Strategia „codziennie jedna strona” – wady i zalety: (Razem napiszmy powieść fantasy)

Istnieje technika pisarska polegająca na pisaniu codziennie jednej strony tekstu. Nie wiem, czy pojawia się w poradnikach pisarskich, jednak z całą pewnością wielu pisarzy, czy przynajmniej osób aspirujących do tego miana na pewno się nią posługuje.

Dziś pogadamy o wadach i zaletach tego podejścia.

Nie wiem, czy inaczej się da:

Napisanie powieści to dość duże wyzwanie logistyczne. Typowa powieść mieści się między 350 a 550 stronami. Daje to między 110 a 180 strona wordowskimi. Nie jest to masa tekstu, którą dałoby się napisać w ciągu jednej doby. Wybór jest jeden: należy podzielić pracę na etapy.

To w zasadzie tylko od nas zależy, czy będziemy pisać po 1 stronie dziennie (i wtedy proces twórczy potrwa z rok) czy po 20 (i wtedy skończymy w kilka tygodni). Przy czym napisanie książki w dwa-trzy tygodnie spotyka się z innym problemem: musimy żyć. W tym celu musimy jeść. By jeść trzeba pracować lub przynajmniej uczyć się. Osobiście uważam, że byłbym w stanie pisać nawet i po 40 stron (zwykłych, nie wordowskich) dziennie.

Jednakże musiałby być spełniony jeden warunek: pracowałbym nad książką 16 godzin dziennie.

Musiałbym więc nie chodzić do pracy, nie odpoczywać, nie patrzyć w internet, nie brać udziału w uroczystościach religijnych i ktoś musiałby mi przygotowywać posiłki.

Tak więc: albo można wziąć urlop celem pisania książki, albo też pisać metodą „jeden dzień, jedna strona”. Trzecią opcją jest odnieść sukces pisarski i zajmować się już tylko tym…

Wymaga to dyscypliny i poświęcenia:

Niestety, takie podejście wymaga od nas, byśmy pracowali codziennie. Wymaga to samodyscypliny i poświęcenia. Przykra prawda jest taka, że większość ludzi, jeśli się im nie płaci, zdolna jest tylko do pojedynczych zrywów (prawdę mówiąc nie wiem, czy należy ich za to ganić… być może dzięki temu po prostu nie tracą czasu na głupoty) i krucho u nich z samodyscypliną.

To będzie wymagało dodatkowej pracy po godzinach, także w chwili, gdy jest się zmęczonym, rezygnacji z niektórych przyjemności, być może zaniedbania rodziny lub życia towarzyskiego.

Należy zauważyć, że wymaga to też nauczenia się przełamywania bloków twórczych. Prawdę mówiąc: nie wiem wiele o blokach twórczych. W życiu zdarzyły mi się może dwa dni, gdy nie mogłem niczego napisać (częściej trafiały mi się przypadki, gdy nie miałem pomysłu na to, co pisać, ale i tak pisałem). Niemniej jednak nikt, kto myśli o jakiejkolwiek formie twórczości nie może mieć bloków.

Jeśli się komuś zdarzają, to należy koniecznie wypracować sobie jakiś sposób radzenia sobie z nimi.

Pewna, pomagająca (mi) utrzymać dyscyplinę sztuczka:

Utrzymanie dyscypliny jest trudne. I zwykle się nie udaje z prostej przyczyny: jeśli zamiast pisać zawalimy, to otrzymujemy tylko nagrodę. Bowiem, zamiast nudnego klepania w klawiaturę obejrzeliśmy odcinek serialu, kilku filmików na Youtube, czy co tam…

A nie tracimy nic, oprócz złudnej nadziei zostania gwiazdą literatury.

Ja z problemem radzę sobie prosto: jeśli jednego dnia nie napiszę strony tekstu, to następnego piszę dwie… Jeśli napiszę pół strony: następnego pisze półtorej. Jeśli przez tydzień nie napiszę nic: w następnym tygodniu piszę po dwie strony dziennie.

Fakt, że praca nie ucieka tylko dlatego, że jej nie wykonuję wystarcza mi, żeby mnie motywować.

To koliduje z innymi obowiązkami:

To trzeba sobie powiedzieć. Niezależnie od sytuacji prawdopodobnie pisanie w ten sposób będzie nam przeszkadzało w innych zajęciach lub wypoczynku. Z tym nie da się nic zrobić. Po prostu sami musimy zdecydować, co ma dla nas większy priorytet.

Rok niestety jest tak zrobiony, że nie da się z całą pewnością wygospodarować okresu, gdy możemy zajmować się tylko pisarstwem. Zawsze pojawiają się weekendy, święta, dni, kiedy musimy zakuwać do egzaminów lub wziąć nadgodziny…

Nic się z tym nie da zrobić.

I to jest powód, dla którego nie piszę nic w tym cyklu (ale wrócę, obiecuję):

Pewnie kilka osób zastanawia się dlaczego od dawna nie napisałem ani słowa o pisaniu książki fantasy…

Słuchajcie, sprawa jest taka…

Otóż gdzieś tak od maja nie napisałem ani jednej strony, więc zwyczajnie nie mam o czym pisać. Powód jest prosty: jak zapewne niektórzy pamiętają sprzedaje zdjęcia na serwisach stockowych. I niestety, zarabiam na tym lepsze pieniądze, niż na pisaniu książek.

Nie jakieś mega dobre, ale niezłe.

Jako, że jest właśnie dobra pora do robienia zdjęć (świeci słońce, kwiatki kwitną), to mam ich całe mnóstwo. Każde zdjęcie musi być wysłane na serwis i otagowane. Na tym schodzi mi masa czasu (zdecydowanie więcej, niż na samym fotografowaniu), codzienne, kilkugodzinne wycieczki do lasu albo na łąkę też wygospodarowaniu czasu na pisanie nie sprzyjają.

Tak więc chwilowo nie piszę ani książki fantasy, ani o jej pisaniu.

Znając życie i cykl przyrody: w sierpniu trawa uschnie, we wrześniu będzie krótka faza na mgłę i żółte liście, ale zdjęć do wrzucania zrobi się mniej, czasu natomiast więcej. I wtedy wrócę do pisania jednego i drugiego.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pisanina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s