Przeczytane: lipiec 2019, jeden z najlepszych wyników w historii:

Bo aż 11 pozycji. W tym trzy książki fantastyczne słusznego rozmiaru, dwa wydawnictwa historyczne, też sporego ciężaru gatunkowego. Oraz siedem Ospreyów.

Gdzie więc tkwi tajemnica sukcesów czytelniczych?

Czytać krótkie książki!

Bo powiedzmy sobie szczerze: to właśnie to jest przyczyną owego, zdumiewającego wyniku. Bo powiedzmy sobie szczerze: bez dużej liczby Ospreyów, które mają po kilkadziesiąt stron objętości nie udałoby mi się przeczytać takiej liczby książek.

Wojna dwóch róż:

Ocena: 7/10

Chyba nikomu, kto czyta te raporty czytelnicze nie trzeba przedstawiać serii książkowej Ospreya. Są to krótkie (zazwyczaj liczące między 50 a 90 stronami), bogato ilustrowane wydawnictwa poświęcone jakiemuś, ściśle określonemu tematowi dotyczącemu historii militariów.

Tym razem mamy do czynienia z publikacją z serii „Campaingn” czyli traktującą o przebiegu jednego z konfliktów. Opowiada ona o niemal nieznanej mi, angielskiej wojnie domowej, która do historii przeszła jako „Wojna dwóch róż”.

Jak wszystkie tego typu wydawnictwa także i to do granic minimum ogranicza źródloznastwo i dywagacje warsztatowe, skupiając się maksymalnie na treści. Lektura jest więc łatwa i przyjemna, aczkolwiek, jak to zwykle w czasach chaosu: łatwo pogubić się w zamieszaniu. Łatwo, popularnonaukowo, przystępnie. Za to można docenić tą książkę.

Armie Kastylii i Aragonii 1370-1516:

Ocena: 7/10

Książeczka Ospreya traktująca o wojsku hiszpańskim walczącym w trakcie Rekonkwisty, kupiona do kompletu ze „Zdobyciem Granady”, które omawiałem w zeszłym miesiącu.

Co tu dużo mówić? Mamy krótki rys historyczny, sporo zdjęć artefaktów oraz, w środku książki, barwne plansze przedstawiające wojowników z epoki, ich ekwipunek i stroje, wszystko bogato oznakowane i opisane.

Lektura była dla mnie pociągająca, bo o wojskach hiszpańskich akurat wiem niewiele. Tak więc taka pigułka wiedzowa była dla mnie jak znalazł. I cieszę się, że ją przeczytałem.

Hunting the White Witch:

Ocena: 8/10

Ostatni tom trylogii Birthgrave autorstwa Tanith Lee, jednej z moich ulubionych pisarek. Birthgrave zostało przez Sapkowskiego umieszczone w jego Kanonie Fantasy, jako jedna z najlepszych pozycji gatunku.

Bohaterem tego tomu jest Vazkor. Odkrywszy swe czaronoksięsko-bosko-królewskie pochodzenie postanawia on odnaleźć osobę, która jego zdaniem pozbawiła go dziedzictwa i zabić ją. Rusza więc w nie do końca epicką podróż, by odnaleźć swą matkę…

Powieść jest dobra, aczkolwiek moim zdaniem przestarzała. Powodem jest jej stylistyka i tematyka. Cały cykl Birthgrave stanowi dyskusję z fantasy howardowską. Vazkor jest więc kimś pokroju Conana, osobowością wyróżniającą się z tłumu, wyjątkową, niezwykłą i niepokonaną, barbarzyńcą dosłownie uformowanym przez cywilizację i awanturnikiem. Lgną doń inni mężczyźni, zwabieni jego siłą i charyzmą, lecz jednocześnie jest on powodem ich zguby, bowiem giną oni próbując go naśladować… Przyćmiony własnym blaskiem nie zauważa jednak zła, jakie czyni. W końcu Vazkor jednak popełnia czyn, który nawet on musi uznać za haniebny…

Pytanie brzmi: kto dziś (prócz takich dinozaurów, jak ja) pamięta Conany? Po co więc z nimi dyskutować?

Piechur późnorzymski 236-565:

Ocena: 7/10

Osprey, co chyba wszystko wyjaśnia. Tym razem tematem jest piechota późnego Rzymu, z trzeciego, czwartego i piątego wieku po Chrystusie. Jak nie każdemu wiadomo: w okresie tym, po licznych wojnach domowych, oraz wskutek nowego zagrożenia, którym była rosnąca w siłę Persja. Znacząco więc ograniczono liczbę i liczebność oddziałów piechoty, a armię przestawiono raczej na kawalerię. W efekcie spadła też dyscyplina, poziom wyszkolenia i wyposażenia.

W sumie, to dopóki nie przeczytałem tej książki nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo żołnierz Rzymu w tym okresie przypominał wojownika germańskiego. Wyposażenie było niemalże identyczne. Trudno temu się zresztą dziwić: okres ten w archeologii obszarów zamieszkanych przez German nie bez przyczyny nazywa się „epoką wpływów rzymskich”. Jednak wyraźnie widać, że, przynajmniej na poziomie militarnym różnice były niewielkie.

Rycerz z Outmeere:

Ocena: 8/10

Osprey. Czyli już wszyscy wiedzą, co o nim napiszę.

Tym razem przenosimy się na Bliski Wschód, gdzie istniała kraina zwana Zamorzem, stworzona przez krzyżowców. Kilka państewek, zamieszkiwanych przez nieliczne, zachodnie rycerstwo usiłowało narzucić swą władzę światu Islamu. W tomie tym przyjrzymy się ekwipunkowi bojowemu i taktyce tych ludzi.

Ponownie: zaletą jest duża ilość ilustracji i wysokiej jakości, kolorowe plansze obecne w środku książki. Te są pełne szczegółów i bogate w dane oraz jednocześnie dokładnie opisane. Świetne źródło wiedzy dla ludzi zainteresowanych jedynie popularną wersją historii.

Rycerz krzyżacki 1190-1561

Ocena: 4/10

Zastanawiacie się teraz zapewne: dlaczego nagle cztery na dziesięć, skoro poprzednie książeczki z cyklu zawsze oceniałem na siedem, osiem lub w najgorszym razie sześć?

Na pierwszy rzut oka książka ta nie różni się od innych Ospreyów. Jednak posiada poważny błąd drukarski, który w mych oczach poważnie utrudnia jej odbiór. Otóż: na najważniejszej dla mnie części wydawnictwa, to jest na kolorowych planszach w środku brakuje numeracji obrazków. Widzimy tam postacie krzyżaków w pełnym oporządzeniu, w rożnych wariantach hełmów i z różnymi rodzajami mieczy… Wszystko to jest ładnie ponumerowane w tekście. Ale na obrazkach już numerków nie ma.

I domyślaj się, który miecz jest jaki.

To, że w tekście pojawia się kilka błędów lub niedopuszczalnych skrótów myślowych (np. Krzyżacy nie zostali wygnani z Węgier przez zawiść, jak sugeruje książka, tylko za fałszowanie dokumentów) mojej oceny nie poprawia.

Zdobywcy:

Ocena: 7/10

Gdybym przyjrzał się nazwisku autora, to książki tej nigdy bym nie kupił, bowiem jego Morskie Imperia były dla mnie odwrotnością jakości. Tym razem pozycja okazała się dużo ciekawsza.

Książka jest tytułem popularnonaukowym. Opowiada o pierwszej fazie budowy imperium kolonialnego przez Portugalczyków. Traktuje więc jak łatwo zgadnąć o zmaganiach cywilizacji z dziczą. Przy czym ani dzicz, ani cywilizacja nie są tam, gdzie przywykliśmy o nich myśleć.

Tak więc śledzimy historię peryferyjnej, acz agresywnej nacji, ukształtowanej przez rekonkwistę i blisko tysiąc lat wojny religijnej, kierowana wyobraźnią i własną ignorancją próbuje dotrzeć do Indii. A następnie się tam zadomowić.

Militarne kompromitacje, pomyłki o dalekosiężnych skutkach, popisy straszliwej brutalności… Wszystko to i wiele innych rzeczy otrzymujemy w tej książce.

Wrota Mistrza Wojny:

Ocena: 8/10

Przedostatni tom Cieniów Pojętnych. Armia Imperium Os, odparta z wielkim wysiłkiem od murów Kolegium ponawia swój atak, w chwili, gdy druga armia maszeruje na Sarn. W tym samym czasie Chervel Maker, stając w obliczu potężnej, starożytnej magii musi połączyć siły z cesarzową Os…

Przechodzimy do punktu kulminacyjnego cyklu. Tom ten wypełnia więc walka, co niekoniecznie jest dobrą wiadomością, bowiem, przynajmniej moim zdaniem Tchaikovsky nie potrafi pisać walk. Pół książki poświęcone jest też wątkom magicznym, które również nie są najmocniejszą stroną tego cyklu.

Reszta to historia oporu, determinacji i odwagi, nieustępliwości i uporu, szlachetności oraz dobrego serca, przyjaźni i poświęcenia. Rzeczy, które powinny być wynagrodzone, ale niestety w prawdziwym życiu nie zawsze wystarczają, by odnosić zwycięstwa…

Tom jest mroczny, ponury, a przy tym przemyślany i inteligentny.

Pokonani: Dlaczego I wojna światowa się nie zakończyła?

Ocena: 6/10

Niska ocena głównie za mylący tytuł.

Książka traktuje o okresie międzywojennym oraz losie Rosji, Włoch, Niemiec i Austro-Węgier, a także państw, które powstały na ich gruzach. Jednak jest po prostu zwykłym zapisem dziejów i próby doszukania się w nich jakiejś logiki. Nie ma natomiast wiele wspólnego z postawionym w tytule pytaniem, a próby odpowiedzenia nań nie doszuka się w nim nawet najwytrwalszy.

W prawdzie znalazłem tam odpowiedzi na kilka ciekawych pytań (np. dlaczego alianci zachodni nie palili się do pomocy państwom Europy Środkowej w chwili niemieckiego zagrożenia: bowiem brzydzili się nimi), jednak powiedzmy sobie szczerze. Gdybym wiedział, co będzie faktyczną tematyką, to nigdy tej pozycji bym nie kupił.

Zwabił mnie po prostu clickbaitowy tytuł.

W lustrze:

Ocena: 8/10

Kolejna powieść Johna Ringo, ostatnia wydana w Polsce z mego obszaru zainteresowań. Amerykanie przez przypadek otwierają przejście do innego wymiaru. I to nie jedno przejście i nie do jednego wymiaru. Niektóre z nich wiodą na światy zamieszkane przez przyjaznych obcych. Inne: na światy pozbawione inteligentnego życia. Jeszcze inne: na całkowicie go pozbawionego. A kolejne: na światy zamieszkane prze Dreen, wredną, zergoidalną rasę. Wojsko USA musi się zebrać i obronić swoją ojczyznę.

Podobnie jak większość poprzednich książek tego autora także ta jest military fiction, w której dobrze uzbrojeni faceci i kobiety zwyciężają w heroicznej walce straszliwych wrogów. Opowieść wypełniona jest akcją i czyta się ją jednym tchem. Bohaterowie, mimo że aż do przesady amerykańscy wzbudzają sympatię. Same wydarzenia mają natomiast odpowiedni poziom dramatyzmu.

Innymi słowy: doskonała lektura na nudne chwile w pracy.

Armie średniowiecznej Polski (966-1500):

Ocena: 6/10

Kolejny Osprey, z którego nie jestem zadowolony.

Nie wiem czemu, ale część polskich badaczy historii zachowuje się tak, jakby pisanie w przystępny sposób stanowiło co najmniej grzech ciężki, przez który nie idzie się do nieba. Nie inaczej jest w tym wypadku. Mamy więc krótką, popularyzatorską pozycję, przez którą jednak bez tony opracowań nie idzie się przebić.

Przykładowo: jeśli Anglosasi o uzbrojeniu potrafią pisać tak „na przedstawieniach z epoki miecze przedstawiane są z zaokrąglonymi końcówkami, dlatego też uważa się, że mogły nie nadawać się do pchnięć”, tak współautor tego dzieła, pan Sarnecki pisze tak „sądząc po ilustracjach z epoki najpopularniejsze były miecze w guście XVIII A, wedle typologii Oakeshotta”.

Jeśli potraficie, bez zaglądania do pomocy naukowych zrozumieć o jaki typ miecza chodzi autorowi, to gratuluje. Oprócz was potrafią to trzy osoby w Polsce.

W ten sposób po prostu nie pisze się pozycji popularyzatorskich.

Za to obrazki świetne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Historia, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Przeczytane: lipiec 2019, jeden z najlepszych wyników w historii:

  1. Castelviator pisze:

    Skąd tak negatywna ocena o „Morskich imperiach” Crowleya?

  2. Wiktor pisze:

    Kto dziś pamięta? Zważ, że piszesz to o książce z 1978 roku. Conany były jeszcze na fali.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s