Mit sprzętu wojskowego:

Istnieje przekonanie, obecne zarówno wśród autorów, jak i ich odbiorców (jak gracze wszelkiego rodzaju, czytelnicy, widzowie), a także miłośników różnego rodzaju sportów ruchowych, jak airsoft, wędkarstwo, myślistwo etc. że sprzęt wojskowy posiada ogromne zalety i z jakiegoś powodu jest lepszy, niż wszystko, co można kupić na rynku cywilnym.

W swojej, raczej krótkiej i niezbyt intensywnej karierze turystyczno-krajoznawczej miałem okazję korzystać z jednego i drugiego. I niestety, moje doświadczenie jest raczej odmienne. Niemniej jednak niezbicie ono dowodzi, że, jeśli coś tylko posiada swój cywilny odpowiednik, to prawie na pewno jest on lepszym wyborem, niż dowolny sprzęt wojskowy.

Nie zrozumcie mnie źle: sprzęt wojskowy nie jest zły. Zwłaszcza w porównaniu z badziewiem ze sklepów chińskich. Jest solidny i łopatologicznie prosty w obsłudze, ale jednocześnie zwykle cięższy, mniej wygodny i mniej funkcjonalny w obsłudze od cywilnego. Zwykle też w tej samej cenie można znaleźć coś o rząd wielkości wygodniejszego i bardziej spełniającego nasze, indywidualne wymagania.

Nie idziesz na wojnę:

Pierwszą rzeczą, jaką należy sobie uświadomić w trakcie rozmowy o sprzęcie wojskowym jest, że: niezależnie od tego, czy jesteśmy domorosłym fotografem idącym w góry, by robić zdjęcia motylkom czy też cyberpunkiem, szykującym się do starcia z bandą busterów: nie idziemy na wojnę. Nasze główne zadanie nie będzie polegało na zabezpieczeniu terenu i wytrwaniu pod ogniem artylerii, zachowując siłę bojową, co było głównym zadaniem żołnierza w trakcie wojen XX wieku, ani też na zabezpieczeniu terenu i obroną go przed partyzantami, co jest głównym celem w trakcie współczesnych konfliktów.

Nawet, jeśli jesteśmy bohaterem gry, to główne niebezpieczeństwo, jakie na nas spadnie nie będzie miało postaci bomb lotniczych i artylerii (które odpowiadają za 90 procent strat wojennych), a naszym głównym środkiem bojowym nie będzie: w pierwszym stopniu wsparciem przydzielonych do osłony naszej formacji jednostek artylerii i powietrznych, w drugim: wsparciem własnych, organicznych jednostek artyleryjskich naszej formacji, w trzecim: karabinów maszynowych i moździerzy kompanii ciężkiego wsparcia wchodzącej w skład naszego batalionu, w czwartym: wozów bojowych naszej kompanii, w piątym: organicznych karabinów maszynowych naszego pododdziału i dopiero w szóstym naszej, osobistej broni ręcznej…

Cyberpunk polega na ręcznej broni palnej. Turysta: na gazie pieprzowym i pałce teleskopowej. Nie na artylerii.

Tak naprawdę sprzęt militarny nie jest pomyślany ani do napadów na banki, ani do walki z zombie, ani ze złymi korporacjami, ani do wycieczek krajoznawczych. I w trakcie tych operacji przydatny może okazać się tylko przez przypadek. Co więcej: może wręcz okazać się dla nas niebezpieczny: prawdopodobieństwo odnalezienia nas przez GOPR rośnie, a wzięcia przez myśliwego za dzika maleje, w miarę tego, im mniejsze właściwości maskujące ma nasze ubranie.

A żołnierze nie jadą na biwak:

Wojsko natomiast nie dociera do wskazanego im miejsca drogą, która ma największe właściwości krajobrazowe, ale najkrótszą, najwygodniejszą i w miarę możliwości najbezpieczniejszą. Nie zatrzymuje się przy każdej atrakcji turystycznej. Nie porusza się na piechotę czy też za pomocą rowerów, a transporterami opancerzonymi.

Turysta nie ma potrzeby kopać rowów strzeleckich. Raczej też nie może liczyć, że dotrze do niego kuchnia polowa. Z drugiej strony, w odróżnieniu od żołnierza często może zadzwonić po pizzę lub skorzystać z wioskowego baru.

Ekonomia:

Po drugie: wojsko, w odróżnieniu od bohatera gry czy turysty jest instytucją. Jako taka ma zupełnie inne potrzeby. Pierwszy problem polega na tym, że funkcjonuje ono zazwyczaj w czasach pokoju. Nawet, jeśli dochodzi do wojny, to często żołnierze nie mają kontaktu z wrogiem. Ocenia się, że zaledwie 10 procent alianckich żołnierzy taki miało w trakcie II wojny światowej. Należy zauważyć, że, niezależnie od koncepcji armii znaczna jej część to urzędnicy, przedstawiciele jednostek tyłowych, jak budowniczy, wojska ochrony kolei, poczta wojskowa, kuchnie polowe, kompanie piekarskie i masarskie, obsługa weteranów, kompanie remontowe i weterynaryjne… Wyliczać można godzinami.

Wiele osób wysyła się by zabezpieczały różne miejsca, gdzie atak tylko MOŻE nastąpić, albo pilnowało magazynów. Przykładowo: wiele filmów nakręcono o operacji Overlord i lądowaniu w Normandii. Niewiele natomiast ich jest o operacji Dragoon, która miała miejsce niedługo później, w okolicach Marsylii. W trakcie której Alianci wysiedli na plaży, całkowicie zaskakując Niemców, z których 130.000 po prostu im się poddało.

Jeszcze mniej mówi się o Froncie Alaskańskim, na którym 150 tysięcy żołnierzy USA chroniło wybrzeże przed hipotetyczną, japońską inwazją…

Należy uświadomić sobie jedno: wojsko przygotowuje się do wojny, która może nigdy nie nastąpić. Potrzebuje sprzętu, który równie dobrze może służyć żołnierzowi, kiedy będzie walczył w pierwszym szeregu oraz kiedy będzie pilnował pułkowej biblioteki. Jednocześnie wojsko nie jest w stanie zaplanować, który to będzie żołnierz. To, że inwazja na Alaskę nigdy nie nastąpi jest równie prawdopodobne jak to, że kompania piekarska wpadnie w zasadzkę i będzie musiała bronić się trzy dni bez wsparcia. Tak więc wszyscy żołnierze muszą mieć to samo wyposażenie.

I po kolejne: żołnierzy jest mnóstwo. Tak więc, jeśli coś nie jest bardzo specjalistycznym sprzętem, to musi być to tanie. W efekcie wojsko musi pogodzić sprzeczne potrzeby. Najczęściej nie jest zainteresowane tym, co jest najlepsze. Zainteresowane jest tym, co jest wystarczające.

Przedmioty stare koncepcyjnie:

Co niestety często prowadzi do tego, że nie jest to sprzęt najnowszej daty. Przykładowo: tak modne w niektórych kręgach buty typu „opinacze” czy plecaki typu „kostka” to koncepcje bardzo wiekowe. Dokładniej rzecz biorąc: pomijając niewielkie różnice w wykonaniu, ich projekty pamiętają one jeszcze Napoleona.

Ich komfort użycia i funkcjonalność są daleko w tyle za współczesnym sprzętem turystycznym.

Filozofia ta nie zawsze jest zła. Przykładowo: Wojsko Polskie ma już nowe wyposażenie: gorsze.

Należy zauważyć, że dotyczy to tak naprawdę każdej armii świata, także tych uchodzących za najnowocześniejsze (choć niekoniecznie w tym samym stopniu). Przykładowo: amerykański systemy przenoszenia oporządzenia MOLLE i PALS, które obecnie są najczęściej używane przez wojsko tego kraju (umundurowanie, kamizelka kuloodporna, plecak i ładownice) wszedł do użycia w 1997 roku, a szeroko przyjęty został w 2001.

Jeśli ktoś myśli, że przez ten czas w ofercie sklepów sportowych nic się nie zmieniło, to grubo się myli.

Uwarunkowania polityczne:

Sytuacja taka wynika z dwóch przyczyn. Pierwszą jest, nawiasem mówiąc niegłupia, filozofia „jeśli coś działa, to się tego nie poprawia”. Drugą uwarunkowania polityczne.

Czyli wszystkie pomysły w rodzaju „Polski / Niemiecki / Amerykański karabin dla Polskiego / Niemieckiego / Amerykańskiego żołnierza”.

Istnieją całe zakłady, które żyją z zamówień wojskowych. Jeśli ich braknie, to setki, a nawet tysiące ludzi mogą zostać zwolnione. Zakłady te nie zawsze są najlepszej jakości, wiele z nich istnieje tylko dlatego, że uginający się pod presją społeczną politycy całe lata wcześniej zdecydowali się, że padająca fabryka będzie szyła buty dla żołnierzy.

I szyje.

Od czasów Napoleona nierzadko.

Demobil:

Ostatni powód, dla którego sprzęt wojskowy nie dorasta do swojej legendy jest fakt, że jego głównym źródłem na rynku cywilnym jest demobil i instytucje w rodzaju Agencji Mienia Wojskowego, które po prostu to wyposażenie wyprzedają.

Oczywiście, nikt nie sprzedaje nówek i rzeczy z pod igły.

Wojsko pozbywa się po prostu rzeczy, których już nie chce.

A nie chce, bo ma nowe, lepsze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gry komputerowe, Offtopic, Przygody i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Mit sprzętu wojskowego:

  1. Angel-0a pisze:

    >Oczywiście, nikt nie sprzedaje nówek i rzeczy z pod igły.
    > Wojsko pozbywa się po prostu rzeczy, których już nie chce.

    To drugie nie wyklucza pierwszego, a czasem jakby wręcz przeciwnie. Nawet dziś można kupić UAZ-y lub ZIŁ-y z przebiegiem poniżej 5000 km, czyli technicznie ledwo co dotarte. Wg metryki pełnolatki, ale garażowane, niejeżdżone, konserwowane regularnie przez znudzonych poborowych – formalnie jak spod igły.

  2. Karoluch pisze:

    No srrrryyyy, ale opinacze to z Napoleonem nie mają nic wspólnego. Są wzorowane na butach US Army z IIWŚ.

    • Które (przynajmniej o ile mi wiadomo) były wzorowane na Trench Boot z 1917, wzorowanym na brytyjskim Ammunition Boot z 1880, będącym ulepszonym Ankle Boot, który wszedł do użytku w okolicach 1800.

      • Karoluch pisze:

        Tym sposobem to dojdziemy do rzymskich sandałów legionistów. O wszystkim prawie można powiedzieć, że na czymś jest wzorowane. Tak samo każdy plecak jest wzorowany na poprzednim i tak dalej, aż dojdziemy do pierwszego plecaka w dziejach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s