansowany system walki wręcz, pozwalający wykonywać różnorakie, skomplikowane manewry: finty, riposty i wiązania…

System jest bardzo prosty, opiera się na wykorzystaniu trzech przycisków, myszy i scrolla. Tak więc: lewym przyciskiem myszy wykonujemy cięcia, prawym bloki, za pomocą „F” kopiemy wrogów nogą, a za pomocą scrolla wykonujemy pchnięcia.

Prócz walki na miecze można też strzelać.

Kierunki ataków zmieniamy wodząc myszką po ekranie (aczkolwiek niektórzy gracze przypisują ataki z różnych stron pod skróty klawiszowe).

Dodatkowo nasza postać posiada licznik Stamina (wytrzymałości), która obniża się, gdy wykonujemy ciosy (ale tylko niecelne, celne nie pochłaniają Staminy) lub bloki (nawet skuteczne). Jeśli zablokujemy cios, gdy nasza Stamina spadnie do zera najpierw z rąk wypadnie nam tarcza, a kiedy jej już nie mamy: przeciwnik wytrąci nam z rąk broń.

Fabuła:

Mordhau jak każda szanująca się gra prawdopodobnie posiada fabułę i zapewne jest ona dramatyczna i bogata w zwroty akcji, a podejmowane przez bohaterów decyzje wyciskają łzy. Aczkolwiek prawdę mówiąc nie śledziłem jej nadmiernie. Wyobrażam sobie jednak, że traktuje ona o dwóch grupach rycerzy: niebieskich i czerwonych, które wyruszyły na krucjatę do Ziemi Świętej. W trakcie wędrówki wywiązała się między nimi dyskusja: czy do Boga należy modlić się przed mieczem, który wbity w ziemię wygląda jak krzyż prosty, czy też przed toporem, który wygląda jak krzyż tau…

Oczywiste jest, że Bóg, który jest miłością / królem królów nie może być więc czczony przed obliczem miecza, który jest narzędziem diabła i wojny / toporem, który jest atrybutem chłopstwa, tak więc druga strona go obraża.

Reszta była łatwa do przewidzenia…

Gameplay:

Kolega podsumował Mordhau jako Battlefield w Średniowieczu. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, ile w tym jest prawdy, bowiem w życiu nie grałem w Battlefielda.

Gra w całości opiera się na muliplayerze, w ogóle nie ma w niej trybu single, przez co rozgrywka jest momentami frustrująca. Ogólnie rzecz biorąc większość starć wygląda tak, że z jednej strony leci 20 albo nawet 40 niebieskich rycerzy, z drugiej strony leci tyle samo czerwonych, panuje chaos i ogólny bajzel. Ludzie natomiast zabijają się w sposób wydawałoby się przypadkowy. Z nikąd nadlatują strzały, wrogowie nadbiegają ze wszystkich kierunków, z góry spadają kamienie i leje się gorąca smoła…

Czasem w środku tego wszystkiego stoi błazen z lutnią, albo dwóch typów bije się pięściami po mordach, a dookoła nich ludzie stoją stoją w kółeczku i klaskają w dłonie (wśród graczy panuje niepisana zasada, że wrogiego barda, przynajmniej tak długo, jak długo, nie próbuje uśmiercić nas lutnią i jego słuchaczy nie zabija się, ponadto nie przerywa się pojedynku bokserskiego).

Potem nagle znikąd wypada nagus z patelnią w rękach i rozbija nam głowę (patelnia jest jedną z broni i niektórzy gracze uzbrajają się w nią dla jaj).

Niestety powoduje to, że należy przyzwyczaić się do faktu, że będzie się ginąć i to często w sposób głupi. Zaletą sytuacji jest fakt, że większość graczy (na szczęście) nie potrafi za dobrze bić się na miecze. Niestety wśród nich trafiają się mistrzowie szermierki, którzy potrafią wejść między 7-8 przeciwników i ich po kolei uśmiercić. Zresztą, nawet spotkanie ze średnim graczem dla typowego nooba jest wyrokiem śmierci.

Należy też przyzwyczaić się do poukrywanych gdzie popadnie pułapek na niedźwiedzie, strzał nadlatujących z drugiego końca mapy, spadania z wież czy spryciarzy, którzy ukrywają się za drzwiami, by rozwalać głowy każdemu, kto będzie próbował przechodzić.

Nie będę kłamał, ja w walce na miecze (mówiąc dyplomatycznie) jestem nienajgorszy. Umiem w prawdzie zabić wrogiego cieślę albo łucznika, a do tefo strzelać tak, by strzały spadały przeciwnikom na głowy lub trafiały walczących z bliskiej odległości, przebiec rzadko uczęszczanymi ścieżkami i zaatakować nieprzyjaciół od tyłu, strącić jeźdźca z konia, rzucić się w trzech na jednego, lub podejść od boku pojedynkującego się gościa i roztrzaskać mu czaszkę buzdyganem. Jednak jeśli biegnie na mnie koleś z zweihanderem lub toporem obosiecznym, to staram się uciec…

Jak mówiłem: nie najgorszy.

Botak, żeby samemu wygrywać w pojedynkach to nie za bardzo. Tym bardziej, że niestety, to jest gra, gdzie lagi masz albo zawsze, albo tylko czasami.

Za to kiedyś rzuciłem za linię przeciwnika torbę lekarską, a kiedy zgromadzili się tam ranni wypadłem na nich z toporem… Innego gościa kopnąłem tak mocno, że spadł z murów i się zabił. Kiedyś dopadłem też nieprzyjacielskiego tarczownika. Jako, że nie potrafiłem go wydłubać zza pawęży, to kopałem go tak długo aż umarł. Kiedy indziej przeciwnik wytrącił mi miecz z dłoni, ale zatłukłem go gołymi pięściami….

Było też tak, że zaszarżowałem w środek walczących i zabiłem czterech sojuszników, nim przeciwnicy mnie usiekli, ale o tym nie mówmy. To krępujące jest.

Esencja gry:

Esencją gry jest oczywiście walka na miecze. Postać tworzymy sobie natomiast sami. Jest w prawdzie kilka gotowych archetypów, ale powiedzmy sobie szczerze: są one kiepskie. Na statystyki nie mamy wpływu (to nie cRPG), możemy tylko dobierać oręż, pancerz i zdolności.

Broni jest cała szafa. Osobiście radziłbym zacząć od łuków, kusz, oszczepów i tym podobnych, bowiem są one skuteczne, proste w obsłudze i najbardziej przypominają klasycznego FPS-a, łatwo więc przenieść na nie doświadczenia z innych gier.

Tym, co faktycznie stanowi o rozgrywce są jednak dziabaki do walki wręcz. Jak łatwo zgadną poszczególne jej rodzaje różnią się pod względem zasięgu, szybkości ciosów, obrażeń i przeznaczenia do cięć jak i pchnięć (co więcej mają one po dwa tryby używania, tak więc np. miecz półtoraręczny można dzierżyć jedną i dwoma rękoma), a także tego, jak radzą sobie z poszczególnymi rodzajami zbroi (i np. miecze zwykle są bardzo dobre przeciwko postaciom pozbawionych pancerza i tych w lekkich zbrojach, ale słabe przeciwko przeciwnikom w ciężkich pancerzach, a młoty bojowe odwrotnie).

Oczywiście część broni można używać z tarczami, a część innych jest dwuręczna.

Do tego dostajemy ogromny wybór zbroi, hełmów i nogawic, aczkolwiek pamiętać należy, że im lepiej chroniona jest postać, to tym wolniej się porusza.

Broń posiada swój koszt punktowy, tak więc oczywiście nie możemy biegać w najlepszej zbroi, z największą tarczą i z najostrzejszym toporem. Jest jednak ciekawy perk Scavenger, pozwalający używać uzbrojenia zabitych wrogów (można je też wytrącić z rąk przeciwnika i podnieść). Niektórzy stosują go, tworząc czołgi, a potem się dozbrajają.

Oprócz zwykłego uzbrojenia jest też sprzęt specjalnego zastosowania, taki jak różne bomby zapalające i dymne, sidła na niedźwiedzie, które można ustawiać w wąskich przejściach, jak miny, pawęże, które można ustawiać dla ochrony sojuszników, torby lekarskie, mandoliny, czy narzędzia rzemieślnicze, pozwalające budować palisady, kolczaste zapory oraz małe lecz śmiercionośne balisty.

Dodatkowo na planszach można znaleźć jeszcze różnego rodzaju katapulty, moździerze i konie, które można przejąć i używać.

Same mapy też są bardzo ładne. W jednej na przykład walczymy na stratowanej równinie, a nad naszymi głowami strzelają trebuszety. W innej bronimy małego zamku. W jeszcze innej walczymy o duży zamek z przyległościami. Napastnicy muszą więc najpierw pchać wieżę oblężniczą, którą obrońcy usiłują podpalić. Potem zaczyna się szturm, w trakcie którego obrońcy leją na nich wrzący olej i rzucają kamieniami z murów. Potem wdzieramy się do grodu i zaczyna się rzeź na ulicach miasta… W tym czasie obrońcy próbują wycieczek…

Tryby gry:

Są dość tradycyjne: Duel, Ranked Duel, Deathmach, Team Deathmach, Skirmish (seria starć między zespołami, gdzie wygrywa ten, kto najdłużej przetrwa), Battle Royale (tylko do 16 osób niestety), Horde (grupa graczy vs. horda botów).

Najwięcej osób gra jednak w dwa: Frontline i Invasion. Pierwszy z nich to bitwa, gdzie z jednej strony nadbiegają Niebiescy, z drugiej Czerwoni i walka trwa, dopóki po jednej ze stron nie zginie 1000 osób.

Drugi to to samo, tylko jedna ze stron ma w określonym czasie wykonać serię zadań (np. w ciągu 5 minut dopchać wieżę oblężniczą pod mury, następnie zdobyć główną basztę, otworzyć bramę i wymordować możnych kryjących się w mieście), a druga ma im to uniemożliwić.

Ogólnie rzecz biorąc:

Świetna gra. Często mnie zabijają. Ja zabijam tamtych o wiele rzadziej, ale jest to w dziwny sposób satysfakcjonujące.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gry komputerowe, Historia, Komputery i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Mordhau: kilka słów o świetnej grze:

  1. PK_AZ pisze:

    Diabli, skusiłeś.

  2. Maks pisze:

    Ciekawi mnie, ze zawsze czy to bitewniaki, czy erpegi, czy komputerowe, w sumie balansu w grach zawsze broń musi być lepsza w czymś, a gorsza w czymś innym. Dobrym przykładem jest tu ten młot, który jest lepszy od miecza w walce z przeciwnikiem, ale z nieopancerzonym już nie… tyle, ze oczywiście w prawdziwym życiu młot jest równie zabójczy dla nieopancerzonego przeciwnika co miecz. Ale balans musi być i nie może być tak, że jakaś broń jest obiektywnie lepsza od innej…

    • PK_AZ pisze:

      Młot to jeszcze nic. W Mordhau przecież każda broń ma koszt punktowy, taki great sword to chyba 21 punktów, a prosty arming sword – 6.
      Po czym okazuje się, że great sword i owszem, zadaje lepsze obrażenia (chociaż chyba nie aż tak) i ma lepszy reach, ale za to jest wolniejszy. Zabawnie to wygląda na niskich tierach pojedynków ligowych, gdzie timing jest relatywnie ważniejszy od zasięgu i stamina game’u – i nagle okazuje się, że jedną z najbardziej s%^*&%kich broni jest sztylet za dwa punkty.

    • Myślę, że chodzi o doprowadzenia do tego, by wybór broni był świadomą, strategiczną decyzję.

      Pewnie dałoby się to zrobić inaczej, ale pytanie do jakiego stopnia byłoby to czytelne dla gracza, trudne do oddania w mechanice i ile zasobów obliczeniowych komputera by pochłonęło?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s