Czy Rowling faktycznie nie potrafi w politykę?

Wiosną, gdy pisałem o Harrym Potterze (nawiasem mówiąc do tej pory zapomniałem podzielić się wrażeniami z ostatnich dwóch książek) ktoś wspomniał o tym, że „Rowling nie potrafi w politykę”. Początkowo się zgodziłem, jednak po jakimś czasie połączyłem niektóre, często pozornie bezsensowne motywy z Harrego Pottera z faktycznymi wydarzeniami historycznymi.

I wówczas nie wygląda to tak kiepsko:

Konflikt Konserwatyści vs. Reszta Świata:

Zanim zajmę się kwestiami historycznymi najpierw napiszę kilka słów o kwestiach społecznych…

Tak więc należy zauważyć, że w Wielkiej Brytanii panuje trwający od początków XIX wieku konflikt między Partią Konserwatywną, reprezentującą interesy właścicieli ziemskich, klanów pastorów (początkowo) i tradycyjnego przemysłu (od połowy XX wieku), z burżuazją (do pewnego momentu), warstwą robotniczą, drobnymi i średnimi rolnikami, takim samym biznesem, Szkotami, Irlandczykami i przybyszami z kontynentu.

Brytyjskim konserwatystom najbliżej jest chyba do poglądów Cejrowskiego. Z jednej strony są więc przeciwnikami emigracji oraz integracji europejskiej, z drugiej: zwolennikami skrajnego nieraz leseferyzmu. Dla przypomnienia: w leseferyzmie jedynym regulatorem społeczno-ekonomicznym jest cena, brak jest jakiejkolwiek ingerencji czynników zewnętrznych w procesy gospodarcze. Leseferyzm oznacza działanie w warunkach wolności osobistej, równości wobec prawa, poszanowania własności prywatnej, a rolę państwa sprowadza wyłącznie do pozycji gwaranta podstawowych swobód obywatelskich i dlatego też z założenia państwo nie może ingerować w sferę ekonomiczną.

Do czego w praktyce prowadzi leseferyzm omówimy w punkcie o Irlandzkim Wielkim Głodzie, którego tragiczne skutki są w dużej mierze efektem polityki Konserwatystów.

Innym wielkim osiągnięciem Konserwatystów była długa kampania w obronie Zgniłych Miasteczek. Zgniłe Miasteczka były częścią okregów z prawem wyboru delegatów do Izby Gmin. Prawo to nadano im w średniowieczu i zachowały do XIX wieku, mimo rozwoju nowych ośrodków (które takiego prawa nie posiadały) oraz utraty znaczenia. Najbardziej jaskrawymi przykładami zgniłych miasteczek były okręgi Old Sarum, gdzie znajdowały się trzy domy oraz Dunwich, ongiś ważny port, który jednak w roku 1670 został pochłonięty przez morze, jednak brał nadal udział w wyborach.

Sprawa „Zgniłych miasteczek” ma w angielskiej tradycji politycznej mniej-więcej zbliżony status, jak u nas liberum veto lub konfederacja targowicka.

Na razie wiedzieć należy, że pozycja konserwatystów, będących przez większość historii złośliwą opozycją wobec wszelkich reform i głównonurtowej polityki Wielkiej Brytanii (aczkolwiek bywali tam więksi kretyni, np. obecny rząd) opiera się głównie właśnie na bogatych właścicielach ziemskich, którzy z jednej strony czerpią znaczące dochody dzięki czynszom. W Wielkiej Brytanii około 40 procent gruntów należy do rodów arystokratycznych. Istnieje też forma nabycia ziemi zwana Leasehold, polega ona na otrzymaniu jej na czas nieokreślony do użytku, pod warunkiem opłacania daniny na rzecz feudała…

Konserwatyści korzystają z tych zysków, by wzmocnić swoją pozycję społeczną poprzez finansowanie różnego rodzaju rodzaju, efektownych przedsięwzięć pożytku publicznego.

Analogie z Czystą Krwią oraz rodami Malfoyów i Blacków są chyba jasne.

Konflikt religijno-narodowo-rasowy:

Po drugie, w Wielkiej Brytanii tli się konflikt nie tylko klasowy, ale też rasowy, którego Konserwatyści są jednym z najważniejszych aktorów. Konflikt rasowy odziedziczony został po przeszłości, nie tylko kolonialnej.

Ten konflikt ma kilka aspektów. Po pierwsze: Irlandzcy i Szkoccy katolicy nie zapomnieli, jak byli traktowani przez brytyjskich protestantów. Kłania się Wielki Głód, nagrody za głowy księży, polowania na Irlandczyków i tak dalej… A sami protestanci mają problem z pogodzeniem się, że są oni dziećmi tego samego Boga, co Szkoci i Irlandczycy…

Po drugie: są też przybysze z kolonii, w tym Hindusi, muzułmanie i czarni. Część z nich to gastarbaiterzy. Część z nich to urzędnicy, robotnicy i żołnierze (albo ich potomkowie), którzy tworzyli brytyjskie imperium tak samo, jak biali dowódcy. Próby odmówienia im brytyjskości, jakie podejmują konserwatyści są krzywdzące, tym bardziej, że są to ludzie lub potomkowie ludzi, którzy całe swe serce oddali brytyjskiej koronie.

Ponownie analogie wobec konfliktu Czysokrwiści – Mugolacy są aż nadto widoczne. Podobnie jak analogie z konfliktem Czarodzieje – Gobliny.

I pokłosie niewolnictwa:

Rowling to bardzo wyraźnie zaznaczyła w swej książce. Wielkie, tradycyjne fortuny Anglii nie powstały w sposób do końca czysty, a przynajmniej akceptowalny dla współczesnych. Wręcz przeciwnie: ich podstawą był handel towarami zamorskimi, w tym jednym bardzo pożądanym: ludźmi. Londyn, w latach 1640-1785 był największym rynkiem niewolniczym w Europie. Sprzedawano na nim nie tylko czarnych, ale też Anglików, Szkotów i Irlandczyków. Byli to skazani kryminaliści, polityczni wichrzyciele, a także biedacy bez perspektyw, dłużnicy i ludzie porwani lub ofiary oszustw.

Niewolnicy nie byli sprzedawani tylko do Ameryki, ale też do domów prywatnych. Przykładowo tradycyjny strój hotelowego boya jest strojem niewolnego sługi.

Jedną z instytucji, która wyrosła na tym handlu jest słynne i szanowane przedsiębiorstwo reasekuracyjne Lloyd.

Analogia ze skrzatami domowymi jest aż nadto oczywista.

Można też wspomnieć sytuację XIX wiecznych służących, od których wymagano pracy od 6 rano do 22, płacono grosze i oczekiwano, że sami kupią wszystkie, konieczne im do pracy środki.

Gang Mohawków, a Śmierciożercy:

Śmierciożercy jako siła polityczna są idiotyczni. Stanowią coś pomiędzy gangiem bandytów-nieudaczników, a klubem dekadenckich arystokratów. Dla kogoś, kto wyrósł w Polsce, wychowując się na amerykańskich dziełach popkultury stanowią zjawisko wręcz komiczne.

Niemniej jednak Śmierciożercy i ich metody działania mają bardzo silną analogię w dziejach Londynu. Najbardziej znaną z nich był gang Mohawków, który nazwę swą wziął od jednego z plemion indiańskich.

Mohawkowie składali się z młodych arystokratów, którzy zajmowali się terroryzowaniem i zastraszaniem klas niższych. By pozostać anonimowi korzystali z indiańskich przebrań. Napadali zarówno na kobiety, jak i mężczyzn, starców jak i dzieci, atakowali też strażników miejskich. Swe ofiary bili i nierzadko mordowali, kobiety natomiast najczęściej gwałcili i poddawali innym formom seksualnego napastowania. Ich ulubiony trik polegał na ucinaniu rąk, uszu lub nosów. Bawiło ich też podpalanie sukni na dziewczętach.

Ich ofiarami zawsze byli przedstawiciele niższych klas, których dręczyli z czystego sadyzmu. Co charakterystyczne i nietypowe dla epoki: Mohawkowie nigdy niczego nie kradli…

W tym samym okresie, czyli w okolicach roku 1712 działał też podobny gang o nazwie Hawkubici. Stosował podobne przebrania i też stylizował się na Indian.

Należy zauważyć, że tego typu „gangi młodych gentlemanów” są dość charakterystycznym elementem historii londynu. Mohawkowie i Hawkubici nie byli ani pierwszymi, ani ostatnimi z nich. Na liście pojawiają się też bardzo podobne bandy: Damned Crew, Tityré Tūs, Hectors, Scourers i Nickers.

Za każdym razem ich struktura społeczna była identyczna: młodzi bogacze, z silną protekcją w wyższych sferach, uważający, że z biedakami mogą zrobić wszystko, dokonujący zbrodni, by pokazać niższym klasom, gdzie ich miejsce.

Robert Peel i Irlandzki Wielki Głód:

W latach 1845-1849 Irlandię nawiedził głód. Klęska wywołana była zarazą ziemniaczaną, a zwielokrotniona na skutek postawy angielskich dzierżawców oraz rządu, którzy obeszli się z Irlandczykami w sposób zupełnie bezduszny. Irlandczykom nie udzielono praktycznie żadnej pomocy, w wielu wypadkach rolnicy stawali przed wyborem: głód albo utrata gospodarstwa, bowiem zmuszeni byli sprzedawać cały swój plon, by zapłacić czynsz, a rząd długo zaprzeczał, że klęska głodu w ogóle ma miejsce. Rząd, by nie psuć interesu spekulantom sabotował wszelkie próby udzielenia pomocy humanitarnej.

Nawet w momencie, gdy o głodzie rozpisywały się gazety zmuszony do odpowiedzi brytyjski premier sir Robert Peel powiedział:

W doniesieniach z Irlandii jest tyle przesady i nieścisłości, że opóźnienie w podejmowaniu działań zawsze jest wskazane.”

I to mimo faktu, że dobrze wiedział, jak wygląda sytuacja.

Rodzi to analogie z Knotta i jego postawą wobec powrotu Voldemorta, prawda?

Tym bardziej, że Peel, podobnie jak Knott musiał koniec końców zmierzyć się z faktami, doprowadził do zniesienia niekorzystnych dla Irlandii ustaw zbożowych i zhańbiony złożył rezygnację. Jego miejsce zajął John Russell, który z głodem walczył niemal równie skutecznie, co następca Kontta z Voldemortem.

Neville Chamberlain i polityka appeasementu:

„Appeasement” był polityką zaspokajania prowadzoną przez Wielką Brytanię przed II wojną światową. W myśl tej doktryny pozwolenie na zaspokojenie swych apetytów przez III Rzeszę miało umożliwić uniknięcie wojny. Ponieważ pokój uznano za cenniejszy, niż interes kraju czy istnienie państw sojuszniczych.

Ponownie analogie do postępowania z Voldemortem są łatwe do zauważenia.

Egzekucja Timothyego Evansa:

Timothy Evans został w 1950 roku stracony za morderstwo żony i córki. Będąc w szoku po znalezieniu ciał przyznał się początkowo do zabójstwa, po czym wycofał zeznanie. Jednak sąd, pod wpływem zeznań świadka, zamieszkałego pod tym samym adresem Johna Christie, skazał go na karę śmierci, którą wykonano cztery miesiące po procesie.

Sędzia, działając pod wpływem opinii publicznej i licząc na poklask, który miał mu umożliwić dalszą karierę polityczną, działał bardzo szybko i z całą surowością. Wyrok także wykonano bardzo pośpiesznie, nie dając obronie szans na przygotowanie apelacji, co wzbudziło wiele wątpliwości.

Sprawa ożyła ponownie w roku 1953, kiedy John Christie został aresztowany za morderstwo i postawiony przed sądem. W toku śledztwa ujawniono, że jest on seryjnym mordercą kobiet. Udowodniono mu łącznie osiem zabójstw, w tym żony i córki Evansa.

Tego ostatniego oczywiście nie wskrzeszono. Mimo to w roku 1966 został pośmiertnie oczyszczony z zarzutów.

Sprawa byla dość głośna. Należy do całej serii pomyłek brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, które doprowadziły do zniesienia kary śmierci w tym kraju.

Analogie ze sprawą Syriusza Blacka są ponownie oczywiste.

Wnioski:

Analiza czy też satyra społeczna Rowling bynajmniej nie jest tak płytka, jak początkowo mogłoby się wydawać. Rozmaite, na pierwszy rzut oka bezsensowne konstrukcje znajdują swoje, rozległe analogie w historii Wielkiej Brytanii. Problem z nimi polega więc nie na ich braku realizmu, co raczej na tym, że Rowling porusza się w świecie kultury brytyjskiej, podczas gdy my przywykliśmy raczej do tego polsko-amerykańskiego.

Niemniej jednak intertekstualność jej książek tłumaczy częściowo ich popularność w krajach byłego Imperium Brytyjskiego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Geopolityka, Książki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „Czy Rowling faktycznie nie potrafi w politykę?

  1. DoktorNo pisze:

    No i się wyjaśniło o co chodzi z Brexitem, którego Rowling jest przeciwnikiem.

    • O co chodzi z Brexitem? Już mówię: Wielka Brytania ma bardzo niewielki interes należeć do Unii Europejskiej.

      Jednocześnie: co jest głównym celem polityki brytyjskiej od zakończenia wojen napoleońskich? Ano sabotować każdy sojusz rodzący się na kontynencie, który mógłby pozbawić jej pierwszeństwa. Zwłaszcza, jeśli byłby to sojusz między Niemcami, a Francją. Za Tacher Wielka Brytania dołączyła się do UE, by bruździć, jak to Konserwatyści mają w zwyczaju. Jednak Konserwy stracili władzę, doszli nowi, którzy nie mają o niczym pojęcia i ŁUP! Brexit! W Brukseli pewnie potajemnie upijają się z radości.

      • DoktorNo pisze:

        Przede wszystkim mają urojenia na punkcie odbudowy imperium na bazie Commonwealth’u. A że swiat już dawno nie jest eurocentryczny i byłe kolonie są dojrzałym suwerennym państwami i ten mały istotny szczegół który zamienia Brexit w wykolejony pociąg… Doszło do tego że zajadli brexitowcy przenoszą interesy na kontynent, np. do Monako. 😛

        Ps. Wielką Brytanię przyjęto do EWG ok. 1970 roku po tym jak Francja przestała blokować akcesje. W 1975 roku mieli referendum w w sprawie wyjścia z EWG (Thatcher prowadziła kampanię za pozostaniem), faktem jest ze jej pomysły na integrację ekonomiczną kontynentu zostały ciepło przyjęte i wdrożone w traktatach zamieniajacych EWG w UE. Ale co do integracji politycznej to powiedziała głośno słynne trzy „nie”…

      • DoktorNo pisze:

        O proszę, tu mamy Thatcher i jej „nie” ws. integracji europejskiej: https://www.youtube.com/watch?v=U2f8nYMCO2I

      • Qba pisze:

        Z drugiej strony głównym celem EWG i później Unii nie był (jak chcą niektórzy prawicowcy) luźny sojusz ekonomiczny, tylko stworzenie systemu zapobiegającego kolejnemu wielkiemu konfliktowi zbrojnemu. Nie jest przypadkiem, że większość „ojców założycieli” UE to goście wywodzący się ze skrawka ziemi, którego mieszkańcy obrywali rykoszetem ilekroć Frankowie z Germanami brali się za łby (czyli regularnie od tysiąclecia). Brytyjczykom dwie ostatnie wielkie wojny też nie wyszły na zdrowie, stąd należy uznać ich aktualną politykę z równie idiotyczną jak to, co wyprawiają nasi włodarze.

      • Siman pisze:

        „Wielka Brytania ma bardzo niewielki interes należeć do Unii Europejskiej.”

        Co? Dokładnie odwrotnie. Wszystkie jej interesy wynikają głównie z przynależności do Unii.

        Specyfika UK polega na tym, że jej system prawny i gospodarczy jest znacznie bliższy amerykańskiemu niż europejskiemu (z oczywistych powodów), a zarazem ma z USA kilka korzystnych umów, które dają jej uprzywilejowaną pozycję w relacjach z tym krajem w porównaniu do reszty Unii. Wspomniana wcześniej Thatcher, która, aby zdemontować system związków zawodowych i państwa opiekuńczego, zdemontowała cały przemysł brytyjski i skoncentrowała większość dodatniej produkcji PKB w londyńskim City. Ale udało jej się właśnie dlatego, że Londyn funkcjonuje od tamtej pory jako bezpieczna przystań dla firm amerykańskich (a potem także rosyjskich i saudyjskich) chcących robić interesy w Europie. Wielka Brytania funkcjonuje po prostu jako prawno-finansowy pośrednik między Unią a Ameryką i resztą świata.

        Bez członkostwa w Unii cały ten model się rozsypie, zwłaszcza w wariancie no deal, w którym relacja Wielkiej Brytanii z UE w sensie prawnym będzie właściwie identyczna, jeśli nie słabsza od relacji dowolnego innego kraju rozwiniętego jak USA czy Kanada, więc utrzymywanie tam spółek i oddziałów przez zagraniczne konglomeraty bankowo-finansowe straci sens, a konglomeraty rodzime i giełda stracą konkurencyjność. Pozycja City najpewniej upadnie na rzecz Frankfurtu.

        Analogicznie jest zresztą z przemysłem. Np. przemysł motoryzacyjny należy niemal w całości do kapitału zagranicznego, głównie niemieckiego – Mini do BMW, Vouxhall do Opla, Bentley do Volkswagena, Jaguar i Range Rover do Taty, czyli Hindusów. Fabryki mają jeszcze Ford i Nissan. Dla trzech ostatnich firm główną zaletą produkcji w Anglii jest to, że samochód z jej fabryki ma kategorię produktu wewnętrznego Unii, więc jest zwolniony z ceł i dodatkowej papierkologii przy eksporcie na kontynent. Więc znowu, główną zaletą Wielkiej Brytanii jest bycie przystankiem w drodze do Europy. Podobnie jest z wieloma innymi branżami. Jeśli UK wyjdzie z Unii, przemysł ucieknie za kanał la Manche, najprawdopodobniej w kierunku wschodnim.

        W związku z powyższym, celem wszystkich konserwatystów od czasów Thatcher jest utrzymywanie z Unią jak najściślejszych powiązań gospodarczych i sabotowanie wszelkich politycznych. To także było celem referendum Brexitu – Cameron nie jest idiotą, nie chciał wyjść z Unii, ale zagrał tym w celu utrzymania jej w stanie permanentnego kryzysu politycznego, który w założeniu miał kontrolować. Wygrane referendum (w sensie: za pozostaniem) miało mu natomiast dać status obrońcy demokracji i jedności Unii.

        Niestety nie przewidział, jak bardzo Brytyjczycy są wkurwieni na establishment (ten sam błąd popełnili Republikanie z Trumpem) oraz jak skrajnymi kretynami są skrajni liberałowie spod znaku UKiPu (alternatywnie: jak skrajnie są łasi na gotówkę z KGB), żeby na uwalaniu interesu narodowego ubijać interes polityczny. Chociaż wydaje mi się, że rezygnacja Farage’a świadczy o tym, że nawet oni nie zdawali sobie sprawy, że pójdzie im tak dobrze. Farage i Cameron po prostu zwinęli ogon i rzucili gorącego kartofla ludziom zbyt głupim, żeby się zorientować, że są kozłami ofiarnymi, którzy wezmą na siebie winę za upadek UK. Głównie May i Johnsonowi, chociaż ten ostatni się w ostatniej chwili ogarnął i próbuje chwilowo grać w tę samą grę, zobaczymy z jakim skutkiem.

        Żeby nie było: ja też się z nimi zgadzam i spierdalam z tego kraju przed gwiazdką.

      • Z Brytanii czy z Polski?

      • Siman pisze:

        Z Brytanii oczywiście, o tym kraju rozmawiamy przecież.

      • I gdzie jedziesz? Wracasz na ojczyzny łono, czy do Reichu, jak wszyscy?

      • Siman pisze:

        Tak, do ojczyzny, na dodatek pcham się jak głupi na ścianę wschodnią, do rodzinnego Lublina. Żeby było śmieszniej, to z mojej perspektywy ja robię jak wszyscy, bo powrót do kraju planuje lub właśnie wdraża połowa moich znajomych.

        Inna sprawa, że mam plan robić biznes z nastawieniem na zarobki w obcej walucie, więc powinienem korzystać z zalet niskich kosztów życia, a nie wad marnego rynku pracy.

      • Też się zastanawiałem nad rzuceniem wszystkiego i wyjazdem do Lublina. To bardzo dobre miast do życia.

      • Siman pisze:

        To prawda. Pomijając rynek pracy, wszystko mi w nim pasuje.

  2. Grisznak pisze:

    Dzięki, takie testy lubię. Co ciekawe, gangi złotej młodzieży tak samo częste były w Paryżu (ulubiona rozrywka – atak z zaskoczenia i wciskanie kobietom między nogi drewnianych czopów, a mówimy o czasach, kiedy nie było bielizny,…). Nie wiem jak w Anglii, ale we Francji z ich usług czasami korzystali też politycy.

  3. Qba pisze:

    Jedno zastrzeżenie: instytucja „niewolnego sługi”, jakkolwiek godna potępienia, to jednak nie to samo co pełnowymiarowe niewolnictwo. Biały sługa cieszył się jednak pewną ochroną prawną (czarni niewolnicy często nie mieli żadnej) i po odpracowaniu czasu określonego w kontrakcie odzyskiwali wolność (choć oczywiście jaśniepaństwo nie zawsze respektowało kontrakt).

    • Pisząc o stroju boya hotelowego jako stroju niewolnego sługi, miałem na myśli, że w ten sposób odziewano czarnych niewolników pracujących w angielskich domach. Podobnie Czarny Piotruś o którego spierają się Holendrzy nie jest żadnym pomocnikiem świętego Mikołaja, tylko jego niewolnikiem.

      • Qba pisze:

        Ok. Myślałem, że masz na myśli funkcję „indentured servant”, czyli białego biedaka (przeważnie Irlandczyka), zmuszonego odpracować dług lub wyrok (w koloniach Amerykańskich takie osoby stanowiły znaczny procent populacji).

      • Qba pisze:

        c.d. Dosyć często wspomina się o tym celem relatywizowania niewolnictwa, stąd jestem na tym punkcie wyczulony.

      • Amerykańskie niewolnictwo ogólnie rzecz biorąc jest najsłabiej przebadanym tematem w dziejach. Wynika to z tego, że temat jest potwornie spolitycyzowany i jeśli ktoś się za niego zabiera, to zwykle zbiera ogień z obydwu stron: automatycznie stając się zarówno komunistą jak i rasistą. Z tej przyczyny najwięcej sensownych prac powstało w krajach bloku wschodniego.

        Generalnie jednak czarnych niewolników, a przynajmniej tych zatrudnionych w domach i jako rzemieślników, też uwalniano, w szczególności jeśli udało im się wypracować określone kwoty lub zestarzeli się. Wielu z nich potem zaszło całkiem wysoko. Około 40 procent z nich miało potem własnych niewolników, a niektórzy nawet kupili własne plantacje.

        Uwalnianie niewolników to po prostu socjotechnika znana już ze starożytności, stosowana z prostej kalkulacji: po pierwsze ludzie lepiej pracują jeśli mają jakiś cel i nadzieję. Po drugie: pozwala pozbyć się z gospodarstwa bezużytecznych, czyli starych pracowników, których w innych warunkach trzeba było by karmić.

  4. Qba pisze:

    „młodzi bogacze, z silną protekcją w wyższych sferach, uważający, że z biedakami mogą zrobić wszystko, dokonujący zbrodni, by pokazać niższym klasom, gdzie ich miejsce.”

    Teraz już przemocy fizycznej się nie dopuszczają, ale z tego co pamiętam, jeden z rytuałów inicjujących członkostwo w stowarzyszeniu studenckim do którego należał David Cameron polegał na spaleniu banknotu pięćdziesięciofuntowego na oczach bezdomnego.

  5. Skate pisze:

    Odnoszę wrażenie, że wielki głód w Irlandii miałby miejsce niezależnie od partii rządzącej, bo to mniej chodziło o ekonomię a bardziej żeby docisnąć niepokornych Irlandczyków, a skoro niebiosa zesłały nieurodzaj…

    Cena może być jak najbardziej dobrym wyznacznikiem relacji ekonomicznych, ale muszę być ku temu spełnione określone warunki. Jeżeli mamy oligopol albo posiadacze za bardzo są powiązani z politykami to rodzą się patologie.

  6. slanngada pisze:

    Należy dodać, że śmierciorzercy funkcjonowali jednak w bardzo specyficznej, małej i bardzo rozproszonej społeczności z skłonnościami do patologii. Voldemoort naprawdę nie potrzebował mafii, bo i chyba stosunki oficjalne były małomiasteczkowo mafijne, sam był zresztą dzieckiem tego społeczeństwa, Objawem jego patologii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s