Czy Wikingowie, Mongołowie, Rzymianie, konkwistadorzy byli równie źli co hitlerowcy?

Czasem, w internetowych dyskusjach pojawia się argument, że jakaś wojownicza kultura z przeszłości w zasadzie niczym nie różniła się od nazistów. Argument ten jest dwojakiej natury i podnoszony jest przez dwie grupy ludzi. Po pierwsze: przez zwolenników poglądów skrajnie prawicowych, którzy mają na celu wybielić swoich idoli i rozmyć ich odpowiedzialność, wykazując, że ich czyny nie były wcale bezprecedensowe. Po drugie: przez osoby o poglądach skrajnie anty-militarystycznych, dla których każda społeczność korzystająca z przemocy jest równie zła…

Jak było faktycznie?

Przypadek specjalny: Wikingowie

Akurat po dyskusji właśnie o Wikingach przyszedł mi do głowy pomysł na ten wpis.

Dlatego też zanim zajmiemy się głównym wątkiem należy skupić się na jednym szczególe. Wikingów w ogóle nie można równać z Niemcami z tej przyczyny, że byli przereklamowani. Należą do jednego z licznych ludów, które w tym czy innym okresie najeżdżały Europę. Jedynym, co ich odróżnia od Wandalów, Celtów, Scytów, Tatarów, Słowian, Bułgarów, Hunów, Gotów, Berberów czy Węgrów to to, że stali się sławni… Źródła tej sławy są trudne do wytłumaczenia i, aczkolwiek Wikingowie posiadali kilka cech wyjątkowych, być może zawdzięczają ją Hollywood.

Co więcej, w porównaniu z większością omówionych tu ludów, jak Rzymianie, Mongołowie, Rosjanie, Francuzi czy Hiszpanie, Wikingowie jawią się jako ludzie łagodni, pokojowi i dobroduszni. Ich najazdy okazały się stosunkowo mało niszczące, szybko wsiąkli w otaczające ich ludy, a siły, jakimi operowali były relatywnie niewielkie. W oblężeniu Paryża udział brało zaledwie 5.000 osób, Wielka Armia Niewiernych to wedle legendy 10.000 osób (w rzeczywistości może połowa), krwawa bitwa pod Ashdown to około 2.000 osób po obu stronach, bitwy pod Standford Bridge i Hastings: łącznie około 15.000.

Jeśli chodzi o ludobójstwa, to największym we wczesnym średniowieczu była Masakra w Verdun, gdzie życie straciło aż 4.500 ofiar, jednak nie mieli oni z nią nic wspólnego, ofiarami byli Sasi, a katami Frankowie pod władzą Karola Wielkiego.

Oczywiście Wikingowie nie byli świętymi, a na swe wyprawy nie wyruszali, by szukać nowych gatunków kwiatków do wąchania. Jednak nie dorównywali ani połowie omówionych niżej sukinsynów, ani nawet swej czarnej legendzie (i być może stąd ich popularność: bo po głębszym wczytaniu się okazuje się, że nie są skrajnie odrażający).

Norma:

Często powtarzanym argumentem przytaczanym na obronę Wikingów i innych historycznych zdobywców jest stwierdzenie, że w tamtych czasach były to rzeczy „normalne”.

I faktycznie, „w dawnych czasach” przemoc rzeczywiście była częściej spotykanym zjawiskiem, niż współcześnie. Widać to zarówno w doniesieniach z epoki, pisanych prawach, jak i znaleziskach archeologicznych. Przykładowo rzymscy myśliciele pisali, że istnieją cztery stany istnienia ludzkości. Były to: przyjaźń, gdy ludy ze sobą handlują i wzajemnie przestrzegają swoich praw, wojna pospolita (guerra), gdy ze sobą walczą, chwytają się w niewolę i dokonują na siebie najazdów, by porywać bydło, która była stanem normalnym i naturalnym, pokój czyli warunki wymuszonego zawieszenia broni i wojna totalna (bellum), czyli kampania mająca na celu wymuszenie pokoju.

Niemniej jednak moim zdaniem tłumaczenie, że w dawnych czasach jakieś rzeczy były normalne, a dziś już nie są, nie posiada uzasadnienia. Powód jest prosty: większość przykładów okrucieństwa, jakie tu będziemy przytaczać: czy to zbrodnie dokonane w XX wieku, czy też te z dalekiej przeszłości, jak wymieniona wcześniej Masakra w Verdun, albo najazd Wikingów na Lindisfarne wykraczały poza normy swojej epoki. W czasach Karola Wielkiego uśmiercenie kilku tysięcy poddających się wojowników nie było zwyczajowym sposobem postępowania z pokonanymi, w odróżnieniu od wzięcia pewnej grupy zakładników jako gwarantu pokoju, nałożenia na pobitych trybutu albo sprzedania ich do Bizancjum w niewolę. W czasach Wikingów napadanie na klasztory i kościoły również nie było normą w postępowaniu (aczkolwiek Wikingowie, jako poganie mogli uważać inaczej), wręcz przeciwnie, były to obiekty o gwarantowanym pokoju. W dwudziestym wieku bombardowanie miast, rozjeżdżanie dzieci czołgami, uśmiercanie ludzi w komorach gazowych również nie było elementem społecznie akceptowanej normy.

Należy zauważyć, że działania takich postaci, jak Oda Nobunaga, Piotr I Okrutny, Iwan IV Groźny, Vlad Diabeł i Vlad Palownik, Herod Wielki, Czyngis-chan, Timur Groźny i wielu im podobnych, tak samo, jak czyny dokonane podczas wojny domowej w Japonii, rekonkwisty Hiszpanii, wypraw krzyżowych, krucjat północnych, mongolskiego podboju Indii, Trzeciej Wojny Punickiej i wielu innych również nie stanowiły elementu akceptowalnej normy.

Wręcz przeciwnie: także przez współczesnych odbierane były jako okrutne, budzące trwogę, bezzasadne i wymagające moralnego sprzeciwu.

Zbrodnie ilościowe:

W wyniku II wojny światowej oraz związanych z nią czynów, bezpośrednio lub pośrednio zginęło 50 milionów ludzi (2,2 procent ówczesnej ludności). Nie wszystkie te ofiary były spowodowane przez Niemców, co więcej część z nich to obywatele i personel militarny III Rzeszy lub jej kolaboranci. Niemniej jednak jest to ilość, która zarówno w liczbach naturalnych, jak i w jej stosunku do ilości ludności ma w dziejach ludzkości zaledwie trzy precedensy. Są nimi:

  • zbrodnie komunistyczne

  • podboje Czyngis-chana

  • oraz podbój Ameryki

Przy czym dwa ostatnie przykłady są niepewne. Nie mam ochoty wdawać się w dyskusje nad liczbą ofiar komunizmu. Powiem jedynie, że dokonania Czyngis-chana szacuje się maksymalnie na 10-15 milionów ofiar (co stanowiło podówczas około 3,3 procent ludności świata), a w wyniku działań białych śmierć poniosło 90 procent ludności obydwu Ameryk, czyli zależnie od szacunków od 2 do 20 milionów osób (w maksymalnym przedziale było to więc to około 3,5 procent ówczesnej ludności świata).

Prócz nich zdarzały się, głównie w XX wieku, ludobójstwa pochłaniające około miliona ofiar, jak ludobójstwo Ormian czy Hutu, jednak nadal żadne z nich skalą nie dorównało tym czterem wydarzeniom.

Owszem, przed historię ludzkości przewinęło się wielu zdobywców, zbrodniarzy i tyranów. Jednak nawet najokrutniejsi jak Oda Nobunaga, Iwan IV Groźny, Timur Groźny, oraz najbardziej zdegenerowani cesarze Rzymu i Chin z trudem dorównywali pojedynczym zbrodniarzom nazistowskim pokroju Eichmana.

Krwawe zbrodnie, które przez wieki stanowiły synonim okrucieństwa, jak zburzenie Kartaginy i Jerozolimy za Rzymian, masakra tego ostatniego miasta podczas wypraw krzyżowych, zagłada Nowogrodu, noc świętego Bartłomieja, Terror Jakobiński, zagłada Wandei są tylko kroplami wobec morza ludzkiego cierpienia, jakim była II wojna światowa.

Usiłowanie nieudolne:

Należy zauważyć, że działania wojenne jako takie w wypadku III Rzeszy nie były celem samym w sobie, a jedynie narzędziem. Prowadzono je celem przemodelowania świata na zgodny z założeniami ideologicznymi obraz. Ten miał polegać na uzyskaniu dominacji III Rzeszy od Portugalii po Ural oraz dokonanie istotnych zmian demograficznych. Te zostały ujęte w Generalplan Ost czyli Generalnym Planie Wschodnim. By osiągnąć owe zmiany demograficzne zakładano wymordowanie:

  • wszystkich żyjących Żydów i Cyganów

  • 85 procent Litwinów

  • 80-85 procent Polaków

  • 75 procent Białorusinów

  • 65 procent Ukraińców

  • oraz 50 procent Litwinów, Estończyków i Rosjan

czyli łącznie około 50 milionów kolejnych osób.

Plan oczywiście się nie powiódł z prostej przyczyny: Niemcy przegrały wojnę. Jednak te plany przeraziłyby już nawet Czyngis-Chana.

Zbrodnie jakościowe:

Z owej wielkiej czwórki zbrodniarzy należy wyłączyć mimo wszystko Konkwistadorów. Hiszpanie i Portugalczycy należeli w prawdzie do najpaskudniejszych narodów na świecie, a takie, utożsamiane z kulturą białego człowieka epizody, jak inkwizycja, prześladowania religijne, czarne niewolnictwo czy rasizm w dużej mierze są właśnie ich dokonaniami. Nie ma też wątpliwości, że odpowiadają bezpośrednio za śmierć tysięcy ludzi: czy to poległych w trakcie działań wojennych, czy wymordowanych podczas prześladowań czy też zmarłych w wyniku katorżniczej pracy.

Niemniej jednak nie można winić ich za śmierć 90 procent mieszkańców prekolumbijskiej Ameryki.

Najwięcej ofiar w Nowym Świecie pochłonęły bowiem nie wojny, przymusowa praca i terror, a choroby. W rzeczy samej, gdyby nie one, to ani Hiszpanom, ani Portugalczykom podbój by się nie udał. Te bez wątpienia zostały przywleczone przez białych, jednak nie zrobiono tego celowo. Po prostu mieli oni zbyt małą wiedzę, by móc przewidzieć, jakie efekty będą miały ich kontakty z lokalną ludnością oraz podjąć jakiekolwiek środki zaradcze lub też próby wykorzystania zarazków na swoją korzyść (miały miejsce takie przypadki w Ameryce Północnej, ale dwa stulecia później i na małą skalę). W rzeczy samej sami cierpieli od tych samych chorób, które zanieśli do obydwu Ameryk.

Nie było to więc działanie zamierzone, tylko najbardziej chyba monstrualne, nieumyślne spowodowanie śmierci w dziejach.

Nawiasem mówiąc Indianie w XVI wieku byli i tak zgubieni. Nawet, gdyby Hiszpanie i Portugalczycy nie dotarli do Ameryki, to w tym samym okresie holenderskie statki rybackie docierały już bardzo blisko obecnych wybrzeży Kanady. Najdalej pięćdziesiąt lat później jedni i drudzy założyliby swe bazy na wybrzeżu, weszli w kontakt z tubylcami i zarazili ich ospą, odrą i innymi świństwami.

Motywacja:

Istnieje pewna subtelność, która różni totalitaryzmy XX wieku od krwawych tyranów przeszłości z Czyngis-chanem włącznie. Otóż: dla tamtych mordowanie stanowiło środek. Dla nazioli i komuchów cel sam w sobie.

Zarówno jedni, jak i drudzy stawiali sobie za cel budowę lepszego świata. By to osiągnąć należało w drodze rewolucji wymordować duże ilości ludzi. W wypadku komunistów była to klasa (czy też klasy) posiadające. W wypadku nazistów: rasy gorsze, istniejące ich zdaniem tylko po to, by dokuczać Niemcom. Śmierć jednych i drugich stanowiła niezbędny warunek osiągnięcia przez ludzkość szczęścia.

Uśmiercenie ich było celem nadrzędnym.

Ewentualne inne efekty, jak grabież pozostawionego majątku, zajęcie terytorium, zwalczanie wrogów politycznych, ukaranie buntowników czy pacyfikacja odwiecznych wrogów były tylko efektami ubocznymi.

W efekcie mordowano ludzi niewinnych i tak naprawdę bez powodu. Co więcej: zabijano też ludzi pożytecznych i będących zwolennikami lub potencjalnymi sojusznikami swoich morderców, tylko dlatego, że nie pasowali do przyjętego klucza. Tak więc ani Stalin nie wahał się zabijać członków Partii i oddanych zwolenników komunizmu, ani Hitler odznaczonych niemieckimi wyróżnieniami, żydowskich weteranów I wojny światowej…

Należy zauważyć, że masowe zbrodnie, gdzie jedynym kryterium doboru ofiar była przynależność rasowa, narodowa lub klasowa należały do rzadkości. Jeżeli już, to najczęściej pojawiał się jakiś czynnik dodatkowy, jak chęć zagarnięcia majątku ofiar, konflikt polityczny, zemsta, ukaranie buntu, próba wymuszenia postanowień traktatów lub przynajmniej czynnik religiny…

Dobrym przykładem może tu być Masakra w Verdun, wymieniona w pierwszym akapicie. Stanowiła ona zwieńczenie trwającej trzy lata kampanii Karola Wielkiego. Wojna zaczęła się od głębokiego najazdu Sasów na ziemie Franków, którzy wtargnęli na blisko sto kilometrów w głąb ich terytorium. Przymuszony opinią publiczną Karol Wielki dokonał najazdu odwetowego, pokonał Sasów oraz wziął licznych zakładników, których życie miało być gwarantem pokoju. Niestety w następnym sezonie rabunkowym Sasi, nie bacząc na życie swych towarzyszy ponowili najazdy.

W odpowiedzi Karol Wielki zajął ich terytoria i wprowadził swoje wojska na ich terytoria, ustanawiając garnizony, mające pilnować pokoju.

Nie dało to owoców, niedługo później na ziemiach Sasów doszło do buntu.

W ten sposób sytuacja powtarzała się przez następne lata.

Koniec końców Karol Wielki doprowadził do Masakry pod Verdun, łamiąc w ten sposób opór oraz potencjał militarny przeciwnika.

Podsumowując:

Druga wojna światowa i związane z nią zbrodnie były zjawiskiem bez precedensu. Oprócz podbojów Czyngis-chana i zbrodni komunistycznych żaden inny akt okrucieństwa w dziejach ludzkości jednocześnie:

  • nie pochłonął takiej liczby ofiar

  • nie został przeprowadzony z taką planowością

  • i nie był tak bezzasadny

Tak więc porównywanie kogokolwiek spoza tej listy do Hitlera czy też Hitlera do kogokolwiek spoza niej jest błędem.

Nie jestem też pewien, czy Czyngis-chan nie jest krzywdzony poprzez stawianie go na tej samej liście, co Hitlera i Stalina. Aczkolwiek jego zbrodnie są równie wielkie, to służyły one zaspokojeniu chęci podboju i rabunku, a nie mordowaniu dla mordowania. Działał więc w zamiarze ewentualnym, a nie z premedytacją.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Internet, Wredni ludzie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Czy Wikingowie, Mongołowie, Rzymianie, konkwistadorzy byli równie źli co hitlerowcy?

  1. Boban pisze:

    Czy podbój Ameryk nie udałby się bez chorób? Cortes podbił Meksyk sprytem, zajadłością i ogólnym skurwysyństwem zarówno wobec swoich jak obcych, przy znaczącym wsparciu Indian.

  2. slanngada pisze:

    „Należy zauważyć, że działania takich postaci, jak Oda Nobunaga, Piotr I Okrutny, Iwan IV Groźny, Vlad Diabeł i Vlad Palownik, Herod Wielki, Czyngis-chan, Timur Groźny i wielu im podobnych, tak samo, jak czyny dokonane podczas wojny domowej w Japonii, rekonkwisty Hiszpanii, wypraw krzyżowych, krucjat północnych, mongolskiego podboju Indii, Trzeciej Wojny Punickiej i wielu innych również nie stanowiły elementu akceptowalnej normy.

    Wręcz przeciwnie: także przez współczesnych odbierane były jako okrutne, budzące trwogę, bezzasadne i wymagające moralnego sprzeciwu.”

    Mógłbyś o tym zrobić wpis.

  3. Siman pisze:

    „Jedynym, co ich odróżnia od Wandalów, Celtów, Scytów, Tatarów, Słowian, Bułgarów, Hunów, Gotów, Berberów czy Węgrów to to, że stali się sławni…”

    Jest kilka rzeczy, które ich odróżnia. Mają one niewiele wspólnego z samymi Wikingami, a więcej z otoczeniem historycznym i kontekstem, w którym działali.

    Po pierwsze, byli aktywni później niż wszystkie wymienione ludy (poza Tatarami, którzy jednak działali na skraju Europy). A skoro później, to źródeł o nich jest więcej i to z różnych perspektyw, bo działali w różnych rejonach.

    Po drugie, byli ostatni. Po nich nie pojawił się w Europie Zachodniej żaden lud najeźdźczy o takiej skali działania. Stanowili „ostatnich barbarzyńców”, których można było łatwo romantycyzować, bo działali, gdy wszyscy dookoła dawno już porzucili poganizm i praktykowanie najazdów.

    Po trzecie, byli praktycznie w każdym rejonie Europy. Dzięki czemu odcisnęli piętno na historii państw, które później stały się potęgami i decydowały o tym, co w historii warte zapamiętania, a co nie: Anglii, Francji, Włoszech czy Rosji (pośrednio przez Ruś Kijowską, do której rościli sobie dziedzictwo).

  4. Lurker pisze:

    Przykładowo rzymscy myśliciele pisali, że istnieją cztery stany istnienia ludzkości. Były to: przyjaźń, gdy ludy ze sobą handlują i wzajemnie przestrzegają swoich praw, wojna pospolita (guerra), gdy ze sobą walczą, chwytają się w niewolę i dokonują na siebie najazdów, by porywać bydło, która była stanem normalnym i naturalnym, pokój czyli warunki wymuszonego zawieszenia broni i wojna totalna (bellum), czyli kampania mająca na celu wymuszenie pokoju.

    Kilka miesięcy temu twierdziłeś, że to „anglosaski król Ine” tak pisał.

    https://fanbojizycie.wordpress.com/2019/02/18/tworzenie-swiatow-kurs-przyspieszony-czesc-2-cykl-razem-napiszmy-powiesc-fantasy/

    Na samym końcu przytoczonego wpisu.

    P.S.

    Nie było to więc działanie zamierzone, tylko najbardziej chyba monstrualne, nieumyślne spowodowanie śmierci w dziejach.

    Dżuma Justyniana była chyba porównywalną w swej skali epidemią. Co więcej – również przecież nie została przez nikogo zamierzona.

    A dodatkowo – raptem kilka dni temu oglądałem program, w którym dowodzono, że przywleczono ją aż z Azji środkowej – gdzie choroba się narodziła kilkaset lat wcześniej nawet i dopiero w Europie rozwinęła skrzydła.

    Więc przypadek w gruncie rzeczy podobny.

    • Ha! Masz lepszą pamięć, niż ja, jak widać.

      • Lurker pisze:

        Wiesz, tak bezpośrednio to zapamiętałem jedynie tyle, że coś w ten deseń już było, jak również to, że to w Anglii ktoś coś takiego pisał.

        Szczerze mówiąc, to w pierwszej wersji miałem napisać, że jakiś miesiąc temu to pisałeś (bo tak mi się wydawało), ale postanowiłem na wszelki wypadek znaleźć odpowiedni link.

        Skojarzyłem, że tam było również coś o trzech razach, że pisałeś coś w stylu:
        stąd właśnie powiedzenie do trzech razy sztuka

        Więc wpisałem w Google:
        stąd właśnie powiedzenie do trzech razy sztuka fanboj i życie

        I znalazłem odpowiedni wpis. I zdziwiłem się, że to było aż w lutym. Bo mnie się wydawało, że nie tak dawno.

        I po dokładnym sprawdzeniu tego zdanie z wtedy, okazało się, że jest jeszcze bardziej podobne do obecnego, niż mi się na początku wydawało.

        Pomyślałem więc, że właśnie stamtąd je skopiowałeś. A ty piszesz mi tu, że w ogóle nie pamiętałeś o tamtym. 😛

  5. Velahrn pisze:

    „Po pierwsze: przez zwolenników poglądów skrajnie prawicowych, którzy mają na celu wybielić swoich idoli i rozmyć ich odpowiedzialność, wykazując, że ich czyny nie były wcale bezprecedensowe.”

    Od kiedy to osoby o prawicowych poglądach stawiają sobie za idoli lewaków, w tym narodowego SOCJALISTĘ Adolfa Hitlera? Brunatni to odmiana czerwonych.

    • Ani jedni, ani drudzy. To tak naprawdę synkretyzm obydwu ideologii.

    • orik pisze:

      Kolega jest jak rozumiem w stanie wskazać tych lewaków, którzy zachwycają się Adolfem.

      Zawsze rozwala mnie jak ktoś pisze, że NSDAP to lewica, bo naziści to „socjaliści”. Osoby, które tak piszą oczywiście pomijają człon „narodowy” i najwyraźniej uważają Koreę Północną za demokrację (Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna), a Żyrinowskiego za liberała (Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji). Pomijają też, że w praktyce rządy Hitlera specjalnie lewicowe nie były(za to nacjonalistcyzne jak najbardziej) i teraz jeśli ktokolwiek się do niego odwołuje to czyni to skrajna prawica. I Hitler zapewne dlatego tworzył pakt antykominternowski, bo był „czerwony”

      • Velahrn pisze:

        „Kolega jest jak rozumiem w stanie wskazać tych lewaków, którzy zachwycają się Adolfem.

        Proszę o czytanie ze zrozumieniem.
        Zdanie: „Od kiedy to osoby o prawicowych poglądach stawiają sobie za idoli lewaków, w tym narodowego SOCJALISTĘ Adolfa Hitlera” oznacza, że lewakiem był Adolf Hitler.

        Adolf Hitler jak najbardziej był socjalistą, tyle że narodowym. Sam przecież mówił:
        „Dzięki marksizmowi bardzo wiele się nauczyłem, czego nie waham się przyznać. Różnica polega na tym, że ja rzeczywiście wprowadziłem w życie to wszystko, o czym ci kramarze i gryzipiórki nieśmiało napomykali. Cały narodowy socjalizm na tym się opiera”.

        oraz

        „Jesteśmy socjalistami, jesteśmy wrogami obecnego systemu kapitalistycznego, który wykorzystuje ekonomicznie słabszych, z jego niesprawiedliwymi płacami, z niesprawiedliwą oceną osoby ludzkiej według jej zamożności a nie według odpowiedzialności i rzeczywistych dokonań. Jesteśmy zdeterminowani aby zniszczyć ten system za wszelką cenę”

        W NSDAP zwracano się do siebie per „towarzyszu”, 1. maja – święto pracy – był w III Rzeszy świętem państwowym itd.

        Faktycznie, nienawiść Hitlera do komunistów wydaje się absurdalna patrząc przez pryzmat tego, jak bardzo systemy polityczne – hitleryzm i stalinizm – były do siebie podobne.

      • Velahrn pisze:

        I jeszcze jedno. Hitler nienawidził „czerwonych”, bo sam był „brunatny”. Tak samo jak Stalin zwalczał trockistów itd. itp. Po prostu, heretyk jest dużo gorszy od niewiernego.

  6. orik pisze:

    „Proszę o czytanie ze zrozumieniem.”

    Faktycznie, niedokładnie przeczytałem. Odpowiedź brzmi: Hitler nie był lewakiem, a prawica zachwycała się nim już w latach trzydziestych, patrz „Hitler – endek – dwa bratanki”

    „Adolf Hitler jak najbardziej był socjalistą, tyle że narodowym. Sam przecież mówił:”

    Ten cytat jest niemal na pewno fałszywy, natomiast ten:
    „W latach 1913-1914 zacząłem wyrażać w różnych kręgach moje przekonania, które
    obecnie stanowią część doktryny ruchu narodowosocjalistycznego, a mianowicie, że
    przyszłym problemem dla narodu niemieckiego będzie zniszczenie marksizmu. ”
    pochodzi z „Mein Kampf”. Faktycznie Hitler był fanem marksizmu

    „1. maja – święto pracy – był w III Rzeszy świętem państwowym itd.”

    Dokonano wrogiego przejęcia tego święta, które przemianowano na Narodowe Święto Pracy, przy okazji likwidując związki zawodowe. No i obchodzono też Boże Narodzenie, więc zgodnie z tą logiką naziści byli chrześcijanami.

    Otto Strasser odszedł z NSDAP i założył Czarny Front, bo uznawał, że Hitler zdradził socjalizm

    • slanngada pisze:

      Należy też dodać, że pewne formy protekcjonizmu i interwncjonizmu są raczej logiczną konsekwencją nacjonalizmu. Na dobrą sprawę wolnawy rynek może istnieć tylko w oligarchiach kapitalistycznych, i to krótko.

    • Shockwave pisze:

      Miej litość i nie sprowadzaj tu dej durnej debaty, czy za nazizm większą odpowiedzialność ponosi lewica czy prawica. Daj już z tym spokój. Żadna z tych opcji nie ponosi żadnej odpowiedzialności, bo nazizm był ideologią synkretyczną, która szczała na jedno i drugie. Ważne było tylko to, żeby wszystko i wszystkich podporządkować partii i państwu. Dlatego w nazwie mieli narodowy socjalizm, żeby móc grać na tej strunie, której aktualnie potrzebowali. To tak jakbym się nazwał aseksualnym seksoholikiem. Stalin robił zresztą to samo, gdzie w państwie ponadnarodowej idei komunistycznej mordował przedstawicieli narodów, którymi gardził.

      • orik pisze:

        No, ale ja tylko odpowiedziałem na wpis, którego autor twierdził, że Hitler to lewak i „jak może być idolem wyznawców skrajnej prawicy”, nie dyskutowałem na temat tego czy naziści to lewica, czy prawica (choć z tego co wiem większość badaczy uważa nazizm za skrajnie prawicową ideologię)

  7. Galene pisze:

    Lista największych zbrodniarzy bez Leopolda, króla Belgii? Adam Hochschild w swojej książce „Duch króla Leopolda” szacuje liczbę zamordowanych w Kongu w czasach panowania Leopolda na kilka milionów. Mordowano z chęci zysku, ale, jak pisze Hochschild, z czasem zabijano wbrew interesom ekonomicznym, z czystej chęci mordu. Niektórzy autorzy piszący o Holokauście podają kolonializm w Afryce jako praźródło Zakłady.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s