Przeczytane: styczeń 2020: Bakker, Correy i paru innych

W styczniu udało mi się łyknąć zaledwie pięć książek. Nie jest to fenomenalny wynik, ale zawsze mogło być gorzej. Tak więc w tym miesiącu kontynuujemy przygodę z podbojem kosmosu pióra Jamesa Coreya, kończymy naszą znajomość z cyklem Książę Nicości Scotta Bakera oraz rozpoczynamy znajomość z nową transzą Osprejów.

Myśl tysiąckrotna:

Ocena: 7/10

Trzeci tom cyklu Książę Nicości, który to cykl niezbyt przypadł mi do gustu i raczej nie będę do niego wracał.

Po tomie drugim, w którym zrobiło się dość interesująco niestety książka wróciła do maniery z tomu pierwszego, to jest okropnego przegadania, skupieniu się na postaciach, które w sumie nie mają wiele do powiedzenia (Esmet, Achmanian) oraz możliwym udziwnianiu wszystkich nazw. Ogólnie to powieść byłaby dużo lepsza, gdyby pozbyć się tych postaci i skupić się wyłącznie na Kellhusie i postaciach z jego najbliższego otoczenia.

Byłaby też lepsza, gdyby leksykon nazw i pojęć, który zajmuje jej ostatnie 100 stron umieścić od razu w pierwszym tomie, a nie w ostatnim. Tym bardziej, że te są nader skomplikowane i tak naprawdę bez niego lekturze towarzyszy dezorientacja. Gdyby był w pierwszym tomie, to od razu rozumiałbym wszystkie subtelności i różnice, to, czym magia Gnozy różni się od magii Anagogii i tak dalej i tak dalej, to łatwiej byłoby mi wychwycić wszystkie subtelności lektury…

A tak…

Cóż, umiarkowanie mnie ona bawiła.

Post Scriptum:

Egzemplarz „Myśli tysiąckrotnej”, który został skasowany ze zbiorów Biblioteki Publicznej Miasta Warszawy. Tak się zdarzyło, że tkwiła w nim karta biblioteczna, z której wynikało, że książkę nabyto w roku 2007, skasowano w 2019. W tym czasie wypożyczono ją dokładnie jeden raz.

Mimo wszystko trochę to smutne.

Życie w średniowiecznym zamku:

Ocena: 1k6+4

Mam trochę mieszane uczucia wobec tej książki.

Gdybym był w liceum i wpadła mi w ręce prawdopodobnie stałaby się moją ulubioną lekturą, na równi z Władcą Pierścieni oraz Rękopisem Znalezionym W Smoczej Jaskini Andrzeja Sapkowskiego. Obecnie jednak mam bardziej wyczerpujące opracowania na temat w swojej biblioteczce…

Które jednak pisane są językiem tak specjalistycznym, że ich czytanie powoduje ból głowy, są tak grube, że można nimi zabić i nieprzejrzyste, że lepiej działają na sen, niż niejeden lek dostępny tylko na receptę.

Tutaj natomiast mamy jasno, zwięźle, na temat i prostym językiem. Dowiadujemy się więc skąd pochodzą zamki oraz jak rozwijały się przez wieki, kim byli ich panowie, a kim panie, jak sprawdzały się na wojnie, jak wyglądał typowy dzień życia w zamku oraz jak wyglądał typowy rok w takim…

Ale żeby nie przesłodzić: mam kilka zarzutów co do jakości tekstu. Zwłaszcza pierwszy rozdział bije po oczach angielskim nacjonalizmem i pojawiają się w nim prawdziwe kocopoły. Na przykład autorzy piszą, że w XI wieku kultura francuska była dominująca i wyznaczała trendy tego co modne, przez co ludzie Wilhelma Zdobywcy używali go zamiast angielskiego. Otóż: nie jest to prawdą. Ludzie Wilhelma Zdobywcy po prostu przypłynęli z Francji, więc po jakiemu mieli mówić?

Tak więc książka ma zarówno wady jak i zalety. Jedną z tych drugich jest leksykon najbardziej interesujących zamków znajdujących się na szerokim rozstrzale geograficznym (lista została uzupełniona też przez polskiego wydawcę o nasze zamki). Tak więc, jeśli ktoś ma pieniądze, to może zaplanować sobie wycieczkę…

Autorzy napisali też książki Życie w średniowiecznym mieście oraz Życie w średniowiecznej wsi, które też sobie kupię.

Poskromienie samurajów:

Ocena: 8/10

Książka jest próbą zmierzenia się z legendą i kulturą samurajów, podjętą przez japońskiego uczonego pracującego w USA. Zajmuje się z jednej strony analizą dziejów zjawiska, jakim sama w sobie była klasa samurajów. Z drugiej z mitami i nieporozumieniami jakie, w szczególności w świecie anglosaskim, wokół niej narosły. W szczególności zajęty jest polemiką z książką „Chryzantema i miecz” Ruth Benedict.

Ogólnie pozycja jest ciekawa, zajmuje się głównie pojęciem samurajskiego honoru, spełnianej przez tą warstwę roli oraz jego znaczenia w kontekście osobistym, relacji wasal-suweren oraz człowiek-władza.

Dowiedzieć się z niej można sporo o tym, jakimi ludźmi byli wiadomi wojownicy w rzeczywistości, w oderwaniu od sensacyjnych opowieści, które budziły zdziwienie i konsternacje w samej, dawnej Japonii, tak chętnie eksplorowanych przez kino.

Jeśli ktoś interesuje się kulturą Japonii i nie boi się akademickiego języka, to polecam.

Wzlot Persopolis:

Ocena: 7/10

Siódmy tom cyklu Expanse, moim zdaniem już dość mocno odchodzący od tego, czym książka była na początku. To znaczy: space operą, w której faktycznie „science” znajdowało równowagę z „fiction”. Podobnie jak we Wrotach Abaddona oraz Gorączce Ciboli na pierwszy plan wychodzą obcy, spychając w tył społeczeństwo przyszłości i jego problemy.

Tym, co mi się nie podoba to takie już dość tandetne rozwiązania w rodzaju nieśmiertelnych i niezniszczalnych krążowników z samoleczącymi się pancerzami, potrafiących zawieszać prawa fizyki i dysponujących magicznymi laserami.

Także za wiele kompetencji przypisywanych jest bohaterom. Nagle okazuje się, że Holden i reszta są postaciami jeszcze bardziej niezwykłymi: to oni dokonują odkryć, zauważają rzeczy, których nikt inny nie zauważa, wymyślają plany lepsze, niż ktokolwiek inny… Przeciwnicy natomiast starają się potykać o własne nogi, by tylko im zadanie ułatwić umieszczając w swoich zabezpieczeniach rozmaite luki, tylko po to, by dało się je wyzyskać.

Jeździec Karolingów 786-987:

Ocena: 8/10

Pierwszy z nowej transzy Osprejów*. Tym razem pozycja traktuje o konnych wojownikach Karola Wielkiego i innych królów wczesnośredniowiecznej Francji. Tom teoretycznie ma opowiadać o wojowniku, faktycznie bardziej skupia się na życiu codziennym, co samo w sobie też jest ciekawe. Autor rozprawia się z wieloma mitami, które dominowały w tradycyjnej historiografii (dominacja ciężkiej jazdy w czasach karolińskich, silne wykorzystanie strzemion), a które okazały się nie mieć uzasadnienia w świetle współczesnych znalezisk archeologicznych.

Na wspomnienie zasługują też ilustracje. Akurat w tym tomie znajdują się jedne z lepszych, jakie w omawianych wydawnictwach widziałem. Dynamicznych, z wyraźnymi konturami i dużym nasyceniem barw.

Ogólnie: bardzo dobry przypadek, z którego zakupu jestem zadowolony.

*Ktoś (chyba Lurker) pytał się, jakie planuję kupić. Otóż: w tej transzy poszła: Armia Gustawa Adolfa T. 1 i 2, Armie średniowiecznych Niemiec, Sztuka oblężnicza w świecie rzymskim, Lewes i Evesham, Łucznik angielski, Armie Aleksandra Wielkiego, Armie macedońskie po Aleksandrze Wielkim, Konkwiskador i oczywiście Jeździec Karolingów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia, Przeczytane i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Przeczytane: styczeń 2020: Bakker, Correy i paru innych

  1. Suchy pisze:

    Joseph i Frances Gies napisali też „Życie średniowiecznej kobiety” i „Życie średniowiecznej rodziny”.
    To pierwsze właśnie czytam i powiem że poziom podobny do pozostałych książek z cyklu. Generalnie nawet przyjemne czytadełka w sam raz żeby odpocząć po czymś cięższym.

  2. Lurker pisze:

    Aż specjalnie tego poszukałem.

    https://fanbojizycie.wordpress.com/2019/12/07/przeczytane-listopad-2019-zmiany-port-cienia-kradziez-historii-i-inne/comment-page-1/#comment-8899

    To nie ja pytałem.

    1. Aczkolwiek – z tych, które dzisiaj wymieniasz – najbardziej jestem ciekaw twojej opinii na temat tych pozycji:

    Sztuka oblężnicza w świecie rzymskim – ciekaw jestem, czy będzie więcej ciekawych i nie-tak-powszechnie znanych informacji, niż w przypadku analogicznej książeczki dotyczącej oblężeń średniowiecznych.

    Armie średniowiecznych Niemiec 1000-1300 – ponownie: ciekaw jestem, czy nie powtórzy się tutaj ten sam problem, co w przypadku pozycji dotyczącej średniowiecznej Polski.

    Angielski łucznik 1330–1515 – po prostu sam się przymierzam i jestem ciekaw, czy faktycznie warto (tj. czy twoje odczucia będą podobne, jak w przypadku Tana i Hersira, tudzież chociażby dzisiaj omówionego Jeźdźca Karolingów).

    2. Co do:

    Armii macedońskich po Aleksandrze Wielkim 323-168 przed Chr. – to większość informacji w gruncie rzeczy pokrywała się z tym, co wcześniej przeczytałem w Macedońskim piechurze. Elitarnym wojowniku Aleksandra Wielkiego – w szczególności, jeśli mowa o ogólnym składzie wojsk macedońskich, formacjach na nie się składających, ich liczebności, taktyce ich wykorzystania, itd. – czyli chyba tym, co najważniejsze w tego typu pozycjach – różniła się zaś przede wszystkim omawianym okresem historycznym (a miała również słabsze (mniej… fajne?) ilustracje, niż Elitarny Wojownik *). Jeśli więc miałbym polecić komuś TYLKO JEDNEGO Ospreya dotyczącego Macedończyków – to stawiałbym w pierwszej kolejności na Warriora.
    Bo – jak do tej pory przynajmniej, z mojego doświadczenia – Ospreye z serii Warrior generalnie wyżej oceniam od tych z serii Men-at-Arms. Szczególnie zauważalne jest to, kiedy porównuje się dwie pozycje – Warriora i Men-at-Armsa – dotyczące tego samego miejsca i okresu.
    Z tego też powodu waham się z decyzją odnośnie – wymienianych przez ciebie również dzisiaj tam powyżej: Armii Aleksandra Wielkiego – bo ponownie: podejrzewam, że tam również w większości będzie to samo; ale ponownie: słabiej przedstawione, niż w Elitarnym Wojowniku.
    (a o armii Aleksandra czytałem ponadto dopiero co w HBkach jego dotyczących, więc…)
    Dlatego jestem w sumie ciekaw, jakie będą twoje odczucia odnośnie tych dwóch przez ciebie dopiero co zakupionych pozycji.

    3. Tam w dyskusji pod artykułem, którą linkuję na początku TEGO komentarza, opisuję tam poniżej kilka innych pozycji, które polecam, a których nie polecam – jeśli chciałbyś ewentualnie się o to dopytać.

    4. I jak tam właśnie pisałem, zastanawiałem się nad Bizantyjskim Piechurem

    No więc nabyłem jednak tą pozycję. Przejrzałem pobieżnie ilustracje i… moje obawy, wynikające z wyglądu okładki, niestety się potwierdziły. Tam po prostu – w owym samym środku książki, gdzie są te kolorowe plansze – faktycznie nie ma ilustracji, która nadawałyby się na okładkę. Stąd właśnie taka (jak na Ospreya: zaiste nietypowa) okładka, a nie inna. *

    * – więc chyba faktycznie wychodziłoby na to, że przy wyborze Ospreyów akurat należy kierować się jednak głównie okładką – bo zazwyczaj trafia na nią najlepsza ilustracja z danego tytułu (bądź jedna z lepszych) – więc jest to dosyć wyraźny wyznacznik jakości wizualnej danej pozycji.

    No chyba, że ja po prostu w większości na takie egzemplarze natrafiłem do tej pory…

    Zresztą – jak piszesz odnośnie dzisiaj omawianego Ospreya:

    Na wspomnienie zasługują też ilustracje. Akurat w tym tomie znajdują się jedne z lepszych, jakie w omawianych wydawnictwach widziałem. Dynamicznych, z wyraźnymi konturami i dużym nasyceniem barw.

    Czego ponownie można się spodziewać… patrząc na samą okładkę…

    Kolejny przykład potwierdzający regułę.

    • Na więcej odpowiem później, bo właśnie skończyłem 14 dniowy tydzień pracy i wypiłem kilka piw, żeby się zresetować.

      – Sztuka oblężnicza w świecie rzymskim – ciekaw jestem, czy będzie więcej ciekawych i nie-tak-powszechnie znanych informacji, niż w przypadku analogicznej książeczki dotyczącej oblężeń średniowiecznych.

      Jeszcze nie czytałem. Ale obrazki są paskudne. Prawie nic na nich nie widać. Najbrzydszy, jaki mam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s