Czy czytnik ebooków faktycznie jest bardziej ekologiczny niż książka?

Jest takie, można by powiedzieć, powiedzonko „kupiłem czytnik ebooków, bo szkoda mi drzew ściętych na papier”. Nie jestem pewien, czy faktycznie ktoś kupuje czytniki po to, by „być eko”. Mimo to zainteresowało mnie to, czy faktycznie w ten sposób jest.

Po pierwsze: papier nie do końca robi się z drzew

Tak, papier robi się z drewna, a konkretnie z celulozy. Jednak jego produkcja nie wygląda w ten sposób, że duże, piękne i dorodne drzewa wycina się, by wyprodukować książeczki dla dzieci. Sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana.

W wypadku Polski papier najczęściej produkuje się z drewna sosnowego, czasem świerkowego i brzozowego. Jest to tak zwana papierówka. Przy czym już na wstępnym etapie produkcji drewno zostaje rozdrobnione. W efekcie nie potrzeba nań ani dużych pni, ani pięknych drzew. Rozdrabnianie takowych jest raz, że trudniejsze, dwa, że gospodarczo nieopłacalne. Duże i piękne drzewa leśnicy mogą sprzedać bowiem z większym zyskiem na okleinę na meble albo materiał budowlany.

Na papier natomiast przeznacza się głównie drewno pozyskane z dwóch źródeł. Po pierwsze: w trakcie tzw. cięć pielęgnacyjnych, czyli niekoniecznie najwyższej jakości.

Cięcia pielęgnacyjne to po prostu wycinka polegająca na usuwaniu z drzewostanu drzew niepożądanych, chorych lub nadmiarowych.

To, co mówię może się niektórym osobom wydać nieortodoksyjne. Tak więc pędzę wyjaśnić. Po pierwsze: nie każde drzewo jest w lesie chciane i pożyteczne. Mamy więc do czynienia z pewną ilością tak zwanych gatunków inwazyjnych, które są w Polsce obce. Najczęściej zostały sprowadzone przez człowieka, zwykle jako rośliny ozdobne, czasem bo uważano je za pożyteczne, jednak coś nie wyszło. Do grona tego zaliczyć można między innymi: czeremchę amerykańską, robinię akacjową czy klon jesionolistny. Gatunki te rozmnażają się bardzo szybko, wypierają rodzime odpowiedniki, lub jak robinia akacjowa zmieniają skład chemiczny gleby, sprawiają, że nie nadaje się ona dla innych drzew.

Do grona tego należą też niektóre siedliska utworzone przez człowieka z rodzimych gatunków, jak znaczna część nasadzeniowych lasów świerkowych i sosnowych, które też mają wady. Szczególnie złą sławą cieszą się powojenne nasadzenia sosnowe. Sosna wydawała się fajnym gatunkiem, bowiem szybko rośnie i daje cenne drewno, co więcej dobrze sobie radzi na gruntach piaszczystych. Niestety okazało się, że lasy takie nie dość, że wyjaławiają i zakwaszają glebę nie dając przy tym schronienia zwierzynie, to łamią się przy byle wichurze i płoną jak zapałki. Obecni więc uprawa sosny nie polega już na sadzeniu monokultur, jednak nasadzenia przedwojenne stanowią po dziś dzień znaczącą część drzewostanów.

Jeśli chodzi natomiast o nasadzenia sosnowe, to niestety były one w dużej mierze wynikiem konieczności. Rabunkowa gospodarka z XVIII, XIX i XX wieku doprowadziła do znaczącego wyniszczenia gleb. W niektórych regionach, w tym także tych znanych z lesistości, jak niektóre fragmenty Bieszczad i pogórza karpackiego ziemia była wręcz spustynniona. W takich warunkach tylko niektóre gatunki są w stanie sobie dać radę.

Po drugie: nadmierne przegęszczenie drzew nie jest dla nich korzystne. Po prostu: drzewka chłoną z gleby wodę i składniki mineralne korzonkami, a z powietrza CO2 listkami, konkurują też o światło. Jeśli jest ich za dużo w jednym miejscu to zwyczajnie chodzą głodne. Tak więc leśnicy, jeśli zauważą, że gdzieś zachodzi taka sytuacja, to wycinają niepotrzebne. Podobny proces zachodzi też w naturze, gdyż większe i bardziej ukorzenione drzewa potrafią po prostu zagłodzić swoich towarzyszy. Nam wydaje się, że las sobie spokojnie rośnie, ale tak naprawdę wszędzie wokół nas trwa brutalna walka na śmierć i życie. Leśnicy, wycinając część drzewostanu przyśpieszają to, co nieuchronne.

Po trzecie: usuwa się z lasu drzewa chore, by nie zaraziły innych. W naturze ten proces też zachodzi, robią to między innymi dzięcioły. Owszem, dzięcioł przedstawiany jest jako „lekarz lasu” lecz nie jest lekarzem drzew. Wręcz przeciwnie, stan drzewa po jego „zabiegu” zwykle pogarsza się.

Drugim źródłem papierówki odpady. Jeżeli zetnie się duże drzewo, to zwykle zostaje z niego pień, który przerabia się na surowiec budowlany lub meblarski i gałęzie. Te ostatnie też się zagospodarowuje, bo nic marnować się nie może. Tak więc albo wykorzystuje się je jako paliwo, albo przerabia na tarcicę, z której potem powstaje płyta wiórowa też używana w przemyśle meblarskim, albo produkuje się papier.

Tak więc: kupując książkę nie przyczyniamy się do śmierci drzewa.

To zostałoby i tak wycięte.

Racjonalna gospodarka leśna nie szkodzi przyrodzie:

Należy zauważyć jeszcze jedną rzecz: prowadzona w sposób racjonalny gospodarka leśna nie powoduje szkód w przyrodzie, a jeśli już to niewielkie i odwracalne. Gospodarka leśna w przeszłości w Polsce była prowadzona bardzo różnie i bywały okresy, gdy zasoby te rabowano, aż do całkowitego spustynnienia terenów, niemniej jednak co najmniej od zakończenia drugiej wojny światowej zaszły w tym temacie poważne zmiany. W prawdzie nie obyło się i bez poważnych błędów (vide wspomniane już, powojenne nasadzenia sosny) to zasadniczo lesistość kraju od roku 1945 wzrosła o niemalże połowę. Wzrosła też znacząco ich bioróżnorodność.

I generalnie, mimo licznych kontrowersji, zwłaszcza w ostatnich latach, tendencja jest raczej wzrostowa.

Strategia Polski jest taka, że o ile w 2017 roku lesistość wynosiła 29,6 procent, tak w 2020 ma wynosić 30 procent, a w 2050 wynieść ma 33 procent powierzchni kraju.

Czyli pod tym względem u nas jest dobrze.

Należy zauważyć, że gospodarka leśna pomaga w tym z prostej przyczyny: bo to się opłaca. Gdyby się nie opłacało produkować drewna, to obszary te zostałyby przeznaczone do innego wykorzystania. Np. pod uprawę kapusty.

Jednak należy zauważyć, że nie wszystkie kraje w ten sposób wykorzystują swoje zasoby. Chiny, Brazylia, Indonezja, państwa afrykańskie i wiele innych często pozyskują drewno w sposób rabunkowy. Kupowanie książek drukowanych w tych państwach nie jest zbyt ekologiczne. Na szczęście Polska importuje bardzo niewiele zarówno drewna, jak i papieru. Wartość polskiej branży papierniczej w roku 2017 wynosiła 33,5 miliarda złotych, sprowadzonego do Polski papieru 160 milionów złotych. Nie stanowiła więc nawet połowy procenta. Polska produkuje też 43 miliony metrów sześciennych drewna, a sprowadza 3 miliony, czyli niecałe 7 procent. Pochodzi ono głównie z Ukrainy.

Dla porównania w Polskich lasach znajduje 2,4 miliarda metrów sześciennych drewna, a co roku przyrasta około 80 milionów kolejnych.

Tak więc nie. Kupując książkę wydrukowaną w Polsce nie zagrażamy lasom na naszej planecie. Tym bardziej, że największe papiernie w naszym kraju kupują wyłącznie drewno z certyfikatem FSC (Forest Stewardship Council, międzynarodowa organizacja ochrony lasów). W niewielkim stopniu zagrażamy lasom ukraińskim, gdzie z gospodarką leśną jest dokładnie tak samo, jak z wszystkim innym, ale tylko w niewielkim stopniu.

Dajemy za to leśnikom impuls gospodarczy do dalszego zalesiania kraju.

Same czytniki nie są szczególnie ekologiczne:

Należy sobie zdać sprawę z tego, że ani czytniki ebooków, ani książki nie spadają z nieba. Trzeba je wyprodukować, a to również generuje zanieczyszczenia.

By pokazać wpływ produkcji książki na środowisko oraz produkcji czytnika posłużę się przykładem śladu węglowego. Jest to całkowita suma emisji gazów cieplarnianych sprowadzona do ekwiwalentu dwutlenku węgla (tak samo, jak tony trotylu stanowią miernik siły wybuchu) koniecznych do wyprodukowania danego przedmiotu.

Otóż: w wypadku tradycyjnej książki ślad węglowy wynosi 2,7 kilograma.

W wypadku czytnika wynosi on już 512 kilogramów.

Czyli pojedynczy czytnik przekłada się na 189 książek.

Na tym oczywiście nie koniec. Czytnik nie działa bowiem sam, do pracy potrzebuje prądu. Wyprodukowanie energii potrzebnej do doładowania 1 mAh wytwarza ślad węglowy 0,0003 kilograma. Urządzenia mobilne zazwyczaj posiadają pojemność baterii między 2.000 a 1.0000 mAh.

Czyli przy każdym ładowaniu wytwarzamy takie zanieczyszczenie, jakbyśmy wyprodukowali między 1/5 a 1,2 książki, zależnie od czytnika.

Należy zauważyć, że przeczytanie pojedynczej strony zajmuje średnio jedną minutę, czyli w teorii pracujący przez 15 godzin czytnik jest w stanie pozwolić nam na przeczytanie dwóch książek długości 450-500 stron.

Należy zauważyć też, że prócz śladu węglowego produkcja obydwu dóbr wytwarza szereg innych brudów. O ile książka jest technologią dość prostą i dość czystą, tak czytnik zawiera metale ciężkie oraz baterie litowo-jonowe, których produkcja również nie jest neutralna dla środowiska (aczkolwiek mniej szkodliwa, niż produkcja tradycyjnych baterii).

Dodać do tego należy jeszcze infrastrukturę w postaci serwerów i całej reszty.

Czytnik nie zawsze jest zły:

Jak łatwo zauważyć nawet w wypadku osoby czytającej dość dużo, jak ja potrzeba całych lat, by zrównoważyć ślad węglowy produkcji jednego czytnika. Niemniej jednak istnieją sytuacje, gdy czytnik faktycznie okazuje się bardziej ekologiczny, niż papier.

Pierwszą taką sytuacją jest moment, gdy czytamy pozycje nietrwałe, dla pojedynczych artykułów. Przykładem takowych są gazety i czasopisma, w szczególności wszelkie dzienniki i tygodniki. Ślad węglowy ich produkcji jest bardzo zbliżony do produkcji książki, a zużycie ogromne. W wypadku dzienników lub osoby prenumerującej kilka tygodników rozwiązanie to „zwraca się” w ciągu mniej niż roku.

Po drugie: w wypadku osób tworzących prywatne, rzadko używane biblioteki. To znaczy: nie tylko kupujących i składujących duże ilości książek, których albo nikt nie czyta, albo czytane są rzadko i wyłącznie fragmentarycznie lub wybiórczo, a które to księgozbiory składowane są w oddzielnym pomieszczeniu. Wówczas do śladu węglowego produkcji książek należy dodać też ślad węglowy budowy pomieszczenia, jego oświetlenia i ogrzewania.

Przy czym wydaje mi się, że to ostatnie zastosowanie jest raczej nierealistyczne, a na pewno wąskie. Takie biblioteki tworzą albo instytucje, albo firmy, albo osoby zamożne. W przypadku przeciętnego człowieka, nawet posiadającego dom jednorodzinny po prostu wydzielanie pomieszczenia na bibliotekę jest przejawem snobizmu. Książki najczęściej składane są w normalnych pokojach dziennych lub sypialniach, a nie oddzielnych bibliotekach lub czytelniach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Czy czytnik ebooków faktycznie jest bardziej ekologiczny niż książka?

  1. miedzianagora pisze:

    Wydaje mi się, że w pewnych miejscach miałeś na myśli świerk, a nie sosnę, czyli tzw. pokarm dla korników w każdym wieku (wysadzany na dodatek z nasion sprowadzanych z Austrii). Dzięki niemu, ta część Europy przypomina wielką i obfitą stołówkę dla kornika drukarza.
    Posłużę się klasykiem: „Dzisiaj nikt już nie dba o lasy”.

  2. Moreni pisze:

    Tyle tylko, ze ekrany czytników pobierają energię głównie w trakcie zmiany strony, a więc to, jak długo czytamy daną stronę nie ma znaczenia – już bardziej to, jak dużej czcionki przy tym czytaniu używamy. W moim przypadku (jestem przyślepa i ustawiam sobie zawsze duże czcionki) jedno ładowanie starcza na jakieś 400-500 stron rzeczywistej książki. Ale znam takich, którym wystarczy nie tylko na 2, ale nawet na trzy pozycje.

    A poza tym nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek nieironicznie wspominał o ekologii przy czytnikach. 😉

    • Ja się tutaj opieram na danych producenta. Piszą, że tyle ma działać, więc wierzę im na słowo.

      A poza tym nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek nieironicznie wspominał o ekologii przy czytnikach.

      Ja nie byłbym tego pewien. Ale ja mam bardzo obniżoną wiarę w ludzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s