Największy problem obydwu fabularnych Wiedźminów:

Witcher: Gra Fabularna jest drugą już próbą przeniesienia twórczości Andrzeja Sapkowskiego do świata papierowych gier RPG i moim zdaniem, podobnie jak Wiedźmin: Gra Wyobraźni, jest ona próbą nie całkiem nieudaną. Podobnie jak w wypadku jej poprzedniczki największym problemem gry nie jest kulawa i płaska mechanika.

Głównym problemem jest to, że z barwnego, pełnego cudów i grozy świata Wiedźmina zrobiono durne, słowiańskie fantasy, w którym gracze, miast wcielać się w zabójców potworów, targują się z chłopami, by w nagrodę za przepędzenie szczurów dostać świeczkę, ogryzek i gomółkę sera… Albo pozwolenie nałowienia w stawie mułu na petardy…

Spójrzmy na świat książkowego Wiedźmina:

Jeśli dokładniej by się przyjrzeć światowi wykreowanemu przez Andrzeja Sapkowskiego, to zauważymy, że ten stanowi połączenie kilku elementów. Są to:

  • fantasy w konwencji Sword and Sorcerry o potężnym nad-wojowniku, walczącym za pomocą magicznego miecza ze złymi mocami

  • westernu rozliczeniowego (czyli takiego, w którym autorzy zrozumieli, że mordowanie Indian niekoniecznie jest czymś dobrym)

  • oraz typowego fantasy ala Advanced Dungeons and Dragons.

W uniwersum tym dostrzegalne są też liczne (silniejsze niż w Dungeons and Dragons) naleciałości pochodzące z twórczości Rogera Zelaznego, Andre Norton i być może z Diuny Franka Herberta. Jednak pozostają one w dalekim tle.

W zasadzie świat przedstawiony w opowiadaniach i Sadze o Wiedźminie różni się od uniwersum Dragonlance lub innego Greyhawku jedynie szczegółami. Tak więc:

  • niektóre nazwy mają słowiański źródłosłów (ogólnie nazewnictwo Sapkowskiego wygląda tak, jakby stosował się on do treści „Zalecenia dla tłumacza” dodanych do polskiego wydania „Powrotu króla” J. R. R. Tolkiena.

  • nie ma w nim substancjalnego Dobra i Zła.

  • osobowi bogowie nie interweniują aktywnie w świecie

  • podobnie nie działają w nim uchwytne wyższe, bezosobowe siły w rodzaju Mocy, Przeznaczenia, Chaosu, Prawa etc. (aczkolwiek nie jest wykluczone, że zarówno bogowie, jak i bezosobowe siły wyższe są w tym świecie aktywne, jednak pozostają po prostu poza optyką głównych wydarzeń cyklu).

  • w świecie tym nie ma ras Złych Humanoidów, w rodzaju Goblinów i Hobgoblinów, Orków, Gnolli, Smokowców etc. Ich funkcje w całości zostały przejęte przez ludzi (być może Złych Ludzi w tolkienowsko-dragonlancowskim stylu).

Prócz tego świat jest w całości jak z settingu do Advanced Dungeons and Dragons. Mamy więc sześć bazowych ras: ludzi, krasnoludy, gnomy, niziołki, elfy i półelfy, bliżej nieokreśloną liczbę innych, rozumnych humanoidów (driady, sylvanów), potwory, wojowników, złodziei, czarodziejów, leczących dotykiem rąk kapłanów i druidów, a nawet psioników (tzw. „czujnych”)…

Nie ma paladynów, ale w starych settingach do Advanced Dungeons and Dragons był to jeden z najczęściej kasowany archetypów (paladyna wywalono więc między innymi z Darksun i Dragonlance).

Podobnie jak w starych settingachAdvanced Dungeons and Dragons są jednak klasy paladynów zastępujące, jak Gladiator z Darksun czy Rycerze Solamnijscy z Dragonlance.

Klasą taką są oczywiście Wiedźmini.

Treść opowiadań Andrzeja Sapkowskiego:

Spójrzmy teraz o czym głównie pisał Sapkowski:

  • Wiedźmin: król, królewna, potwór i majtkowe sprawy

  • Głos rozsądku: Geralt narzeka, że mu ciężko w życiu, przyjaciele go pocieszają.

  • Ziarno prawdy: przeklęty młodzieniec w opuszczonym dworku, wampirzyca i magia miłości.

  • Mniejsze zło: królewna, czarodziej, dawne krzywdy i majtkowe sprawy.

  • Kwestia ceny: dwór królewski, przeklęty młodzieniec, magia, bezosobowe, kosmiczne siły łamane przez zabobony i majtkowe sprawy.

  • Kraniec świata: chłopi, diaboł, elfy kradnące zboże i personifikacja pradawnych sił natury.

  • Ostatnie życzenie: wiedźmin, czarodziejka i spełniający życzenia dżin.

  • Granica możliwości: książę, księżniczka, rycerze, dwa smoki, czarodzieje, krasnoludy i szewc.

  • Okruch lodu: życiododupne opowiadanie o tym, jak Wiedźmin rozstaje się z kochanką.

  • Wieczny ogień: komedia przypadków ze zmiennokształtnym potworem na pierwszym planie.

  • Trochę poświęcenia: książę, syrenka i majtkowe sprawy.

  • Miecz przeznaczenia: magiczny las, driady, księżniczka i majtkowe sprawy.

  • Coś więcej: Wiedźmin majaczy w gorączce o królowych i księżniczkach.

Spójrzcie: w opowiadaniach Wiedźmin głównie przestaje z koronowanymi głowami, zarówno będącymi aktywnymi władcami (Foltest, Niedamir, Calanthe) jak i pozbawionymi tronów (Renfri, Cirilla Fiona), wyższą szlachtą (książę Agloval) lub w najgorszym razie sołtysami i burmistrzami miasteczek. Przeżywa przygody pełne magii i magicznych stworów, przemierzając świat niczym z bajki.

Chłopów spotyka natomiast głównie po to, żeby obić ich po ryjach.

Ich bohatera:

Bohaterem Sagi o Wiedźminie jest Geralt, człowiek pod każdym wzgledem wyjątkowy. Należy on do elitarnego bractwa Wiedźminów, jest mutantem i doskonale wyszkolonym zabójcom potworów. Jako, że doskonale zniósł mutacje, wyznaczono go do dalszych eksperymentów, które tylko on przeżył. Efektem jest całkowity zanik pigmentu, sprawiający, że Geralt jest albinosem.

Pod wieloma względami Geralt jest człowiekiem jak z innego świata lub wręcz epoki (niektórzy twierdzą wręcz, że jest on uosobieniem polskiego inteligenta), dysponuje więc wiedzą wydającą się wykraczać poza powszechny poziom w jego świecie. Posługuje się więc takimi pojęciami, jak genetyka, dziedziczenie, mutacje, zmiany klimatyczne, nisze ekologiczne i tak dalej, których obecności trudno oczekiwać w słowniku przeciętnego człowieka średniowiecza.

Geralt uważa się za człowieka neutralnego. Faktycznie jest pełen niedojrzałego buntu przeciwko wszystkiemu i wszystkim, bardziej typowego dla nastolatka, niż dorosłego. To trochę romantyk, z którego życie zrobiło cynika.

Jest fachowcem i specjalistą, bardzo dobrym w swej pracy.

Stanowi niekwestionowanego mistrza miecza. Potrafi sam jeden wejść między bandę doświadczonych zbirów i morderców z krwią na rękach, a następnie ich wszystkich posiekać.

W pojedynkę potrafi walczyć z potworami o DeDekowym CR rzędu 5-10, działa na niego permanentne haste i night vision, ma dwa miecze, co najmniej mistrzowskie, własną listę czarów i atut tworzenie eliksirów oraz rzuty obronne na Wolę, Refleks i Wytrzymałość jak u klasy Mnicha.

I jego drużynę z Sagi:

Chodzi w bandzie złożonej z:

  • czarodziejki z dostępem do zaklęć minimum 5, a być może nawet 7 poziomu (Teleportacja / Bezbłędna Teleportacja)

  • jednej z najlepszych łuczniczek na świecie

  • potężnego wampira

  • niflgardzkiego edgelorda, który spieprzył build inwestując w klasy Warrior, Noble, Assasin oraz Spy bez żadnego ładu i składu

Oraz tych dwóch henchmanów: Jaskra i Angoulme.

A teraz spójrzmy na obydwie gry:

Największy problem z obydwoma grami polega na tym, że nie grasz tam takimi postaciami, jak Geralt z Rivii, Yennefer, Triss Mergiold, wampir Regis, Milva, doppler Dudu i tak dalej i tak dalej…

Grasz typową drużyną z Dungeons and Dragons, złożoną z pierwszopoziomowego wojonika, złodzieja, czarodzieja i kapłana, należących do typowych, dedekowych ras: ludzi, elfów, krasnoludów, niziołków, gnomów i półelfów. W świecie będącym klonem Dragonlance, starających się ekspić, zabijając potwory i zdobywając skarby.

Nie gramy zabójcami potworów, bo potworów prawie nie ma. W Grze Fabularnej opisano ich zaledwie 16 (bo Wilka, Bandytę, Bojownika Scoila’stel i Czarodzieja trudno za potwory uznać). Nie posiadam własnego egzemplarza Gry Wyobraźni, ale pamiętam że było ich tam może dwa razy więcej. Co więcej niekoniecznie są to bestie najbardziej interesujące. Przeciwnie, raczej dość oklepane, pozbawione ciekawych mocy czy zachowań zlepki hitpointów.

Tymczasem zaledwie w pierwszych dwóch tomach opowiadań zostaje wymienione ponad pięćdziesiąt różnych gatunków magicznych stworzeń.

Nie gramy Wiedźminami, gdyż zarówno w Grze Wyobraźni jak i Grze Fabularnej są oni po prostu przegięci. Wynika to w dużej mierze z braku wyobraźni twórców obu gier, którzy kazali nam grać ekwiwalentami DeDekowych pierwszopoziomowców, podczas gdy moce wiedźminów mają swe ekwiwalenty w okolicach 5 poziomu doświadczenia (zależy jak liczyć np. niezwykły refleks można uzasadnić zarówno Haste jako zdolność czaropodobną / na życzenie, albo komplikacją trzecioedycyjnych atutów Poprawiona Inicjatywa + Błyskawiczny Refleks + Czujność).

Tak więc Wiedźmini są banowani… A przynajmniej: byli banowani w Grze Wyobraźni, bo szczerze mówiąc sprawozdań z grania w Witcher nie śledziłem.

Oczywiście są zarówno metody radzenia sobie z obecnością potężnych postaci w słabych drużynach (np. wyrównanie poziomów, experimence debt, występująca w jRPG mechanika bonusów pasywnych wspierających pozostałe postacie, w połączeniu z rolą zapchajdziury uzupełniającej braki innych postaci sprawowaną przez lidera) jak i systemy, które pozwalają na grę potężnymi postaciami bez rozwalania jej (np. Wampir, Wilkołak, Earthdawn, Marvel Superheroes) i tak dalej…

Problem z Wiedźminem polega na tym, że wrzucany jest do drużyny pierwszopoziomowców. Chodzi więc w bandzie z młodocianymi złodziejami, krasnoludami, które powinny jeszcze tłuc gobliny, kapłańskimi nowicjuszami i uczniami czarodziejów. A, żeby to miało sens należałoby od startu grać czarodziejami pokroju Yennefer, Triss Merigold czy Dorregaryego, wojownikami jak Yarpen Zigrin, zabójca smoka Octowista czy Eyck z Denesle, albo potężnymi magicznymi istotami w typie dopplerów i wampirów…

W efekcie:

Świat przedstawiony zarówno w Grze Wyobraźni jak i Grze Fabularnej nie jest tym samym światem, który opisywał Andrzej Sapkowski, w którym przypadkowo spotkany rycerz może okazać się legendarnym Złotym Smokiem, a łowiąc ryby w stawie można przypadkiem uwolnić straszliwego dżina…

Jest bezmyślnym światem low fantasy, pełnym pogromów, gdzie bohaterowie muszą kryć się po krzakach w obawie przed linczem dokonanym przez chłopów.

Owszem, rzeczy takie były w twórczości Andrzeja Sapkowskiego, w szczególności w Sadze o Wiedźminie, jednak nie stanowiły pierwszego planu wydarzeń, a wyłącznie drugi (pierwszy plan polegał na poszukiwaniu dziecka z przepowiedni i był bardzo hig fantasy). Stanowiły coś, co w sztukach plastycznych nazywa się kontrapunktem. Jest to „Kontrastowy element kompozycji, który stanowi przeciwwagę dla nastroju bądź ogólnej wymowy dzieła i dopełnia jego głównej myśli, zmieniając nastrój całości”.

W poetyce dzieł Andrzeja Sapkowskiego faktycznie postacie mogłyby paść ofiarami nietolerancji, ale powinno to zakończyć się albo sławą Rzeźników Z Blawiken, albo też śmiercią od przypadkowego ciosu widłami w plecy…

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, gry, RPG i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

36 odpowiedzi na „Największy problem obydwu fabularnych Wiedźminów:

  1. pontifex maximus pisze:

    Brakuje mi tu konkluzji. Spróbuję moje zastrzeżenia opisać w punktach:

    1) czy podjąłbyś się jasnego opisania, jak powinien wyglądać Wiedźmin RPG według Twojej wizji? Najlepiej z paroma myślami na temat mechaniki. Wydaje mi się, że raczej krytykujesz zastany stan rzeczy, a mnie ciekawi jak wyglądałaby Twoja wizja.
    2) czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że ów hipotetyczny erpeg powinien chodzić raczej na mechanice pokroju 2d20 jak Conan czy John Carter of Mars, a jeśli innej, to też takiej, w której już w samym założeniu wciela się w twardzieli i gierojów?
    3) czy nie dałoby się powiedzieć, że bohaterowie Sagi są po prostu wysokopoziomowi? Owszem, jak sam zauważasz przeciętny wiedźmin już na dzień dobry jest koksem, ale chyba nie aż takim, żeby nie dało się dać mu jakiegoś Level Adjustment? Obok ambitnych wieśniaków tłuczących szczury w piwnicach i magika-praktykanta nie jest Geraltem załatwiającym mantykory i zaklęte księżniczki, tylko kimś wzywanym do cmentarnego ghula. Angouleme byłaby właśnie kimś takim w towarzystwie wysokich leveli (Jaskier widocznie mało ekspił, bądź miał kiepskie rzuty albo głupiego gracza).
    4) miał być jakiś punkt czwarty, ale zapomniałem. Może później.

    • Wbrew pozorom to nawet ta mechanika cybeprunka, którą obecnie stosują by uszła. Wystarczyłoby po prostu powiedzieć, że gra się wiedźminami i innymi, silnymi osobnikami znanymi z gier i książek. A następnie dać zasadę, że słabi NPC tacy, jak chłopi, sklepikarze, zwykli bandyci, najemnicy, uczniowie czarodziejów i studentki medycyny mają statystyki w wysokości 60% tego, co BG.

      Drugi problem to typowa dla twórców RPG bezmyślność. Skoro jest wojownik, to musi być on najlepszy do walki w pierwszym szeregu, bo w OD&D tak było. Skoro Wiedźmin walczy lepiej niż wojownik, to musi być bardziej od niego napakowany, więc siłą rzeczy niezbalansowany z resztą drużyny. Problem da się obejść na dwa sposoby:
      1) W systemie są inni wojownicy, równie potężni jak Wiedźmini, nie będący mutantami, ale wykorzystujący diametralnie inne style walki, z których Wiedźmini nie korzystają. Przykłady takich postaci to mógłby być:
      – Pancerny: bije się dużo gorzej niż Wiedźmin, jednak może używać najcięższych tarcz i pancerzy bez kar, dzięki czemu jest równie przydatny na polu walki.
      – Łucznik: bije się dużo gorzej niż Wiedźmin, nie może używać pancerzy, ale dzięki łukowi i szeregowi specjalnych zdolności (przerzucanie nieudanych rzutów na trafienia, trafianie w szczeliny zbroi, wielokrotny strzał) potrafi utrzymać przeciwników na odległość i siać równie duże zniszczenia, jak mutant.
      – Kawalerzysta: bije się równie dobrze, jak Wiedźmin, pod warunkiem, że siedzi na koniu.
      2) W systemie są inni wojownicy, niż Wiedźmini, którzy walczą od nich w prawdzie gorzej, ale nadrabiają to innymi cechami, których mutanci nie mają. Dla przykładu mogliby to być:
      – Szlachcic / Oficer: bije się gorzej niż Wiedźmin, ale lepiej niż Rzemieślnik lub Bard. Dysponuje skillami wynikającymi z jego pozycji społecznej i obycia z ludźmi. Potrafi np. wykrywać kłamstwa, ignoruje odium społeczne, wzbudza autorytet u chłopstwa i lokalnych władz.
      – Poborowy: jest najsilniejszym chłopem ze swojej wsi, bije się gorzej niż Wiedźmin, ale lepiej niż Rzemieślnik lub Bard. Może nosić więcej ekwipunku, dzięki twardemu życiu ma więcej HP, ale rzuty obronne jak zwykli ludzie, może opiekować się większą ilością zwierząt pociągowych, ma skille w kilku prostych rzemiosłach, typu ciesiołka, budownictwo etc.
      – Bandyta: bije się gorzej niż Wiedźmin, ale lepiej niż Rzemieślnik lub Bard. Ma skille takie jak Skradanie Się, Włamywanie, Zastraszanie, Atak Ukradkowy oraz rozmaite brudne sposoby walki.

      Tylko to wymagałoby trochę więcej myślenia, niż pozmienianie nazw z Cyberpunka na Fantasy.

      3) czy nie dałoby się powiedzieć, że bohaterowie Sagi są po prostu wysokopoziomowi? Owszem, jak sam zauważasz przeciętny wiedźmin już na dzień dobry jest koksem, ale chyba nie aż takim, żeby nie dało się dać mu jakiegoś Level Adjustment? Obok ambitnych wieśniaków tłuczących szczury w piwnicach i magika-praktykanta nie jest Geraltem załatwiającym mantykory i zaklęte księżniczki, tylko kimś wzywanym do cmentarnego ghula. Angouleme byłaby właśnie kimś takim w towarzystwie wysokich leveli (Jaskier widocznie mało ekspił, bądź miał kiepskie rzuty albo głupiego gracza).

      1) Przecież nie po to ludzie kupują gry osadzone w znanych uniwersach, żeby potem grać postaciami, które nie są jak bohaterowie tych uniwersów.
      2) Po co komuś wynajmować wiedźmina na cmentarnego ghula, skoro może go załatwić pięciu parobków za wódkę. Wiedźmini są właśnie po to, żeby zabijac te potwory, z którymi zwykli ludzie sobie nie radzą. Jak właśnie mantikory, gigaskorpiony, upiory, wilkołaki, wampiry wyższe… Nie drobnicę.

      • pontifex maximus pisze:

        Dostałem wyczerpującą odpowiedź, więc tylko dodam dwa drobne szczegóły.
        1) Podobno twórcy Łyczera zarzekali się, że wiedźmin ograniczony jest właśnie przez twardy limit Empatii, czy jak się tam nazywał ten stat od charyzmy. Do tego, podobno ta druga profesja bojowa ma jakieś tam bonusy w rodzaju zwiększonej wytrzymałości, czy innego przerzutu wyników, które to bonusy czynią ją całkiem porównywalnie skuteczną. Nie grało się, więc nie wiem, czy to cokolwiek zmienia w kontekście tej notki.
        2) Co do zwykłych ludzi i potworów – z tego, co pamiętam z Sagi (opowiadania czytało się dawno), wiedźmin po prostu dysponuje specjalistyczną wiedzą i umiejętnościami. Tuzin ludzi z kłonicami pewnie by ubiło ghula, ale połowa zeszła potem od trupiego jadu, więc lepiej wezwać wiedźmina. Czy coś takiego. Do tego, chodzi mi po głowie, że w którymś opowiadaniu była mowa o wiedźminach, którzy odmówili zajęcia się potworem tygodnia przed przybyciem Geralta, co (jeśli pamięć mnie tu nie zmyliła) dałoby pewien precedens do dzielenia wiedźminów na bardziej i mniej kwalifikowanych. Ale, ponownie, nie będę oceniać na ile to robi różnicę.
        3) Łyczer dla mnie i tak jest skompromitowany wypowiedzią twórcy, w której przyznał się, jak to w połowie procesu twórczego ze zdumieniem odkrył, że są jeszcze jakieś książki. To już zdecydowanie znaczenia nie ma, ale przyznaję się do uprzedzenia.

      • 2) Co do zwykłych ludzi i potworów – z tego, co pamiętam z Sagi (opowiadania czytało się dawno), wiedźmin po prostu dysponuje specjalistyczną wiedzą i umiejętnościami. Tuzin ludzi z kłonicami pewnie by ubiło ghula, ale połowa zeszła potem od trupiego jadu, więc lepiej wezwać wiedźmina. Czy coś takiego. Do tego, chodzi mi po głowie, że w którymś opowiadaniu była mowa o wiedźminach, którzy odmówili zajęcia się potworem tygodnia przed przybyciem Geralta, co (jeśli pamięć mnie tu nie zmyliła) dałoby pewien precedens do dzielenia wiedźminów na bardziej i mniej kwalifikowanych. Ale, ponownie, nie będę oceniać na ile to robi różnicę.

        Oba przypadki opisane są w pierwszym opowiadniu („Wiedźmin”). Najpierw rozmówca Geralta stwierdza, że w niedalekiej wsi smok zeżarł chłopom owce, to go zatłukli kłonicami. Potem w trakcie rozmowy Geralt pyta się, czy za zlecenie brali się już jacyś wiedźmini. Dowiaduje się, że byli, ale jak usłyszeli warunki zlecenia (Strzygę trzeba odczarować, a nie zabić, a to drugie było wiele łatwiejsze) to zrezygnowali.

        3) Łyczer dla mnie i tak jest skompromitowany wypowiedzią twórcy, w której przyznał się, jak to w połowie procesu twórczego ze zdumieniem odkrył, że są jeszcze jakieś książki. To już zdecydowanie znaczenia nie ma, ale przyznaję się do uprzedzenia.

        Ja, jak zauważyłem jakie cuda wymyślają w tym Cyberpunk Red, to mocno zacząłem zastanawiać się nad tym, czy oni mają godność i rozum człowieka.

      • VAT23 pisze:

        „Jest rok 1997 i właśnie napisałem swojego sercołamacza! Patrzcie!”

        Tak się czyta twój przepis na „naprawianie” gier. Chłopie, gdzieś ty był ostatnie dwie, a w zasadzie trzy dekady w tym hobby? No gdzie? Bo chyba nie grając w gry ani śledząc rozwiązania mechaniczne. Zamiast tego kolejny raz bawisz się w kwadraturę koła i niepotrzebne komplikowanie rzeczy prostych oraz robienie dziesiątków kategorii i cyferek do sprawdzenia, tak, jakbyś pisał KaCety 2.0. I jeszcze wrzućmy w to koniecznie klasy, przecież powszechnie wiadomo,że to najlepsze, co można zrobić z mechaniką, prawda?

        Chcesz mieć bloga o „nerdowskich” tematach? Spoko. Tylko błagam, nie zabieraj się za papierowe RPG. Coś tam kiedyś pograłeś, te 20 lat temu, nigdy więcej tego nie ruszyłeś, ale i tak wracasz do tematu z uporem maniaka, ciągle powtarzając w kółko te same pętle logiczne. Tylko dlatego, że „mam nerdowskiego bloga i RPG jest nerdowskie”. Z czego wychodzi nieustanny strumień dyletanctwa, braku doświadczenia, braku znajomości gier i archaizmów, od których aż zęby bolą.
        Weź już na wstrzymanie z tym.

      • Tak się czyta twój przepis na „naprawianie” gier. Chłopie, gdzieś ty był ostatnie dwie, a w zasadzie trzy dekady w tym hobby? No gdzie? Bo chyba nie grając w gry ani śledząc rozwiązania mechaniczne. Zamiast tego kolejny raz bawisz się w kwadraturę koła i niepotrzebne komplikowanie rzeczy prostych oraz robienie dziesiątków kategorii i cyferek do sprawdzenia, tak, jakbyś pisał KaCety 2.0. I jeszcze wrzućmy w to koniecznie klasy, przecież powszechnie wiadomo,że to najlepsze, co można zrobić z mechaniką, prawda?

        Na planecie, gdzie trzy z pięciu najlepiej sprzedających się gier RPG to:
        1) Dungeons and Dragons 5 ed.
        2) Starfinder
        5) Patchfinder.

      • VAT23 pisze:

        … i ma się to do twoich genialnych rad… jak, właściwie?
        Masz taki głupi zwyczaj stosować strasznie idiotyczny chwyt erystyczny, który ma zasadniczy problem, że choć skuteczny, to działa tylko w rozmowie ustnej, którą prowadzi się długim, szybkim ciągiem, ale kompletnie leży i kwiczy, jak się wymienia pisemnymi postami. Mianowicie zmienianie tematu połączone z powołaniem się na dane. Ja się cieszę, że 5e ma największą sprzedaż, nie wiem tylko po co o tym ty mi mówisz. Ja się ciebie pytam, gdzieś ty był i jak to się stało,że chociaż 5e jest najlepiej sprzedającą się grą i ty o tym wiesz, to serwujesz rozwiązania rodem z późnych suplementów do AD&D 2e oraz polskich samoróbek do Warhammera 1e.
        Tak jakby gdzie związek, gdzie sens i gdzie logika między tym co robisz, tym o co ja cię pytam i tym, że 5e się sprzedaje lepiej niż poprzednie edycje razem wzięte? Czyś ty miał w ogóle do czynienia z jakąkolwiek edycją od czasów 3.x (wliczając w to samo w sobie 3.x e)?
        Bo nie wiem, mam to odebrać, że chcesz się powołać na 5e, twierdząc, że twoje sugestie są w tym samym duchu? Albo chcesz się powołać na 5e, bo też ma klasy, ale zupełnie inaczej rozwiązane niż twój bełkot? A może chcesz mnie przekonać, że za wartościami sprzedaży 5e stoi wysoka jakość gry jako takiej (w końcu wiemy powszechnie, że hołdujesz myśleniu „złego towaru nikt nie kupi”) i dlatego też twój pomysł, będąc jeszcze większym dnem, się sprzedaj jeszcze lepiej?
        Wytłumacz mi, co sprzedaż 5e ma z tym, że opisałeś rozwiązania mechaniczne circa AD 1997.
        Potem wytłumacz mi dlaczego jesteś tak bardzo na bakier z tym, jak wygląda współczesne RPG, a mimo to ciągle próbujesz się o nim wypowiadać. Bo że o W:GW z tobą nie porozmawiam, to wiem od momentu, jak tylko przyszło mi do głowy napisać co myślę o twoich kompetencjach w zakresie RPG.

        tl;dr Po co robisz z siebie większego idiotę, niż jesteś? Ty AŻ TAK pierońsko głupi nie jesteś. Nie to, żebyś był mądry, ale jest różnica między idiotą, a idiotą, który robi z siebie jeszcze większego kretyna z zapałem godnym lepszej sprawy.

    • VAT23 pisze:

      Problem z tym tekstem jest taki, że on nawet nie jest krytyką jakiegoś zastanego stanu rzeczy, co bardziej krytyką „gry wyobrażonej”. Nie, nie wyobraźni. Wyobrażonej. Autor, jak zawsze w kwestiach RPG, wykazuje się nie tylko daleko idącą ignorancją tematu, ale też nieznajomością gier, o których mówi.
      Jeśli gra ma mieć tytuł „Twardziele & Gieroje”, to należy sobie jeszcze zadać pytanie dodatkowe: jaki typ gry to ma być? Autor tekstu cechuje się tym, że w jego „grze wyobrażonej” nie ma w ogóle jakiegokolwiek podziału typów gier RPG, ot, wszystkie polegają na tym samym: „Jest mechanika, rzuca się kostkami i sprawdza cyferki”. To już nawet nie o to chodzi, żeby znać się na podgatunkach, ale największy nawet laik ma świadomość, że RPG można z grubsza podzielić na narracyjne, symulacyjne i „growe” (bo tego na polski się nawet przełożyć nie da). W „grze wyobrażonej” z kolei istnieje wyłącznie coś na pograniczu growo-symulacyjnym, w proporcji mniej więcej 3:2. Co bez większego problemu pozwala też stwierdzić, że jedyny kontakt autora z RPG miał miejsce gdzieś na przełomie stuleci, i to z grami wydanymi parę lat wcześniej – nigdy przed i nigdy po tamtym okresie nikt takiego podejścia nie przejawiał, bo bardzo szybko zaczęło ono zjadać swój ogon.
      Więc mamy razem trzy główne typy gier i należy się zastanowić, czego my tak naprawdę chcemy od naszego produktu i do kogo go adresujemy. Czy rozgrywka ma być szybka? Czy ma byc o opowiadaniu historii? Czy chcemy „głęboką” czy „płyką” mechanikę? Czy w ogóle chcemy jakąś mechanikę?
      Na polskim rynku oraz szeroko rozumianej „polskiej scenie RPG” obecnie najlepiej idą gry spod znaku „rule light”. Nie ważne, czy będzie to narratywistyczna, czy gamistyczna gra, czy nawet symulacja, ważne, żeby była prosta w obsłudze i w miarę szybka. Z kolei w czasach, w których autor bloga miał cokolwiek wspólnego z RPG, w Polsce obsesyjnie próbowano zrobić „realne” gry, z jednej strony ciągle mając abstrakcyjne, a przy tym niewykorzystujące rozkładu normalnego zasady, a z drugiej mnogość modyfikatorów, tabel i drugo, trzecio, a często nawet czwartorzędnych parametrów postaci, z „torowym” rozwojem postaci. Wszystko po to, żeby było „bardziej realistycznie”. Ta dziwaczna pogoń za realizmem i to rozumianym w tak pokrętny sposób, że „więcej i jak najbardziej skrupulatnych zasad oraz twardych regulacji = lepsza gra”, jest wręcz kwintesencją epoki końca lat 90tych i tego, w co się grało następne kilka lat ma wydanych wówczas tytułach. Wszelkie gry, jakie wyszły jakoś tak po 2003 roku są dziwnie nieobecne w wielkich dywagacjach o RPG, chyba, ze omawia się „aktualną sprzedaż”.
      Jak to się ma wszytko to „Łiczera”? Ano nijak, bo jest to CP2020, symulacyjna gra o strzelaniu się z broni palnej, pomalowany bardzo, bardzo cienką warstwą farby fantasy i ta farba momentalnie zaczęła odłazić, jeszcze zanim grę nawet opublikowano.

  2. polonusx pisze:

    Wychodzi na to, że gra powinna być w stylu Klanarchi, gdzie gra się kokosami od początku.

  3. jakkubus pisze:

    A tak z ciekawości, co sądzisz o Oku Yrrhedesa?

  4. VAT23 pisze:

    O, kolejny bzdury post, w którym udowadniasz, że nie grasz w gry, ale i tak się o nich wypowiadasz. Szczególnie ta ignorancja zieje jak zawsze w kwestiach historycznych, w tym poście reprezentowanymi przez W:GW. No i to nieodłączne „moje doświadczenie takie było, więc jest to doświadczenie uniwersalne”.
    Ile razy byłeś proszony, by nie wypowiadać się o grach RPG? No ile?

    Swoją drogą, ja ciągle czekam na tamten post-rzekę, w który udowadniasz wyższość świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Jak cię kiedyś wypunktowano za opowiadanie głupot o średniowiecznym chłopie, to jednak zrobiłeś ripostę (i znów cię wypunktowano za idiotyzmy, no ale). A tu dalej cisza i świerszcze tylko czasem

  5. VAT23 pisze:

    Tym razem, żeby nie być oskarżonym o „bycie piany”, postanowiłem, że jednak się szarpnę na dłuższe wyjaśnienie dlaczego uważam ten wspis za stek bzdur, idiotyzmów oraz dowód na to, że o RPG nie wiesz absolutnie nic. Bo akurat tak się śmiesznie składa, że temat jest mi i znany, i bliski, i gorszych gier sobie wybrać nie mogłeś, żeby pokazać, jak bardzo nie ogarniasz.

    Wiedźmin: Pondsmith Edition
    Jakby nie komentarz pod tekstem, to bym uznał, że nawet nie zauważyłeś, że Witcher to nic innego, jak CP2020 ze zmienionymi nazwami. I tym ten system jest i wszyscy o tym doskonale wiedzą. Nikt nie ma z nim problemów o jego treść, bo wszyscy wiedzą, że takowej treści nie ma i grę generalnie się olewa.
    Dlaczego?
    Bo absolutnie każdy, kto choć odrobinę interesował się tematem wie po co i w jakich warunkach ta gra powstała. W wyniku kontraktu licencyjnego między R. Talsorian Games a CD Project RED, obie firmy zobowiązały się do „wzajemnej promocji swoich marek”. Co w praktyce oznaczało, że „my wam zrobimy Cyberpunka, a wy nam zrobicie Wiedźmina”. Kontrakt jest dość leciwy i został zawarty tak dawno temu, że zakładano wydanie gry RPG jakoś tak miesiąć-dwa od premiery Dzikiego Gonu. Znaczy taka była oficjalna wersja i pewnie byłaby to nawet mądra decyzja. Problem polega na tym, że Mike Pondsmith nigdy nie był zainteresowany wykonaniem tej gry, bo po pierwsze, miał to w dupie, po drugie dostał już kasę oraz umowę licencyjną na CP, a po trzecie, był zajęty innymi projektami. Na przykład tym:

    Zbiórka na Mektona zaczęła się mniej więcej w tym samym czasie, kiedy zawarto umowę o wykonanie przez R. Talsorian Games „papierowego Wiedźmina”. I na tym też skupiony był cały wysiłek firmy. Problemy się zaczęły, jak przyszedł ostatni kwartał 2014 i REDzi się zaczęli zgłaszać jak tam idą prace nad grą, bo zaraz ruszy na całego ich kampania marketingowa. No nie idą, bo nikt nawet ich nie podjął. Wszyscy u Talsorian wyszli z założenia, że przecież dev komputerowy nie będzie ich ścigać o wydanie papierowego RPG. I pewnie mieli sporo racji, bo CDPR miało swoje zmartwienia i problemy, więc każdy skupił się na swoim. Ale w końcu Dziki Gon wyszedł i nagle ku zdziwieniu wszystkich, REDzi zastukali i się spytali jak tam ich papierowe RPG.
    Grę oficjalnie ogłoszono, tylko jak zwykle we wszelkich projektach, które chociaż trochę są związane z Pondsmithem seniorem, zaczęło się granie na zwłokę. Bo ciągle wychodzono z założenia, że przecież nie będą nas ścigać o taką bzdurkę. Nie takie przewały R. Talsorian robiło w przeszłości i się im udawało. Więc dział prawny obu firm wymieniał się listami, stopniowo eskalując groźby, aż w końcu stało się oczywiste pod koniec 2016 roku, że jednak tego całego Wiedźmina trzeba będzie wydać. I to najlepiej na wczoraj. A ponieważ nie bardzo był materiał ani pomysł jak to ugryźć, a kontrakt jednak zobowiązywał, to wykonano klasyczny projekt kontraktowy: wypuszczono totalnego gniota, wyprodukowanego po linii absolutnie najmniejszego oporu. Bo przecież jak się weźmie takie CP2020 i zmieni nazwy klas oraz dorzuci do tego czary zamiast karabinów…
    I gotowe. Gra wyszła w połowie 2018, przechodząc kompletnie bez echa, nie licząc bardzo zainteresowanych kręgów. Gra tak bardzo niedorobiona, że pierwsza errata do niej powstała dzień po premierze i liczyła na dzień dobry 9 stron. Gra tak bardzo niedorobiona, że jej FAQ jest rozmiarów dobrze prosperującego forum. No ale zobowiązanie kontraktowe wykonano? Wykonano! Jeszcze przy okazji okazało się, że parę groszy do kieszeni za to wpadło. Ot, klasyczny Mike „Walcie Się” Pondsmith w akcji. Nic nowego w branży.
    Pokłosiem całego tego bajzlu z Wiedźminem było zawieszenie wszystkich innych projektów R. Talsorian Games. Oczywiście bez informacji innej niż „jesteśmy zajęci”. Koniec końców wszystkie zostały anulowane, o czym poinformowano w 2018. Mekton Zero jest obecnie uznawany za jedną ze sztandarowych klap kampanii na KSie jeśli chodzi o papierowe RPG, bo narobiono szumu, zebrano pieniądze, posiedziano na nich przez pięć lat i ostatecznie grę anulowano. Dobrze, że chociaż nastąpił zwrot pieniędzy, ale głównie dlatego, że suma była mała.
    Na tym tle większość zainteresowanych sprawą potraktowała grę z dużą dozą patrzenia przez palce. Nie dlatego, że im się podobała, tylko dlatego, że nikt nie miał złudzeń co do jakości końcowego produktu. Z góry było wiadomo, że chodzi o zobowiązania kontraktowe i nic więcej i tak też grę odebrano. Nie odbyły się żadne burze w szklance wody, protesty ani obrażania się, gra dosłownie została zapomniana w dwa miesiące od premiery, nie licząc „hardkorowego” „””fandomu””” wiedźmina, czyli wszystkich neofitów nawróconych Dzikim Gonem, którym się przypomniało, że jakaś papierówka miała wyjść.
    Ot, krótka historia tego, co się dzieje, jak masz kontrakt, a nie chcesz go zrealizować, ale równocześnie nie chcesz spędzić następnych 10 lat w sądzie.
    I o tym wiedzą absolutnie wszyscy. I wszyscy dawno się ze skutkami tego pogodzili, olewając grę i zapominając, że istniała. Ba, osiągnęło to taki efekt, że W:GW się odbił od dna i nagle wypłynął na powierzchnię, także anglojęzyczną, bo lat temu parę /tg/ przetłumaczyło zasady (zdaje się, ze na premierę Dzikiego Gonu właśnie).

    Wiedźmn: Gra Wyobraźni
    Mam wrażenie, że zaliczasz się albo do tego grona graczy, którzy „coś tam o tym słyszeli”, albo grali w edycję kieszonkową i nigdy podręcznika pełnego nie otworzyli. Skąd to przeświadczenie?
    Bo bredzisz okrutnie o tym, jak to też ta gra ma rzekomo wyglądać, robiąc przy tym dziwnaczne porównania do DnD. No ale po kolei, żeby nie było
    1) Gra Wyobraźni jako taka
    Na każdym niemal kroku podręcznik główny do tej gry używa takich sformułowań jak „sugerujemy”, „można”, „proponujemy” itd itp. Często-gęsto też zasady są od razu wypunktowane w osobnych ramkach z dalszymi sugestiami i alternatywami. Na każdym kroku też powtarza się, że najpierw zabawa, potem literalny odbiór zasad i kurczowe trzymanie się wartości. Koncepcja tej gry jest bardzo prosta – „rulings, not rules”. Jako ktoś, kto tak często odwołuje się do DnD i to tego sprzed 3e, powinieneś o tym słyszeć (zakładając, że tego DnD było więcej niż dwie sesje na krzyż). Oczywiście te zasady można ciągle stosować możliwie dosłownie, ale podstawowe założenie jest takie, że one służą jako pomoc w, a nie jedyny sposób prowadzenia rozgrywki.
    2) Startowa pozycja postaci
    Nawet jeśli weźmiemy zasady „literalnie”, to w żadnym wypadku nie zaczynamy jako „postacie pierwszopoziomowe”. Jeśli mam to w jakikolwiek sposób przeliczać na DeDeckie poziomy, to zaczynamy ze współczesnym 9, a historycznym 7 poziomem. KAŻDĄ postacią. Jeśli użyjemy alternatywnej zasady na losowanie statystyk, w taki sposób, w jaki jest ona opisana w podręczniku, to nasz „poziom” spadnie do o jedno oczko. Jakby to przeliczyć na GURPSa, to bazowe postacie w W:GW są na 150/-30, a ich splat jest w ogóle poza tą pulą. Jakby na to nie patrzeć, to w żadnym wypadku nie jest „pierwszy poziom”.
    3) Liczba potworów w W:GW
    W podręczniku podstawowym jest ich 80. I to jak „wampiry” i „smoki” wrzuci się pod jedno słowo, choć każde ma swoją listę podgatunków. Każdy z nich skrupulatnie opisany, wraz z mechaniką ich specjalnych ataków, jeśli takowe posiadają. Podręcznik wręcz słynie z tego, że zebrał do kupy absolutnie wszystkie stworzy, jakie kiedykolwiek zostały choćby wspomniane albo wyliczone ciągiem w książkach Sapkowskiego i umieścił je w grze. Do tego stopnia, że tym podręcznikiem potem posiłkowali się REDzi, nie tylko w kwestii potworów zresztą.
    Co ci stało w zasadzie na przeszkodzie, żeby otworzyć PDF i sprawdzić? Poza bycia leniwym dyletantem, oczywiście?
    4) Domniemana potęga wiedźminów w W:GW
    Jak się to rozłoży na punkty, to wiedźmin nad człowiekiem ma przewagę… 1 punktu. Splat wiedźmina zawiera 15 umiejętności (15), w tym dwie na poziomie 2 (4). Splat człowieka zawiera 11 umiejętności (11), w tym jedną na poziomie 2 (2). ALE! Ludzie otrzymują za fakt bycia ludźmi +5 punktów do rozdania przy robieniu postaci. Koniec końców, człowiek z wiedźminem wychodzi na to samo, w dodatku o wiele, wiele bardziej elastycznie, bo owe 5 punktów bonusu można spożytkować dowolnie, podczas gdy wiedźmin ma całą masę umiejętności o wartości 1.
    Jak się to rozłoży na umiejętności specjalne, to faktycznie, można zauważyć przewagę wiedźminów nad innymi postaciami. Przejawia się ona następująco:
    – Znaki są „w pakiecie”, Nie trzeba ich kupować, ma się je wszystkie na dzień dobry i… w zasadzie tyle.
    – Wiedźmin regeneruje swoją Żywotność dwa razy szybciej od innych postaci
    – Wiedźmin może używać Punktów Mocy jako Punktów Walki
    Czyli na dobrą sprawę, wiedźmin jest… wiedźminem. Szybciej dojdzie do siebie po walce, ma swoje własne, bardzo słabe czary oraz może używać własnej, magicznej mocy, do pomagania sobie w walce.
    I to jest wszystko. Więc koniec końców owa „potęga” wiedźmina w samych w sobie umiejętnościach ogólnych nie istnieje, a w umiejętnościach specjalnych bez problemu balansuje z chociażby postaciami władającymi magią, a więc… znów robi to, co powinien.
    Z drugiej strony, wiedźmin będąc wiedźminem… jest wiedźminem. Co oznacza, że jest pariasem i w zasadzie wszyscy są mu niechętni. Nie dość, że nieludź, do jeszcze do tego brzydki jak noc. Jasne, to jest klasyczny min-maxing, ale to nie sprawia, że problem przestaje istnieć.
    5) Banowanie wiedźminów
    Banowany jest… więcej niż jeden wiedźmin na drużynę. I to nie z racji na balans rozgrywki (bo jak powyższy punkt wykazał, wiedźmin od człowieka mechanicznie różni się w zasadzie wcale), tylko z racji na konwencję świata „gry”. Zwyczajnie nie może być ich na pęczki. Co i tak nie przeszkadza ludziom wymyślać rozmaite powody, by mieć ich dwóch albo by kłócić się przy generowaniu postaci kto ma być wiedźminem (najczęściej ciągnie się o to losy w moim nieskromnym, 17letnim doświadczeniu z tą grą)
    6) Drużyna pierwszopoziomowców
    Skoro wykazałem już, że ani to nie jest pierwszy poziom, ani wiedźmin nie odstaje mechanicznie od człowieka (i generalnie wszystkie rasy względnie jednakowe, z punktowym rozstrzałe 2-3 punktów między „najsłabszą” i „najmocniejszą”), to może przeanalizujmy już co też te postacie potrafią. Te takie startowe, co to rzekomo są cieniasami. W końcu ich „poziom” to jedno, a jak to działa w praktyce?
    A) Wartości statystyk i umiejętności jako takie
    Z racji na czysto matematyczne prawdopodobieństwo, każda postać z umiejętnością i powiązaną statystyką na 3 jest w stanie poradzić sobie z niemal każdym zadaniem z marszu. System generalnie skonstruowany jest wokół umiejętności, a nie statystyk, więc mając wysoki poziom umiejętności możemy i tak sobie poradzić mimo marnych statystyk, bo zostanie zniwelowana trudność zadania. Przy przewidzianych przez grę poziomach trudności zadań, umiejętność o poziomie 4 pozwala AUTOMATYCZNIE, bez żadnego rzutu, zaliczyć testy o bazowej trudności (bo właśnie 4 ona wynosi). Stąd taki jednooki łucznik (Zmysły 1) o umiejętności Strzelectwo 3 dalej bardzo skutecznie nas zamorduje.
    B) Manewry
    Manerwy bojowe zakupujemy na start, kosztem punktów umiejętności. Sprawia to, ze trzeba się określić – chce dobrze walczyć, czy chce mieć dobre umiejętności niebojowe. Całość jest plus-minus (bo manewr manewrowi nierówny) zbalansowana tak, że za dużo tego i tak nałapać się na dzień dobry nie da, a zwykle zmienia się postać w klasycznego kucyka jednej sztuczki.
    C) Obrażenia i obrony przed nimi
    Obrażenia w grze są o tyle ciekawe, że ich głównym źródłem jest poziom kompetencji zadającego. Chłop uzbrojony w styl od siekiery co najwyżej nam nabije siniaka. Zawodowy rębajła tym samym styliskiem nas zamorduje, i to jednym ciosem. Dlaczego? Bo gra zarówno punktuje nasze statystyki, jak i różnice między umiejętności postaci. Jesteś silny albo zręczny? Łatwiej wyrzucić ci wymaganą liczbę, bo więcej kostek, a do tego większe obrażenia „stałe”, bo bonus z siły. Jesteś dobry w machaniu mieczem? Potrzebujesz znacznie mniejszą liczbę do wyrzucenia, żeby kogoś rozpłatać na pół. Jesteś silny, zręczny i dobrze machasz mieczem? Wskaż kogo zabiłeś w tej turze. A co to znaczy „silny”, „zręczny” i „dobrze machasz mieczem”? To znaczy, że którekolwiek z wymienionych jest na 3 lub więcej. Czyli nie tylko w pełni w zasięgu startowych postaci, co wręcz efekt jej wygenerowania bez żadnego min-maxu.
    Z drugiej strony jest obrona przed tym wszystkim, która znów wynika z naszych statystyk i umiejętności, a do tego jest rozbita na to, czym/jak nas atakują. Więc osobno bronimy się przez walką wręcz, osobno przed bronią, a osobno modlimy się, żeby nas nie ustrzelono. W przypadku mocy tajemnych, generalnie modlimy się o słaby rzut atakującego, jak sami nie jesteśmy „mocni”, no ale zdarza się.
    D) Walka wręcz
    W walce wręcz nie obrażenia są ważne, ale właśnie manewry. Manewry, które dostępne są już w podręczniku podstawowym, a potem w dodatku ich przybywa jeszcze więcej. Tu nie chodzi o to, żeby przeciwnika zatłuc pięściami na śmieć, tylko żeby go skutecznie „wyłączyć” z walki, na całą masę sposobów. Co taki nasz startowy heros może zrobić? A no rzeczy, których nie powstydziłby się wysokopoziomowy mnich z DeDeków, bo to żadna sztuka w jednej turze obezwładnić kilka postaci na raz albo delikwentów zwyczajnie ogłuszyć na resztę potyczki. A przecież to nasz startowy roztropek, co to umie łapą machać, zrobiony po kosztach. Mało tego, gra jak mało która punktuje za „brudne” zagrywki, więc nic nam nie stoi na przeszkodzie, żeby w trakcie pojedynku na miecze, nagle komuś sprzedać buta w kolano, łamiąc nogę i biorąc przeciwnika przez kompletne zaskoczenie. Również naszym startowym roztropkiem robionym po kosztach.
    E) Walka z użyciem oręża dotykowego
    Jeśli nasza bazowa postać ma te swoje 3 Zręczności i 3 machania mieczem, to jesteśmy w stanie z marszu zatłuc wszystko, co nie będzie gdzieś tak w okolice „średniego” wampira. Tutaj akurat liczy się już „goła” wartość obrażeń, a nie sztuczki, bo sztuczki co najwyżej mogą nam pomóc zwiększyć obrażenia. Ale celem jest mord, a nie wyłącznie z walki. Chociaż zwykle i tak wyłączamy kogoś z walki zanim ów mord nastąpi, bo czym innym jest wykrwawienie przeciwnika na śmierć? Manewry w połączeniu ze startowymi wartościami umiejętnosci sprawiają, ze taką świeżo ulepioną postacią idziemy na przygodę i świetnie sobie radzimy. Bo ani nie sparują naszych ciosów, ani my nie musimy trzymać kciuków, żeby trafić. Tu i tam dorzuić Punkt Walki i karuzela się kręci, a flaki latają.
    F) Strzelectwo i dystans
    Osobiście uważam, że ta gra powinna nazywać się Milva: Gra Wyobraźni. Broń dystansowa jest przepotężna i mając na względzie priorytetyzację ataków, pozbycie się czegokolwiek, co strzela albo rzuca stanowi pierwszy, drugi oraz przedostatni priorytet, dopiero potem jest cała reszta przeciwników. Mechanika gry jest tak skonstruowana, że postać dysponująca Kiepskimi (1) Zmysłami i Przeciętnym (2) Strzelaniem/Rzucaniem bez najmniejszego problemu i do tego automatycznie nas trafi. Z bezpiecznej odległsoći. No chyba, że pamiętaliśmy o spakowaniu tarczy. To wtedy ten łucznik będzie musiał być o jedno „oczko” lepszy w obu wartościach – nadal jednak poniżej poziomu startowej postaci. A co się stanie, jak to my zrobimy sobie łucznika? Albo lepiej, takiego pana, którzy rzuca oszczepem, żeby było o wiele mniej „epicko”. No zamordujemy wszystko na swojej drodze, bo kombinacja wysokich statystyk i wysokiej umiejętności sprawi, że bonusowe, STAŁE obrażenia przewyższą te, jakie nasza broń może wykonać nawet w przypadku krytycznego trafienia. Zadanie łucznikiem obrażeń rzędu 40-45 jest czymś normalnym, ba, wręcz oczekiwanym. Przypomnę, że w tej grze przeciętny humanoid ma 26, no MOŻE 29 Żywotności. Jak nasz łucznik jest jeszcze z jakiegokolwiek powodu driadą (a nie daj Boże spotkać driady-NPC, które są wrogo nastawione i do tego więcej niż jedną na raz), to poziom kompetencji osiąga granice absurdu.
    G) Magia
    Łucznik x10. Bo nie dość, że dystans, to jeszcze do tego obszarówka. Czarodziej zadający mniej niż 3k6+9 obrażeń za jeden (1) Punkt Mocy (a taki czarodziej ma ich zwykle na dzień dobry 16+) to jakiś dziwak, którego ktoś umyślnie zrobił jako popierdółkę. A przecież może równie dobrze na trzy-cztery uzdrowić kogoś w naszej drużynie za 4k6+6, również za 1 PM. No i rzuci tarczę. Albo niewidzialność. Albo milion innych przydatnych rzeczy, zależnie jakie czary sobie wybrał. Nawet jak czary były losowane, to i tak zawsze ten nieszczęsny Grot w końcu się pojawia, bo to prosty i „słaby” czar. I mag zostaje karabinem maszynowym o właściwościach przeciwpancernych.

    A potem jest zarzut o świat. Chłopie, co ty w ogóle pieprzysz? Jak z tymi potworami – W:GW jest największym kompedium wiedzy o „Wiedźminlandzie”, bo zwyczajnie zabrali wszystkie urywki do kupy. A potem zalecili jak w tym grać, by zachować klimat oryginału. Z całą pewnością nie jest to low fantasy, a ostatnim, czego należy się bać, to chłopi (no chyba, że zakupili kusze i ktoś im pokazał, jak to działa).
    Więc kiedy robisz swoje „spójrzmy na obie gry”, to albo nie patrzysz na W:GW, albo mówisz o jakieś innej grze o podobnym tytule, albo nie masz pojęcia, jak ta gra wygląda od strony praktycznej.

    Podsumowanie
    Wiesz jak się nazywa taki post jak twój?
    Pierdoleniem od rzeczy się nazywa. Bo nie dość, że wykazujesz się głęboką ignorancją w temacie, w którym zabierasz głos, to jeszcze przy analizie owej ignorancji wychodzą dodatkowe punkty, które nakazują się zastanowić, czy ty w ogóle miałeś jakąkolwiek styczność z tym, o czym bełkoczesz. Bo jak na moje, to gdzieś słyszałeś coś od kolegi circa 2005 jak to tam wyglądało i teraz strugasz gieroja i znawcę

    tl;dr gówno wiesz i gówno się znasz

    • Idę do kolegi, pożyczyć podstawkę do Gry Wyobraźni. Potem pogadamy.

      • VAT23 pisze:

        „Znalazłem! Ale nie powiem co!”
        Czy to znów wybory na prezydenta w ’90? Czy larpujesz Tymińskiego?
        Ta gra została wydana w 2001 roku. Jesteś pewny, że to właśnie w nią grałeś w latach 90tych, jełopie? (Podobno) Trzymasz to baranie w rękach (bądź wertujesz PDF) i nie przyszło ci nawet do głowy zerknąć na stopkę. Znasz tak bardzo treść tej gry, że nie tylko pieprzysz głupoty o jej zawartości, ale już nawet dekady ci się zaczynają plątać, kiedy to też w nią „grałeś”.
        Ale spoko. I tak nie będziesz próbował się nawet bronić (bo nie masz jak), tylko przerzucisz całą „kontrę” na to, że traktuję cię jak ścierwo. Bo co innego ci zostało, poza przyznaniem, że popełniłeś dyletancki tekst o grze, której nie znasz? A przecież to by ci przez „gardło” nie przeszło. Aż się dziwię, że nie zacząłeś kasować masowo postów. Tak bardzo czytelnictwo spadło, że liczysz, że gównoburza przyciągnie ludzi, czy jak?

        Najgłupsze w tym wszystkim jest to, że miałeś doskonały okres, żeby publikować ten swój elaborat o niczym. I aż by wtedy wokół niego huczało. Półtora roku temu, kiedy temat był świeży i kogoś jeszcze realnie obchodziło, co popełnił Pondsmith i dlaczego. Ale tak bardzo byłeś „na bieżąco”, że nawet nie zauważyłeś sprawy i teraz wielce bierzesz się za mówienie ludziom, jaka to straszna tragedia się wydarzyła w świecie RPG półtora roku temu. W trakcie rozmowy też zabawiasz drugą stronę pogodą sprzed roku?

      • Tak bardzo czytelnictwo spadło, że liczysz, że gównoburza przyciągnie ludzi, czy jak?

        Gównoburze z twoim udziałem mają zerowy wpływ na wyświetlalność tekstów.

    • Proszę nie wklejać linków do pirackich plików.

      • VAT23 pisze:

        Już wróciłeś od kolegi? I co? Nie dał? A to szkoda!

      • VAT23 pisze:

        I jak to wszystko zmienia fakt, że zabrałeś się za swój post, nawet nie racząc wcześniej zajrzeć do książki, po której się wozisz, pisząc kompletny bzdury?

      • Czarno na białym ukazuje, że jak zwykłe łączysz lenistwo zbyt duże, by przeczytać post, który komentujesz, napastliwą roszczeniowość i brednie.

      • VAT23 pisze:

        A to ciekawe, bo w moim komentarzu jest punktowanie krok po kroku tego „artykułu”. Czyżbyś nawet nie raczył przeczytać, zarzucając mi to samo?

        Obydwaj doskonale wiemy, że nic nie znajdziesz w tej książce, czego tu nie powiedziałem i obydwaj równie dobrze wiemy, że trzeba było do niej zajrzeć zanim zacząłeś pisać kolejną bzdurkę o RPG. Ale tego nie zrobiłeś, i dlatego mogę cię za to bezkarnie besztać. Bo na to zwyczajnie zapracowałeś. A raczej – nie pracowałeś i dlatego właśnie jesteś wyzywany od dyletantów, leniów i kretynów. Trzeba mieć niesamowity wręcz tupet, żeby po czymś jechać, nie znając treści. Więc kiedy ty mi to wytykasz w momencie, w którym zostałeś wypunktowany, osiągasz nowe wyżyny debilizmu.

      • A to ciekawe, bo w moim komentarzu jest punktowanie krok po kroku tego „artykułu”. Czyżbyś nawet nie raczył przeczytać, zarzucając mi to samo?

        Przeczytałem. Jak zwykle dyskutujesz ze swoimi psychozami, a nie ze mną.

        Obydwaj doskonale wiemy, że nic nie znajdziesz w tej książce, czego tu nie powiedziałem i obydwaj równie dobrze wiemy, że trzeba było do niej zajrzeć zanim zacząłeś pisać kolejną bzdurkę o RPG.

        A niespodzianka. Już po 15 minutach lektury znalazłem takie ciekawostki, że trudno po nich uwierzyć, czy faktycznie mam do czynienia z Mistrzem Gry o 17 letnim doświadczeniu.

        Ale tego nie zrobiłeś, i dlatego mogę cię za to bezkarnie besztać. Bo na to zwyczajnie zapracowałeś. A raczej – nie pracowałeś i dlatego właśnie jesteś wyzywany od dyletantów, leniów i kretynów.

        Przez ludzi najmniej mi równych, a być może jeszcze gorszych.

        Trzeba mieć niesamowity wręcz tupet, żeby po czymś jechać, nie znając treści. Więc kiedy ty mi to wytykasz w momencie, w którym zostałeś wypunktowany, osiągasz nowe wyżyny debilizmu.

        Znam treść. Wystarczy, że przejechaliśmy się z kolegami na Wiedźminie: Grze Wyobraźni w latach 90-tych. Nie trzeba codziennie wsadzać ręki do sieczkarni, żeby wiedzieć, że to głupi pomysł.

    • Ad Podsmith:
      Co do tekstu mają te ploteczki? Przecież nikt nie planuje ani się z Podsmithem zaprzyjaźniać, ani robić z nim interesy, tylko ewentualnie grać w jego grę.

      I gotowe. Gra wyszła w połowie 2018, przechodząc kompletnie bez echa, nie licząc bardzo zainteresowanych kręgów.

      To prawda, nie zmyślasz…

      https://www.geeknative.com/64319/the-best-selling-rpgs-at-drivethrurpg-in-2018/

      Ranking nie obejmuje dedeków i ich klonów.

      3) Liczba potworów w W:GW
      W podręczniku podstawowym jest ich 80. I to jak „wampiry” i „smoki” wrzuci się pod jedno słowo, choć każde ma swoją listę podgatunków. Każdy z nich skrupulatnie opisany, wraz z mechaniką ich specjalnych ataków, jeśli takowe posiadają. Podręcznik wręcz słynie z tego, że zebrał do kupy absolutnie wszystkie stworzy, jakie kiedykolwiek zostały choćby wspomniane albo wyliczone ciągiem w książkach Sapkowskiego i umieścił je w grze. Do tego stopnia, że tym podręcznikiem potem posiłkowali się REDzi, nie tylko w kwestii potworów zresztą.
      Co ci stało w zasadzie na przeszkodzie, żeby otworzyć PDF i sprawdzić? Poza bycia leniwym dyletantem, oczywiście?

      Powody są w teście.

      W grze nie ma 80 potworów, tylko 51 (46, jeśli nie liczyć istot, z którymi drużyna i tak nie będzie walczyć jak Jednorożec). Trzy z nich (Likantrop, Smok Właściwy i Wampir) mają łącznie 13 pododmian.

      Jak na grę o zabójcach potworów jest to nadal bardzo mało. Porównaj to z grami o postaciach, które nie są aż tak wyspecjalizowane w zabijaniu potworów, jak choćby Dungeons and Dragons, Patchfinder, (250-300 potworów zależnie od edycji), Earthdawn (35 potworów) czy Warhammer 4ed (57 potworów z licznymi podgatunkami) czy Wampir: Maskarada (22 potwory).

      Jak się to rozłoży na umiejętności specjalne, to faktycznie, można zauważyć przewagę wiedźminów nad innymi postaciami. Przejawia się ona następująco:
      – Znaki są „w pakiecie”, Nie trzeba ich kupować, ma się je wszystkie na dzień dobry i… w zasadzie tyle.
      – Wiedźmin regeneruje swoją Żywotność dwa razy szybciej od innych postaci
      – Wiedźmin może używać Punktów Mocy jako Punktów Walki
      Czyli na dobrą sprawę, wiedźmin jest… wiedźminem. Szybciej dojdzie do siebie po walce, ma swoje własne, bardzo słabe czary oraz może używać własnej, magicznej mocy, do pomagania sobie w walce.

      Nie da się nie zauważyć, że marginalizujesz jeden fakt: Wiedźmin może używać Punkty Mocy jako Punkty Walki. Tak więc w chwili, gdy Wojownik o takich samych statystykach jak on ma 16 Punktów Walki on ma ich 34.

      To naprawdę bez różnicy dla gry, czy na walkę jesteś w stanie:
      – rzucić 1 atak save or die czy 3 (Pchnięcie Królewskie)
      – wywołać 2 czy 4 automatyczne trafienia krytyczne, zadające podwójne obrażenia + efekty trafienia krytycznego (Pchnięcie Odkryte)
      – użyć 4 czy 8 automatycznych trafień (Incartata)

      Zupełnie bez różnicy.

      Wybacz, ale mówisz dużo o „tupecie”, „pieprzeniu”, „dyletanctwie” i „bredniach” innych takich, ale…

      …Ale sam nie mogłeś policzyć tych potworów, zanim podałeś ich zupełnie fantastyczną ilość?

      • I teraz, aby było jasne:

        Wydaje mi się, że nikt nie lubi przebywać w jednym miejscu z hipokrytami (a uważam, że te trzy poważne błędy rzeczowe, które wymieniłem wystarczają, żeby obnażyć Twoje, co najmniej podwójne standardy), podobnie jak z osobami wyznającymi roszczeniowe podejście do innych osób, albo uznającymi, że obrażanie innych jest dopuszczalnym sposobem dyskusji. Dlatego też chciałbym Cię poinformać, że jeśli od teraz (godziny 1:00 26 lutego 2020) do czasu nieokreślonego:
        – wykażesz się postawą, która w choć najmniejszym stopniu da się zinterpretować jako roszczeniowa
        – użyjesz pod adresem moim lub jakiegokolwiek innego użytkownika tego bloga zwrotu, który da się uznać za obraźliwy, dokuczliwy, ironiczny czy sarkastyczny
        – napiszesz choć jeden komentarz, który nie spełnia narzuconych przez Ciebie osobiście, jakże wysokich standardów w dochodzeniu do prawdy
        – w jakikolwiek inny sposób pogwałcisz normy współżycia społecznego
        – a także spróbujesz brać na litość, zasłaniać się wolnością słowa lub robić z siebie męczennika

        To dostaniesz bana.

      • PK_AZ pisze:

        „Za moment okaże się, że potworów tak naprawdę nie ma wcale, bo określenie „potwór” jest rasistowskie. I zrobisz to tylko po to, żeby kolejny raz licytować się na słówka i dziecko do brzucha wpychać, że wcale, ale to wcale nie jesteś w błędzie oraz że z całą pewnością twoja racja jest najtwojsza.”

        Tak do informacji osób postronnych: patrzę właśnie na spis treści. Rozdział Kraniec Świata: Księga Kontynentu, podrozdział Bestie Kontynentu ma 57 podpunktów. Pierwsze sześć to, jeśli dobrze myślę, specjalne zasady potworów. Pozostałe 51 to konkretne potwory. Być może z pododmianami wychodzi osiemdziesiąt, ale nie tego dotyczyła dyskusja.

    • PK_AZ pisze:

      Uzupełnienie. Metodą prostego zliczania dotarłem do liczby 61 stworów. Różnica (w stosunku do 51) bierze się stąd, że trzy stwory (smoki, wampiry i likantropy) występują w odpowiednio 6, 4 i 3 odmianach, co daje dziesięć dodatkowych krotek statystyk (nie trzynaście, bo w stosunku do poprzedniego szacunku wylatują „abstrakcyjne” smoki, wampiry i likantropy).

      Notabene stronę niżej jest jeszcze tabela ze zwierzętami, licząca 27 krotek. Nie wliczam ich do potworów, bo z kontekstu wnoszę, że ani Zegarmistrz, ani Vat tego nie robili.

  6. slanngada pisze:

    VAT23, o ile sam uważam, że zegarmistrz miewa proste sądy i często się z nim niezgadzam, to twoja agresywna tyrada nie świadczy zbyt dobrze o tobie…

    • VAT23 pisze:

      A ja zwyczajnie nie widzę sensu ani powodu, żeby się z nim cackać. Szeroko pojęta „kultura własna” jest niepotrzebną frustracją, gdy przystępuje się do zapasów w błocie.

      • Nyślę, że ta wypowiedź:

        Szeroko pojęta „kultura własna” jest niepotrzebną frustracją, gdy przystępuje się do zapasów w błocie.

        przesądza o sensie pozostawiania VAT-owi 23 wolności wypowiedzi.

        PS. Jako, że system banów na WordPressie działa trochę wadliwie może minąć kilka dni, zanim mechanizm zaskoczy.

    • PK_AZ pisze:

      Dziękuję. Ująłeś w słowa to, czego ja, bez obelg, wulgaryzmów i docinek, bym nie potrafił.

    • Suchy pisze:

      Slanngada
      To jest naprawdę delikatnie powiedziane.
      Ja naprawdę nie rozumiem co w takich ludziach siedzi.
      No więc ktoś się pomylił w internetach.
      Ok. Spoko. Piszesz jeden koment może dwa gdzie przelewasz swoją opinię dlaczego ale to …

      Może za mało tego internetowego szamba oglądam od czasów kiedy przestałem zaglądać na poltera ale dawno nie widziałem takiego pokazu bezsensownego wylewania jadu i hipokryzji.

      Nawet jeśli spostrzeżenie jest słuszne, nawet jeśli Zegarmistrz zrobił słabe rozeznanie w temacie, może rzeczywiście nie śledzi na bieżąco tego co się dzieje w świecie rpg od ostatnich kilkunastu lat może nawet nie zerknął do podręcznika do WGW, itd. to niezależnie jaką treść to niesie to forma sprawia, że równie dobrze mogło by tej treści nie być.

      A w ogóle co to za kretyński argument, że nie jesteś na bieżąco z tym co się ostatnio dzieje w rpg’owym świecie i w ogóle najwyraźniej nie grywasz w nic ostatnio więc siedź cicho i się nie wypowiadaj bo każdy twój argument jest z tego powodu do tyłka?
      No więc od 15 lat siedzę zamknięty w moim własnym kółku wzajemnej adoracji i kiszę się w tym samym sosie ciągle tych samych systemów i mam pewne spostrzeżenia na temat tego jak się powinno grać. Czy jeśli te spostrzeżenia są słuszne to fakt, że doszedłem do nich grając w Młotka 2e czyni je mniej słusznymi ? Nawet jeśli wyważam już otwarte drzwi bo ktoś wymyślił lepsze rozwiązanie to sprawia to, że moje rozwiązania są zupełnie do niczego?
      Zarzucanie, że Zegarmistrz uprawia tu mojszyzm podczas gdy robi się dokładnie to samo.
      Zarzucanie używania trików erystycznych kiedy na podstawie tych jego wpisów można by napisać rozdział do książki o erystyce.
      Zarzucanie, że Zegarmistrz bredzi w kółko o tym samym kiedy samemu pisze się przydługi elaborat który zatacza koło ze 2-3 razy, a potem następny i następny…

      Do tego jeszcze dyskutowanie nie z argumentami czy tezami osoby tylko z osobą.
      Nie! wróć… Ze swoim własnym wyobrażeniem tej osoby jakie ma się w swojej głowie.
      W efekcie zamiast sprawiać wrażenie kogoś kto jedzie po Zegarmistrzu „jak po burej suce” to sprawia to wygląda na siedzącego w kącie i mamrotającego samemu do siebie świra, który tylko co chwila wybucha głośnym „Ha! Ale mu powiedziałem! Dobry jestem!”.
      Do tego jeszcze to spamowanie śmieciowych komentów gdzie popadnie.
      Nie będę ukrywać. Sam się kiedyś tak zachowywałem.
      Ale skończyłem 13 lat.

  7. pontifex maximus pisze:

    Ej, ale nie kasujcie mi tych flejmów, za dużo mam zabawy, jak je czytam. Komuś chrupek?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s