Jaka broń (biała) na zombie?

Próbowałem niedawno wrócić do oglądania Walking Dead, aczkolwiek niestety znowu na tej serii poległem. Zainspirowała mnie ona jednak do rozmyślań nad tym, jaka stereotypowa broń z horrorów faktycznie nadaje się do walki z żywymi trupami, a która sprawdza się przy tym nietęgo.

Arsenał stereotypowy:

Siekiery, młotki, kafary i inne narzędzia:

Narzędzia pracy, którymi tak ochoczo rozwalają głowy żywych trupów filmowi bohaterowie mają kilka poważnych wad, które moim zdaniem wykluczają je jako uzbrojenie profesjonalnego łowcy zombie.

Po pierwsze: za wyjątkiem toporów masarskich nie są one przeznaczone do cięcia mięsa. Wręcz przeciwnie: ich producenci starają się minimalizować niebezpieczeństwo wypadków. Oczywiście są one w stanie zadawać poważne obrażenia, jednak dochodzimy do kolejnej ich wady: narzędzia nie są pomyślane o zadawaniu i odpieraniu ciosów, a o maksymalnym wykorzystaniu siły użytkownika, który może pracować spokojnie. Z tej też przyczyny są one ciężkie. Dlatego też kolejne ciosy muszą być powolne, a zadawanie ich będzie męczące.

Co więcej stanowią one broń obuchową. Broń obuchowa posiada kilka poważnych wad, jako klasa. Jedną z nich jest wyważenie, idące w głowicę. Taki typ wykonania sprawia, że uderzenie musi być bardzo precyzyjne i odbywać się albo brodą topora, albo obuchem. Nieprecyzyjny cios, którym chybimy, uderzając za pomocą styliska, a nie głowicy zada bardzo niewielkie obrażenia.

Drugą z nich jest fakt, że broń taka w praktyce pozwala atakować tylko tors lub głowę celu. Trafienie w ręce jest w prawdzie bolesne, jednak powoduje jedynie ich odrzucenie, podobnie uderzenie w nogi. W wypadku typów zombie zabijanych ciosem w głowę daje to nam jeszcze jakieś szanse. W wypadku zombie zabijanych poprzez rozczłonkowanie będziemy musieli takowego najpierw przewrócić i unieruchomić, co może okazać się trudne.

Nie należy też liczyć na to, że czaszka zombie pęknie jak jajko, gdy zostanie uderzona młotkiem. Już pomijając to, że w ten sposób można zabić tylko niektóre typy nieumarłych, to zauważyć należy, że ludzkie kości mają odporność na uderzenia, zgniatanie i rozciąganie zbliżoną do kutego żelaza (tylko na zginanie mają relatywnie niską odporność). Tak więc szanse przebicia czaszki młotkiem murarskim czy siekierą są niewielkie.

Piła mechaniczna:

Piła mechaniczna wydaje się potworną bronią, jednak taką nie jest. Jest ciężka, powolna, wymaga paliwa, a co więcej, by rozkroić nią przeciwnika potrzeba czasu…

Kolejną wadą tej broni jest hałas, który wydaje w trakcie pracy, a który może przywabić zombie.

Piła mechaniczna jest narzędziem. Może fajnie wygląda na filmach i powoduje potworne obrażenia, ale tylko, jeśli nie przestrzega się zasad BHP… Nie jest natomiast bronią i do użycia w charakterze takiej słabo się nadaje.

Szabla i szabla kawaleryjska:

Nie należą do stereotypowego wyposażenia bojowego z filmów, ale na pewno pojawią się w tych rozważaniach.

Szable świetnie nadają się do walki z zombie, jednak pod warunkiem, że będziemy walczyć konno…

Problem z szablą polega na tym, że jest to broń głównie kawaleryjska. Przeznaczona jest ona do pojedynczych, przełamujących cięć z grzbietu konia. W takim wypadku broń ta sprawdza się doskonale, bez większych problemów odcinając ręce, nogi i głowy.

Niestety, w walce pieszej fizyka posługiwania się bronią o zakrzywionym ostrzu i zamkniętej, jednoręcznej rękojeści jest nieco inna. W efekcie powoduje ona bardzo rozległe, acz powierzchowne rany z przeciągnięcia, które obficie krwawią i powodują poważne zagrożenie dla życia, jeśli nie zostaną należycie opatrzone. Jednak odcięcie za ich pomocą kończyny jest mało prawdopodobne, tak więc nie stanowią one poważnego zagrożenia dla zombie.

Oddzielnym typem są szable kawaleryjskie. Są to szable o masie około 1,5, czasem dobiegające nawet do 2 kilogramów, czyli znacznie cięższe niż szable zdatne do walki pieszej. Tego typu broń nie nadaje się do fechtunku. Została stworzona wyłącznie z myślą o walce z siodła. Można jej użyć pieszo w sytuacji krytycznej lub braku innego uzbrojenia, aczkolwiek moim zdaniem tego typu scenariusz, nawet w realiach apokalipsy zombie jest mało realistyczny. Po prostu łatwiej jest wejść w posiadanie naostrzonej saperki lub maczety, niż szabki kawaleryjskiej.

Katana:

Nie jestem miłośnikiem katan jako broni, ale nie da się ukryć, że spośród całego stereotypowego oręża przeciwko zombie są one chyba najlepszym wyborem. Ich lista zalet jest długa.

Po pierwsze: są bronią. To znaczy, że zostały one pomyślane do zadawania, parowania i oddawania ciosów w walce oraz uszkadzania istot człekokształntych. Są lekkie (zwłaszcza w porównaniu z pilarkami spalinowymi), pozwalają na szeroki wachlarz ciosów i odpowiedzi na nie.

Zaletą katan jest też ich budowa. W szczególności chodzi mi o konstrukcje głowni oraz rękojeści. Głownia ma około metra długości i jest zakrzywiona. Właściwości głowni nie różnią się specjalnie od szabli. Krzywizna sprawia, że energia ciosu skupia się w jednym punkcie, przez co zwiększana jest penetracja pancerza, a ponadto łatwiejsze jest przecinanie kości, niż w wypadku broni o prostym ostrzu.

Tym, co jest najważniejsze w broni białej jest jednak nie głownia, a rękojeść. W normalnych okolicznościach rękojeść katany wskazałbym jako jej wadę, utrudnia bowiem cięcia z przeciągnięciem, przez co rany nie są tak rozległe. Jednakże, jak już pisałem w wypadku zombie rozległość obrażeń nie ma znaczenia. Taka konstrukcja rękojeści ułatwia natomiast ciosy przełamujące, rozcinające słabsze pancerze i przecinające kości, co nie jest tak kluczowe w wypadku walki z ludźmi, jak w starciu przeciwko zombie.

Kolejną zaletą katany jest fakt, że ostrze pokrywa całą długość głowni. O ile w wypadku broni obuchowej konieczne jest trafienie jej końcem, by spowodować obrażenia, tak miecze są dużo bardziej wybaczające i nawet niezbyt precyzyjne ciosy mają szanse spowodować obrażenia.

Co więcej: z uwagi na swą konstrukcję katany i miecze nie spychają z drogi kończyn, ale (jeśli są odpowiednio ostre) odcinają je. Jeśli więc zombie zasłoni się ręką to zwyczajnie ją straci.

Tak więc: jest to dobry wybór.

Maczeta:

Nóż karczowniczy lub kukri… Są one bardzo bliskimi krewniakami mieczy, z których nawiasem mówiąc się wywodzą. W odróżnieniu od innych narzędzi są relatywnie lekkie i z powodzeniem mogą stanowić ekwiwalent miecza. Stanowią więc, podobnie jak katany dobrą broń przeciwko zombie, aczkolwiek nie są najlepszym wyborem.

Po pierwsze: większość maczet wykonana jest z raczej kiepskiej stali, więc ich żywotność nie jest największa. Po drugie: są krótsze. Dystans w walce wręcz natomiast oznacza bezpieczeństwo.

Jednak nadal stanowią lepszy wybór, niż wielka, ciężka siekiera.

Moje propozycje:

Saperka:

Naostrzone saperki były używane do walki w okopach w trakcie zarówno pierwszej jak i drugiej wojny światowej. Stosowano je też w pomniejszych konfliktach. Sprawdziły się w nich doskonale. Saperki są małe, lekkie i poręczne, zadają też bardzo rozległe i głębokie obrażenia. Znane są przypadki oddzielania za ich pomocą głów i kończyn od ciała.

Co więcej są przydatne w trakcie biwakowania oraz przygotowywania umocnień. Lepiej więc nosić przy sobie taką od gigantycznego kafara, który ani nie jest dobrą bronią, ani przydatnym narzędziem polowym.

Spatha:

Względnie merowiński miecz pierścieniowy, karoliński, wikiński lub normański. Dobrym pomysłem jest też późnośredniowieczny miecz długi. To, przynajmniej w starciu z zombie takie katany na sterydach.

Spatha jest późnorzymskim mieczem kawaleryjskim oraz protoplastom mieczy wczesnośredniowiecznych. Od późniejszych mieczy, mimo bardzo zbliżonego wyglądu różni ją kilka cech. Najważniejszą jest wyważenie w stronę sztychu, co poważnie zwiększa siłę uderzenia głowni. Spatha, podobnie jak szabla kawaleryjska jest stworzona do pojedynczych, przełamujących uderzeń z góry.

W odróżnieniu od szabli kawaleryjskich spatha nadaje się też do walki wręcz. Co więcej: pod koniec istnienia Cesarstwa Rzymskiego był zdecydowanie preferowana przez piechotę jako oręż.

Sposób wyważenia powoduje, że ciosy tego typu bronią są bardzo niebezpieczne. W skrócie: może ona bez większego problemu odcinać kończyny. I to nie tylko ciosami z siodła, ale niemal każdym uderzeniem.

Późniejsze miecze dziedziczą tą właściwości, jednak z czasem wyważenie zmienia się w stronę rękojeści. Ułatwia to manewrowanie, zmniejsza jednak właściwości przełamujące broni. Tak więc im wcześniejszy miecz tym lepszy, bowiem zombie nie fechtują.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dziwne rozkminki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Jaka broń (biała) na zombie?

  1. Grisznak pisze:

    Bardzo dobry, fajny tekst. W zasadzie zgodzić się muszę ze wszystkim. Z broni można by jeszcze dodać taką czysto polską specjalność jak kosa osadzona na sztorc. Choć średnio poręczna, to tnie (w odróżnieniu od piki) i, co nie bez znaczenia, pozwala zachować spory dystans od zombie. Od piły natomiast lepszy jest chyba miotacz ognia – też ciężki, też żre paliwo, ale zadaje o wiele szersze i masowe obrażenia, nie zmuszając operatora do tak bliskiego kontaktu jak piła. Ewentualnie jego ubogi krewny, czyli koktajl Mołotowa.
    Z broni obuchowych najlepszy byłby chyba tradycyjny kij bejsbolowy. Jest lżejszy i łatwiej nim trafić niż jakimś młotkiem czy siekierą.

    • IMHO miotacz ognia to słaby pomysł. Po prostu bardzo trudno jest spalić ludzkie ciało. Człowiek może umrzeć od poparzeń czy uduszenia dymem. Zombie nie. Jedyne, co możemy więc dostać, to palące się zombie. A i to na krótko.

      • Suchy pisze:

        Nie wspominając o tym że:
        – zazwyczaj o ile nie ciągniesz za sobą cysterny z napalmem niczym Churchill crocodile to paliwo w miotaczu starcza ledwo na parę strzałów.
        – przy okazji poza truposzami możesz podpalić swoje otoczenie, wywołać pożar, który się rozniesie się na całą okolicę i przy okazji spalić siebie, innych ocalałych czy skryjawkę w której przez ostatnie kilka dni gromadziłeś zapasy wody i żywności oszabrowane z opuszczonych budynków.
        A po straż pożarną nie zadzwonisz. Równie dobrze w teorii przy odpowiedniej pogodzie jeden nieuważny ocalały może spalić np. całe Los Angeles jednym mołotowem.

      • Grisznak pisze:

        Zombiak nie raczej dość wysuszony, nie? Więc spali się szybciej niż człowiek.

  2. Qba pisze:

    Z takim kategorycznym traktowaniem szabli jako broni kawaleryjskiej to bym uważał (zwłaszcza jeżeli wychodzimy poza Europę), choć zgodę się, że do walki z zombiakami miałaby sens głównie w połączeniu z koniem.

    Do sensownych rozwiązań dodałbym kriegsmessery i tasaki bojowe (zwłaszcza te ostatnie ewidentnie przeznaczone były do rozczłonkowywania oponenta).

  3. Daniel pisze:

    A jak oceniasz kord, rapier czy bardzo długo popularną włócznie?

    • Kordy to prawie to samo, co maczety. Maczety wywodzą się koniec końców z kordów konkwistadorów, które przydawały się do wycinania zarośli, zostały podchwycone przez tubylców i zaadoptowane do masowej produkcji. Dobra broń, sprawdzi się…

      Włócznie i rapiery… Jeśli walczymy z zombie, które giną od zniszczenia mózgu mają pewną przydatność. Przy czym należy trafić bezpośrednio w głowę, co jest trudne, bardzo mocno i bardzo precyzyjnie. Jak pisałem: ludzkie kosci mają odporność na uderzenie pod kontem prostym i pod krzywiznami podobną do kutego żelaza, co więcej: czaszka jest obła, co powoduje, że ciosy się po niej ześlizgują. Jeśli więc nie trafimy w odpowiednie miejsce (najlepiej w oczodół) z odpowiednią siłą, to cios da niewiele. Tak więc rapier jest raczej marną bronią do tego typu zadań.

      Nie inaczej włócznia, przy czym włócznia ma jednak pewne zalety. Mianowicie można ją bardzo łatwo zrobić w kilka godzin. Należy wziąć kij od szczotki, wbić w końcówkę gwóźdź, pilnikiem obciąć główkę i naostrzyć. Względnie po prostu przylepić nóż taśmą monterską i już mamy piękną włócznie. Tak więc z braku laku…

      Jeśli walczymy z zombie z typu koniecznych do rozczłąkowania, to rapier i włócznia w ogóle się nie sprawdzą.

    • Grisznak pisze:

      Problem z broniami kłującymi jest zasadniczo taki, że łatwo się klinują (w kościach), co przy walce z zombie jest fatalną wiadomością.

  4. kasztelan pisze:

    Bez ustalenia z jakimi zmyślonymi zombie mamy do czynienia artykuł trochę wisi w powietrzu. Ogółem nie ma dobrej broni do walki z zombie bo jest go dużo (walczysz z jednym drugi gryzie po nodze) , jest wytrzymały (MUSISZ się skupić na jednym żeby go wyeliminować) i dodatkowo chce cie zabić nie bacząc na własne bezpieczeństwo (zombie przyjmie na obojczyk cios siekiery, ale dalej atakuje drugą ręką) co jest chyba najgorsze z jego cech. Ja bym stawiał na włócznie z towarzyszami żeby trzymać to z dala od siebie a na bliską odległość czekan na rozłupanie czaszki chociaż pewnie zaklinuje się na pierwszym pacjencie.

    PS dosyć zabawnie wygląda maczeta w której zwracasz uwagę że jest krótka co zmniejsza bezpieczeństwo walki a w kolejnym punkcie polecasz saperkę która jest jeszcze krótsza 🙂

  5. PK_AZ pisze:

    Pytanie pierwsze: co w wypadku zombie oznacza trafienie rażące, a co trafienie obalające?

    Pytanie drugie: a jak oceniasz skuteczność jednego z podstawowych artykułów domowych w niektórych stanach Ameryki, to znaczy spluwy?

    • Shockwave pisze:

      Gnat jest spoko, bo pocisk powinien przebić się do mózgu. Chyba, że używasz jakiejś małokalibrowej zabawki. Jednak trzeba mieć na uwadze, że broń potrzebuje amunicji, która waży (szczególnie kiedy potrzebujesz jej dużo), a strzał niesie na dużą odległość. Wyprażysz do dwóch zombiaków, a ściągniesz dwadzieścia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s