A kiedy eRePeGi będą wychodzić…

Marks kiedyś powiedział, że historia lubi się powtarzać: najpierw dramatem, a następnie farsą.

Dawno, dawno temu, w roku 2000 trzy potężne systemy gier fabularnych walczyły o serca polskich graczy. Były były: Warhammer Fantasy RPG, Dungeons and Dragons 3ed i Wiedźmin: Gra Wyobraźni. Wiedźmin dość szybko poległ, pozostałe władały polską sceną RPG przez wiele następnych lat i w zasadzie po dziś dzień władają.

Dziś jednak RPG-owcy są nieliczni i słabi, wychudzeni latami posuchy i bezkrólewia. Jednak proroctwa głoszą, że trzej królowie wracają, by ponownie walczyć o władze. Ostrzy się miecze i ostrzy zęby, a fani gromadzą pieniądze i paliwo do miotaczy ognia, by raz jeszcze ruszyć do walki z innowiercami.

Pytanie brzmi, czy trzej królowie: Warhammer 4 ed, Wiedźmin i Dungeons and Dragons 5ed ponownie ocalą Polską Scenę Gier Fabularnych?

Dungeons and Dragons 5ed:

Jeszcze trzy dni przed tym jak napisałem te słowa (27 października 2018) uważałem Dungeons and Dragons za najciekawszego uczestnika Gry O Tron eRPeGów w Polsce. Zarówno powody, dlaczego mógłby odnieść sukces jak i nie poradzić sobie wyliczać można dziesiątkami. Dziś jednak z całą pewnością wiadomo, że DeDeki nie uratują gier fabularnych w Polsce. Smok bowiem potknął się o własny ogon, zanim jeszcze wypełzł z lochu…

W zasadzie każdy argument, jaki można przytoczyć zarówno za, jak i przeciwko tej grze blednie wobec faktu, że 600 złotych za jedną grę to w cholerę drogo. Bo niestety: Rebel, polski wydawca gry właśnie taką cenę ustalił. Gra kosztuje w przedsprzedaży 175 złotych za podręcznik, docelowa cena wynosi natomiast 195 złotych. Do gry natomiast jak pamiętamy potrzeba ich aż trzech: Podręcznik Gracza, Przewodnik Mistrza Podziemi i Księgę Potworów.

W prawdzie niektóre sklepy, jak na przykład Veto przeceniają je na 152 złote, ale nie jest to reguła.

Nie spodziewałem się w prawdzie, że zachowana zostanie cena z czasów 3 edycji (59 złotych za podręcznik), jednak moim zdaniem jest to po prostu cena zaporowa. Myślę, że każdy nastolatek, stając przed wyborem: kupić 3 podręczniki do DeDeków, albo około 100 gier na Steam Summer Sale, jakie można dostać za taką kasę, wybierze tą ostatnią opcje.

Jeśli chodzi o starych graczy, to ci albo już DeDeki mają w wersji angielskiej, albo mają je gdzieś, albo wybiorą inne gry…

Jedyne, co może osiągnąć 5 edycja, to napędzić sprzedaż jej angielskiej wersji. Polska wersja jest bowiem droższa nawet od wersji oryginalnej. Zamówienie DeDeków na Amazon.com jest kosztem jakichś 120 złotych za podręcznik…

Tak duża kwota żądana za podręczniki jest trudna do wyjaśnienia. W zasadzie to widzę tylko trzy jej uzasadnienia.

Rodzi to pytanie, czy Rebel.pl w ogóle wierzy w sukces rynkowy DeDeków? A jeśli nie, to dlaczego bierze się za ich wydawanie?

Warhammer Fantasy Role Play 4ed:

Po odpadnięciu DeDeków Warhammer 4ed jest najciekawszym graczem. Wiele rzeczy na jego korzyść jak i przeciwko niemu. Tak więc do zalet Warhammera należy:

  • Rozpoznawalność marki na polskim rynku i związany z nią sentyment

  • Duże grono fanów

  • Duże wsparcie w postaci licznych gier komputerowych (Total War: Warhammer 1 i 2, Vermintide 1 i 2, Warhammer: Chaosbane)

  • Oraz w postaci książek

  • A także w postaci innych, tradycyjnych gier, jak choćby Chaos in Old World.

Przeciwko Warhammerowi działają natomiast:

  • Rozczarowanie klientów i błędy w prowadzeniu marki popełnione w trakcie 3 edycji, End of Times i w początkowych fazach Age of Sigmar.

  • Niepewna polityka Game Workshop, firmy nazywanej nierzadko „Electronic Arts gier tradycyjnych”, która może dostarczyć nam jeszcze licznych niespodzianek.

  • Bardzo ortodoksyjne postawy fanów systemu.

  • Często granicząca z wrogością niechęć wobec systemu panująca w niektórych częściach sceny RPG.

  • Poważne zmiany w mechanice gry, systemie tworzenia postaci etc. które nie muszą podobać się ortodoksyjnym fanom tytułu.

Na razie, sądząc z recenzji Warhammer 4ed budzi ostrożną sympatię miłośników systemu. Posiada dwie poważne zalety: jest Warhammerem i nie jest 3 edycją. Sytuacja przypomina trochę premierę piątej części Heroes of Might and Magic, która zdobyła dużą popularność z analogicznych powodów.

Czy będzie tak w wypadku Młotka czas pokaże.

Wiedźmin:

Część polskiej sceny RPG pochodzi do Wiedźmina nawet bardziej niechętnie niż do Warhammera. Z drugiej strony jest to gra mogąca potencjalnie zassać dla sceny największą ilość ludzi. Budzi bowiem spore zainteresowanie graczy komputerowych, a newsy o niej pojawiają się też na głównych serwisach poświęconych tej tematyce. Podobnie ma się sytuacja z fanami twórczości Andrzeja Sapkowskiego.

Niestety, przyjęcie gry nie jest pewne. Podstawowym problemem może okazać się mechanika, bowiem system oparty jest o silnik Cyberpunka, liczący sobie już prawie 30 lat. Nie ma w nim wielu, obecnie modnych rozwiązań, a część zastosowanych obecnie już nie jest używanych…

Pytaniem jest też atmosfera gry. Wiedźminowi już zarzucano, że tak naprawdę jest mało wiedźmiński, bardziej skupiony na świecie przedstawionym w grach, niż na tym, co napisał Andrzej Sapkowski.

Tak więc jego przyjęcie w Polsce jest kolejną niewiadomą.

Linia wydawnicza:

Dodatki są bardzo istotnym elementem promocji systemu RPG. Na temat linii wydawniczej zapowiadanych gier RPG tak naprawdę niewiele wiadomo. Jeśli chodzi o Dungeons and Dragons 5 ed, to po prostu nie jest ona rozbudowana. Przez cztery lata obecności systemu na rynku wyszło zaledwie ułamek tej liczby, jaką wypuszczono do edycji trzeciej.

Co więcej: na razie Rebel poinformował, że zamierza skupić się na przyszłych pozycjach, a wcześniejsze publikacje wypuszczać w miarę możliwości. Przy tych cenach można spokojnie uznać, że 5 edycja nie sprzeda się dobrze, więc nie jest pewne, czy w ogóle będą.

Jeśli chodzi o linie wydawnicze Wiedźmina i Warhammera to jak na razie jej start jest powolny i jak żółw ociężały.

Ogólna sytuacja:

Prawdę mówiąc liczyłem na to, że rok 2019 będzie nowym rozdaniem na polskiej scenie gier fabularnych, takim samym, jak kiedyś, dawno była nim publikacja 3 edycji Dungeons and Dragons. Miałem nadzieję, że do fandomu napłynie duża ilość świeżej krwi, która na zawsze odmieni jego obraz i klimat intelektualny, rozmywając skostniałe struktury.

Obecnie straciłem już wiarę.

Myślę więc, że skończy się to tym, że sprzedaż gier będzie średnia, a wydawcy znów będą narzekać, że polscy fani są kiepscy i nie chcą ich dzieł kupować. Czyli będziemy mieli pełen powrót do lat 90-tych.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantasy, RPG i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „A kiedy eRePeGi będą wychodzić…

  1. Enc pisze:

    Zegarmistrza, czemu znowu nie zrobiłeś researchu? W roku 2000 dopiero wychodziła trzecia edycja D&D, która w Polsce pojawiła się w 2002 roku. Zakładając, że chodzi o ideę, a nie konkretny rok, to walka miała miejsce między D&D, WFRP i Neuroshimą. Teraz mamy nie tylko te trzy zapowiedziane fantasy, ale też Zew Cthulhu, który nabił już kupę forsy, a do zbiórki jeszcze daleko. Co do ryzyk związanych z WFRP 4e, polscy fani raczej masowo nie będą narzekać na wydanie FFG, bo nie mieli z nią styczności. Wciąż siedzą przy 2, ew. 1 edycji. Na temat Wiedźmina napisałeś tak genericowo, jak tylko się dało 🙂 Lista zarzutów jest o wiele dłuższa, tylko trzeba poczytać kilka recek.

  2. Skoro już o Warhammerze mowa…

    Wiadomo, kiedy będzie Age of Sigmar RPG? :O

  3. „Myślę więc, że skończy się to tym, że sprzedaż gier będzie średnia, a wydawcy znów będą narzekać, że polscy fani są kiepscy i nie chcą ich dzieł kupować. Czyli będziemy mieli pełen powrót do lat 90-tych.”

    Obawiam się, że to będzie powrót do pierwszej połowy tej dekady, czyli totalna zapaść rynku RPG w Polsce…

  4. Grisznak pisze:

    Ktoś tu zapomniał o Zew Cthulu. Wiem, że go nie lubisz, ile ile systemów RPG miało na naszym rynku trzy edycje kolejnych podręczników głównych? A patrząc na tempo, w jakim ufundowano najnowszą, połączoną z najlepiej chyba zrobioną w dziejach RPG w Polsce kampanią promocyjną, powiedziałbym, że Wiedźmin to przy nim betka.

  5. Siman pisze:

    Wymowę twojego wpisu bardzo psuje fakt, że kompletnie przeoczyłeś zbiórkę na erpega, która lada moment stanie się najpopularniejszą akcją crowdfundingową gry dowolnego rodzaju, co znaczy wyprzedziła cały szereg głośnych akcji planszówkowych (oraz np. swego czasu rekordową akcję wskrzeszenia SS). Prawie na pewno przekroczona zostanie liczba 1000 zamówień samych podstawek (nie licząc dodatkowych zakupów), czyli nakład uważany obecnie za górną granicę możliwą do opchnięcia na rynku w całym życiu produktu. A mówimy o grze, która owszem, ma swoją niszę w Polsce, ale raczej nieporównywalną z trzema wymienionymi.

    Wydaje mi się, Zegarmistrzu, że przeoczyłeś fakt, że kultura w tym kraju naprawdę komercyjnie odbiła się od dna. Najlepszym przykładem jest rynek filmowy (bo tam są dostępne dokładne statystyki), w którym roczna sprzedaż biletów per capita jeszcze kilka lat temu oscylowała wokół 1, a w tym roku przekroczy prawdopodobnie 1,5 i szybko dogania rynki zachodnie (takie jak Niemcy czy Szwecja, które notują wyniki rzędu 1,7-1,8, bo rynki takie jak Francja czy UK, które dobijają do 3 są jeszcze daleko poza zasięgiem). Planszówki notowały parę lat temu kilkadziesiąt procent wzrostu sprzedaży rocznie, komiksy kilkanaście (co się w obu przypadkach objawia w inflacji tytułów, a nie nakładów, ale jednak), nowych statystyk nie widziałem, ale raczej nie jest dużo gorzej. Konwenty też urosły dość dramatycznie, Pyrkon celowo musiał podbijać ceny wejściówek przez ostatnie dwie edycje, żeby zapanować nad wzrostem liczby uczestników.

    I tak dalej, i tym podobne. To się w końcu musi przełożyć na erpegi i wszystko wskazuje, że to się właśnie dzieje. Zew Cthulhu ma swoją niszę, a kampania jest świetnie przygotowana, ale to jednak nie jest tak popularny erpeg w porównaniu do tych które wymieniłeś, a i tak schodzi jak świeże bułeczki. To bardzo dobry prognostyk na przyszły rok.

    Co do konkretów: Wiedźmin ma artykuły lub newsy na absolutnie każdym serwisie growym jaki widziałem, jestem pewien że rzucą się na niego fani gier i książek, zwłaszcza że do ognia fanbazy dokłada jeszcze Netflix. To będą ludzie, którzy nie mają o erpegach pojęcia, albo grali kiedyś, raz, w łarhamera i pamiętają z tego wszystko tylko nie to jak się rzucało tymi kostkami. Marność mechaniki zignorują, bo nie mają to tym zielonego pojęcia. Pewnie też szybko odpadną, co raczej nie pozwoli zaistnieć linii wydawniczej z prawdziwego zdarzenia. Czyli powtórzy się niemal co do joty scenariusz z czasów pierwszego erpega.

    Warhammer reprezentuje sobą wszystko, co powinien, aby odnieść sukces: to konserwatywny, ale solidnie zrobiony erpeg, który różni się od poprzednich edycji dostatecznie mocno, aby mieć swój charakter i być nazwany pełnoprawną „nową edycją”, ale jednocześnie jest dostatecznie staroświecki i k100-wy, żeby stara gwardia mogła go łyknąć z delikatnym tylko udawaniem, że woli wrócić do produktu mającego prawie dwadzieścia albo ponad trzydzieści lat. Moim zdaniem sprzeda się na pniu.

    Jedyne wątpliwości mogą dotyczyć dedeków. Wbrew pozorom nie chodzi o cenę: po pierwsze ludzie wcale nie wolą taniej. Wracając do wspomnianej zbiórki: nie przez przypadek goła podstawka za prawie 200 zł ma ponad 2 razy mniej sprzedanych sztuk niż pakiet premium za 500 zł, a prawie 10x mniej niż pakiet za prawie 300 zł. Po drugie jestem przekonany, że Rebel celowo celowo ustalił cenę okładkową tak wysoko, żeby przedpremierowa zniżka wydawała się atrakcyjna, a potem po paru miesiącach móc zbijać cenę i grać na efekcie „Wow! Przecenili na 150 zł! Ale okazja!” zamiast standardowego „150 zł? Co tak drogo?”.

    Natomiast faktem jest, że trzecioedycyjne dedeki zeszły w Polsce tak dobrze, bo: a) były bardzo łatwo dostępne, b) bardzo tanie, c) mocno wspierane przez linię wydawniczą, d) jechały na ogromnej w naszym kraju fali popularności Baldursów i pochodnych. Żaden z tych efektów nie zadziała dzisiaj. Czy Rebel będzie umiał znaleźć inne selling pointy – ciężko powiedzieć. Ale on w przeciwieństwie do wielu polskich wydawców naprawdę umie w sprzedaż, więc sądzę, że znajdzie metodę. Wydaje mi się, że w popularność na poziomie edycji ISY nie ma co liczyć, ale nadal może być satysfakcjonująca na tyle, że linia wydawnicza będzie jeśli nie super-aktywna, to przynajmniej żywa przez parę lat.

    Podsumowując – mamy dwa murowane hity, plus jeden dość niespodziewany o którym zapomniałeś i jeden umiarkowany, ale sądzę że nadal niezły. Widoki są obiecujące. Trzech solidnych wydawców z głową na karku plus k4 w zapasie (typu wygrzebujący się powoli z toksycznego związku z Fajnym RPG Gramel). Pod tym względem to chyba nigdy nie było tak dobrze, nawet na początku tysiąclecia, gdy wydawców niby było wielu, ale na czele stała ISA – mistrz wagi ciężkiej w zarzynaniu złotych kur, Mag obrażający się na RPG i Portal obrażający się na klientów. W porównaniu z tym rozpieszczająca nas kampanią Zewa Black Monk, wiecznie prący naprzód żółw CopCorpu i wydawnicze zaplecze Rebela to raj dla klienta. Jest dobrze.

    • Wymowę twojego wpisu bardzo psuje fakt, że kompletnie przeoczyłeś zbiórkę na erpega, która lada moment stanie się najpopularniejszą akcją crowdfundingową gry dowolnego rodzaju, co znaczy wyprzedziła cały szereg głośnych akcji planszówkowych (oraz np. swego czasu rekordową akcję wskrzeszenia SS). Prawie na pewno przekroczona zostanie liczba 1000 zamówień samych podstawek (nie licząc dodatkowych zakupów), czyli nakład uważany obecnie za górną granicę możliwą do opchnięcia na rynku w całym życiu produktu. A mówimy o grze, która owszem, ma swoją niszę w Polsce, ale raczej nieporównywalną z trzema wymienionymi.

      1) Przyznam się, że Chtulhu pominąłem trochę celowo, z czterech powodów:
      – trudno je zestawiać z grami fantasy
      – jego środowisko jest mi słabo znane i prawdę mówiąc totalnie go nie rozumiem
      – gra ta mnie nigdy nie pociągała i sytuacja z nią zwyczajnie mnie nie interesuje
      – a poza tym jej sukces jest praktycznie pewny, więc nie ma powodów, by dumać, czy go odniesie.

      2) Jeśli chodzi o magiczną sprzedaż 1000 egzemplarzy, to prawdę mówiąc od zawsze wydawała mi się ona podejrzana. I żywię głębokie podejrzenia, że sprawa nie wygląda tak, że „się nie da”, tylko raczej problem leży gdzieś indziej. Np. w strategii rynkowej wydawców. To, że gier RPG nie ma w katalogu żadnego hurtownika książek, mimo, że są tam i planszówki i gry komputerowe też pewnie nie pomaga.

      Wydaje mi się, Zegarmistrzu, że przeoczyłeś fakt, że kultura w tym kraju naprawdę komercyjnie odbiła się od dna. Najlepszym przykładem jest rynek filmowy (bo tam są dostępne dokładne statystyki), w którym roczna sprzedaż biletów per capita jeszcze kilka lat temu oscylowała wokół 1, a w tym roku przekroczy prawdopodobnie 1,5 i szybko dogania rynki zachodnie (takie jak Niemcy czy Szwecja, które notują wyniki rzędu 1,7-1,8, bo rynki takie jak Francja czy UK, które dobijają do 3 są jeszcze daleko poza zasięgiem). Planszówki notowały parę lat temu kilkadziesiąt procent wzrostu sprzedaży rocznie, komiksy kilkanaście (co się w obu przypadkach objawia w inflacji tytułów, a nie nakładów, ale jednak), nowych statystyk nie widziałem, ale raczej nie jest dużo gorzej. Konwenty też urosły dość dramatycznie, Pyrkon celowo musiał podbijać ceny wejściówek przez ostatnie dwie edycje, żeby zapanować nad wzrostem liczby uczestników.

      Podaż czyni popyt, jak w ekonomii klasycznej. Wiesz, myślę, że wynika to w dużej mierze z tego, że w Polsce kultura jest coraz bardziej dostępna. Przykładowo obecnie w Rzeszowie są 3 duże kina z gatunków tych przemysłowych. I to w sytuacji, gdy nie jestem pewien, czy kilka lat temu w całym województwie było choć jedno sensowne. Wiem, że Podkarpacie jest biedne, ale jak spodziewać się wysokiej sprzedaży biletów, gdy w całym regionie nie ma gdzie oglądać filmów?

      Podsumowując – mamy dwa murowane hity, plus jeden dość niespodziewany o którym zapomniałeś i jeden umiarkowany, ale sądzę że nadal niezły. Widoki są obiecujące. Trzech solidnych wydawców z głową na karku plus k4 w zapasie (typu wygrzebujący się powoli z toksycznego związku z Fajnym RPG Gramel). Pod tym względem to chyba nigdy nie było tak dobrze, nawet na początku tysiąclecia, gdy wydawców niby było wielu, ale na czele stała ISA – mistrz wagi ciężkiej w zarzynaniu złotych kur, Mag obrażający się na RPG i Portal obrażający się na klientów. W porównaniu z tym rozpieszczająca nas kampanią Zewa Black Monk, wiecznie prący naprzód żółw CopCorpu i wydawnicze zaplecze Rebela to raj dla klienta. Jest dobrze.

      Chciałbym, żebyś miał rację. Choć za często już słyszałem, że „będzie świetnie”, żeby raz jeszcze w to uwierzyć.

      Ale prawdę mówiąc, jak zobaczyłem tą cenę na DeDeki, to moje morale całkowicie się złamało. I poczułem się po prostu smutny.

      • Grisznak pisze:

        Wiesz, czasy się zmieniły. Znajomy prowadzi stoisko na konwentach i dla małolata 15-16 letniego wyrzucić 200-300 zł na zakupy to nie jest problem. Jakiś czas temu inny kumpel wspominał, że był świadkiem, jak dziecko w podobnym wieku kupowało buty sportowe za 700 zł, a mamusia stojąca obok chwaliła się, że synek sam to zarobił na youtube. Zew Cthulhu w tydzień zarobił 300 000 od 700 osób. Zwyczajnie, żyjemy w państwie rozwiniętym, ludzie zarabiają normalne pieniądze i mają na co je wydawać. Co akurat dobrze rokuje hobby.

      • Tylko bierzesz pod uwagę to, że konwent to specjalne, cykliczne wydarzenie, na które dany młodzieniaszek pewnie przygotowywał się z półrocznym wyprzedzeniem?

        Wiesz, w szkole mieliśmy takiego gościa, który kupił sobie samochód za pieniądze zarobione dzięki nagrywarce CD? Więc to są trochę przypadki anegdotyczne.

        Obecnie te 600 złotych to jest wydatek, którego pewnie bym nawet nie odczuł. Jednak nadal mi szkoda tych pieniędzy, bo można wykorzystać je zwyczajnie lepiej.

      • Siman pisze:

        Personalnie do Zewu stosunek mam identyczny. Ale w notce mówisz o rynku jako takim, a rynek to nie są tylko te produkty, które do ciebie przemawiają. Tym bardziej, że erpegi nie są tak podzielone jak gry komputerowe, gdzie, dajmy na to, CS-owcy i fani małych gierek indie to w zasadzie dwa rozłączne światy. Spora część nabywców ZC postawi go na półce obok różnych starych warhamerów czy dedeków, sam znam takich. Jego popularność to istotny wskaźnik tego, co się dzieje na rynku, więc nie wspomnienie o nim sprawia wrażenie, że na siłę starasz się przedstawić pesymistyczny obraz sytuacji.

        Tym bardziej, że to jest część większego ruchu wzrostu zainteresowania wokół gier fabularnych. Black Monk i wspierający go ludzie naprawdę odwalili kawał świetnej roboty promocyjnej, o czym wspominali przedmówcy. W porównaniu do czasów, kiedy wszyscy wydawcy erpegowi zachowywali się, jakby z premedytacją próbowali zarżnąć własny biznes to zmiana o sto osiemdziesiąt stopni. Sesje Baniaka oglądało po 150 tys. widzów, czyli ze trzy albo cztery razy tyle ile szacowana swego czasu liczba graczy RPG w Polsce w czasach jego świetności. Występują tam znane postacie medialne, nagle to hobby zaczyna wyglądać jakby było przeznaczone dla normalnych ludzi, a nie wyłącznie paru no-life’ów, którzy poza kłóceniem się o trzeciorzędne szczegóły na temat trzeciorzędnych książeczek świata nie widzą.

        To jest duża zmiana, która już teraz się przekłada na sprzedaż. Ona wpłynie na cały rynek i środowisko, ograniczanie tego do jednego systemu za którym nie przepadasz jest bardzo krótkowzroczne. Więc masz rację, podaż czyni popyt, a ruch wokół ZC na bank pomoże omawianej trójce.

      • Personalnie do Zewu stosunek mam identyczny. Ale w notce mówisz o rynku jako takim, a rynek to nie są tylko te produkty, które do ciebie przemawiają. Tym bardziej, że erpegi nie są tak podzielone jak gry komputerowe, gdzie, dajmy na to, CS-owcy i fani małych gierek indie to w zasadzie dwa rozłączne światy. Spora część nabywców ZC postawi go na półce obok różnych starych warhamerów czy dedeków, sam znam takich. Jego popularność to istotny wskaźnik tego, co się dzieje na rynku, więc nie wspomnienie o nim sprawia wrażenie, że na siłę starasz się przedstawić pesymistyczny obraz sytuacji.

        A co ja tam jeden biedaczek mogę? Chyba jednak trochę przeceniasz siłę tego bloga.

        Tym bardziej, że to jest część większego ruchu wzrostu zainteresowania wokół gier fabularnych. Black Monk i wspierający go ludzie naprawdę odwalili kawał świetnej roboty promocyjnej, o czym wspominali przedmówcy. W porównaniu do czasów, kiedy wszyscy wydawcy erpegowi zachowywali się, jakby z premedytacją próbowali zarżnąć własny biznes to zmiana o sto osiemdziesiąt stopni. Sesje Baniaka oglądało po 150 tys. widzów, czyli ze trzy albo cztery razy tyle ile szacowana swego czasu liczba graczy RPG w Polsce w czasach jego świetności. Występują tam znane postacie medialne, nagle to hobby zaczyna wyglądać jakby było przeznaczone dla normalnych ludzi, a nie wyłącznie paru no-life’ów, którzy poza kłóceniem się o trzeciorzędne szczegóły na temat trzeciorzędnych książeczek świata nie widzą.

        A najlepsze jest to, że ludzie tak się z Baniaka śmiali.

      • Siman pisze:

        Albo taki przykład sprzed chwili: lajkuję fanpejdż Kusi na Kulturę. To blog popkulturowy, w ogóle nie fandomowy i tylko okazjonalnie dotyczący fantastyki. I nagle bam, masz wpis o powrocie do erpegów po latach za sprawą Black Monk: http://kusinakulture.pl/cthulhu-wzywa-czyli-moj-powrot-rpg/

        To nie jest wielki blog, ale dostatecznie duży, żeby mieć wpływ promocyjny (15 tys. lajków), który, co najważniejsze, nie siedzi w niszy, nie trafia w kółko do tych samych osób. Reklamuje to ludziom, którzy o erpegach może słyszeli, może kiedyś grali, może nie, ale są dostatecznie blisko tematu, żeby spróbować. Przez człowieka, który kiedyś grał, dawno przestał, więc też osobę z zewnątrz. To jest DOKŁADNIE ta droga której nam potrzeba, żeby wydobyć w Polsce RPG z grobu.

        Chapeau bas, Black Monk, chapeau bas.

      • Tak, pisałem o tym kilka lat temu przy okazji czegoś, czego już nie pamiętam…

        Btw. Ciekawe dlaczego wcześniej się nie udawało przedostać do takiego grona? Prócz tego, że nikt chyba nie próbował.

        A piętnaście tysięcy to więcej, niż największe twierdze RPG w dzisiejszych czasach.

      • Grisznak pisze:

        Nie wykluczam, że ZC jest po prostu odbierany inaczej – nie jako zabawa w „lochy i smoki”, ale jako coś poważniejszego, oparte o literaturę i twórczość znanego i lubianego pisarza. Zauważ, że praktycznie każda planszówka na podstawie ZC dostaje natychmiast polską edycję. Cthulhu miało sporo szczęścia – już w czasach MiM miało tam najlepsze chyba teksty i przygody oraz najlepszego ilustratora działu. Jakiś czas temu trafił na rynek nowy przekład Lovecrafta, bijący jakością wszystkie pozostałe. JG wydaje kolejne mangi na podstawie Lovecrafta w wydaniach jakościowo lepszych niż większość mang, przy czym ostatnia to już hardcover w dużym formacie. Po prostu macki są nad Wisłą mocne. Dla porównania, D&D miało taki okres chyba tylko w latach 90, kiedy ISA wydawała kupę powieści Salvatora et consortes oraz pojawiały się gry komputerowe typu Baldur czy Neverwinter, potem ta franszyza nie istniała poza samymi grami RPG. Cthulhu natomiast istniało zawsze, wychodziły kolejne zbiory opowiadań, gry komputerowe itd. To sprawiało, że fanów macek nie ubywało.

      • Siman pisze:

        No i oczywiście strona failnęła zamieszczanie komentarza, a jak zawsze kopiuję przed wysłaniem tak teraz zapomniałem. Ech, spróbuję jeszcze raz…

        „A co ja tam jeden biedaczek mogę? Chyba jednak trochę przeceniasz siłę tego bloga.”

        Ale ja nie twierdzę, że swoim malkonenctwem samojeden zniszczysz rynek RPG w Polsce, tylko że twój wpis jest stronniczy. 😉

        „Btw. Ciekawe dlaczego wcześniej się nie udawało przedostać do takiego grona? Prócz tego, że nikt chyba nie próbował.”

        Moim zdaniem są trzy powody.

        Po pierwsze, erpegowcy to w większości straszna nerdoza, która nie umie rozmawiać o swoim hobby z nikim kto nie jest na bieżąco we flejmie kostki vs klimat. Wyjście na zewnątrz wymaga umiejętności biznesowych i społecznych. W ostatnich latach tendencja była taka, że ludzie, którzy je posiadali raczej emigrowali z fandomu, niż do niego wchodzili (swoją drogą można by książkę napisać o tym jak czołówka fandomu RPG zasiliła szeregi studiów gier i wydawnictw planszówkowych, a fandomu fantastyki – mainstream literacki i filmowy, od Trzewika przez Garnka po Twardocha). Ma wrażenie, że część z tych ludzi teraz spojrzała wstecz i zorientowała się, że na tym rynku zieje wielka próżnia, którą można łatwo wypełnić po prostu nie będąc Puszonem biznesu.

        Po drugie, jak pisałem kultura idzie w górę i po prostu jest dziś więcej osób, którzy się nią zajmują i mogą wesprzeć erpegi promocyjnie i biznesowo. Np. naprawdę niezły film zbiórki Zewa robiła ekipa Hexy Games, która profesjonalnie realizuje takie produkty dla crowdfundingu planszówkowego. Sesje Baniaka dla GF Darwin były możliwe dlatego, że ci ostatni zaczęli być zapraszani na największe konwenty, więc youtuberzy mainstreamowi i niszowi mieli okazję nawiązać kontakt. Sam Black Monk jest wydawnictwem głównie planszówkowym, którzy przełożyli to doświadczenie na RPG.

        Po trzecie, pojawił się nowy typ odbiorcy, który reprezentuje m.in. Kusi, tzn. byłych graczy z sentymentem. To ludzie, którzy zahaczyli o boom erpegowy w czasie swojego dorastania, potem z niego wypadli jak dotarli do etapu w życiu pt. „o-mój-Boże-jestem-dorosły-co-teraz”, który generalnie nie sprzyja hobby. Teraz są po trzydziestce, w miarę ustatkowani, z pieniędzmi i wolnymi weekendami, na dodatek nie są zupełnie zieloni i mają sentyment do tematu, który kojarzy im się z wesołymi czasami szkoły lub studiów. Target idealny.

        Krótko mówiąc: RPG wykonało pełny cykl i po długim odpływie nadszedł przypływ, to co niedawno stanowiło o jego słabości (fandom rozchodzący się na wszystkie strony, bycie mniejszym bratem silniejszych gałęzi popkultury, dorastanie fanbazy) staje się atutem.

        „A piętnaście tysięcy to więcej, niż największe twierdze RPG w dzisiejszych czasach.”

        Nie prawda. Baniak ma 23 tys. subskrypcji.

      • Zacznę od tego momentu:

        W ostatnich latach tendencja była taka, że ludzie, którzy je posiadali raczej emigrowali z fandomu, niż do niego wchodzili (swoją drogą można by książkę napisać o tym jak czołówka fandomu RPG zasiliła szeregi studiów gier i wydawnictw planszówkowych, a fandomu fantastyki – mainstream literacki i filmowy, od Trzewika przez Garnka po Twardocha).

        Bynajmniej mnie to nie dziwi. Nie wiem, jak jest w segmencie gier, ale jak wygląda obraz na rynku literatury cytując z pamięci odpowiedź jaką otrzymałem od jednego z większych wydawców, gdy złożyłem u niego Wojnę Sztucerową:

        „Szanowny Panie. Dziękujemy za nadesłaną propozycję. Niestety jeśli chodzi o gatunki takie jak kryminał, horror, fantasy i pokrewne, w których tworzy 90 procent młodych pisarzy, to nie jesteśmy zainteresowani zwiększaniem naszego portfolio. Jeśli jednak stworzyłby pan nowy, świetnie sprzedający się gatunek, to chętnie taką książkę przyjmiemy”.

        Serio, serio. Jestem całkowicie pewien, że pisząc kolejny fanfik do Grossa albo pozycje o swojej walce z jakimś, egzotycznym nałogiem można się dużo łatwiej odbić literacko.

        Po trzecie, pojawił się nowy typ odbiorcy, który reprezentuje m.in. Kusi, tzn. byłych graczy z sentymentem. To ludzie, którzy zahaczyli o boom erpegowy w czasie swojego dorastania, potem z niego wypadli jak dotarli do etapu w życiu pt. „o-mój-Boże-jestem-dorosły-co-teraz”, który generalnie nie sprzyja hobby. Teraz są po trzydziestce, w miarę ustatkowani, z pieniędzmi i wolnymi weekendami, na dodatek nie są zupełnie zieloni i mają sentyment do tematu, który kojarzy im się z wesołymi czasami szkoły lub studiów. Target idealny.

        Ciekaw jestem, do jakiego stopnia za ten odpływ graczy odpowiada fakt, że po prostu nie było nowych gier? Bo w końcu ile można grać w jedną pozycję? Tym bardziej, że to co wychodziło nie zawsze było dobre, lub ciepło przyjmowane.

        Nie prawda. Baniak ma 23 tys. subskrypcji.

        Ale Baniak jest heretykiem. Lub przynajmniej przez bardzo widoczną grupę jest jak heretyk traktowany. Naprawdę podziwiam, jaką ten człowiek musi mieć twardą dupę.

      • Siman pisze:

        „Ciekaw jestem, do jakiego stopnia za ten odpływ graczy odpowiada fakt, że po prostu nie było nowych gier? Bo w końcu ile można grać w jedną pozycję? Tym bardziej, że to co wychodziło nie zawsze było dobre, lub ciepło przyjmowane.”

        Wydaje mi się, że dokładnie tak było. Brak ruchu na rynku, brak nowości, reklamy, a przez to napływu świeżej krwi uruchomiło mechanizm sprzężenia zwrotnego, który spowodował zapadanie się środowiska w jakieś żałosne koterie wzajemnego hejtu, które tym bardziej sprzyjały zrażaniu się i odchodzeniu ludzi i odstraszaniu nowych.

        Co do innych rynków: w pierwszej dekadzie XXI w. miała miejsce dość szeroka zapaść na rynkach kultury jako takich, od komiksów po albumy muzyczne (RPG akurat dopadła dość późno, bo koło roku 2008, w innych branżach to było dobre 4-5 lat wcześniej). Wydaje się, że to był ten moment, w którym ludzie chcący robić coś na tym polu doszli do wniosku, że lepiej nie na rynku, w którym 5 tys. sprzedanych egzemplarzy to powód do otwierania szampana. Teraz się to zmieniło, bo co prężniejsze gałęzie rynku mocno stanęły na nogi i pomysł, żeby zdywersyfikować biznes w stronę niszy, w której właściwie brak konkurencji, zaczął brzmieć rozsądnie.

        „Ale Baniak jest heretykiem. Lub przynajmniej przez bardzo widoczną grupę jest jak heretyk traktowany. Naprawdę podziwiam, jaką ten człowiek musi mieć twardą dupę.”

        To tym bardziej świadczy o tym, że jest częścią fandomu. Czy istniała jakakolwiek strona, blog lub człowiek, który w polskim grajdołku osiągnął sukces i nie był hejtowany? Nie wydaje mi się.

  6. Daniel pisze:

    Kolega Siman bardzo ładnie uzupełnił temat i niewiele już zostało do dodania ale spróbuje ;).
    Ależ do fundomu napłynęło ostatnimi czasy całkiem dużo świeżej krwi, głównie za sprawą sesji z Darwinami na yt kanale u Baniaka, świetnie było to widać na różnych grupach rpg na fb. Jestem bardzo ciekaw co powoduje, że ten fakt jest uporczywie ignorowany przez gadające głowy polskiego fundomu. Jestem ciekaw jaki wpływ (i czy w ogóle) odniosą sesje z częścią kabaretu Limo.
    Wracając jednak do pozycji wydawniczych omówionych w tekście:

    1. D&D5
    Pomimo całego hypu wśród gadających głów fundomu, ten system będzie miał najtrudniej odnieść sukces, i to z bardzo oczywistej przyczyny, kto chce D&D5 ten już je od dawna ma wydane po angielsku. Naprawdę nie każdy jest zainteresowany kupowaniem czegoś co już ma, i co miał możliwość ogrywania od 2014 r. Niestety ale to wydanie jest spóźnione minimum o dwa lata. Wielka szkoda. Ale to też tłumaczy zapowiedzi Rebela że będą skupiać się na nowościach w linii wydawniczej, słuszna decyzja, poprzednie pozycje zainteresowani już kupili. Kolejna kwestia to cena, tutaj akurat kwota 600 pln za komplet trzech podręczników uważam za zawyżony (zważywszy na to że są to podręczniku z 2014, 2015 r. czyli 3-4 letnie). Uważam że cena 200 pln za podstawkę + 100 pln za dodatek jest optymalna z punktu widzenia klienta. Ale może będzie tak jak kolega Siman napisał, za pół roku cena spadnie do 150 pln za podręcznik, nie wiadomo czas pokaże.
    Dodatkowo osobiście nie rozumiem tego hypu na D&D wśród gadających głów, przecież to jest system od którego ludzie w USA zaczynają przygodę z rpg, zwłaszcza 5ed. charakteryzuje się niskim progiem wejścia, prostymi (żeby nie napisać prostackimi) zasadami o minimalnym poziomie złożoności. Zdaję sobie sprawę że są to zalety dla osób które dopiero zaczynają przygodę z rpg lub mają na głowie życie i ich czas na hobby ogranicza się do jednego spotkania z kumplami w miesiącu, dodatkowo przy piwku i czipsach, ale robienie z tego systemu objawienia rpg to jakiś nieśmieszny żart. D&D to tak naprawdę dla amerykańskiego fandomu taki odpowiednik WH, który jest powszechnie krytykowany, a u nas z tego systemu robi się „opus magnum” kiedy powinien być traktowany jako coś dla casuali lub świeżaków.
    Ja już podjąłem decyzję – odpuszczam.

    2. Warhammer 4
    Tutaj sprawa wydaje się dużo prostsza, duży fanbase, polskie wydanie zaraz po angielskim, sporo nowych osób dowiedziało się o uniwersum dzięki grom które prezentują przynajmniej solidny poziom, dodatkowo recenzje angielskiej podstawki są z reguły pozytywne. Fakt są pewne zmiany, które warhammerowym purystom mogą nie przejść przez gardło i zostaną na 1/2 ed. (patrz pojawiając się co jakiś czas mini dramy że to nie jest mój WH) ale myślę, że zmęczenie mechaniką 2ed. jest już tak duże że ludzie, w większości jednak zdecydują się na przesiadkę. Dużą niewiadomą na ten moment jest cena i jakość linii wydawniczej, więc niemożliwe, na ten moment jest wyrokowanie pewnego sukcesu 4ed. ale solidne podstawy by tak sądzić jednak są.
    Pomimo tego że podręcznik już mam, w 4ed. nie miałem jeszcze okazji zagrać,więc powstrzymam się od dalszej oceny systemu.

    3. Wiedźmin
    Tutaj sytuacja jest skomplikowana, z jednej strony popularność gier, zbliżający się serial od Netflixa, rozpoznawalna marka, produkt czy też uniwersum jest traktowane jak swoje, wydanie polskie zaraz po angielskim z drugiej niepochlebne pierwsze opinie oraz przestarzała mechanika. Fundom już pokazał że przekłada setting nad dobrą mechanikę i jest w stanie grać w system, który tych trudności mechanicznych sprawia dużo rozwiązując to po prostu modowaniem systemu w domowym zaciszu bądź całkowitą rezygnacją z problematycznych rozwiązań. Konkurencja w przyszłym roku będzie ostra a złe pierwsze recenzje już poszły w eter (a wiadomo jak ważne jest pierwsze wrażenie) dlatego moim zdaniem szanse na sukces są umiarkowane. Gdyby ten system wychodził 2-3 lata temu, gdy mieliśmy posuchę na rynku, byłby pewniakiem ale teraz gdy konkurencja jest spora, a dodatkowo Copcorp będzie miało dwa systemy do ogarnięcia może okazać się że brakuje „mocy produkcyjnych” żeby to wszystko ciągnąć. Myślę że podstawka sprzeda się dobrze ale cała linia wydawnicza (nie tylko polska) nie będzie jakaś okazała. Obym się mylił.

    4. Zew 7
    Tutaj już właściwie mamy sukces, co tylko pokazuje jaki mamy głód dobrych/mainstreamowych rpg na rynku.
    Kilka słów wyjaśnienia, w mojej ocenie Zew to cały czas fantasy, może nie klasyczne w realiach średniowiecza z elfami i krasnoludami ale też nie na tyle „do przodu” żeby traktować go jako sci-fi. Zew mechanicznie bazuje na k100 (wcześniejsze wydania to właściwie mechanika BRP z mniejszymi bądź większymi modyfikacjami) więc niema tutaj żadnych cudów i niespodzianek. Sam nie jestem fanem twórczości Lovecrafta ale systemowi dam szansę.

    5. Savage Worlds
    Doszły mnie słuchy (nie wiem na ile prawdziwe) że w 2019 ma być zbiórka na nowe wydanie SW w pl. Osobiście nie jestem fanem tej mechaniki ale nadstawiam ucha i zobaczymy jak się sytuacja rozwinie (o ile w ogóle).

    Po kilku słabych bądź przeciętnych latach przyszły rok zapowiada się naprawdę dobrze, żeby nie napisać bardzo dobrze. Oczywiście to cieszy i mam nadzieje że polscy wydawcy pójdą za ciosem i zainteresują się też mniej oczywistymi tytułami.

    • Pomimo całego hypu wśród gadających głów fundomu, ten system będzie miał najtrudniej odnieść sukces, i to z bardzo oczywistej przyczyny, kto chce D&D5 ten już je od dawna ma wydane po angielsku. Naprawdę nie każdy jest zainteresowany kupowaniem czegoś co już ma, i co miał możliwość ogrywania od 2014 r. Niestety ale to wydanie jest spóźnione minimum o dwa lata. Wielka szkoda.

      Z tego, co rozumiem, to nie całkiem z winy Rebela. Po prostu WotC traktowało DeDeki 5ed jako exlusive dla USA / nie wierzyło w ich sukces komercyjny na innych rynkach i dopiero niedawno dało zielone światło na ekspansję poza granice.

      Dodatkowo osobiście nie rozumiem tego hypu na D&D wśród gadających głów, przecież to jest system od którego ludzie w USA zaczynają przygodę z rpg, zwłaszcza 5ed.

      Już tłumaczę: większość obecnych guru RPG to wychowankowie lub stali bywalcy forum dnd.pl.

      Kilka słów wyjaśnienia, w mojej ocenie Zew to cały czas fantasy, może nie klasyczne w realiach średniowiecza z elfami i krasnoludami ale też nie na tyle „do przodu” żeby traktować go jako sci-fi

      Chtulhu zawsze reklamowało się jako horror.

      • Daniel pisze:

        @Piotr
        Odnośnie dnd.pl – nie znam tego forum ani tym bardziej kto i co tam było pisane.

        Dla mnie Cthulhu, jeśli już jest horrorem, to takim w wersji bardzo miękkiej, być może wynika to z tego że bardzo późno (po 28 roku życia) zapoznałem się pierwszy raz z zbiorem opowiadań H.P. Lovecrafta. Dla mnie ZC bliżej do weird fiction ale niema sensu się w tej kwestii spierać.

        @Siman
        Niespecjalnie jestem fanem założeń i mechaniki SW w związku z czym nie śledzę tamtego fanpejdża, a sam o ewentualnej zbiórce usłyszałem od znajomego, dlatego też użyłem takiego a nie innego sformułowania. Ale skoro to potwierdzona informacja to tym bardziej jestem ciekaw jak sprawa się rozwinie.

      • Odnośnie dnd.pl – nie znam tego forum ani tym bardziej kto i co tam było pisane.

        Było to takie forum, na którym zarejestrowałem się jakieś pół roku przed polską premierą 3 edycji, a które upadło gdzieś w momencie, gdy kończyłem studia, czyli około 2005 roku. Teoretycznie zostało ono połączone z forum Poltergeista (a w praktyce słabo to wyszło). W szczytowym momencie miało ono 10.000 użytkowników. Tam zaczynało całkiem sporo współczesnych tuz.

      • A co do Weird Fiction, to tak… To, co pisał Lovecraft właśnie tak się w jego epoce nazywało. On sam wolał termin „groza”, przy czym używał go tak samo jak Tolkien używał „baśniowość”. W efekcie do swojej grozy zaliczał między innymi twórczość Lorda Dunsandy, który pisał baśnie (dziś Lorda Dunsandy natomiast uważa się za autora fantasy, ale to, co pisał to tak naprawdę były baśnie).

    • Siman pisze:

      @Daniel
      „Słuchy” to oficjalne zapowiedzi Gramela na fanpejdżu Sewedży, więc to się raczej wydarzy.

    • Shockwave pisze:

      @Daniel
      Baniaka się nie lubi i go ignoruje, bo to dla gwiazdek fundomu książkowy przykład piwnicznego erpegowca. Gra w swój smutny mainstream – jakieś żałosne Warhammery i Dark Heresy – a nie wysublimowane indiegierki z progresywną mechaniką, wpływem graczy na fikcję i płynnym kontrolowaniem scen przez wszystkich. Dodatkowo robi z mechaniką co chce, albo wprowadza houserule gdy zapomni o jakiejś zasadzie. To niewybaczalny błąd, bo przecież System Does Matter i Rules As Written, więc postępowanie zgodnie z literą podręcznika to mus. Problem w tym, że joktocelebryci wciąż nie chcą przyjąć do wiadomości, że stanowią statystycznie nieistotny promil fundomu, a to właśnie Baniak jest najbliższy typowemu-erpegowcowi-typowemu, który gra w kraju nad Wisłą. IMO na całym świecie jest raczej tak samo, bo na największych fanpejdżach D&D5 i innych mainstreamowych systemów, najłatwiej idzie znaleźć komcie o tym jak to nie rzucają na Persuasion, bo takie rzeczy się odgrywa. =D

  7. Miras pisze:

    Z DeDekami jest chyba tak, że kto bardzo chciał to już od dawna ma podręczniki po angielsku. Ewentualnie kto czekał na polskie i zobaczył cenę to zmienił zdanie i kliknął ‚buy’ na amazonie – sam byłem trzy piksele od kliknięcia. Polskie wydanie zostanie chyba dla jakiegoś ułamka potencjalnych fanów – o przynajmniej rok za późno i trochę za drogo.

  8. VAT23 pisze:

    Boże, co za bzdury… A wystarczyło MINIMUM wysiłku włożonego w sprawdzenie jak to faktycznie było, zamiast pisać bzdety. Już choćby tak prozaiczna drobnostka, żeby daty wydań sprawdzić i w co faktycznie się grało. Bo że laikiem jesteś, to widać i to okrutnie.

    Po co człowieku notorycznie wracasz do tematyki TTRPG, jeśli oczywistą oczywistością jest, że nie masz o tym zielonego pojęcia?

    • Wyobraź sobie, że na własne oczy widziałem, jak to wyglądało. Nawet prowadziłem dział DeDeków w takim małym fanzinie, który miał jakieś 3000 subskrybentów (dziś to byłaby potęga, wtedy nie wystarczało to, by zaspokoić ambicje redakcji). I doskonale pamiętam jak długo Warhammer Ied nie chciał umrzeć (nawet po wydaniu II edycji), fani jakich systemów nas (DeDekowców) traktowali jak upośledzonych (w zasadzie wszyscy miłośnicy wcześniej wydanych systemów), z kim się przepychaliśmy, z jakimi systemami konkurowaliśmy (głównie z Warhammerem I ed i Wiedźminem, które miały wtedy ustaloną pozycję na rynku, aczkolwiek Wiesiek szybko pogrążył się w zapomnieniu), z kim nie konkurowaliśmy (z Neuroshimą, ona obsługiwała pustą podówczas niszę postapo i była zupełnie nową jakością na rynku), ile czasu zajęło Neuroshimie zbudowanie pozycji na rynku (2-3 lata)…

      • VAT23 pisze:

        A, czyli twoje własne, osobiste doświadczenia jako projekcja tego, jak to drzewiej bywało. Nie no, spoko. 200% profesjonalizmu.

        Nadal nie zmienia to faktu, że piszesz o czymś, o czym nie masz pojęcia. I tak wygląda każdy wpis poświęcony grom fabularnym. KAŻDY. Już weź sobie daj spokój. Nie wiem, to ma być jakieś profilowanie? „Piszę o fandomach, napiszę o RPG, chociaż się na tym nie znam zupełnie”. Dosłownie telewizja śniadaniowa ma lepsze przygotowanie do tematu niż twoje wpisy w tematyce granie, gier i graczy.
        Już cię cała reszta wypunktowała, więc od siebie mam tylko prośbę: przestań pisać o czymś, na czym się nie znasz i NIE PRÓBUJESZ poznać. To jest bełkot faceta, który kiedyś dawno temu raz czy pięć coś zagrał i teraz próbuje strugać, jak to bywało i jak jest dziś w RPG.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s