Fazy tworzenia książki (razem napiszmy powieść fantasy):

W dzisiejszym odcinku zajmiemy się czymś, od czego w zasadzie powinienem zacząć ten cykl, niemniej jednak o tym nie pomyślałem. Będzie on traktował o tym, jak powstaje tekst książki z punktu widzenia autora (a przynajmniej mnie). Podzieliłem go na osiem etapów, w trakcie których dzieło stopniowo nabiera kształtu.

1) Faza pomysłu:

Na początku wszystkiego jest pomysł. Pomysł jest jakąś ideą leżącą u podstawy książki. Ten może być różny: może to być wizja świata, wizja postaci, jakaś śmieszna sytuacja, próba wykorzystania lub reinterpretacji jakiegoś, powracającego motywu…

Wymieniać można długo.

Sam pomysł jest nieobrobionym surowcem. Pomysłów każdy ma dużo, dzielą się one na te, które wykorzystujemy, te, które odkładamy do późniejszego wykorzystania oraz te o których zapominamy.

Jako taki pomysł nie ma żadnej wartości, liczy się tylko jego realizacja.

2) Faza wstępnej produkcji:

Jeśli decydujemy się jakiś pomysł wykorzystać i stworzyć na jego bazie książkę przechodzimy do fazy produkcji wstępnej. Polega ona na stworzeniu sobie środowiska, które umożliwiłoby napisanie dzieła. na etapie tym:

  • tworzymy świat przedstawiony

  • wymyślamy zarysy postaci

  • tworzymy plan wydarzeń

  • gromadzimy materiały i wiedzę, niezbędną nam do napisania danej powieści.

  • prowadzimy wstępny researsch

Faza ta powinna zakończyć się powstaniem wstępnego abstraktu książki. Abstrakt nie musi być dokumentem, ale powinien mieć formę mogącą dać się przenieść na papier. Poza tym może jednak istnieć tylko w naszej głowie. Powinien zawierać jednak wstępne założenia naszej powieści.

Gdybyśmy żyli w Krainach Zachodu na tym etapie powinniśmy stworzyć też konspekt książki, czyli jej krótkie streszczenie. Z owym konspektem oraz pierwszym rozdziałem wyruszylibyśmy na poszukiwanie wydawcy, który zapłaciłby nam zaliczkę na pracę nad gotową książką (albo i nie, wówczas zaczęlibyśmy pisać raz jeszcze, kolejny pierwszy rozdział). Jednakże nie żyjemy w Krainach Zachodu, a w Polsce. U nas wydawcy oczekują, że autorzy będą się doń zgłaszać z gotowymi dziełami.

Z punktu widzenia wydawcy jest to bezpieczniejsze, dla nas mniej wygodne, bowiem okazać się może, że całe miesiące naszej, ciężkiej pracy zostaną zmarnowane.

3) Faza pisania:

Kiedy uznamy, że materiały niezbędne nam do stworzenia dzieła są już gotowe stawiamy pierwszy znak i zaczynamy pisać. Następnie, przez rok albo półtorej będziemy systematycznie wypełniać kartki tekstem, co jest dość nudne.

W tym czasie będziemy napotykać na liczne problemy twórcze, które rozwiązywać będziemy:

  • uzupełniając materiał wstępny o nowe postacie, lokacje i elementy

  • prowadząc bardziej szczegółowe badania

  • kasując sceny, zmieniając plany i przebudowując początkową strukturę utworu.

Niektórzy mają też bloki twórcze, albo czekają na Wenę. Mi się to na szczęście nie zdarza, ale może być np. tak, że pójdę do lasu i zajmę się bardziej dochodowym interesem, jakim jest robienie zdjęć.

4) Faza obróbki końcowej:

Tym sposobem dojdziemy w końcu do momentu, gdy napiszemy ostatnie zdanie. Na tym etapie nasz utwór:

  • ponownie czytamy

  • poprawiamy w nim błędy

  • likwidujemy dłużyzny i niepotrzebne sceny

  • szukamy dziur logicznych i przyczynowo-skutkowych, a potem je także likwidujemy.

  • ja osobiście stawiam sobie za zadanie skrócenie utworu o co najmniej 20 procent*.

Na tym etapie raczej już nie tworzy się nowej treści, a jedynie ulepsza to, co już istnieje.

*Ogólnie rzecz biorąc moje książki są zupełnie inne, niż te, które chciałbym pisać. Osobiście uważam, że maksymalna, dopuszczalna grubość książki to 300 stron i tyle powinno wystarczyć każdemu. Niestety jestem w tej opinii odosobniony. W ten sposób miał wyglądać np. „Gambit mocy”, który przewidywałem na trzy, krótkie, nieco żartobliwe tomy, utrzymane w konwencji podobnej jak „Smok i jeży” Dicksona czy „Jednym zaklęciem” Watta-Evansa. Niestety takich książek nikt już nie wydaje.

Książki muszą przyciągać wzrok swoim grzbietem. Stąd tendencja do zwiększania objętości.

5) Faza szukania wydawcy:

Po tym, gdy uznamy, że książka jest już gotowa zaczyna się poszukiwanie wydawcy. Nie jest to proces technicznie skomplikowany, ale raczej frustrujący. Polega on na wysyłaniu maili do wydawnictw i czekaniu na odpowiedź. Ta najczęściej nie następuje, bowiem w biznesie tym nie ma zwyczaju odpowiadać na korespondencję.

Jeśli nam się poszczęści być może uda nam się podpisać umowę, a książka zostanie wpisana do planu wydawniczego.

6) Faza pobytu w piekle developerów:

Wówczas trafimy do developerskiego piekła. To znaczy, że nasza powieść będzie leżała na półce i czekała, aż ktoś się nią może kiedyś zainteresuje na tyle, by zacząć ją przygotowywać do wydania. Może to zająć równie dobrze kilka dni, jak kilka lat (jak było to z „Tym, co walczy z potworami”).

7) Prace przed-wydawnicze:

Kiedy wreszcie wydawca się obudzi zajmiemy się przygotowywaniem książki do wydania. Czyli przedstawiona nam zostanie okładka (i być może będziemy mogli wybrać jeden z trzech wzorów), dostaniemy do akceptacji blurb oraz wreszcie redakcję (zwykle połączoną z korektą, powinny być to osobne etapy pracy wydawniczej, jednak realia są inne), która wytknie nam wszystkie (a przynajmniej: część) popełnionych przez nas błędów. Te będziemy musieli poprawić i koniec końców zaakceptować książkę w wersji ostatecznej.

W tej postaci zostanie ona wydrukowana.

8) Wysyłka do sklepów:

Po czym trafi do sklepów. My otrzymamy natomiast kilka egzemplarzy dla siebie i będziemy mogli zasłynąć wśród przyjaciół i najbliższej rodziny.

Od tego momentu dzieło będzie żyć własnym życiem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Autoreklama, Książki, Pisanina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Fazy tworzenia książki (razem napiszmy powieść fantasy):

  1. Lurker pisze:

    Z punktu widzenia wydawcy jest to bezpieczniejsze, dla nas mniej wygodne, bowiem okazać się może, że całe miesiące naszej, ciężkiej pracy zostaną zmarnowane

    Szczerze mówiąc, to w ten sposób każdy mógłby zostać pisarzem.
    Z gotówką w ręce z jednej strony, a z kontraktem, za którego wypełnienie musimy się zabrać, w drugiej – człowiek po prostu siada i pisze.
    I nikt mu nie powie, że marnuje czas na głupoty.
    Skoro nie tylko już mu zapłacili, ale dodatkowo zapłacili właśnie za to, żeby właśnie tym się zajmował – siedzeniem i pisaniem.

    U nas to człowiek najpierw musi mieć jako tako ustabilizowaną sytuację, jakieś stałe źródło dochodu, jakieś względne poczucie bezpieczeństwa – zanim w ogóle będzie mógł się za pisanie zabrać. Po godzinach.

    Ale z drugiej – jak najbardziej rozumiem punkt widzenia wydawnictw.
    Zapłać takiemu – bo pominę tutaj kwestię takich, co nie napiszą nic – a potem użeraj się z nim i tymi wypocinami, które nabazgrze. Odsyłaj mu do poprawki po tysiąc razy. W skrajnym wypadku – ucz go wręcz mozolnie pisania przez kolejne lata i kolejne wersje.
    No bo skąd wydawca wie, co mu taki zmajstruje na koniec? Przecież pierwszy rozdział to żadna próbka. Przecież genialnych pomysłów – jak sam chyba również wspominasz powyżej – można mieć na pęczki. Tyle, że genialny pomysł to za mało. Musi mieć to ciąg dalszy.

    Co do pomysłu – taka mała dygresja.
    Odnoszę wrażenie, że podobnie, jak opisujesz sytuację w „Krainach Zachodu”, wygląda sytuacja również w „Krainie Wschodzącego Słońca”. Widziałem bowiem wiele mang – skasowanych po kilkunastu rozdziałach często – które faktycznie w pierwszym rozdziale powalały odkrywczym i fenomenalnym pomysłem. Jednak już po kilku chapterach dawało się zauważyć – a po kilku następnych nie dało się tego już nijak zamaskować – że sam twórca nie miał tak naprawdę zielonego pojęcia, co zrobić dalej z tym pomysłem, kiedy zaczął zostać wydawany.

    Wychodzi więc na to, że tam to właśnie tak działa. Młodociani wanna-be wielcy mangacy wysyłają swoje prace do wydawnictw (czy czego tam) – prześcigając się w tym, kto zachwyci bardziej decydenta swoim pomysłem – aż czasem któryś z nich nie zostanie wydany. I wtedy okazuje się, że to ciężko pociągnąć dalej…

    Dlatego podsumowując – gdybym był wydawcą, również nie płaciłbym nikomu praktycznie w ciemno. Bo tu nawet nie chodzi o te kilka groszy zaliczki. Tylko o zaangażowanie się – i swojego biznesu – w coś, czego ostatecznego kształtu nie możesz być w najmniejszym stopniu pewien.
    A potem co? Zapłaciłeś, on napisał. Wywiązał się. To musisz radzić sobie z tym, co dostałeś…

    A co do tej Ameryki.
    Może tam chodzi tak naprawdę o coś zupełnie innego. Skoro tam zdarza się, że nagle jakiś debiutant sprzedaje miliony egzemplarzy, to wydawnictwa zwyczajnie wolą płacić każdemu z jako takim potencjałem, byle tylko – w razie czego – zarezerwować sobie jego cykl dla siebie.
    Z sensie – na sto niespełnionych nadziei i zaliczek, jeden cykl nadrobi za nie wszystkie. Wydawnictwo wyjdzie na tym biznesie i tak na plus.

    Ale to widzisz – zupełnie inny rynek jest.
    U nas nie ma szans, by nagle debiutant rozbił bank, więc jeśli taki przejdzie nam koło nosa, to i tak nic się nie stanie. Więc po co płacić z góry?

    ja osobiście stawiam sobie za zadanie skrócenie utworu o co najmniej 20 procent*

    Ale uwzględniając kwestię podnoszoną przez ciebie pod spodem w odnośniku do * – o której zresztą nieraz już wspominałeś – wychodziłoby na to, że to zadanie stawiane sobie przez ciebie na koniec powinno brzmieć zgoła odwrotnie – tj. na tym etapie powinniśmy stawiać sobie za zadanie wydłużenie utworu o co najmniej 20 procent, wprowadzając kilka kolejnych dłużyzn i dopisując sceny, które na ten przykład jeszcze bardziej rozbudują nam charakter danej postaci, opiszą jej przeszłość, traumy, i takie tam. 😉
    Całkiem możliwe, że te wszystkie Sandersony tak właśnie robią na sam koniec. 😉

    • Też rozumiem punkt widzenia wydawców. I też nie płaciłbym nikomu w ciemno.

      Odnoszę wrażenie, że podobnie, jak opisujesz sytuację w „Krainach Zachodu”, wygląda sytuacja również w „Krainie Wschodzącego Słońca”. Widziałem bowiem wiele mang – skasowanych po kilkunastu rozdziałach często – które faktycznie w pierwszym rozdziale powalały odkrywczym i fenomenalnym pomysłem. Jednak już po kilku chapterach dawało się zauważyć – a po kilku następnych nie dało się tego już nijak zamaskować – że sam twórca nie miał tak naprawdę zielonego pojęcia, co zrobić dalej z tym pomysłem, kiedy zaczął zostać wydawany.

      Prawdę mówiąc nie wiem, jak wygląda sytuacja na rynku mangi. Nigdy się tym nie interesowałem, zresztą, ogólnie niezbyt lubię komiksy. Natomiast jeśli chodzi o Light Novels, to oni po prostu mają w huk konkursów. Raz, że rynek jest większy i z większymi tradycjami. Dwa, że wydawców nie tylko jest więcej, ale regularnie, co kwartał ogłaszają konkursy na nowe tytuły. Efekty są różne. Np. kilka tygodni temu po necie chodził wywiad z redaktorką, która płakała, że musiała ukończyć książkę za autora, bo mu się pisanie w połowie znudziło.

      Ale powiedzmy sobie szczerze: gdyby u nas to tak wyglądało, to chyba każdy z nas by próbował.

      Ale uwzględniając kwestię podnoszoną przez ciebie pod spodem w odnośniku do * – o której zresztą nieraz już wspominałeś – wychodziłoby na to, że to zadanie stawiane sobie przez ciebie na koniec powinno brzmieć zgoła odwrotnie – tj. na tym etapie powinniśmy stawiać sobie za zadanie wydłużenie utworu o co najmniej 20 procent, wprowadzając kilka kolejnych dłużyzn i dopisując sceny, które na ten przykład jeszcze bardziej rozbudują nam charakter danej postaci, opiszą jej przeszłość, traumy, i takie tam. 😉
      Całkiem możliwe, że te wszystkie Sandersony tak właśnie robią na sam koniec. 😉

      Możliwe, że i tak robią.

      Ja to robię z jednej przyczyny: żeby wyeliminować dłużyzny, zbędne wątpi, powtórzenia scen, nadmiarowe opisy etc. Książka jednak powinna osiągnąć jakąś harmonię.

  2. wiron pisze:

    „Gdybyśmy żyli w Krainach Zachodu na tym etapie powinniśmy stworzyć też konspekt książki, czyli jej krótkie streszczenie. Z owym konspektem oraz pierwszym rozdziałem wyruszylibyśmy na poszukiwanie wydawcy, który zapłaciłby nam zaliczkę na pracę nad gotową książką (albo i nie, wówczas zaczęlibyśmy pisać raz jeszcze, kolejny pierwszy rozdział). Jednakże nie żyjemy w Krainach Zachodu, a w Polsce. U nas wydawcy oczekują, że autorzy będą się doń zgłaszać z gotowymi dziełami.”

    Tak, w dodatku na Zachodzie ulice są wybrukowane złotem.

    Zaliczki dostają wyrobieni autorzy, tacy o których wiadomo że się sprzedadzą (u nas taki Sapkowski pewnie też mógłby dostać pieniądze z góry). Wydawcy proszą o pierwszy rozdział i konspekt jako selekcje wstępną. Po co im cała książka skoro po pierwszej stronie widać że autor nie umie pisać. Jak im się spodoba to proszą o reszte. Ludzie bez znanego nazwiska normalnie przychodzą z gotową książką. Sanderson zanim zadebiutował wysłał do wydawców 12 gotowych książek.

    • Sanderson zanim zadebiutował wysłał do wydawców 12 gotowych książek.

      Szczerze? Nie bardzo mogę w to uwierzyć. Albo nie zajmował się niczym innym w życiu, albo te książki musiały być naprawdę złe. Po prostu ten wolumen włożonej pracy jest zadziwiający. Trudno mi sobie wyobrazić, jak ktoś mógł go wykonać i jednocześnie pogodzić to z normalnym funkcjonowaniem.

      • wiron pisze:

        I to, i to. Sanderson wspomina że pracował na recepcji w hotelu na nocnej zmianie – gdzie mógł przez większość czasu pisać. Przed debiutem napisał 12 książek, ale do wydawców wysłał tylko kilka z nich. Pozostałe, jak sam twierdzi, nie były zbyt dobre. Elantris, jego pierwsza wydana książka była szóstą książką którą napisał. Przez te pare lat kiedy szukał wydawcy zdążył napisać sześć następnych.

      • A, to dużo tłumaczy. Mamy nocną zmianę w robocie. To miejsce, gdzie albo potrafisz znaleźć sobie jakieś, nieważne jak głupie lub abstrakcyjne, albo kończysz na odwyku.

  3. PK_AZ pisze:

    Powiem tyle: łał. W pół notki uświadomiłeś mi to, do czego nie potrafiłem dojść przez kilka lat. Wrzucam notkę do ulubionych i będę do niej okresowo wracał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s