Władca pierścieni – czy gdyby nie Jackson to nikt by tego nie czytał?

Tematy podjęte dwa tygodnie temu zaowocowały bardzo moim zdaniem owocnymi dyskusjami, które dostarczyły bardzo ciekawych tematów na notki. Pierwszym z nich, który dziś podejmę dostarczył Czytelnik Bloga (taki nick) i właśnie nim się dziś zajmę.

Prawdę mówiąc sam nigdy jeszcze tego argumentu nie słyszałem, jednak brzmi on jak coś, co jak najbardziej mogłoby się na grupach książkowych pojawić. Tak więc:

  • Oczywiście jest to absolutna prawda

  • I, co zrozumiałe, jest to całkowita bzdura.

Władca pierścieni w księgarniach:

Faktycznie „Władcy pierścieni” nie za bardzo widać w statystykach księgarni. Przykładowo na Arosie / Bonito pojawia się dopiero na drugiej stronie wyników, a do Top 100 w kategorii książki fantastyczne Empiku w ogóle nie wszedł. Za to dostał się tam Silmarilion, Hobbit, Dzieci Hurina i Opowieści Z Niebezpiecznego Królestwa, a także pewna ilość porównywalnych klasyków fantastyki, jak Saga o Wiedźminie czy książki Le Guin.

O ile w wypadku Sapkowskiego tłumaczyć można jego przewagę na Tolkienem sukcesami gier, tak nie widzę powodów, z których sprzedaż Le Guin nagle miałaby tak znacząco podskoczyć.

Myślę więc, że jest to wynik iluzoryczny, bowiem w Polsce mamy w tej chwili na rynku trzy, albo cztery wydania Władcy Pierścieni, od trzech różnych wydawców (Amber, Muza i Zysk) i w trzech różnych tłumaczeniach (nie jestem tylko pewien, czy istnieje wydanie w tłumaczeniu Fronców, bez obrazków). Tak więc wynik jest rozdzielany na trzy oddzielne stosy.

Efekty filmów Jacksona:

Trzy filmy Petera Jacksona faktycznie wykreowały nie tylko „Władcę pierścieni”, ale być może też i cały gatunek fantasy dla szerokiej publiki. Choć nie jestem pewien, czy w tym drugim przypadku nie pomógł mu Harry Potter. Wiele osób poszło do kina, jeszcze więcej widziało go na TVN. A wiedzieć wam trzeba, że istnieje grupa czytelników, którzy nie czytają książek innych, niż z filmowymi okładkami.

Nie da się też ukryć, że Jackson strasznie strywializował Władcę. Po pierwsze: przez jego upowszechnienie, w efekcie czego, ludzie, którzy wcześniej publicznie twierdzili, że przez Trylogię nie dali rady przebrnąć nagle stali się tolkienologami… I zaczęli wyliczać mu liczne, domniemane dziury scenariuszowe. Najczęściej takie, których Tolkien uniknął, ale wpadł w nie Jackson (np. taxi-orły).

Po drugie Jackson spłycił też opowieść przenosząc akcenty na zupełnie inne tony, a część ważnych dla literackiej wersji zmieniając, spłycając lub zupełnie pomijając. Przykładem, chyba najbardziej jaskrawym może być Bitwa w Helmowym Jarze, która w książce zajmuje ledwie 20 stron (całe „Dwie wieże” liczą ich 460). W filmie natomiast sceny te zabierają blisko połowę materiału zdjęciowego. I pojawia się w nich masa elementów dziwnych, głupich lub obciachowych: przybycie elfów na pomoc, Legolas na deskorolce, Gimli-idiota, facet z olimpijskim zniczem…

Bardzo mocno namieszano też w postaciach. Pomijając brak Glorfindela czy Toma Bombadila, którzy nie są tacy istotni, to największe zmiany dotyczyły Gimlego i Legolasa. Gimli w filmie pełni rolę błazna i lokalnego głupka. Jest zupełnie inny od romantyka przedstawionego w książce.

Legolas odwrotnie, otrzymuje masę scen totalnej niesamowitości, w większości idiotycznych i wyłamujących się z konwencji filmu: jeździł na deskorolce i skakał po słoniach, jak w grze platformowej. Jest to ciekawa przemiana, bowiem w książce był to osobnik, który – z całej Drużyny Pierścienia – najmniej dokonał. Wręcz przeciwnie: aż do odwiedzenia dworu Galandrielli wywyższał się tylko i wyłamywał.

Najważniejszą zmianą jest jednak sam wydźwięk historii. Z nastrojowej opowieści o walce dobra ze złem i ofierze jakiej wymagało zwycięstwo, jaką była książka, optyka zmieniła się na film akcji.

Czy efekt filmów nadal trwa?

Co więcej myślę, że efekt filmów powoli, acz nieubłaganie gaśnie. Widać to choćby w Google Trends, gdzie, po wpisaniu odpowiedniej frazy dostrzec można, że po pierwszym kwartale roku 2004 liczba zapytań o „Władcę pierścieni” znacznie spadła.

Frazy „Władca Pierścieni” (niebieska kreska) i (dla porównania) „Saga o Wiedźminie” (czerwona kreska) w Google Trends od roku 2004 (niestety wcześniej się nie da) do dnia dzisiejszego.

Oczywiście pamięć ludzka nie jest tym samym, co moda na wyszukiwania i oddziaływanie filmów było (i nadal pozostaje) bardziej długotrwałe, niż wskazuje to liczba wyszukiwań, jednak myślę, że obecnie można założyć, że popularność lub niechęć do „Władcy pierścieni” jest w coraz mniejszym stopniu napędzana filmem.

Tak, wiele osób nie czytałoby Tolkiena, gdyby nie filmy:

Filmy faktycznie spowodowały też napływ czytelników do „Władcy pierścieni”. Ci należą do dwóch grup. Pierwsza to ludzie, którym podobał się film i którzy postanowili pod jego wrażeniem sięgnąć też po książkę.

Druga to ludzie, którzy czytają jakieś książki. Do grupy tej należą osoby, które czytają, jednak nie dlatego, że temat ich interesuje, chcą doznać przeżyć artystycznych lub poszerzyć wiedzę, ale z różnych dziwnych przyczyn: bo nudzą się w pracy. Bo muszą długo dojeżdżać. Bo przeczytanie jednej książki rocznie pozwala im czuć wyższość nad niepiśmienną tłuszczą. Bo to jakiś rodzaj lansu lub podkreślenia własnej odrębności.

I faktycznie obie te grupy nie czytałyby Władcy Pierścieni.

Pierwsza grupa dlatego, że o nim by nie usłyszała.

Druga, bo generalnie nie jest znana z wyboru trudnej lektury. Ona lubi książki z filmowymi okładkami, łatwe, bez trudnego słownictwa. Jakakolwiek klasyka nie jest dla niej. Więc faktycznie by po książkę nie sięgnęła.

Istnieje też trzecia grupa…

…abnormalnych czytelników Tolkiena, czyli ludzie napędzeni do fantastyki przez książki z gatunku „young adults” przy czym ich obecność jest raczej zasługą popularności „Zmierzchu” i innych pozycji korzystających z jego formuły marketingowej, a nie filmowego „Władcy pierścieni”. Tak więc ta grupa jest trochę poza tematem niniejszej dyskusji.


Co nie znaczy, że nie byłby czytany:

Słowa piosenki „Scheda po Tolkienie” Kaczmarskiego. Niestety, nigdy nie nagranej w studio.

Należy zauważyć jedną rzecz: już zanim powstał film „Władca pierścieni” był pozycją bardzo popularną i popularności tej nie tracił od publikacji w latach pięćdziesiątych. Powstawały liczne gry inspirowane tytułem, jak MERP, Middle-earth Collectible Card Game, Lord of the Rings, Riders of Rohan etc. Nawiązania do Tolkiena pojawiały się też w innych produkcjach, jak w serii gier cRPG Ishar. Do „Władcy pierścieni” odwoływali się też piosenkarze. Tak więc inspiracji Tolkienem nie ukrywał Blind Guardian, Nightwish, Burzum, Megadeth, Dimu Borgin, Led Zeppelin, Summoning ani nawet, na polskim podwórku, Jacek Kaczmarski.

Doceniali go też krytycy. Tak więc „Władca pierścieni” trafił na listę „Kanonu na koniec wieku” Rzeczpospolitej.

Wydawcy także zabijali się o niego. Nie bez powodu więc w Polsce mamy trzy (a w zasadzie to pięć), różnych tłumaczeń „Władcy pierścieni”. Bo każdy chciał uszczknąć coś dla siebie.

Przy czym „Władce pierścieni” czytali głównie przedstawiciele różnych pod-kultur, subkultur i kontrkultur: fantaści, metale, wszelkiego rodzaju gracze, odtwórcy historii, miłośnicy literatury wysokiej… W zasadzie książka posiadała rolę takiej „Nerd-Biblii”.

Obecnie tą ostatnią, przynajmniej w jakimś zakresie straciła, postrzeganie fantasy dość mocno się spłyciło, a w części środowisk odwoływanie się do Tolkiena nie ma już oznak posługiwania się intertekstualnym kodem, a raczej uchodzi za obciach. Wynika to z różnych przyczyn, ale nie da się ukryć, że przynajmniej część tych środowisk ma długie tradycje „emancypowania się od tłuszczy”.

Co więcej filmy dały broń do rąk przeciwnikom Tolkiena, a przed nimi tych też było niemało. Przykładowo „Nowa Fantastyka” wiele miejsca poświęcała tłumaczeniu, jak głupim w porównaniu ze Science Fiction gatunkiem jest Fantasy, nie przebierając przy okazji w epitetach. Byli też Moorcockiści, którzy też czuli niechęć do Tolkiena…

Nie znaczy to, że wymienione kilka akapitów wcześniej środowiska straciły Tolkienem zainteresowanie. Przeciwnie: nadal czytają „Władcę pierścieni”. I raczej z uwagi na brak ekranizacji by nie przestali. Nie musieliby natomiast użerać się z argumentem o Taxi-Orłach.

Dyskusyjne jest natomiast to, czy zachowałby on swoją pozycję „Nerd-Bibli”, gdyby nie było filmu. Bez niego książka nie byłaby tak strywializowana. Z drugiej strony: mnogość odwołań mogła sama w sobie doprowadzić do przesytu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Filmy, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Władca pierścieni – czy gdyby nie Jackson to nikt by tego nie czytał?

  1. Katrina pisze:

    Gdyby nie tak znany film pewnie po prostu Tolkien byłby znany w kręgach fantastów. Jak „Diuna” Herberta chociażby – film niby był, ale sama o nim nie słyszałam, dopóki nie sięgnęłam po książkę. Sprzedawałby się, ale nie aż tak. Co nie zmienia faktu, że Śródziemie jest chyba pierwszym w historii tak rozbudowanym uniwersum, które przy tym jest zupełnie odcięte od naszego świata.

  2. Tablis pisze:

    Oddałbym więcej sprawiedliwości Jacsonowi. Nie będę przeczył, że akcenty zostały mocniej zmienione, to dużo bardziej epos niż oryginalne książki, ale „optyka zmieniła się na film akcji” to przesada. Wielu ludzi nie lubiło końcowej podróży Frodo i Sama w filmie właśnie dlatego, że nie pasuje do tego typu historii. Powiedziałbym więc, że ludzie, którzy zaczynali od filmu są przygotowani na książkę, jej wymowa nie powinna ich zdziwić. Wielu wykańczają za to opisy, ale to inna sprawa…

    Z tekstu nie jest jasne, czy uznajesz problem „taxi-orłów” za rzeczywisty, czy domniemany (nie przestaje dziwić mnie, jak długo ciągnie się ten temat). Tedy gwoli uzupełnienia: w jego wersji na środku pustyni stoi tam wielka wieża z laserowym okiem. Jest to mniej subtelne, ale nawet bardziej przekonujące od książkowych komentarzy, że misja musi być sekretna. Ogólnie uważam, że ze spójnością filmów jest nienajgorzej, zgadzam się, że „tolkienolodzy” z mchu i paproci są irytujący.

  3. Grisznak pisze:

    W Polsce Tolkien już w latach 80 był dobrze znany, mimo, że fantasy było na cenzurowanym wśród „poważnych” fanów fantastyki. Encore wydało dwie kolejne gry na jego podstawie (Bitwa na polach Pelenorru, Wojna o Pierścień – jedyne planszówki tej firmy będące adaptacjami jakiegoś tytułu), a książki w bibliotekach były zaczytywane i wypożyczane z wyprzedzeniem. Nawet moi rodzice, choć to pokolenie Sienkiewicza, znali i czytali Tolkiena. Świat Młodych (czyli pismo masowe, o wiele bardziej czytane niż Fantastyka) o nich pisał chętnie. A gdy tylko otworzył się wolny rynek książki, posypały się kolejne edycje i wydania.

    Jackson niewątpliwie znacznie wydłużył żywotność Władcy – i za to mu się należy chwała i sława, bo dzięki jego filmom o tytule usłyszały nieczytające rzesze. Zresztą, ja tam jestem fanem filmu i choć wady dostrzegam, to zalety nad nim przeważają. Generalnie, gdyby Jackson zrobił adaptację 1:1 to film byłby zapewne bardzo rozwlekły (szczególnie pierwszy) i kto wie, czy kolejne by nawet powstały. Zrobił to po swojemu, acz z szacunkiem do oryginału i wyszło zacnie. Tego szacunku niestety zabrakło już w Hobbicie, ale to inna bajka.

    A co do dzisiejszych czasów – ma niebawem ruszyć wersja serialowa, kto wie, czy nie zajmie na pozycji filmu Jacksona dla kolejnego pokolenia. Nawet jeśli Gimli stanie się czarny, to kto wie, może będzie bliższy książkowego oryginału?

  4. slanngada pisze:

    Przede wszystkim nigdy nie przetłumaczysz wiernie rzeczy z jednego medium na drugie. Film a książka to zupełnie inne media, choć i tak film był zbyt wierny książce z uwagi na wątek froluma. Znacznie a to naprawdę znacznie wyżej cenię hobbita… Choć nie przyjął się oczywiście…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s