Fanboj, „Sąd Rodzinny” i spotkanie z ludem…

Mówiąc o „Sądzie Rodzinnym” mam na myśli program rozrywkowy na TVN, a nie prawdziwą instytucję.

W skutek obrażeń odniesionych w walce z potworami trafiłem do szpitala. Leżałem sobie spokojnie na sali pełnej staruszków, gdy do jednego z nich przyszedł w odwiedziny brat. Brat chciał być miły i kupił mu seans telewizyjny (telewizja w szpitalu była płatna). Wybór padł na TVN, gdzie akurat leciała abominacja o nazwie „Sąd Rodzinny”.

Seans ten był zdecydowanie najmniej przyjemnym elementem wizyty w szpitalu.

Co to jest?

Sąd Rodzinny” to program TVN kręcony w latach 2008-2011 i obecnie emitowany na różnych kanałach-klonach tej stacji. Oglądamy w nim inscenizację fikcyjnej rozprawy sądowej, odgrywanej przez naturszczyków i kiepskich aktorów, jednocześnie żyjąc problemami rodzinnymi bohaterów.

Tematem tego odcinka była dość dęta sprawa rozwodowa. Mieliśmy więc parę: 27 letniego stróża nocnego pilnującego pola namiotowego i 22 letnią córkę właściciela owego pola namiotowego. Stróż wnosił o rozwód, udowadniając, że jego miłość wygasła z powodu scen zazdrości, które urządzała mu małżonka. W rozprawie dużą rolę grał też teść, który dostarczył licznych dowodów na to, że małżonek zdradzał jego córkę. Córka nie chciała jednak w to uwierzyć. W toku rozprawy wyszło na jaw, że teść nie tylko sfingował zdradę, opłacając rzekomą kochankę męża (będącą kucharką w domu teścia) i skłaniając ją do fałszywych zeznać, ale także zapłacił mężowi za odejście od żony.

Tak…

Zestaw dyżurnych archetypów:

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy to zestaw archetypów, które moim zdaniem rzutują na obraz społeczeństwa, jaki w głowach mają twórcy. Tak więc:

  • Teść. Jest dystyngowanym gentlemanem ze sztywnymi zasadami i sztywnym światopoglądem, w typie przedwojennego ziemianina. Posiada bajeczny majątek (o którym później), zatrudnia kucharkę i inną słóżbę, sen z oczu spędza mu jednak fakt, że córka zdeklasowała się wychodząc za stróża nocnego.

  • Żona: 22 letnia inwalidka poruszająca się na wózku. Sparaliżowana od urodzenia. Najbardziej z tego wszystkiego podobna do człowieka.

  • Mąż: 27 letni cwaniaczek w przekrzywionej czapce. Typ przedwojennego, lwowskiego apasza.

  • Szwagier: około 30 letni cwaniaczek, typ bikiniarza. Powiela uprzedzenia klasowe swojego ojca.

  • Siostra męża: nastolatka, urzeczywistniająca wszelkie cechy młodzieżowości. Ubiera się nikt się nie ubiera, mówi tak, jak nikt nie mówi. Nie może usiedzieć w miejscu, wierci się, jakby miała owsiki w tyłku. Jest też skrajnie głupia. Chce sabotować związek brata, ponieważ, odkąd się ożenił ten nie chce jeść parówek (o tym dalej).

  • Kochanka: typ „złej konkurentki”. Sztuczna uroda, masa ozdób i innych elementów, przez które wygląda 20 lat starzej. Agresywna seksualność, o której rozmawia bez najmniejszych zahamowań, podając najbardziej intymne szczegóły.

Wybaczcie, ale takich ludzi nie ma. A przynajmniej nie widuje ich się na ulicach. Jeśli ktoś był w wieku wystarczającym, by załapać się na przedwojenne obyczaje, na tyle, żeby przyjąć pozę ziemianina albo apasza, to w chwili, gdy kręcono ten odcinek miałby 80-90 lat. Raczej nie brałby się do interesu, tylko bawił prawnuki. Owszem, w Polsce jest całkiem sporo rekinów drobnego biznesu w wieku średnim, ale najczęściej wywodzą się oni z warstwy chłopsko-robotniczej, a nie reprezentują starych, przedwojennych pieniędzy.

Bikiniarze byli modni w latach 50-tych. Znów: jeśli ktoś załapał się na ten ruch i miał wtedy – dajmy na to – 15 lat, to w chwili, gdy kręcono ten odcinek miałby ich 70.

Za wyjątkiem żony, która wygląda jak całkiem normalna kobieta, pozostałe panie przypominają mi natomiast Nicole Cruchot (córkę żandarma z Saint-Tropez). I są one podobnie realistyczne.

Zastanawia mnie jedno: czy to jest geniusz, szaleństwo, czy szalony geniusz? To znaczy: czy te programy tworzone są przez ludzi, którzy przez ostatnie 60 lat nie wyszli ze studia i nie wiedzą, jak się świat zmienił i tkwią w pułapce swoich wyobrażeń o świecie, ukształtowanych przez filmy i prozę lat 50-tych? Czy przeciwnie, przez ludzi, którzy tak dobrze znają swoich odbiorców, że wiedzą iż ci przez ostatnie 60 lat nie wstali sprzed kanapy i tkwią w wyżej wymienionej pułapce? Czy też przez przypadek trafił swój na swego?

Hipoteza „szalonego geniuszu” wydaje mi się mało prawdopodobna z prostej przyczyny: TVN i inne stacje wrzucają te same archetypy wszędzie, także do programów młodzieżowych, które raczej trudno uznać za adresowane do osób starszych.

Miłość kosztuje 30.000 złotych:

Taką oto sumę Ojciec Żony obiecał Mężowi za to by ten się rozwiódł.

Ciekawi mnie jedno: czy faktycznie w Polsce są ludzie, dla których ta suma jest tak nieosiągalna, że są w stanie uwierzyć, że ktoś dla niej zrezygnowałby z miłości życia?

Serio to jest aż taki majątek?

Bo o ile mi wiadomo, w 2010, kiedy powstawał „Sąd Rodzinny” najniższa krajowa wynosiła 1.317 złotego, co daje jakieś 1000 złotych netto. Tak więc, by zarobić na taki majątek wystarczyłoby pracować przez dwa i pół roku.

Nie brzmi to więc, jakby ktoś miał zrobić interes życia.

50 złotych to poważna suma:

Za tyle można skłonić świadka do składania fałszywych zeznań.

Skusilibyście się?

Pole namiotowe, czyli żyła złota:

Jak mówiłem Ojciec Żony jest szychą biznesu. Jego biznesem jest nic innego, tylko pole namiotowe. Przynosi ono tak duże pieniądze, że nie tylko uzasadnia, by jego syn miał prywatne biuro, w którym spędza dużo czasu ciężko pracując (ktoś wyobraża sobie prowadzenie takiego pola generuje bowiem zapewne masę roboty papierkowej i wymaga ciągłego kontaktu z licznymi klientami biznesowymi), ale też pozwala utrzymać willę ze służbą…

Jeśli na tym polu, pod namiotem jest wytwórnia amfetaminy, to pewnie tak…

Interesy robi się przy piwie:

Spotkanie biznesowe wygląda tak, że przychodzisz do biznesmena, wyciągasz dwa piwa i mówisz „ubijmy interes”.

Jeśli ten interes ma polegać na okazjonalnym zakupie 20 letniego poloneza, to faktycznie tak to wygląda.

Jednak nic poważniejszego w ten sposób nie da się załatwić. Bo sam wychodzisz na niepoważnego.

Parówki jedzą tylko biedni ludzie:

Spożywanie nietrwałych wędlin drobno mielonych, potocznie nazywanych parówkami jest wyznacznikiem biedy.

Szkoda. Lubiłem je.

Ale w zasadzie to trudno im współczuć. Przecież parówki są smaczne.

Zrozumiałbym, gdyby żywili się kartoflami bez omasty. Albo po prostu nie mieli co jeść.

Wędliny są mega drogie:

W omawianym programie mamy do czynienia z taką sceną: małolata w sądzie narzeka, że gdy Mąż ożenił się z Żoną, zaczął wybrzydzać na domowy sposób odżywiania się i skoczyły mu znacząco wymagania. By to zilustrować siostra puszcza nagrany na komórce filmik:

– Mąż: Co to jest?

– Siostra: Parówki!

– Mąż: Znowu parówki? Jemy jak biedni ludzie!

– Siostra: A co byś chciał?

– Mąż: Wędliny!

– Siostra: A ty wiesz, ile takie wędliny kosztują?

Prawdę mówiąc pojęcia nie mam, bo nie uczę się tego na pamięć. Jako, że mam dziurę w kolanie trudno mi będzie pójść do sklepu, by sprawdzić. Jednak może nas poratować wierna gazetka Biedronki. Dzięki niej dowiadujemy się, że ceny wędlin kształtują się następująco:

  • Kiełbaski Morliny Franki wieprzowodo-drobiowe, 240 gramów: 5.99

  • Kiełbasa śląska, mega paka Morliny, 1 kilogram: 12.99

  • Kiełbasa śląska Kraina Wędlin z szynki premium: 450 gramów: 7.99

  • Pasztet babci Basi Sokołów, 375 gramów: 3.99

  • Kabanos tarczyński długi, 100 gramów: 3.99

  • Parówki berlinki Morliny, 300 gramów: 3.99

  • Parówki drobiowe Kraina Wędlin, 700 gramów: 5.99

I teraz tak: pewnie im się tam w domu faktycznie nie przelewa. Jednak nie wydaje mi się, żeby urozmaicenie diety jakoś specjalnie wpłynęło na możliwości finansowe tej rodziny.

Ja zrozumiałbym jeszcze, jakby on szynki szwarcwaldzkiej zażądał…

Ale zwykłych wędlin?

Przykre jest, że niektórzy ludzie tak sobie wyobrażają rozrywkę:

Przejdźmy jednak do podsumowania.

Po pierwsze: budzi jednak negatywne emocje fakt, że ludzie wybierają taki rodzaj rozrywki, podczas gdy mogliby wybrać inny: na przykład pójść do biblioteki, albo na spacer, albo oglądać kotki w Internecie… Tym bardziej, że trudno tak naprawdę zgadnąć po co ktokolwiek miałby oglądać „Sąd Rodzinny”. Program w zasadzie nie łapie się nawet do Le Blanc’owskich kategorii rozrywki (Sensation, Fantasy, Narrative, Challenge, Fellowship, Discovery, Expresion, Submission). Owszem, ten system został stworzony dla gier, nie telewizji, jednak myślę, że można go zastosować i dla tego tematu.

Tak więc: Sąd Rodzinny jest po prostu źle zrealizowany i nie ma szans by zaspokoić czyjąś potrzebę piękna (Sensation), nie pobudza wyobraźni, wręcz przeciwnie: trzeba sporo odrealnienia, by uznać przedstawione w nim wydarzenia za prawdopodobne (Fantasy), nawet niezbyt uważny widz dostrzega dziury logiczne w scenariuszu (Narrative), wyzwaniem jest wytrzymać przy telewizorze, ale przecież nie o to chodzi (Challenge), program nie jest okazją do spotkania towarzyskiego (Fellowship), nie wprowadza nas na nowe, nieznane terytorium (Discovery), nie oferuje nam też szans, na projektowanie w nim siebie (Expresion).

Może stanowić „zjadacz czasu” (Submission), jednak pytanie brzmi: dlaczego ktoś miałby pozwolić mu płynąć przed telewizorem, zamiast zrobić coś dowolnie innego? Choćby iść na spacer, albo na grzyby?

Odpowiedzią może kryć się w tym, co poruszyłem już przy okazji rozważań: czy to jest geniusz, szaleństwo, czy szalony geniusz. Program po prostu może być wymierzony do osób starszych, mało mobilnych, nie wychodzących z domu i nie orientujących się w realnym świecie.

Jak (i dlaczego) lemingi wyobrażają sobie biedę (oraz zamożność)?

Kolejna ciekawa rzecz to to, jak działa wyobraźnia twórców tego dzieła. O ile bowiem istnieje możliwość, że takie nakreślenie charakterów występujących w „Sądzie Rodzinnym” było świadomym wyborem artystycznym (aczkolwiek osobiście w to wątpię), tak trudno zgodzić się z takim przedstawieniem rzeczywistości społecznej: z 50 złotowymi łapówkami, parówkami stanowiącymi synonim biedy i tak dalej i tak dalej…

Trudno też zgadnąć, co kieruje autorami wiadomego dzieła, że tak naszkicowali rzeczywistość.

Wygląda to jakby stali za tym ludzie całkowicie odrealnieni.

Miałem okazję otrzeć się o warszawskie środowisko dziennikarskie, a co za tym idzie także o pracowników TVN-u, Agory i Polsatu (głównie Agory). I wbrew legendom nie jest to środowisko bardzo mocno uposażone. Biorąc pod uwagę koszta życia, bo Warszawa nie należy do najtańszych miast, to w zasadzie uposażone są kiepsko.

W czasach, kiedy ocierałem się o to środowisko (2007-2012), czyli prawie dokładnie w okresie, gdy powstawał „Sąd Rodzinny” dziennikarz zarabiał jakieś 1600-2000 złotych netto, specjaliści w rodzaju fotografów, dźwiękowców, kamerzystów, zastępców redaktorów naczelnych etc. 2000-3500 złotych netto, czyli bez ekstrawagancji. Nasz redaktor naczelny miał jakieś 4.000 netto, czyli też nie jakiś cód. Oczywiście gwiazdy pokroju Kuby Wojewódzkiego zarabiają więcej, ale powiedzmy sobie szczerze: na każdego Kubę Wojewódzkiego przypada setka ludzi mediów, którzy nie są gwiazdami.

Są to normalni ludzie, którzy chodzą po ulicach i spotykają się z normalnymi ludźmi.

Pytanie brzmi co sprawiło, że postanowili takie dzieło stworzyć?

Bo wygląda to jak dzieło jakichś ludzi, żyjących w komorze echa, którzy dzień w dzień powtarzają sobie, że chwycili Boga za nogi, że pracują w Warszawie w telewizji. A skoro oni, należąc do szlachty zarabiają tak marnie, to innym musi być jeszcze gorzej!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmy, Przygody, Telewizja, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Fanboj, „Sąd Rodzinny” i spotkanie z ludem…

  1. Skate pisze:

    Seriale tego typu, zapełniające czas antenowy w godzinach niskiej oglądalności, mają w sobie coś słodkiego – może to ci naturszczycy? Podobnie słodkie jest Mango TV 🙂 – kup szczotkę a znikną wszystkie twoje problemy i świat stanie się piękniejszy :). Parówki też są lepszej i gorszej jakości, różnice w cenie bywają dwukrotne. W okolicznych sklepach z wędlinami, te lepsze wyroby często sięgają 50zł/kg. Nawet jak nie są złe, to mało kto je kupuje i często leżą nie najświeższe – w efekcie lepiej kupić coś tańszego ale świeżego.
    Pewnie ci staruszkowie nie mogli się nadziwić, że taki młody i już w szpitalu.

  2. Lurker pisze:

    Zestaw dyżurnych archetypów – jak to określiłeś – nie jest raczej stały. Zbyt pochopnie stwierdzasz, że rozgryzłeś system po obejrzeniu jednego odcinka.

    Sąd Rodzinny, podobnie zresztą, jak jego pierwowzór, którego Rodzinny jest spin-offem – tzn. Sąd Karny (mający w tytule nazwisko głównej sędzi prowadzącej) – i tak nie są najgorsze. Pochodzą jeszcze sprzed czasów tzw. para-dokumentów – w których najpierw mamy scenkę, a potem któryś z uczestników opowiada jeszcze raz o swoich odczuciach odnośnie wydarzeń wprost do kamery.
    W dodatku – jeśli o paradokumentach już mowa – te dodatkowo dzielą się, że tak to określę, na bardziej lub mniej „dramatyczne”. Tzn. jedne paradokumenty po prostu pokazują nam jakąś historię, inne dodatkowo całkowicie identyczne historie lubią okraszać muzyką, jak w jakimś thrillerze – tylko oczywiście odpowiednio niskobudżetową. Bywają więc takie programy, w których podobne historie uzupełniane są ową odpowiednio „niepokojącą” muzyką, męczącą przez cały odcinek, a bohater(tudzież zazwyczaj raczej bohaterka), który ma mniej lub bardziej błahe problemy, lata przez cały czas spocony i z wybałuszonymi oczami, jakby prześladował go co najmniej psychopata z piłą mechaniczną.
    Nie wspominając już o tym, że dzięki temu, iż Sąd jest raczej „stacjonarnym” tytułem, ominęła cię dodatkowa atrakcja para-dokumentów – kamera latająca na wszystkie strony, kiedy operator musi gonić za latającym w tę i we w tę bohaterem.

    A jeśli to był faktycznie twój absolutnie pierwszy kontakt z ową franczyzą – tj. Sądem w TVN – to pozwól, że uświadomię cię w jeszcze jednej kwestii.
    Otóż – nie wszyscy tam grający są naturszczykami.
    Sędziowie prowadzący, wszelcy adwokaci i prokuratorzy tam występujący – są prawdziwymi sędziami i prawnikami.
    Program zaś ma misję społeczną.
    Sam pisałeś jakieś kilka wpisów temu (bodajże w „Tym, jakbyś edukację zreformował”), że Polacy nie mają pojęcia, jak się zachować w sądzie – że nie znają podstawowych procedur.
    Dlatego właśnie powstał swego czasu ten program – i dlatego prawdziwi sędziowie się w to zaangażowali – żeby uświadamiać nas, jak w przybliżeniu wygląda rozprawa w polskim sądzie – żeby nie było takich nieporozumień, jak sam opisywałeś z własnego doświadczenia w tamtym wpisie.

    P.S.

    A co ci się tak właściwie stało? Napadli cię i pobili?
    A jeśli tak – to pytanie brzmi: przez przypadek akurat ciebie; dlatego, że wzięli cię za kogoś innego; czy chodziło konkretnie o ciebie? Czyżby wreszcie twoja internetowa twórczość się na tobie zemściła?

    (albo po prostu spadł z roweru, jeżdżąc po jakichś chaszczach…)

    • A co ci się tak właściwie stało? Napadli cię i pobili?

      Wina złego odżywiania się. W lutym jechałem rowerem do biedronki po Colę, chciałem przygazować, nie trafiłem nogą w pedał, za to z pełnej pety w asfalt. Podniosło mnie i wyrzuciło przez kierownice, w efekcie walnąłem kolanem w rzeczony asfalt. Na kolanie zrobił się krwiak, a potem cysta (puste miejsce w tkance, wypełnione płynem). W czerwcu, jako, że nie schodziło zaniepokoiłem się i poszedłem do chirurga. Chirurg zrobił EKG i powiedział, że skoro to nie nowotwór, to czekać aż samo przejdzie. W lipcu cysta urosła i zaczęła naciskać na nerw, więc noga przestała się zginać. Poszedłem do rodzinnego, ten skierował mnie do ortopedała w trybie pilnym. Czyli musiałem czekać 30 dni. W tym czasie noga zaczęła się zginać z powrotem, ortopedał powiedział mi więc, że zmyślam. Poszedłem więc do prywaciarza, ten powiedział, to co napisałem wcześniej i wyznaczył operację w trybie pilnym, za 60 dni. Ot cała historia.

      • Lurker pisze:

        No to jak ci się nie zginała noga (i mniemam, że przy okazji bolała) – to jak jeździłeś rowerem po odludziach, by trzaskać zdjęcia na stocka?

      • Nie zginała mi się przez jakieś 3 dni. Potem przez prawie tydzień zginała mi się tylko trochę, a następnie zaczęła zginać się normalnie. Miesiąc nic się nie działo i od początku…

    • Zestaw dyżurnych archetypów – jak to określiłeś – nie jest raczej stały. Zbyt pochopnie stwierdzasz, że rozgryzłeś system po obejrzeniu jednego odcinka.

      Ale takie same postacie są dosłownie w każdej produkcji tej stacji: w serialach komediowych, rodzinnych, młodzieżowych…

      A jeśli to był faktycznie twój absolutnie pierwszy kontakt z ową franczyzą – tj. Sądem w TVN – to pozwól, że uświadomię cię w jeszcze jednej kwestii.

      Otóż: nie oglądam telewizji. Wyjątek stanowią okazje rodzinne i inne katastrofy. Tak więc: był to mój pierwszy kontakt z tym czymś.

      Program zaś ma misję społeczną.
      Sam pisałeś jakieś kilka wpisów temu (bodajże w „Tym, jakbyś edukację zreformował”), że Polacy nie mają pojęcia, jak się zachować w sądzie – że nie znają podstawowych procedur.
      Dlatego właśnie powstał swego czasu ten program – i dlatego prawdziwi sędziowie się w to zaangażowali – żeby uświadamiać nas, jak w przybliżeniu wygląda rozprawa w polskim sądzie – żeby nie było takich nieporozumień, jak sam opisywałeś z własnego doświadczenia w tamtym wpisie.

      Ciekawe. Ale nie bardzo w to wierzę.

      Myśmy to nazywali „filozofią”. Czyli: uzasadnij, że jest na to społeczne zapotrzebowanie, żeby lepiej się sprzedawało.

  3. Moreni pisze:

    „Sąd rodzinny” to był jeden z programów namiętnie oglądanych przez mojego świętej pamięci dziadka. Wiedział, że za dużo w tym sensu nie ma, ale zaspokajało to potrzebę taniej sensacji lepiej niż brukowce, więc oglądał. To jest IMO zaspokajanie tych samych potrzeb, co oglądanie „Mody na sukces” i tych wszystkich modnych nieco wcześniej południowoamerykańskich telenoweli, tylko że tam była bajka o możnych i bogatych, a tu jest bardziej swojsko, choć z równym deficytem sensu.

    Inna rzecz, że istnieją ludzie, którzy autentycznie wierzą, że scenariusze tych wszystkich sądów i paradokumentów to najprawdziwsza prawda, a przynajmniej oparte na faktach. Serio są. Nigdy bym w to nie uwierzyła, gdybym sama w realu nie spotkała.

    A poza tym, odcinek, który oglądałeś był jeszcze z tych sensowniejszych. Moim faworytem był proces o gwałt na nieletniej, gdzie w wyniku wydarzeń na sali rozpraw okazało się że zła emo-koleżanka z chłopakiem sprzedali na portalu randkowym dziewictwo niewinnej jako ta nieobesrana łąka pokrzywdzonej podszywając się pod nią na owym portalu i zwabiając na miejsce spotkania z kupcem (który występował w roli oskarżonego).

    • Siman pisze:

      Dokładnie tak, mój ś.p. dziadek również oglądał to nałogowo. Mam wrażenie, że mu to prostu nie robiło różnicy, czy to miało sens czy nie, była sensacja i emocje (bardzo kiepsko wyrażane i uzasadnione, ale jednak) – można oglądać.

  4. Wrion pisze:

    Dlaczego ludzie to oglądają – bo to kryminał. Sprawdzona, działająca formuła – tajemnica, poszlaki, fałszywe tropy, na koniec wszystko układa się w całość. Uciągnie setkę seriali, uciągnie i ten. Nie ma znaczenia że ze słabą grą aktorską – esencja która przyciąga widzów jest zachowana. Amerykańskie CSIe czy inne ISISy mogą mieć większy budżet ale robione są tak samo mechanicznie.

    Zakładasz że za twórcami stoi jakiś artystyczny cel lub niekompetencja. Ja strzelam że za wszystko odpowiada proces twórczy typu „wymyśl 200 różnych przestępstw i napisz mi 200 oryginalnych scenariuszy. Najlepiej na wczoraj”. Pisarze którym dawno skończyły się pomysły, którzy wiedzą że piszą chłam, ale deadline goni.

  5. Lurker pisze:

    A tak gwoli uświadamiania cię, drogi autorze, w kwestii tego, do jakiego poziomu dobiła współczesna telewizja.

    Jest taki youtuber, specjalizujący się w oglądaniu i komentowaniu para-dokumentów.

    Dla przykładu – możesz rzucić okiem na, dajmy na to, poniższy materiał:

    Od razu wyjaśnię.
    Mi również, kiedy pomyślę o tego typu aktywności – oglądanie filmików na youtubie, na których koleś ogląda para-dokumenty i jeszcze dodaje coś od siebie – wydaje się być to najbardziej bezsensownym sposobem na marnowanie czasu.
    Jednak, mimo tej oczywistej prawdy, zdarza mi się czasem obejrzeć tego typu materiał. Sądząc jednak po ilości wyświetleń tego typu filmików – najprawdopodobniej nie tylko mi się zdarza. Może więc jednak umysł każdego człowieka potrzebuje od czasu do czasu tego typu „wyzwania” ?

    W każdym razie – jak kiedyś w robocie znowu nie będziesz miał co robić, a na bardziej twórczą aktywność kompletnie nie będziesz miał weny, siły, ani ochoty – możesz poprawić sobie humor, oglądając tego typu filmik.
    Po prostu – pomoże ci on w uświadomieniu sobie, że są tacy, którzy mają jeszcze gorzej. Że gdzieś tam żyją ludzie, którzy nie znają nic poza tego typu programami w telewizji. I jak ten dziadek, co leżał z tobą na sali, nie mają dostępu do żadnej innej rozrywki. I muszą oglądać całymi dniami w telewizorze tego typu rzeczy…

    Uświadomisz sobie wtedy, że nie masz wcale tak źle, jak często narzekasz i od razu podbuduje cię to na duchu. 🙂

  6. slanngada pisze:

    Moja ma (i w konsekwencji ja) ogląda w przerwach pomiędzy Peaky Blinders i Vikingami takie paradokumenty. Może jestem dziwny, ale trudno mi te dokumenty uznawać za nierealistyczne, po dziwach jakie widziałem… I to dobra pulpa jak Lovercraft w końcu, tylko bylejaksza.

    Achetyp ziemianina to ciekawa sprawa, jest sporo osób, które na ziemian się pozorują, Z drugiej strony, strasznie za tym ziemiaństwem tęsknimy, kompleks narodowy taki.

  7. Eire pisze:

    Programy z poczekalni zaczynały rzeczywiście jako programy z misją i w sumie pod tą całą naturszczykową łopatologią często kryją się sensowne pomysły- jak wygląda cukrzyca i czy może być u dzieci, czym różni się SOR od NLP, jak wygląda zawał u kobiety, i dlaczego nie należy zaczepiać wulgarnie kobiet i nie wzywać karetki na daremno.
    Problem w tym, że niestety robią to tak topornie, że wczesny Klan to przy tym szczyt finezji i nie da się tego oglądać, chyba że utkniesz z wyładowanym telefonem. Myślę, że za dużo kombinujesz z pokazanymi stereotypami- to nie ma być żaden przedwojenny pan tylko ojciec zabraniający ślubu czy snobistyczny brat nie bikiniarz. A że robi się to po kosztach to nikt nie zwraca uwagi na aktorstwo i język.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s