Przeczytane w lipcu 2018:

Lipiec był pod względem czytelniczym miesiącem rozczarowań i sukcesów jednocześnie. Udało mi się w nim przeczytać bowiem sześć książek, co jest wynikiem ponad średnią. Niestety nie jest już wynikiem zgodnym z zamierzeniami, bowiem miałem nadzieję, że przeczytam ich co najmniej osiem, a niektóre wyliczenia wskazywały na to, że być może uda mi się ich pobić nawet dziewięć.

Niemniej jednak owe zamierzenia okazały się niemożliwe do spełnienia.

Przyczyny były trojakie: złe planowanie, zmęczenie i sabotaż.

Pierwszym problemem okazał się Silmarillion, który jest ciężką lekturą i zwyczajnie nie byłem w stanie czytać go tak szybko, jak zamierzałem. Za drugi odpowiadała baba układająca grafiki w pracy, która dała mi najpierw 8 dni roboty pod rząd, potem jeden wolnego, a potem kolejne 7 roboty. Po czymś takim nie udało mi się pokonać książki o Karolingach, którą w innych warunkach zmógłbym po maksymalnie 7 dniach walki. Za sabotaż odpowiadał natomiast pan Roger Zelazny, autor zbioru „Ostatni obrońca Kemelotu”, który umieścił w nim opowiadanie „Psychouczestnik”, którego przemóc nie potrafię od tygodnia.

Ale przejdźmy do moich ofiar:

Fotografia przyrodnicza:

Ocena: 7/10

Podręcznik fotografowania dzikiej zwierzyny. Dowiedziałem się z niego kilku ciekawych rzeczy. Pierwszą z nich było, że jestem za biedny, żeby takową fotografować, bowiem dobry sprzęt powinien być droższy, niż niejedno mieszkanie.

Po drugie: poznałem kilka technik fotografowania dzikich zwierząt, których w życiu nie zastosuje, bowiem są one zbyt drogie, pracochłonne, nierzadko niebezpieczne oraz wymagają zbyt dużego zachodu.

Poznałem też kilka metod, które wyglądają na zdroworozsądkowe. Tak więc na coś jednak ta książka mi się przydała. Aczkolwiek najbardziej do tego, by przekonać się, ile ludzie są w stanie wysiłku włożyć w swoje hobby i jak wiele mi do nich brakuje (oraz dlaczego nie chce iść w ich ślady).

Zwierzęta udomowione w dziejach ludzkości:

Ocena: 7/10 (może ulec zmianie)

Lektura dość dziwna. Traktuje o archeozoologii oraz o zwierzętach udomowionych przez człowieka. Temat jest dla mnie bardzo ciekawy, jednak lektura ta okazała się dla mnie swego rodzaju rozczarowaniem.

Po pierwsze: była dość płytka, zwłaszcza w porównaniu z tym, co pisał Diamond w „Strzelbach, zarazkach, maszynach” lub Higman w „Historii żywności”. Z drugiej zawierała wiele interesujących mnie danych. Które to dane niestety w kilku dyskusjach już okazały się mocno odbiegające od stanu faktycznego.

Autorka też w kilku miejscach dość poważnie rozmija się ze stanem faktycznym w ocenie prac innych badaczy. Przykładowo stwierdza, że Diamond w „Strzelbach” podał za przyczynę porażek w udomowieniu zwierząt klimat. Faktycznie jednak przedstawił on sześć warunków, które musi spełniać kandydat do udomowienia, wśród których nie było klimatu (klimat jego zdaniem był potrzebny do rozpowszechnienia hodowli).

Tym co jednak najbardziej przeszkadzało mi w czytaniu książki był fakt, że autorka zdaje się nie uznawać chronologii. Zamiast tego skacze po tematach jak na trampolinie. Czytamy więc o starożytności, by zaraz potem dostać XIX wiek, a w następnym zdaniu Karola Wielkiego, po czym autorka przechodzi do czasów Ramzesa i nagle teleportuje się na przedwojenną, polską wieś… Strasznie źle się to czyta.

Silmarillion:

Ocena: 10/10

Dawno, dawno temu byli krejzole, którzy polecali od Silmarillionu rozpoczynać znajomość z twórczością Tolkiena… Ciekawe, ilu osobom zepsuło to przygodę z tym pisarzem?

Pokrótce: Silmarillion jest świetną lekturą, aczkolwiek jednocześnie bardzo trudną. Pełno jest w nim imion, nazw i terminów, w których łatwo można się pogubić, a umieszczony w książce glosariusz niewiele pomaga. Trzeba więc utwór czytać z wielką dokładnością, powoli i starannie.

Trudno tu też oczekiwać wielkiej akcji, dowcipnych dialogów, czy kolejnych pościgów. Jak zauważył sam autor: dominuje doniosła stylistyka i absolutna powaga.

Mimo to książka jest moim zdaniem godna lektury (i to wielokrotnej). Przenosi nas w dopracowany świat, który faktycznie mógłby istnieć i posiadać mniej-więcej taką mitologię. Tolkien bardzo umiejętnie zaciera granice między wiarą, a niewiarą, a opowiadane przez niego historie mają swój pociągający urok.

Królowei i królestwa Anglii w czasach Anglosasów 600-900

Ocena: 7/10

Obszar o powierzchni jednej trzeciej Polski, zajmowany przez przeszło trzydzieści królestw, z których niektóre miały po kilku, jednocześnie urzędujących królów, każde wielkości naszego powiatu, trzysta lat historii, ujętych na 240 stronach.

Czyta się to jak książkę telefoniczną.

Serio: nic sensowniejszego nie potrafię o tej książce wykrzesać. Po prostu jest: ten tego spłodził, następnie zabił tamtego i tamtego, a wtedy przypłynęli Wikingowie i ucięli mu głowę.

Nawiasem mówiąc ten burdel tłumaczy, dlaczego im tak dobrze szło. Przy wielkości lokalnych supermocarstw faktycznie musiało wystarczyć, żeby przypłynęły cztery łódki z brudasami i już świat się walił.

Wojna Kalibana:

Ocena: 9/10

Drugi tom cyklu Expanse, na kanwie którego stworzono wiadomy serial. Moim zdaniem lepszy od wersji telewizyjnej.

Tym razem dochodzi do katastrofy na Ganimedesie, strategicznie ważnym księżycu stanowiącym jedno z nielicznych w Układzie Słonecznym miejsc, gdzie produkowana jest żywność. James Holden i jego załoga kierowani są przez SPZ do śledztwa w tej sprawie. Przy okazji przyjdzie nam śledzić losy nowych postaci: marsjańskiej marines Roberty Drapper oraz polityk Christien Avasaralli.

Lektura, mimo że serial miałem w zasadzie na świeżo była bardzo przyjemna z tej przyczyny, że wydarzenia w nim jedynie w najogólniejszych ramach pokrywały się z tymi z ekranizacji. Wersja książkowa jest dużo bardziej dopracowana, poprowadzona z wiele większym rozmachem, a w wielu miejscach też subtelniejsza.

Bohaterowie są też bardziej krwiści. Przykładowo dość rozlazła Bobbie w książce jest córką Rippley i Terminatora, Avasaralla stosuje i jest ofiarą dużo subtelniejszych zagrywek, a jej stosunek do Holdena jest prawdziwie rozbrajający, idiotyczny quest Drapper pod tytułem „obejrzeć morze” w ogóle nie ma miejsca, pojawiają się postacie, których w serialu nie wprowadzono… Wyliczać można długo.

Zdecydowanie najlepsza (po Tolkienie) lektura tego miesiąca.

Bushido: Ethos samuraja od opowieści wojennych do wojny na Pacyfiku

Ocena: 6/10

Zupełnie od serca i bez złośliwości: na podstawie tego, co mam na półce lepszą książkę bym napisał.

Przede wszystkim książka jest nie na temat. O samym bushido, czy szerzej: etosie samurajskim jest może jedna trzecia pozycji, reszta to dość naiwny wybór różnych elementów kultury samurajskiej: od opisu uzbrojenia i technik walki, po wizerunek samuraja we współczesnych filmach i anime…

Tekst w dużej mierze jest kompilacją znalezisk z rozmaitych, popularnych publikacji, pracy na źródłach natomiast jest niewiele, podobnie jak ich krytyki. W efekcie więc dostajemy cała masę ciekawostek, z których część jest interesująca, jak kilka nieznanych mi wcześniej szczegółów technik kucia mieczy, czy też reguły życia szkoły walki.

Niemniej jednak ciekawostki te będę musiał poważnie zweryfikować, bowiem sporo jest też rzeczy, które nie wydają mi się wiarygodne. Tak więc: integralnym elementem uzbrojenia japońskiego bushi był zestaw naczyń do herbaty, który w odpowiednich rękach stawał się śmiercionośną bronią. Każdy bushi potrafił pływać w zbroi i stale nosił przy sobie zawsze 60 typów różnej broni oraz dwa metry sznurka, na wypadek, gdyby musiał kogoś skrępować… I tak dalej i tak dalej…

Osobiście nie wątpię, że w chwili zagrożenia ktoś tam komuś rozbił na głowie imbryk pełen wrzątku, ale to nie zwalnia nas od obowiązku, by krytycznie spojrzeć na to, co się przepisuje.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii fantastyka, Fantasy, Książki, Przeczytane i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Przeczytane w lipcu 2018:

  1. Katrina pisze:

    Muszę w końcu kupić pierwszy tom Ekspansji… za bardzo lubię serial, by odpuścić książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s